ODPOWIEDZ
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Położenie się obok Ruelle było dużo lepszym pomysłem niż spędzenie całej nocy na tym nieszczęsnym krześle. To nadal nie była idealna sytuacja. Wciąż była obolała i będzie taka jeszcze przez co najmniej kilka godzin, póki eliksiry nie zrobią swojego w jej organizmie. Wedle tego, co mówiła McLaughlin, potem będzie lepiej. Oczywiście wszystkie niedogodności nie znikną jak ręką odjął, ale będzie jej po prostu lżej. Obecny stan musiała po prostu przeczekać. Na pewno byłoby łatwiej po prostu go przespać, ale nie była w stanie tak sobie z tym poradzić. Przyjęła więc miękkość materaca pod dupskiem z pewną ulgą. A może po prostu zrobiło jej się lepiej ze względu na bliskość Krukonki, która leżała obok? Chociaż obok to chyba zbyt słabe określenie. Tym razem dziewczyna w ogóle się nie krępowała. Przylgnęła bardzo blisko, łaskocząc oddechem skórę Ślizgonki. Serce River natychmiast przyspieszyło, a cały świat nieco zwolnił. Jakim cudem ona miała teraz zachować zimną krew? Miała tylko nadzieję, że to ciepło, które poczuła, nie ujawniło się w żaden sposób na jej policzkach.
— Jest okej — zapewniła od razu. W ogóle nie skupiała się w tym momencie ani na bólu, ani na niewygodzie. Odsunęła rękę z miejsca, które wcześniej dotknęła, gdy tylko usłyszała to syknięcie. Nie chciała jednak zabierać ręki z jej ciała, bo było jej z tym po prostu... przyjemnie. Przesunęła dłoń nieco niżej i objęła ją ostrożnie, rozluźniając się dopiero, gdy Prescott nie zareagowała na to kolejnym syknięciem.
— Pasują do siebie? No nie żartuj. Przecież to trzeba ukrócić jak najszybciej. One będą razem nie do zniesienia — westchnęła ciężko, wyraźnie tym wszystkim załamana. Oczywiście tylko sobie żartowała. Cieszyła się, że Raven odnalazła wreszcie w Ruelle jakieś plusy. Jak na razie plusem tym była jej przyjaciółka, ale to musiało na początek wystarczyć. Violka na pewno – choćby niecelowo – przekona ją, że Prescott nie jest aż taka zła. Poza tym dziewczyny naprawdę sprawiały wrażenie takich, które dobrze się dogadują. Czemu miałaby nie kibicować Vanberg w odnajdywaniu nowych przyjaźni? Nie czuła się w żaden sposób zagrożona, przecież i tak zawsze będzie jej numerem jeden.
Nie miała pojęcia, co dziewczyna próbowała jej przekazać. Po swoim imieniu mogła spodziewać się właściwie każdego komunikatu. Przez myśli zdążyło jej przemknąć miliard zdań, począwszy od wyznań miłości, po jakieś pretensje. Jak się okazało – w ogóle nie miała racji.
— Ty mnie totalnie nie słuchasz, co? Przecież mówiłam ci ostatnio, że podziękujesz mi za miesiąc, bo jeszcze nie ma za co. Minął tydzień. Wstrzymaj się jeszcze tak na wszelki wypadek. Może ta cała korona do pic na wodę? — zażartowała znowu. Nie zdążyła ugryźć się w język. Wcale nie była pewna, czy powinna pajacować akurat w tym temacie, który dla Prescott był na pewno bardzo stresujący. Przygryzła nerwowo dolną wargę, nie wiedząc, jak ma się z tego wykaraskać.
