ODPOWIEDZ
20 y/o
Welkom in Canada
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Oscar nadal nie mógł się nadziwić, że miał gdzie mieszkać. Ciągle było mu dziwnie z myślą, że od teraz miał być współlokatorem Patricka, na dodatek póki co nie musząc się obawiać o czynsz, którego i tak nie miał z czego zapłacić, niemniej nie ukrywał, że miłą odmianą był ciągły dostęp do prysznica, jak również wygodne łóżko. Dokładając do tego poczucie bezpieczeństwa oraz brak konieczności ciągłego martwienia się, czy starczy mu jedzenia lub czy w nocy ktoś nie postanowi go zaatakować, mógł pokusić się o stwierdzenie, że wygrał na loterii.
Chcąc odwdzięczyć się chociaż trochę i nie czuć się jak ostatni pasożyt żerujący na dobrym sercu współlokatora, Malone postanowił wziąć na siebie wszystkie obowiązku - sprzątał, robił zakupy oraz przygotowywał posiłki, tak w miarę swoich możliwości bo chociaż gotować potrafił, tak nie miał jeszcze aż takiej wprawy. Dodatkowo łapał się wszystkich możliwych prac dorywczych, by móc chociaż dołożyć się do zawartości lodówki, która momentami go przerażała. Nie pamiętał, kiedy ostatnio patrzył na tyle jedzenia w jednym miejscu, do którego miał pełen dostęp. A teraz mógł jeść wszystko na co miał ochotę. Nic dziwnego, że momentami nie potrafił się zdecydować, czy na śniadanie powinna być jajecznica czy jednak naleśniki, co ostatecznie kończyło się przygotowaniem obu, by w międzyczasie naszła go jednak ochota na owsiankę.
Dzisiejszego dnia Malone miał po raz pierwszy poznać dziewczynę Patricka, która zapowiedziała mu swoją wizytę dwa dni wcześniej. Stresowało go to jak cholera, ponieważ obawiał się i to tak poważnie, że ani on nie polubi tej panny, ani ona jego. Z opowieści współlokatora wywnioskował, że była raczej pindą, niż fajną dziewczyną. Nie mogąc jednak wyrazić swojego sprzeciwu by nie narazić się Patrickowi, dla którego ta relacja musiała być ważna, postanowił się odpowiednio przygotować. Nadal co prawda nie miał swoich ubrań, korzystając z tych, które były na Wooda za małe, ale liczył, że jego panna nie doszuka się w tym własności chłopaka.
Wymienił kilka wiadomości SMS z Patrickiem, który zapewnił go, że wróci do domu zaraz po pracy, co oznaczało, że będzie zaledwie kilka minut przed przybyciem swojej kobiety. To napawało lekki optymizmem, ale cholera, nadal było stresujące na tyle, by zaczął go boleć żołądek. Pokręcił się więc jeszcze trochę bez celu po domu sprzątając wszystko to, co było już posprzątane, zerkając przy tym na zegarek dosłownie co kilkanaście minut. Jak się zaraz nie uspokoi to z tego wszystkiego biegunki dostanie, litości.
Tak się nakręcił na własne myśli i wyobrażenia różnego rodzaju scenariusze, że nie dosłyszał dźwięku otwieranych drzwi. Zresztą pewnie i tak uznałby, że to Patrick wrócił wcześniej. Niestety, szybko okazało się, że wyjątkowo bardzo pomylił się w osądzie. Ledwie wyszedł z sypialni, kiedy w salonie dostrzegł niewiastę - bardzo ładną, nawet on musiał to przyznać. Na tym jednak jej atuty się kończyły, czemu wyraz dała w chwili, w której Oscar się z nią przywitał.
-Hej, Patrick niedługo będzie - zakomunikował, starając się być miłym. Ta jednak musiała odebrać to całkiem inaczej, bo z jej gardła wydobył się krzyk, a w oczach pojawiła, sam nie wiedział jak to określić, ale niemal furia!
-Kim ty kurwa jesteś?! Włamałeś się do domu mojego chłopaka! Złodziej, pomocy! - zaczęła się wydzierać, co sprawiło, że Malone jedynie poczerwieniał na twarzy. Naprawdę nie lubił, kiedy tak go nazywano zwłaszcza, że przecież nie miał zamiaru niczego stąd wziąć.
