ODPOWIEDZ
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mów do mnie cokolwiek,
możesz chrapać, przyjmę każdy dźwięk
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

083.
Declan Richter umarł znienacka. Co, zdaniem Teddy, było wyjątkowo nie w porządku, ponieważ ludzie, z którymi człowiek wypił niejedno piwo i wygłupiał się na domówkach, powinni mieć przynajmniej tyle przyzwoitości, żeby uprzedzić o planowanym zejściu z tego świata. Nie chodziło nawet o to, żeby od razu wysyłali zaproszenia z dokładną datą i godziną, bo Darling nie była potworem i rozumiała, że czasami życie potrafi człowieka zaskoczyć. Ale jakieś ostrzeżenie? Wystarczyłoby krótkie hej, stara, szykuj się, bo za tydzień mnie nie będzie? Tymczasem Declan po prostu umarł, zostawiając po sobie zdezorientowanych znajomych, rodzinę pogrążoną w żałobie i od lat nieaktywny grupowy czat, na którym Zig Novak poinformował starą ekipę o całym zdarzeniu.
Marysia Teddy była w lekkim szoku. Richter miał trzydzieści kilka lat, głupie poczucie humoru i niesamowity dar przekonywania. Kiedyś namówił strażaczkę na spontaniczny wypad nad jezioro, który zakończył się nocowaniem w samochodzie, bo żadne z nich nie pomyślało, żeby sprawdzić prognozę pogody i złapało ich gradobicie. Innym razem próbował jej wmówić, że przecież potrafi otworzyć piwo zębami, co skończyło się ukruszoną szóstką i wizytą u dentysty. I chociaż Darling prosiła go o zachowanie dyskrecji, to i tak wysłał wiadomość do całej paczki. Oczywiście ze zdjęciem.
Westchnęła, odrywając wzrok od trumny. Nie chciała się rozklejać. Nie uważała, żeby płacz był czymś wstydliwym, ale ona ostatnio przepłakała już swoje i miała wyjątkowo nieprzyjemne przeczucie, że gdy tylko zacznie, długo nie będzie potrafiła przestać. Przesunęła językiem po wewnętrznej stronie policzka i poprawiła kołnierz płaszcza. Wtedy ją zobaczyła.
Chrissy Williams.
Na śmierć zapomniała, że Declan był przecież ich wspólnym znajomym. Przez moment nie wiedziała, co zrobić z tym niespodziewanym spotkaniem. Ostatecznie skinęła jej tylko lekko głową i skupiła całą uwagę na ceremonii.
— Był człowiekiem, który potrafił znaleźć radość nawet w najtrudniejszych chwilach — odezwał się mężczyzna, który najpewniej należał do rodziny Richtera. To prawda. Declan potrafił znaleźć radość wszędzie. Najczęściej w cudzym nieszczęściu. — Jego obecność pozostanie z nami na zawsze — złożył dłonie przed sobą, a Teddy pokiwała głową. No, akurat z tym ostatnim musiała się zgodzić. Kumpel pozostawił po sobie mnóstwo wspomnień. Niektóre z nich były nawet całkiem miłe.
Zamrugała, święcie przekonana, że coś jej się przewidziało. Zacisnęła mocno powieki i znów otworzyła szeroko oczy. Drewniana garnitur, która lady moment miała zostać spuszczona w głąb ziemi, poruszył się kilkakrotnie. Miała nadzieję, że Richter nie planował wracać zza grobu tylko po to, żeby osobiście skrytykować jakość własnego pogrzebu. Jedna strona trumny nieznacznie opadła, a cała konstrukcja przechyliła się na bok. Dopiero wtedy rozległo się przeciągłe, absolutnie niepasujące do okoliczności skrzypnięcie. Boże, Declan nawet po śmierci musiał robić zamieszanie. Ten chłop naprawdę nie miał wstydu.
Strażaczka wciągnęła gwałtownie powietrze i zagryzła policzek od środka, desperacko próbując nie parsknąć śmiechem. Cofnęła się o kilka kroków i przysunęła się bliżej Chrissy. Nie była pewna, czy to rozsądne, ale w tej chwili potrzebowała kogoś, kto potwierdzi, że nie postradała zmysłów.
— Jak myślisz? Chce nas nastraszyć czy próbuje się stamtąd wydostać? — zapytała przyciszonym tonem, a jej oddech musnął policzek Williams. Swoją drogą, tegoroczna jesień w Toronto była wyjątkowo ciepła. Teddy miała rozpięty płaszcz i wcale nie marzła, co było w pewnym sensie całkiem budujące.

Chrissy Williams
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
27 y/o
For good luck!
