ODPOWIEDZ
0 y/o
Welkom in Canada
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Isobel Spencer szalenie się na swoim synu zawiodła. Po wizycie u Rothmansów nie pozostało jej już nic innego, jak skonfrontować tę beznadziejną sytuację z Lucienem i przynajmniej spróbować zrozumieć powody, dla których postanowił się tak upodlić.
Nigdy nie mogła powiedzieć o nim niczego złego. Zawsze odznaczał się o wiele większą dojrzałością niż niejeden jego rówieśnik i nosiła się z ogromną dumą, że szanował zdanie jej oraz Nicholasa. Myślał o przyszłości, która teraz formowała się w jak najlepszych barwach. I to czarno turkusowych barwach Mercedesa.
Dlatego nie rozumiała, czemu ryzykował to, co było mu pisane i o czym marzył odkąd zaczął chodzić. Jego zachowanie wykraczało poza wszelkie normy, których zwykle tak pieczołowicie się trzymał. W tym wszystkim pocieszał ją jedynie fakt, że Rothmansowie po raz kolejny okazali się prawdziwymi przyjaciółmi i ostrzegli ją o materiałach, zanim zostały one upublicznione.
W przedostaniu się na prywatne osiedle w centrum miasta nie przeszkodziły jej nawet problemy wciąż zauważalne na ulicach. Prywatny kierowca może nie posiadał tyle umiejętności, co jej własny syn, ale został wyszkolony, by radzić sobie również w takich trudnych okolicznościach.
Po wyjściu z czarnego auta skierowała swoje stanowcze kroki do windy, uprzednio posyłając portierowi uprzejmy uśmiech. Stukot jej obcasów niósł się po słabo oświetlonym korytarzu, aż zatrzymała się przed drzwiami ze znajomym numerem 25.
Nie zamierzała czekać. Wyciągnęła swój klucz i przekręciła zamek, po czym pociągnęła za klamkę i weszła do środka. Z miejsca zauważyła przyciemnione światła rozpalone w głównej części mieszkania, do której od razu, nie zdejmując z siebie długiego beżowego płaszcza, przeszła, wciąż postukując swoimi szpilkami.
— Lucien? — zawołała jeszcze, zanim wyszła zza rogu do salonu.
Jej wzrok momentalnie padł na stojącą w kuchni postać kobiety ze szczotką w ręce. Przystanęła, nie kryjąc zaskoczenia i niezadowolenia, że jej syn nie był sam. Co gorsza, niemal od razu rozpoznała w brunetce osobę z przedstawionego jej niedawno nagrania, na co mimowolnie zacisnęła mocniej szczęki.
— Co pani tu robi? — ściągnęła brwi, lustrując ją spojrzeniem od stóp do głów.
W jej głowie aż zaszumiało. Czyżby mój syn zabawiał się ze sprzątaczką? Jeszcze tego mi brakowało.

Zoya Weasley
Prowadzący: Lucien Spencer
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
168 cm
mała jędza jestem utrzymanką
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

U b r a n k o

Tego dnia nic nie zapowiadało katastrofy. Trwał właśnie trzeci tydzień Blackoutu. Lucien miał lada dzień wylecieć do Niemiec, a poza tym spędzali czas tak jak zwykle, czyli rozmawiając i na różne sposoby umilając sobie ostatnie chwile przed jego podróżą.
Zoya właśnie zamiatała podłogę, kiedy usłyszała szczęk zamka. Była przecież pewna, że to Lucien wrócił z zakupów, na które wcześniej zapowiedział się wybrać, więc nawet nie przerwała zamiatania. Jednak niespodziewanie znieruchomiała mocno zaniepokojona, gdy po ścianach apartamentu rozniósł się obcy, kobiecy głos.
Od razu wyszła zza kuchennej wyspy, ale zatrzymała się, gdy z korytarzyka wyłoniła się nieznajoma. Była to całkiem ładna, jak na swój wiek, i bardzo zadbana kobieta, ale w oczach Zoi jeszcze na kilka chwil pozostawała zupełnie o b c a. Instynktownie więc ściągnęła brwi i mocno zacisnęła dłonie na trzonku miotły.
I już miała zapytać, kim była, czego tu szukała i jakim cudem, do cholery, dostała się do mieszkania. Kobieta jednak ją ubiegła, zadając dokładnie to samo pytanie, które dopiero kształtowało się w głowie Zoi. W pierwszym odruchu natychmiast rozchyliła usta, jakby nagle doznała olśnienia. Jeszcze raz przesunęła wzrokiem po sylwetce starszej kobiety; po jej tyczkowatych nogach wsuniętych w eleganckie kaczuszki, grubym płaszczu i twarzy wykrzywionej w jakiejś osobliwej pogardzie.
Matka Luciena. Isobel Spencer; uderzyło gromem w umysł Zoi.
Prędko oparła miotłę o lodówkę i nerwowo przesunęła dłońmi po biodrach. Momentalnie serce zabiło jej naprawdę niezdrowym rytmem, ale pomimo tego pośpiesznie podeszła do kobiety.
