ODPOWIEDZ
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Leah zdecydowanie miała swój typ. Z jakiegoś powodu starsi mężczyźni, notorycznie przyciągali jej wzrok i to ze wzajemnością. No i sama do końca nie wiedziała, dlaczego w ogóle zgodziła się na tę randkę, przecież zawsze powtarzała, że była zbyt zajęta, żeby brać udział w takich rzeczach. A jednak stała teraz w łazience w jakimś zupełnie przypadkowym barze, opuszkiem palca, przecierając linię wodną oka, by rozmazać jasnoniebieską kreskę. No cóż, lubiła sobie namiętnie powtarzać, że wciąż była młoda i głupia; mogła więc popełniać błędy, racja? Nawet, jeśli notorycznie robiła to samo, udając, że nie widzi swoich własnych wad i wyskoków. A teraz była pijana — na tyle, żeby czuć przyjemny szum w głowie i mieć wyśmienity humor, którego mógłby zepsuć jedynie widok szefa po godzinach pracy. Pembroke przesunęła błyszczykiem po swoich wargach, po czym zabrała swoją torebkę, wychodząc z łazienki, żeby wrócić do swojej randki. Praktycznie od razu wpadła na jakiegoś mężczyznę, który najwidoczniej nie potrafi patrzeć, gdzie łazi.

Studentka sapnęła z frustracją pod nosem, przepychając go lekko łokciem, nawet nie podnosząc głowy, żeby na niego spojrzeć, bo skończyłoby się to kłótnią. Doszła do stolika, przy której siedziała jej randka i dopiero wtedy, odkładając torebkę, dostrzegła tę twarz. Z jakiegoś powodu poczuła się tak, jakby ktoś ją spoliczkował, choć w widoku Calluma nie powinno być nic dziwnego, poza faktem, że to był raczej przeciętnej jakości bar. A on przecież wyglądał, jakby nie chodził byle gdzie. Od razu ominęła go spojrzeniem, by nie zorientował się przypadkiem, że go zauważyła, a serce podeszło jej do gardła.

— Leah, śliczna, spójrz na mnie. — Pembroke odwróciła głowę w stronę mężczyzny, próbując skupić na nim swoją uwagę. Nagle jej zainteresowanie wyparowało; może przez nagły stres, może przez rozkojarzenie, sama nie wiedziała. Chwyciła swojego drinka, praktycznie go zerując. — Masz tempo. — Usłyszała, czując jego dłoń na swoim udzie. Podskoczyła, prawie wylewając zawartość alkoholu na stół i odsunęła się nieznacznie od starszego mężczyzny. — Och, też już skończyłeś? Pójdę zamówić kolejne — powiedziała prędko, chwytając jego szklankę i znikając przy barze, by choć na chwilę odciąć się zarówno od niego, jak i od widoku swojego przełożonego, który w takim wieczornym wydaniu, wyglądał bardzo dobrze.

Te najgorsze gnojki zawsze prezentowały się najlepiej. Wkurzające.

reid
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
you took too much but it was not enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Zajebię go - mruknął pod nosem, czytając wiadomość, że Lockhart jednak nie przyjedzie się z nim napić. Idiota naprawdę zwariował na punkcie tej dziewczyny. Serio, a to Reid myślał, że chodził z głową w chmurach, zakochany po uszy przez ostatnie dziesięć lat w tej samej kobiecie, chociaż był z inną… No porąbane, zdawał sobie z tego sprawę, ale tak już było. Reid był bardzo skomplikowanym mężczyzną, okej? Wystukał w złości odpowiedź do przyjaciela...
fake bitch
wiesz co jestes?
pizda jesteś
Wiadomość...
... po czym postanowił rozejrzeć się po barze, wypić czystą whisky i wrócić taksówką do domu. I tak już tutaj był, więc jeden drink przecież mu nie zaszkodzi, eh? Muzyka przyjemnie wypełniała pomieszczenie, kiedy składał zamówienie. Odwrócił się z ciekawości, przesuwając wzrokiem po zgromadzonych w barze ludziach, aż zauważył nie kogo innego, a małolatę Pembroke. Kącik jego ust uniósł się nieznacznie, gdy zlustrował towarzyszącego jej faceta. Zdecydowanie starszego od niej. No proszę. Parsknął pod nosem i odwrócił się plecami, unosząc podaną przez barmana szklankę do ust z nadzieją, że go, kurwa, nie zauważy. Jeszcze tego brakowało, żeby zaprzątał sobie nią głowę w wolny wieczór.

