27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brian paręnaście miesięcy temu, stracił już wszystko, co miał i stanął na równe nogi, odnajdując w tym szansę na zaczęcie zupełnie od nowa. Shelby odnajdywał w ryzyku czy też chaosie pewien komfort, dlatego z utęsknieniem czekał na te spontaniczne chwile. W sumie dokładnie takie jak ta, gdy zdecydował się na tę randkę, bo przecież nie był człowiekiem, który biegałby za kobietami z bukietem kwiatów w dłoni. A jednak siedząc tak w tej uroczej kawiarni i spoglądając na Wendy, tatuażysta zaczął wychodzić poza znajome, bezpieczne schematy. Choćby te głupie gwiazdy, na chwilę wywołały w nim nieznane mu dotąd wątpliwości; bo może z interesującą osobą u boku, okazałyby się całkiem ładne? Szczególnie, jeśli można oglądać je daleko za miastem, gdzieś na tym pieprzonym łonie natury z dala od wszystkich ludzi, którzy na co dzień grają mu na nerwach. Może, ale tylko może, ta wizja stawała się kusząca, podobnie jak Wendy, od której coraz ciężej było mu oderwać spojrzenie.

Słysząc swoje imię, Brian uniósł leniwie kącik ust i przechylił łepetynę do boku, krzyżując ręce na swojej klatce piersiowej. Gardner była od niego starsza, ale jednocześnie tak urocza, że ta niewielka różnica wieku, przestawała mieć dla niego jakiekolwiek znaczenie. A pewności siebie zdecydowanie nigdy mu nie brakowało. Wiele osób spojrzałoby na niego krytycznie, ale on nie miał sobie nic do zarzucenia. Poza bratem nie miał nikogo, a i tak po wypadku skupił się głównie na sobie; na swojej karierze, na własnym rozwoju, na sklejeniu swojego życia w kupę. Radził sobie cholernie doskonale w pojedynkę, więc ponownie; dlaczego miałby być skromny? Szczególnie, jeśli na jego drodze, pojawiała się taka dziewczyna jak ona; pełna optymizmu, pomysłów i historii. A przy tym ładna, rozgadana i nie zostająca gdzieś w tyle, tylko dotrzymująca mu kroku. To oczywiste, że rosło mu ego, jeśli ktoś taki jak ona, zaczynał się nim interesować.

Nie lubisz być posłuszny?

Chłopak zaśmiał się niekontrolowanie pod nosem, pocierając palcami kark, jakby długo zastanawiał się nad odpowiedzią, choć ta przyszła mu dość błyskawicznie. — Nie do końca, choć to też zależy od tego, komu miałbym być posłuszny — stwierdził z rozbawieniem, spoglądając na nią z charakterystycznym błyskiem w oku. — I co z tego mogę mieć — dodał niewinnie, bo to przecież była istotna kwestia. Brian nic nie robił za darmo. No prawie. — Hm, to prawda. Kwestia zebrania funduszy, bo mam już stałych klientów — przyznał, kiwając łagodnie głową. Wciąż nad tym wszystkim pracował; planował, zarabiał i poznawał ludzi, którzy pomogą rozwinąć mu biznes. Nie naciskał i nie próbował wszystkiego desperacko przyspieszyć, bo nie chciał, żeby wszystko rozsypało się jak domek z kart. — Teste di Moro — dokończył za nią. — Mieliśmy parę w rodzinnym domu — dodał w ramach wyjaśnienia. Na wspomnienie o glinie, Brian po raz kolejny pokiwał głową z podziwem. Czym mogła go jeszcze zaskoczyć? Shelby miał nieodparte wrażenie, że ta lista ciągle się tylko powiększała.

*****


Och, no podobało mu się to jej iskrzące spojrzenie, które prowokowało go do dalszych działań i niekończących się zaczepek. Wyczuwając jej dłonie na swoich biodrach, Broke uśmiechnął się krzywo, na nowo zaciągając się dymem. Ułożył jedną ze swoich dłoni na jej talii, przyciągając ją nieco bliżej swojej klatki piersiowej i nachylił się w jej stronę z tym swoim aroganckim uśmiechem. — Taka odważna jesteś, W? — mruknął z rozbawieniem. Szybko poczuł się komfortowo w jej towarzystwie, jakby znali się... od lat? Zaraz jednak ściągnął z zaskoczeniem brwi, rozglądając się pobieżnie po okolicy, jakby musiał się upewnić, czy nie zaparkował w złym miejscu. — Twój dom? — zapytał. — Ja tu mieszkam — przyznał, unosząc palce z papierosem, wskazując jedno z okien. — Ja pierdolę. Jesteśmy sąsiadami? — zaśmiał się. Jakim cudem nigdy wcześniej na siebie nie wpadli? Los chyba naprawdę musiał trzymać ich w gotowości na właściwą chwilę. Shelby szybko jednak ponownie skupił na niej swoją uwagę, gdy przesunęła palce na jego szyję. Jej słowa sprawiły, że Brian wstrzymał nieznacznie oddech, opuszczając niedopałek na ulicę, bo nagle przestał myśleć o paleniu. Jej szept mącił mu w głowie, odbierając jasność umysłu; co za mała kusicielka.
— Nie jestem typem, który odmawia dobrej muzyki i alkoholu — rzucił, zabierając dłoń z jej tali, ale tylko po to, by spleść palce ich dłoni razem. Drugą ręką sięgnął po ich płyty i bez wahania, przyciągnął ją do swojego boku. — Prowadź — zachęcił, nachylając się w jej stronę. — I skoro tak bardzo obawiasz się końca tej randki, to przeciągnijmy ją do rana, co? — szepnął żartobliwie. Shelby, nie stracisz żadnej okazji do prowokacji, huh?