— Dzień dobry. Nazywam się Zoya. Tymczasowo mieszkam u pani syna — powiedziała, ale... natychmiast pożałować tych słów, bo warz Isobel jakby pobladła. Zoyę tymczasem zaatakował skurcz żołądka. Na-to-zra-bia-ła. Przygryzła wewnętrzną stronę policzka, uświadamiając sobie jednoczześnie, że właśnie nieświadomie jeszcze bardziej skomplikowała tę patową sytuację. Albo patowe zapoznanie. Była jednak tak zaskoczona niespodziewaną wizytą, że trudno było jej zebrać myśli. — Lucien niedługo wróci. Zrobić pani coś do picia? — zaproponowała pospiesznie. Wówczas odwróciła się bokiem i wskazała ekspres do kawy.
Zoya miała nadzieję, że perspektywa wypicia kawy, odrobinę zmyje to pierwsze, fatalne złe wrażenie. Niestety, dopiero wtedy przypomniała sobie o zdjęciach z polaroidu, które zaledwie kilka godzin wcześniej rozwiesiła na szafce tuż obok urządzenia. Większość z nich zdecydowanie nie nadawała się do pokazywania gościom.
I w tym samym momencie poczuła, jak uderzył w nią gorąc. Przygryzła wargę, uprzednio zerkając w stronę fotografii, a potem z powrotem na Isobel.


Lucien Spencer
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
NEED FOR SPEED
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Use the sleeves of my sweater
Let's have an adventure
Head in the clouds but my gravity's centered
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

To, co dobre, nie mogło trwać wiecznie.
Mimo to Lucien karmił się wszystkim tym, co dawało mu mieszkanie z Zoyą. W międzyczasie przygotowywał się do nieuchronnie zbliżającego się wyjazdu, które miało stać się jego być, albo nie być. Przed ostatnim wyścigiem w tej serii potrzebował trochę n o r m a l n o ś c i oraz lekkości, które odnajdywał w towarzystwie ciemnowłosej.
Tego dnia nie spodziewał się gości. Wyszedł na zakupy z krótką listą ułożoną przez kobietę na dzisiejszą kolację i przy okazji odebrał z jednego ze sklepów coś, co zamówił już w zeszłym tygodniu. Z różowym kartonowym pudełkiem z ogromną kokardą i papierową torbą pod pachą w drugiej ostrożnie otworzył drzwi wejściowe i ściągnął z siebie pospiesznie buty.
Nagły niepokój zmącił jego dotychczas beztroskie myśli, gdy usłyszał dochodzące z kuchni głosy. Momentalnie przyspieszyło mu tętno, ale po zbliżeniu się do salonu, w którym zobaczył stojącą do niego tyłem znajomą sylwetkę niewysokiej starszej kobiety o platynowych włosach do ramion, aż zastygł w bezruchu.
Z otwartymi ustami przeniósł spojrzenie z mamy na Zoyę, stojącą przy kuchennym blacie w kusym, komfortowym ubraniu, szczotką tuż za nią i… rozwieszonymi na szafce obok zdjęciami z polaroidu.
Kurwa.
— Dzień dobry, mamo. Co się dzieje? — zapytał, w ciągu raptem dwóch sekund odzyskując rezon, i podszedł do blatu w kuchni, na który odłożył torbę i pudełko. Posłał Zoi przepraszające spojrzenie, po czym z lekkim uśmiechem odwrócił się do swojej rodzicielki.
Jego wyuczone opanowanie na coś w tej chwili miało się przydać.
— Mogłaś mnie uprzedzić, że przyjdziesz — stwierdził spokojnym tonem i podszedł do niej, żeby gestem zaproponować jej odebranie od niej płaszcza. — To jest Zoya. Jest moją przyjaciółką. Zatrzymała się u mnie na chwilę z powodu awarii — wyjaśnił zaraz, widząc, jak Isobel z nieodgadnionym wyrazem twarzy mierzy wzrokiem jego towarzyszkę.
A przynajmniej tak brzmiała oficjalna wersja zdarzeń.

Zoya Weasley
0 y/o
Welkom in Canada
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Spencer nie spodziewała się takiego przebiegu sprawy. Przede wszystkim, nie spodziewała się zastać w mieszkaniu Luciena nikogo więcej poza nim samym. Przecież jeszcze kilka dni temu spędził w Don Mills parę nocy i nawet słowem nie wspomniał o tym, czy coś nieoczekiwanego wydarzyło się w jego życiu. Uważała, że był tak pochłonięty swoją pracą, że nie w głowie były mu przyjaciółki. A już na pewno nie takie, które mieszkały razem z jej synem.
Przez kilka sekund intensywnie analizowała słowa dziewczyny oraz jej widoczną z daleka nerwowość, finalnie z trudem powstrzymując się przed parsknięciem.
— Ciekawe, dlaczego nic mi na ten temat nie wiadomo — stwierdziła bardziej do siebie, niż do niej i wsunęła dłonie w kieszenie płaszcza. — Nie, dziękuję — odparła, przeciągając głoski, kiedy jej wzrok padł na zdjęcia, które świadomie lub nie, brunetka jej wskazała.
Te, choć ujrzane z pewnej odległości, podniosły jej ciśnienie lepiej, niż proponowana kawa. Jeśli jeszcze przed chwilą byłaby w stanie jako tako przystać na jej niewinność, tak te niefrasobliwe pozy i buziaki, które rzuciły się w oczy Isobel, były absolutnym dowodem na lekkomyślność Luciena.
Gdy więc go usłyszała, odwróciła się na obcasie w jego stronę.
