ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
Some ghosts don't haunt houses. They haunt hearts.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ponad dwa miesiące... Tyle czasu minęło od tamtej nocy, która przecież nic nie znaczyła, a co gorsze, nic się w niej nie wydarzyło.
Rae dokładnie pamiętała, jak brała prysznic i przedłużała go coraz bardziej, bijąc się z myślami pod strumieniami gorącej wody. Trochę liczyła na to, że jednak wejdzie do łazienki i dołączy. Trochę tego nie chciała. Trochę chciała wyjść z łazienki nago i zobaczyć, jak on zareaguje. A trochę chciała zapaść się pod ziemię, że w ten sposób myślała o ZAJĘTYM facecie...
O nim... Tak... Nie używała jego imienia nawet we własnych myślach.
Z jej ust wydobyły się ciche dźwięki. Nuciła... Melodię, która jeszcze nie powstała. Przynajmniej nie do końca. Sapnęła z frustracją, stukając ołówkiem w notes z żółtymi kartkami, po czym podniosła spojrzenie na piekarnik, żeby sprawdzić godzinę. Dalej nie działał. Co oznaczało, że nawet nie miała jak posłuchać muzyki, żeby zagłuszyć tę potrzebę, która zrodziła się w niej tej nocy. Odchyliła się na fotelu, opierając głowę na kancie. Ciemne włosy rozsypały się po materiale. Siedziała po turecku. W jego koszuli... Znowu... I znowu wkurzała się na siebie, że ją uprała, więc już nim nie pachniała...
Sapnęła i nachyliła się nad kartkami, wykreślając kilka zapisanych linijek.
We're drowning in our eyes
Don't know what we'll find
I'm not sure, should we fly or fight this?
We're terrified
*
Przygryzła gumkę od ołówka zębami, przyglądając się tekstowi przymrużonymi oczami. Podniosła się z fotela i z pustą szklanką w ręku ruszyła w kierunku lodówki. Zaopatrzonej teraz w jedzenie niewymagające chłodzenia, bo przecież nic nie działało...
Nuciła dalej...
- Pretending now that we don't care
But tension cuts, cuts the air
We're more than scared
I'm drowning in your eyes
I'm terrified*

Zatrzymała się przy ladzie, by nalać sobie trochę soku. Koszmarnie ciepłego soku, ale lodu też już nie miała w domu. Gorzej, że nawet nie było gdzie go kupić. Może powinna na ten czas wyjechać do domu? Pewnie rodzice by się ucieszyli... A może nie... Po tylu latach...
- Words are getting hard for me to speak
That's new for me*

Zachwycona kolejnym pomysłem wróciła do stołu i zaczęła notować fragment. Kiedy usłyszała pukanie do drzwi, była zbyt skupiona na zadaniu, żeby się oderwać.
- Otwarte! - krzyknęła tylko i nachyliła się bardziej nad notesem.
Kiedy wszedł do środka, mieszkanie było oświetlone kilkoma świecami, część z nich była na wyczerpaniu, ale na jednym z regałów czekał już pokaźny zapas kolejnych. Rae w pierwszej chwili go nawet nie zauważyła. Uniosła tylko dłoń, wyprzedzając jakieś słowa, żeby jej teraz nie rozproszył. Ale kiedy wykreśliła kolejne wersy, odwróciła się do niego z frustracją wymalowaną na twarzy.
I zamarła.
- Louis...


*Tak, wykorzystuję oryginalny tekst Sofii Carson, ale tak bardzo mi pasował do tego kontekstu. Cieszmy się, że Rae pisze, nawet jeśli tylko wyimaginowane.
louis rosier
31 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