— Oczywiście mam nadzieję, że to zadziałało... wyglądało całkiem sensownie. Ale no wiesz. Umowa to umowa. Za trzy tygodnie zaprosisz mnie na piwo do Hogsmeade i będziemy kwita, w porządku? — dodała już spokojniejszym i łagodniejszym tonem. Nie musiała przecież bez przerwy śmieszkować. Naprawdę nie oczekiwała od niej żadnych podziękowań, ale jeżeli faktycznie Krukonka czuła się do nich zobligowana, to takie wyjście jej odpowiadało.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie było powodów do tego, aby River spędzała całą noc na tym piekielnie niewygodnym krześle. Jeśli nie chciała wrócić do własnego dormitorium, to powinna przynajmniej skorzystać z oferty noclegu na jednym łóżku. Może i było przy tym ciasno, ale Ruelle zaryzykowałaby stwierdzeniem, że całkiem przyjemnie. Naprawdę nie rozumiała teraz, jakim cudem mogła się od dziewczyny odsuwać, gdy spały razem w ślizgońskim dormitorium. Mogła się przy niej uspokoić i w końcu rozluźnić. Pachniała przyjemnie. Ziołami, wilgocią lochów oraz zapewne jakimiś specyfikami, którymi nacierano jej skórę w miejscach poparzeń czy innych urazów. Prescott naprawdę podobała się ta woń i ciepło, które płynęło od ciała dziewczyny.
— To dobrze — mruknęła cicho, niemal muskając wargami rozpalony fragment skóry na szyi Cross.
Z tej odległości nawet nie miała pojęcia, czy słyszane przez nią mocne bicie serca należało do jej własnego czy może do tego, które znajdowało się w klatce piersiowej River. Musiała jednak przyznać, że miało ono bardzo przyjemny rytm. Taki, który ukołysałby ją do snu, gdyby nie nieprzyjemne pulsowanie w rejonie pleców. Przynajmniej ramię Ślizgonki już nie drażniło ich w nieprzyjemny i bolesny sposób.
— No nie wiem. Może zamiast tego zajmą się swoimi sprawami i zostawią cię w spokoju? — zapytała, ale nie była naprawdę pewna tego, w jaki sposób wyglądałaby ta znajomość między Strauss a Vanberg.
Nigdy wcześniej nie rozpatrywała tego, co by było, gdyby te dwie zaczęły ze sobą spędzać więcej czasu i nawiązały przyjaźń lub cokolwiek innego. Nie sądziła jednak, aby skończyło się to jakąś ogromną tragedią i trzeba było to ukrócić póki nie pojawiły się jeszcze postronne ofiary w ich postaci. Jakby nie patrzeć to obie mogłyby się na nie wyjątkowo brutalnie uwziąć.
Nie chciała skupiać się teraz na tym drugim duecie. Dobrze dla nich, że zaczęły się dogadywać. Tylko, że w tym momencie Ruelle miała własną Ślizgonkę, na której chciała poświęcić swoją uwagę, na ile tylko była w stanie to zrobić. Przez moment nerwowość zawiązała jej żołądek w supeł i prawie zagroziła zwróceniem gdzieś na podłogę sali skrzydła szpitalnego tych wszystkich wypitych eliksirów, ale szybko uświadomiła sobie, że ton River był raczej żartobliwy. Przynajmniej tyle.
— Ainsworth powiedziała, że wszystko ze mną w porządku… Podobno nie ma już klątwy — powiedziała w końcu, unosząc głowę z ramienia dziewczyny, aby spojrzeć jej prosto w oczy. — Dlatego chciałam już podziękować.
Czuła, że jest jej słabo. Może naprawdę było z nią tak źle. A może był to wpływ bliskości dziewczyny, która działała na nią bardziej niż Krukonka przypuszczała. Nie znajdowała się z nią tak blisko od… incydentu w sali eliksirów. Lub od tego dnia, gdy wypiła amortencję. Czuła się w zasadzie nieco podobnie jak wtedy, ale pani McLaughlin zapewne nie podałaby jej tego specyfiku nawet przypadkiem.
