ODPOWIEDZ
38 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Razem z Debbie podjęli pewną ważną decyzję dotyczącą ich relacji. Tracy obawiał się tego, że być może się z tym pospieszył, ale prędko zrozumiał, że wybrał dokładnie to, czego chciał i niczego nie żałował. Nie miał jednak czas nacieszyć się zmianami, które między nimi zaszły, ponieważ krótko po ich powrocie od babci McDowell, musiał on iść do pracy, która wyciągnęła go z domu na aż dwa dni. Uroki bycia pilotem, które Debbie na szczęście rozumiała, w końcu pracowała w tej samej branży i ona również potrafiła zniknąć na kilka dni.
Stracony czas mieli nadrobić później, po powrocie Raynotta, kiedy oboje mieli spędzić kilka dni w domu, dzięki czemu czasu będą mieli dla siebie pod dostatkiem. Tracy celowo nic na te dni nie planował, a po powrocie do kraju miał od razu wrócić do domu.
No, prawie od razu, bo w drodze powrotnej obiecał, że kupi coś dla nich na kolację, więc wstąpił jeszcze do indyjskiej knajpki, w której lubili jadać i tam wziął dla nich ulubione dania na wynos. Dopiero z tym zestawem udał się do domu, gdzie miał w końcu zobaczyć się ze swoją d z i e w c z y n ą.
Raynott jeszcze nie przyzwyczaił się do tego, że oficjalnie byli parą. Po miesiącach luźniejszej relacji nie zdołał jeszcze przestawić się, ale za każdym razem, gdy przypominał sobie o tym, że Debbie była j e g o, na jego twarz wkradał się uśmiech. Był po prostu szczęśliwy. Kto by się tego spodziewał po tym, jak długo zwlekał z podjęciem decyzji i zwodził McDowell, nie potrafiąc się zadeklarować?
To już dłużej nie było problemem. I dziś też Tracy nie zamierzał kazać Debbie długo na siebie czekać. W końcu dotarł do domu, do którego postarał się wejść do cichu i widząc, że McDowell nie było nigdzie w pobliżu drzwi, wykorzystał to do pociągnięcia swojego skradania dalej. Zostawił przy drzwiach walizkę oraz pakunek z ich dzisiejszą kolacją, po czym zakradł się do salonu, gdzie zastał brunetkę na kanapie. Zaszedł ją od tyłu i pochylił się nad nią, dając jej tylko chwilę na to, żeby zorientowała się, że to on, ponieważ później zamknął jej usta pocałunkiem. I pozwolił na to, żeby jego czapka opadła na jej kolana, podczas gdy jego dłonie znalazły się na jej ramionach.
Kiedy miało się do kogo wracać, powroty od razu stawały się p r z y j e m n i e j s z e.

Debbie McDowell
30 y/o
Indulge in local cuisine
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez długi czas nie sądziła, że kiedykolwiek uda im się dobrnąć do tego miejsca. Była przekonana, że relacja, która łączyła ją z Raynottem, wciąż będzie utrzymywała się wyłącznie w ramach koleżeństwa pomieszanego z przyjemnymi bonusami. Wydawało jej się, że nawet jeżeli Tracy mógł lubić ją trochę bardziej, za mocno bał się zaangażowania, aby dać tej znajomości realną szansę.
Mimo to chciała pokazać mu, że sama nigdzie się nie wybierała.
To zaś musiało przynieść zamierzony skutek, ponieważ już podczas wspólnego wyjazdu do jej rodziny Tracy zaskoczył ją zmianą nastawienia. Nie miała pojęcia, co ostatecznie skłoniło go do tego, aby tym razem pozwolić sobie na zaangażowanie, ale prędko doszła też do wniosku, że to nie miało dla niej żadnego znaczenia. Liczyło się dla niej wyłącznie to, że on rzeczywiście tego chciał, za sprawą czego Debbie nie mogła być szczęśliwsza.
Jak głupia cieszyła się z tego, że on pewnego czasu mogła nazywać go swoim c h ł o p a k i e m.
Tym jednak nie dane było jej nacieszyć się od razu, ponieważ na krótko po powrocie z weekendowego wyjazdu, Raynott zmuszony był wyruszyć do pracy. Rozumiała to, choć jednocześnie nie mogła wyrzucić z własnego umysłu obawy o to, że być może zmieni zdanie, kiedy zostanie ze swoimi myślami sam na sam na tak długi czas. Usilnie upatrywała się zatem wszelkich zmian w sposobie, w jaki z nią korespondował, jednak tam niczego nie dostrzegła. Wszystko wskazywało na to, że między ich dwójką wszystko rzeczywiście układało się tak, jak ona sama wcześniej chciała.
Dziś czekała na niego cierpliwie, w salonie zaszywając się przed telewizorem. Włączyła kolejną telenowelę, unikając wszystkich tych, które oglądali razem. Była właśnie skupiona na jakiejś szalenie emocjonującej scenie, kiedy Raynott zaszedł ją od środka. Drgnęła lekko, ponieważ udało mu się ją zaskoczyć, ale kiedy tylko zrozumiała, że to jego miała za sobą, na jej usta wkradł się łagodny uśmiech.
Nie miała też nic przeciwko temu, aby zniknął on pod naciskiem jego warg. Odwzajemniła pocałunek, a kiedy Tracy w końcu się odsunął, Debbie spojrzała na niego z zadowoleniem. — To znaczy, że ty też tęskniłeś? — zapytała, ściągając z kolan jego czapkę, którą wetknęła sobie na głowę. Zmieniła pozycję i wciągnęła kolana na kanapę tak, aby móc wychylić się przez jej oparcie i raz jeszcze musnąć usta blondyna własnymi. Skoro teraz oficjalnie uchodzili już za parę, niczego nie zamierzała sobie oszczędzać.