Tyle że kilka łyków później znowu zerknął w jej stronę. A potem jeszcze raz, bo wydawała się jakaś spięta. Kurwa, co cię to obchodzi? Zbeształ się w myślach i natychmiast wrócił do drinka, skupiając uwagę na rozmowie ludzi siedzących obok. Zupełnie go nie interesowało, z kim przyszła ani dlaczego wyglądała, jakby najchętniej znalazła się gdziekolwiek indziej. Naprawdę. Po chwili chwycił jednak szklankę i postanowił przejść się po barze. Może jakaś kobieta wpadnie mu w oko i ten wieczór nie okaże się całkowicie zmarnowany? Przechodząc obok stolików, zauważył, że tamten mężczyzna siedział już sam. Leah zniknęła z zajmowanego wcześniej miejsca, więc odruchowo zerknął w kierunku baru. Była tam. No i oczywiście, zamiast pójść dalej, podszedł do niej, odstawił szklankę na blat i skinął na barmana, prosząc o to samo. - Pembroke, kto cię wypuścił po dobranocce? - Spojrzał na nią z rozbawieniem, opierając się bokiem o bar. - Jak przyjdziesz do pracy z kacem, to wymyślę ci takie zadanie bojowe, że będziesz siedziała po nocach. - przesunął wzrokiem po jej twarzy, a potem odrobinę niżej, zatrzymując go na moment na biuście. Tylko na moment, i swear. Zaraz odwrócił spojrzenie i sięgnął po alkohol, bo no… bez przesady. To nadal była Pembroke. - No ile można na ciebie czekać, słodziutka? - Usłyszał i zerknął na mężczyznę, który pojawił się przy jej boku. Z bliska wyglądał na starszego nawet od niego XD. Facet przyciągnął ją do siebie, zanim skierował wzrok na Calluma. Reid odpowiedział mu spojrzeniem znad szklanki, z coraz wyraźniejszym rozbawieniem unosząc ją do ust. Damn. Czuł się, jakby właśnie trafił na środek jakiejś telenoweli, i cholernie ciekawiło go, co wydarzy się po reklamach.

Pembroke
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Leah zdążyła wyczuć jego obecność, jeszcze zanim zdołał się w ogóle odezwać.
Callum roztaczał wokół siebie taką aurę, że nie musiał nawet otwierać ust, by wszyscy obecni wiedzieli, że wszedł właśnie do pomieszczenia. Przez te parę dni współpracy, Pembroke zdołała już trochę go wyczuć; na tyle, by jakoś przetrwać w pracy i nie tracić niepotrzebnych nerwów na głupie dyskusje lub starcia, które znów skończyłyby się potencjalną groźbą zwolnienia. Nie, żeby jakoś desperacko zależało jej na tej posadzie, ale skoro udało jej się tam dostać, to mimo wszystko, nie chciałaby od razu wylecieć. Poza tym ciężki, dość intensywny zapach jego perfum, najlepiej zwiastował jego przybycie. Używał tego zamiast prysznica? Anyway, słysząc jego głos, Leah poczuła się, jakby ktoś wylał na jej głowę, wiadro lodowatej wody, która zdołała na krótką chwilę, przywrócić ją do porządku. Pembroke zacisnęła łagodnie palce na swojej szklance, z wolna odwracając się w jego stronę. Była święcie przekonana, że albo jej nie zauważy albo będzie udawał, że nie istnieje. Przecież w pracy bardzo dobrze mu to wychodziło, dopóki nie zachodziła mu za skórę. Zdziwiła ją ta interakcja, ale była zbyt pijana, by jakoś szczególnie to analizować.
— Naprawdę? — westchnęła, mierząc całą jego sylwetkę uważnym spojrzeniem. Na tyle, na ile się dało, bo były chwile, gdy jej wzrok nieco się rozmazywał. Boże, taki przystojny mężczyzna, a tak piorunująco irytujący. — Panie Reid. To bardzo miłe, że ciągle mnie pan tak odmładza, ale jestem już dorosła — szepnęła teatralnie, przypominając mu, że nie była dzieckiem. Była po prostu trochę od niego młodsza, a to już znacząca różnica. Słysząc wspomnienie o pracy i kacu, prychnęła cicho pod nosem. — Nie wiem jak pana, ale moja odporność ma się całkiem dobrze — powiedziała, zatrzymując spojrzenie na jego oczach. — Słyszałam, że z wiekiem coraz gorzej idzie picie. Bardzo współczuję — rzuciła z udawanym przejęciem, wyciągając palce by ułożyć je na jego przedramieniu, jakby wygłaszała mu straszną diagnozę. — Poza tym mieszanie życia prywatnego z zawodowym... Mm, ponoć to słabe połączenie — westchnęła, bo nie zamierzała teraz myśleć o robocie. Zabrała swoją dłoń z jego przedramienia, unosząc szklankę z drinkiem do swoich ust. Na chwilę zapomniała z kim tu przyszła; szczególnie, gdy przyłapała spojrzenie Calluma, zsuwające się z jej twarzy na biust, co sprawiło, że zaśmiała się dość otwarcie.

Cała magia zniknęła, gdy usłyszała głos swojej randki tuż obok. No tak. Dlaczego ona właściwie się na to zgodziła? Ach, bo przy pierwszej rozmowie wydawał jej się tak fascynujący. Jednak była w błędzie; był bardziej nachalny niż ciekawy i podobnie jak większość mężczyzn w jego wieku, chciał jednego. — Potrafię sama trafić do stolika — fuknęła pod nosem, odtrącając go łagodnie łokciem. — Poza tym koszula wychodzi ci ze spodni i przestań mówić do mnie jak do dziecka — burknęła, zerując swojego drinka; co było pierwszym błędem. Drugim było to, że chwyciła swoją torebkę, zerkając na swojego przełożonego. — Panie Reid. Życzę wspaniałego wieczoru — rzuciła, zginając lekko nóżki, jakby wykonywała królewski pokłon, przez co prawie zatoczyła się na ludzi obok. Złapała jednak pion, unosząc rękę, by ruszyć walecznie w stronę wyjścia. — Leah, sekunda, to nie tak miało wyglądać. Obiecałaś... — powiedział mężczyzna, ruszając zaraz za nią, próbując złapać ją za rękę. Wyczuwając to, Pembroke zrobiła w tył zwrot, znów go wymijając, by wrócić do swojego szefa. — Tssk. Panie, weź pan coś mu powiedz — wymruczała, zatrzymując się za jego plecami i stając na palcach, żeby spojrzeć przez jego ramię na upierdliwego mężczyznę. — To mój szef i może ci spuścić wpierdol — rzuciła groźnie, znowu opadając płasko na stopy. Och, Boże. Jak tylko się obudzi kolejnego dnia, pierwszą rzeczą o jakiej pomyśli, najpewniej będzie wypowiedzenie.