— Mogłabym zapytać cię o to samo — odbiła piłeczkę na jego pytanie z nutą wyrzutu w głosie. Co się dzieje? To ona chciałaby wiedzieć, czemu trzymał przed nią takie tajemnice?
Jego ostrożna, zachowawcza uwaga oraz postawa nie była w stanie zamydlić jej oczu. Tym razem prychnęła pod nosem i obdarzyła go pobłażliwym spojrzeniem.
— Żebyś mógł schować przede mną swoją kochankę, dziewczynę, czy jak się określacie? — zauważyła z przekąsem, pozwalając mu odebrać od siebie płaszcz. — Spokojnie, nie zabawię tu długo — dodała jeszcze, rzucając dziewczynie ukradkowe spojrzenie. Ciekawiło ją, czy ta dziewczyna mogła powiedzieć o sobie to samo.
Jego wytłumaczenie wcale jej nie pocieszyło, bo to tylko znaczyło, że ukrywali się. I to nie dostatecznie dobrze.
— Czemu nic mi nie powiedziałeś, Lucien? A może zamierzałeś poczekać, aż wpadniecie z tą informacją na jakiegoś dociekliwego dziennikarza, hm? — obdarzyła syna oskarżycielskim wzrokiem. — Zwłaszcza, że i tak mogliby mieć już z ciebie całkiem niezłą pożywkę — mówiąc to, wyciągnęła z torebki pendrive’a, którego demonstracyjnie im pokazała, przenosząc wzrok po obecnej dwójce, po czym podała go synowi. — No, dalej, podłącz to.
Odprowadziła go wzrokiem do telewizora, by po chwili ekran się rozświetlił. Skrzyżowała ręce na piersiach, czując napięcie w mięśniach i ponowne zażenowanie nagraniem monitoringu, który użyczyli jej przyjaciele.
Film przedstawiał otoczenie przed posesją Rothmansów, na którym znajoma postać, chwiejąc się na nogach, rozmawiała przez telefon. W pewnym momencie mężczyzna ześlizgnął się ze schodów i zaliczył potężny upadek. Chwilę później przysypiał skulony przy balustradzie.
— Przewiń dalej — zażądała chłodnym, wyniosłym tonem.
Niespełna pół godziny później podeszła do niego ciemnowłosa kobieta, nastąpiło kolejne jego spektakularne potknięcie się, a potem odholowanie do auta i bardzo mozolny wyjazd z parkingu.
W trakcie oglądania nagrania zerkała to na Luciena, to na Zoyę, chcąc wyłapać ich reakcje i przekonać się, czy byli tak samo zdegustowani tym wszystkim, jak ona.
— U Rothmansów na ulicy doszło do kilku poważnych włamań, dlatego sprawdzili swoje zabezpieczenia i monitoring. T y m znaleziskiem postanowili się z nami podzielić — przerwała niezręczną ciszę, która zapanowała, gdy ekran stał się czarny. — Chciałam się dowiedzieć, co ty robisz ze swoim życiem, Lucien? — uniosła wysoko brew, patrząc na niego z niesamowitym opanowaniem. — Wiesz, co by było, gdyby to nagranie trafiło gdzieś dalej? Czy ty naprawdę chcesz stracić to, na co tak ciężko pracowałeś od dziecka? — Czekała na wyjaśnienia. — Tyle dla ciebie z ojcem poświęciliśmy… To było bardzo lekkomyślne — pokręciła z rozczarowaniem głową. — A ty, skoro jesteście przyjaciółmi, czemu mu na to pozwoliłaś? — skierowała swoje pytanie do Zoi.
Naprawdę próbowała objąć wszystko rozumem.

Zoya Weasley
Prowadzący: Lucien Spencer
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
168 cm
mała jędza jestem utrzymanką
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Naprawdę nie trudno było nie zauważyć bojowego nastawienia kobiety, dlatego słysząc jej opryskliwą uwagę, Zoya postanowiła nie ciągnąć tematu. Właściwie, sądząc po opisie Luciena, wyobrażała sobie panią Spencer trochę inaczej, więc z każdą kolejną minutą spędzoną w jej towarzystwie coraz bardziej odczuwała rozczarowanie.
A po nim pojawiła się złość.
Nadal stała przed kobietą, mimowolnie coraz bardziej zirytowana tą osobliwą konfrontacją, a jednocześnie niepewna tego, co właściwie powinna powiedzieć. Na szczęście właśnie wtedy pojawił się Lucien, a po skupionej dotąd twarzy Zoi przemknęła ulga.
Drgnęła, gdy usłyszała z jakim wyrzutem kobieta odpowiedziała na pytanie mężczyzny. Dostrzegłszy jego przepraszające spojrzenie, posłała mu w zamian pokrzepiający uśmiech. No... wpadli.
Korzystając z okazji, pośpiesznie odsunęła się od pani Spencer i tylko z pozoru zajęła się rozpakowywaniem zakupów, które Lucien ułożył na kuchennym blacie. Przez krótką chwilę zerkała z ciekawością na ozdobne pudełko, ale ostatecznie postanowiła nie poświęcać mu więcej uwagi, bo tuż za kuchenną wyspą zaczął rozgrywać się prawdziwy dramat.