Tracy Raynott
38 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tracy również nie spodziewał się takich zmian między nimi, ponieważ dawno temu postanowił, że nie będzie pakował się w związki. A jednak od pewnego czasu za sprawą Debbie zastanawiał się, czy to nadal było aktualne, a on wciąż znajdował się w tym samym miejscu, w którym był, gdy zostawiła go narzeczona. Wtedy dotarło do niego, że wiele się u niego pozmieniało, a on nie był zobowiązany do tego, by dalej trzymać się decyzji, które podjął wiele lat temu.
Życie pod jednym dachem z McDowell otworzyło mu oczy na wiele spraw. Gdyby nie wprowadziła się do niego, być może tak bardzo by się do siebie nie zbliżyli, ale stało się, a Tracy’emu naprawdę spodobało się życie u jej boku. I nie mógł znieść myśli, że mogłaby zacząć układać własne u boku kogoś innego. To on chciał z nią być, dlatego w końcu przełamał się i odłożył na bok decyzje, które nie miały już znaczenia i otworzył się przed nią, przyznając się do tego, że poczuł do niej coś więcej i chciał na nich postawić.
Wyjazd zaś wcale nie otworzył mu oczu i nie sprawił, że pożałował swojej decyzji. Rozłąka wcale nie sprawiła, że otrzeźwiał, bo wcale nie musiał tego robić. Nie czuł, że podjął błędną decyzję pod wpływem chwili. Było to coś, o czym myślał od dłuższego czasu, ale potrzebował pewnego kopa, aby wreszcie wypowiedzieć swoje myśli na głos.
Dlatego teraz zamierzał obstawać przy swojej decyzji, bo była tą, którą uważał za bardzo dobrą. Prawdopodobnie najlepszą ze wszystkich, jakie ostatnio podjął.
Teraz więc nie mógł doczekać się powrotu do domu, aby wreszcie móc nacieszyć się swoją dziewczyną. Wrócił prosto do niej do domu, zbaczając z trasy tylko na chwilę, ale zrobił to z myślą o ich wspólnej kolacji, którą mieli zjeść razem po jego powrocie. Nie miał dziś sił na żadne wyjścia, był zmęczony po podróży, dlatego wolał tym razem zaszyć się z brunetką w mieszkaniu.
– Mhm, bardzo – przyznał i zamruczał, na chwilę zamykając oczy. Nie przesadzał, przez te dwa dni naprawdę zdążył się stęsknić, dlatego gdy tym razem ona postanowiła skraść mu jeszcze jednego buziaka, nie opierał się. – Do twarzy ci w niej – przyznał po chwili i poruszył zaczepnie brwiami. Co mógł powiedzieć? Miał do niej słabość, gdy zakładała na siebie jego rzeczy. A już szczególnie, gdy miała na sobie jego czapkę… I tylko ją.