W kierunku Louis’a leciały ciężkie rzeczy, ale również i słowa. Nie sądził, że bluza, którą rzucił do szafy już kilka miesięcy temu wywoła aż takie poruszenie, gdy trafi w ręce jego dziewczyny. Aczkolwiek prawdopodobnie byłby w stanie tego uniknąć, gdyby tylko nie to zbyt długie zawahanie w momencie, kiedy tylko zapytała, skąd to się wzięło. Cisza była o kilka minut za długa, przez co sama doszła do konkluzji i już nic nie dało się jej powiedzieć. Dopisała sobie całą historię, która jedynie w niektórych momentach była prawdziwa, czego oczywiście nie wspominał. Z początku jedynie jakoś próbował się bronić, bo wiedział, że nie zrobił nic złego (przynajmniej w jego mniemaniu). Prędko jednak zrozumiał, że nie ma to sensu i zwyczajnie zamilkł, przyjmując na klatę całą złość i frustrację dziewczyny, która swój wywód zakończyła: “a idź sobie do tej swojej zdziry!”

Louis powinien w tym momencie po prostu jej przerwać, spróbować uspokoić i wytłumaczyć całą nie aż tak zawiłą sytuację. Zamiast tego, chyba już znużony i zmęczony tą (słuszną) nagonką, wyszedł. Był tym zaskoczony chyba tak samo jak ona – nogi jednak samego go z mieszkania wyniosły. Zamknął za sobą drzwi i stał chwilę pod nimi, zastanawiając się co zrobić. Spojrzał jednak na bluzę w swojej ręce i nagle już znał swój kierunek.

Nie pamiętał dokładnego adresu, jednak wiedział, jak pokierować kierowcę taksówki. Nie przeszkadzała mu nawet kompletna ciemność, z którą zmagało się miasto po nagłej awarii. Wygrzebał z kieszeni kilka dolarów i wręczył taksówkarzowi, który niewątpliwie ucieszył się, gdy otrzymywał studolarówkę bez konieczności wydawania reszty. Louis wyszedł z auta i stanął pod jej blokiem. Miał jeszcze okazję zawrócić, jednak nie zrobił tego. Wszedł na odpowiednie piętro i zawahał się dopiero przed jej drzwiami. — Co ja robię — mruknął sam do siebie pod nosem, czując, że po raz kolejny pakuje się w absurdalną sytuację. Ścisnął bluzę w swojej dłoni, po czym zapukał.

Cisza. Pomyślał, że może jest w pracy, może występuje, może wyszła gdzieś ze znajomymi albo znowu męczy się z jakimiś natrętami. Nim jednak popadł w dalszy ciąg swoich własnych wymysłów usłyszał jej głos. Chwycił za klamkę i wszedł do środka. Teraz już nie było odwrotu.

Zdawała się być zaskoczona jego widokiem. Cóż, możliwe, że niemniej niż on faktem, że faktycznie się tu zjawił. — Ot tak wpuszczasz nieznajomych do mieszkania? — zapytał, zamykając za sobą drzwi. Wszedł w głąb mieszkania, którego jedynym oświetleniem były najwyraźniej pojedyncze świece. Za wiele nie dawały, jednak mimo to doskonale widział jej zaintrygowany wyraz twarzy oraz jej strój, który wywołał u niego krótki śmiech, który próbował zdusić, przygryzając swoją dolną wargę. — Chyba, że na kogoś czekałaś, a ja wszedłem wam w paradę — stwierdził, gdy był już niedaleko niej. — Chciałem tylko coś ci zwrócić, bo zawieruszyło się w mojej szafie — powiedział, po czym wyciągnął w jej kierunku bluzę. — Koszula widzę, że służy — zauważył, spojrzeniem zjeżdżając prawdopodobnie niżej niż powinien. — Pasuje ci.

Rae Westlake
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
Some ghosts don't haunt houses. They haunt hearts.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ich spojrzenia skrzyżowały się, a napięcie rosło wraz z każdym tyknięciem, które dobiegło gdzieś z głębi mieszkania. Cisza... Łomot serca, uderzenia krwi w skroniach. Łup, łup... Łup, łup...
A potem ruszyła w jego kierunku i rzuciła mu się na szyję, oplatając go nogami w pasie i łapczywie wpijając się w jego wargi. Jej dłonie mierzwiły mu włosy, szukały szczelin w jego ubraniu, chcąc się wsunąć pod materiał, a potem...

