26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pociągnął nosem, odgarniając palcem wskazującym niewidzialną łezkę spływającą po jego policzku. - Cholera, Finch, nawet nie wiesz, jak się kurwa cieszę, że cię mam - mruknął, niby to próbując obrócić w żart jej słowa otuchy i tę małą lekcję na temat tego, żeby przestał się tak wszystkim przejmować. Ale z drugiej strony? Serio, cholernie się cieszył, że miał ją w swoim corner i że zawsze mógł na nią liczyć. Nawet wtedy, gdy musiał się psychicznie nastawić na multum wyzwisk skierowanych w swoją stronę, zanim w ogóle usłyszał od niej cokolwiek pocieszającego. ALE TO SIĘ NAZYWAŁO JĘZYKIEM MIŁOŚCI W PRZYJAŹNI, OKEJ?! Nie każdy musiał przecież głaskać cię po główce i mówić, że wszystko będzie dobrze. Niektórzy woleli cię najpierw porządnie opierdolić, a potem upewnić się, że przypadkiem nie zamierzasz się przez to rozpłakać. No i właśnie za to ją uwielbiał.

Wysunął dłoń zgarniając ją i przysunął do siebie, zamykając w cholernie mocnym uścisku. Tak mocnym, że jeszcze chwila, a pewnie połamałby jej wszystkie kości. NO CO? Chuda była, okej?! Trzeba było uważać, żeby przypadkiem nie zrobić z niej jakiejś harmonijki. W końcu ją puścił, odsuwając się odrobinę i posyłając jej szeroki uśmiech. Z kolei całe szczęscie, że nie rozlała na niego napoju z puszki, lucky bastard.- Wiesz, jak człowieka postawić na nogi. A w łeb to ty mnie nie wal, bo będę musiał ci oddać, a powinnaś wiedzieć, że reguła dziewczyn się nie bije nas nie obowiązuje, okej?? - rzucił z rozbawieniem. I oczywiście doskonale wiedział, że Finch zrozumie, że żartował. Nigdy przecież nie podniósłby ręki na kobietę, a tym bardziej na Finchmaspstead. HALO, bez przesady. Co najwyżej założyłby jej jakąś zupełnie niegroźną dźwignię na szyję, przyciągając ją do siebie, albo uwięził pod kocem czy kołdrą, żeby nie mogła się wydostać. If you know, you know, lol. Ale żeby ją uderzyć? Nah. Prędzej sam pozwoliłby jej przywalić sobie jeszcze ze dwa razy, byleby tylko miała z tego jakąś satysfakcję.

Ale anyways, siedział teraz i uważnie słuchał jej wywodu, chociaż jakoś tak wpuszczał wszystko jednym uchem, a wypuszczał drugim, bo przecież nie raz już słyszał to całe pierdolenie i za każdym razem widział przed oczami tylko jeden wielki, migający neon z napisem JESTEM TOO COOL, ŻEBY SIĘ ZAKOCHAĆ. - Whatever, Kiri, żebyś się tylko nie zdziwiła, jak cię coś pierdolnie - parsknął pod nosem, teatralnie przewracając oczami. Jak dalej chciała żyć w tym swoim delulu land, to so let it be. Nie zamierzał przecież na siłę wyciągać jej z tej pięknej krainy zaprzeczenia. Zresztą nie chciał już bardziej jej denerwować, bo jeszcze oberwałby za swoje jakże trafne spostrzeżenia, a wolał skupić się na rzeczach zdecydowanie przyjemniejszych, takich jak tańczenie, a raczej wykonywanie bliżej niezidentyfikowanych ruchów, w towarzystwie swojej przyjaciółki.