Debbie McDowell
30 y/o
Indulge in local cuisine
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała pojęcia, jak skuteczny był do tej pory w swoich postanowieniach, choć jednocześnie rozumiała, z czego one wynikały. Rozmawiali przecież ze sobą na temat przeszłości, a kiedy Tracy podzielił się z nią własnymi doświadczeniami, Debbie dość prędko doszła do wniosku, iż ani trochę nie dziwiła się temu, że uciekał przed kolejnym rozczarowaniem. Rozumiała to, a jednocześnie wiedziała, że sama nie byłaby zdolna do tego samego, ponieważ zbyt mocno kusiła ją wizja wielkiej miłości.
Wtedy jeszcze nie sądziła, że mogliby doświadczyć jej r a z e m.
Później obawiała się tylko, że Tracy nigdy nie zdoła się do tego przekonać. Bała się trochę, że mógłby zmarnować uczucia, które się między nimi pojawiły, ponieważ na cieszenie się nimi nie pozwoliłby mu strach. Pomyliła się jednak, a z tego faktu nie mogła być bardziej zadowolona, bo przecież już od pewnego czasu wiedziała, że sama nie traktowała go wyłącznie jako dobrego przyjaciela, z którym niekiedy zdarzało jej się sypiać.
Rozumiała też, że ich ostatnie zbliżenia nie były tylko sposobem na zaspokojenie własnych potrzeb, ponieważ od jakiegoś czasu stanowiły też sposób na pokazanie drugiej stronie tego, o czym wtedy jeszcze bali się mówić na głos.
A chociaż bynajmniej nie spodziewała się, że Tracy tak prędko przejmie inicjatywę, Debbie zdecydowanie nie zamierzała się na ten fakt uskarżać. Była naprawdę s z c z ę ś l i w a, bo miała przy sobie osobę, z którą pragnęła budować przyszłość. Raynott mógł nie być tego świadomy, ale o nim naprawdę myślała poważnie. Straciła dla niego głowę bardziej, niż dla kogokolwiek, z kim spotykała się wcześniej.
Z tego samego powodu samo potwierdzenie, że za nią tęsknił, poskutkowało przyjemnym ciepłem, które rozlało się po jej wnętrzu. Kiedy wycofała się po pocałunku, zerknęła mu w oczy, a łagodny uśmiech prędko zmienił się w nieco bardziej zaczepny. — Może powinieneś mi ją zostawić? — zasugerowała, poprawiając lekko czapkę, którą chwilę wcześniej ulokowała na własnej głowie.
Delikatnie poruszyła brwiami, przy okazji nie odmawiając sobie tego, aby przemknąć spojrzeniem po całej jego sylwetce. — Ale mundur możesz zostawić sobie — bo do niego, o czym zresztą już doskonale wiedzieli, Debbie miała przeogromną słabość. Tracy pociągał ją generalnie, co nie było żadną tajemnicą, a jednak to właśnie w tym wydaniu w okamgnieniu sprawiał, że uginały się pod nią kolana.