Westchnęła, cofając się o dwa kroki na palcach, boleśnie wpadając udem na stół. Zbliżył się do niej za szybko. A ona naprawdę nie wiedziała, jak zareagować. Wyobrażenie, które miała w głowie, teraz zupełnie nie pasowało albo wydawało się zbyt głupie, żeby pozwolić sobie na coś takiego. Kto by pomyślał, że jedna męska bluza, która przecież mogłaby być jego, gdyby nie pachniała inną kobietą, wywoła taki niefortunny ciąg zdarzeń. Ale czy naprawdę niefortunny? Milczała, wbijając w niego czujne, nieufne spojrzenie, nie potrafiąc wyprowadzić żadnej riposty na zarzut, który rzucił w jej stronę.
No bo co miała powiedzieć? Że sąsiad z naprzeciwka ma do niej słabość i gdyby krzyknęła, to wpadłby tutaj z kijem baseballowym, nawet nie zastanawiając się, czy będzie bił winnego, czy nie. Mogła wyjaśnić, że przecież w tym bloku wszyscy się znają, a odkąd mamy blackout, to trzymają dodatkową sztamę, pomagając sobie nawzajem. Mogła powiedzieć, że zasady nauczone na ranczu przeniosła także tutaj, budując swoją własną, małą społeczność... Mogła też powiedzieć, że ma znajomości i ktokolwiek by nie próbował jej zrobić krzywdy, musiałby się potem liczyć z długimi mackami Madoxa – księcia podziemia...
Tylko że to wszystko wydawało się głupim tłumaczeniem przed kimś, kto... Martwił się o nią?
- Nie... - odpowiedziała trochę za szybko, kiedy zasugerował, że mogłaby na kogoś czekać. Cofnęła się o kolejny krok, gdy on zbliżył się do niej.
Opuściła wzrok na ciemny materiał bluzy i wzięła ją do rąk, odruchowo chcąc zrobić z niej kolejną zasłonę między nim a nią. Kątem oka zerknęła na żółte kartki, zastanawiając się przez chwilę, jak dużo na nich było niego? Jak bardzo mógłby się domyślić, że o nim pisała, ale szybko się uspokoiła. A na jej twarzy nawet pojawił się delikatny ruch kącika ust. Niby uśmiech, bardziej rozlewający się w jej wnętrzu niż na twarzy.
Nieco speszona spojrzała w dół na swój improwizowany dekolt, ale tutaj jej twarz się znów zmieniła. Usta powoli rozciągnęły się w szelmowskim, wyzywającym uśmiechu. Bluza wylądowała na stole, na kartkach. Jedną z dłoni sięgnęła do kołnierzyka koszuli, świadomie odchylając go nieco bardziej, by materiał zsunął się z ramienia. Jej palce leniwie przesunęły się wzdłuż krawędzi materiału na powiększony dekolt, odsłaniający już nawet trochę brzucha.
- Mam Ci ją oddać? - zapytała, patrząc na niego spod brwi.
Tym razem nie cofnie się o krok, jeśli podejdzie. Opadła na pięty, patrząc mu prosto w oczy.
stay this time?
31 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wszechobecna ciemność, przez którą zapalone świece próbowały się nieskutecznie przedrzeć; cisza, która pozwalała usłyszeć nawet jak szybko w tym momencie biło serce Louis’a; Rae, której sylwetka w tym stroju dawała mu spory popis do wyobraźni; kłótnia z dziewczyną, po której nie wiedział, na czym dokładnie stoją - kulminacja tego wszystkiego sprawiała, że Rosier jeszcze bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że nie powinien tutaj przyjeżdżać. Wmawiał sobie, że nie oczekiwał niczego, że naprawdę chciał jedynie zwrócić jej bluzę, która dalej pachniała jej perfumami, że przez ostatnie miesiące nie żałował, że nie posunął się o krok dalej. Przekroczyli wtedy wystarczająco granic, więc czemu powstrzymywali się przed tą jedną? Louis aż nie dowierzał, że miał w sobie na tyle moralności, bo aktualnie w głowie miał wiele myśli, lecz żadna z nich moralna z pewnością nie była.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rae Westlake
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
Some ghosts don't haunt houses. They haunt hearts.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
nagość, erotyka
Spoiler
Mała, on ma dziewczynę...
Uśmiechnęła się szelmowsko, kiedy podszedł do niej. Nie cofnęła się. Dopiero kiedy naparł na nią, położyła dłonie na jego piersi, wcale się nie wzbraniając. Cofała się w rytm jego kroków i unoszenia się klatki piersiowej, aż do blatu kuchennego. Czuła pod dłonią bicie jego serca. Pożądliwe, ale też... Nieśmiało zdenerwowane.
Bajki sobie dopowiadasz... On ma dziew...
