ODPOWIEDZ
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


#
25
We ride and never worry about the fall
I guess that's just the cowboy in us all

Wendy uwielbiała tematyczne imprezy, więc gdy tylko dowiedziała się o planowanym w tej okolicy wydarzeniu szybko napisała do Jayce, z którym już była wcześniej umówiona, że nastąpiła nagła zmiana planów, po czym wysłała mu namiar na lokalizację z datą imprezy, godziną i wskazówkami co do ubioru, bo w końcu jak na taką imprezę przystało obowiązywał kowbojski dress code. Tak się składało, że chwilowo była w swojej cowboy era, a tym samym nie mogła narzekać na brak stylizacji odpowiednich na taką imprezę. Założyła idealnie dopasowane jeansy, które na tylnej kieszeni miały niewielkie naszycie kiss my ass cowboy, do tego zarzuciła prosty biały top, skórzaną kamizelkę z frędzlami i ozdobny pasek z klamrą. No i kowbojki! Dokładnie te, które wcześniej uwieczniła na zdjęciu i podesłała mu na mapliderze. Na włosy wcisnęła swój kowbojski kapelusz i gdy spojrzała na siebie w lustrze zdawała sobie sprawę, że Jayce z całą pewnością nie będzie rozczarowany. Na pewno nie tym jak wygląda, bo jeśli chodzi o całą resztę to cóż… dopiero się przekonają. Wendy była optymistycznie nastawiona do tego spotkania, bo było ono idealną okazją by połączyć jej nowy ulubiony sport (czyt. ujeżdżanie byka, którego dosiadła tylko raz) z pociągiem do gościa, który twierdził, że urodził się w rodzinie kowbojów.

Yee-haw!


Studencko spóźniona pchnęła drewniane drzwi lokalu, gdzie rozbrzmiewała klimatyczna muzyczka, a w powietrzu unosił się zapach żeberek w sosie BBQ. Ahhh! Westchnęła rozglądając się wokół, bo wszystko wyglądało bajecznie. Ona też, więc pasowała tu idealnie. Wystarczyło zrobić tylko spektakularne wejście, jakiś pewny seksowny krok w stronę baru, gdzie chyba wypatrzyła swoją randkę. Szkoda tylko, że gdy postawiła najpierw jeden, a potem drugi krok to czubek kowbojki zahaczył o wycieraczkę iiii — Uuuuooooaaaa — pisnęła cicho z trudem łapiąc równowagę, rękami kręcąc tak szybko, że śmiało mogła robić za wiatraczek i schłodzić gorącą atmosferę panującą w lokalu. Na szczęście jakimś cudem utrzymała pion, uśmiechnęła się niewinnie do ochroniarza i wykonała krok w stronę baru, najpierw ostrożnie, ale z każdym kolejnym trochę pewniej zmniejszała dystans między sobą, a Jaycem. Gdy w końcu przed nim przystanęła, założyła ręce na biodra i zmierzyła go zadziornym spojrzeniem. — No cześć kowboju — rzuciła radośnie poprawiając swój kapelusz przybliżając się jeszcze o krok. — Krążą plotki, że twoja energia jest trudna do ujarzmienia — zagadnęła wbijając spojrzenie w jego - shit, jakie piękne - oczy — moja z kolei sprowadza na mnie codziennie nowe zagrożenie, więc mamy dwie opcje: albo to będzie legendarny wieczór, albo wylądujemy na pogotowiu — widział jej wejście, prawda?! Na pewno widział. Więc wiedział o czym mówi. — Gotowy zaryzykować? — czy od razu wolał spaść z tego byka i sobie odpuścić?

Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
Let your blood dry upon my fangs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