-Nie, nie, ja jestem…. - zaczął, ale nie było mu dane dokończyć. Dziewczyna dopadła do niego, łapiąc go za rękę, co już samo sprawiło, że chłopak się znacznie spiął. Wróciły wspomnienia, których nie chciał przywoływać.
-Nie pozwolę ci niczego stąd zabrać! Zaraz zadzwonię na policję. I czemu masz na sobie jego rzeczy! Ty perwersie! Zaraz mnie popamiętasz! - zaczęła go szarpać i zwyczajnie okładać, a oniemiały i mimo wszystko wystraszony Oscar nie wiedział, co właściwie powinien teraz zrobić, poddając się furii w jaką wpadła kobieta.

Patrick Wood
26 y/o
Welkom in Canada
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Patrick cieszył się, że ma współlokatora. Nie chodziło o finanse, bo w pracy zarabiał wystarczająco, by mieć na opłaty i jeszcze coś odłożyć. Wcześniej też sporo odkładał, więc o pieniądze nigdy nie musiał się martwić. Od Oscara i tak nie zamierzał brać zbyt dużo, bo młody chłopak dopiero zaczynał i aż wstyd byłoby mu zabrać na start połowę jego pieniędzy. Poza tym nawet nie powiedziałby mu, ile tak naprawdę za to wszystko płaci, bo po co chłopak miałby się martwić, że nie ma wystarczająco dużo pieniędzy?
Bardziej chodziło mu o towarzystwo. Miał do kogo odezwać się każdego dnia, miał z kim zjeść śniadanie i oglądać wieczorem telewizję. No i bezpieczniej było zostawić kogoś w domu, kiedy wychodził ze swoją dziewczyną, bo nie chciał jej na razie zapraszać do siebie. Jeszcze nawet nie powiedział jej, że od kilku dni ma współlokatora. Domyślał się, że nie byłaby zachwycona taką informacją, ale to był jego dom i mógł decydować o tym, kto w nim mieszkał. Jeszcze nie byli na takim etapie, żeby mogła decydować o jego życiu, jakby była jego żoną. Aż takim pantoflem nie zamierzał się stać, nawet z miłości.
Nie mógł jednak zbyt długo odmawiać jej wizyty, bo w końcu byli parą. Poza tym chciał ją zapoznać z Oscarem, żeby była świadoma jego obecności w tym domu, gdyby nagle wpadła bez zapowiedzi. Nie chciał, żeby pomyślała, że chłopak jest jakimś złodziejem albo kochankiem, bo z jej pomysłami różnie bywało. Może chujowo się do tego zabierał, nie informując jej o wszystkim wcześniej, tylko czekając z tym do momentu, aż pojawiła się na miejscu, ale czasem i on nie myślał logicznie. Chciał mieć to już po prostu za sobą.
Po skończeniu pracy wybrał się jeszcze do sklepu po jakieś napoje, ale nie te alkoholowe, bo nie chciał chłopaka rozpijać. Dobrał do tego jeszcze owoce i z pełnymi torbami mógł wrócić do domu, gdzie czekała na niego absurdalna sytuacja.
Już z korytarza słyszał czyjeś krzyki, w których rozpoznał głos swojej dziewczyny. Drzwi do jego mieszkania były otwarte, więc na szczęście nie musiał wyciągać kluczy. Zostawił zakupy przy drzwiach, zamykając je, żeby sąsiedzi zaraz nie zebrali się na widowisko, bo jeszcze takiego wstydu brakowało mu do szczęścia, i popędził do salonu.
Oniemiał na moment, widząc, jak jego dziewczyna szarpie Oscara, wyzywając go od najgorszych. W życiu nie widział jej w takim stanie, więc był naprawdę zszokowany, nie mogąc rozpoznać w niej swojej dziewczyny. Zwykle była opanowana i elegancka, zawsze chciała pokazać się z jak najlepszej strony. Miała zadbane ubrania i paznokcie, więc tym bardziej nie rozumiał, jak mogła posunąć się teraz do czegoś takiego.
