Chwila ciszy zastygła w powietrzu, przecinając przestrzeń. Poza dwoma natężonymi nieznacznie oddechami, zarosłymi w narośl ostrożności, nie słychać było żadnych innych dźwięków. Wiatr ustał, kołysząc się ledwie w kątach ulicy, gdzieś w oddali i gdzieś w wyciszeniu, gdy młodzieniec przyglądał mu się z pobocza. Nim padła odpowiedź nieznajomego na zadane mu pytanie, Miles zdążył jeszcze bezwiednie przesunąć dłonią wzdłuż połów grubej, jesiennej kurtki. Nie spodziewał się odmowy z jego strony, sądząc po tym, że Toronto w trakcie blackoutu pogrążone było w ciemnościach i w ogarniającej miasto pustce. Mało kto kręcił się po okolicy w ostatnich dniach, a już zdecydowanie niewiele kierowców zdecydowałoby się stanąć przed samotnym autostopowiczem. To zresztą był jeden z bodźców, które przekonały Howarda do zatrzymania się przed chłopakiem. Wrodzona mu empatia odzywała się zawsze nieproszona, i zawsze wbrew jego własnym celom, jako że odwiezienie chłopca poza miasto zapewne wiązało się z odejściem z głównej trasy. Dlatego niemal z ulgą i uśmiechem przyjął informację o tym, że w zasadzie młodzieńcowi bez znaczenia było gdzie dokładnie się dostanie, poza tym, że pragnął wydostać się z miasta. W tym mógł mu pomóc nie naginając nawet własnych planów.
—
Mam uruchomioną blokadę kredytowania w banku. Moje dane na nic się nikomu nie zdadzą — wyjaśnił spokojnie, kiedy ciało pasażera znalazło się już na fotelu obok niego. Choć wątpliwości nieznajomego były słuszne, w końcu ktoś mógł potencjalnie chcieć wykorzystać jego dane, Miles był zabezpieczony na tę okazję. Pozostawał w życiu pragmatykiem, a skoro wszystkie swoje kredyty spłacił lata temu i nie planował kolejnych, nie musiał mieć tej opcji udostępnionej we własnej bankowości.
—
Z tymi widokami to trochę wątpliwa sprawa… — nawiązał do jego słów, obserwując, jak przed maską samochodu już od jakiegoś czasu zbierała się wilgoć, a powietrze było wyraźnie chłodniejsze, spokojne. Rosa z powietrza osiadała tym samym na karoserii, zwiastując tym nadejście mgły. —
Raczej niewiele będziemy widzieć na trasie.
Do słów o mordercy w ogóle się nie odniósł, nie chcąc sugerować chłopcu wprost, że wyglądał niegroźnie i gdyby nim był, to zdecydowanie miałby utrudnione zadanie w ogłuszaniu kogoś jego postury. Co prawda Miles nie był zagorzałym sportowcem, ale regularnie ćwiczył. Przy tym, praca na oddziale ratunkowym nauczyła go refleksu i podzielności uwagi, więc bez problemu mógł jednocześnie pilnować drogi i kontrolować ruchy chłopca.
—
Jak masz na imię? — spytał, nie tylko z ciekawości, ale również z chęci podtrzymania rozmowy, która mogła im nieco uprzyjemnić trasę i zabić czas, zwykle dłużący się w ciszy.
Tymczasem po uruchomieniu silnika i ruszeniu z podjazdu, założenia Milesa powoli się spełniały. Już po paru minutach jazdy powietrze było poza miastem niemal nieruchome, a gdy tylko zjechali z asfaltu, ciepły grunt wydał z siebie ostateczny, ciężki oddech, osadzony mleczną osłoną na pobliskich drzewach i karoserii auta. Sceneria – ciemna, chłodna i podejrzanie wręcz bezwietrzna – przybrała melancholijny, horrorowy nastrój, który dopełnił się ostatecznie, gdy wjeżdżając w jedną z pobocznych szutrówek, drogę zagrodził im potężny pień drzewa, obalonego przez całą szerokość leśnej drogi.
