24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dziewica z rodu Wang, a raczej z piątej chatki miejscowego plebsu, gdzie chłosta była chyba oficjalnym sposobem rozwiązywania problemów za każdym razem, kiedy ktoś za bardzo sobie przeskrobał.... nie ufała Lysandrowi. Czy on naprawdę jeszcze nie zdążył się tego nauczyć?! Oczywiście, że jeżeli powiedział jej, że nie miała iść w danym kierunku, a już szczególnie zbaczać z wyznaczonej ścieżki, to specjalnie pójdzie właśnie tam. A to, że wydarzyło się dokładnie to, przed czym ją przestrzegał, to już zupełnie inna bajka. A mianowicie taka, której będzie jeszcze srogo żałowała.

Oh zgrozo, dlaczego zawsze to ona musiała pakować się w jakieś tarapaty?! A nie mógłby chociaż raz być to on? No dobra, może i jego tamte macki wciągnęły wcześniej pod powierzchnię wody, ale teraz ciągle tylko ona stwarzała problemy, zachowując się jak jakaś księżniczka w opałach, a przecież nią nie była i, znając swoje szczęście, nigdy do pana jasnego nie będzie. I nie sądźcie, że nie była wytrwała czy coś w tym stylu, bo haloooo, wytrzymała całe trzy czwarte sekundy, zanim zawołała o pomoc, mkay??!?! A to się ceni! Była samowystarczalna. No prawie.... - Rzucaj już to!! - krzyknęła do niego, w duszy modląc się do ichciejszych bożków.

Po chwili złapała linę splecioną z pędów i zacisnęła na niej palce. Szybko oplotła ją wokół jednej ręki. - CIĄGNIJ!!! - wydarła się. Dosłownie kilka mocniejszych pociągnięć później znalazła się z powrotem na ścieżce. Zamknęła oczy i przetarła twarz, pozbywając się z niej kawałków błota. - Nie mów mi, co mam robić! Irytujesz mnie, Lysandrze! - naburmuszyła się na niego, kiedy zaczął na nią krzyczeć. - I pomyśleć, że już zaczynałam cię lubić! Cofam wszystko, jesteś nie do zniesienia! - Prychnęła, zgarnęła z ubrania trochę błota, po czym bez większego namysłu zamachnęła się i rzuciła nim prosto w jego twarz. - Oh nie, ręka mi sie tak jakoś omsknęła.- dodała tylko z niewinnym uśmieszkiem. Upsi?

Lysander
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Był przekonany, że ta dziewka niechybnie wpakuje ich szybko w jeszcze większe kłopoty, których finałem będzie śmierć. Była nieposłuszna, nieskoordynowana, nad wyraz randomowa i jakże żwawa. Momentami aż za bardzo, przez co podejmowała decyzje bez pomyślunku, który w tych warunkach był jakże wskazany. Wszak znajdowali się w miejscu, w którym nie można było tak o chodzić jak się komu podobało i robić rzeczy, na które miało się w danym momencie ochotę! Tu trzeba było wykorzystać mózg, a dziewka Yubi chyba zapomniała, jak powinno się go używać. Dobrze, że Lysander był z tej dwójki bardziej ogarnięty, to przynajmniej istniała dla nich jakaś nadzieja.
Kiedy oberwał od niej błotem, tuż po tym jak ją URATOWAŁ, aż poczuł wewnętrzną irytację! Nie tak dama powinna się odwdzięczać - gdzie całusy, gdzie ukłony, gdzie ofiarowanie serca? Nie to, żeby od niej oczekiwał czegoś takiego, co nie. Wcale nie chciał jej serca, bo może i ładna była ale teraz, taka w błocie to już było z miejsca widać, że niskie warstwy społeczne.
Co wcale nie było dla niego aż takim problemem.
No i o czym ty myślisz, głupi!?
-Nacieszyłaś się już?! Zachowaj tę energię na później, bo czeka nas wspinaczka, a ja nie mam zamiaru cię nosić, ok? - skrzywił się, strącając błoto. Był zmęczony, zły, głodny i w ogóle chciało mu się do domu, a tu jeszcze taki kawał drogi ich czekał!
-Idziemy. Albo rób co chcesz. Jak nie chcesz mnie słuchać i mam ci nie mówić co masz robić, to ja idę - obrócił się na pięcie i ruszył ścieżką, dbając by mu noga nie wyszła poza jej krawędź. Chwilę później znalazł się w gęstych krzakach, rozglądając się czy przypadkiem żadne z nich nie mają płomienno kolorowych kwiatów - niebywale niebezpiecznych. Pamiętał, że ich pyłek był niebywale toksyczny.
-Zasłoń lepiej usta i nos jak będziesz sła! - krzyknął do niej, bo mimo tego, że była tak upierdliwą zołzą, to trochę się martwił, nie? No i nie chciał, żeby przypadkiem i on się nawdychał, jeśli to stworzenie Yubi zwane trąci rośliny.

