ODPOWIEDZ
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I want you and your beautiful soul
You're the one I wanna chase
You're the one I wanna hold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Znalezienie odpowiednich części do komputera było niczym maraton. Człowiek musiał się sporo nabiegać (co nie u każdego było wskazane, ale hej, zero ograniczeń), wykorzystując ponadprzeciętne zdolności, by ostatecznie dorwać upragnione elementy, z których miało powstać prawdziwe arcydzieło.
Każdy wysiłek był tego wart, a tych kilka przystanków, by złapać oddech, było niczym w porównaniu z radością rozpierającą ciało. Uzależniające uczucie, którego doświadczyli jedynie poszukiwacze zaginionych skarbów.

Lub zgubionych kluczy.
Tego dnia Felix miał do załatwienia naprawde wiele spraw. Kiedy obudził się rano doznał olśnienia - potrzebował nowego komputera ze znacznie szybszym procesorem. Kupno gotowego nie wchodziło w grę, za to samodzielne złożenia? Zero problemu. Coś jak puzzle dla dorosłych.
Miotał się od komisu do komisu, przeglądając pokaźny zasób elektronicznych urządzeń, Był wybredny, nie zadowalając się byle czym. Trzeba było mieć chociaż trochę wybredny gust, by ludzie nie sądzili, że było się łatwym.
Dziwne przemyślenia.
Niemal zaśmiał się z radością, kiedy w jego ręce wpadł odpowiedni procesor. Wydawał się być w bardzo dobrym stanie i szybkie oględziny potwierdziły przypuszczenia młodego mężczyzny.
Element odhaczony z listy, którą miał w głowie.
Uiścił opłatę, która była trochę śmieszna; przecież za coś takiego można było wyciągnąć więcej. Jego szczęście, że zaoszczędził. Dzięki temu kolejna część będzie mogła być lepszej jakości. Nie miał wielu oszczędności i chociaż mógłby poprosić swoich rodziców o pomoc, nie chciał nadużywać ich dobroci. Wystarczająco wiele dla niego poświęcili, by jeszcze się martwić, że nie poradzi sobie sam. Chciał im udowodnić, że nie muszą się o niego tak śmiertelnie bać.
Raz wystarczy.
Zrobił chwilę przerwy w bieganinie, wstępując do sklepu zoologicznego, by kupić karmę dla kotów. Wybredne mendy zadowalały się tylko jednym rodzajem, którego nie mógł zamówić przez internet. Subtelnie zmuszano go do ruszania tyłka sprzed komputera.
Przepraszając uroczą dziewczynę, którą niechcący potrącił, ruszył na dalszy ciąg łowów. Zostało tak niewiele i chciał mieć pewność, że nic nie zostanie na jutro. Nie miał aż tyle wolnego czasu.
Kilka godzin później, obładowany do granic możliwości, ale szczęśliwy, wrócił do mieszkania.
-Dzieci, wróciłem! - krzyknął licząc, że ferajna go zaatakuje. Zawsze tak było, gdy przynosił żarcie; koty wiedziały.
Z tym, że tego dnia kotów nie było.
Stan ten nie zmienił się przez kolejny tydzień, w czasie trwania którego Carlson szukał, nawoływał i nawet wywiesił ogłoszenia, które co prawda zaraz zostawały zamazane lub zrywane przez pomocnych mieszkańców okolicy, ale napawały nadzieją, że ktoś mu powie, co się stało z jego zwierzakami.
Nie powiedział nikt i do zrozpaczonego Felixa docierała przerażająca prawda - ktoś zwyczajnie w świecie postanowił porwać Lazarusa i Ruby.