:stickblep:
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy wspomniał o wypadku i utracie pamięci przez chwilę zastanawiała się, czy nie rozwinąć tematu, nie pociągnąć za język, bo to nie tak, że jej to nie obchodziło w zupełności. Obchodziło. Chyba uznała, że to nie są rozmowy na pierwszą randkę? A może nieco się spłoszyła? Możliwe, bo prawda była taka, że Gardner niekiedy paplała jak opętana na milion nic nie znaczących tematów, ale gdy zaczynało robić się poważnie to w środku panikowała. Były tematy, które lepiej tolerowała, a niektóre znosiła nieco gorzej i gdy pozornie sprawiała wrażenie odważnej, Brian tak naprawdę nie miał pojęcia jak łatwo można było ją spłoszyć. Miała w swoim życiu wąskie grono zaufanych osób, przy których mogła być w pełni sobą i otwarcie ogłaszać jaka to wolna i niezależna lubi być, ale to samo grono wiedziało też, że ta dziewczyna pragnie pieprzonych fajerwerków, boomboxów pod oknem i pocałunków w deszczu z kimś, kto nie ucieknie przy pierwszym możliwym sabotażu związku, jednym z wielu, które będzie regularnie wprowadzać w życie, w obawie przed dorosłością, zobowiązaniem i oddaniem w pełni swojego serca. Cholernie się tego bała i pewnie dlatego mając ponad trzydzieści lat na karku wciąż uganiała się za czymś niemożliwym windując swoje oczekiwania tak mocno, by nie znalazł się taki co je wsyzstkie spełni, by mogła powiedzieć: ha, nie dałeś rady. I kto wie, czy to nie dlatego miała w zwyczaju spotykać się z młodszymi, jakby tą nadchodząca dorosłość starała się zepchnąć na bok i udawać, że ona zmierza w zupełnie inną stronę.

Dzisiaj zmierzała w stronę dobrej zabawy. Z Brianem. Sześć, czy tam siedem lat różnicy? Co to jest. Nic. Co zabawne miała wrażenie, że jeśli coś ich różni to tylko wiek, bo cała reszta zdawała się w jakiś pokręcony sposób ze sobą współgrać już od pierwszej chwili przed kawiarnią.

Słysząc jego odpowiedź kącik ust drgnął wymownie w górę, nie potrafiąc się powstrzymać wtrąciła. — Komu mógłbyś być posłuszny? — zapytała unosząc lekko brwi, jakby z zaciekawieniem wyczekiwała jego odpowiedzi. Ona nawet nie wiedziała, co chce usłyszeć, ani co w ogóle miały znaczyć jej pytania. Jego błysk w oku mącił jej w głowie, sprawiał, że robiła głupoty, ciągnęła go za język, zaczepiała… — Aaaaa — i nagle zrozumiała, że nie tyle komu, a bardziej co z tego może mieć. — Coś za coś, hm? — uśmiechnęła się delikatnie. Więc wychodził z założenia, że w życiu nie ma nic za darmo. Może różnił ich nie tylko wiek, bo Wendy była w stanie swoje serce na dłoni oddać za darmo jeśli ktoś potrzebował pomocy, albo dobrze rozegrał to, że jej potrzebuje i to akurat chyba była jej wada. — I popatrz jak dobrze ci to idzie, dzisiaj być może zdobyłeś kolejnego — wyznała, rzecz jasna mając na myśli siebie. Na razie miała w planach dwa, ale kto wie co jeszcze zrodzi się w tej szalonej głowie. Przy nim wiele szalonych myśli zdarzało się na poczekaniu. — O właśnie, Teste di Moro — przytaknęła.


── ⋆⋅✧⋅⋆ ──



Taka odważna jesteś, W?

Zacisnęła swoje drobne dłonie na jego koszulce, wyczuwając pod materiałem ciepło jego ciała. Serce szybciej zabiło, gdy przyciągnął ją tak blisko siebie. Jego zapach zmieszany z nutą tytoniu mieszał jej w głowie, kiedy tak nachylał się do niej. Wcale nie była taka odważna, bo w życiu stchórzyła niejeden raz w kluczowych momentach, ale teraz? tutaj i przy nim? Kłamstwem byłoby mówić, że nie ma ochoty na więcej. Z całą pewnością odważnie brnąć będzie w każdy pomysł, który się między nimi zrodził na tym spotkaniu. Tatuaż? O tak. Kolejna przejażdżka? Czemu nie. Zaproszenie do siebie po raptem chwili znajomości? Trzy razy na tak. — Może przy tobie taka jestem — powiedziała to, na głos? Taaa, a potem dłońmi już wysuniętymi w górę obejmowała jego szyję, palcami zaczepnie muskając jego skórę. Głowę tylko odwróciła, by zerknąć w kierunku okna, które wskazywał. — Tamto? Wysoko, pewnie śmigasz windą — skomentowała wskazując to umieszczone zdecydowanie niżej. — Tam mieszkam ja — cholera ciekawe ile razy minęli się o włos? Kiedy on wsiadał do windy, a ona zbiegała klatką do wyjścia? Albo przy kontenerach na śmieci, gdy wywalała je w wynaciąganym dresie i rozczochranym koku na głowie modląc się, by nikt jej nie zobaczył? Ooo, albo w tym osiedlowym sklepiku, do którego potrafiła zbiec w piżamie i pluszowych kapciach, żeby w pośpiechu zgarnąć przekąski na kolejny samotny seans filmowy z serii romcom, zupełnie nie zwracając uwagi na faceta w skórzanej kurtce, stojącego tuż za nią w kolejce tylko po to, by kupić paczkę papierosów. Ile okazji mieli do tego, by na siebie wpaść, a jednak połączył ich dopiero maplinder? Gardner jednak była z tych, co wyznają zasadę, że tak właśnie miało być. — Na to wygląda — roześmiała się przytakując na jego pytanie czy są sąsiadami, a skoro tak, to nie zamierzała próżnować. W końcu sam wcześniej kazał jej obiecać, że razem posłuchają zakupionych płyt, a Aerosmith ma jeszcze kilka dobrych kawałków na tym krążku. Szeptem więc go zwodziła, a on posłusznie na to przystanął ujmując jej dłoń, splatając palce i prowadząc ją do bloku. Czuła jak robi się jej cieplej, kiedy szli krok w krok obok siebie, a serce znów zabiło mocniej, gdy przyciągnął ją do siebie. Za każdym razem, gdy myślała, że odzyskuje jakąś kontrolę sprawiał, że policzek znów ożywał i nabierał koloru, serce przyspieszało, a oczy iskrzyły się niebezpiecznie.

I skoro tak bardzo obawiasz się końca tej randki, to przeciągnijmy ją do rana, co?

Czuła pod skórą znajome mrowienie… i kto tu jest kusicielem? Bezwzględnym. Nie odpowiedziała jednak nic, spojrzała jedynie w jego oczy jakby rzucała mu wyzwanie. Jakby chciała się przekonać czy faktycznie zostanie do rana?