Tracy Raynott
38 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby nie to, że uczucia do Debbie okazały się silniejsze niż Tracy się tego spodziewał, być może nadal trwałby w swoim postanowieniu. Nie narażałby się przecież dla zwykłego zauroczenia. Zrozumiał jednak, że to, co do niej czuł, było poważniejsze i nie miało mu prędko minąć. Ale to nie wszystko, bo ważne było również to, iż był pewny McDowell. Mimo że jej historia, którą przecież częściowo brzmiał, nie była zbyt obiecująca, to jednak miał pewność, że z nimi będzie inaczej. Z jakiegoś powodu czuł, że akurat jego traktowała inaczej niż swoich były, dlatego był o nią spokojny i nie bał się, że za chwilę zmieni zdanie albo z kimś go zdradzi, jak kiedyś zrobiła to swojemu byłemu z jego pomocą.
Raynott znał nie tylko pozytywne strony McDowell, ale też te negatywne i żadna z nich go do niej nie zniechęciła. Doskonale wiedział z kim się wiązał i był na to z d e c y d o w a n y, dlatego wracając dziś do domu wcale nie zastanawiał się nad tym, jak się z tego wykręcić. Zamiast tego nie mógł doczekać się, aż zobaczy Debbie.
Nie tylko ona, bo on też był teraz s z c z ę ś l i w y. To mogło być zaskakujące dla osób, które znały go wcześniej i widziały, jakie wiódł życie, ale nie wiedziały, czemu się na nie zdecydował. W końcu przez długi czas był sam i lubił widywać się z wieloma różnymi kobietami. Teraz zaś nagle postawił na jedną, co mogło wydać się dziwne.
Raynott nie miał jednak nawet najmniejszego problemu z przestawieniem się. Ani trochę nie tęsknił za tamtymi czasami, ponieważ to przy McDowell był obecnie najszczęśliwszy.
– Na dziś może być twoja – poruszył zaczepnie brwiami, najwyraźniej bardzo chcąc ją w niej oglądać, skoro postanowił, że dziś powinna mieć ją na sobie. Na razie nie tylko ją, ale dzień był jeszcze młody.
– Dzień w mundurach, co? Niech będzie – stwierdził rozbawiony, nie mając nic przeciwko temu, żeby zostać w roboczym stroju. Nie była to rzecz, którą chciałby nosić w domu na co dzień, ale czasami mógł zrobić Debbie przyjemność, ponieważ wiedział, że lubiła oglądać go w takim wydaniu, a w pracy nie zawsze mogła to dobrze wykorzystać. – Zgadnij, co dla ciebie mam – powiedział, powoli wycofując się do drzwi wejściowych, gdzie porzucił wszystko, z czym przyszedł. Wspomniał jej o tym, że dostarczy im kolację, ale nie mówił, co konkretnie na nią zamówi. Brunetka mogła więc odgadnąć, na co się zdecydował, podczas gdy on zabierał torbę z jedzeniem z korytarza.

Debbie McDowell
30 y/o
Indulge in local cuisine
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

O Debbie można było powiedzieć wiele złego. Zakochiwała się bez pamięci, ale też bardzo szybko popełniała błędy, które każdy z jej dotychczasowych związków doprowadziły do ruiny. Niejednokrotnie dopuściła się zdrady, z czego nie była dumna, ale jednocześnie nie postrzegała siebie jako złej osoby. Wydawało jej się, że jeśli znajdzie kogoś, kto rzeczywiście był jej pisany, skupi swoją uwagę tylko i wyłącznie na tej osobie.
Może właśnie dlatego traciła rozum za każdym razem, kiedy to Tracy był obok?
Bo jego rzeczywiście była pewna. Wiedziała też, że jemu n i g d y nie mogłaby wyrządzić krzywdy. Pragnęła go uszczęśliwić, dlatego już od dłuższego czasu robiła wszystko, aby pokazać mu się z jak najlepszej strony. Nie była to też żadna gra, a raczej jej prawdziwe, troskliwe oblicze. Jeśli Tracy rzeczywiście je dostrzegł i zdecydował się je docenić, Debbie nie mogła być szczęśliwsza.
Ona naprawdę chciała wieść życie przy jego boku.
Kiedy dał jej na to szansę, była wniebowzięta. W ciągu minionych dni dopisywał jej wyjątkowo dobry humor, który nie minął nawet wtedy, gdy umierała za nim z tęsknoty. Kiedy go nie było, Debbie wykorzystywała każdą okazję do kontaktu, raz po raz wysyłając mu jakieś wiadomości, nawet jeżeli to miało ograniczać się wyłącznie do wymiany głupich obrazków. Po prostu chciała czuć, że on myślał o niej równie intensywnie, jak ona uciekała myślami do niego.
Gdy obiecał, że na dziś mogła zatrzymać sobie jego czapkę, Debbie poprawiła ją z zadowoleniem. Nie omieszkała też wykrzywić przy tym ust w zaczepnym uśmiechu, który nie zniknął nawet wtedy, kiedy chwilę później się odezwała. — Nie licz na to, że będziesz siedział w nim zbyt długo — skomentowała i przemknęła spojrzeniem po całej jego sylwetce. To, że podobało jej się to, co widziała, dało się dostrzec w samym jej spojrzeniu.
Jedna z jej brwi powędrowała ku górze, kiedy wspomniał o tym, że coś dla niej przyniósł. Miała świadomość tego, że mówił o kolacji, ale nie była w stanie stwierdzić, na co mógł dziś postawić. — Palak? — zapytała, ściągając brwi ku sobie. Obserwowała go przy tym uważnie, na razie jeszcze nie ruszając się z kanapy. Dopiero po chwili wstała, żeby przynieść im talerze i sztućce - skoro on dostarczył kolację, Debbie mogła wziąć na siebie resztę przygotowań. — Zresztą, cokolwiek wybrałeś, wiedz, że i tak będę podjadać twoje — oznajmiła, celując w niego palcem. Uśmiechnęła się przy tym, bo naprawdę odpowiadała jej wizja tego, że wszystko mogli robić teraz r a z e m.

