ODPOWIEDZ
26 y/o
Welkom in Canada
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Spojrzał na zegarek - dziesięć minut po pierwszej, czyli pełnej godzinie, na którą umówił się z Leah. Gdyby chodziło o kogoś innego zapewne już teraz zaczynałoby mu wzrastać ciśnienie, bo chociaż sam nie był punktualny co do minuty to hipokrytycznie denerwowało go, kiedy spóźniali się inni. Były jednak osoby, którym mógłby wybaczyć naprawdę wiele (po uiszczeniu odpowiedniej opłaty) i młoda studentka do właśnie takich się zaliczała, posiadając względy, o których wielu mogłoby pomarzyć. Przeszłość zobowiązywała.
Spojrzał na ludzi wchodzących do Galerii Sztuki. Ciekawiło go, jak wielu z nich tak naprawdę wiedziało i rozumiało na co patrzy, bo Rose nie miał najmniejszego zamiaru nawet udawać, że czai o co w obrazach chodziło. No owszem, ładne były, można było popatrzeć, ale żeby zaraz się tak rozwodzić nad ich kunsztem? Jego umysł nie była wstanie przyswoić tak zbędnych i mało praktycznych informacji. Dlatego właśnie, przecząc jakiejkolwiek logice, która nie zawsze była odpowiednim narzędziem, postanowił ich tutaj zabrać.
-No w końcu. Rozumiem, że na najlepsze zawsze warto poczekać, ale za bardzo wzięłaś sobie to powiedzenie do serca, Pembroke - skomentował, kiedy dziewczyna pojawiła się w zasięgu jego wzroku i podeszła na tyle blisko, by nie musiał się drzeć przez całą ulicę. Zlustrował ją bezceremonialnie wzrokiem po całości, ostatecznie zatrzymując się na twarzy. - Olśniewająca, jak zawsze - skomplementował ją, nie widząc powodu, by tego nie robić. Znacznie bardziej od piękna obrazów doceniał piękno ludzi, zwłaszcza urodziwych kobiet, które postanowiły się z nim zadawać nawet, jeśli wcześniej dały mu kosza. - A dla pięknego - zaczął i wystawił w jej stronę niezobowiązujący do niczego, a będący jedynie formą żartu, bukiet tulipanów. - No już, nie miej takiej miny i bierz. Bez obawy, nie będę więcej do ciebie startował. Uznałem, że to będzie pasowało do naszej jakże porywającej wycieczki po artystycznym świecie. Może ty będziesz w stanie mi wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi - skomentował, uśmiechając się przy tym szeroko. Zabawne, że nigdy nie pytał jej o to, jak ona czuła się ze sztuką, bo on mógł uchodzić za największego ignoranta pomimo licznych okazów, które znajdowały się w domu ojca. Nie raz, nie dwa próbował go do tego przekonać, ale Rose tak się zaparł, że nie było możliwości. Dla niego znacznie lepsze były stare filmy.
Puścił ją przodem, kiedy wchodzili do środka, od razu zaatakowani przez ciepło panujące w galerii.
-Kto by pomyślał, że już na wstępie niemal zmuszą nas do publicznego striptizu - rzucił, ściągając kurtkę. - A w międzyczasie opowiedz mi, co słychać? Jak studia? Lecisz na jakiegoś profesora?

Leah Pembroke
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaspała. Nie miała nawet żadnego innego, lepszego wyjaśnienia, które mogłoby ją jakkolwiek usprawiedliwić. Po prostu wyłączyła budzik, zupełnie zapominając o tym, że była umówiona. To wszystko przez tą głupią pracę, którą musiała łączyć ze studiami, okej? Była przemęczona, a przez to potrzebowała o wiele więcej snu niż zwykle. Tak czy inaczej, gdy Leah w końcu obudziła się jakąś wewnętrzną siłą woli i spojrzała na zegarek, prawie dostała zawału serca. Odrzuciła na bok kołdrę, szykując się do wyjścia w ekspresowym tempie, przez co po wyjściu z domu, dostawała niemal szału. Jej makijaż nie był tak idealny jak zwykle, a bluzka, którą wcisnęła na siebie w pośpiechu, była zdecydowanie zbyt ciasna. Musiała przytyć przez ostatnie tygodnie i na samą myśl o tym, jej humor znacznie się pogarszał. Pani Muszę Być Idealna była w marudnym nastroju. No cóż, kto jak kto, ale Ambrose na pewno poradzi sobie z jej charakterkiem. W końcu to nie pierwszy raz, gdy poprawiał jej dzień, chociaż dobór miejsca ich spotkania, był dość zaskakujący.