173 cm
rejestratorka w Mount Sinai Dental
Awatar użytkownika
i like your soul when it's shirtless
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjizazwyczaj przeszły
postać
autor

Dłuższą chwilę zajęło Chrissy przypomnienie sobie, kim właściwie był Declan Richter. Należał do tej części jej życia, która przeminęła, a ona nawet nie zauważyła, kiedy to się stało. Nie pokłócili się, nikt się na nikogo nie obraził - po prostu drogi im się rozeszły, możliwe, że do dwóch innych klubów. Nie za bardzo wiedziała, co u niego słychać, czy się ustatkował, miał dzieci i psa, podróżował albo medytował? No cóż, już nie będzie dane jej się dowiedzieć, skoro tragicznie zszedł z tego świata i nie raczył się z nikim pożegnać.
Nie lubiła pogrzebów. Nigdy nie była na pogrzebie kogoś faktycznie sobie bliskiego, jej dziadkowie trzymali się życia niczym małpa gałęzi, a najbardziej szafujący swoim życiem znajomy dorobił się już tylu metalowych części w sobie, że prędzej go zezłomują, niż pogrzebią na cmentarzu. Mimo to, doskonale wiedziała, że ich nie lubiła. Sama myśl o tym, że wokół będzie dużo smutnych ludzi, będą płakać, a ona jeszcze miałaby składać komuś takiemu kondolencje (niby co się wtedy mówi? "moje kondolencje" brzmiały totalnie bez sensu!), nie przypadała jej do gustu. A jednak coś ją tknęło, by wskoczyć w czarne wdzianko i się wybrać na ostatnie pożegnanie Declana.
Być może liczyła na spotkanie starych znajomych, odświeżenie pewnych kontaktów, może ploteczki? Raczej nie spodziewała się smacznych przekąsek na stypie, o ile w ogóle będzie tam mile widziana. Póki co, rozglądała się wokół, szukając znanych jej twarzy, a niekoniecznie słuchając tego, co o zmarłym mówili jego bliscy. Co oni tam wiedzieli? Czy tańczyli z nim na stole, gdy wlał w siebie zbyt wiele zbyt mocnych drinków, albo objadali się z nim w wannie lodami, gdy wystawiła go jakaś flądra? Okazuje się, że po zastanowieniu w głowie Chrissy odblokowało się wiele wspomnień z Declanem w roli głównej i na myśl o tym, że wziął i umarł, jednak zrobiło jej się trochę smutno. No oczywiście, w końcu weszła w tłum smutnych ludzi, nie mogło być inaczej.
Nie spodziewała się tu Teddy - która najwyraźniej aspirowała do tego, by zostać jej prześladowcą, bo po ich przypadkowym spotkaniu w windzie, Chrissy była pewna, że dostrzegła ją w alejce z papierem toaletowym w supermarkecie, przez co musiała bardzo oszczędnie dysponować sowimi papierowymi zasobami do następnej wizyty w sklepie, a potem widziała ją przez okno kliniki, w której pracowała. Całe szczęście, że Teddy miała zbyt ładne zęby, żeby musieć się nimi zajmować, więc przynajmniej tam Chrissy czuła się względnie bezpieczna. W każdym razie, Darling była teraz także i tu, co przypomniało Chrissy, że w sumie Declan chyba bardziej się kumplował z nią, niż z Chrissy. Czy to przypadkiem nie on je poznał? Pewnie to za to dotknęła go ta kara boska, przez którą zamknęli go teraz samotnego w drewnianej skrzynce.
Drgnęła zaskoczona, gdy usłyszała tuż obok siebie głos Teddy. Przeniosła wzrok z trumny na nią. A potem znów na trumnę, bo nie była pewna, czy Teddy ma zwidy, czy to ona czegoś nie dostrzegła. Czyżby Declan jednak nie był tam tak samotny? Może wraz z jego martwym ciałem leżał tam karzeł, który próbuje wydostać się, zanim zakopią go kilka metrów pod ziemią, by przedstawić rodzinie dowody na gejowski romans nieboszczyka? Nie dostrzegła jednak nic niepokojącego. Najwidoczniej takie rzeczy to tylko w filmach, a szkoda. Gdyby ten scenariusz wydarzył się w rzeczywistości, to może byłaby w stanie przekonać Teddy, że czasem picie moczu wcale nie jest złe.