Przez moment zastanawiała się, dlaczego tak się czuje. Nie mogła pojąć dlaczego tak bardzo kusiło ją, aby zamknąć oczy i pochylić głowę o te kilka centymetrów, aby zatopić się w wargach dziewczyny.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaraz się porzyga. Na bank. Albo zemdleje. Albo po prostu zrobi z siebie kretynkę. Im mocniej starała się o tym nie myśleć i traktować tę sytuację całkiem zwyczajnie, tym gorzej jej to wychodziło. Bardzo chciała zobaczyć w Prescott każdego innego ucznia czy uczennicę tej szkoły, bo przecież wtedy w ogóle nie musiałaby się stresować. Ale nie była w stanie. Ta cała bliskość wydawała się dziwacznie pasująca do ich dwójki, a jednocześnie Cross coś podpowiadało, że nie powinna się w niej przesadnie zadamawiać, bo tego pożałuje. Może jednak było lepiej, kiedy Krukonka trzymała się na dystans? Azjatka nie miała pojęcia, jak interpretować to, co działo się teraz z tym, co Prescott powiedziała jej w lesie. Skoro była taką antyfanką przytulania, to co w takim razie teraz robiły? To było zdecydowanie zbyt dużo myśli jak na jej niewyspaną i obolałą głowę.
— Obawiam się, że we dwie będą w stanie siać zamęt doskonały, a od tego przecież jestem ja. Nie potrzebuję takiej konkurencji. — Cmoknęła niezadowolona. To wyszukiwanie potencjalnych wad w relacji Strauss i Vanberg zaczynało jej wychodzić coraz lepiej. Zawsze jej się wydawało, że Raven strasznie wymyśla, nagabując na Ruelle, ale to okazało się zadziwiająco łatwe.
Uśmiechnęła się, gdy tylko usłyszała, że Ainsworth miała takie same wnioski jak uczennice. One widziały i przeżyły w tej kwestii dużo więcej, ale żadna z nich nie była specjalistką w kwestii klątw. Cassiopea była jednak specjalistką w kwestii takiego czarnomagiczego szajsu. Od początku wszyscy ufali jej osądom, więc niby czemu teraz miałoby być inaczej? Totalnie trzeba było jej zaufać. Typiara wprawdzie nie znalazła tej korony, ani nawet nie wspomniała o niej słowem, a zrobiła to banda nastolatek, ale co tam. Ainsworth na pewno wie, co mówi. Ruelle będzie żyć, a River spadł z serca wielki ciężar.
Problem w tym, że sytuacja łagodnego ukojenia szybko przeszła w kolejny stres. Skinęła głową na znak, że przyjmuje podziękowania. Nie ma się co przecież z tym kłócić. Skoro czuła taką potrzebę już teraz, to w porządku. Krukonka jednak nie porzuciła tematu. Nie położyła się z powrotem na piersi River i nie próbowała zasnąć. Nie spuszczała oka z rysowniczki, a Cross miała wrażenie, że jej spojrzenie przeszywa ją na wylot, w ogóle nie przejmując się tym, jak słabe towarzyszyło mu tu światło. River nie potrafiła się od niej oderwać. Najprościej byłoby, gdyby odwróciła teraz wzrok i rozbiła to ciążące na ich barkach napięcie, ale nie była w stanie. W ogóle nie mogła się ruszyć. Leżała jak spetryfikowana, licząc, że znajdzie w oczach Prescott odpowiedź na pytanie, co ona teraz wyprawia. Czy to skutek działania jakiegoś eliksiru? A może to Cross była nimi kompletnie naćpana i błędnie odczytywała intencje Krukonki? Wzrok Ślizgonki osunął się niżej i zatrzymał na wargach dziewczyny. Doskonale pamiętała ich smak i miękkość, ale cholernie chciała skosztować ich raz jeszcze. Ale tym razem przecież żadna nie była pod wpływem eliksiru miłosnego. Nie przymilały się do siebie z powodu czarów. River nie miała żadnego usprawiedliwienia, jeżeli faktycznie źle odczytuje intencje przeklętej. Była boleśnie świadoma tego, jak bardzo mogła teraz przestrzelić i z jak gargantuiczną kompromitacją by się to wiązało. Żołądek ze stresu związał jej się na supeł. Była absolutnie wściekła, że pozwalała paraliżować się strachowi. Przecież w każdej innej sytuacji zawsze była pierwsza do przezwyciężania go.
