Na słowo
desperatka z trudem opanowała parsknięcie, ograniczając się jedynie do nieco cięższego wydechu. Już samo małżeństwo za pieniądze było czystym aktem desperacji, nie zamierzała poniżać się jeszcze bardziej, ale to
m i ł e, że w tym szaleństwie jej za taką nie uważał. Jednocześnie, ku własnemu zdziwieniu, zrozumiała też, że Aslan nie irytował jej aż tak bardzo, jak przypuszczała. Pewnie to kwestia praktyki z Ree, dzięki któremu wyrobiła sobie całkiem spore pokłady cierpliwości. Jako małżeństwo musieli po prostu jakoś nauczyć się razem funkcjonować.
—
Właściwie to trochę smutne, że uważasz seks za p r z y k r y obowiązek — zauważyła z troską widoczną w oczach, kiedy na moment obdarzyła go bacznym spojrzeniem, uprzednio podpierając dłoń na biodrze. Drżące pod wpływem rozbawienia kąciki ust zdradzały jej prawdziwe intencje. Droczenie się było silniejsze od niej.
Bez trudu odczytała wiadomość zaszyfrowaną między słowami mężczyzny. Jego otwartość na relacje z innymi przyjęła z ulgą, bo… ich małżeństwo było wyłącznie na pokaz, a przecież oboje mieli własne potrzeby. Zwykle związki, zwłaszcza te zawierane na papierze, miały określone ograniczenia, więc ich brak w tak istotnej kwestii rudowłosa uznała za całkiem przyjemną odmianę. Nie chciała się ograniczać, co zamierzała jeszcze podkreślić podczas ustalania wspomnianych już zasad.
—
Polo? To trudny sport — zauważyła, ściągając brwi trochę zaskoczona. Chociaż, sądząc po jego wyspiarskim akcencie, mogła się domyślić, że w tamtych stronach uwielbiano tę grę. —
I trochę kosztowny — obrzuciła go jeszcze podejrzliwym spojrzeniem.
Nigdy nie brała udziału w takiej
rozrywce, bo w okolicy rzadko organizowano tego typu zabawy, ale widziała z filmów, jak to wyglądało. Tylko majętni ludzie pozwalali sobie umilać czas w ten sposób, a Aslan w jej oczach nie reprezentował tej grupy. No chyba, że był czarną owcą w rodzinie, na co Ade była wyrozumiała, gdyż znała już takie przypadki. I to całkiem niedaleko.
Kiedy już zaczęła ratować swoją zapiekankę (i godność), w zaaferowaniu nawet nie zarejestrowała jego pogardliwego prychnięcia wobec użytych przez nią przekleństw. Pytanie o głód było wyłącznie grzecznościowe, bo i tak zamierzała mu to danie podać, aczkolwiek ujrzawszy po chwili przy stole jego powątpiewającą minę, na kilka sekund zawiesiła widelec w powietrzu i zatrzymała na nim swoje zielone spojrzenie. W milczeniu, bez okazywania jakichkolwiek emocji, w głowie poddawała jego zachowanie dogłębnej analizie. Kiedy mężczyzna ostatecznie odsunął talerz, powędrowała za nim wzrokiem.
—
Już pomijając fakt, że jeszcze nie zapoznałam cię oficjalnie z moim tatą, to jaki miałabym pożytek z twojego truchła, skoro jesteś spłukany? — odparła w zamian, spoglądając na niego niewinnie przez kilka sekund, zanim ostentacyjnie wbiła widelec w posiłek. Podmuchała gorący makaron i, znów podnosząc wzrok na mężczyznę, demonstracyjnie wzięła do ust kęs.
Wcale nie była taka zła. —
Masz chociaż ubezpieczenie? — dopytała z nagłym zainteresowaniem, jakby rzeczywiście zaczęła brać to pod uwagę. Nadziała kolejną część zapiekanki na sztuciec i, pakując go sobie do buzi, posłała Aslanowi kolejny
uroczy uśmiech.