ᯓ‎♪ Do you mind if I take you home tonight
Stay another day, if that's okay...
Tell me, baby, would you mind if I take you home with me
Where no one can see, so don't be shy...
Night, night, night, the whole night...



Schodów mieli do pokonania kilkanaście, winda też była do ich dyspozycji, ale w tym całym swoim zabieganym życiu musiała znaleźć chwilę na trening pośladków i tu właśnie idealnie sprawdzały się schody. Brian jednak nie mógł narzekać na widoki, gdy szła dwa kroki przed nim. Mógł udawać, że wzrok ucieka mu na ich złączone dłonie, ale ona wiedziała co robi wprawiając w ruch swoje biodra. Kiedy stanęli pod jej drzwiami nagle obróciła się w jego stronę i położyła dłoń na torsie zatrzymując na moment.

— Daj mi… dwie minuty — szepnęła zatrzymując się spojrzeniem na jego ustach, by przenieść je na jego przenikliwe ciemne oczy. Nie spodziewała się, że kogokolwiek sprowadzi do mieszkania, które teraz nosiło ślady jej przygotowawczego chaosu. Przekręciła klucz i weszła do środka rzucając mu jeszcze krótkie błagalne spojrzenie, a potem wpadła do środka by w trybie natychmiastowym pochować walające się ubrania, które kolanem, ręką, a nawet tyłkiem wpychała teraz do swojej szafy. Sprzątnęła jeszcze kubek po kawie do zlewu, a ślady umiłowania babskich książek z drobnymi akcesoriami leżącymi na szafce nocnej szybko jednym ruchem zepchnęła do szuflady. Uf. Chyba się udało. Stanęła przed lustrem, poprawiła jeszcze swoje włosy, wzięła głęboki oddech i podeszła do drzwi. Uchyliła je opierając się o framugę i zmierzyła go od góry do dołu uśmiechając się przy tym delikatnie. Czuła, jak to napięcie, które budowali przez cały wieczór ma problem zmieścić się w jej niewielkim i kolorowym mieszkaniu. — Wejdziesz, sąsiedzie? — zapytała znów przesuwając wzrokiem po jego ustach, szyi, by po chwili wrócić do jego oczu. Dłonią uchyliła drzwi nieco szerzej, ale sama nie usunęła się mu z przejścia, jakby chciała zmusić go, by wchodząc zahaczył o nią.
Kusił on. Kusiła ona.
I rękę wyciągnęła.
Do niego?
Po niego?
Nie… po płyty. Obrazek
Spoiler
Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Shelby nie miał zbyt wiele granic. W jego przypadku, nie istniało coś tak absurdalnego jak tematy tabu; mógł się wypowiedzieć na każdy temat, nawet jeśli jego opinia mogła nie być zbyt dobrze przyjęta przez innych ludzi. Nigdy szczególnie nie obchodziło go to, co pomyślą obcy, a jeśli bliskim nie podobało się jego nastawienie do świata, to najwidoczniej nigdy go nie znali lub realnie nie rozumieli. Nie dziwił go jednak wybór przełożenia rozmowy na temat traum na inne spotkanie, choć w rzeczywistości im szybciej pozna się te mroczne strony ludzi, tym lepiej, prawda? Brian był otwarty na wszelkie sugestie, ale jednocześnie nie był człowiekiem, który naciskałby na gadanie o czymś, co wprawiało jego rozmówce w dyskomfort lub stres. Wendy sama będzie musiała stwierdzić, czy jego podejście do niektórych spraw, będzie dla niej przesadą lub czy będzie w stanie tolerować jego bezpośredniość. Na razie tatuażysta też był stosunkowo ostrożny i to nawet nie przez obawę, że mógłby ją odstraszyć, ale przez zwykłe wyczucie, które towarzyszyło pierwszym spotkaniom. Nikt nie chciał przecież zrobić o sobie złego wrażenia.

Brian poszerzył swój uśmiech, słysząc jej pytanie i zaraz roześmiał się nisko pod nosem, bo ta rozmowa wydawała mu się przezabawna. Shelby rzeczywiście uważał, że nic w życiu nie było za darmo. Oddawał taką samą energię, jaką otrzymywał. Dobroć za dobroć. Pomoc za pomoc. Krzywda za... krzywdę? To zależy. Tu starał kierować się akurat rozumem niż jakimiś ideałami, bo niekoniecznie spieszyło mu się do więzienia. — W większości przypadków, dokładnie tak — przyznał, nie ukrywając się ze swoją zasadą. — Ale są wyjątki. Tak jak od wielu rzeczy — mruknął, uważnie śledząc spojrzeniem jej buzię i delikatny uśmiech, który zakwitł na jej ustach. — Bez nich byłoby nudno i przewidywalnie. A ja lubię, jak coś się dzieje — dodał. Mógł więc wychodzić ze swojej strefy komfortu (właściwie robił to każdego dnia, więc chyba ciężko było to już tak kategoryzować), nazywając wyjątkiem wszystko to, co nie było do końca w jego stylu. I to tylko po to, by zobaczyć, co z tego wyniknie, zanim zeżre go czysta ciekawość.

*** 

Brian starał się... panować nad swoim instynktem, który zdecydowanie wyrywał mu się spod kontroli, gdy czuł, jak Wendy zaciska łagodnie palce na jego koszulce. Jej perfumy mąciły mu w głowie, a spojrzenia, które rzucała w jego stronę, sprawiały, że mógłby upaść przed nią na kolana. Znaczy... Co? Shelby odchylił lekko brodę, patrząc w niebo, by odzyskać jasność umysłu. Popieprzyło go. Co on sobie myślał? Wyczuwając jednak, jak dziewczyna obejmuje jego szyję, mężczyzna znów opuścił na nią spojrzenie. No co za kobieta! Minęły wieki, od kiedy spotkał kogoś, o podobnym temperamencie co ona. Przyciągała go; jej gadatliwość, uśmiech i ta aura, przypominająca jasno świecące słońce. Wszystko, co jak dotąd mu zaprezentowała, cholernie mu się podobało, przez co zaczął wierzyć, że przeciwieństwa naprawdę się przyciągają, bo... Brian nie miał w sobie za wiele słońca.