reid
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
you took too much but it was not enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie brakowało mu po prostu dobrej zabawy. Spędzenia trochę czasu z Cyrusem, ponarzekania na świat i niesprawiedliwość wszelkich romantycznych zagwozdek czy podlotów. Chciał też w zupełności zapomnieć o Jinx, choć nie należało to do najłatwiejszych zadań. W końcu był w niej zakochany po uszy od dziesięciu lat, a teraz w zaledwie dwa miesiące wrócił do pracy u ojca, założył sobie Maplindera, gdzie zdecydował się matchować nie tylko z kobietami, ale również z mężczyznami. Kurwa… co ty robisz, człowieku? A teraz został sam w pubie, żeby jakoś się wybawić, być może z nadzieją, że uda mu się zaliczyć, a w najgorszym wypadku po prostu z kimś przelizać. Jezu, czy tak wyglądało życie po trzydziestce? Masakra.

Teraz w dodatku miał wobec siebie jeszcze większe wyrzuty sumienia, bo nie tylko irytowało go to, że podświadomie wydawało mu się, że musi niańczyć kogoś innego, a konkretnie swoją asystentkę, która zdecydowanie wypiła ciutkę za dużo, ale również to, że próbował walczyć z przekonaniem, że nie wyglądała za grosz dobrze. Jego spojrzenie w dalszym ciągu wędrowało jednak po jej twarzy i ciele i, chcąc czy nie chcąc, miał z nią takie myśli, za które następnego dnia będzie się, kurwa, wstydził. Po chwili na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmiech, gdy nazwała go Panem Reidem. Cholera, podobało mu się to bardziej, niż sądził, aczkolwiek wolał to słyszeć tylko i wyłącznie w pracy. Upił więc łyka, nachylił się do niej i szepnął, - Dzisiaj zwracaj się do mnie Callum. Panie Reid zostawmy od 9 do 17, deal? - Mruknął pod nosem, zanim się wyprostował i zerknął na jej dłoń na swoim ramieniu. - Picie na starość bardzo dobrze mi wychodzi, Leah. Nie musisz się o to martwić. - Rzucił jeszcze, parskając śmiechem pod nosem, bo ta cała sytuacja była dość bizarre według niego. No i znowu spojrzał na jej biust, co swoją drogą spotkało się z jej parsknięciem śmiechem. Nie odsunął jednak wzroku, tylko powoli przesunął go z powrotem na jej twarz, zanim jego ciemne tęczówki spotkały się z jej jasnymi.

Przyglądał się temu przybłędzie, który próbował zwrócić na siebie uwagę Pembroke. Cała ta scenka tylko go rozbawiła i, w pewnym sensie, kurde, w chuj smutno mu się przez moment zrobiło, że ten cały teatrzyk i ta zadziorna dziewucha zaraz znikną mu sprzed nosa. No ale cóż… it is what it is, eh? Uniósł brew i kiwnął głową, popijając drinka. - Do jutra, Pembroke. - Rzucił, zaraz dopijając drinka do końca i zamawiając kolejnego. Z ciekawości dalej przyglądał się jednak całej sytuacji, a zwłaszcza temu pieskowi, który szczekał i piszczał, żeby ta go pogłaskała. ŻAŁOSNE. Normalnie musiał poprawić to, jak stał, i oparł się o blat, przyglądając się całej sytuacji. A kiedy zaczęła nagle zbliżać się do niego i prosić, żeby jej pomógł?

WTF?

Nie miał zamiaru bić się dla niej. O co jej, kurwa, chodziło? Przejechał dłonią po włosach i spojrzał na typa groźnie. - Słyszałeś ją. Zostaw ją w spokoju. - Rzucił beznamiętnie, na co typ prychnął, - Jasne, już ci, kurwa, uwierzę, że to twój szef. Pewnie się z nim pieprzysz i nie chciałaś mi powiedzieć, tylko mnie teraz spławiasz… - Rzucił zdenerwowany mężczyzna. - Wy wszystkie jesteście, kurwa, takie same. Umawiacie się na randki, żeby facet zapłacił, a potem kosza dacie i jeszcze kłamiecie. - Nie no, Reid miał tego już po dziurki w nosie. Podszedł do niego, chwycił go za szmaty i uniósł delikatnie, żeby spojrzeć mu w oczy. - Może chciała uchronić twoje słabe ego i dlatego powiedziała, że jestem jej szefem, idioto, huh? - Warknął wkurwiony. - Lepiej będzie ci się spało ze świadomością, że nie jestem jej szefem, tylko ją pieprzę? No to proszę, możesz ją mieć. A teraz wypierdalaj, bo wieczór mi psujesz. - Popchnął go do tyłu i odwrócił się w kierunku lady. Chwycił swojego drinka i dopił go do końca, kiedy ten typ coś jeszcze jęczał za jego plecami. Następnie chwycił Leah za rękę, splótł ich palce i pociągnął ją za sobą na zewnątrz. - Idziemy. - Burknął zirytowany, wymijając palanta. Na zewnątrz przeszli może kilkadziesiąt metrów, a on nie odezwał się do niej ani słowem, dopóki nie uznał, że byli w bezpiecznej odległości od baru. Po chwili spojrzał na ich dłonie, a potem na jej twarz, nie poluzowując uścisku. - Gdzie mieszkasz? Zawiozę cię do domu.

