Stanęła tuż obok niego, wtulona w męskie ciało (i obłędne perfumy, które doprowadzały ją do szału), obserwując, jak Galen dokonuje płatności. Była autentycznie przekonana, że to pierwszy raz, kiedy widziała tak wielką sumę pieniędzy przed oczami w jednym pliku. Kurwa, ile on miał przy sobie? Czy na codzień też nosił przy sobie tak wielkie kwoty, czy może jednak rezerwował je tylko i wyłącznie na wizyty w ekskluzywnych burdelach?
Ponownie złapała się na tym, że za dużo o nim myśli. Nie powinna spędzać tyle czasu rozmyślając
jaki był, co lubił i jaka była jego codzienność. Zdecydowanie powinien wystarczyć jej fakt, że Galen Wyatt był zadufanym w sobie dupkiem, który zapewne miał więcej pieniędzy w portfelu niż szarych komórek i pokazów empatii w głowie. Całe szczęście bardzo szybko umiała przyprowadzić się do porządku. I tak też zrobiła, a kiedy płatność była już dokonana i oczywiście zaksięgowana na
pokój premium, Pilar była gotowa skierować się w stronę windy. Szkoda tylko, że on nie był. Bo przecież nie byłby sobą, gdyby nie zaczął kokietować recepcjonistki.
Walczyła z samą sobą z całych sił, by nie przewrócić oczami. Kurwa, jak ona bardzo miała ochotę przewrócić oczami. Zamiast tego postanowiła wyżyć się jak pięcioletnie dziecko i podczas gdy Galen proponował Meghan role w filmach, ona bezczelnie wsunęła mu dłoń pod marynarkę USZCZYPNĘŁA skórę. Oczywiście nie było to łatwe, bo na ciele Wyatta nie znajdowała się pojedyncza warstwa tłuszczu, ale coś tam w końcu znalazła, a kiedy ten delikatnie podskoczył, Pilar uśmiechnęła się do niego przelotnie.
—
Chodźmy — rzuciła znudzona, próbując ukrócić tą niezręczną wymianę zdań. Bo chyba właśnie tak zrobiłaby zazdrosna o swojego partnera kobieta. Prawda? —
Nudzę się — mruknęła, odwracając się w jego kierunku, nawet nie dając Meghan ułamka sekundy uwagi i naparła na
GalanaFranka, umieszczając dłonie na jego szyi. Zupełnie jakby chciała zaznaczyć swój teren i pokazać, że nikt oprócz niej, nie miał prawa nawet na niego spojrzeć.
Opuściła jedną z dłoni niżej na marynarkę i delikatnie szarpnęła go w stronę ochroniarza, który jedynie skinął głową i z założonymi z przodu rękami zaprowadził ich do windy. Pilar wykorzystała te kilkanaście sekund na rozejrzenie się po pomieszczeniu. Ciekawe ile ludzi korzystało z
normalnych usług hotelu? W holu wydawało się nie być nikogo oprócz nabitych facetów w czerni i jednego starszego mężczyzny, który wydawał się równie bogaty co Galen, jak nie bardziej. Ewidentnie na kogoś czekał, co chwile sprawdzając pozłacany zegarek.
Pilar weszła do windy jako pierwsza, prowadzona dłońmi Galena, a kiedy dotarli do ściany, naparła na
swojego mężczyznę ciałem. Piętra faktycznie zmieniały się kurwa z taką prędkością, że Stewart zdążyła by rozegrać trzy partyjki w pokera, wziąć prysznic i zrobić sobie kanapkę. Czas dłużył się niemiłosiernie, podczas gdy dłonie Galena wodziły ochoczo po jej nagich plecach.
Su perfume huele a pescado podrido
Z początku myślała, że się przesłyszała. Zadarła głowę, spoglądając w niebieskie oczy Galena, podczas gdy brwi uniosły się w rozbawieniu w górę. Znał Hiszpański? Kurwa, czego jeszcze o nim nie wiedziała? A no na przykład to, że okazał się mieć całkiem znośne poczucie humoru, o które w życiu by go nie osądzała. Świntuszył jej prosto do ucha tonem głosu oraz dotykiem, chociaż słowa które wypowiadał, nijak miały się do zaistniałej sytuacji. Pilar po raz pierwszy tego wieczoru uśmiechnęła się
szczerze.
