To jest fakt, Galen musiałby wzywać Meenę na dywanik z otwartymi drzwiami, żeby o nich nie plotkowali, gdyby założył to lustro weneckie w gabinecie. Chociaż... on w ogóle nie wiedział o tych plotkach, czuł się bez-kar-ny. Ciekawe jak jeszcze długo to potrwa.
-
Może po prostu rozstawimy w holu testy na inteligencję, niektóre odpadną już tam? - uniósł jedną brew. Wyatt zdawał sobie sprawę, że te które przychodziły do biura nie były zbyt bystre, cóż, takie też mu się zdarzały, ale coraz rzadziej, może Candy była ostatnia? No dobra, później jeszcze Mindy, czy tam Mandy z baru. Ale na tym koniec.
Zamrugał dwa razy, kiedy powiedziała, że jest zazdrosny o Chrisa. Galen Wyatt zazdrosny? Do tego o Chrisa?
Uniósł jedną brew.
-
Co to znaczy, że jest pocieszny? - zapytał, bo jak o facecie można powiedzieć, że jest pocieszny? Jakby o nim ktoś tak powiedział, to chyba zrobiło by mu się słabo. Ale może Chris to była inna kategoria? Tylko, żeby nie taka sama jak słodka.
-
Na Chrisa? - znowu się zdziwił, ściągnął usta w wąską linię. Nawet sobie to wyobraził, Meenę i Chrisa na jakiejś randce, może na hot dogach z budy koło Northexu?
-
Nie Twoja liga Evans - powiedział spokojnie i zakończył temat. Galen to jednak nie lubił konkurencji, chociaż... może lubił, ale jeśli to był ktoś na jego poziomie, a Chrisa mógł zwolnić w dwie sekundy i sprawić, że z pociesznego zamieniłby się w smutnego. To też nie była jego liga.
-
Może nawet czymś lepszym niż dobre śniadanie? Śniadania to już trochę przeżytek, najpierw z rana trochę aktywności, a później lunch - powiedział zerkając na nią. Właściwe Galen rzadko jadł śniadania, bo rzeczywiście nie miał na nie czasu, ale może z Meeną by mógł? To co powiedziała później sprawiło, że jakoś tak nerwowo przełknął ślinę. Galen nie jest głupi, nigdy nie był, a jednak w tej jednej kwestii udawał, że tak jest, że wcale nie gadają o nim, że kręci z sekretarką, a może jednak gadali?
-
Gadają o nas w firmie? - zapytał, trochę bardziej chłodno niż wcześniej. Nie chciał, nie mógł, sobie na takie rzeczy pozwolić. Ale przecież sobie pozwalał cały czas siedząc z Meena w gabinecie, stojąc przy jaj biurku, zabierając ją na każde spotkanie, na służbowe kolacje i służbowe wyjazdy. Zamknął na moment oczy, mocniej ścisnął jej dłoń, niby to były takie żarty, ale czasem to wystarczy, żeby otworzyć komuś oczy.
A kiedy Galen je otworzył, to spojrzał na Meenę.
-
Kto i co mówi? - zapytał dość poważnym tonem, bo jednak to mu teraz nie da spokoju. Przecież Wyatt zdawał sobie sprawę, że o nim rozmawiają, był prezesem, to było nieuniknione, ale że o nich? O tym, że miał słabość do swojej sekretarki?
Miał. Ale Galen nie umiał po prostu dopuścić do siebie myśli, że ma jakieś słabości, że ludzie o tym rozmawiają, a jeszcze do tego ta jego słabość siedzi teraz przed nim i patrzy mu w oczy, gdyby nie obiecał jej, że nie puści jej dłoni, to by wstał i musiał to rozchodzić.
Sięgnął po wodę, żeby napić się kilka łyków.
-
Tak... - rzucił tylko sztywno, bo się zastanawiał teraz czy już każdy w firmie wie, że ta zależność działała też w drugą stronę, że jak Meena była szczęśliwa, to on też był? Może nawet taki Chris już to wie? Będzie musiał o to zapytać Cala jak wrócą.
Dopiero kolejne słowa Meeny sprawiły, że trochę wrócił do niej myślami, zostawiając Northex gdzieś na ziemi, ale przecież jak wróci to musi to wszystko sprawdzić. Co gadają i kto, a jak się okaże, że za dużo to polecą głowy.
-
Przecież nie chciałaś latać ze mną helikopterem - rzucił, a później delikatnie się uśmiechnął, ale delikatnie, bo on znał takiego bogacza co mógłby zapłacić za wieczór z nią małą fortunę -
w tej czerwonej sukience na pewno podbiłabyś stawkę - na tego obleśnego typa, aż trochę parsknął -
no przecież to miał być szczytny cel Evans - drażnił się z nią, lubił to, te ich dwuznaczne rozmowy. Ale później westchnął ciężko, bo może nie powinien.
-
Może z Teksasu? Może też jakiegoś poznasz? - zapytał tak odnośnie tych facetów, z jakimś takim przekąsem, bo o to właśnie tu na przeciwko niej siedzi taki facet, ale no tak... to jest jej szef. Oblizał wargi na wspomnienie o tym dekolcie, chyba powietrze w samochodzie było suche.
-
Nie mogę się doczekać - no i znowu to powiedział i znowu sobie wyobraził, może nawet zbyt wiele. Uśmiechnął się kiedy powiedziała, że go zna, znała, jak nikt inny, pasowało mu to, ale nie pasowało to, że wszyscy będą na nich patrzeć, a później o nich gadać? Galen zaczął się zastanawiać w którym momencie sprawił, że to tak się potoczyło. Nie chodziło o przekroczenie granicy, a raczej o to, że pozwolił sobie na to, żeby wszyscy o tym wiedzieli.
-
To ważne, musiałem się przygotować - powiedział, chociaż znowu go dotknęły jej słowa, jakoś tak dziwnie, zazwyczaj ona się tym zajmuje, bo była mu niezastąpiona. Tylko czy tak wygląda każda relacja sekretarki z jej prezesem?
Galena ewidentnie coś gniotło w środku. Dużo pytań, które mu się nasuwały. Żadnych odpowiedzi.
-
O Tobie - rzucił odruchowo, bo był rozkojarzony. Ale zaraz odchrząknął.
-
Po prostu wiem w czym kobiety wyglądają dobrze - powiedział i to się miało już chyba dotyczyć tej biżuterii, a może wciąż tych koronek? Galen sam już nie wiedział.
Nie wiedział też, czy ta jej głowa na jego ramieniu to coś odpowiedniego, tak jak to, że trzymał ją za rękę. A jednak jej na to pozwolił. Pozwalał też sobie. Ale w głowie miał teraz bardzo różne myśli.
Najpierw samolotem szarpnęło, mogli to poczuć, a później usłyszeli komunikat:
Prosimy o zajęcie miejsc i zapięcie pasów bezpieczeństwa.
Meena Evans