Westchnął głośno, gdy na dłoni Finch pojawił się ten jebany orzeł. NO I CO TERAZ?! Najwidoczniej miała rację, może faktycznie było to zapisane gdzieś w ich kartach, gwiazdach czy cholera co tam było. Los ewidentnie próbował im coś przekazać, a skoro tak, to kim on był, żeby z nim dyskutować? - No dobra, jesteś na mnie skazana w takim razie - mruknął, jakby właśnie pogodził się z jakimś nieuniknionym wyrokiem, po czym spojrzał na nią z szerokim uśmiechem. - Zrób mi tosta, Finch. Jakiegoś odjebanego, a potem cho, obejrzymy jakiś film.

finchhampstead
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była dobrą przyjaciółką. Nie miała sobie nic do zarzucenia. No dobrze, czasami bywała zbyt surowa i za bardzo dopierdalała, ale właśnie to był jej język miłości. Im częściej komuś dogryzła, tym bardziej zależało jej na relacji. Przynajmniej w większości przypadków. Jeśli kogoś lubiła, to po prostu przy nim była, nawet jeśli przy okazji regularnie przypominała mu, że jest skończonym idiotą. Czasami nawet kilka razy dziennie, żeby przypadkiem nie zapomniał. Umówmy się, gdyby nie chciała, nie zadawałaby się z Levim. Nikt jej tutaj na siłę nie trzymał. Nie istniał żaden tajemniczy kontrakt, który zobowiązywałby ją do utrzymywania tej znajomości, a za zerwanie umowy nie groziła jej ani kara finansowa, ani dożywotni zakaz wstępu do ulubionego baru. Mogła zwyczajnie przestać się odzywać i pozwolić, żeby ich drogi się rozeszły. Tyle że tego nie robiła. Pisała do niego, kiedy była wkurwiona, uznając, że Shelly powinien cierpieć razem z nią, a kiedy potrzebował pomocy, potrafiła rzucić wszystko i się zaangażować. Oczywiście najpierw mogła mu powiedzieć, co o nim myśli, bo przecież nie zamierzała pozbawiać go przyjemności wysłuchania kilku uwag na temat jego życiowych wyborów. Ale zawsze była na jego zawołanie. Okej, z tym zawsze to jednak przesada. Najpierw trzeba było ją dobudzić. Dlatego zanim w ogóle docierało do niej, że ktoś próbuje się z nią skontaktować, na ekranie telefonu zdążyło już wylądować 69 nieodebranych połączeń.
Wydała z siebie bliżej nieokreślony skrzek, kiedy zamknął ją w swoich ramionach. Pojebało go? Dobrze wiedział, że nienawidziła się przytulać! I wcale nie była taka chuda, za jaką miał ją Shelby, bo cycki i dupa były na swoim miejscu.
— Udusisz mnie — wychrypiała, bo niewiele brakowało, żeby gały wyszły jej z orbit. — Jak zaraz mnie nie puścisz, to naprawdę ci przyjebie — mruknęła, w ogóle nie zważając na fakt, że przyjaciel mógł jej oddać. Na pewno wygrałaby to starcie!
Wyswobodziła się z jego uścisku i przeczesała palcami włosy. Nie omieszkała również wywrócić oczami po tym, jak Levi zaczął ją pouczać.
— Jestem już dużą dziewczynką — przypomniała. Jak ma coś pierdolnąć, to niech pierdolnie. Nie istniało nic, z czym Kira Finch nie dałaby sobie rady. I nie, nie była zbyt cool, żeby się zakochać. Po prostu po tym padole ziemskim nie chodziła żadna kobieta, która zdołałaby zawrócić jej w głowie. A jeśli już, to chyba mieszkała na drugim krańcu świata i najpewniej nigdy się nie spotkają. I słusznie, że Shelly nie ciągnął tematu, bo naprawdę Kira była o tyle od tego, żeby nie pacnąć go w łeb. Na szczęście przyjaciel znał ją doskonale i w porę wiedział, kiedy zamknąć mordę.
Moneta podjęła decyzję za nich. Los tak chciał. Kostki tak chciały. Może nawet sam bóg tego pragnął, o ile w ogóle istniał.
— Och, no jakoś muszę z tym żyć — westchnęła ciężko na wzmiankę o tym, że była na niego skazana. — Chodź do kuchni i w międzyczasie znajdź jakiś film — podała mu swój odblokowany telefon, żeby mógł najpierw poszukać czegoś na zainstalowanych apkach. — Z czym chcesz te tosty, co? — zapytała, kiedy wyszli z sypialni i zeszli na dół. I tak zastaną w salonie, gdzie był ogromny telewizor i równie wielka kanapa. — Nie uwierzysz, ale zamawiałam ostatnio zakupy i mam wszystko, czego dusza zapragnie — dodała dumnie, dając do zrozumienia, że serio miał w czym przebierać. No chyba że Shelly wypierdoli z jakimś kawiorem czy truflami. Finch srała pieniędzmi, ale wydawała je wyłącznie na rzeczy, które były smaczne.