Zamknęła oczy i przysunęła się do Ruelle. Gest nie był zbyt zgrabny, chyba nieco zbyt szybki. Powinna zmartwić się tym, jak niezręczna była, ale nie miała do tego głowy. Dotyk jej warg na własnych koił dużo skuteczniej niż eliksir wiggenowy. Wszystkie systemy obronne w ciele Cross zawyły przeraźliwie. Co gorsza, wtórowały im te, które zazwyczaj pchały ją do robienia największych głupot. Złożyła nieśmiały pocałunek na jej dolnej wardze i od razu zrobiła się spragniona czterystu kolejnych. Brakowało jej odwagi, by pocałować ją raz jeszcze, ale była zbyt uparta, by odsunąć się choćby o centymetr. Zatrzymała się tuż przy jej ustach, niemalże muskając je z każdym oddechem. Słyszała dudnienie własnego serca, które miało już serdecznie dość trwania w tym zawieszeniu.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy nie była fanką znacznej bliskości. Od większości osób trzymała się na dystans. Przynajmniej ten fizyczny. Teraz jednak była zmęczona, kompletnie wykończona klątwą oraz wszystkimi innymi rzeczami, które jej się przydarzyły, a doskonale pamiętała, jak w takich momentach przyjemna była dla niej bliskość River. Naprawdę czuła się z nią dobrze w klasie eliksirów, a teraz popadała w coś podobnego. Zwyczajnie odkrywała, że mogła poczuć się zwyczajnie dobrze w towarzystwie Ślizgonki i pozwolić jej na to, aby otuliła ją swoim ramieniem, zapachem oraz zwyczajną obecnością.
— Mhmm…Czyli jesteś zazdrosna — mruknęła cicho, czując delikatne rozbawienie, które wzbierało w niej na myśl, że Cross mogłaby odczuwać zagrożenie, gdy chodziło o jej pozycję hogwarckiego rozrabiaki.
Niech naprawdę Viol i Raven tworzą ten swój duet. Trudno było przewidzieć, co z tego wyjdzie, ale coś jej podpowiadało, że na pewno w szkole byłoby ciekawie, a te dwie stałyby się szybko przedmiotem plotek ze względu na to, że życie prywatne szkolnych gwiazd Quidditcha zawsze było szeroko komentowane. Ciekawe czy Vanberg była gotowa na taką ilość uwagi.
Opinia profesjonalistki mogła przynieść im znaczną ulgę. Zapewnienie, że Ainsworth nie natrafiła na ślady klątwy pokrzepiła znacznie Krukonkę w tych trudnych chwilach. Przynajmniej tego jednego się pozbyły. Ryzykowały naprawdę wiele, ale w ostatecznym rozrachunku im się to opłaciło. Wiedziała, że przekleństwo, które jej dotknęło było czymś wyjątkowo rzadkim i sprawiało ogromny problem łamaczce klątw, ale najważniejsze, że było już po wszystkim. Leżała w skrzydle szpitalnym, nafaszerowana eliksirami, a przy sobie miała pewną wyjątkowo czarującą Ślizgonkę.
Tak naprawdę nie miała pojęcia, co robi. Pojawiło się między nimi jakieś dziwne napięcie. Trudno jej było określić, czym ono naprawdę było, ale zwyczajnie Ruelle ciągnęło do tej dziewczyny. Coś kazało jej być jeszcze bliżej. Wiedziała, że to coś nie mogło być tylko jednostronne. Wyczuwała instynktownie, że River pragnie tego samego. Nieświadomie musnęła czubkiem nosa ten należący do Cross, czując jej drżący oddech na swoich wargach. To było coś zupełnie innego niż w czasie tamtej imprezy z amortencją.
Serce zabiło jej jeszcze żywiej, gdy uświadomiła sobie, że wzrok Cross zsunął się na jej wargi. Ułamki sekund zamieniały się w godziny, a ona była niczym zamieniona w kamień i niezdolna do tego, aby się ruszyć. Uwolnić mógł ją tylko pocałunek. Jak dobrze, że River była gotowa jej go dać. Nie miała jednak świadomości, jak wiele nerwów kosztowało to Ślizgonkę.