Ricky O'Hara
Ostatnio zmieniony pn paź 26, 2026 4:56 pm przez Felix Carlson, łącznie zmieniany 2 razy.
30 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
183 cm
detektyw wydziału zabójstw i zaginięć Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I've lost my goddamn mind, it happens all the time; I can't believe I'm actually meant to be here; trying to consume, the drug in me is you and I'm so high on misery, can't you see?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

jakiś numer, który kiedyś ogarnę
Odkąd O'Hara zaczął pracę w torontońskiej policji, żaden z jego dni nie był podobny do poprzedniego — a przy jego skłonności do nudzenia się absolutnie wszystkim to nawet całkiem dobrze się składało. W poniedziałek wlepiał mandaty, by we wtorek obstawiać z kolegami miejsce zbrodni. W środę wzywano go do awantury domowej na obrzeżach miasta, z kolei w czwartek zajmował się głównie jedzeniem pączków na parkingu niedaleko miejskiego parku, bo akurat miał odbyć się tam jakiś protest i trzeba było zostać w pogotowiu. Krótko mówiąc — każdego dnia czekały na niego inne wyzwania, o równie zróżnicowanym poziomie trudności.
O ile jednak na wyzwania w pracy Ricky mógł się jakoś mentalnie przygotować, tak zupełnie nie był gotowy na to, co zobaczył na swojej wycieraczce pewnego wczesnego ranka, gdy wracał z nocnego patrolu.
Pod drzwiami jego mieszkania siedziały dwie puszyste kuleczki szczęścia, w języku normalnych ludzi zwane kotami.
I to nie były byle jakie kotki! Puchate, czyste i ewidentnie dobrze odżywione. Miały starannie obcięte pazurki, były bardzo grzeczne i milusie, nie było na nich nawet śladu pcheł... i generalnie wyglądały jak koty, które dosłownie urwały się z jakiegoś bardzo kochającego domu.
— Ale co was tutaj poniosło, co? — spytał wtedy Ricky, biorąc się pod boki i kucając przy kociakach. Ruda kotka momentalnie otarła się o jego kolana, a potem do połowy wlazła do torby z zakupami, które O'Hara zrobił na szybko w całodobowym sklepie. — No pewnie, od razu garniesz do żarcia... ale ja nie mam nic, co mogłoby robić za kocią karmę...
Trochę nie wiedział, co zrobić. Była szósta trzydzieści rano, drzwi do sąsiadów były pozamykane, przepalająca się żarówka na korytarzu posykiwała cicho, a na jego progu stały dwie biedne kocie sierotki. Mógł podjąć tylko jedną decyzję.
Czterdzieści minut później kotki siedziały grzecznie na dwóch poduszkach, a O'Hara uwijał się przy kuchence. Nie sądził, że przyprawa kebab-gyros będzie dobrym pomysłem dla kociego podniebienia, więc upiekł swoją pierś z kurczaka bez żadnych przypraw w airfryerze. Zdecydowanie nie chciało mu się iść teraz po karmę, a coś musiał położyć tym biedakom na talerz. Tak na niego patrzyły...
Przez kolejny tydzień zaopatrzył się już nieco lepiej. Obsikany dywan nauczył go, że powinien trzymać gdzieś chociaż prowizoryczną kuwetę, a jeśli chodzi o karmę, to w ciągu tych kilku dni przetestował cztery rodzaje karmy i żadna nie smakowała małym paniczykom tak, jak pieczony kurczak. Zaczął przyzwyczajać się już do myśli, że oto system dystrybucji kotów go pobłogosławił i przewidziane dla niego jest, by zostać kocim tatą. Dziwny wybór, ale O'Hara nie zamierzał się kłócić z wyrokami niebios.
Któregoś dnia, kiedy wracał z pracy i już myślał tylko o tym, żeby położyć się przed telewizorem i zacząć głaskać swoich przypadkowych podopiecznych, coś niezwykłego przykuło jego wzrok.
Otóż chłopak, którego Ricky kojarzył tylko z widzenia, majstrował coś przy tablicy ogłoszeń. Ta zawalona była jakimiś ulotkami okolicznych knajp z dowozem, ofertami pożyczek na wysoki procent i odręcznymi notatkami z gatunku "ej paro spod trujki, ruchajcie się ciszej!". A wśród tych wszystkich świstków... jego sąsiad właśnie wywieszał wizerunek bardzo znajomych kotów.
— Bardzo przepraszam, ale skąd masz zdjęcie moich kotów? — palnął Ricky, trafiony nagłym bezmózgowiem.

