ODPOWIEDZ
34 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
164 cm
psychoterapeuta w CAMH
Awatar użytkownika
Rock on, ancient queen
Follow those who pale
In your shadow
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dzisiejsza pogoda za oknem nie sprzyjała spacerom czy chociażby wyjściu z domu. Było szaro, zimno i ponuro, ale Mara była świadoma, że czekali na nią pacjenci, którym starała się pomóc, kiedy jednocześnie nie była w stanie pomóc samej sobie. Zagubiona we własnym życiu, niespełnionych oczekiwaniach wobec mężczyzn, upadającej pewności siebie i ledwie iskrzącej chęci do pracy. To ostatnie ją trzymało chociaż było raz lepiej raz gorzej. Szczególnie kiedy z rana auto nie chciało jej odpalić, więc zmuszona była wziąć taksówkę, aby zdążyć na umówioną wizytę z pierwszym pacjentem.
Dzień się dłużył nieubłaganie spędzony całkowicie na terapiach indywidualnych. Miała wrażenie, że dawniej łatwiej jej było odcinać grubą kreską życie prywatne od zawodowego, lecz w ostatnim czasie ta granica wyraźnie się zatarła. Nie chodziło już o kwestię chodzenia do łóżka z niektórymi, ale zwykłe wysysanie energii. Pomału traciła ten zapał, by pomagać innym, a czuła się bardziej przytłoczona i tłamszona ich problemami. Czuła, że musi coś z tym zrobić. Musiała coś zmienić, ale pytaniem pozostawało co?
Pewnie wychodząc z pracy powinna była wziąć ponownie taksówkę tak jak dzisiaj rano. Uznała jednak, że ewentualnie ominie korki wybierając metro oraz będzie mogła wykorzystać ten czas na przeczytanie książki. Wsiadła do wagonu jedynie pobieżnie zwracając uwagę, że było prawie puste. Szybkie spojrzenie na zegarek - dochodziła dwudziesta, więc raczej i tak już na drogach pewnie nie było takiego ruchu. Zajęła miejsce i skupiła się na treści, pozwalając, aby fabuła ją wciągnęła na tyle, że wyrwało ją dopiero gwałtowanie zahamowanie pociągu w środku tunelu. Nagle główne światło zgasło, a włączyło się oświetlenie awaryjne, które dawało raczej półmrok.
- Ja pierdolę. Co tu się odpierdala?!- usłyszała głośny, wyraźnie wkurzony męski głos, któremu dodatkowo zaczęło towarzyszyć uderzanie w szybę drzwi do wagonu. Spojrzała w tamtym kierunku, ale zaraz poderwała głowę w stronę płaczu dziecka. Okazało się, że wśród pasażerów jest także matka z małym synkiem, który na oko mógł mieć nie więcej niż dwa lata. Jego przerażony płacz ścisnął momentalnie Marę za serce. Dlatego zwróciła się wyraźnie poirytowana w kierunku zdenerwowanego mężczyzny. - Najwyraźniej kolejna awaria prądu. Proszę się uspokoić, na pewno zaraz ruszymy- powiedziała spokojnie, acz stanowczo zamykając książkę i chowając ją do torebki. - Jestem spokojny!- krzyknął ponownie jeszcze bardziej wzburzony niż dotychczas, co wywołało jeszcze większe przerażenie wśród dziecka, a wobec tego Lakefield nie mogła przejść obojętnie. Wstała więc i niewiele myśląc podeszła do awanturnika stając obok niego i próbując przywołać w sobie bardziej terapeutyczne usposobienie. Chciała uspokoić sytuację, a nie ją eskalować, bo nie wiadomo było na jak długo tu wszyscy utknęli. - Stresuje pan dziecko, więc jeszcze raz grzecznie proszę o spokój. Możemy wspólnie oddychać i liczyć do dziesięciu- uniosła obie otwarte dłonie do góry nie chcąc go dotykać, lecz mając nadzieję, że mała gestykulacja pomoże mu skupić się na liczeniu i oddechu. Jednak się przeliczyła. - Odpierdol się ode mnie wariatko!- krzyk był donośniejszy, lecz nie to było w tym najgorsze. Mara już widziała unoszącą się pięść, więc instynktownie nie chcąc powtórki z rozrywki, zamknęła oczy i schyliła głowę. Tym sposobem pięść mężczyzny uderzyła o szybę , która roztrzaskała się w drobny mak.


Lysander Westhall
smerffi
Brak zaangażowania
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”