- Naćpałaś się, czy co? - spytała szeptem, nachylając się ku Teddy, by żadna ciotka stojąca obok nie podsłyszała ich rozmowy - oczywiście było to niemożliwe i kobieta w fioletowym kapeluszu z czymś, co wyglądało na martwego ptaka (tematycznie!) na głowie, spojrzała na nie ze zdegustowaną miną. - Może masz gorączkę? - Williams uniosła dłoń, by teatralnie dotknąć czoła Teddy. Wolałaby jednak pierwszą wersję, może Teddy by się z nią czymś miłym podzieliła? Ot tak, na ukojenie smutków po zmarłym koledze.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
konewka
lanie wody, sterowanie moją postacią, brak tworzenia punktów zaczepienia dla odpowiedzi, stanie w miejscu z akcją
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mów do mnie cokolwiek,
możesz chrapać, przyjmę każdy dźwięk
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała na swoim koncie multum pogrzebów. Strażacy umierali na potęgę. Teddy już nawet nie pamiętała, ilu dokładnie pracowników straciła jej jednostka. Raczej dużo, skoro na zmianach ciągle brakowało ludzi. Niektóre twarze pamiętała doskonale, inne z czasem zaczęły się zacierać. Ostatnim był RJ, który zginął rok temu podczas zamachu bombowego na bank. W akcji brała udział ekipa Darling. Zresztą ona sama prawie wtedy ogłuchła. Przez kilka pierwszych dni nie była pewna, czy słuch kiedykolwiek wróci do normy, ale na szczęście stopniowo zaczęła znowu słyszeć, a po urazie nie został żaden ślad. Z pamięci nie dało się jednak usunąć tamtego dnia równie łatwo. A szkoda.
Od początku przypuszczała jednak, że właśnie na pogrzebie Declana zobaczy wielu znajomych, których dawno nie widziała. W końcu takie wydarzenia miały to do siebie, że ściągały ludzi z różnych okresów życia zmarłego, a przy okazji przypominały wszystkim, że kiedyś stanowili część większej grupy, nawet jeśli później każdy poszedł w swoją stronę. Teddy utrzymywała z większością tych osób praktycznie zerowy kontakt. A fakt, że od czasu do czasu zdarzało jej się wpaść na Chrissy, wynikał jedynie z tego, że mieszkały w tym samym budynku. To był zwykły zbieg okoliczności, a nie żaden element starannie zaplanowanej strategii. Naprawdę nie miała na punkcie Williams żadnej obsesji! Trudno było unikać drugiego człowieka, kiedy korzystało się z tych samych wejść, wind i klatek schodowych, a do tego wychodziło o podobnych porach. Poza tym, dlaczego miałaby to robić? Nie chowała do niej żadnej urazy. To Chrissy miała do niej najwyraźniej jakiś problem, którego strażaczka nie potrafiła pojąć.
— Co? — wypaliła równie cicho. Ciotka w fioletowym kapeluszu łypnęła na nie spode łba. — Sama się naćpałaś — mruknęła elokwentnie. W sumie to podejrzewała, że Williams chętnie by to uczyniła, gdyby tylko miała sposobność. — Co ty wyprawiasz? — zrobiła wielkie oczy, kiedy poczuła na swoim czole jej dłoń. Ale to dłoń Chrissy była zimna, a nie czoło Teddy. — Nie mam żadnej gorączki. Nie widziałaś, że trumna... a zresztą, nieważne — złapała dziewczynę za nadgarstek i zabrała jej rękę ze swojej głowy.
Ciocia w fioletowym kapeluszu odchrząknęła wymownie, na co strażaczka posłała jej przepraszający uśmiech. Za siebie i przy okazji za Williams. Ckliwe przemówienia trwały w najlepsze i dłużyły się niemiłosiernie. Biedny Declan pewnie zaziewałby się w tej trumnie na śmierć, gdyby żył. Żałobnicy nie mieli jednak tyle szczęścia i musieli wysłuchiwać kolejnych wspominek, anegdot oraz opowieści o tym, jakim to wspaniałym człowiekiem był nieboszczyk. Darling przez moment poczuła nawet coś na kształt wzruszenia. Szkoda tylko, że w większości nie była to prawda. Bo przecież Declan Richter był przede wszystkim nierobem, pijakiem i pasożytem. A na dokładkę mendą, świnią i złodziejem.
Zanim trumnę opuszczono do ziemi, pan Richter zaprosił wszystkich na stypę do restauracji mieszczącej się tuż obok cmentarza. Rodzina chciała w ten sposób okazać wdzięczność za tak liczne przybycie. Żołądek momentalnie przypominał jej, że ostatni posiłek jadła kilka godzin przed wyjściem z domu.
— Idziemy się nażreć? — zerknęła z ukosa na Chrissy. To nie tak, że Teddy nie miała w sobie współczucia. Była bardzo empatyczna! Po prostu naoglądała się w życiu tylu ludzkich tragedii, że trudno było ją jeszcze zaskoczyć samym faktem, że ktoś umarł. W jej zawodzie śmierć nie była abstrakcją ani jakąś szczególnie odległą perspektywą. Może gdyby Declan był jej bliższy, przeżywałaby to wszystko mocniej. Czy wylewałaby łez potoki na pogrzebie takiej Williams? Pewnie też nie.

Chrissy Williams
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu. weź mnie rozbaw!
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. John's Anglican Church”