Felix 😾
gangsta bimbo
nie lubię schizy, nudy i braku akapitów, ukocham za poprawną składnię i pchanie fabuły do przodu
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I want you and your beautiful soul
You're the one I wanna chase
You're the one I wanna hold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Tych siedem dni, które minęło od dnia, w którym zniknęły jego koty, było najdłuższymi dniami niemal w całym życiu Felixa, nie licząc okresu zaraz po wypadku, w którym stracił najlepszego przyjaciela. Tam jednak sytuacja była zgoła inna, bo czas dłuzył mu się nieubłagania, a zarazem dni zlewały się w jedność, pozbawione nadziei, że kiedykolwiek spojrzy na życie inaczej. Bez Briana jego rzeczywistość nie była już taka sama, podobnie jak nie była taka bez Lazarusa i Ruby. Oba zwierzaki były jego przyjaciółmi, takimi od serduszka, którym poświęcał naprawdę dużo czasu, mogąc im się wyżalić bez obawy, że go wyśmieją. Ba, mógł się wypłakać w ich futerka, kiedy miał zły dzień, chociaż w przypadku Ruby mogło się to skończyć śladami pazurów na twarzy.
Nic dziwnego, że poświęcał się bez reszty poszukiwaniom (mógł je prowadzić tylko po pracy, ale zawsze coś) starając się na wszystkie sposoby dowiedzieć na co komu jego zwierzaki. Miał nadzieję, że nie był to jakiś głupi płytki żart, albo groźba w wykonaniu osiedlowego gangu, który uwielbiał uprzykrzać życie Carlsonowi. Nie pozwalał pesymistycznym myślom nawiedzać jego głowy w obawie, że znowu się załamie. Raz już kogoś stracił, nie chciał tego powtarzać.
Kiedy kolejnego dnia poszukiwania nie przyniosły rezultatów, a wywieszanie kolejnych ulotek mijało się z celem, Felix wrócił do domu zwyczajnie zrezygnowany. Rzucił się na kanapę uświadamiając sobie jak bez miauczenia w mieszkaniu było cicho. Czasami denerwowało go, kiedy oba koty ganiały się niczym opętane po wszystkich pomieszczeniach, ale teraz pozwoliłby nawet im się podrapać. Może powinien zgłosić ich porwanie na policję? Stawiał, że nie uciekły - znały drogę do domu, chociaż nie często z niego wychodziły. Niemniej wiedziały, gdzie mają miski i spanie.
Westchnął i rozciągnął się na kanapie. Czuł się dziwnie przybity w tej otaczającej go ciszy i spokoju, którego wcale nie lubił. Jak miał teraz znosić kolejne dni w domu, skoro nawet po powrocie nikt go nie witał? Nikt nie skakał mu na nogi, wbijając boleśnie pazury w skórę. Nikt nie marudził, że nie ma jedzenia w misce, chociaż zawsze były pełne?
-No nie, muszę je znaleźć! - zawyrokował, podnosząc się z mebla. Zgarnął przy tym kilka ulotek, które pewnie i tak szybko stracą swój żywot i po raz kolejny udał się na dół, by ja przypiąć do tablicy ogłoszeń oraz okolicznych słupów. Może akurat jakaś się zachowa i ktoś dostrzeże zdjęcie jego pupili!
Słysząc obok siebie głos w pierwszej kolejności podskoczył pewien, że to ktoś z okolicznego gangu! Jeszcze tego brakowało, żeby zaraz mu łomot spuścili. Obrócił się gwałtownie, chcąc chronić twarz, ale zamiast nieprzyjemnych twarzy ujrzał tę należącą do jednego z sąsiadów, z którym jakoś nigdy nie miał okazji rozmawiać. Jego słowa zaraz sprawiły, że zesztywniał.
-Zaraz, co? Jak to TWOICH kotów?! To są zdjęcia MOICH zwierzaków - wyrzucił z siebie, marszcząc brwi. Początkowo pomyślał, że może mężczyzna też zgubił swoje kociaki i zaraz okaże się, że w okolicy grasuje jakaś szajka, co porywa pupile, ale z racji tego, że felix miał raczej analityczny umysł, coś szybko przestało mi pasować. - UKRADŁEŚ JE?! - oskarżył go momentalnie, bo to wydało mu się jedynym rozwiązaniem.

Ricky O'Hara
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”