— To chyba dobry znak? — zapytał, unosząc przy tym brew. Odwaga zwykle kojarzyła się z pozytywną cechą, więc miał nadzieję, że to, co w niej wywoływał, było czymś... Dobrym, a może nawet i uzależniającym? — Zwykle. Niezależnie od mojej kondycji... A obiecuję, że jest bardzo dobra, to wejście na to piętro wymaga wiele wysiłku — parsknął. Zaraz powędrował spojrzeniem w kierunku, który mu wskazała. Nie no, naprawdę, jak to było możliwe? Na pewno minęli się chociaż raz, ale zwyczajnie nie zwrócili na siebie uwagi, zupełnie wciągnięci w swoje normalne, prywatne życie.

No rzeczywiście nie miał na co narzekać. Był tylko słabym, młodym mężczyzną, którego wzrok sunął po jej ciele, gdy lekko wyprzedziła go na schodach. Zanim jednak zdążył cokolwiek powiedzieć, zatrzymali się przed drzwiami, prowadzącymi do jej mieszkania. Rzeczywiście zajęło to o wiele mniej czasu niż jakby mieli pójść do niego. Wtedy to już naprawdę zaciągnąłby ją do tej windy, a wtedy nikt nie mógłby go już oceniać za to, co by stało się w środku. Wendy, zniknęła w swoim mieszkaniu, a Brian oparł się ramieniem o ścianę tuż obok wejścia. — Myślisz, że zrobiłbym ci test białej rękawiczki? — rzucił złośliwie, mierząc ją rozbawionym spojrzeniem, zanim wyprostował się, robiąc krok w kierunku jej mieszkania. Brian nie mógł oderwać od niej wzroku, gdy tak brutalnie z nim igrała. Zignorował jej wyciągniętą dłoń, wsuwając się do pomieszczenia, jednocześnie zmuszając ją, żeby zrobiła razem z nim krok do tyłu. Wtedy też zatrzasnął delikatnie drzwi za ich plecami, jednocześnie opuszczając spojrzenie na jej usta. Ciekawe. Podał jej płyty, by mogła wybrać sobie tę, na którą miała teraz ochotę, a sam uniósł wzrok, rozglądając się po jej mieszkaniu. Kolorowym i skrajnie różniącym się od tego, należącego do niego.

— Tak właśnie wyobrażałem sobie twoje mieszkanie — stwierdził, zsuwając z ramion swoją skórzaną kurtkę. — To jak, pochwalisz się swoją kolekcją? — zapytał, znowu spoglądając prosto w jej śliczne oczy. — Schowałaś już wszystkie zdjęcia z dzieciństwa? — dodał, śmiejąc się pod nosem, zanim wyminął ją, wciskając dłonie w kieszenie spodni (żeby nie kusiły). Zerknął na pojedyncze rzeczy, będącymi częścią wystroju. — Pewnie masz milion pamiątek ze swoich wycieczek, hm? — dopytał. Był ciekaw. Jej historii. Tego, co lubi. Każdej pierdoły, które interesowały ludzi na tym etapie znajomości.

sweet girl
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— To dobrze — przytaknęła nie spuszczając z niego swojego spojrzenia. — Ja też lubię, jak coś się dzieje — zapewniła, a tutaj niewątpliwie działo się coś dziwnego, czego jeszcze rozum Gardner nie do końca ogarniał, ale serce jakoś szybciej biło, rumieńce prędzej rozlewały się po jej twarzy, a spojrzenie wyrywało się do niego. Nie planowała tego, że tak szybko wpadnie? w tę randkę, że będzie chciała więcej, choć ta przecież jeszcze się nie zakończyła. A jednak chciała, choć może taka była jego taktyka, hm? Może taki miał sposób na kobiety? Może wiedział jak ją podejść, bo naiwności to jej akurat nie brakowało. Każdy mógł wykorzystać tę jej radość, beztroskę, wiarę w drugiego człowieka. On mógłby ją to wykorzystać, przyszłoby mu to z łatwością, bo przepadła w jego przenikliwym spojrzeniu, tym łobuzerskim zacięciu, w tej jego pewności siebie. Kupił ją tym, jak podłapywał każdy temat, jak odpowiadał bez zawahania, jak potrafił z nią pogrywać. Zaciekawił ją i chciała dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Chciała mu pokazać swój ulubiony sklep z winylami i pragnęła wyrwać się z nim na przejażdżkę na motocyklu, by bezczelnie obejmować go w pasie i piszczeć z radości na zakrętach. Finalnie chciała go zabrać do siebie… i tego też dokonała, bo nie tylko Brian szedł po swoje. Jeśli Wendy Gardner czegoś chciała to to zdobywała.

— Tak, to dobry znak — przytaknęła śmiejąc się pod nosem. Wyznawała zasadę, że trzeba otaczać się ludźmi, którzy potrafią wzbudzić w nich samych coś dobrego, popchnąć do działania, otworzyć na nowe możliwości. Owszem, wszystko miało swoje plusy i minusy i we wszystkim można było się niebezpiecznie zapędzić, ale na tym etapie nie widziała w tym zagrożenia. Czuła ekscytację, znów czuła, że żyje. — Obiecujesz? — zacisnęła na moment wargi w wąską linię, by się nie roześmiać, a potem spoważniała unosząc brew ku górze, jakby była tym stwierdzeniem wyraźnie zaciekawiona. Czy chciała sprawdzić jego bardzo dobrą kondycję? Być może… yup, istniało spore prawdopodobieństwo, że już od jakiegoś czasu te myśli krążyły jej po głowie i nie zamierzała się ich wstydzić.