Po jej ciele przebiegł przyjemny dreszcz, kiedy poczuła ciepłe dłonie na skórze swoich bioder. Jego palce przesunęły się po czarnej koronce jej bielizny. A potem zaczął rozpinać kolejne guziki koszuli. Odchyliła głowę na bok, oblizując spierzchnięte wargi. Czarne włosy spłynęły z obojczyka i szyi, odsłaniając jej skórę. Zapraszając do pocałunków. Rozgrzana skóra zaczęła mocniej uwalniać zapach perfum. Lubiła pachnieć, nawet sama w domu...
Zadrżała wyczuwalnie, kiedy powiedział, że sam ją sobie weźmie. No i zostawił ten jeden, cholerny guzik.
Przygryzła dolną wargę, kiedy złapał ją i posadził na blacie. Odchyliła się do tyłu odruchowo, opierając się na wyprostowanych rękach. Świadomie wybrała pozycję, w której prezentowała się jak modelka. Zupełnie jakby jej ciało było narzędziem. Bronią... Ale pod jego dotykiem mięśnie odmawiały posłuszeństwa. Serce tłukło się jak oszalałe, wymuszając rumieniec na policzkach. Mięśnie drgały i zmuszały ją do niekontrolowanych szarpnięć pod dotykiem jego ust i dłoni. Sama oplotła nogami jego pas, a koszula spłynęła z drugiego ramienia, opadając na blat.
Siedziała przed nim prawie naga, spoglądając na niego spod rzęs. Wyzywająco, śmiało, trochę drapieżnie.
Ale kiedy przyciągnął ją do siebie i zaczął całować po szyi i ramieniu, westchnęła niekontrolowanie i zmiękła pod jego dotykiem.
On ma...
- Jej... - jęknęła cichutko, sięgając dłońmi do tego ostatniego guzika, który szybko rozpięła, a potem ułożyła dłonie na jego twarzy, nie przejmując się tym, że już nie wygina się dla niego w efektowny łuk.
- Przestań już mówić... - poprosiła.
Tak... Poprosiła. A potem przyciągnęła jego twarz do swojej i uśmiechając się szeroko, zbliżyła usta do jego ust. Delikatny pocałunek szybko złamał ostatnie granice, jakie między nimi stały. Zmienił się w łapczywy, stęskniony, wygłodniały. Sama nie wiedziała, kiedy przenieśli się do sypialni.
Skóra łaknęła dotyku skóry. I było tak cudownie. Ciepło... Ale kiedy ich dłonie odnalazły się na pogniecionym prześcieradle, które jeszcze przed chwilą zaciskała w pięści, i splotły się ze sobą, coś się w niej zmieniło.
Totalnie przestała kontrolować swoje ciało, które wstrząsane kolejnymi, rozkosznymi szarpnięciami chciało być coraz bliżej i bliżej. Poczuła, jak z jednego z kącików oczu odrywa się jej łezka, więc odwróciła twarz od niego, żeby nie zauważył, żeby skupił się na linii jej szczęki, szyi... Albo na piersiach. Ale drżenie w klatce piersiowej było nieznośne.
Wypuściła jego dłoń i odwróciła się do niego tyłem, pod ciężarem jego ciała. Czując jego wahanie, złapała ręką jego ramię i otuliła się nim, całkowicie zamykając się w jego objęciach. Bezbronna, cała jego, schowała twarz w poduszki, wciskając pośladki w jego biodra z jękiem stłumionym przez pościel.
Słyszała, jak jego oddech staje się coraz spokojniejszy. Czuła, jak serce za jej plecami wraca do zwykłego rytmu. Wpatrywała się w okno, ciągle trzymając jego ramiona przyciśnięte do jej piersi. Dłońmi przytrzymując jego ramiona, jakby mogła w ten sposób powstrzymać go przed odejściem. Chociaż tego się spodziewała... Za chwilę powie o tym, że rano ma dyżur. Albo że powinien wracać do domu. Czy cokolwiek...
Zostań... Jeszcze trochę.
Po chwili wahania wsunęła stopę między jego łydki i owinęła ją wokół jego nogi. Przygryzła dolną wargę, nie chcąc spłoszyć tej chwili słowami, które będą za ostre, zbyt wyzywające albo zaczepne. Ale coś chciała powiedzieć... Tylko co?
louis rosier
31 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wszystko co mieli sobie powiedzieć, powiedzieli. Cóż, za dużo tego nie było, biorąc pod uwagę, że nie po rozmowę Louis przyjechał do niej tej nocy. Przyjechał, aby oddać bluzę, a to, że przy okazji przy wymianie fantów wylądowali w łóżku, to już wypadkowa, na którą nie miał wpływu. No dobrze, miał i to dość spory. Nie dość, że sam ją prowokował, to jeszcze nie protestował, gdy przenosili się do sypialni pozbywając się zbędnych warstw ubrań. Nie zaprotestował, nie przerwał, nie poszedł po rozum do głowy. A co gorsze! Po wszystkim miał nawet czelność zostać w jej łóżku!