012.
Lubił chłód wieczoru, jak ten wdzierał się pod cieniznę ubrania, jakby palcami natury chciał uchwycić płaszczyzny jego umięśnionego torsu. Uderzenie zimna skutecznie gładziło wtedy narwany temperament Jayce’a i zakotwiczało ciało w jednym miejscu, jakby ta odrobina sztywności, którą czuł na połaci mrowiejącej od wiatru skóry, miała zdolność przyciszać ogień młodzieńczego, australijskiego zapału. Jednocześnie, w obliczu przebywania na świeżym powietrzu, czuł się żywy i wyjątkowo obecny w teraźniejszości, dlatego ten sam ogień poza murami czterech ścian nie gasnął w nim niemal nigdy, gotowy buchnąć w odpowiednim momencie.
Jayce Byrne uwielbiał naturę. Nic dziwnego, że z wielkim entuzjazmem przyjął pomysł wyjechania poza granice Toronto i zostania uczestnikiem zabawy, która wydawała się łączyć dwa elementy: imprezową przestrzeń w pubie oraz kowbojską wolność. Z pewnością dlatego też tak dobrze czuł się dziś we własnej skórze i tuż przed wejściem do lokalu był zupełnie zrelaksowany, pomimo tego, że jeszcze nigdzie w tłumie nie dostrzegł swojej randki. Wieczór jednak otulał go przyjemnym chłodem, a ubranie stawało się kolejną warstwą tożsamości, której nie musiał nikomu tłumaczyć. Dzisiaj bowiem własne korzenie nosił na sobie nie tylko w ubiorze, ale także w sposobie poruszania się, w bezczelnej swobodzie gestów i w przywiązaniu do rzeczy, które dla innych mogłyby być jedynie przebraniem.
Zresztą, nie tylko z zachowania, czy historii własnego domu, ale również z genów wyglądał na kogoś stworzonego do noszenia się właśnie w ten sposób: z czarną koszulą lekko rozkloszowaną u góry i w równie ciemnym, kowbojskim kapeluszu. Jedynie skórzany pasek spodni i buty wybijały się z tej grobowej kolorystyki: rdzawo-brązowe, odcinały się w odpowiednich punktach, by nadać jego sylwetce typowo męski kształt. I typową, męską aurę, gdy tylko usiadł przy barze, zupełnie swobodnie osuwając się nieco na krześle i opierając się plecami o blat, by mieć lepszy ogląd na wchodzących do środka ludzi.
Tym sposobem w ekspresowym tempie zdołał ją dostrzec, co nie było szczególnie trudne, biorąc pod uwagę jej widowiskowe wejście. Prychnął rozbawiony, powoli rozumiejąc, co miała na myśli, mówiąc, że bywa niebezpieczna. Ten rodzaj ryzyka był jednak w stanie bez problemu udźwignąć, i nie potrzebował do tego nawet połowy swojej wyćwiczonej na siłowni siły.
— Oi, kowbojko! — rzucił do niej wesoło, perfekcyjnie naśladując nonszalancki slang australijskich farmerów, choć sam od korzeni kowbojskich nawyków odciął się już lata temu. Zsunął się tym samym sprawnie z barowego krzesełka, stając przed nią ze zdecydowaną dominacją wzrostu, którą zniwelował tylko odrobinę, gdy nachylił się w kierunku kobiety, obejmując ją w swobodnym powitaniu.
Dłoń, choć mogła wylądować na zapewne jędrnych półdupkach Wendy, wsunęła się grzecznie na talię, jedynie usta zawędrowały nieco zbyt głęboko w kierunku jej ciała, dmuchając jej oddechem po drobnej szyi:
— Tylko dla tych, którzy nie wiedzą, jak obchodzić się dobrze z bykiem — mruknął jej do ucha przekornie, odwołując się do ujarzmiania energii. Słowa dryfowały gdzieś między żartem, a flirtem, bo trudno było powiedzieć, czy właśnie wyrażał wiarę w jej potencjał w ujeżdżaniu byka, czy może sugerował, że tym bykiem jest on sam. Tak czy inaczej, nie wydawał się jej uwagą speszony. Cmoknął ją nawet przelotnie w policzek, dopiero wtedy wraz ze swoimi dłońmi, zapachem i ciałem wycofując się z powrotem na wysoki taboret przed barem. Przez chwilę jednak z pewnością mogła wyczuć od niego zapach perfum z nutą ananasa, czarnej porzeczki i dymnego drewna.
— Wspominałem już, że studiuję fizjoterapię? Jeśli chodzi o drobne urazy, to myślę, że obejdzie się bez pogotowia.
Czysty, niczym nieskrępowany śmiech Jayce’a rozbił wcześniejsze nuty kobiecej prowokacji, nie zamierzał jednak gasić całkiem jej entuzjazmu na tym polu.
— Darlin', jestem Australijczykiem. Ryzyko to praktycznie nasz język miłości. — Z kolejnymi słowami poczekał aż Wendy usiądzie lub stanie obok niego. — Zamówić Ci coś, zanim pójdziemy do tego byka?
Sam popijał już drinka Old Fashioned, który ku jego zdziwieniu w tym miejscu był wyjątkowo dobry.