Wpierw jedynie obserwowała całe zajście, a jednocześnie nieśpiesznie włożyła warzywa do zlewu. W końcu jednak znowu drgnęła i ponownie odwróciła się w stronę matki Luciena. Niewyparzony jezyk Zoyki najwyraźniej nie zamierzał dłużej milczeć.
— Przyjaciółkę — sprostowała bardzo uprzejmie. Kiedy spojrzenia jej i Isobel na moment się spotkały, uśmiechnęła się łagodnie, po czym wróciła do przerwanej czynności.
Odwrócona do nich plecami, przez chwilę stroiła sobie głupie miny. Próbowała choć odrobinkę rozładować napięcie, które nieprzyjemnie zaczęło kisić się w jej wnętrzu.
Czemu mi nie powiedziałeś, Lucien? Na dźwięk tych słów znów drgnęła. Tym razem odwróciła się już przodem do rozmówców i oparła dłonie na biodrach, przenosząc wzrok z Luciena na Isobel. Do pani Spencer, o zgrozo, ponownie się uśmiechnęła, po czym czym prędzej schowała przyprawy do szuflady.
W rzeczywistości ani na moment nie przestawała śledzić rozwoju sytuacji, a jej największą uwagę przykuł oczywiście Lucien. Chciała jakoś go wesprzeć, ale doskonale wiedziała, że mogłaby dolać oliwy do ognia, który Isobel Spencer mnistrzowsko rozpalała właśnie w i c h salonie.
Zainteresowała się sytuacją jeszcze bardziej, gdy kobieta nakazała Lucienowi podłączyć pendriva. Intuicyjnie opuściła więc swoją bezpieczną, kuchenną strefę i stanęła obok telewizora tuż przy mężczyźnie. Na widok dobrze znanej posesji mimowolnie uniosła brwi i rozchyliła usta, posyłając Lucienowi krótkie spojrzenie.
W tym momencie juz wiedzieli, co za chwilę pojawi się na ekranie. Najpierw był Lucien, a potem seria spektakularnych upadków. Na ten widok Zoya nadymała policzki, po czym powoli i głośno wypuściła z ust powietrze.
Wbrew oczekiwaniom pani Spencer, która co jakiś czas zerkała na nią spode łba, wcale nie czuła się jednak zdegustowana. Owszem, było jej wstyd, ale bardziej za Luciena niż za samą siebie. Trochę też korciło ją, aby się zaśmiać, bo oba upadki wyglądały bardzo widowiskowo, ale na szczęście zdołała się opanować.
Cholera. Wystarczyło jedno spojrzenie na Luciena, aby zrozumiała, że jemu daleko było do rozbawienia. Pobladł, więc Zoya delikatnie trąciła go łokciem w łokieć.
Poniekąd nadal nie docierała do niej powaga tego przewinienia. Wszakże nie mieli po dziesięć lat, aby wysłuchiwać matczynej tyrady. Była bezmyślna i niepokorna, a przynajmniej dopóki Isobel nie kontynuowała swojego wywodu. Dopiero wtedy na jej twarzy również zagościł niepokój. Kiedy jednak padło pytanie o to, co Lucien robił ze swoim życiem, ledwie powstrzymała się przed rzuceniem komentarza. Miała ochotę odpowiedzieć, że po prostu żył.
Słuchała jednak dalej, choć tym razem odwróciła wzrok od trajkoczącej kobiety i utkwiła go w czarnym ekranie telewizora, a następnie ponownie przeniosła spojrzenie na Luciena. Z rosnącym niedowierzaniem obserwowała, jak własna matka wbija w niego kolejne szpileczki. I znowu, z każdą kolejną uwagą rosła w niej ochota, aby stanąć między nimi i uświadomić kobiecie, że jej wypowiedzi były pozbawione taktu.
Zacisnęła pięści, a jej oddech stał się cięższy. Nie potrafiła odgadnąć, co dokładnie działo się teraz w głowie Luciena, ale miała wrażenie, że w jego jasnych oczach dostrzegła smutek pomieszany z ogromną porcją zdenerwowania. Sam ten widok sprawił, że ścisnął ją żołądek.
Jak ona mogła? Uchyliła usta. Chyba była wreszcie gotowa się wtrącić, ale, cholera, nie zdążyła, bo Isobel niespodziewanie zwróciła się bezpośrednio do niej.
— Przecież go stamtąd zabrałam — odparła natychmiast, mocno oburzona samym, że kobieta śmiała zarzucić, że mu na to pozwoliła. Tamtej pieprzonej nocy zrobiła przezcież wszystko, aby Lucien nie wywołał żadnego skandalu. Nagranie zresztą wyraźnie pokazywało, że to właśnie ona zabrała go spod posiadłości Ellie.— Uważam, że pani przesadza. Nic takiego się nie stało. Jest dorosły i po prostu się napił — Rozłożyła ręcę. Przez moment patrzyła kobiecie prosto w oczy z wysoko uniesionym podbródkiem, po czym zbliżyła dłoń do dłoni Luciena i delikatnie zacisnęła na niej palce. Wiedziała, że nie powinna tego robić, ale miała okropnie dobijające wrażenie, że czuł się paskudnie po tym wszystkim co usłyszał. — Może zaparzyć pani melisy? — zapytała nagle. I tak. W ten bezczelny sposób zasugerowała, że przydałoby jej się trochę ochłonąć.

