30 y/o
Welkom in Canada
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Rozmowa z biegaczem była wyczerpująca. Aaron nie miał zbyt wielkiej wprawy z wyciąganiem informacji od kogoś, kto był świadkiem tak makabrycznej zbrodni - do tej pory ograniczał się jedynie do przesłuchiwania podejrzanych o handel oraz oskarżonych, których złapano na gorącym uczynku. Teraz, kiedy siedział przy nim zestresowany osobnik, ledwo potrafiący składnie wyrzucić z siebie słowa, Blackwood czuł się psychicznie nieprzygotowany. Zdawał sobie jednak sprawę, że jeśli nie uda mu się teraz niczego konkretnego od niego wyciągnąć, stracą szansę, bo szok nie minie, a z czasem wspomnienia wszystkiego, co mogło okazać się istotne, zblakną. Starał się więc jak mógł, wkładając to wszelkie pokłady empatii, które w nim siedziały. Ba, zastosował nawet techniki, które podłapał od swojego terapeuty, do którego chodził niezmiennie od kilku lat, chcąc w ten sposób mieć pewność, że nie grozi mu powrót do nałogu.
Wstał, mając nadzieję, że to, czego się dowiedział faktycznie przyda im się w sprawie. Spodziewał się, że świadek nie rzuci żadnym imieniem, ani nazwiskiem - był jedynie przypadkową osobą, ale gdzieś w środku poczuł rozczarowanie, że mimo wszystko mieli niewiele.
Wysłuchał uważnie słów O’Hary - to o czym wspomniał w pewnym sensie pokrywało się z komentarzami świadka. Aaron zmarszczył jedynie brwi, kiedy padł tekst o rytuale. Naprawdę chcieli bawić się w jakieś demony, opętania i wzywanie szatana?
-Rytualne? Chcesz powiedzieć, że pokiereszował ją jakiś psychol pragnący przywołać Amona? - skrzywił się na samą myśl. Niestety, słyszał w swoim życiu wiele absurdalnych historii, które miały pokrycie w rzeczywistości, a biorąc pod uwagę, że nie brak świrów, byłby skłonny się do tego przychylić.
-Z tym przeniesieniem może się jednak zgadzać. Co prawda świadek jest w wielkim szoku, ale upiera się, że słyszał silnik samochodu, który prawdopodobnie stał przy drodze. Trzeba wysłać techników, żeby poszukali śladów opon i przetrzepali krzaki. Może faktycznie na coś trafią - powiedział, nawet nie spoglądając do notesu. Zapamiętał wszystko - ostatecznie nie było tego aż tak dużo. - Dodatkowo wspomniał coś o jakimś mężczyźnie, którego spotkał, gdy biegł w tym kierunku. ten drugi podążał w przeciwną stronę. Uznał go za biegacza, ale zdziwiło go, że kiedy tylko się do niego zbliżył, tamten zasłonił twarz, jakby nie chciał być rozpoznany - dodał, drapiąc się po karku. Mimo wszystko i tak zalecił jednemu funkcjonariuszowi, aby zadbał, by świadek spotkał się z rysownikiem. Kto wie, może w trakcie sesji przypomni mu się jakiś ważny szczegół. - Trzeba sprawdzić monitoring. W tym parku muszą być jakieś kamery, plus te przy pobliskich wjazdach i przy drodze - skomentował. Ostatecznie w dzisiejszych czasach można było znaleźć swoją twarz niemal wszędzie.
Pozwolił, żeby Ricky rozdzielił zadania technikom oraz innym funkcjonariuszom - nie chciał mu się wtryniać, chociaż kusiło, żeby trochę przejąć pałeczkę. Miał się jednak uczyć, prawda? To było jego pierwsze śledztwo w sprawie zabójstwa, więc nie chciał od razu wyskakiwać przed szereg. wykazać bardziej będzie mógł się w przyszłości, kiedy już nikt mu nie będzie mówił, że jest żółtodziobem, który nie wie co robi.
-Chyba więcej tu nie osiągniemy, nie? To co, komenda i czekanie na nagrania, czy podobnie jak ja, potrzebujesz porządnej kawy, zanim zatoniemy w materiale dowodowym? - zerknął na niego. Wcale nie chciał z nim na takową jechać, ale prawdą było, że na lurze z komisariatu nie przeżyje.