— Co mogę poradzić na to, że lubię potrzymać cię w niepewności, Brose? — rzuciła w ramach powitania. Dostrzegając jego spojrzenie, Leah uniosła lekko kąciki ust; ach, czyli nawet w ekspresowym tempie, potrafiła dobrze się zaprezentować. Całkiem to pokrzepiające. — Mogło być lepiej, ale doceniam komplement — powiedziała, śmiejąc się pod nosem. Gdyby obudziła się na swój budzik, to dopiero wtedy wyglądałaby jak petarda. Widząc bukiet kwiatów, przyjęła je z uśmiechem, bo która kobieta nie lubiła dostawać takich prezentów? — Dzięki, Sinclair. Jak na ironię, właśnie tego dzisiaj potrzebowałam — przyznała, zgodnie z prawdą, unosząc kwiaty nieco wyżej, by móc im się przyjrzeć. — Wątpię, że zrozumiem o co tu chodzi, ale w grupie siła, hm? — zaśmiała się. — Może oboje dojdziemy do czegoś wspólnymi siłami — dodała. Spotykanie się bez końca w restauracjach i kawiarniach też było nudne, dlatego nie narzekała jakoś szczególnie na opcję podziwiania sztuki. Nawet, jeśli czasem była dla niej kompletnie niezrozumiała. — To trochę za mało, żeby nazwać to striptizem, dziadku — rzuciła kąśliwie, z przyjemnością wytykając mu wiek. Chociaż nie powinna tego mówić, zważywszy na to, z jak dojrzałymi mężczyznami potrafiła się sama umawiać.
— Cóż, studia w porządku, chociaż ciężko łączyć je z pracą. Za to staż... Daj spokój — westchnęła, ruszając w głąb galerii, przystając przy jednym obrazie, na który zerknęła. — Mój szef to kompletny idiota i arogant. Dostaję szału, kiedy go widzę — mlasnęła niechętnie. — Jak myślisz, jak pijany był artysta, kiedy to malował? — parsknęła, wskazując na aktualny obraz, który podziwiali.