silly girl
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Leah naiwnie wierzyła, że ta randka będzie inna od wszystkich poprzednich; mężczyzna zapowiadał się przecież obiecująco i interesująco, kiedy wymieniali się wiadomościami lub rozmawiali przez telefon. Pembroke nie sądziła, że tak prędko jak spotka się z nim twarzą w twarz, tak prędko zniknie też cała magia, jaka się z tym wiązała — jej dzisiejszy partner okazał się bardzo egoistyczny i przede wszystkim chorobliwie nudny. Rozmawiał tylko o cyferkach, które wpływały na jego konto i o tym, że jego była żona to straszna zdzira, bo kręciła się z koleżankami po barach, zanim zdecydowali się rozwieść. Z jakiegoś dziwnego powodu, dziewczyna zawsze miała niewyobrażalną słabość do starszych mężczyzn, więc poniekąd była mentalnie przygotowana na sytuacje jak te, gdy ją zawodzili. Poza tym nie powinna być zaskoczona, jeśli znajomość nie wychodziła zgodnie z jej planem. Każdy mężczyzna po trzydziestce, który się z nią spotykał, liczył tylko na to, że ją zaliczy, bo była młoda i ładna. A jednak Leah w głębi serca nadal liczyła na coś więcej — wciąż miała w sobie tę młodzieńczą naiwność i problem ze zmierzeniem się z rzeczywistością.

Żałowała, że ze wszystkich osób na świecie, musiała wpaść akurat na niego. Czuła zażenowanie z tyłu głowy; zarówno swoim stanem, jak i partnerem, którym nie mogła się nawet w żaden sposób pochwalić. Próbowała zgrywać twardzielkę, która doskonale sobie radzi, ale im dłużej z nim dyskutowała, tym ciężej było jej utrzymać pokerową twarz. Szczególnie, że jej przełożony uśmiechnął się w ten zadziorny sposób, sprawiając przy tym, że jej serce zabiło niespokojnie. Och, zdecydowanie musiała wypić zbyt wiele tej nocy, skoro choć przez chwilę uważała to za całkiem atrakcyjne. — Callum — powtórzyła jego imię, jakby robiła to po raz pierwszy, choć w domowym zaciszu, wyklinała go na każdy możliwy sposób. — Ale jesteś młodzieżowy i luzacki — mruknęła z rozbawieniem, sunąc nieco pijanym spojrzeniem po jego twarzy. Cholernie przystojnej, tak swoją drogą, ale do tego doszła już w chwili, gdy wparował do biura, niemal uderzając ją drzwiami na start znajomości. Te najgorsze gnojki zawsze wyglądały najlepiej. Leah. Jej imię też brzmiało ładnie w jego ustach. O wiele przyjemniej niż to nerwowe Pembroke, z którym oswoiła się na co dzień. Mógłby ją tak częściej nazywać, ale przecież ich relacja była daleka od grzeczności i sympatyczności. Dziewczyna zatrzymała wzrok na jego tęczówkach, czując jak kręci jej się w głowie; od niego? Od alkoholu? Od dudnienia wokoło? To spotkanie poza pracą, było groźne; dla niej, dla niego, dla świętego spokoju obu stron. — Jesteś pewien? — rzuciła złośliwie, widząc jak pije swojego drinka; chociaż nie powinna się popisywać, bo to ona będzie miała pierwsza kaca. No cóż, uroki bycia młodym, szalonym i... głupim.

Okej, prawdę mówiąc, Leah użyła go jak żywej tarczy. Nie liczyła na to, że jakkolwiek się za nią wstawi lub tym bardziej pobije się w jej imieniu. Chciała wykorzystać jego wzrost i mimikę twarzy, żeby odstraszył jej natarczywą randkę, dlatego drgnęła z zaskoczeniem, gdy Callum chwycił go za szmaty. Dziewczyna przysłuchiwała się ich rozmowie z pewną konsternacją i bardziej niż jak uczestnik tego wszystkiego, czuła się jak obserwator. Może to dlatego, że złapał ją stres, a może zwyczajnie miała dość tych wszystkich niewypałów. Tak czy inaczej wmurowało ją. Dość odruchowo wycofała się, jakby chciała zamienić się w pieprzony cień, ale Reid złapał ją za rękę. Miał mocny uścisk. Poczuła się... bezpiecznie. Dziwnie.
— Przepraszam, że pana w to wciągnęłam — rzuciła, gdy wyszli na zewnątrz. Wbiła nieco nieobecne spojrzenie w profil jego twarzy, ignorując jej szybko bijące serce. Zupełnie zapomniała o ich umowie przechodzenia na ty po pracy, ups. — Nie chciałam zepsuć panu wieczoru. Mogę to jakoś wynagrodzić — powiedziała z przekonaniem, potykając się o swoje własne szpilki. — O nie. Ja tu zostanę — wymruczała, przechylając się na bok w jego stronę, ostatecznie łapiąc pion. — Dziękuję bardzo za bycie moim bohaterem. Szef roku — powiedziała, potrząsając energicznie jego dłonią, jakby składała mu gratulacje.