Potem zauważył reakcję Oscara, który poddawał się jej ciosom. Sam pewnie nie rozumiał, co takiego mu się teraz przydarzyło. Nie chcąc doprowadzić do jakiejś traumy, natychmiast wkroczył do akcji, odciągając swoją dziewczynę od biednego chłopaka.
- Uspokój się! - krzyknął, chwytając wyrywającą się dziewczynę mocniej w pasie. Nie mógł pozwolić, żeby mu się wyrwała i jeszcze bardziej skrzywdziła Oscara. – Oscar, wszystko w porządku? – zapytał, zerkając na młodego chłopaka.
– Ty go znasz? – zapytała Amber, patrząc na Patricka z wyrzutem i niedowierzaniem. No tak, przecież nic nie wiedziała.
– Tak. To mój nowy współlokator. Oscar nie miał gdzie mieszkać, więc zaprosiłem go do siebie. Nie martw się, to dobry chłopak – zapewnił, upewniając się, że dziewczyna już się uspokoiła, po czym odsunął się od niej, żeby zobaczyć, jak trzyma się Oscar.
– Wszystko z tobą w porządku? Gdzie cię boli? – zapytał, przyglądając się chłopakowi pomimo protestów i znaczących westchnień Amber. Oscar wyglądał na kompletnie oszołomionego, a Patrickowi coraz mniej podobało się to, co widział na jego twarzy. Coś mu mówiło, że za chwilę będzie musiał odpowiedzieć na znacznie więcej pytań, niż planował.
Czy właśnie sobie przejebał?

Oscar Malone
20 y/o
Welkom in Canada
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Czuł jak momentami jego ciało się spina, przygotowując do kolejnego ciosu, który wymierzała mu oszalała dziewczyna. Nie rozumiał, jak patrick mógł spotykać się z kimś takim - przecież ona była nienormalna i nie pasowała do jego współlokatora, który był w oczach oscara człowiekiem złoto. Może chodziło właśnie o różnice charakteru? podobno przeciwieństwa się przyciągają, a oni byli tego idealnym przykładem.
Starał się nie myśleć o tym, jak szarpała jego ciałem. Coś krzyczało w nim, że powinien się postawić. Odepchnąć ją od siebie, żeby dała mu święty spokój, ale paraliż, który go ogarnął, sprawił, że poddawał się jej woli. Zupełnie tak, jak poddawał się matce, wierząc, że opór nie ma znaczenia. Dodatkowo w przeszłości za każdym razem, kiedy wykazywał się jakąkolwiek oznaką buntu, lądował w ciemnej piwnicy, która była znacznie gorsza od kolejnych siniaków czy blizn, które miały się pojawić na jego ciele.
Zaczął drżeć. wspomnienie zalały go całkowicie, a oczy patrzyły na nią z przerażenie. Serce zaczęło walić jak szalone, a oddech znacznie przyspieszył. Niech ona go zostawi, niech go puści! Nie chciał tego. Nie chciał ciągle być ofiarą.

-Ty parszywy złodzieju! Nie dam ci stąd uciec. zaraz wróci patrick, to zrobi z tobą porządek! - krzyczała na niego. Poczuł, jak jej dłoń wymierza mu policzek, który zrobił się czerwony. - Żeby tak włamywać się do czyjegoś mieszkania, brudasie! Takich jak ty powinno się od razu na długie lata zamykać, albo z miasta wypędzać - nie dawała za wygraną.
W pewnym momencie usłyszał głos, który mógł być dla niego wybawieniem. Co jednak, jeśli Patrick postanowi stanąć po stronie swojej dziewczyny, żeby ją udobruchać? Ta myśl sprawiła, że niemal całkiem opuściły go siły. nie był teraz racjonalny, nie potrafił, bo przeszłość mieszała mu w głowie. Ta sytuacja była tak podobna do tych wielu, które przeżył, a od których uciekał, że przez chwilę miał wrażenie, że na nowo znajduje się w domu, a wszelkie przeżycia w Toronto były jedynie pięknym snem, z którego teraz czas było się obudzić.
-Tylko nie piwnica - szepnął, roztrzęsiony, nie do końca rejestrując co właściwie wylatywało z jego ust.