Lucien Spencer
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
NEED FOR SPEED
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Use the sleeves of my sweater
Let's have an adventure
Head in the clouds but my gravity's centered
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Mimo opanowania, które przybrał jako maskę na widok własnej matki, miał przeczucie, że jej niespodziewana wizyta nie wróżyła niczego dobrego. Ukrywanie przed nią czegokolwiek wiązało się z masą wyrzutów i wpędzaniem go w poczucie winy, ale… relacja z Zoyą miała pozostać w ukryciu i nie wyjść na światło dzienne. Mieli się sobą nacieszyć, dopóki któreś z nich nie zmieni co do ich układu zdania, albo zapragnie dla siebie czegoś innego.
Tak przynajmniej uparcie sobie wmawiał, decydując się nie wspominać Isobel o tej drobnej zmianie w jego dotychczasowym życiu. Nie chciał jej o tym mówić również z innego, ważnego względu — doskonale zdawał sobie sprawę, czym by się zatroskała. Kariera przede wszystkim. Nie mógł się rozpraszać.
Wiedział też, że jej kąśliwość była wynikiem kompletnego zaskoczenia Zoyą. Zatuszowanie prawdy zawsze bolało. Dlatego starał się być jak zwykle usłużny i załagodzić sytuację możliwie jak najbardziej. Niemniej czuł podskórnie, że to nie było wszystko. Jej wizyta miała jakiś cel.
Przygryzł nerwowo wargę, kiedy Zoya podkreśliła swoją funkcję. Wiele emocji kotłowało się wewnątrz niego i nie potrafił jednoznacznie określić, która z nich w tym momencie wiodła prym. Żenowało go, że postawił ciemnowłosą w tak niekomfortowych okolicznościach. Konfrontacja z jego matką, zachowującą się wobec niego dość roszczeniowo, nie powinna tak wyglądać, zwłaszcza nie podczas pierwszego spotkania kobiet.
— Bo nie ma, o czym, mamo. To tylko tymczasowa sytuacja, dopóki miasto nie upora się z problemami — wyjaśnił, starając się zachować rzeczowy ton. — Mam kontrolę nad wszystkim — zapewnił ją jeszcze, czując narastający w nim niepokój.
Nieprzyjemny dreszcz przebiegł mu po plecach w momencie zobaczenia w rękach Isobel nośnika pamięci. Nie miał pewności, co na nim się znajdowało, więc jego umysł gorączkowo zaczął powracać pamięcią do wspomnień, w których jednak mógł nie być wystarczająco ostrożny. Cholera, przy Zoi łatwiej było mu się wyłączyć i udawać, że jego publiczne życie nie miało tak wielkiego znaczenia.
— Co to? — zapytał ostrożnie, ale posłusznie odebrał pendrive’a, którego następnie wpiął pod tv. Z przyspieszonym tętnem wziął do ręki pilot i rozświetlił ekran.
A potem zobaczył podjazd do posesji u Ellie i go zmroziło. Zacisnął mocniej dłoń na pilocie i skupił wzrok na własnej sylwetce, chwiejącej się na nogach. Gdy na ułamek sekundy zetknął się z Zoyą spojrzeniem, mogła zobaczyć malującą się na jego twarzy powagę i napięcie. A więc miał zobaczyć to, co sam pamiętał głównie z jej opowieści.
Znowu oblał go porażający wstyd, gdy zobaczył, co wyczyniał. Lucien Spencer nigdy się tak nie zachowywał. Nie tak wolał być widziany w oczach bliskich i całego świata. Choć ciemnowłosa najwyraźniej potrafiła okazać względem niego wyrozumiałość, tak, czując na sobie ukradkowe spojrzenia matki, znał perspektywę Isobel i stosunek do tego typu wybryków — jego zachowanie było nie do zaakceptowania.
Delikatne trącenie Zoi w łokieć ledwie odwróciło jego wzrok od ekranu. Wewnątrz siebie toczył walkę z szokiem, zażenowaniem, rozdrażnieniem i lękiem. Jego obawy potwierdziły się wraz z podjęciem przez starszą Spencer rozmowy podsumowującej całe to nagranie.
Przez chwilę po prostu słuchał jej w milczeniu, zaskoczony tym niespodziewanym atakiem. Najgorsze było to, że znał jej punkt widzenia i wiedział, że miała rację. Nie posiadał nawet dobrych argumentów na swoją obronę. Przełknął nerwowo ślinę i spojrzał prosto na Isobel.
— Nie byłem na tej imprezie jedyny. Poza tym, podczas tej imprezy był całkowity zakaz nagrywania — odparł wciąż z zaciśniętymi szczękami, które zdradzały jego poddenerwowanie. Kiedy po chwili usłyszał, jak mama zwróciła się bezpośrednio do Zoi, coś się w nim zmieniło. Nie bacząc na oburzenie ciemnowłosej i fakt, że stwierdziła, iż nic takiego się nie stało, postąpił o krok do przodu. — Sam sobie na to pozwoliłem. To w pełni moja wina. Zoya przyjechała mi pomóc — wyjaśnił stanowczym tonem. Jeśli miał już otrzymać burę, to Isobel nie miała prawa mieszać do tego jego przyjaciółki.