reid
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
you took too much but it was not enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


𝗁𝗈𝗐 𝖼𝗈𝗎𝗅𝖽 𝗍𝗁𝗂𝗌 𝖻𝖾 𝖽𝗈𝗇𝖾 𝖻𝗒 𝗌𝗎𝖼𝗁 𝖺 𝗌𝗆𝗂𝗅𝗂𝗇𝗀 𝗌𝗐𝖾𝖾𝗍𝗁𝖾𝖺𝗋𝗍?
𝗈𝗁, 𝖺𝗇𝖽 𝗒𝗈𝗎𝗋 𝗌𝗐𝖾𝖾𝗍 𝖺𝗇𝖽 𝗉𝗋𝖾𝗍𝗍𝗒 𝖿𝖺𝖼𝖾
𝗂𝗇 𝗌𝗎𝖼𝗁 𝖺𝗇 𝗎𝗀𝗅𝗒 𝗐𝖺𝗒


Tego jej ironicznego komentarza o tym, jaki to był młodzieżowy, nawet nie skomentował. Szkoda mu było strzępić na nią języka, tym bardziej że doskonale widział, w jakim była stanie. Źrenice nieznacznie rozszerzone, pyskata bardziej niż zwykle, a przy tym wyraźnie przekonana, że wszystko było pod kontrolą. Jezu, no na co mu to było? Serio jakaś zagrywka uniwersum za to, że przez większość życia miał za łatwo? HALO, a uzależnienie? Odpuszczenie byłej ukochanej? O tym wszystkim te kurwa chmurki nad jego głową już zapomniały? No nieźle. TYPOWO. - Jak zadzwonisz na sicka, to możesz pożegnać się z pracą - rzucił zirytowany. Kłamał, rzecz jasna. Sam przecież też kiedyś był gówniarzem, też się bawił i doskonale wiedział, jak wyglądało funkcjonowanie następnego dnia po przesadzeniu z alkoholem. W najgorszym wypadku dostałaby od niego jakieś upomnienie i kilka kąśliwych komentarzy, ale nie zamierzał jej tego teraz mówić. Musiał się z nią przecież chociaż trochę podrażnić. No, a potem oczywiście wpakował się w kolejny raban, zjebał tamtego typa i kilka chwil później wychodził już z Pembroke na zewnątrz. Same z nią kłopoty. Dosłownie same.

Skrzywił się przez moment i spojrzał na nią spod byka. - Jeszcze kilka chwil temu zwracałaś się do mnie na ty, a teraz nagle per pan? - prychnął pod nosem. No była niemożliwa. Z jednej strony sprawiała wrażenie, jakby bardzo chciała pokazać, że była wyluzowana, cool, a z drugiej za wszelką cenę próbowała utrzymać image odpowiedzialnej asystentki, który w oczach Reida prysnął niczym bańka mydlana w sekundzie, w której zobaczył ją w barze w takim stanie. On sam rzecz jasna zamierzał zachowywać się profesjonalnie. A przynajmniej bardzo się starać gdzieś pomiędzy wydawaniem jej poleceń a przypadkowym zerkaniem i dochodzeniem do wniosku, że skubana faktycznie była atrakcyjna, hah. Był tylko facetem i nawet nie próbował udawać przed samym sobą, że tego nie zauważał. Praca jednak była pracą, a to, co mógł sobie teraz o niej myśleć albo co przemknęłoby mu przez głowę, gdyby nie była tak kurewsko upojona alkoholem, pozostawało wyłącznie w jego własnej głowie. - Wynagrodzisz mi to, jak przestaniesz zachowywać się jak gówniara i nazywać mnie jakbym miał conajmniej czterdziestke na karku - mruknął, zaciskając nieco mocniej ich splecione dłonie.

Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że nadal ją trzymał. Przez chwilę tylko obserwował, jak potrząsa jego dłonią i składa mu te wszystkie przesłodzone podziękowania. Kącik ust automatycznie uniósł mu się do góry, bo halo, w końcu ktoś docenił jego starania i fakt, że był w chuj mega dobrym obywatelem. CYRUS, WIDZISZ TO?! WYROŚLI ZE MNIE LUDZIE. - nie ma mowy - mruknął pod nosem. Wystarczyło mu jedno spojrzenie na nią, żeby wiedzieć, że zostawienie jej samej byłoby naprawdę chujowym pomysłem. Nawet jeżeli Pembroke próbowałaby go przekonać, że świetnie sobie poradzi. MHM, jasne. Drugą dłonią sięgnął do kieszeni, wyciągnął telefon i zamówił taksówkę, która zjawiła się dosłownie po dwóch minutach. Plus tego, że dzisiaj wszędzie kręciły się tłumy ludzi, a kierowcy mieli na czym zarabiać. Oswobodził w końcu dłoń z jej uścisku, otworzył drzwi samochodu, stanął za nią i bardzo kulturalnie, rzecz jasna, praktycznie wepchnął ją do środka. Thank fuck za tę poalkoholową gibkość, bo nie zdążyła nawet zareagować wystarczająco szybko, żeby zacząć się z nim wykłócać.