Obrazek
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zapowiedzi tego wydarzenia bombardowały ją w social media od jakiegoś czasu, ale to chyba tak działa algorytm po prostu, a kowbojski wątek przewijał się w jej życiu mniej lub bardziej w ostatnim czasie. Odrobinę martwiła się tym, czy oczekiwania nie zderzą się brutalnie z rzeczywistością, bo rozreklamowane to było z pompą, ale gdy tylko przekroczyła próg lokalu wiedziała, że wybór miejscówki był strzałem w dziesiątkę. Drzwi typu saloon skrzypiały na wejściu do lokalu, który w środku wyglądał niczym wyrwany z Dzikiego Zachodu. Wendy, aż miała ochotę zaklaskać w dłonie, bo przez moment poczuła się jak dziecko w sklepie z zabawkami. Ściany były oblepione starymi plakatami WANTED z poszukiwanymi przestępcami, a co najlepsze chyba można było sobie na wzór tego zrobić podobne zdjęcie, bo jej bystre oczko już wypatrzyło fotobudkę. W myślach cicho liczyła, że uda się jej tam zaciągnąć swoją randkę, ale no właśnie… musiała do niej dotrzeć i to najlepiej w jednym kawałku.
Ciężko było jednak patrzeć pod nogi, kiedy wokół było tak pięknie! Znad baru spoglądała na ludzi potężna głowa byka, a ktoś pomysłowy wykorzystał kowbojskie kapelusze do zrobienia lamp. No to była po prostu jakaś bajka, a Gardner uwielbiała tematyczne smaczki w wystroju, więc całkowicie przepadła, ale umówmy się… choć cały ten kowbojski wystrój sprawił, że serduszko jej szybciej zabiło, to prawdziwe widowisko czekało na nią przy barze. Jayce w czarnej koszuli i kapeluszu robił niemałe wrażenie, rany julek pomyślała wzdychając cichutko do siebie, gdy tak w oczekiwaniu na nią siedział swobodnie oparty o blat. Trochę wstyd, że na jego oczach odbyła popisową walkę z grawitacją zaraz na samym wejściu, ale trudno! Uśmiech i tak nie schodził jej z twarzy, a nawet rozkwitł, gdy usłyszała jego powitanie — Oi, kowbojko! — a potem zsunął się z barowego krzesła i… cóż, musiała włożyć nieco więcej wysiłku w to, by usta pozostały zamknięte i szczęka nie opadła jej z wrażenia, bo jego wzrost i ta męska, kowbojska aura przyprawiły ją o kolejny mały zawrót głowy, a gdy na to wszystko pochylił się w jej stronę, by objąć ją na powitanie, na moment wstrzymała oddech. Nie zamierzała jednak stać jak kołek, szybko skorzystała z fizycznej bliskości wspierając się na palcach, choć nawet wtedy górował nad nią wzrostem, a jej dłoń swobodnie powędrowała w górę i oparła ją na jego ramieniu przesuwając pomału, aż do momentu, w którym opuszkami napotkała odsłoniętą skórę jego karku. Pachniał obłędnie, kiedy mruczał jej do ucha, a przelotny całus pozostawiony na policzku był niczym wisienka na torcie.
— Myhym — przytaknęła uśmiechając się i zadzierając głowę do góry, by utrzymać z nim kontakt wzrokowy, bo choć wrócił na swoje miejsce wciąż nieco nad nią górował. — Jestem gotowa na nowe wyzwania — zapewniła. — Nie będziesz zawiedziony — wtrąciła jeszcze podłapując jego żartobliwy flirt, a gdy wspomniał o fizjoterapii jej oczy rozbłysły, jakby wygrała jakiś kupon na loterii.
Zrobiła krok w jego stronę udem delikatnie trącając jego kolano, opierając się przedramieniem o blat baru tuż obok niego. — Czekaj, jesteś prawie fizjoterapeutą? — zaśmiała się nieco kręcąc delikatnie głową z niedowierzaniem. — Ja prawie mam dyplom z bycia chodzącą katastrofą, co prawda wciąż się uczę, bo tego człowiek uczy się całe życie, ale z tą wiedzą moje ciało już traktuje cię jako przyjaciela — te wszystkie bolące stawy i mięśnie, nie mówiąc już o poobijanych kolanach, one już szeptały chórem w jej ciele: Jayce, na prezydenta panny Gardner! Wendy z całą pewnością była idealną praktyką dla każdego fizjoterapeuty. Chodzące marzenie!
Głowę niewinnie przechyliła odsłaniając zaróżowiony policzek, a potem zrobiła niewielki krok w tył, by wsunąć się na swoje krzesło. Musiała szczerze przyznać, że ten australijski akcent, ton jego głosu i wyznanie, że ryzyko to jego język miłości, sprawiły, że ten wieczór zapowiadał się naprawdę dobrze. On brzmiał dobrze. Słysząc jego pytanie spojrzała w kierunku byka, a potem na jego szklankę z Old Fashioned, by koniec końców przenieść wzrok na tablicę z napojami. — Myślę, że wezmę Whiskey Punch nim sprawdzę jak trudny do prowadzenia jest ten byk — poinformowała znów zerkając prosto w jego oczy. — Ciekawe czy australijscy kowboje też są tak narowiści... — dodała z błyskiem w oku, nie tyle pytała co wyrażała swoją ciekawość, bo taka z niej ciekawska dziewczyna była. A może właśnie trudni do okiełznania, porywczy, nieposłuszni, uparci australijscy kowboje ją tak ciekawili. Who knows.

Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
Let your blood dry upon my fangs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podobała mu się swoboda, z jaką przyjmowała jego dotyk i delikatność, zamknięta w konstrukcie jej smukłego ciała przy nim. Od razu po zbliżeniu się do niej wyczuł aprobatę, ale również luz, co było istotne dla kogoś, kto w towarzystwie lubił dobrze się bawić. Jayce zdecydowanie zaliczał się do tej grupy. Dodatkowo palce Wendy, przesunięte śmiało po powierzchni karku, nadawały jednocześnie ich bliskości kobiecego ciepła, za które właśnie najbardziej ubóstwiał płeć piękną. Ta naturalna zdolność do zmiękczania ostrych granic jego własnych gestów, gdy obejmował ją w talii pewnie, niemal zaborczo, idealnie równoważyła jego męskie ego i naturalną, choć nienachalną potrzebę dominacji.
Podtrzymał więc kontakt wzrokowy, a przy tym pociągnął za niewidzialną, ale wyczuwalną między nimi linę napięcia, uśmiechając się czarująco, w kolejnych swoich słowach sprawdzając nieco jej cierpliwość i podatność na jego banterowy (charakterystyczny dla Australii), nieco bezczelny momentami flirt.
— Skoro jesteś gotowa na wyzwania, to nie powinienem odbierać Ci tej przyjemności.
Reagował na jej słowa szybko, płynnie, niemal bezrefleksyjnie.
Nie należał do osób, które myślały o czymś dwa razy i szczerze powiedziawszy nie był prawdopodobnie najbardziej błyskotliwym facetem na tej sali… za to zdecydowanie pozostawał pewny siebie, charyzmatyczny i entuzjastycznie nastawiony do spotkania, gdy poprawiał swobodnie kapelusz kowbojski, spoglądając przelotnie na jej chętne na kontakt ciało. Wendy musiała wiedzieć, że ma zgrabne nogi, a Jayce z kolei musiał przyjąć do wiadomości, że przez resztę wieczoru ten atut jej sylwetki będzie orbitował w jego głowie bardzo wyraźnie jako część wizji przy nieprzyzwoitej fantazji.
— Ale jak wyrwę się spod kontroli – bo właśnie dałaś mi na to przestrzeń – to pamiętaj, że tę smycz towarzyską popuściłaś na własne ryzyko — dodał ze śmiechem, dosadnie dając jej do zrozumienia, że ma zamiar skorzystać z każdej furtki wolności, jaką tylko przed nim otworzy panna Gardner..
— Czekam, aż Twoje ciało zacznie traktować mnie też jak pluszaka, albo kochanka — zaryzykował zaraz bezpośrednią sugestią, prawdopodobnie pomijając kluczowe etapy w spoufalaniu się, choć zazwyczaj podobne manewry były mu wybaczone wraz z kolejnym, rozbrajającym uśmiechem.
Nie był najlepszy w owijaniu w bawełnę, za to całkiem dobrze radził sobie jako ciepły pled dla kobiecego, zwykle nieco bardziej wychłodzonego, niż jego własne, ciała. Nie mówił, że musieli testować to już teraz, czy w ogóle dziś, ale tą niewinną wypowiedzią testował jej granice i otwartość na podobny scenariusz.
Zaraz potem podniósł dłoń w kierunku kelnera, nawołując go przed złożeniem zamówienia.
— Whiskey Punch dla pięknej pani — mógł pominąć epitety w wypowiedzi, a jednak suche pani kojarzyłoby mu się wtedy z dystansem i pruderyjną manierą. Dopiero przy nadaniu temu zwrotowi jakiegoś charakteru, okowy formalizmu opadały skutecznie, pozostawiając w głównym świetle reflektorów nie “panią”, która ginęła w zdaniu, a przechwycony w słowach komplement.
— Mam dla Ciebie pierwsze wyzwanie niezwiązane z bykiem: wypij drinka na raz i idziemy do budki. Widziałem, że patrzyłaś w tamtym kierunku — to mówiąc, podsunął jej wolno pod nos świeżo zaserwowane przez obsługę zamówienie. Wzrok prześlizgnął się wtedy od jej kształtnych ust do zaróżowionych policzków i spoczął na moment na promiennie roziskrzonych oczach, gdy kątem oka jedynie kontrolując odległość, zatrzymał dłoń z drinkiem tuż przed jej palcami.
Jeszcze będzie czas na bliskości.
W tym momencie, wycofując się chwilowo z kontaktu z nią, zeskoczył energicznie ze stołka i podniósł do ust własne szkiełko, przechylając je ku sobie bez zastanowienia i bez wyraźnego zawahania. Nurt rozgrzewającego, mocnego alkoholu połaskotał mile ścianki gardła i długą, rozgrzewającą falą osadził się w żołądku Jayce’a, zamykając mu na chwilę usta.
Dopiero jednak brzdęk odstawionej, pustej już szklanki po alkoholu przypieczętował ten śmiały gest, gdy resztki wilgoci zebrał elegancko z warg krótkim ich oblizaniem.
— Narowiści.
Wypowiedział to jedno słowo twardo, ale statycznie, jakby właśnie potwierdzał jej tezę, chociaż nie chciał przy tym wyjść na totalnie bezczelnego w swoim założeniu, wiedząc, że to ona miała ostatnie słowa przy ocenie: — Masz szansę szybko się o tym przekonać — dodał, a jednocześnie skwitował bezpieczniej, pozwalając jej samej zdecydować, czy popiera jego opinię w tym temacie.
To mówiąc, pod pretekstem luźnego oparcia się położył dłoń na blacie baru bardzo blisko jej palców, niemal je muskając, w gotowości do ewentualnego pochwycenia jej ręki i pociągnięcia jej w kierunku budki.
— A czy Kanadyjki są tak bezpośrednie i wybitne w casual datingu, jak się o nich mówi?
Tym razem to on zadał pytanie, choć znał już odpowiedź na podstawie swoich wcześniejszych doświadczeń. Rzadko zdarzało mu się, by ktoś odmawiał mu względów, pod warunkiem że oboje byli sobą seksualnie i intelektualnie zainteresowani..
Tego wieczoru interesowała go jednak ta konkretnie przedstawicielka płci, której poświęcił uwagę, pochłaniając z jej twarzy każdy detal reakcji, na jaki mógł dziś liczyć.