Wiedziała jednak, że jej usta były wyjątkowo miękkie. Zwłaszcza, gdy tak nieśmiało przylegały do jej dolnej wargi w delikatnym dotyku. Oddech na chwilę zamarł jej w gardle, a w głowie zaszumiało, gdy zdała sobie sprawę z tego, co się właśnie zadziało. Nie całowała jej po raz pierwszy. Był to ich drugi pocałunek, ale temu towarzyszyła poczucie pełnej wagi tego czynu.
Spodobało jej się. Kontakt był krótki i lekki, ale wystarczył do tego, aby rozkoszne dreszcze przebiegły po jej kręgosłupie. Zapragnęła to powtórzyć i tym razem to ona przylgnęła do ust dziewczyny. Delikatnie, ale nieco pewniej. Chciała ją poczuć wyraźniej i nacieszyć się smakiem jej ust. Chyba naprawdę czekała na to wszystko zbyt długo.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
My girl look like Wednesday Addams
Eyes go black when she orgasms
Hide your back, she likes to stab them
My butt cheeks, she likes to grab
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prychnęła tylko w odpowiedzi na kwestię zazdrości. To wcale nie tak! No dobrze, może odrobinkę. Musiała dbać przecież o swoją pozycję. Dążyła do tego, by zostać nazwana zakałą Slytherinu, a jednak wciąż nauczycielka transmutacji unikała takich określeń. A może jednak ono padło w trakcie tego piekielnie długiego kazania, którym dzisiaj suszyła głowę River? Cholera, gdyby słuchała uważniej, może doszłaby do jakichś wniosków, a tak? Mówi się trudno. Nie chciała po prostu, żeby Raven znalazła sobie lepsza partnerkę do zbrodni od niej. To nie tak, że Vanberg ślepo podążała za pomysłami przyjaciółki. Przeciwnie. Nie zwykła się w nie angażować, póki River tego od niej nie chciała, ale jak już została zaproszona, to dawała z siebie wszystko. A teraz miałaby robić to z jakąś tam Strauss? Może jednak była bardziej zazdrosna niż podejrzewała? Cholera, niedobrze.
Nie była i tak teraz w stanie skupić się na niczym innym poza Krukonką leżącą tuż obok... a właściwie prawie na niej. Jej obecność była absolutnie obezwładniająca. Przejmowała każdą molekułę w świecie Cross, wprowadzając w nim od nowa zamęt. Nie wystarczyło jej to, co zrobiła na tamtej imprezie? Mało jej było bałaganu w myślach Ślizgonki, który zostawiła po wspólnej nocy w pokoju wspólnym? Najwyraźniej. Chciała absolutnej destrukcji, a durna River miała zamiar jej na to wszystko pozwolić. Gdzie w takich momentach była rozsądna Raven, która uderzyłaby ją po łapach? Ano tak, pewnie chichotała teraz jak kretynka z żartów Strauss. Słabo.
Dobrze, że chociaż nie została odrzucona. Gdyby Prescott w tym momencie się od niej odsunęła, Ślizgonka prawdopodobnie umarłaby ze wstydu. Nic złego się jednak nie wydarzyło. Zdecydowanie czuła, że żyje przez to, jak szybko biło jej serce i w jak szaleńczy sposób jej ciało zareagowało na miękkość ust Krukonki. W środku rysowniczki działo się obecnie... wszystko. Bitwa o Hogwart przy tym to wyjątkowo nudny i leniwy wieczór.
Zacisnęła palce wolnej dłoni na pościeli, gdy tylko poczuła, że Latynoska przysuwa się bliżej, inicjując kolejny pocałunek. Teraz już kompletnie nie była w stanie pojąć, co to oznacza. Czemu to robiła? Czego tak naprawdę chciała? Nie, nie. Cross nie mogła o tym teraz myśleć, bo się wykończy. Nie chciała psuć sobie tego momentu. Rozluźniła uścisk na prześcieradle i uniosła ostrożnie rękę. Ułożyła dłoń na jej policzku, obejmując go czule. Delikatne pocałunki odejmowały jej zdrowy rozsądek. Bezwiednie rozchyliła wargi. Zacisnęła palce przytulające się do pleców Krukonki mocniej, gdy tylko musnęła językiem jej język. Pocałunek, choć wciąż szczeniaki i nieuziemiony, wywołał kolosalny wybuch euforii w jej klatce piersiowej.