Gdy poczuł, jak dziewczyna zbliżyła się do niego i delikatnie wzięła go za rękę, splótł ich dłonie, tym samym nie pozostawiając już wątpliwości co do ich relacji. W ten łagodny sposób dała mu wsparcie, ale i odrobinę stłumiła jego nerwy. Pytanie o melisę natomiast zwiększyło zaistniałe w powietrzu napięcie, dlatego Lucien spojrzał łagodnie na Zoyę ze świadomością, że chciała dla niego dobrze. Z tym, że to nie była jej walka.
— Słońce, może pójdziesz na chwilę na górę? — zasugerował cicho.

Zoya Weasley
0 y/o
Welkom in Canada
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracji
czas narracji
postać
autor

Tak, już słyszała o tej tymczasowej sytuacji. Problem polegał na tym, że pewność w głosie Luciena uznawała wyłącznie za pozę, której nie dowierzała. Albo ją okłamywał, albo naprawdę wierzył w to, co mówił. Znała jednak ten świat trochę dłużej, a w ręku niezbity dowód na to, że jej syn żył w ogromnym błędzie.
— Najwyraźniej nie bardzo — pokręciła tylko głową. To, co było widoczne na nagraniu, to całkowite przeciwieństwo kontroli, o której wspomniał.
Nawet dla niej ponowne obejrzenie nagrania było wyzwaniem, które wzbudzało w niej mieszaninę uczuć, z którą nie zdążyła się jeszcze uporać. Miała jednak zadanie do wykonania — potrząsnąć Lucienem i sprowadzić go na dobry tor.
— Nie obchodzą mnie inni. To t y jesteś na nagraniu — zauważyła, krzyżując ramiona na piersiach.
Na oburzenie Zoi i skwitowanie, jakoby to było nic pokręciła głową z dezaprobatą. Właściwie nie powinna się temu dziwić. Dziewczyna już na pierwszy rzut oka nie wyglądała na taką, wokół których zwykle obracał się jej syn. Nie znała ich świata i nie miała kompletnie o niczym pojęcia. A mimo to postanowiła się na ten temat wypowiedzieć.
Jednocześnie zauważyła, jak Lucien stanął w jej obronie, a następnie spletli swoje dłonie, niejako tworząc wspólny mur. I właśnie w tej chwili zrozumiała, jak daleko zachodziła ich przyjaźń.
— To nie jest nic. Lucien nie jest kimkolwiek, kto może pozwolić sobie na takie wyskoki bez poniesienia żadnych konsekwencji. To może go kosztować utratę kontraktów ze sponsorami. Promowanie alkoholu nigdy nie wpływa dobrze na wizerunek — stwierdziła z oburzeniem, ostatecznie przenosząc spojrzenie z ciemnowłosej na syna.
Może Zoya potrzebowała uświadomienia ją o tych sprawach, ale nie dowierzała w to, że Lucien zapomniał o zagrożeniach wynikających z zachowania widocznego na nagraniu. W myślach Isobel uznała, że przyjaciółka musiała mu w tej głowie porządnie zawrócić. A na jej impertynenckie pytanie o melisę aż uniosła wysoko brwi.
— To poważna sprawa — zestrofowała dziewczynę w razie, jakby nadal nie rozumiała powagi sytuacji, na moment obrzucając ją spojrzeniem, zanim powróciła do Luciena w znaczącym geście, by c o ś z tym zrobił.
— Oprócz twoich sponsorów reprezentujesz jeszcze fundację. Nasi podopieczni traktują cię jak wzór do naśladowania. Chcą być tacy jak ty. A niepełnoletni fani? Co, jeśli uznają, że to jak najbardziej w porządku? Właśnie tak chcesz być widziany? — dopytała jeszcze, rozkładając bezradnie ręce. Próbowała walczyć za wszelką cenę, żeby się opamiętał. Skoro jakaś dziewczyna przesłoniła mu zdrowy rozsądek, Isobel czuła się zobowiązana przypomnieć mu o jego zobowiązaniach.
Westchnęła ciężko i przeszła kilka kroków w stronę wysokich okien, żeby ochłonąć. Zwykła nad sobą panować, ale zdenerwowania w jej zwykle opanowanym głosie tym razem nie dało się ukryć.
— To z nią byłeś przez cały weekend? — zapytała po chwili. — Gdziekolwiek zniknąłeś, mam nadzieję, że nie zwracałeś na siebie większej uwagi. I że miałeś przy sobie epipen — zastrzegła, spoglądając wymownie na syna, ale widząc jego minę, odwróciła się w jego stronę z rosnącym niedowierzaniem i przestrachem. — Nie miałeś? Lucien! Wiesz, jakie to niepoważne z twojej strony? A gdyby coś ci się stało? Czekasz na powtórkę z Marbelli? — Jej słowa zawisły w powietrzu. Wzięła głębszy oddech, a ramiona, które przed chwilą wzbiła w górę, finalnie jej opadły. — Nie poznaję cię, synu — pokręciła głową z rozczarowaniem.

Zoya Weasley
Prowadzący: Lucien Spencer
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
26 y/o
NEED FOR SPEED
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Use the sleeves of my sweater
Let's have an adventure
Head in the clouds but my gravity's centered
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Oczywiście, że nie obchodzili jej inni. Zależało jej wyłącznie na najbliższych. Na synu, którym właśnie tak mocno się rozczarowała.