shelly
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jeżeli ktoś kiedykolwiek myślał, że Shelby'ego nie można było ustawić do pionu, no to się grubo kurwa mylił, bo jego życiowym i przyjacielskim sierżantem nie był nikt inny jak Finchhampstead. Tak jak na co dzień nie słuchał się dosłownie nikogo i niczego, tak wystarczyło jedno słowo kapral Finch i już robił wszystko, jak mu zagrała. I to nie było nic w stylu, że się jej bał czy coś, bo przecież tak nie było. A przynajmniej nie do końca, bo ona była taką samą wariatką jak on i po prostu mógł się po niej spodziewać ABSOLUTNIE WSZYSTKIEGO, dobra?! Ale anyways, po prostu cholernie cenił sobie jej zdanie i była jedyną osobą, która potrafiła przemówić mu do jakiegokolwiek rozsądku, kiedy się gubił, wątpił w siebie, odpierdalał manianę albo najzwyczajniej w świecie potrzebował dostać porządny opierdol. No więc kiedy zagroziła mu przyjebaniem, odsunął się od niej, unosząc obie ręce w geście co złego, to nie ja, po czym parsknął śmiechem. - Jesteś no fun, Finch - mruknął niczym obrażony dzieciak, a jej kolejnego zdania postanowił już nie komentować, bo WHATEVER, niech sobie robi, co tam chce. Potem to on będzie ją albo wspierał, kiedy coś pójdzie nie tak, albo ewentualnie trzymał jej włosy nad kiblem, gdy za dużo wypije, bo będzie musiała się jakoś wybawić po serii niefortunnych zdarzeń. Co oczywiście nie stanowiło dla niego najmniejszego problemu. W końcu był jej przyjacielem, prawda? I zamierzał być przy niej zarówno na dobre, jak i na złe.

Ruszył za nią do kuchni, uśmiechając się pod nosem. Minął po drodze piecha, a chwilke pozniej ominął wyspę kuchenną i podszedł do telewizora, włączając Netflixa i przeklikując się przez różne tytuły. - Obejrzymy jakiś romcom, w którym przyjaciel zakochuje się w przyjaciółce albo na odwrót, żeby pokomentować, jakie to zjebane i thank fuck, że nas to nigdy nie spotka? - rzucił głośniej, śmiejąc się pod nosem, po czym kliknął w jeden z filmów i od razu go zapauzował. Odwrócił się w jej kierunku. - Daj kilka serów, jakąś szynkę albo salami, przyprawy i nie zapomnij pokroić ogórka kiszonego i go dodac do srodka - dodał, bo słuchajcie, może brzmiało to trochę yuck, ale w praktyce było ZAJEBIŚCIE DOBRE. Jeszcze polać to wszystko na koniec ketchupem, majonezem albo sosem chipotle i kurwa, niebo w gębie. TRUST ME.

No i jak już przyrządziła im te zajebiste tościki, oczywiście z jego nieocenioną pomocą w postaci stania obok i wpatrywania się w to, co robiła, rozłożyli się wygodnie przed telewizorem z talerzami pełnymi jedzenia i stolikiem zastawionym napojami. No i tak sobie oglądali ten film, który swoją drogą okazał się cholernym badziewiem, a który na dobrą sprawę i tak w większości przegadali, komentując co bardziej idiotyczne zachowania bohaterów. Hmm, that's what real friends were for, eh?

k o n i e c

finchhampstead
ODPOWIEDZ

Wróć do „#14”