Ricky O'Hara
30 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
183 cm
detektyw wydziału zabójstw i zaginięć Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I've lost my goddamn mind, it happens all the time; I can't believe I'm actually meant to be here; trying to consume, the drug in me is you and I'm so high on misery, can't you see?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W ferworze pracy Ricky był w stanie zapomnieć o śnie, jedzeniu, piciu czy korzystaniu z toalety… a jak wychodziło z najświeższych informacji, również o swojej niechęci do Blackwooda. No, może niezupełnie o niej zapomniał, ale zepchnął gdzieś na bok, skupiając się przede wszystkim na swoim zadaniu i na tym, by zebrać jakieś istotne informacje. Tego typu sprawy nie były jednak takie proste. Od teraz wszystko miało spoczywać w rękach techników, a tej części O’Hara wyjątkowo nie lubił. Czekać na poszlaki, które potem mógłby jakoś ze sobą połączyć…? To nie było w jego stylu. Jeśli miał jeszcze cokolwiek do gadania, to nie podda się po kilkunastu minutach mielenia jęzorem.
— To mógł być zwykły zbieg okoliczności — zauważył trzeźwo, mówiąc oczywiście o mężczyźnie zasłaniającym twarz i samochodzie w pobliżu. — Teren nie jest w końcu przesadnie odosobniony, samochody regularnie tędy jeżdżą nawet w nocy, a ciało wygląda, jakby leżało tu przynajmniej kilka godzin. Raczej nie wydaje mi się, żeby oprawca specjalnie czekał, aż zrobi się jasno, żeby spotkać kogoś z regularnych biegaczy i zaryzykować rozpoznanie — dodał jeszcze, badając krótko reakcję Aarona na te słowa. Prawda była taka, że na tamten moment mieli tylko nieliczne poszlaki i domysły, a nie jakiekolwiek twarde dowody.
— Poczekajmy na nagrania z pobliskich kamer, i tak nie dostaniemy od razu nakazu, a kawa nie zaszkodzi. Ta z naszego socjala, jak nie zdążyłeś się jeszcze przekonać, to taka przybrudzona woda. Niedaleko jest niezła kawiarnia.
Przekazali ostatnie dyspozycje technikom, zbili piątkę z resztą funkcjonariuszy i odeszli. Nic tam po nich.
I tyle. Żadnych przytyków, żadnego denerwowania się ani docinek. Obaj rozumieli powagę sytuacji, więc w ciszy rozpraszanej jedynie przez cicho grające radio ruszyli do samochodu, a potem w stronę wspomnianej przez Ricky’ego kawiarni. Mały, trochę obskurny lokal nieszczególnie zapraszał wyglądem, ale starsza kobieta, która prowadziła przybytek, miała bardzo sympatyczną twarz. Jej uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, gdy zobaczyła O’Harę wchodzącego do środka.
— Richard! Ty łapserdaku, sto lat już nie odwiedziłeś starej ciotki!
— Dzień dobry, pani McMillan. — Nieco zażenowany tym przywitaniem Ricky pochylił się mocno, żeby pulchna kobiecina mogła ucałować go w policzek.
— Dla ciebie to wiem, a dla tego przystojnego pana to co szykować? — Pani McMillan zakasała rękawy i stanęła przy ekspresie. — Albo wiecie co, zrobię wam to samo, żebyście się nie kłócili. Chłopaki to zawsze tak… a, no, nieważne! — Machnęła ręką, śmiejąc się do własnych myśli. — I ciasto wam przyniosę, o, upiekłam placek ze śliwkami…
Rozbawiony O’Hara skinął głową w kierunku stolików. Lokal widocznie nie cieszył się zbyt dużą popularnością, a nieliczni goście wyglądali niemalże na element wystroju — prawdopodobnie byli to sami lokalsi, którzy przychodzili do przybytku pani McMillan od lat.
— Paskudna sprawa na początek — rzucił do Blackwooda, siadając. Krzesło skrzypnęło pod jego ciężarem. — Ale może to i lepiej. Więcej się nauczysz. Chociaż póki co — dorzucił gorzko, pocierając z zamyśleniem potylicę — to nawet nie masz z czego. Jak zgarniemy kawę, trzeba będzie wrócić i przetrzepać bazę osób zaginionych. Może dopasujemy kogoś chociaż po tych elementach profilu ofiary, które znamy. Kobieta, biała, okolice trzydziestki, chociaż to przecież wiemy. Takie osoby rzadko są na tyle samotne, by nikt nie zauważył ich zniknięcia. Zawsze to jakiś start, a, kurwa, nie cierpię zaczynać z niczym.
Ostatnie zdanie chyba wyrwało mu się mimowolnie. Doganiał go pewnie niedobór kofeiny i nadmiar nieprzyjemnych wrażeń z tego poranka.