—
Tak, jest kilka nie podlegających negocjacjom — na pytanie o zasady jej głos stał się już poważniejszy. Powiodła za nim spojrzeniem, gdy postanowił poszukać kartki i wskazała, w której szufladzie znajdzie długopis. W tym czasie jadła sobie spokojnie. Nie mogła wybrzydzać, bo będąc głodną, potrafiła być naprawdę nieprzyjemna, a tego podczas pierwszego wspólnego wieczoru Aslan nie musiał doświadczać. Na razie.
Jego ładne, czytelne pismo okazało się dla niej kolejnym zaskoczeniem. W myślach musiała przyznać, że pisał lepiej od niej, ale nie skomentowała tego na głos. Właściwie, nie zdążyła bardziej skupić na tym swojej uwagi, bo usłyszała pierwszy jego warunek. Jej brwi z miejsca powędrowały ku górze.
—
Żartujesz. Łóżko jest moje. Nie interesuje mnie twój ból pleców o poranku. Ja muszę wysypiać się do pracy — popatrzyła na niego z politowaniem. —
A propo, znalazłeś już jakąś zamienną? — zaciekawiła się, powracając do jedzenia. W jej głosie dało się słyszeć nikły przekąs.
Już wystarczyło, że ostatnio dała się podpuścić Reece’owi. Nie zamierzała we własnym domu spać na kanapie. Przez rok? Aż parsknęła kpiąco na samą myśl, bo jej kości z pewnością by tego nie wytrzymały. Kanapa była wygodna, ale nie na tyle, żeby zamienić ją za łóżko. Nie odpuści mu tego tematu.
—
Nie jestem kurą domową. Nie oczekuj, że będę po tobie sprzątać, prać czy ci gotować. To zależy wyłącznie od mojego dobrego humoru — wyznała po chwili. —
Możemy podzielić się obowiązkami i zrobić na to oddzielny harmonogram. Albo ustalić, że na przykład jeśli ja gotuję, ty zmywasz — powiedziała, proponując możliwie równy podział. —
Tylko uprzedzam, że nienawidzę prasować. Nie umiem prasować koszul, więc z tym będziesz musiał poradzić sobie sam — dodała na koniec, gotowa na negocjacje.
Kiedy skończyła jeść, podniosła się z miejsca i zabrała ze sobą talerze. Wtedy też przez uchylone okna rozległy się syreny. Wzdrygnęła się wystraszona i z nagła rozszalałym sercem instynktownie, w zaniepokojeniu spojrzała w mrok na zewnątrz. Nie podobało jej się to, co zaczynało dziać się w mieście.
—
To chyba nie jest zwykła awaria — zauważyła ostrożnie, po czym przeniosła spojrzenie na siedzącego przy stole Aslana. Nagle pomyślała, że jednak dobrze, że tu dziś przyszedł. W jego towarzystwie będzie jej jakoś raźniej.
Odetchnęła niepostrzeżenie, chcąc się pozbyć z siebie dziwnego napięcia mięśni, i sięgnęła po lampki do wina, które, wraz z korkociągiem w rękach i butelką białego trunku pod pachą, przeniosła na stół.
—
Tym chyba nie powinieneś się otruć — posłała mu kąśliwy uśmieszek i podała do ręki butelkę, by rozprawił się z korkiem. Skoro miała mężczyznę w domu, nie musiała sama się męczyć.
—
Poza tym, nie palimy w domu. Jak chcesz to musisz wyjść na zewnątrz albo na balkon. A tak z ciekawości, ile fajek dziennie wypalasz? — po wsunięciu się z powrotem na krzesło przekrzywiła głowę na bok i spojrzała na niego z zaintrygowaniem. Osobiście jakoś mocno nie przeszkadzał jej zapach papierosów, pod warunkiem, że nie przesiąkały nim całe wnętrza oraz garderoba.
Aslan Mountbatten