Wydawało mu się, bo oczywiście wcześniej czegoś takiego nie praktykował, że po tego typu wyskokach jedna ze stron (zazwyczaj ta, do której mieszkanie nie należało) zbierała się dość prędko. W pośpiechu powinien szukać swoich bokserek, które znajdowały się pewnie gdzie indziej niż jeansy, które leżąc obok Rae miał w zasięgu wzroku. Powinien na palcach wymykać się z jej pokoju, na tyle cicho, aby jej nie obudzić i wymknąć się z mieszkania, by wrócić do swoich czterech kątów, gdzie na kolanach błagałby swoją dziewczynę o wybaczenie za czyn, o którym nawet by nie wiedziała. Powinien, miał tego świadomość, a mimo to nadal leżał z nią na materacu, pod jedną kołdrą, pozwalając sobie nawet na objęcie jej ramieniem, do czego brunetka sama go zachęciła. — Wszystko robimy nie tak, jak powinniśmy, co nie? — zapytał, a to, że uśmiech miał wymalowany na twarzy dało się usłyszeć z tonu jego wypowiedzi. Dopisywał mu humor, bo wiedział, że teraz jeszcze mógł. Poczucie winy i świadomość, że źle zrobił powoli się do niego dobijało, jednak uciekał od tego, póki było to możliwe. — To ten moment, żeby zapytać jaki jest twój ulubiony kolor? — zapytał, próbując nadrobić kroki, które pominęli przed pójściem do łóżka.