Czując, jak wszystko ustaje, odsunął się od młodej kobiety, chcąc mieć pewność, że więcej go nie zaatakuje. Policzek piekł go niemiłosiernie, a koszula, którą dał mu Patrick była poszarpana. Czuł się upokorzony do tego stopnia, że momentalnie zwiesił głowę. Wspaniale, niech jeszcze się poryczy z tego wszystkiego, to już w ogóle będzie pełen komplet.
-Tak. Ja… przepraszam - wyszeptał. Tego nauczyło go życie - zawsze się kajać i prosić o wybaczenie, kiedy tylko robiło się niebezpiecznie. A teraz czuł się zagrożony - przez partnerkę Patricka, jak również własny umysł, który nie chciał dać mu spokoju.
-Jak to twój współlokator?! I nie raczyłeś mi powiedzieć, że przyjmujesz pod dach jakiegoś obleśnego, zawszonego włóczęgę? Masz go w tej chwili wywalić na zbity pysk! - zażądała dziewczyna, patrząc na oscara z nienawiścią. - Dobry człowiek?! Patrick, czy ty się dobrze czujesz? Popatrz na niego? Zanim się obejrzysz wyniesie ci połowę domu albo sprowadzi podobnych do siebie. Powinni go zamknąć, bo pewnie juz teraz coś w kieszeniach schował. No co gnojku? Pokaż co ukradłeś? - skomentowała, ponownie dopadając do Oscara, który zesztywniał, kiedy szarpnęła go za bolącą rękę. Patrick jednak ponownie szybko zareagował, odciągając ją.
-Bronisz go? Wiesz co, mam dość. Nie będę u ciebie siedziała, kiedy ktoś jego pokroju znajduje się w moim bliskim otoczeniu. Mam zasady. Napisz mi, kiedy pozbędziesz się tego śmiecia - zarzuciła blond włosami, sięgnęła po swoje rzeczy i równie szybko jak się pojawiła, tak wyszła, zostawiając ich samych.
-Przepraszam, ja… ja się wyprowadzę - szepnął cicho, obejmując się ramionami. Nie chciał być osobą odpowiedzialną za zerwanie Patricka z jego ukochaną.

Patrick Wood
26 y/o
Welkom in Canada
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Amber była rozpieszczoną księżniczką i wszystko musiało być tak, jak sobie tego życzyła. Mimo to u Patricka nigdy nie zapalała się czerwona lampka na widok jej zachowania. Uważał, że wynikało to z faktu, że była jedynaczką. Nigdy jednak nie zachowywała się agresywnie. Zawsze była miła dla jego rodziny i znajomych, dlatego nawet nie podejrzewał, że byłaby zdolna posunąć się do czegoś takiego. Dosłownie nie poznawał własnej dziewczyny, która biła i drapała młodego chłopaka, a ten stał jak zamurowany i pozwalał jej na wszystko. Patrick nawet nie wiedział, kim powinien zająć się najpierw. Wściekłą dziewczyną czy przerażonym chłopakiem.
— Oscar, nie przepraszaj. To nie twoja wina — odparł, kręcąc głową. Tak naprawdę to była jego wina, ponieważ zataił przed dziewczyną tak ważny fakt. Nic dziwnego, że uznała jego współlokatora za intruza i sama postanowiła wymierzyć sprawiedliwość. Gdyby Patrick wspomniał jej wcześniej, że nie mieszka już sam, być może udałoby im się uniknąć takiej sytuacji.
Głupio było mu słuchać wywodów swojej dziewczyny. Miała rację. Powinien był jej powiedzieć, ale nie oznaczało to, że mogła od razu uznawać Oscara za zawszonego włóczęgę. Nie znała go i nie wiedziała, przez co przeszedł. Patrick nie wspominał jej również o tym, że podwiózł chłopaka do miasta i zaoferował mu nocleg. Oscar miał mnóstwo okazji, by go okraść lub, jak twierdziła Amber, sprowadzić do jego domu podejrzane towarzystwo, ale nic takiego się nie wydarzyło. Dlatego Patrick ufał mu bezgranicznie i pozwalał mu u siebie mieszkać w zamian za gotowanie obiadów i sprzątanie. Oczywiście sam również czasami zajmował się domowymi obowiązkami, żeby chłopak nie czuł się jak darmowa pomoc domowa.