Ambrose
26 y/o
Welkom in Canada
179 cm
Prezes w firmie ojca Nexora Technologies
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkifajne
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Na widok dziewczyny usta same układały mu się w uśmiech. Wiedział, że nawet, gdyby spóźniła się i pół godziny, wybaczyłby jej, ponieważ miała u niego pewne względy nakrapiane jakimś dziwnym sentymentem. Najwidoczniej wspomnienia tego, jak próbował do niej podbić przysłaniały ostateczną porażkę, kończącą się pięknym koszem w stylu, którego powinny się uczyć wszelkie niewiasty. Wszak ostatecznie się zakumplowali, prawda? Czyli koniec końców nie było aż tak wybuchowo i nie ugodziło w dumę Sinclaire’a na tyle, by z niej zrezygnował.
-Niepewność? To raczej tortura! Wszystkiego się po tobie spodziewałem, ale żeby tak jawnie się nade mną znęcać? - westchnął z teatralnym ubolewaniem. Podobała mu się ta lekkość dominująca w ich relacji. Zero kwasów, zero sztucznej uprzejmości, gdzie każdy uważał na to, co mówił. Lubił szczerość, chociaż sam skrywał tajemnice, którymi nie szastał na prawo i lewo. - Widzisz jak ja znam twoje potrzeby. Zasłużyłem na buziaka? No już, już. Żartuję przecież - zaśmiał się widząc, jak na niego spojrzała. Zawsze warto spróbować, prawda? Kto wie, może w którymś momencie coś by się zmieniło i jednak dostrzegłaby, jak jest wspaniały i jak wiele ma do zaoferowania. I nie mówił tu nawet o zawartości swojego portfela, ponieważ to była jedna z tych tajemnic, którymi nie szastał na prawo i lewo woląc, by ludzie poznali go jako człowieka, a nie bankomat.
Ambrose parsknął śmiechem, słysząc jej uwagę o striptizie. Nie zamierzał jednak wdawać się w dyskusję na temat swojego wieku, zwłaszcza że Pembroke najwyraźniej miała z tego znacznie więcej radości niż on. Uśmiech na twarzy pięknej kobiety rekompensował wszelkie uszczypliwości. Zresztą, jeśli komuś wydawało się, że kilka dodatkowych lat na karku stanowiło powód do wstydu, to najwyraźniej nigdy nie korzystał z przywilejów, jakie dawała odpowiednia dojrzałość. Rose nie miał najmniejszego zamiaru narzekać. Wręcz przeciwnie, zamierzał korzystać z niej tak długo, jak tylko będzie mógł.
-Powiedz tylko słowo, a skopię mu tyłek za bycie bucem. Ostatnio udało mi się opanować kilka całkiem niezłych ciosów i chętnie je wypróbuję - skomentował, szczerząc się do niej. Ewentualnie, w razie konieczności, zapłaci komu trzeba i po sprawie. - Jeśli będziesz miała go dość ostatecznie, zapraszam do siebie. W firmie mojego ojca z pewnością znajdzie się miejsce dla ciebie, a i twój szef nie będzie aż takim arogantem - skomentował, w połowie żartując, w połowie mówiąc szczerze. Wystarczyło słowo, a znalazłaby zatrudnienie u niego.
Zatrzymał się przy obrazie, któremu Leah postanowiła poświęcić swoją uwagę. Przechylił lekko głowę, próbując znaleźć w nim cokolwiek, co pozwoliłoby mu zrozumieć, dlaczego ktoś uznał, że warto powiesić go na ścianie i wystawić na widok publiczny. Kilka kolorowych plam, jakieś dziwne kształty i kreski. Mógłby przysiąc, że widział bardziej interesujące rzeczy na ścianach publicznych toalet. Nie żeby uważał się za znawcę sztuki, ale chyba istniała jakaś granica między artystyczną ekspresją a przypadkowym rozlaniem farby na płótnie.
-Nie wiem, ale podejrzewam, że miał przy sobie jeszcze większą ilość tego, co pił - skomentował, wsuwając dłonie do kieszeni spodni. - Chociaż może właśnie o to chodzi. Im mniej rozumiesz, tym bardziej musisz udawać, że jesteś zachwycona. Wtedy wszyscy myślą, że masz wyrafinowany gust - dodał, nieprzerwanie wpatrując się w dzieło.
Już miał dodać coś jeszcze, kiedy z boku dobiegł go szybki tupot. Nie zdążył nawet odwrócić głowy, gdy jakiś młody chłopak, najwyraźniej bardziej zainteresowany telefonem niż otoczeniem, wpadł prosto na Leah. Dziewczyna zachwiała się pod wpływem uderzenia i zanim Ambrose zdążył zareagować, poleciała w jego stronę, wpadając na niego całym ciężarem. Rose odruchowo wyciągnął ręce, łapiąc ją w pasie, żeby oboje nie skończyli na podłodze.
-No proszę, czyli jednak na mnie lecisz, Pembroke - zaśmiał się, doprowadzając dziewczynę do porządku. Trzymał ją co prawda zdecydowanie za długo, ale hej, wcale nie narzekał! - A ty człowieku uważaj, jak leziesz! - zawołała za jegomościem, który nawet się na nich nie obejrzał.