yubi wang
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Co jej po tym, że ją uratował, hm?! Musiała jakoś wyrzucić z siebie tę całą złość, którą w tamtym momencie czuła. Nigdy wcześniej nie doświadczyła tak dziwnej mieszanki energii i emocji, które dosłownie rozsadzały ją od środka, aż do teraz. I może dobra, nie powinna reagować w aż tak intensywny sposób, ale trudno, musiał deal with it! - Dlaczego nie?! - jęknęła, teatralnie przewracając oczami, po czym zaczęła tupać nogami o ziemię niczym jakiś obrażony bachor - No nie zostawiaj mnie!! - rzuciła za nim, po czym czym prędzej do niego dobiegła, wciskając się za nim w te gęste krzaczory. No i tym razem postanowiła go posłuchać, więc zakryła nos i usta dłonią, idąc za nim pospiesznie i trochę nerwowo, bo przecież nie miała bladego pojęcia, co właściwie robili. - Czemu tak robimy? Coś nas tu zabije czy po prostu coś ci zaszkodziło na żołądku?! - wymamrotała przez dłoń, marszcząc przy tym nos. No bo HALO, nie mogła mu przecież ufać!! A już tym bardziej nie zamierzała dawać mu tej satysfakcji, że będzie grzecznie dreptać za nim niczym jakaś zagubiona owieczka. Dlatego zrobiła kilka dynamicznych kroków, żeby znaleźć się tuż obok niego, a nie za jego plecami. EXTRA SAFETY, MKAY?! XD

No i w sumie tak szli, i szli, i szli, i SZLI, aż w pewnym momencie, chyba po dosłownie całych wiekach, zaczęła odnosić dziwne wrażenie, że coś tu jest nie tak. Bo czy oni przypadkiem nie mijali już tego samego głazu? To był calkiem ładny głaz swoją drogą... Nogi zaczynały ją coraz bardziej boleć, ręka powoli drętwiała od ciągłego zasłaniania nosa i ust, a na dodatek przez cały ten czas praktycznie w ogóle się do siebie nie odzywali. Pan był albo zbyt dumny, żeby rozmawiać z jakąś wieśniaczką, albo nadal strzelał focha za jej wcześniejsze zachowanie. Phi. - Mogę przysiąc, że idziemy w kółko - wymamrotała przez dłoń, spoglądając na niego podejrzliwie. - Jesteś pewien, że idziemy w dobrym kierunku? - zapytała, a w tym samym momencie z jej torby wyłonił się krab, który najwyraźniej również miał już serdecznie dosyć - Pewnie nas zgubił! - rzucił unosząc szczypiec w górę wyraźnie zirytowany... ale skoro pan WSZECHWIEDZĄCY zawsze miał odpowiedź na wszystko i tak doskonale wiedział, co robi, to może łaskawie mógłby również znaleźć sposób, żeby wydostać ich z tego cholernego miejsca?!

pan obrażalski
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”