Aaron Blackwood
gangsta bimbo
nie lubię schizy, nudy i braku akapitów, ukocham za poprawną składnię i pchanie fabuły do przodu
30 y/o
Welkom in Canada
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Aaron czuł się dziwnie przytłoczony wszystkim, co działo się na około niego. Nie lubił nie mieć czynnego udziału w sprawie, stojąc bardziej z boku i obserwując, jak reszta ekipy się uwija. Rozumiał, że z racji tego, że była to jego pierwsze śledztwo w wydziale zabójstw musiał podpatrzeć, jak wszystko działa, ale kurwa, teraz czuł się wyjątkowo jak piąte koło u wozu, które niczego nie wnosiło. Był niemal pewien, że O’Hara czerpał z tego niebywałą przyjemność, widząc jak Blackwood dwoił się i troił by zrobić cokolwiek, chociaż musiał przyznać, że póki co nie posłał w jego stronę żadnego chamskiego komentarza, co stanowiło dziwną odskocznię. Podobnie, jak całkiem normalny ton, którego używał kiedy aktualnie się do niego zwracał.
-Czyli na dobrą sprawę chuja mamy - odpowiedział, krzywiąc się przy tym lekko. Zeznania świadka, chociaż mogły okazać się przydatne, równie dobrze mogły być niczym. Na dodatek nie było niczego, czego faktycznie mogliby się uczepić, co było frustrujące. Azjata potrzebował akcji, potrzebował mieć poczucie, że to, co robił było słuszne i już niedługo przyczyni się do złapania mordercy o zapewne psychoparanormalnych zapędach.
-Fajne babki wyrywasz - skomentował skinieniem wskazując na starszą kobietę, kiedy zajęli miejsce przy stoliku w kawiarni, do której normalnie Aaron by nie wszedł. Była niepozorna, mała i nie przyciągała tak, jak wiele innych w mieście. Wiedział jednak, że podobne miejscówki były perełkami i jeśli tylko kawa okaże się być godna jego podniebienia, będzie tu zaglądał znacznie częściej. Nie informując przy tym Ricky'ego, bo jeszcze tego brakowało, by uznał, że to właśnie dzięki niemu. Co z prawdą się pokrywało.
-A zdarzają się mniej paskudne? Morderstwa zawsze są przekichane, w narkotykowym było ich kilka, ale je zawsze przejmował nasz obecny wydział - rzucił, przecierając twarz. Naprawdę potrzebował tej kawy.
Chwilę później dostali swoje napoje oraz ładnie zapakowane pudełeczko z wypiekami domowej roboty, na widok których Aaron zrobił się momentalnie głody.
-Świetnie wygląda i pewnie tak samo smakuje. Czuję, że jest pani prawdziwą mistrzynią, bo kawę robi pani doskonałą - uśmiechnął się do pulchnej kobiety. Jeśli chodziło o ciasta, nie trzeba było wiele by go zadowolić, bo był zwyczajnie na nie łasy. Jak chyba na każde słodycze i cudem pewnie nie przybierał na wadze.
-Proszę, jaki flirciarz. Musisz mi częściej takich przyprowadzać, Richardzie, a nie ukrywać tylko dla siebie - aż się zarumieniła z wrażenia, bo kto nie lubił dostawać komplementów?
Pożegnali się z właścicielką, ponownie pakując się do samochodu, tym razem kierując się w stronę komendy. Aaron przeczuwał, że czeka ich teraz sporo czekania, chociażby na nagrania, na które w środku liczył.
Kiedy tylko znaleźli się w środku, od razu zabrali się za przeszukiwanie bazy danych osób zaginionych. Ślęczenie przed komputerem i wpatrywanie się w ekran nie było rzeczą, do której Aaron nawykł i już teraz mógł powiedzieć, że była to jedna z tych rzeczy, która nie będzie na liście tego, co lubił. Podobnie, jak pisanie raportów.
-Znalazłem kilka nazwisk, które mogłyby pasować, chociaż ciężko powiedzieć, bo brakuje nam konkretnych i niepodważalnych dowodów na potwierdzenie. Ale chyba dobry punkt zaczepienia, co? - obrócił monitor w stronę kolegi z przypadku, upijając kolejny łyk kawy, która po kilku godzinach zdążyła się zrobić zimna. - Jedna to prostytutka, zaginięcie zgłosiła koleżanka. Druga to samotna matka, której nieobecność zauważyła sąsiadka. A trzecia była aktorką w miejscowym teatrze - wskazał na wyróżnione pozycje. - To ułożenie ciała… było dość nietypowe. Może dla własnego spokoju ducha sprawdzimy, czy w innych nierozwiązanych i rozwiązanych sprawach nie pojawia się ten motyw? Pesymistycznie, ale wolałbym nie mieć do czynienia z jakimś opętanym seryjniakiem - rzucił, spogladając na Ricky'ego, tym razem wpychając sobie do ust spory kawałek śliwkowego ciasta, o którym w natłoku danych całkowicie zapomniał.

Ricky O'Hara
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”