Kompletnie nie spodziewałem się tego, że Gabriela aż tak zainteresuje się zwykłymi surykatkami. Zdawałem sobie sprawę z tego, że nie należała ona do kobiet, które można było zainteresować wyłącznie drogą kolacją i kilkoma prezentami. Jednak nie przypuszczałem, że już w ciągu kilku minut naszej randki zaczniemy wymieniać się informacjami na temat zwyczajów żywieniowych surykatek. Nie miałem nic przeciw temu, ponieważ lubiłem słuchać, jak opowiadała o rzeczach, które ją interesowały.
-
Jeżeli zatrzymamy się na tym, że wyglądają uroczo, to powiedzmy, że tak. Jednak nie śmiałbym porównywać cię do surykatki - odpowiedziałem. -
Chociaż skoro sama poruszyłaś temat agresji wywołanej głodem, to nie wiem czy jednak nie strzeliłem gafy z wyborem miejsca na randkę. Może powinniśmy pójść na jakiś porządny obiad?
Zaśmiałem się pod nosem, a następnie zerknąłem w stronę wybiegu. Nie zdążyłem jeszcze powiedzieć wszystkiego, czego dowiedziałem się o tych stworzonkach, a już musiałem pogodzić się z faktem, że moja wiedza była zdecydowanie mniej imponująca niż sam zakładałem. Zainteresowała mnie jednak wzmianka o ojca Gabrieli. Zdawałem sobie sprawę z tego, że dla niektórych rodzin polowania stanowiły tradycję, ale sam nigdy nie miałem okazji uczestniczyć w czymś podobnym. Mój adopcyjny ojciec miał zupełnie inne zainteresowania, a biologicznego nie zdążyłem poznać na tyle dobrze, żeby wiedzieć, co lubił robić w czasie wolnym.
-
Czyli rozumiem, że zaprosiłem na randkę specjalistkę od dzikich zwierząt? Zajebiście... A ja przeczytałem kilka artykułów w necie i myślałem, że będę mógł ci zaimponować - przyznałem z rozbawieniem. -
Ale skoro tata zabierał cię na polowania, to też strzelałaś do zwierząt czy raczej obserwowałaś?
Nie chciałem udawać, że temat mnie nie interesował. Właśnie po to ją zaprosiłem, żebyśmy mogli spędzić trochę czasu razem i lepiej się poznać. Najzwyczajniej w świecie chciałem dowiedzieć się o niej czegoś więcej. O jej dzieciństwie, rodzinie i o tym, czym się zajmuje poza byciem demonicą seksu.
Kiedy poczułem jej dłoń na swoim policzku, to odruchowo uśmiechnąłem się nieco szerzej. Odwzajemniłem pocałunek, pochylając się przy tym w jej stronę. Co prawda nie był to nasz pierwszy pocałunek, a mimo to odczuwałem teraz podobną satysfakcję jak za pierwszym razem. Szczególnie że jeszcze jakiś czas temu nasze spotkania sprowadzały się przede wszystkim do wzajemnego dokuczania sobie. Nadal zresztą uwielbiałem ją prowokować, ale coraz częściej zdawałem sobie sprawę z tego, że nie potrzebowałem żadnego konkretnego powodu, żeby szukać jej towarzystwa.
-
Mogłaś mnie sama zaprosić. Wiesz przecież, że nie obraziłbym się, gdybyś od czasu do czasu przejęła inicjatywę - stwierdziłem. -
Chociaż muszę przyznać, że trochę celowo zwlekałem. Chciałem sprawdzić, czy zaczniesz się niecierpliwić.
W sumie nie była to tak do końca prawda. Przez pewien czas rzeczywiście zastanawiałem się, czy zaproszenie Gabrieli na oficjalną randkę było dobrym pomysłem. Nasza znajomość rozwijała się w dość nietypowy sposób, a ja nie miałem szczególnej ochoty komplikować czegoś, co do tej pory sprawiało mi tak dużo przyjemności. Poza tym nie wiedziałem jeszcze do końca, czego tak właściwie oczekiwałem od tej relacji. Dotychczas moje życie prywatne było stosunkowo proste i nudne. Jednak Gabriela zaczynała zajmować w moich myślach zdecydowanie więcej miejsca niż początkowo przewidywałem.
Spojrzałem ponownie na nią, gdy wspomniała o moich rzekomych zamiarach. Nie potrafiłem powstrzymać uśmiechu. Nasze wcześniejsze żarty o ślubie nadal mnie bawiły, szczególnie że początkowo nie przypuszczałem, iż kiedykolwiek rzeczywiście zaproszę ją na randkę. Jednocześnie miałem też świadomość tego, że jej sytuacja była znacznie bardziej skomplikowana niż moja. Ciąża nie stanowiła dla mnie żadnego problemu, ale nie zamierzałem też udawać, że była zupełnie nieistotnym szczegółem. Doskonale wiedziałem, jak duża odpowiedzialność wiązała się z wychowywaniem dziecka. A ja nie chciałem składać żadnych deklaracji wyłącznie po to, żeby zrobić na niej dobre wrażenie.
-
A co, gdybym faktycznie miał poważne zamiary wobec ciebie? - zapytałem, przyglądając się jej z zaciekawieniem. -
Przestraszyłabyś się i uciekła jak kopciuszek, zostawiając za sobą jedynie pantofelek? Czy raczej od razu zaczęłabyś organizować wesele?
Uśmiechnąłem się, po czym delikatnie złapałem ją za rękę.
-
A tak całkiem poważnie. Gdybym chciał wyłącznie znaleźć sobie dziewczynę do udawania mojej przyszłej żony przed kumplami, to na pewno nie musiałbym się aż tak starać - powiedziałem, unosząc lekko kącik ust. -
Zaprosiłem cię tutaj, bo lubię spędzać z tobą czas. I nie chodzi mi wyłącznie o to, że jesteś cholernie atrakcyjna, chociaż byłbym idiotą, gdybym próbował temu zaprzeczać. Po prostu naprawdę chcę cię lepiej poznać.
Nie czułem potrzeby dodawania czegokolwiek więcej. Nie musieliśmy przecież już na pierwszej randce decydować, jak będzie wyglądała nasza wspólna przyszłość. Wolałem przekonać się, dokąd nas to wszystko zaprowadzi, zamiast wybiegać myślami o kilka lat do przodu. Tym bardziej że nie zamierzałem traktować Gabrieli jak kolejnej przelotnej znajomości.
-
Skoro już gadamy o powaznych zamiarach, to na dziś też już coś zaplanowałem - dodałem po chwili. -
Zamierzam oprowadzić cię po zoo, kupić ci coś dobrego do jedzenia i być tak zajebiście czarującym, żebyś sama zaproponowała kolejną randkę.
Gabriela R. Blais