Podniósł się na jednym łokciu, zaś ręką odnalazł jej dłoń. Nie chwycił jej, a jedynie znalazł zabawę w przeplataniu jej palców ze swoimi. — Nie widziałem cię dawno na scenie — powiedział. W lokalu, w którym ją pierwszy raz od ich poznania był raz, może dwa. To nie tak, że liczył, że na nią wpadnie, szczególnie, że raz był nawet z dziewczyną. Niemniej jednak, wypatrywał z ciekawością kolejnych artystów, którzy prezentowali swoje zdolności przed wszystkimi. Z lepszym lub gorszym skutkiem. Żadne wykonanie jednak nie zapadło mu w pamięć tak jak Rae. — Zmieniłaś lokal? — zapytał, tym razem dłonią odsuwając włosy z jej twarzy. Pomimo ogólnej ciemności, która ogarnęła miasto przez nagłą awarię, doskonale widział jej twarz. Cholernie ładną, co nie potrafiło wyjść mu z głowy. — Czy coś cię do tego zmusiło? — zapytał, przypominając sobie nieprzyjemną sytuację, która na dobrą sprawę rozpoczęła tę dziwną i skomplikowaną relacje.

Rae Westlake
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
Some ghosts don't haunt houses. They haunt hearts.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czar powoli opadał. Nie potrafiła tego wyjaśnić, ale czuła nadciągające słowa, coś, co osadzi ich z powrotem w rzeczywistości, która przecież wcale nie była taka różowa. Nie znali się, on miał dziewczynę, ona swoje życie. Czy w ogóle było w nim miejsce dla niego? Dla kogokolwiek? A jednak jej palce delikatnie zaciskały się na jego dłoniach i przedramionach. Przyciskała się do niego całą sobą, od głowy aż po biodra, niemal próbując schować się w jego ciele. A zęby kurczowo dalej zagryzały wargi, żeby ten czar zachować jak najdłużej.
Words are getting hard for me to speak
That's new for me

Taak... To było nowe. Delikatnie zesztywniała, kiedy zaczął mówić. Na jej twarzy odmalowało się coś w rodzaju przestrachu. Dobrze, że nie widział jej twarzy. Oczy zdradzały teraz wszystko, co dotąd tak starannie ukrywała. Rozluźniła uścisk dłoni, pozwalając obojgu rozplątać te więzy, które próbowała fizycznie zbudować, czy raczej zachować, po tym, co się wydało.
Wracamy do rzeczywistości... Westchnęła cicho.
- Hmm... - chrząknęła, czując, że jej głos zabrzmi nienaturalnie. - Żałujesz?
O mamo... Ale żeś zadała pytanie.
Odruchowo zaczęła wyswobadzać się z jego ramion. Dotyk jego skóry nagle zaczął palić ją niczym rozgrzane żelazo.
- Co? - zaskoczona opadła na plecy, zapominając o tym, żeby zasłonić się pościelą, jakby była tarczą przed nim. - Ulubiony kolor?
Parsknęła ciepłym śmiechem, zupełnie rozbrojona tym pytaniem. Było tak bardzo nie na miejscu teraz. A jednocześnie tak bardzo...
- Hmmm... Bieliznę noszę czarną, ale to widziałeś... - na jej policzkach pojawiły się delikatne rumieńce, mimo że chciała przywdziać tę nonszalancką maskę, którą chroniła siebie na co dzień. - Kiedyś lubiłam biel... I kolorowe dodatki.
Przewróciła się na bok, podpierając głowę dłonią. Drugą położyła na materacu między nimi. Przybrała kuszącą pozycję, tym razem trochę mniej świadomie, choć nadal było w tym coś wypracowanego. Jej twarz jednak zmiękła, kiedy Louis sięgnął po jej dłoń i zaczął się nią bawić. Przygryzła nawet wnętrze ust, w czymś, co nazwałaby... O nie, na pewno nie rozczuleniem. ON MA DZIEW-CZY-NĘ!
Brwi Rae powędrowały do góry, kiedy zapytał o scenę.
- A chciałeś? - zapytała z lekkim niedowierzaniem, a może po prostu zaczepką.
- Brak prądu trochę utrudnia występy, ale staramy się robić koncerty unplugged. Żeby chociaż trochę wesprzeć Madoxa. On też oberwał tym wszystkim, pewnie nawet bardziej niż my. - otworzenie się przed nim wydawało się tak bardzo naturalne teraz. - Nie... Po prostu nie trafiłeś w odpowiednie dni. Jest sporo muzyków, którzy potrzebują chociażby napiwków za występy.
Nieświadomie zaczęła odwzajemniać pieszczoty dłoni.
- Ach tamto? Nie ma się czym przejmować... Pomylił mnie z kimś innym.
W sumie to nie miała kontaktu z rodziną. Nawet z siostrą, która przecież mieszkała w tym samym mieście. Ale o tym Louis nie musiał wiedzieć.
Co teraz doktorku?
ODPOWIEDZ

Wróć do „#33”