Już sam sposób, w jaki na niego patrzyła, wywoływał w nim poczucie winy, ale to, o czym przypomniała mu po chwili, przyprawiło go o ból żołądka.
Kontrakty ze sponsorami, nadszarpnięcie wizerunku, zawód teamu, stypendystów fundacji i fanów — to nagranie wywołałoby istną burzę, do której nie mógł dopuścić. Starał się, jak mógł, by nie doprowadzić do podobnych sytuacji, więc podczas tej imprezy rzeczywiście mógł trochę przystopować z alkoholem.
A on urżnął się jak świnia z powodu głupiego nieporozumienia — zgubienia przez Zoyę telefonu, które wywołało w nim żałość, że może nie powinien był liczyć u niej na coś więcej. To wszystko to jego wina.
Słowa mamy przypomniały mu również o tym, jak niedawno Zoya stwierdziła, że był tylko człowiekiem i w jego gardle nagle powstała gula. Już wtedy nie potrafił się z ciemnowłosą zgodzić, ale teraz, kiedy wybrzmiało na głos to, o czym myślał wtedy, stało się to niemal namacalne. Oboje należeli do innych światów i nie dało się tego wiecznie ignorować.
Nigdy tak mocno się nie upijał. Próbował utrzymywać choć namiastkę kontroli i wybywać z imprezy, zanim procenty całkowicie uderzą go do głowy. Unikał głupstw, bo znał konsekwencje.
Nie chciał być widziany jako ktoś, kto upija się do nieprzytomności. Sam miał zasady, których zwykle się trzymał, więc gdyby nagranie ujrzało światło dzienne, tę rysę w wizerunku bardzo trudno byłoby mu załatać.
— Nie — odparł, uprzednio wypuszczając ciężko powietrze z płuc. — To była jednorazowa sytuacja, która się już nie powtórzy — przyznał ostatecznie, na ułamek sekundy spoglądając na wciąż stojącą u jego boku Zoyę.
Nawet, jeśli uważała, że jako dorosły mógł sobie pozwalać na większą swobodę, tak w pewnych kwestiach popełnianie błędów to ogromne wykroczenie, z którym będzie musiał się zmierzyć. W jego sytuacji nie dało się pewnych spraw zamieść pod dywan i przejść z nimi do codzienności. Należało je przeczekać, i to nie bezczynnie — podążać według konkretnych strategii konsultowanych na bieżąco z Johnnym.
— Tak — bezwiednie mocniej ścisnął dłoń Zoi na pytanie o wspólny weekend, ale następne słowa o zwróceniu na siebie uwagi i epipenie ponownie wytrąciły go z równowagi. Ponownie spojrzał na ciemnowłosą z wahaniem, bo nie był przygotowany na ten niespodziewany wyjazd. A to znaczyło, że po raz kolejny w ciągu tamtego weekendu wykazał się ogromną lekkomyślnością.
Na kolejne zarzuty matki odwrócił wzrok w jej stronę i rozchylił usta, przez chwilę nie wiedząc, co powiedzieć. Ale najbardziej uderzyło go stwierdzenie, że nie poznawała go. Momentalnie spiął mięśnie, zrozumiawszy, że on sam też przestawał się poznawać.
— Ale nic się nie stało. Trochę przesadzasz, mamo — zauważył, przeciągając głoski, gdy w końcu odzyskał rezon. Złapał kolejny głębszy oddech. — Jaka jest szansa, że to nagranie wypłynie? — powrócił do rozmowy o filmiku rzeczowym tonem.

Zoya Weasley
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
168 cm
mała jędza jestem utrzymanką
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zoya czuła się dziwnie, uczestnicząc w tej trudnej do określenia rozmowie między matką a synem. Isobel Spencer zdawała się nie zważać na wiek Luciena i otwarcie go karciła oraz krytykowała. Zachowywała się tak, jakby właśnie zwracała się do małego chłopca.
Wszystko, co zdążyła usłyszeć, wzburzyło w Zoi bunt. Nie przywykła schylać głowy przed kimkolwiek, dlatego z trudem patrzyła, jak robił to Lucien. Owszem, dostrzegała, że Isobel miała swoje racje, ale w jej przekonaniu nie dawało to kobiecie prawa do zjawiania się w jego domu i wszczynania awantury. I rzeczywiście, tak jak mówił mężczyzna podczas oglądania albumu, była nadopiekuńcza. A do tego nadgorliwa i po prostu pieprznięta.
Mimowolnie wywróciła oczami, kiedy usłyszała, jak tłumaczył, że miał wszystko pod kontrolą. W dodatku podkreślił, że Zoya była w jego mieszkaniu tylko na chwilę. A potem, już po tym nieszczęsnym nagraniu, w skupieniu i z okropnym ogniem w klatce piersiowej obserwowała, jak wciąż i wciąż próbował uspokoić matkę. W pewnym momencie nawet wyszedł kobiecie na przekór, kiedy ta zwróciła się bezpośrednio do niej, ale na niewiele to się zdało.
W tym momencie Zoya zacisnęła usta i spojrzała na sufit, zupełnie nieprzejęta wybujałym dramatem, który rozgrywał się w głowie pani Spencer. Wciąż uważała, że nic wielkiego się nie stało, choć jej rzeczowe argumenty dotyczące sponsorów i promowania alkoholu rzeczywiście miały w sobie jakąć logikę. Pomimo tego nie przywykła do roztrząsania tego typu spraw, a szczególnie że był to jedynie jednorazowy wybryk Luciena; wybryk, z powodu którego zresztą pożerały go wyrzuty sumienia.