Kiedy kierowali się na schody jej spojrzenie uciekło na moment w kierunku windy, która mogłaby nie dźwignąć dzisiejszego napięcia. Schody sprawiały, że jeszcze mogli grać na zwłokę. Krok za krokiem, powoli… stop. Potrzebowała chwili, by poskromić chaos, którego nie chciała mu pokazać, ale o którym najwyraźniej nie wstydziła się mówić. — Te dwie minuty, które musiałeś przeczekać za drzwiami służyły głównie do tego, żebym upchnęła do szafy połowę mojej garderoby, bo źle zniosła mój dzisiejszy kryzys pt. w co u diabla mam się ubrać na randkę — oznajmiła bez skrępowania. — Połowę czasu spędziłam jak Bridget Jones debatując nad tym czy powinnam ubrać wielkie bezpieczne gacie, żeby przypadkiem nie wylądować z nikim w łóżku na pierwszej randce, czy… — cholera, kiedy tak stał w jej czterech ścianach zrzucając z ramion swoją skórzaną kurtkę zapomniała języka w buzi. Uniosła jednak znacząco brew, bo mógł się domyślić, co miała na myśli. — ...wręcz przeciwnie — i z błyskiem w oku przejęła płyty z jego rąk wycofując się o krok. Wzmianka o zdjęciach lekko zbiła ją z tropu, ale jako mistrzyni wyparcia złożonych uczuć zareagowała błyskawicznie, nawet na uśmiech się posiliła i żartobliwie przeskoczyła z tematu na temat. — Zdjęć nie mam zbyt wiele — matka z ojcem była zbyt pijana, by upamiętniać jej wielkie chwile dorastania — ale z pamiątkami to trafiłeś, większość jest w kuchni i salonie — lodówka bowiem uginała się pod ciężarem magnesów, półki zastawione były bibelotami, a w salonie miała ogromną tablicę korkową wypełnioną mini zdjęciami, pocztówkami, biletami. — A moja kolekcja płyt… jest tam — dodała ciszej wskazując drzwi za sobą, a potem złapała go za dłoń prowadząc do swojej sypialni, po drodze zsuwając buty ze swoich stóp.

Sypialnia była niewielka, ciepła i przytulna. Duże łóżko stało tuż pod oknem, a na przeciwległej ścianie z drzwiami ciągnął się długi regał, który uginał się pod ciężarem jej płyt. Dystans między półką, a łóżkiem był niewielki, dwa malutkie kroki wystarczyły, by znaleźć się na krawędzi materaca. — Usiądź tu i nie rozrabiaj — szepnęła w myślach wciąż mając ich rozmowę o byciu posłusznym, jakby chciała sprawdzić, czy jej był skłonny posłuchać. Choć w zasadzie niewiele czasu dała mu do namysłu i reakcji, bo gdy tylko znalazł się między nią, a łóżkiem pchnęła go lekko, by zagrzał miejsce na materacu. I po zakupioną płytę sięgnęła, stojąc między nim, a regałem palcami opuściła igłę na krążek, pomieszczenie wypełniło się szumem, a po chwili pierwsze dźwięki Crazy wypełniły sypialnię. Dopiero teraz obróciła się w jego stronę, pośladkami opierając się o drewnianą szafkę. Przesunęła spojrzeniem po jego sylwetce, by w końcu zatrzymać się na jego przenikliwych oczach.
Widział to?


Czy widział to, jak jej serce obijało się w jej klatce jak szalone? Czy dostrzegł to jak drżała pod jego spojrzeniem? Może i mieli iść na drinka, ale w tej sekundzie była spragniona czegoś zupełnie innego i wcale tego nie ukrywała. Zrobiła krok i tyle wystarczyło, by znaleźć się między jego rozchylonymi nogami. Opuszkami palców musnęła jego kolana, a potem dłonie do jego twarzy uniosła, przesunęła po policzku, w kierunku brody, którą zadarła do góry, by spojrzał w jej oczy, które teraz błyszczały i prowokowały. — Podoba ci się? — zapytała niewinnie wplatając drugą dłoń w jego miękkie włosy. — Moja kolekcja płyt? — dodała, a kącik ust drgnął ku górze. Która kolekcja? Ta, której mu nie pokazała, bo całą uwagę skupiła na sobie?

:stickwstydek:
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Niesamowity zbieg okoliczności, co? — parsknął pod nosem, oscylując spojrzeniem wokół jej twarzy niemal bezustannie. Brian na co dzień nie zwracał szczególnej uwagi na wszystko, co działo się wokół niego, ale tego dnia, na tej randce, kompletnie nie obchodziło go ich otoczenie lub ludzie, którzy ich mijali. Nie odrywał od niej wzroku, jeśli nie musiał; chłonął jej urodę równie mocno, co spijał słowa z jej pełnych ust. — Mamy tak wiele wspólnego, że aż zaczynają mnie zastanawiać potencjalne różnice — rzucił z rozbawieniem, bo to też mogłoby okazać się całkiem interesujące. Odmienne opinie, zachowania, przyzwyczajenia lub gusta też były częstym powodem, że coś się działo. Coś często niekoniecznie dobrego, aczkolwiek tatuażysta był człowiekiem, który umiał wyciągnąć z tego ten cały... urok? Cóż. Wychodziło na to, że oboje mieli do siebie niewyobrażalną, a jednocześnie nieświadomą jeszcze słabość. I tak jak zwykle, Shelby rzeczywiście potrafił pogrywać z kobietami, żeby dostać chwilową uwagę, tak teraz nie miał żadnych złych intencji; jeśli ją chciał, to chciał ją szczerze. Chyba oboje żyli w złudnym przekonaniu, że mają nad wszystkim kontrolę, choć w głębi serca, Broke zaczynał wyraźnie odczuwać, że ją traci, skoro spełniał jak na razie każde jej życzenie.

— Chcesz to sprawdzić, Wen? — zapytał, uśmiechając się przy tym krzywo. — W jaki sposób? Pobiegniemy w maratonie czy spróbujemy czegoś ciekawszego i bardziej zajmującego? — rzucił złośliwie, otwarcie się z nią drocząc, choć sam nie był lepszy od niej. Mu też ciężko było uporządkować swoje myśli, gdy nawiązywał z nią kontakt wzrokowy, a ona patrzyła się na niego w ten charakterystyczny sposób, który sprawiał, że serce podchodziło mu do gardła.

Słysząc jej wytłumaczenia, Brian parsknął pod nosem, bo w jego przypadku... No wyglądało to nieco łatwiej, ale był facetem, który raczej liczył na prostotę. Wspomnienie o bezpiecznych gaciach sprawiło, że zaśmiał się niekontrolowanie. — Dlaczego prowokujesz mnie do zadawania niewłaściwych pytań, huh? — rzucił, unosząc przy tym brew. Czy chciał zapytać, na jaką bieliznę się zdecydowała? Być może. Tak czy inaczej, Shelby nie zdążył się zbytnio rozejrzeć, bo Gardner złapała go za dłoń, ciągnąc w kierunku kolejnego pomieszczenia. Gdy tylko przekroczyli próg jej przytulnej sypialni, Broke uniósł kącik ust; jak miał zachowywać jakiekolwiek pozory, gdy zabierała go w takie miejsca?