Obrazek
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Single life era Wendy trwała w najlepsze, a ona po prostu płynęła z prądem i prawdę mówiąc uwielbiała aktualny stan. Nie musiała mierzyć się z żadnymi skomplikowanymi deklaracjami, tłumaczyć się komuś dlaczego jej szafa grozi wybuchem i nie ma w niej miejsca dla drugiej osoby, ani rozliczać się z tego gdzie była, ile była, z kim była i czemu znowu tyle wydała na głupoty. Lubiła wolność i swobodę, a randkowanie w Toronto traktowała jako całkiem fajny park rozrywki, w którym szukała dobrej zabawy, odrobiny bezczelnego flirtu, śmiechu i wspomnień do których mogłaby sobie wracać wieczorami przy swojej kolekcji winyli. Jasne, że nawet w najlepszym parku trafią się atrakcje, które jej nie przypasują, ale póki co atrakcja o imieniu Jayce zapowiadała się beztrosko i obiecująco. Sprawiał wrażenie wyluzowanego, ale też nieco bezczelnego i pewnego siebie, gdy podtrzymywał intensywnie kontakt wzrokowy. Czuła wręcz przyjemną ekscytację, gdy reagował na jej słowa i gesty bez zbędnego zastanawiania się i owijania w bawełnę.
— Zdecydowanie nie powinieneś mi jej odbierać — oznajmiła pewnie posyłając mu przy tym wymowny uśmiech. W końcu randkowała właśnie po to, aby ową przyjemność znaleźć, prawda?
Jayce wyglądał na dobrą zapowiedź owej przyjemności, a sposób w jaki poprawił ten swój kowbojski kapelusz spojrzeniem ześlizgując się po jej nogach nie pozostawiał złudzeń co do jego dzisiejszych intencji. Widząc to uśmiechnęła się lekko pod nosem, bo dobrze wiedziała, jak nieziemsko te jeansy leżą na jej nogach. I zupełnie jej to nie zawstydzało, bo ubrała je w konkretnym celu, a napis wyszyty na tylnej kieszeni kiss it cowboy mówił sam za siebie.
Jayce też nie bawił się w półśrodki, a jego słowa o pluszaku lub kochanku były tak bezczelne i bezpośrednie, że na moment zamarła, a chwilę później poczuła palące ciepło rozlewające się po jej ciele. Gość ominął chyba wszystkie możliwe etapy podrywu, ale z tą kowbojską aurą, akcentem i przeszywającym spojrzeniem mógł sobie na to pozwolić, a Wendy? Ona opanowała sztukę wypierania głębszych uczuć do perfekcji, ale zaproszenia do dobrej zabawy nie zamierzała sobie odbierać. Może i sprawił, że na jej twarzy pojawił się rumieniec, ale z pewnością jej tym nie spłoszył.
— Pluszaka, huh? — mruknęła przechylając nieco głowę na bok i zerkając na niego niewinnie dodając. — Uważaj kowboju, bo z pluszakami niekiedy mam tak, że lubię nimi ciskać o ścianę — oznajmiła językiem przesuwając po dolnej wardze, by na koniec delikatnie ją przegryźć. — Choć zwykle wolę się w nie wtulać, ale nigdy nie wiadomo co ci się trafi — dopowiedziała, ale bez ryzyka nie ma jednak zabawy i choć kwestii kochanka nie rozwinęła, to też nie zrobiła niczego, co by tę wizję w myślach Jayce ukróciło. Nie pogardziłaby nim też w kwestii utrzymywania ciepła, bo niewątpliwie stanowiliby zgrany duet, zwłaszcza, że jej dłonie i stopy zwykle były zimne jak lód.
Odetchnęła z ulgą, gdy na moment skupił swoja uwagę na barmanie, by zamówić jej drinka. Nie chciała dać sobie poznać, jak bardzo w przeciągu kilku minut zaledwie zadziałał na jej wyobraźnię. — Dziękuję — skinęła wyciągając dłoń po podsuniętego przez niego drinka i utkwiła w nim zaciekawione spojrzenie. Wyzwanie? W to mi graj! Słysząc o fotobudce zaśmiała się pod nosem. — Yup, nie potrafię ukrywać swojego zamiłowania do tego typu rzeczy. Mam słabość do fotobudek i magnesów, więc you got me — wyznała obserwując jak duszkiem opróżnia swój old fashioned, zatrzymując się spojrzeniem nieco dłużej na jego szyi, na tym jak pracowała gdy alkohol przepływał przez jego gardło. Na moment przełknęła mocniej ślinę, gdy tak bezczelnie oblizał swoje wargi. I do tego ten ten ton, sposób w jaki wypowiedział słowo narowiści... cholera, brzmiało jak zapowiedź kłopotów, w które z niemałą chęcią chciała się wpakować. Może nawet bardziej, niż na tego byka, od którego wszystko się zaczęło. Dopiero jego pytanie o bezpośredniość kanadyjek wyrwała ją z zamyślenia. Zamiast odpowiedzieć złapała swoją szklankę i przechyliła wypijając całość duszkiem. Czuła lekkie pieczenie zmieszane z nutą pomarańczy, gdy z dumą odkładała pustą szklankę na blat, po czym przeniosła spojrzenie na jego dłoń. Złapała ją zsuwając się z barowego stołka, co o mały włos nie skończyło się kolejnym twardym lądowaniem, a gdy tylko utrzymała pion zadarła głowę do góry wbijając w niego swoje roziskrzone spojrzenie. — Czy są? — zapytała w końcu, pomrukiem dodając — Będziesz mógł się o tym szybko przekonać — odpowiedziała podobnie jak on puszczając mu przy tym oczko, a potem wymijając go nieco i nie zwalniając jego dłoni skierowała swoje kroki prosto do fotobudki. Odsłaniając kotarę weszła do środka pociągając go za sobą.
Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
Let your blood dry upon my fangs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skłonność do spontaniczności i beztroski otwierała przed nim wiele drzwi, w tym również te prowadzące do bliskości, a Jayce rzadko odmawiał sobie pierwotnych przyjemności – chętnie przez te drzwi przechodził, wnosząc do pomieszczenia energię golden retrievera, może tylko nieco nakrapianego niezdrowymi nawykami, z domieszką nieokrzesanego labradora, któremu zdarzało się zapomnieć, że nie każdy impuls to ten, za którym musiał podążać. Co za tym idzie, hamulce w oczach Jayce’a stanowiły raczej sugestię, niż konieczność, dlatego tak często, rozpędzony własną, szczerą chęcią doświadczania świata, miał problem z zatrzymaniem się w odpowiednim punkcie.
Lubił prędkość życia, jaką nadawała mu własna ciekawość i naturalna śmiałość.
Intensywność jakiej szukał w relacjach i charakterystyczny dla niego rausz działania, gdy pozostawał na granicy przyzwoitości, były elementami osobowości, których nie był w stanie z siebie wydrzeć. Elektryzujące go napięcie w ciele, jakie towarzyszyło podobnym spotkaniom, było zbyt odurzające. Uzależniało go, jak innych uzależniały papierosy, czy alkohol, po które on dla odmiany sięgał rzadko lub wcale. Na trzeźwo najlepiej było mu doświadczać życia.
Zdawał sobie przy tym sprawę z tego, że niekiedy przekraczał granice za szybko – ostatnio z tego powodu zdarzyło mu się nawet wejść w niewygodną mu dyskusję, gdy Ayaan wytknął mu parę jego wad – najważniejsze jednak, że w kontakcie z ludźmi nie pociągał za sznurki manipulacji. Nie grał. Choć naturą hedonisty mógł sięgać dalej, niż nakazywała na to logika, czy ludzka przyzwoitość.
— Nie zniechęciłaś mnie — przyznał, z przyjemnością obserwując, jak kuszące wargi Wendy wilgotnieją pod jej językiem — Chciałbym zobaczyć, jak ciska się pluszakiem, ważącym dwa razy tyle, co Ty — dorysował do swojego przekazu kolejne szczegóły, nawiązując oczywiście w przybliżeniu do własnej wagi, ale na tym zakończył, parskając cicho w rozbawieniu.
Znacznie ciekawsze zresztą, niż same prowokowanie jej, wydawało się obserwowanie tej kobiety, jak ulegała temu nastrojowi, i jak w plastyczny sposób glina jej nawyków dopasowywała się do jego sugestii. Bo szczerze nie sądził, by Wendy robiła coś wbrew sobie lub pod jego dyktando. Wydawała się w tym kontakcie otwarta, szczera i równie elastyczna, co on sam.
To mu się podobało najbardziej. Lubił ludzi, którzy potrafili za nim n a d ą ż y ć. Pociągnięty do budki nie protestował, usiadł tuż przy niej, nie szukając na siłę dystansu. Materiał spodni otarł się o jeans przy jej udzie, a jedna z dłoni wylądowała na kolanie Wendy, gdy uśmiechnął się do niej krótko, zaraz potem zerkając na dostępne akcesoria. Zignorował przy tym wzrokiem wszystkie kiczowate dodatki: wąsy, plastikowe odznaki szeryfa, czy rewolwer. Sięgnął po krótkie, grubo plecione lasso, niemal od razu zarzucając je sprawnie na ramiona kobiety, by przyciągnąć ją do siebie w tym lekkim uwiązaniu. Wzrok nabrał intensywności, a usta niemal starły się o poduszki jej warg, gdy nachylił się ku niej i przytrzymał ją przy sobie za linę.
— Ostrzeż mnie, jeśli przesadzę — szepnął łagodnie, nie posuwając się dalej, niż do tej bliskości. Uczył się. Po kontakcie z Ayaanem wiedział już, że podobna intymność może być dla drugiej strony przygnębiająca. Dlatego, pomimo ogromnej chęci złożenia na jej ustach pocałunku, wstrzymał wodze fantazji na późniejsze rozwinięcie randki.
Palce wolnej ręki sięgnęły po przycisk uruchamiający budkę.

