ODPOWIEDZ
27 y/o
Volpe Rossa
173 cm
Good girls go to heaven And bad girls never die
Awatar użytkownika
The night is young
And so am I
Velvet gun
On my thigh
Witch bitch
Born to bite
Born to live
Born to fly
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os
czas narracji-
postać
autor

Środowisko madek, to była patologia w czystej postaci. Nie rodzisz dziecka naturalnie, tylko przez cesarkę? To wydobyciny, a nie poród. Nie karmisz dziecka piersią, to nie masz prawa nazywać się matką. Takich smaczków było wiele. Ilość wręcz przytłaczająca, a ona była już chyba na skraju czegoś pomiędzy załamaniem, a czystym popierdoleniem. Szkoła rodzenia. Miejsce, gdzie ktoś uczy cię odpowiedniej techniki oddychania i zawijania pieluch, zanim wywalisz na świat małego dyktatora, który zorganizuje każdą kolejną sekundę twojego życia. Kurwa, jak ona nienawidziła tych spotkań.
Alejandro jednak ją przekonywał, że te całe spotkania jej się przydadzą i powinna na nich być. Oczywiście, że nie miał czasu z nią pojechać, bo przez zasrany Blackout były braki w personelu medycznym i ciągali go wszędzie gdzie się dało. Na samą myśl, że znowu miała być tam jedyną osobą bez pary, to aż ją skręcało. Jako, że to family place przyjazne dzieciom, to nie mogła jednej suce Jessice wybić tego uśmieszka z mordy. Z takimi poczwarami trzeba grać w ich grę, a potem je zmiażdżyć. A skoro typiarce przeszkadzał fakt, że nie przychodziła z ojcem dziecka, to zamierzała jej pokazać całą plejadę najlepszych wujków na świecie.
Zaczynając od Erica. Informatycznego geniusza, który trzymał w ryzach i względnym bezpieczeństwie jej konta na social, żeby przypadkiem małe co nieco nie wypłynęło dalej w świat.
- Prooooooooooszę, i tak nie masz co robić, bo nie ma prądu. A Sher pewnie lata i zajmuje się odwoływaniem rezerwacji na sali. - zamierzała nawet zrobić oczy kota ze Shreka. Znaczy ni chuja nie umiała zrobić tak sweet wyszczerzu, więc miała go narysowanego na kartce z dopiskiem "Zrób to dla Juniora". - Będzie fajnie. Junior nawet zaczyna się ruszać i może jako pierwszy poczujesz jego kopniaka. - miała go. A może nie. Tak czy siak po wielkim ciężarnym melodramacie i zjedzonej paczce żelek oboje stali przed budynkiem, w którym zaraz zaczynał się jej prywatny terror.
- Gabriela, słonko, dziś pracujemy w parach. Pożyczę ci mojego Paula... Oh… Przyprowadziłaś kogoś. - od tego rechotu żaby aż ją skręcało i Juniora również, bo przecież jako matka czuła takie rzeczy. Mocniej zacisnęła palce na ramieniu Erica i wymusiła na usta uśmiech. Słonko... Nigdy nikt jej tak nie opluł... Pieprzone gniazdo żmij... Ten cały Paul nie miał nawet podjazdu do Erica. W odruchu miłosierdzia może powinni chłopa uratować z rąk tej meduzy?
- Chodźmy Eric na salę. Tutaj śmierdzi. Chyba Jessica ma gazy ciążowe. A nie, to tylko zapach fałszywej pizdy i tanich perfum. - powiedziała słodkim głosikiem, którego się tutaj nauczyła i pociągnęła przyjaciela na salę, gdzie mieli oboje, jako drużyna odpierdolić rodzicielski shit.

Eric Stones
Verdsa
I'm crazy but whatever Yeah that's just rock and roll
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Życie wciąż potrafiło zaskoczyć Erica, bo gdyby usłyszał od kogoś, że w 2026 roku uda się do szkoły rodzenia, zareagowałby śmiechem. Koniec końców, nieźle by się zdziwił.
Cóż, chciał być dobrym przyjacielem i wujkiem dla Juniora, dlatego też nie odmówił, kiedy Gaba zaproponowała mu wspólny wypad.

Aczkolwiek czuł się dość dziwnie, mając świadomość, że do takiego miejsca przychodziły głównie pary oczekujące potomstwa. Miał wrażenie, jakby był jakimś intruzem albo kimś, kto tam kompletnie nie pasował, bo jego prawdziwa dziewczyna nie była w ciąży.
Poza ludźmi jego uwagę przykuły plakaty oraz przeróżne ulotki - nawet wziął sobie kilka ze stolika obok jednej z sal i schował do kieszeni; bo może i z Sher dbali o zabezpieczenie, tak koniec końców, uprawiając seks, należało mieć świadomość tego, z czym mógł się wiązać.
- Ja ee… - zaczął, lecz ostatecznie podniósł ręce w geście kapitulacji po usłyszeniu ładnego, wydłużonego "proszę".
- Dobra, dobra, okej, pójdę z Tobą. Znaj moje dobre serce. - odpowiedział, a Gaba miała rację co do tego, że Sher miała mnóstwo na głowie, a on aktualnie miał wolniejszą chwilę. Gdyby było inaczej, po prostu by odmówił.
- W sumie to nawet miłe, że o mnie pomyślałaś. - dodał, bo przecież nie był jedynym kumplem rudowłosej. - O, serio zaczyna kopać? Może będzie piłkarzem. - zażartował sobie Stones, lecz zaraz jakaś durna pindzia się przywaliła.
- Jest jakiś problem? - spytał, bo totalnie nie rozumiał takiego zachowania. No ale nie poznał pewnie odpowiedzi, bo go Gaba zaczęła ciągnąć w kierunku sali.
- Już idę, idę. - powtórzył, dając znać, iż nie zamierzał stawiać oporu, chociaż z pindzią mógłby jeszcze zamienić kilka słów, żeby odwaliła się od Gaby Choć znając język Gaby, raczej nie potrzebowała wsparcia. Pomyślał, parskając krótkim śmiechem, bo musiał przyznać, że to, co usłyszał, go rozbawiło.
- Rozumiem, że będę musiał Ci trzymać nogi albo za rękę? - spytał, nie mając zielonego pojęcia, co tak właściwie się robiło na takich zajęciach.
Sala zaczynała się wypełniać coraz większą ilością par, a przy oknie stała kobieta - prawdopdoobnie prowadząca – i gawędziła sobie z jakąś inną kobietą.
- Sporo was tutaj. Myślałem, że frekwencja jest nieco mniejsza. - rzucił do Gaby, przelatując wzrokiem po sali, by sprawdzić, czy odnajdzie kogoś znajomego.
- O, mój kumpel ze studiów tu jest, no proszę… - Jaki ten świat mały. Kumpel był zbyt zajęty swoim telefonem, więc Eric do niego nie pomachał. Może potem się przywita.

Gabriela R. Blais
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”