— Nie możesz tak o nim mówić. Nie znasz go, a to dobry chłopak — powiedział, próbując jakoś przekonać dziewczynę, ale ta w ogóle go nie słuchała. Zamiast tego ponownie rzuciła się na Oscara, przez co Patrick musiał interweniować. Nie mógł przecież pozwolić, by znęcała się nad chłopakiem. Jak w ogóle była zdolna do czegoś takiego?
— Amber… Daj mi wytłumaczyć. On po prostu potrzebuje czasu, żeby stanąć na nogi. Nie mogłem pozwolić, żeby dalej spał na ławce w parku — rzucił, zerkając na chłopaka, który wyglądał naprawdę źle po całym tym zajściu. Nic dziwnego. Amber potrafiła być naprawdę przerażająca, kiedy wpadała w gniew, a Patrick nigdy wcześniej nie widział jej w takim stanie.
— Ty chyba żartujesz! Siedź sobie tutaj z nim, ale nie dzwoń do mnie, kiedy ukradnie ci wszystkie pieniądze i przepierdoli je na alkohol i narkotyki. Przecież widać, że coś jest z nim nie tak! — krzyknęła Amber, po czym opuściła jego mieszkanie.
Patrick pobiegł za nią do drzwi, wołając jej imię. Wierzył, że gdyby tylko ochłonęła, zrozumiałaby całą sytuację. Wcześniej nie miał problemów z tłumaczeniem jej różnych rzeczy, ale tym razem była tak wzburzona, że nie dała sobie niczego wyjaśnić. Widziała tylko to, co chciała widzieć, i nie zamierzała zmieniać zdania.
Westchnął, wracając do mieszkania i zamykając za sobą drzwi na klucz. Nie chciał ryzykować, że Amber znów wpadnie tam z jakimiś podejrzanymi typami, żeby wyrzucić Oscara z jego mieszkania. Gdyby posunęła się do czegoś takiego, chyba całkowicie straciłaby w oczach Wooda.
— Co? Nie wygaduj głupot. Nigdzie się nie wyprowadzasz, bo i tak nie masz dokąd pójść — stwierdził, przyglądając się chłopakowi. Dostrzegł liczne zadrapania, którymi będzie musiał się zająć. Do tego jedna z jego koszulek została zniszczona, ale tym akurat się nie przejmował. Miał ich więcej. — A nią się nie przejmuj. Przejdzie jej za jakiś czas. Wtedy z nią porozmawiam, a jeśli nic się nie zmieni, najwyżej będziemy spotykać się u niej — dodał, poklepując delikatnie chłopaka po ramieniu. Po chwili objął go ostrożnie ramieniem i poprowadził na kanapę, gdzie okrył go leżącym obok kocem.
— A teraz zajmiemy się tymi zadrapaniami. Lepiej, żeby nie wdała się żadna infekcja. Spokojnie, ludźmi też umiem się zajmować — zażartował, puszczając mu oczko. Następnie poszedł do łazienki po apteczkę. Po chwili postawił ją na stole i zaczął przygotowywać wszystko, co było potrzebne do opatrzenia ran.

Oscar Malone
20 y/o
Welkom in Canada
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Furia, w którą wpadła dziewczyna, do złudzenia przypominała mu tę, w którą popadała jego matka ilekroć tylko przerwał jej oglądanie ulubionego serialu lub kiedy zrobił inną głupotę, która w normalnym domu zostałaby zbyta machnięciem ręki. Niestety, ten jego do normalnych nigdy nie należał, czego potwierdzenia można było szukać na ciele chłopaka, pokrytego bliznami przeszłości.
Nic dziwnego, że paraliżowało go wewnętrznie, a on sam nijak nie umiał odnaleźć się w tej sytuacji. Złudnie wydawało mu się, że mieszkanie Patricka było bezpieczne i nic mu tutaj nie groziło zwłaszcza, że weterynarz nigdy nie dał mu odczuć, że było inaczej. Był miły, szanował jego przestrzeń i nawet nie wymuszał na nim żadnej dziwnej zapłaty za gościnność.