A potem wszystko ZGASŁO.

Ciemność zasłoniła mu widok na jej ewentualną reakcję. Pozostało tylko przyjemne ciepło jej ciała przy jego własnej nodze i oddech Wendy, skraplający się na jego zaroście tuż przy szczęce i szyi.

Obrazek
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
You should never say 'Who's there?'
Don't you watch scary movies?
It's a death wish.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wendy potrafiła powiedzieć nie, podobnie jak potrafiła płynąć z falą, szczególnie jeśli oferowała ona dobrą zabawę, niezobowiązujący flirt i czystą przyjemność. Nie szukała bowiem w życiu jakiejś stałości, a w randkach z maplindera na pewno nie poszukiwała miłości, głębszych uniesień i poważniejszych rozmów. Może komuś udało się to na tej aplikacji znaleźć, nie zamierzała oceniać, ale ona miała inne priorytety, a że jej randkowe życie długi czas było w porządnym uśpieniu, postanowiła to zmienić. Jayce był beztroski i spontanicznie podłapywał temat, podążał za impulsem, a hamulce stawały się jedynie opcją dostępną w tle, z której żadne z nich jeszcze nie postanowiło skorzystać.
Słysząc jego podsumowanie o ciskaniu pluszakiem dwa razy cięższym niż ona sama, parsknęła cichym dziewczęcym śmiechem, marszcząc przy tym uroczo nos. — Dwa razy tyle, huh? — zapytała mierząc go spojrzeniem z góry na dół, a kącik ust drgnął wymownie ku górze. Skłamałaby mówiąc, że wizja jego umięśnionej sylwetki nie zadziałała na jej wyobraźnie, bo to zrobiła i to mocniej niż powinna, a utrzymujące się rumieńce bezczelnie ją zdradzały. — Och, kowboju — westchnęła nie kryjąc swojego rozbawienia. — Myślę, że nie doceniasz kobiecej determinacji, jaką może pomieścić drobne ciało i to nie tylko, gdy ktoś zajdzie nam za skórę — oznajmiła puszczając do niego oczko.
Nie robiła niczego wbrew sobie, a wyrwanie się z nim do fotobutki było na to całkiem mocnym dowodem. Byli po prostu dwójką ludzi spragnionych dobrej zabawy, czy coś mogło stanąć im na drodze? To się okaże, na ten moment w drodze do fotobudki nie napotkali żadnych przeszkód, wpadli tam niczym w pułapkę, a gdy tylko kotara opadła za ich plecami wcale nie miała ochoty stamtąd uciekać. Przestrzeń nagle była mniejsza, ciaśniejsza, i n t y m n i e j s z a. Usiadła tuż obok, ciało do ciała i zaraz poczuła pod skórą przyjemną falę ciepła, a gdy jego dłoń spoczęła na jej kolanie zareagowała instynktownie wręcz. Nie, nie cofnęła się. Wręcz przeciwnie, jej noga drgnęła dociskając się do jego ciała.

Oh, sweet lord.

Ten gest z liną był bezczelny, ale też genialny sam w sobie. Nim zdążyła w ogóle połapać się w tym, że są jakiekolwiek akcesoria do wyboru, grube lasso oplotło jej drobne ciało, a on przyciągnął ją do siebie. Westchnęła cicho dłoń w odruchu ułożyła na jego torsie, wyczuwając pod koszulą jego ciało, mogąc sobie wyobrazić jak wypracowane mięśnie skrywa pod materiałem. Jego intensywne spojrzenie i te usta niemal ocierajace się o jej wargi sprawiły, że serce zabiło jej w jakimś dzikim rytmie, a usta rozchyliły się wręcz instynktownie, jakby cicho oczekiwała na muśnięcie. Ostrzeż mnie, jeśli przesadzę wyszeptane prosto w jej usta wywołały dreszcz, który przebiegł przez całe jej ciało, niby drobne, a skore do starć z dwa razy cięższym pluszakiem. Doceniała jego szacunek, choć ona w głowie miała już tylko jedną bezczelną myśl i gdy on sięgał przycisku, ona zamierzała sięgnąć po jego usta.

I nagle wszystko zgasło.

Muzyka ucichła, zapadła ciemność, a za kotarą ciszę przecieły niezadowolone okrzyki ludzi, westchnienia zdziwienia, a nawet tłuczone szkło, które być może wypadło komuś w tej chwili zaskoczenia. Wendy jednak trwała spleciona lassem, ciało przy ciele. Zamrugała odruchowo, jakby chciała rozproszyć ciemność i zaśmiała się cicho prosto w jego usta po czym zbliżyła się nieco pochylając bliżej jego ramienia, choć w tej ciemności nie była pewna jak blisko była. — Może faktycznie nie doceniłam twojej energii — w końcu ostrzegał, że jest trudna do ujarzmienia — skoro, aż wywaliło korki w całym lokalu — wymruczała mu do ucha trącając swoim rozgrzanym policzkiem jego własny.