—
Tędy nie przejedziemy, trzeba zawrócić — wyraził myśl, która zapewne błąkała się w głowach ich obu. Nie było innej możliwości. Silnik samochodu zaryczał żałośnie na wstecznym, jakby ostrzegał ich przed czymś, z czego oni jeszcze nie zdawali sobie sprawy. I wtedy wszystko lawinowo się sypnęło. Najpierw nawigacja w samochodzie padła, zawieszając się w losowym punkcie na ekranie, potem, gdy Miles próbował uruchomić aplikację w telefonie, okazało się że nie ma w nim zasięgu, a na końcu, gdy pogodził się z zawodnością technologii, zawiódł również czynnik ludzki: zamiast wydostać się z lasu, utknęli w dokładnie tym samym miejscu pod obalonym drzewem, dojeżdżając do niego tym razem wolniej, z mniejszym przekonaniem. Zatrzymał się metr lub dwa przed pniem, rozglądając się przez okna w poszukiwaniu jakichkolwiek wskazówek, gdzie mogliby jechać dalej, by z powrotem nie zabłądzić w to samo miejsce.
Mgła jednak zgęstniała niespodziewanie szybko, otulając szczelnie przestrzeń – na tyle mocno, że Miles w którymś momencie nie był w stanie dostrzec nawet pnia przed maską, który przecież na pewno tutaj był.
Westchnął ciężko, odpinając pas kierowcy.
—
W takich warunkach ciężko będzie ruszyć się gdzieś dalej, tym bardziej bez nawigacji. Ale z tego co pamiętam gdzieś w okolicy powinna być wioska. Idziemy na pieszo? Może tam mają chociaż jakąś mapę papierową z okolicznych dróg.
W zasadzie nie czekając na odpowiedź pasażera, wyszedł na zewnątrz, obchodząc samochód, by otworzyć również chwilę później drzwi pasażerskie.
—
To z dwa kilometry stąd — rzucił zachęcająco. Co prawda mrok, spowijający przestrzeń nie zachęcał do nocnych spacerów, ale nie mieli innego wyjścia. Miles wyciągnął więc w międzyczasie latarkę ze schowka pasażerskiego, czekając aż młodzieniec podąży za jego wskazówkami.
(…) Nie liczył minut od wyjścia z samochodu. Dzięki temu frustracja nie obiegła jego ciała, a postawa Milesa, mimo zaistniałej sytuacji, epatowała spokojem. Jedynie ramiona, naprężone i sztywne od chłodu, stanowiły sygnał tego, że i on nieco się stresował. Nie tym, że nie dojdą do wioski, bo ta na pewno gdzieś tutaj musiała być, tylko tym, kiedy to nastąpi. Cisza, wypełniona wciąż ciążącą im ostrożnością, zaczynała go przytłaczać i męczyć. Westchnął więc ciężko, kątem oka zerkając na swojego towarzysza i omal nie wpadając przy tym na coś po drodze. W ostatniej chwili cofnął bark, ocierając się ramieniem o otwarte na oścież drzwi do samochodu... obecność maszynerii pośrodku lasu nie napawała optymizmem, sugerując, że raczej dawno nikt tędy nie szedł, skoro porzucone przez kogoś auto nie zostało stąd zabrane... i to najwyraźniej przez wiele lat. Znaleziony samochód był bowiem stary, porośnięty mchem, wyglądający na rocznik 80. Drzwi mógł co prawda ktoś otworzyć w poszukiwaniu schronienia, jak oni, ale w środku nikogo nie było. I to w tym wszystkim było najbardziej podejrzane.
—
Masz pomysł, co robimy dalej? — zagadał młodzieńca, odwracając się w jego kierunku. Głos pozostał statyczny, ciało Milesa poruszyło się jednak nieco nerwowo, gdy rozcierał dłonie, pozbywając się mrowiącego go uczucia zimna przy palcach.
wynik: 11, link do rzutu
Natrafiacie na wóz z lat 80., porośnięty mchem. Drzwi są otwarte na oścież, a w środku nikogo nie ma.
Oscar Malone