Łapiąc mężczyzznę za dłoń, chciała wesprzeć go w tej trudnej konfrontacji. Jednak kiedy odwrócił się w jej stronę i zapytał, czy mogłaby pójść na górę, mimowolnie uniosła brwi ze zdumienia. Jakby nie patrzeć, ona również została zaangażowana w tę cholerną dyskusję.
— N i e — odpowiedziała stanowczo, a przy tym rzuciła bardzo sceptyczne spojrzenie pani Spencer.
Zastanowiła się, czy w podobnej sytuacji Lucien zostawiłby ją samą. Ale... na pewno nie poszedłby na górę i biernie przysłuchiwał się wszystkiemu co się działo. Ta odpowiedź natychmiast rozkwitła w głowie Zoyki, a wraz z nią pojawiła się trudna do zrozumienia mieszanka emocji.
— Oczywiście, że poważna — przytaknęła, po czym ponownie zmierzyła kobietę spojrzeniem od góry do dołu i ostatecznie zatrzymała wzrok na jej wzburzonych oczach. — Dlatego, tak jak wspomniał Lucien, to się więcej nie powtórzy.
Nietrudno było odgadnąć, jak bardzo pani Spencer nie odpowiadała obecność Zoi w mieszkaniu jej ukochanego syna. Ba, absurdalnie tylko utwierdziło ją to w przekonaniu, że nie zamierzała stąd wychodzić, choć jednocześnie widok Luciena, który z każdą chwilą coraz bardziej się kajał, był dla niej niewyobrażalnie ciężki.
Drżała za każdym razem, gdy próbował się tłumaczyć. Drżała, ilekroć uświadamiała sobie, pod jak silną presją znajdował się ze strony własnej matki. Drżała również na myśl, że tak naprawdę niewiele mogła zrobić, bo... cholera, niewiele tu znaczyła.
Słuchała więc dalej i coraz intensywniej zaciskała palce na dłoni mężczyzny. Usta miała ściśnięte w obawie, że lada moment nie wytrzyma i wykrztusi z siebie jakiś jadowity komentarz. Była blisko, bo kobieta sięgnęła po następny argument, którego celem było wzbudzenie w Lucienie poczucie winy.
Wtedy Zoya znowu prychnęła. Potem przez chwilę w milczeniu śledziła wzrokiem Isobel, która demonstracyjnie przeszła się w stronę okien, aby zadać kolejne, tym razem wyjątkowo istotne pytanie. Na to odruchowo uniosła brodę, a parę sekund później poczuła mocniejszy uścisk dłoni Luciena. Nie potrafiła sobie nawet wyobrazić, jak paskudnie i niekomfortowo musiał się czuć.
I tak, spędził z nią cały weekend. I dalej nie uważała, aby było to coś złego, zwłaszcza że zaszyli się na farmie. Nie myślała wtedy o tym, co wydarzyło się później na stacji benzynowej ani w lesie. Dopiero wzmianka o epipenie uderzyła w Zoyę mocniej niż wszystkie wcześniejsze zzarzuty, bo doskonale pamiętała, że Lucien nie miał go przy sobie.
Dopiero wtedy rozplątała ich dłonie i skrzyżowała ramiona na piersi. Nie dała rady wytrzymać spojrzenia Luciena, w którym pojawiły się wątpliwości. Miała wrażenie, że tym razem coś ją zabolało; uderzyło w żołądek i wywołało mdłości.
W dodatku im dłużej słuchała Isobel, tym bardziej brakowało jej powietrza.
Po raz pierwszy w tym apartamencie poczuła się intruzem, a ta świadomość zaczęła w niej kiełkować corazz mocniej i mocniej, bo Lucien nie potrafił dobitniej postawić się matce. Nie musiała nawet widzieć jego twarzy, aby domyślić się, jak bardzo dotknęły go słowa Isobel, kiedy wyznała, że go nie poznawała. Wystarczyło, że dostrzegła, jak mocno napiął mięśnie i nabrał głęboko powietrza.
Musiała jednak przyznać, że naprawdę zaimponował jej opanowaniem. Sama nie dałaby rady.
— Żadna — mruknęła ze słyszalną kpiną dopowiadając jako pierwsza, zanim zdążyła to zrobić pani Spencer. Zaraz jednak gwałtownie spoważniała. — Proszę przestać go już musztrować. Naprawdę uważa pani, że jedno potknięcie może przekreślić wszystko, na co Lucien tak ciężko pracował? Ludzie go uwielbiają i szczerze wątpię, aby takie nagranie mogło to zmienić. — Sugestywnie machnęła w stronę telewizora. — To nie w porządku wmawiać własnemu dziecku, że przestaje się je poznawać tylko dlatego, że podjęło jedną czy dwie złe decyzję. Pewnie. Może pani sugerować mu, aby coś z tym zrobił i bardziej zwracał uwagę na ewentualne konsekwencje. Ma pani do tego prawo, ale dalej uważam, że granie na jego emocjach jest po prostu ciosem poniżej pasa. — Zmieliła nerwowo ślinę. — To wstrętne.

Lucien Spencer
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#25”