Rzeczywistość szybko go zweryfikowała pokazując, że tak naprawdę nie było bezpiecznie nigdzie. Nie, kiedy nadal uzależniony był od drugiego człowieka, znajdując się u niego, a nie u siebie. Amber, bo zdążył poznać imię dziewczyny, miała prawo walczyć o swoją przestrzeń. Z takiego założenia wychodził Oscar. Kolejny powód, przez który postanowił nie reagować na jej szarpanie, drapanie i ogólne bicie. Nawet wtedy, kiedy poczuł jak paznokciami lub bransoletką, nie był pewien, przecięła mu skórę. Skrzywił się jedynie, wyobrażając sobie zupełnie inną scenerię. Taką, dzięki której przetrwa to wszystko. W końcu przecież się zmęczy, prawda?
-Dobry człowiek - prychnęła kobieta. - Ty naprawdę jesteś bardziej naiwny, niż podejrzewałam, Patrick. Popatrz na niego. z jego ogólnej prezencji od razu można wyczytać, że to jakiś zawszony łajdak, który tylko czyha na okazje - wyrzucała kolejne obelgi pod adresem malone, który z każdym słowem stawał się mniejszy i mniejszy, jakby zapadając się w sobie. Chciał uciec aktualnie jak najdalej.
Kiedy po kłótni, Amber rzuciła mu mordercze spojrzenie, ostatecznie opuszczając mieszkanie, Malone mógł odetchnąć z ulgą. Nie znaczyło to, że czuł się przy tym lepiej - zdecydowanie nie. Ba, śmiało mógł powiedzieć, że było nawet gorzej, głównie dlatego, że patrick po tym wszystkim, na co Oscar go skazał, ponownie był dla niego miły. A czy to nie przez młodszego chłopaka właśnie naraził się swojej ukochanej?
-Może i nie mam, ale… może coś znajdę, nie wiem. Nie mogę tu zostać bo twoja dziewczyna mnie nie lubi. I z pewnością nie polubi, tym bardziej po dzisiejszej akcji. Naprawdę mi przykro, Patrick - westchnął, spoglądając na niego. Wyjątkowo nieciekawa sytuacja, nie ma co.
Lekko się wzdrygnął, kiedy ten go objął, bo jednak widmo ataku nadal gdzieś nad nim krążyło, ale ostatecznie dał się poprowadzić w stronę kanapy, na której usiadł, nie wiedząc, czy po winien na Wooda patrzeć, czy jednak nie. Jednak ton jego głosu zdawał się być wyjątkowo spokojny, więc może faktycznie go nie obwiniał?
-To nic takiego, naprawdę. Zwykła zadrapania - wzruszył ramionami, na których spoczął koc. Patrick nie dał się jednak przekonać i chwilę później Oscar czuł pieczenie w miejscu, w którym rozsmarowywał jakieś dziwne specyfiki, które pachniały dość intensywnie. - Czemu właściwie… z nią jesteś? w sensie to naprawdę nie moja sprawa, ale jesteście trochę jak ogień i woda. Ty jesteś spokojny, a ona wybuchowa - rzucił, bo oczywiście, że najpierw mówił, a później myślał. - Sorry, nie odpowiadaj jak nie chcesz. Nie powinienem w ogóle się tym interesować - dodał pospiesznie pozwalając, by ten nakleił mu kolejny plaster na kolejną ranę. Jeszcze trochę i cały będzie nimi pokryty.
Serce zabiło mu tak jakoś dziwnie, kiedy chłopak zabrał się za oczyszczanie ran na twarzy Oscara, który nie wiedział nawet, że i tam ma jakieś zadrapania. Szybko okazało się, że nawet jego warga została uszkodzona.

-Um… - zaczął, przełykając ślinę i starając się nie patrzeć na niego z tak bliskiej odległości. - Jeszcze raz dziękuję - dodał cicho po chwili, zerkając tylko na chwileczkę akurat, kiedy Wood w skupieniu przesuwał wacikiem po jego ustach.

Patrick Wood
26 y/o
Welkom in Canada
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Nie znasz go. Nic o nim nie wiesz. Amber, to że ty masz problem z innymi ludźmi, nie oznacza, że i ja go mam. – odparł, krzywiąc się. Amber czasem naprawdę przeginała. Nawet jego najlepszych przyjaciół potrafiła obrzucić błotem jak coś jej nie pasowało. A o tym ile razy wpakowała go w kłopoty przez swoje niewybredne komentarze to już nawet nie chciał liczyć. Jego dziewczyna była zbyt problemowa jak na niego.