Tracy Raynott
38 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tracy znał spory kawałek jej historii i to tej, która nie stawiała jej w najlepszym świetle. Wiedział, więc na co się pisał, ale jednocześnie w ogóle nie podejrzewał Debbie o to, że z nim obejdzie się tak samo. W przeszłości mogła popełniać błędy i ranić mężczyzn, z którymi się spotykała, ale znali się już na tyle dobrze i spędzili ze sobą tyle czasu, że Raynott stał się jej p e w n y.
Trochę czasu już żyli razem, jeszcze zanim postanowili oficjalnym uczynić to, co było między nimi, więc miał dość czasu, aby przekonać się o tym, jak podchodziła do ich relacji. Dostrzegał przecież jej starania i pamiętał również o tym, że nigdy nie zrobiła nic, żeby w nią zwątpił. Czemu więc miałby to zrobić?
Gdyby jednak popełniła jakiś błąd, mogła być pewna, że Tracy nie chciałby mieć z nią już nic wspólnego. Dał szansę temu związku pomimo swoich oporów, które miały swoje źródło w jego przeszłości, ale była to jednorazowa szansa, ponieważ nie zamierzał narażać się na zbyt wielkie rozczarowanie. Nie był osoba, która dawałaby nieskończone szansy, nawet jeśli na Debbie bardzo mu zależało i chciał, żeby im się udało. Jeśli to jednak miało działać, żadne z nich nie mogło wywinąć temu drugiemu poważnego numeru, bo to oznaczałoby koniec.
O tym jednak Raynott w ogóle nie myślał. Delektował się raczej ich etapem miesiąca miodowego, podczas którego wszystko było tak przyjemne, a oni trochę nie mieli siebie dość. Blondyn zdążył już zapomnieć, jak to jest, gdy jest się w kimś związku, teraz więc miał szansę przypomnieć sobie o tym, jak miłe rzeczy potrafił za sobą pociągnąć. A przy McDowell to smakowało naprawdę dobrze.
– To raczej na to liczyłem – mrugnął do Debbie i uśmiechnął się łobuzersko. Powinna znać go już na tyle, żeby wiedzieć, że po powrocie na pewno długo bez jej bliskości nie wytrzyma, więc nie było mowy o tym, żeby ten mundur pozostał na nim przez resztę wieczoru. Ale jeszcze przez chwilę mógł go ponosić, tym bardziej, że w pierwszej kolejności miał ochotę na kolację, ponieważ zdążył już zgłodnieć.
– Wyczułaś? – zapytał rozbawiony, bo nie spodziewał się tego, że od razu zgadnie. Wracał właśnie z korytarza, aby na stoliku w salonie rozłożyć wszystkie opakowania z jedzeniem. Gdy to zrobił, usiadł na kanapie i wziął przyniesiony przez Debbie talerz oraz sztućce. – Dlatego wziąłem dwa różne dania – oznajmił, otwierając pudełka z jedzeniem. Raynott zdołał przewidzieć, że brunetka nie będzie chciała ograniczyć się wyłącznie do swojej porcji, nie raz już dobierała się do tej, którą zamówił dla siebie, dlatego teraz był przygotowany na taką ewentualność.
Mogła być jednak pewna tego, że on również nie będzie jadł tylko z własnego talerza.
– To co robiłaś, kiedy mnie nie było? – zagaił, zajęty nakładaniem sobie na talerz jedzenia. Choć podczas jego nieobecności rozmawiali ze sobą, nie było czasu na to, żeby spokojnie porozmawiać ze sobą o wszystkim. Tracy miał dość napięty grafik podczas tego wyjazdu, a w trakcie lotów nie mógł się niczym rozpraszać. Pewne rzeczy musiał więc nadrobić dopiero teraz i zaczął od tej, która ciekawiła go najbardziej – chciał dowiedzieć się, czy u niej wydarzyło się coś interesującego. Mógł też po prostu posłuchać o tym, jak bardzo się za nim stęskniła. To też mu się spodobało.

Debbie McDowell
ODPOWIEDZ

Wróć do „#24”