Usiądź tu i nie rozrabiaj.

Cholera. Chłopak uniósł lekko podbródek, sunąc za nią uważnym spojrzeniem. Oparł dłonie na materacu za swoimi plecami, łagodnie odchylając się do tyłu, by mieć lepszą perspektywę i więcej miejsca. Wybrała tę płytę, na którą sam się zdecydował, dlatego uśmiechnął się, niekoniecznie potrafiąc skupić się na melodii, kiedy tak intensywnie się w niego wpatrywała. Brian nawet nie drgnął, gdy Wendy zmniejszyła ten niewielki dystans między nimi, stając pomiędzy jego nogami. Boże, jak mogła go tak okrutnie prowokować? Jak miał zgrywać pieprzonego dżentelmena, kiedy tak boleśnie z nim igrała?

Czując, jak wplata swoje palce w jego włosy, Broke odetchnął pod nosem, powoli podnosząc się z miejsca. Przesunął palcami po jej biodrze, sunąc nimi w górę, dość zadziornie podwijając materiał jej bluzki, by ostatecznie znów ułożyć dłoń na jej talii i przyciągnąć bliżej swojej klatki piersiowej. — Jest coś, co podoba mi się znacznie bardziej — przyznał, nachylając się w jej stronę; muzyka nadal grała, a on balansował na krawędzi materaca tak samo jak na granicy cierpliwości. Odgarnął pasmo jej włosów za ramię, ciesząc się tym brakiem przestrzeni między nimi. — Miałem nie rozrabiać, hm? — rzucił, a kącik ust drgnął mu w powstrzymywanym rozbawieniu. — Nie zawsze potrafię się dobrze słuchać innych — szepnął w jej wargi, zanim złączył ich usta w pierwszym, ale jakże wyczekiwanym pocałunku.

Wendy
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Zbieg okoliczności… a może przeznaczenie? — rzuciła pół żartem, pół serio, bo nie chciała zabrzmieć jak wariatka, ale prawda była taka, że zaskakująca ilość rzeczy się zgadzała między nimi. Aż sama chwilami ciekawa była różnic, ale z nimi zazwyczaj było ciężej… lubiły się wyłaniać znienacka po czasie. Najlepiej wtedy, gdy człowiek zaczynał się czuć komfortowo. Chociaż z Brianem, to poczuła się komfortowo od pierwszej chwili.

— Bieganie jest dla mnie zbyt wypadkowe, ale znam sposoby, które przeważnie nie grożą kontuzją i w których też mogę się popisać kondycją — droczył się z nią? O nie, Gardner nie zamierzała pozostać mu dłużna.

Bardzo starała się zachować powagę, ale jego śmiech sprawił, że sama się uśmiechnęła. — Nie ma niewłaściwych pytań, wiesz? Są tylko głupie odpowiedzi — oznajmiła beztrosko zupełnie nie przejmując się tym, co chodziło mu po głowie, bo w i e d z i a ł a. Dobrze wiedziała co robi, kiedy żartobliwie sobie z nim pogrywała, a i tak nie udzieliłaby mu wprost odpowiedzi, gdyby zapytał. Po co głupio odpowiadać, skoro przecież mógł sam sprawdzić. Prawda? — Poza tym… kto pyta, nie błądzi — dodała puszczając mu figlarnie oczko, ale nie dała mu szansy na to by zapytał, bo już prowadziła go do sypialni, gdzie mieli inne rzeczy do przedyskutowania. Takie jak chociażby jej bogata kolekcja płyt.

Kolekcja winyli rozciągała się na regale, na którym przez krótką chwilę się opierała. Płyty pięknie poukładane, równo, czekały na odrobine uwagi. Leżały idealnie, mógł je podziwiać, przeglądać, dotknąć, wybrać… ale Wendy robiła wszystko, by jego uwaga skupiona była tylko na niej. I robiła to bez większego wysiłku. Wpatrywała się w niego trochę jak oczarowana, kiedy tak wspierał się rękami na jej łóżku i nie mogła nadziwić się jak obłędnie wygląda i jak dobrze pasuje… tutaj, do jej pokoju, do jej łóżka. Wyrwała się do niego instynktownie, ale miała wrażenie, że całą randkę walczyła z tym przyciąganiem i cholera… dłużej już nie potrafiła. Nie, kiedy tak na nią patrzył. Kącik ust drgnął niewinnie ku górze, gdy palcami błądziła delikatnie w jego włosach, na chwilę mogła spojrzeć na niego z góry i był to piękny widok. O b ł ę d n y. Podobał się jej tak bardzo, że nie potrafiła oderwać od niego oczu. Była jak zahipnotyzowana, nawet gdy się podniósł, to ona szła za ciosem zadzierając głowę do góry. Czuła, jak serce zaczyna wybijać szybszy rytm, nogi przyjemnie miękną, a kiedy przyciągnął ją do siebie to, aż cicho westchnęła. — Co? — zapytała niewinnie choć wiedziała, że ona… a jednak chciała to usłyszeć. Zdawała sobie sprawę, że bez względu na to co było, a nawet na to co będzie, to w tej konkretnej chwili, która trwała, stracili dla siebie głowy. I nawet jeśli miałoby to trwać na chwilę, to zamierzała wycisnąć z niej dosłownie wszystko. — Myhym — przytaknęła słysząc jego pytanie, ale błysk w oku zdradzał ją, że wcale tego nie oczekiwała. Pragnęła czegoś zupełnie innego, a on jej to dał. W momencie, gdy poczuła jego usta na swoich wargach zadrżała, jakby jej ciało wyczuło, że w tym geście może znaleźć ujście tych wszystkich emocji, które dokładała sobie w ciągu tej randki. Instynktownie pogłębiła pocałunek, składając przy tym na jego wargach ciche jęknięcie. Przylgnęła do niego bardziej, z każdą kolejną sekundą chciała więcej, chciała być bliżej. Na palcach się wspięła, a dłonie opuściła na tors zaciskając na jego koszulce. Nie chciała tego przerywać i nie przerwałaby, gdyby nie zabrakło jej powietrza. Oderwała się, na chwilę, na moment. — To dobrze, bo ja mam słabość do nieposłusznych — powiedziała z błyskiem w oczach. Przesunęła dłonią po jego ciele, by gdzieś na końcu tej wędrówki odnaleźć jego dłoń, spleść palce, wyswobodzić się z jego objęć. Wspięła się na łóżko, uklęknęła na skraju i pociągając go za dłoń, obróciła w swoją stronę. Przyciągnęła bliżej. Ręce na biodrach mu położyła wsuwając palce pod materiał jego koszulki i sunęła wyżej, coraz wyżej, aż w końcu musiał się poddać, unieść ręce, pomóc jej zrzucić z niego zbędny materiał. Pociemniałym od pożądania spojrzeniem przesunęła po jego wytatuowanym torsie, a wraz za tym w ruch poszły jej dłonie. Palce zaczęły błądzić po kolejnych rysunkach ozdabiających jego skórę, a za nimi podążały też usta… musnęła nimi jego obojczyk, szyję, by znów odnaleźć jego słodkie wargi.


