ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
173 cm
rejestratorka w Mount Sinai Dental
Awatar użytkownika
i like your soul when it's shirtless
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjizazwyczaj przeszły
postać
autor

Dom Strachów.
Czyż może istnieć coś wspanialszego?
Chrissy uwielbiała rozrywki tego typu, o ile oczywiście były dobrze zrobione, bo takie dla dzieci to nie, słabe. Jeśli jednak kontrolę nad nimi planuje przejąć gadający szczeniak, wysysający ludziom protoplazmę - to musi być wspaniałe! Nie była co prawda pewna, czy Dom Strachów Nevermore na uniwerku obejmuje takie atrakcje, ale był dla dorosłych, a ona całkiem lubiła Rodzinę Addamsów i Wednesday. Takie horrory dla nastolatków to absolutnie jej poziom.
Przebrała się za jakąś wampirzycę w dostojnym, aksamitnym wdzianku. W przebrania nie była najlepsza, ale liczyła, że tyle wystarczy. Zresztą, musiała mieć swobodę ruchów, by dobrze się bawić, a nie utknąć w jakimś nieporęcznym kostiumie, w którym będzie dreptać małymi kroczkami, byle tylko nic się nie rozwaliło, albo w którym będzie źle widzieć przez maskę.
Dawno nie odwiedzała kampusu. Widok starych, znajomych budynków, w których spędziła kilka mniej lub bardziej przyjemnych lat, sprawił, że zmarszczyła brwi i westchnęła, podpierając się pod boki. Za nic nie chciałaby tu wracać, by znów zakuwać. Rzeczywiście miała kilka wspomnieć z udanymi imprezami w tle, ale jakim kosztem? A przecież na imprezy można było się wkręcić nawet nie będąc studentem. Owszem, czasami to sprawdzali, ale zazwyczaj udawało się znaleźć opcję, na której nie był to wymóg. Na pewno nie warto było męczyć się z zaliczeniami dla tych kilku pozostałych.
Na to wyjście umówiła się z Caroline, ale kumpela po prostu wystawiła ją w ostatnim momencie. Chrissy, choć zazwyczaj nie przejmowała się zanadto takimi rzeczami, teraz była troszkę na nią zła. Czy Caro naprawdę uważała, że "moja siostra zaczęła rodzić" jest wystarczającym wytłumaczeniem? Czy nie mogła umówić się z nią na to rodzenie kiedy indziej, skoro Chrissy była pierwsza? Te ciężarne to zawsze takie roszczeniowe!
Williams nie zamierzała jednak rezygnować z zabawy. Była już w połowie drogi na kampus, więc byłoby to mocne marnotrawstwo wszystkiego, łącznie z kostiumem. Pozna ludzi na miejscu, prawda?
Rzeczywiście jeszcze przed wejściem było sporo ludzi. Wpuszczali ich grupami, w odstępach, aby nie wchodzili sobie na głowę. Chrissy ustawiła się grzecznie i rozejrzała wokół, próbując ustalić, jaka grupa dostanie się razem z nią. Oho, sportowcy. Sama nie wiedziała, czy to dobrze, czy niekoniecznie.
- Cześć. Wy też do Domu Strachów? - spytała, uśmiechając się szeroko. Nie spodziewała się przeczącej odpowiedzi, no ale jakoś musiała przecież zagaić, prawda?

franklin cosgrove
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
konewka
lanie wody, sterowanie moją postacią, brak tworzenia punktów zaczepienia dla odpowiedzi, stanie w miejscu z akcją
25 y/o
For good luck!
186 cm
prawy skrzydłowy w toronto fc
Awatar użytkownika
crawling back to you; ever thought of calling when you've had a few? 'cause i always do
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