Good girl.

Ta myśl przemknęła mu przez głowę tak szybko, że sam prawie się na niej zatrzymał, ale tylko prawieeee. Po chwili usiadł obok niej. - Callum? - zapytał kierowca. Reid tylko potwierdził, po czym zarzucił rękę za jej ramiona i przysunął ją odrobinę bliżej siebie. - Błagam cię, siedź cicho - wyszeptał jej prosto do ucha. Powiedział to powoli, ale gdzieś w połowie zdania dotarło do niego, że znalazł się zdecydowanie za blisko. Zapach jej skóry... perfum zmieszanych z alkoholem uderzył w neigo zbyt wyraźnie, a Reid momentalnie poczuł, że zaczyna zwracać uwagę na rzeczy, na które zdecydowanie nie powinien zwracać uwagi w przypadku swojej pijanej asystentki. Odkaszlnął więc i odsunął się od niej, kierując wzrok za szybę na mijające ich miasto. Najlepiej było po prostu zmienić temat. Zająć ją czymś, zanim znowu wpadnie na jakiś genialny pomysł, który o mały włos nie wpędzi go w kolejne tarapaty. - Jesteś głodna?

i knew you were trouble
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Leah była niestety tym typem człowieka, który musiał mieć to ostatnie słowo, choćby świat miał się zaraz rozłamać na dwie części. Notorycznie ściągało to na nią, coraz to nowsze kłopoty; nie wiedziała, kiedy powinna trzymać język za zębami. A już szczególnie w sprawach, które były bardzo bliskie jej sercu. Tej nocy... Cóż, problemem był niewątpliwie alkohol, który sprawił, że jej umysł przestał funkcjonować tak jak powinien. Jej system obronny został całkowicie wyłączony, a ona wlepiała swoje ciemne spojrzenie prosto w jego oczy.
— Słuchaj — powiedziała poważnie, kładąc rękę na jego ramieniu. Znowu przerzuciła się na tę luźniejszą formę, jakby nie potrafiła się zdecydować, jak z nim właściwie rozmawiać. Może najlepiej byłoby w ogóle z nim nie dyskutować? — Wiem, jak bardzo nienawidzisz ze mną pracować. I get it. Codziennie mi o tym przypominasz, ale nie próbuj zwolnić mnie podstępem. Miejże trochę honoru! — rzuciła, klepiąc go łagodnie po ramieniu i przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. Syn pierdolonej Afrodyty. Jezu, gdyby był brzydki, byłoby o wiele prościej go nie lubić, ech. Nigdy nie jest łatwo. — Nie zadzwonię na sicka. Przysięgam — powiedziała, przykładając dłoń do serca. Obietnica na swoje życie. Totalnie na poważnie.

— Och, mój boże. No dobra. Po godzinach Callum. Strasznie to dziwne, ale niech ci będzie — westchnęła łaskawie, chociaż dziwnie się czuła, gdy nazywał ją po prostu... Leah. To wydawało jej się strasznie osobiste, ale to pewnie przez to, że przywykła, gdy wołał ją tym nerwowym tonem głosu: PEMBROKE! Całe szczęście, że nie widział wtedy, jakie miny strzelała w drugim pokoju i jak często pokazywała środkowy palec jego plecom. No musiała się jakoś wyżyć, żeby nie zwariować, racja? Jej pijany umysł pracował teraz na najwyższych obrotach, bo nie chciała stracić roboty. A raczej nie chciała utracić szansy na swój sabotaż. A może trochę zaczęła przyzwyczajać się do tego środowiska? Cholera, tak czy siak, próbowała nad tym wszystkim jakoś zapanować. — Jaka znowu gówniara? — fuknęła pod nosem, mrużąc oczy i rzucając mu obrażone spojrzenie. — A ile ty masz lat, co? Masz zmarszczki. O tutaj — rzuciła, stukając lekko palcem wskazującym w jego czoło. — Czekaj. Zgadnę. — Zatrzymała go, przykładając paznokcie do swoich skroni jak jakieś medium. — Trzydzieści... pięć! — rzuciła głośno, czekając na jego reakcję. Ciekawe, czy zgadła. Ach, powinni byli się założyć!

Leah kiwała się na swoich szpileczkach, rozglądając się po okolicy, kompletnie nieświadoma, że zamiast wrócić do baru (albo generalnie zmienić lokal), zostanie... Prawie, że uprowadzona. I to przez swojego szefa. Niezły wstęp. Rzeczywiście wystarczyło łagodne pchnięcie, by studentka wylądowała w taksówce. Gdy tylko zarzucił jej rękę na ramię, Leah odwróciła łagodnie twarz w jego stronę; poczuła jego mocne, ciężkie perfumy i ciepło, bijące od jego ciała. Zamrugała mozolnie, czując dziwne... ekscytujące odczucie, którego oczekiwała raczej od swojej dzisiejszej nie wypałowej randki niż od niego. Błagam cię, siedź cicho. Pembroke oparła dłoń na jego udzie i wspierając się lekko, poprawiła się, by nie zjeżdżać z tego cholernego fotela. — Gdzie niby jedziemy? — mruknęła, kompletnie ignorując jego prośbę. — Przecież nie wiesz, gdzie mieszkam — dodała, wlepiając w niego nieco rozbiegane spojrzenie. — Nie. Moja pora jedzenia już minęła — parsknęła. — Panie taksówkarzu. Wie pan, że miałam być modelką, ale ten tutaj... — rzuciła, unosząc palce, by pogładzić go po włosach. — Stwierdził, że za cholerę się nie nadaję? — powiedziała z żalem, zabierając swoje ręce, by skrzyżować je na klatce piersiowej. — Naprawdę jestem taka brzydka? — zapytała nagle, znowu odwracając łepetynę w jego stronę, przez co jej twarz znalazła się tuż przed jego. Och, musiała być jeszcze bardziej nie znośna niż na co dzień.