Obrazek
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
Let your blood dry upon my fangs
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ciemność oblepiła nie tylko dwa ciała, usadzone w fotobudce, ale również całą otaczającą je przestrzeń. Nie chodziło wyłącznie o brak prądu w kabinie. Wzrok Jayce’a, naturalnie biegnący ku ich stopom, by pod szczeliną kotary odnaleźć światło, nie natknął się na żadne jego źródło. Gdziekolwiek sięgnął spojrzeniem, panował mrok, jakby cały lokal pogrążył się w misternie zbudowanej, czarnej próżni. Ciepły oddech Wendy, który przy różnicy wzrostu osiadał przyjemną falą w zagłębieniu męskiej szyi, oraz jej ręka, spoczywająca na jego torsie, były jedynymi drogowskazami, pozwalającymi określić odległość między nimi. Puścił więc lasso i podążył za drugim z nich, gdy palce prawej dłoni, instynktownie pragnące odnaleźć dla nich stabilny grunt pod bezpieczne wyjście z budki, wpierw lekko ujęły jej przegub.
W wolnym, zapewne łaskoczącym ją manewrze przesuwał opuszki wyżej, aż do jej przedramienia i łokcia, a następnie wprost do ciała Wendy, póki nie dotknął liny, wiążącej ją w korpusie. Zdjął ją ostrożnie, rzucając ją pod stopy ich obu i zachodząc dłonią za talię, by uchwycić ją w pewnym, gruntownym objęciu.
— Wypada sprawdzić, co się dzieje.
Zanim jednak spełnił obietnicę zamkniętą w słowach, skuszony przez bijący od niej gorąc, przyłożył drugą, wolną dłoń do jej karku i nachylił się przy niej, muskając na oślep wpierw miękki, kobiecy policzek, później szczękę, a na końcu pełne, wcześniej zapamiętane przez niego dokładnie usta. Choć muśnięcie to wciąż było krótkie i oszczędne, niemal niewinne, wargi przylgnęły o ułamek sekundy dłużej niż w pozostałych miejscach, kończąc ten subtelny gest krótkim, cichym śmiechem.
— To zamiast zdjęcia, na pamiątkę. Nie fizyczną, ale może chociaż zostanie nam w pamięci — mruknął do jej ucha wyjaśniająco, pociągając ją lekko za talię do góry, gdy wraz z nią wstał z siedziska w budce. Jedna z rąk pozostała przy jej biodrach, drugą dotknął kotary, w ciemności poruszając się raczej ostrożnie i na czuja. Kiedy jednak przekroczyli parę kroków w kierunku baru, pojedyncze świece w barze zostały już zapalone przez obsługę, a większość gości wydawała się zrezygnować z wizyty w tym miejscu. Pozostały pojedyncze pary, rozstrzelone po całym lokalu w takim oddaleniu od siebie, że atmosferę w tym miejscu można było uznać niemal za intymną.
— Szczerze mówiąc nie tego spodziewałem się po tej imprezie.
Jayce zaśmiał się, dość swobodnie traktując kwestię brakującego prądu. Lokal wciąż był klimatyczny, a oni przebrani i gotowy do zabawy, z której nie chciał rezygnować tylko przez wzgląd na niesprzyjające okoliczności. Zresztą, szybko znalazł w głowie plusy: przestrzeń nagle stała się rozległa, a sianko rozstawione w kącie sali za toporną, przysłaniającą ten punkt kolumną, wydawało się idealnym miejscem na pierwszą randkę, której rama nagle z zupełnie luzackiej przeszła w romantyczną. Wprawdzie nie należał do specjalnie romantycznych facetów, ale nawet on potrafił stwierdzić, że scenariusz ich spotkania przypominał teraz nieco reżyserowany film.
— Ale powinno być fajnie — dodał z uśmiechem, odchodząc nieco od niej i zgarniając z opuszczonego stolika pełen półmisek z nietkniętymi skrzydełkami i frytkami.
— Ktokolwiek tu siedział przed nami, raczej już nie skorzysta.
Nie miał w nawyku podkradać cudzego jedzenia, ale trzeba było przyznać, że pozostawione bez opieki, stawało się niczyje, a trzeba było pamiętać, że w głowie prawdziwego kowboja nie istniało nic bardziej smutnego, niż marnowanie dobrych hot wingsów.
— Za kolumną widziałem koce, usiądźmy tam. Będzie swobodniej — nie pytał, nie chcąc przedłużać decyzji pytaniami, poza tym podskórnie czuł, że Wendy nie lubi oczywistych rozwiązań, a takie wydawało mu się siedzenie przy stoliku bez prądu — Zaraz wracam — to mówiąc, wręczył swojej pięknej towarzyszce półmisek z jedzeniem, a sam energicznym, ale nie przesadzonym truchtem podążył do baru, dokupując dla nich butelkę whisky.
Skoro już zaczęli od mocnych procentów, nie warto było schodzić w dół.
— Mam nadzieję, że lubisz romantyczne randki. Bo wydaje się, że właśnie wskoczyliśmy na ten level — zażartował z sytuacji, siadając na kocu we wcześniej wskazanym przez niego miejscu.

Wendy Gardner
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ The Junction”