Na szczęście opuściła mieszkanie, zanim musiałby sam wywlec ją z niego siłą. Nie chciałby tego, ale nie mógł pozwolić na awantury przez które miałby potem problem z sąsiadami. Pod jego okiem nikt nie miał prawda nikogo tu uderzyć, więc tym bardziej potrzebował tą dwójkę rozdzielić. Oscar nie miał innego miejsca do spania, a Amber miała swoje mieszkanie. Wiadomo było to musiał opuścić to miejsce, by atmosfera się uspokoiła.
- Oscar… nie wyrzucam Cię, rozumiesz? To mój dom i ja ustalam kto w nim mieszka czy to się komuś podoba czy nie. – zapewnił chłopaka, by ten jednak z nim został. Nie mógł pozwolić by znowu spał na ławce w parku, gdzie ktoś mógłby go napaść. Był niemal jak kotek znaleziony na ulicy, którego jak już przygarniesz do domu nie jesteś w stanie wyrzucić z powrotem na ulicę. Bo niby jak miałby potem spojrzeć sobie w oczy? Może i sporo ryzykował jeśli chodzi o związek z Amber, ale nie mogła dyktować mu co ma robić ze swoim mieszkaniem. A jeśli miała z tym problem mogła wyrazić to w inny sposób, bez szarpania biednego chłopaka, który nawet nie potrafił się obronić.
- I tak trzeba się tym zająć, żeby nie wdała się infekcja. Nie chcesz chyba zostać z tymi bliznami na twarzy na zawsze? – zapytał, zabierając się za robotę. Dobrze, że miał zaopatrzoną apteczkę, jakby był przygotowany na taką okazję, chociaż nie był z tego jakoś specjalnie zadowolony.
Zamarł na chwilę, zastanawiając się nad pytaniem Oscara. W sumie wiele osób go o to pytało, ale zawsze ich zbywał, znajdując jakieś zalety w swojej dziewczynie. Nie był z nią w końcu tylko dla ładnej buzi i dobrego seksu. Czymś go urzekła zanim zaczęli się spotykać, ale w tym momencie Patrick nie mógł sobie nawet przypomnieć co. Tak był przyzwyczajony do jej osoby i wybuchowego charakteru, że zapomniał jak wyglądały ich początki. Może powinien poważnie się zastanowić nad ich wspólną przyszłością, bo w taki sposób nie wyobrażał sobie dla nich długiego stażu.
- Wiesz… jak się w kimś zakochujesz to nie widzisz świata poza tą osobą. Masz na nosie różowe okulary i nie widzisz wad tej osoby. Dopóki ich nie zdejmiesz, nie zauważysz, że twoja druga połówka po czasie pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Ale nie martw się. Wszystko będzie dobrze. – zapewnił chłopaka, planując już powoli w głowie co powinien zrobić. Był dorosłym człowiekiem i umiał radzić sobie w sprawach związkowych bez niczyjej pomocy. Poza tym nie chciał za bardzo obarczać tym Oscara, który zaraz pewnie zamartwiałby się, że to wszystko jego wina.
To była raczej jego zasługa, która pomogła mu otworzyć oczy.
Dalej oczyszczał rany na twarzy chłopaka, przechodząc również na usta. Nie czuł jednak zakłopotania, uważając to za zupełnie normalne, że wpatrywał się w usta swojego obecnego pacjenta.
Zauważył jednak zdenerwowanie na twarzy Oscara, nie komentując tego w żaden sposób. Nie chciał, by zrobiło się między nimi dziwnie.
- Nie ma za co. Wiesz, że zawsze Ci pomogę. – zapewnił, uśmiechając się przyjaźnie. Dokończył opatrywanie ran, nie nakładając na usta Oscara żadnego bandażu. – Zjemy coś? Umieram z głodu. – powiedział, chowając wszystko do apteczki, którą w końcu mógł zanieść z powrotem do łazienki.

Oscar Malone
ODPOWIEDZ

Wróć do „#35”