Brian 🫦🔥
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— No tak, przeznaczenie — mruknął, uśmiechając się lekko. Nie zdziwiłoby go to, gdyby dziewczyna powiedziała mu teraz, że zacięcie wierzy w takie rzeczy. W los i relacje zapisane w gwiazdach; prawie jak wyciągnięte z jakiegoś romansu, który od lat leciał w kółko w kinach. Nie byłoby to coś, co szczególnie mocno mogłoby mu przeszkadzać. Na pewno uznałby to za dość pocieszne, bo Brian był człowiekiem, który uparcie twierdził, że wszystko zależy od niego i jego decyzji. Były tylko konsekwencje jego wyborów albo zbiegi okoliczności. Tak czy inaczej, to co ich połączyło — w tym też niektóre podobieństwa — wyszły im na dobre, więc Shelby nie zamierzał narzekać lub tego podważać. Niezależnie co by to nie było, tatuażysta był bardzo zadowolony z obrotu spraw. — Tak? Jakie sposoby? — zagaił niewinnie, posyłajac jej przy tym krzywy uśmiech. Na pewno myśleli o tym samym, ale żadne z nich nie wychodziło z roli; prawdziwi aktorzy.

Brian chciał zadać jej naprawdę wiele pytań; niektóre tyczyły się wszystkiego, co miała pod swoimi ubraniami, a niektóre były na nieco głębszym poziomie. Wiedział jednak, że będzie miał do tego okazję i to niejedną, zważywszy na to, że nie zamierzał zbyt szybko z nią kończyć. Spodobała mu się. Może nawet zwariował na ten krótki moment na jej punkcie. Nie wyobrażał więc sobie, by po ich randce miał zwyczajnie wyjść i nigdy nie wrócić. Uznawał to raczej za dobry początek dość ciekawej znajomości. A to jak będzie w rzeczywistości... Tylko czas pokaże.

— Wendy — szepnął, nachylając się do jej ucha. Na jego wargach pojawił się zadziorny uśmiech, gdy musnął grzbietem nosa jej policzek. — Myślę, że doskonale wiesz, o czym mówię — mruknął, dopiero wtedy decydując się na ten przełomowy pocałunek. Poczuł pewną ulgę, gdy dziewczyna pogłębiła tę pieszczotę, sprawiając przy tym, że Brian pozbył się tej resztki jakichkolwiek wątpliwości. Gdy tylko przylgnęła bliżej niego, najwidoczniej potrzebując go teraz równie mocno, co on jej, Shelby zsunął dłonie na jej biodra, na których łagodnie zacisnął swoje palce. Na samą myśl o tym wszystkim, chciało mu się śmiać. Czuł, że częściowo osiągnął to, czego chciał, ale w tej chwili miał wrażenie, że to nie on prowadził ich napiętą gierkę, tylko ona. Owinęła go sobie wokół palca, a on ślepo za nią podążył, niczego nie podważając. Szczerze? Kompletnie mu to nie przeszkadzało, nawet wtedy, kiedy zacisnęła palce na jego koszulce, a on ulokował jedną z dłoni na jej miękkim policzku, całując ją coraz natarczywiej. To była pieprzona randka z Maplindera — mogli stwarzać niekończące się plany na kolejne spotkania, ale nie miał gwarancji, czy znowu będą chcieli się spotkać. To mogły być puste obietnice, a on nie chciał żałować, że zmarnował taką okazję. Chociaż nie ukrywał, że świadomość, że była jego sąsiadką była mocno podnosząca na duchu. Broke mruknął z niezadowoleniem pod nosem, gdy oderwała się od niego, by zaczerpnąć nieco więcej oddechu.

Chłopak odwrócił się w jej stronę, nie mogąc oderwać od niej spojrzenia nawet na sekundę, co też nie było nowością, bo miał z tym problem od pierwszej chwili, gdy tylko ją dostrzegł. Miał niewyobrażalną słabość do pięknych kobiet, a poza tą zewnętrzną olśniewającą stroną, Gardner była dla niego... Rozkoszna. Inaczej nie mógłby tego nazwać. Nawet wtedy, gdy ściągała z niego koszulkę, pokazując się od tej innej, równie uzależniającej strony. Brian oparł kolano na materacu, zniżając się do jej poziomu i napierając na nią swoim ciałem, ponownie złączył ich usta w gorącym pocałunku. Dopiero, gdy Wendy opadła plecami na swoje łóżko, Shelby rozpiął parę guzików jej koszuli, które miała już rozsunięte i opuścił materiał z jej ramienia. Zsunął swoje wargi na jej żuchwę, a potem wgłębienie w szyi, w które wypuścił swój rozgrzany oddech. Złożył czuły pocałunek na jej ramieniu, czując jak rozbiegane są teraz jego myśli. — Zwabiłaś mnie tu celowo, Gardner? — mruknął, zrównując ich twarze, wbijając pociemniałe spojrzenie w jej tęczówki. Jedną dłoń wsparł na materacu tuż obok jej głowy, a palcami drugiej dłoni przesunął po jej udzie, łagodnie podsuwając jej spódniczkę. — Możesz też przyznać, że to do mnie masz słabość. Nie będę cię oceniał — mruknął w jej pełne usta z charakternym błyskiem w oku.

Wendy
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Och, Shelby…

Ty już dobrze wiesz, jakie sposoby miała na myśli Panna Gardner. Dokładnie te same, które chodziły po głowach niegrzecznym i nieposłusznym chłopcom, takim jak ty.