i'm gonna test you today so much
31 y/o
For good luck!
189 cm
chce otworzyć coś swojego
Awatar użytkownika
you took too much but it was not enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zerknął na jej rękę spoczywającą na swoim ramieniu, by po chwili powędrować spojrzeniem w kierunku jej buźki. - Nienawidzę? Pembroke, ja przecież to koooochaaam, jak możesz insynuować takie kłamstwa? - westchnął głośno, zanim nachylił się nieco bliżej niej. - Po co mam cię zwalniać, skoro mogę się jeszcze trochę nad tobą poznęcać? - spojrzał prosto w jej jasne tęczówki, po czym wyprostował się i uśmiechnął delikatnie. - Skoro przysięgasz... - wzruszył ramionami, myśląc przez moment good girl, ale niemalże natychmiast przeklął się w duchu za ten cholerny brak profesjonalizmu. Nie rozumiał, dlaczego aż tak na niego działała, dlaczego wywoływała w nim reakcje, na które zazwyczaj nawet by sobie nie pozwolił. Za cholerę nie potrafił tego pojąć. Musiał się ogarnąć, przemyśleć swoje zachowanie w domu, a następnego dnia po prostu wprowadzić w życie jakiś sensowny plan. Najlepiej zacząć traktować ją jak ducha albo naprawdę ograniczyć ich rozmowy wyłącznie do spraw zawodowych, które powinny pozostawać w czterech ścianach biurowca.

Przewrócił oczami na jej komentarz dotyczący jego wieku. - Jeżeli będzie ci się lepiej spało ze świadomością, że mam trzydzieści pięć lat, so let it be, ale jeżeli naprawdę potrzebujesz wiedzieć, to mam trzydzieści jeden - prychnął, marszcząc przy tym brwi. Serio myślała, że była taka hop-siup do przodu, a on będzie tylko przytakiwał na te jej jakże błyskotliwe komentarze? Dla niego takie zachowanie było po prostu w chuj dziecinne. Zresztą, co się dziwić? W końcu była jeszcze młoda, nie rozumiała, czym było prawdziwe życie, i zachowywała się tak, jakby cały świat miał rzucać się jej do stóp. Eh, nienawidził takich ludzi.

Teraz, siedząc w taksówce, serio miał nadzieję, że czeka ich spokojna podróż... że może jednak ta baba z piekłarodem w końcu się ogarnie i pozwoli mu przez chwilę nacieszyć się ciszą, ale OCZYWIŚCIE, że musiała paplać, ruszać tą swoją jadaczką jak nakręcona. Spojrzał na jej dłoń spoczywającą na swoim udzie i rzucił pod nosem, - jedziemy do mnie, Leah - starał się powiedzieć to spokojnie. Ha, nawet zmusił się do wypowiedzenia jej imienia, chociaż ledwo przeszło mu przez gardło, ale no nie, przecież musiała dalej odgrywać tę swoją scenę. JEZU CHRYSTE. - Pani brzydka? Pan ślepy jest?! - zapytał taksówkarz łamanym angielskim. - Jak pan mówi, że pani brzydka, to ja panią na randkę zabiorę - dodał, a Reid tylko parsknął śmiechem pod nosem. No bo staruszek był już niemalże całkowicie łysy, a samo wyobrażenie Leah na randce z nim cholernie go bawiło. Ale skoro ona chciała się bawić w takie gierki, to on również potrafił, prawda? W końcu teraz byli tylko Callumem i Leah, a nie szefem i jego pracownicą. - Ahh, niech pan jej nie słucha, moja ukochana dramatyzuje, bo musimy szybciej wracać do domu - westchnął głośno, odpinając pas i obracając się nieco bokiem, żeby móc lepiej się jej przyjrzeć. - Przecież wiesz, że uważam, że jesteś piękna, Lee - powiedział ciszej, niemalże pieszczotliwie, kładąc dłoń na jej udzie i delikatnie zaciskając na nim palce. Przysunął się bliżej, lekko przechylając głowę i wpatrując się najpierw w jej oczy, a następnie w usta. - Za to kłamstwo będę musiał cię później ukarać - wyszeptał tuż przy jej wargach, pozostając tak jeszcze przez krótką chwilę, napawając się zapachem jej perfum wymieszanym z alkoholem, zanim w końcu odsunął się i rozsiadł wygodnie na swoim miejscu. Zerknął na mapkę wyświetloną na telefonie taksówkarza i thank fuck, za jakieś dwie minuty mieli być na miejscu.