Zaczerpnęła oddech, gdy oderwała się od jej ust. Teraz już kompletnie nie miała pojęcia, co ma zrobić. Odsunięcie się nie wchodziło w grę, ale wydawało jej się, że trwając tak blisko, robi z siebie kretynkę. Teraz i tak była święcie przekonana, że nią jest, więc w sumie co za różnica? Nieśmiało pogłaskała kciukiem ciepłą skórę na policzku Krukonki. Czuła, jak z nerwów zasycha jej w gardle i nie jest w stanie zwerbalizować żadnej sensownej myśli.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
quoth the raven
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
She's a femme fatale
Hypnotizes with her spell
Armed with seduction and affinity
She's a femme fatale
Like an angel sent from hell
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mówiło się powszechnie, że ktoś jest zielony z zazdrości, a skoro był to kolor Ślizgonów, to jak najbardziej pasował on do River. Nawet nie miała pojęcia jak bardzo, ale to pewnie odkryje z czasem, gdy będzie mogła podziwiać w dalszym ciągu kwitnącą przyjaźń pomiędzy swoją najdroższą przyjaciółką, a postrzeloną Krukonką, która mogła potencjalnie wciągać ją w jeszcze bardziej fascynujące zbrodnie oraz wyprawy grożące utratą zdrowia i życia, bo godności to już obie dawno nie miały.
Tylko, że te dwie nie były teraz w żaden sposób istotne. Świat nagle zamknął się tylko do ich dwójki i nie istniał poza ramami tego wąskiego łóżka, które w jakimś innym świecie mogło stać w skrzydle szpitalnym, ale teraz jego granice nie były w żaden sposób dostrzegalne. Wszystko dlatego, że przyciągały się do siebie zbyt mocno, a spojrzenia spod uchylonych powiek skupiały się wyłącznie na dziewczynie przed sobą.
Wydawało się, że w końcu po tych wszystkich perypetiach oraz nabytych traumach, Prescott w końcu dojrzała Ślizgonkę oraz to, co ta zdawała się względem niej czuć. Potrzebowała jedynie bliskiego spotkania ze śmiercią, aby uświadomić sobie jak bardzo ceniła sobie River. Naprawdę była przypadkiem beznadziejnym.
Nie zamierzała się odsuwać. Wciąż znajdowała się blisko niej, wciąż jej wargi poruszały się lekko przy ustach River, która wciąż ją obejmowała. Tym razem odrobinę mocniej, zagarniając ją do siebie, gdy dłoń Cross znalazła się na ciepłym policzku Ruelle.
Wciąż się od siebie nie odsuwały. Reagowały na swój dotyk instynktownie. Krukonka niemal wydała z siebie cichy pomruk, gdy nieśmiało ich języki otarły się o siebie między rozchylonymi wargami. Wciąż brakowało jej wyczucia i doświadczenia. Po raz drugi w życiu całowała kogokolwiek, a po raz pierwszy robiła to całkowicie celowo i z w miarę czystą głową. Choć kręciło jej się w niej teraz od natłoku emocji oraz niedoboru tlenu.
Ledwie zaczerpnęła oddech, gdy się od siebie oderwały. Oparła się czołem o czoło Ślizgonki i jeszcze przez chwilę napawała się w ciszy jej bliskością. Znajdowała się na tyle blisko na ile tylko mogła. Czuła na policzku delikatny dotyk przesuwającego się kciuka. W życiu nie było jej tak dobrze.
— Lubię cię… — wyznała cicho, jakby się bała, że wypowiedzenie tych słów głośniej może całkowicie zniszczyć ten łagodny moment pomiędzy nimi.
Musiała jednak wyrzucić z siebie to krótkie zdanie. Chyba chowała je w sobie zbyt długo. Nawet jeśli sama nie do końca zdawała sobie z tego sprawę.
Tyle jej wystarczyło do szczęścia: wąskie szpitalne łóżko, ciepło ciała znajomej Ślizgonki przy boku oraz jedno ciche wyznanie, które zmieniało wszystko...

River Cross
koniec
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”