Leah Pembroke
23 y/o
For good luck!
171 cm
przyszła dziennikarka & asystentka
Awatar użytkownika
Give me tough love
Leave me with nothin′ when I come down
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecios.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Och, daj spokój. Świetnie sobie przecież radzisz — zaśmiała się, układając dłoń na jego klatce piersiowej, by subtelnie wygładzić materiał jego koszulki. Zaraz poklepała go palcami po tym samym miejscu i posłała mu krzywy uśmiech. — Lubisz, jak to robię, co? — rzuciła, półżartem i półserio. — Jak cię trochę męczę. Tak z zasady — dodała w ramach wyjaśnienia, bo jej słowa można było naprawdę różnie zinterpretować. — Buziak? Jeszcze zemdlejesz z wrażenia i będę musiała wyciągać cię stąd za nogi — zażartowała, odrywając od niego spojrzenie, by zerknąć na jej piękne kwiaty. No była tylko kobietą, okej? Takie rzeczy robiły na niej wrażenie, szczególnie jeśli dawno nie czuła się w ten sposób. Tak czy inaczej, doceniała ich relację, przeplataną drobnymi złośliwościami i humorem, bo dzięki temu, pomimo pierwotnych zalotów Ambrose'a, nie czuła się niekomfortowo w jego towarzystwie. Sinclair był naprawdę dobrym chłopakiem, nie mogłaby powiedzieć o nim złego słowa, ale czasami... Pomimo szczerych chęci, serce nie działało tak, jakby się tego chciało.

— Nie będę cię w to mieszać — rzuciła z rozbawieniem, gdy tak odważnie stwierdził, że może mu skopać tyłek. Nie wątpiła w jego możliwości, jednak wolała zapobiec wojnie. To znaczy, dopóki sama jej nie rozpęta, ale przecież gdyby ktoś miał ją wyręczyć, to cały jej dotychczasowy trud poszedłby na marne. — To nie takie proste. Z pewnych powodów uparłam się właśnie na tę firmę, więc muszę tam jakoś wytrzymać — westchnęła męczeńsko. — Ale dziękuję za ofertę. Jak będzie mi naprawdę ciężko, to zadzwonię — zaśmiała się. Z jednej strony chciałaby podzielić się z nim swoim planem, a z drugiej musiała przestać tak dużo paplać, bo wystarczy jedno niewłaściwe słowo, a informacja o tym, jak chce sabotażować jakąś znaną markę, rozejdzie się po całym Toronto.

Pembroke naprawdę starała się zrozumieć tę całą sztukę, ale nie potrafiła. To znaczy, dopóki widziała jakiś realizm, to realnie była w stanie się tym zachwycić, ale w momencie, gdy na płótnie było parę krzywych maźnięć... To miała ochotę spytać się, czy malowało to jakieś pięcioletnie dziecko. — W takim razie ja też mogę zostać pieprzoną artystką. Robię takie same ślaczki, jak siedzę na spotkaniach — rzuciła, uśmiechając się nieco szerzej. Boże, gdyby ktoś podsłuchał ich rozmowę, z pewnością uznałby ich za ignorantów. Dziewczyna otworzyła usta, by dodać coś więcej na ten temat, gdy jakiś dzieciak, pchnął ją z taką siłą, że poleciała na Brose'a. Przytrzymała się go, łapiąc z powrotem pion i parsknęła pod nosem. — Najwidoczniej nie tylko nas nuży ta sztuka — stwierdziła. Zaraz wsunęła palce pod jego ramię, dochodząc do wniosku, że w ten sposób było bezpieczniej. — Nie ma tu jakiejś kafeterii? Napiłabym się kawy — rzuciła, rozglądając się za jakimś miejscem, w którym mogliby usiąść. Na pewno w pobliżu znajdowało się jakieś, gdzie będą mogli poczekać aż cały ten ruch minie.

Ambrose
ODPOWIEDZ

Wróć do „Art Gallery of Ontario”