Czy wierzyła w przeznaczenie? Gdyby jej zapytał może powiedziałaby, że tak, a może zaprzeczyłaby zgrywając twardzielkę. To było zbyt złożone, by jednocześnie stwierdzić. Jednego dnia zaszywając się pod kocem i oglądając najbardziej ckliwy romcom w historii romansideł, szczerze wierzyłaby, że istnieje przeznaczenie. Z kolei innego dnia, zapierałaby się rękami i nogami, że nie wierzy w tego typu rzeczy, bo jej mechanizm wyparcia dawałby się we znaki, a Wendy od lat wypierała głębsze uczucia, poważniejsze związki i górnolotne deklaracje. Jakby bała się, że jedyne co czeka na końcu to rozczarowanie i nieszczęśliwe życie na wzór jej rodziców. To był pieprzony paradoks, bo przecież wierzyła w miłość i szczęśliwe zakończenia, szczególnie gdy chodziło o życie innych, a w swoim własnym wzbraniała się przed tym, zapierała się rękami i nogami, z a p e w n i a ł a, że to nic poważnego. Jakby nie potrafiła uwierzyć, we własne szczęśliwe zakończenie. Więc i przeznaczenie było bardziej wypowiedziane niczym żart, nie wierząc, że wszystko to co zdawało się ich łączyć, faktycznie mogło być pieprzonym przeznaczeniem, które w końcu spłynęło na jej pokręcone życie. Nie wiedziała i nie próbowała przesadnie analizować ich spotkania, które z chwili na chwili kleiło się coraz bardziej, aż w końcu sami zaczęli kleić się do siebie, ale cholera… to było do przewidzenia. I jasne, że chciała go poznać, że wiele pytań nasunęło się jej na myśl podczas tej randki, że pragnęła spotkać się z nim raz jeszcze, choć dobrze nie zakończyła pierwszego spotkania. Teraz jednak pragnęła czegoś zupełnie innego, a Brian… zdaje się, że podzielał jej zdanie.

Wendy.

Sposób w jaki wymawiał jej imię, jak mruczał prosto do jej ucha trącając jej policzek swoim nosem, jak wyczuwała jego oddech na swojej skórze, to wszystko sprawiało, że pod skórą eksplodowało jej chyba milion elektryzujących fajerwerków. Zaciągnęła się jego zapachem, wpatrując w jego oczy z drobną satysfakcją, bo tak — doskonale wiedziała o czym mówił i bardzo, ale to bardzo się jej to podobało. Zatraciła się w nim, w jego ustach, w tytoniowym posmaku, zmieszanym z kawą i odrobiną tej typowej dla niego bezczelności, pewności siebie. Dźwięki Crazy hipnotyzowały ją, gdy oddawała się innemu szaleństwu... gdy jemu się oddawała. Jego gorący oddech i dłonie zaciskające się gwałtownie na jej biodrach były dokładnie tym, czego oczekiwała… a jego dłoń na jej policzku? Chryste, leżała tam jak ulał! Na krótką chwilę oddając mu kolejne namiętne pocałunki nawet nieco się w nią wtuliła, a podbrzuszu poczuła miły skurcz, jeden z wielu podczas tego spotkania.

Czy ona prowadziła tą grę? Być może! Czy sobie z nim pogrywała? Jeśli tak, to nie złośliwie… ale zdawał się być zadowolony. O c z a r o w a n y, wręcz. Uśmiech wkradł się na jej twarz, zadziorny, bo podobało się jej to jak podążał za nią, jak kolano wsunął na łóżko, jak naparł na nią. Nie protestowała, posłuszna była i gdy jej plecy dotknęły łóżka, a on swymi zręcznymi palcami rozpiął guziki zsuwając materiał z jej ramienia i całując jej rozgrzaną skórę, z jej piersi wyrwało się ciche westchnienie. Jej dłoń znów wplotła się w jego włosy, przyciągając do siebie nieco bliżej, jakby bała się, że zwiększy dystans, odsunie się, zniknie.

Zwabiłaś mnie tu celowo, Gardner?

Gdy zrównał ich twarze, wbijając w jej oczy swoje pociemniałe od pożądania spojrzenie, a jego dłoń bezczelnie przesunęła się w górę po jej udzie, zabrakło jej słów. Rozchyliła lekko usta zapatrując się chwilę na jego pełne usta i czuła, że jej serce zaraz wyskoczy z klatki. Wyglądał o b ł ę d n i e… z tymi rozczochranymi włosami, z tym odsłoniętym i wytatuowanym torsem, szczególnie teraz, kiedy pochylał się nad nią, a wszystko to w jej przytulnej sypialni, która ledwo co mieściła narastające napięcie. — Zwabiłam? — mruknęła, po czym ściszyła głos do szeptu — przecież to ty niemal błagałeś mnie, byśmy przeciągnęli tę randkę do rana — wspomniała unosząc dłoń, by opuszkiem palca przemknąć po jego dolnej wardze, po jego żuchwie, po szyi… — A co do słabości… — zamruczała obejmując dłonią jego kark i przyciągając tak, że ich usta dzielił zaledwie milimetr. Tak bardzo, że gdy wymawiała każde kolejne słowo to muskała swoimi jego wargi. — Może i mam słabość do nieposłusznych tatuażystów, którzy zbyt szybko pokonują zakręty na motorze i wybierają dokładnie te płyty, które lubię… — czy właśnie mu przytaknęła? Być może. — Nie bądź jednak taki pewny siebie, sąsiedzie — dodała zsuwając dłonie na jego ramiona, przesuwając je dalej, po jego torsie, coraz niżej… — noc jeszcze długa, a ty musisz mi udowodnić, że te wzmianki o bardzo dobrej kondycji to nie tylko puste obietnice — …i niżej, aż wyczuła pod palcami materiał jego spodni. Dłońmi odnalazła pasek i nie tracąc czasu pociągnęła za zapięcie, przez cały ten czas nie spuszczając z niego spojrzenia. Napawała się jego każdą nawet najmniejszą reakcją i sprawiało jej to niemałą przyjemność.

Brian 🫦🔥
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Wendy
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Brian 🫦🔥
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
ODPOWIEDZ

Wróć do „Balzac's Coffee Roastery”