5

as horror looks you right between the eyes, you're paralyzed

{outfit}

Franklin tłumaczy sobie swoją obecność na kampusie tęsknotą za tym, czego nigdy nie poznał; uniwersytetem, nudnymi wykładami, graniem w beerponga na korytarzu akademika i tematycznymi, nierzadko absurdalnymi imprezami. Nie miał okazji przeżyć ani jednej z tych rzeczy na własnej skórze, bo jest jednym z tych śmiałych chłopaków, którzy całe swoje życie zawierzają piłce i nie tracą nadziei na to, że w żadnym momencie swojej kariery nie złamią sobie nogi, więc naturalnie nie poszedł na studia. Teraz jednak, kręcąc się pomiędzy tłumem krzyczących ludzi w przeróżnych przebraniach (jest tu zarówno Donald Trump, jak i dziewczyna oklejona z każdej strony fioletowymi balonami i udająca winogrono), trochę tego żałuje. Ma wrażenie, że czasami bawiłby się tutaj dużo lepiej niż na boisku, chociaż może jego myśl ma źródło w rozgoryczeniu, z którym przyjmuje grę pod trudnym dowództwem Lauriego.
Tego wieczoru w ogóle o nim nie myśli. Ba, tego wieczoru nawet nie jest sobą. Przebrany za zakrwawionego bejsbolistę, ledwo zwraca na siebie spojrzenia innych ludzi, którzy chętniej odwracają się za tymi bardziej kreatywnymi jednostkami. Bycie anonimowym w tłumie wiekowo podobnych do siebie osób jest całkiem przyjemne. Dzięki znajomości z Archiem, kapitanem uniwersyteckiej drużyny hokeja na lodzie, Franklin bez trudu zostaje wciągnięty do grupy innych sportowców. Większość z nich nie wysiliła się z kostiumami. Jeden z nich przebrany jest za typowego wuefistę z lat osiemdziesiątych, inny za seksowną (w domyśle) cheerleaderkę, jeszcze inny ma na sobie po prostu koszulkę ze swoim imieniem, a w dłoniach dzierży kij do hokeja. Na szczęście zabawkowy. Archie zarzeka się, że gdyby przyniósł tutaj ich wyposażenie, to prawdziwe, to wyrzuciłby go z drużyny.
– Jezu, Arch, ale z ciebie dupa wołowa. I maruda taki! Serio… – jęczy Jayce, ten przebrany za siebie samego, gdy stają w kolejce do domu strachów. Pewnie miałby do powiedzenia coś jeszcze, lecz w tym momencie podchodzi do nich dziewczyna. Nie byle jaka, bo bardzo ładna. Frank stwierdza tak w swoich myślach, a Jayce całkowicie na głos, kiedy wyrzuca z siebie zasapane: – O kurwa!
Chłopak przebrany za cheerleaderkę (Frank nie pamięta jego imienia) trzepie go ręką po głowie. Archie uśmiecha się do ładnej dziewczyny i kiwa głową.
– No, tak! Idziesz z nami? – proponuje, a Frank śmieje się cicho. Nietrudno nie dostrzec sposobu, w jaki się prostuje – jak paw, przekonany, że zaraz z zerowym wysiłkiem sprawi sobie nową, śliczną dziewczynę na jeden wieczór. Jako kapitan hokeistów zwykle nie ma z tym problemu. – Z nami niczego się nie będziesz bała, jak coś – dodaje od razu, hardo, na co jego koledzy parskają śmiechem. Archie wdaje się z nimi w dyskusję („chłopaki, zamknijcie się!”), a Frank wykorzystuje ten moment na sprawdzenie, czy ich nowa znajoma nie jest już wystarczająco bardzo przerażona.
– Cześć. Franklin – przedstawia się, a potem podaje jej rękę. Jest trochę lepka od bardzo słabej jakości, sztucznej krwi. – Kim jesteś? – pyta, marszcząc brwi. – To znaczy, za kogo jesteś przebrana? – doprecyzowuje, bo nie chodzi mu przecież o to, żeby dziewczyna zaczęła mu teraz opowiadać całą swoją biografię. Interesuje go przede wszystkim jej strój i, sądząc po zaciekawionych spojrzeniach reszty chłopaków, nie tylko jego.

Chrissy Williams
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
ODPOWIEDZ

Wróć do „University of Toronto”