lee
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Czyli wybieramy mobbing, rozumiem — parsknęła, rzucając mu nieco rozbawione spojrzenie. Może to wynik alkoholu, ale nieszczególnie wierzyła jego słowom. Te wszystkie złośliwe komentarze, zadania wyciągnięte nie wiadomo skąd i sfrustrowane westchnięcia, nie świadczyły raczej o jego sympatii. Wbrew pozorom, w czasie tych parunastu dni pracy w jego firmie, Leah zdążyła do tego przywyknąć. Na swój popieprzony sposób nauczyła się z tym funkcjonować i powoli — z naciskiem na powoli — przestawała się notorycznie denerwować, gdy tylko mamrotał coś pod nosem. Co prawda, nadal wyklinała go wszystkim swoim znajomym i miała ochotę wyrwać sobie wszystkie włosy z głowy, gdy traktował ją jak jakąś gówniarę, ale przynajmniej nie trzaskała drzwiami, gdy wychodziła z jego biura. Małe kroczki robiły różnicę, tak? Pembroke nie odwróciła spojrzenia, gdy Reid wbił spojrzenie w jej jasne tęczówki; uniosła jedynie brew, powstrzymując się przed wywróceniem oczami. — Jesteś bardzo dziwnym człowiekiem — rzuciła, przypatrując się jego profilowi z uwagą, choć nie była w najlepszym stanie do diagnozowania innych. — Umówiłeś się kiedyś do jakiegoś psychoterapeuty? Polecam — dodała, nim zdążyła ugryźć się w język. Boże, Pembroke, panuj nad sobą, bo naprawdę stracisz pracę i życie. To ta resztka rozsądku przebijała się przez jej pijany umysł.

— Myślę, że tak czy siak, będzie mi się bardzo dobrze spało — stwierdziła, odgarniając włosy za ramię. — Śpię jak dziecko. Nieważne gdzie, nieważne w jakim stanie — powiedziała z dumą, choć czy to był rzeczywiście jakiś powód do przechwałek? — Trochę cię postarzałam, ale to przez tą zmarszczkę. Zainwestuj w botoks i będziesz na pewno wyglądał na te trzydzieści jeden — poradziła, jakby robiła to z czystej troski, a nie tej słodkiej świadomości, że w tym stanie mogła mu też nieco dokuczyć i może przejdzie jej to jakoś płazem. Leah nie próbowała zgrywać dorosłej. Nie robiła wszystkiego, co mogła, by brali ją na starszą niż była, bo nie widziała w tym żadnego sensu. Jeśli wydawała mu się dziecinna, fair enough. Jakoś to przeżyje.

To, że Pembroke jest rozgadana, to żadna tajemnica. Szczególnie po alkoholu, ale o tym Reid nie wiedział... No, bo nigdy razem nie pili. Wtedy była jeszcze gorsza niż na trzeźwo, o czym jej przełożony pewnie jeszcze parokrotnie przekona się tego dnia. — Do ciebie? — powtórzyła, a przez jej głos wyraźnie przebiło się zaskoczenie. Nie, żeby zaczynała panikować, ale na samą myśl o tym zrobiło jej się gorąco. Dlaczego nie odstawi jej do jakiegoś motelu? Albo nie zostawi jej na ulicy? Ach, te słowa w końcu sprawiły, że nie potrafiła nic z siebie wydusić. Zaraz jednak skupiła się na tym, co mówił taksówkarz, uśmiechając się od ucha do ucha, bo dzięki swoim zaczepkom, dostała komplement lub dwa. Spojrzała na Calluma z miną, niemal krzyczącą "a nie mówiłam".

Ukochana? Teraz Leah zaśmiała się niekontrolowanie pod nosem, bo ta wizja wydawała jej się niesamowicie paradoksalna i nierealna. Rzuciła przelotne spojrzenie w jego kierunku, gdy odpiął pasy. Boże, co się z nim dzisiaj działo? Słysząc to pieszczotliwe zdrobnienie jej imienia i czując, jak zaciska palce na jej udzie, jej serce gwałtownie przyspieszyło. Oszalała. Inaczej nie mogłaby tego nazwać. Dlaczego jej się to podobało? — Ty się naćpałeś czegoś? — szepnęła, gdy nachylił się w jej stronę, znajdując się tak blisko niej, że jej pijany umysł z trudem odróżniał fikcję od rzeczywistości. — I jak mnie ukarzesz, co? Będę klęczała na grochu czy zostanę wysłana do kąta? — zaśmiała się. Och, humor zdecydowanie jej dopisywał.

W końcu zatrzymali się pod jakimś budynkiem, a Leah przez prawie pięć minut szukała czegoś w torebce, zanim wysiadła. Wcisnęła taksówkarzowi napiwek do ręki za te wszystkie milutkie słówka i z trudem wydostała się z samochodu. Niemal potknęła się o własne nogi, dlatego zatrzymała się, zdejmując swoje szpilki. Już łatwiej będzie pójść jej boso. — Jesteś kłamczuchem, Callumie — rzuciła, stając przed nim i zadzierając nieznacznie głowę, by na niego spojrzeć. — Nazwałeś mnie swoją ukochaną. Jak ci to w ogóle przeszło przez gardło, co? — zaśmiała się, odsuwając się od niego, by przeskakując z jednej nogi na drugą, pójść w kierunku, który wydawał jej się właściwy. — Niegrzeczny chłopiec — parsknęła, przytrzymując się jakiegoś słupa, by zrobić wokół niego piruet.

my darling, huh?
ODPOWIEDZ

Wróć do „Eastbound Brewing Co.”