—
¿Pescado? — mruknęła, przysuwając się jeszcze bliżej, czując na sobie jego ciało. Jakby mówił jej właśnie najbardziej uwodzicielskie słowa, jakie mężczyzna mógł powiedzieć kobiecie. A Pilar, cóż, nie miała zamiaru zostać dłużna. —
El tipo huele como si hubiera estado rebuscando en la basura todo el día, buscando su dignidad — głos miała niski, ociekający pożądaniem, podczas gdy mówiła mu o tym, że porównanie faceta do ryby było zdecydowanie za mało, bo facet śmierdział, jakby cały dzień urzędował w śmietniku, szukając swojej godności. W tym samym czasie jej dłoń wdarła się w miękkie włosy Galena, szarpiąc je delikatnie, a ciało uniosło się na palcach, by łatwiej było jej sięgnąć do jego szyi. —
Y su nariz es más pequeña que la de aquel que no debe ser nombrado — praktycznie jęknęła mu do ucha z rozkoszy (mówiąc,
że facet ma nos mniejszy niż ten którego imienia nie wolno wymawiać), kątem oka obserwując w lustrze jak ochroniarz robi się czerwony jak burak, co zapewne było spowodowane gorącą atmosferą widzie bardziej niż hiszpańskimi komentarzami na jego temat. Wróciła oczami do Galena, znajdując się niebezpiecznie blisko. —
¿Qué, te gustaría besarlo? — spytała wyzywająco, wodząc spojrzeniem po całej jego twarzy. Chuj, że właśnie się go spytała, czy Galen chciałby pocałować ochroniarza. Ale kto wiedział? Może lubił wszystkie strony tęczy i jarały go faceci z wielkimi barami i małym nosem? Wstrzymała na moment oddech, gdy tak przyglądała mu się z bliska, a facet w czerni w końcu odchrząknął.
—
Zapraszam — burknął, ewidentnie zawstydzony
świntuszeniem, którego był świadkiem w czasie gdy wina zadzwoniła, sygnalizując odpowiednie piętro.
Pilar opadła na ziemię, opuszczając pięty i ruszyła za fagasem. W międzyczasie pozwoliła, by Galen znalazł się tuż obok. Ujęła jego dłoń i splotła ich palce.
Korytarz ciągnął się w nieskończoność. Czerwone ściany z kanciastymi wzorkami przeplatane były brązowymi drzwiami, przy każdym z nich po złotej klamce i miejscu na kartę dostępu… której nawet nie dostali. Pewnie ochroniarz wpuści ich i wypuści przy wyjściu, by zachować wszelkie środki dyskrecji i bezpieczeństwa.
—
Pokój trzysta osiem. Klimat Hiszpański — zatrzymał się przy jednych z drzwi, a z ukrytej kieszeni w marynarce wyciągnął ciała kartę. Zwinnym ruchem przestawił ją do czytnika, a kiedy klamka wydała dźwięk, Pilar poczuła jak serce zaczyna walić jak szalone.
To był ten moment.
Niepewnie ruszyła za mężczyzną, po cichu błagając w duchu, by pokój okazał się po prostu pusty. By to całe zwyrolstwo okazało się najzwyklejszym snem. Jej niedoczekanie.
Weszli go środka, a jej oczom ukazał się duży apartament. Wszystko tam było pozłacane; ściany, lampy, klamki, szafki i… łóżko. Spojrzenie Pilar nerwowo ruszyło wzdłuż stażu, by zaraz potem zawiesić się na drobnej, wychudzonej kobiecie siedzącej tuż na skaju. Ubrana była w najpiękniejsze, najbardziej seksowne koronki, chociaż jej oczy wykazywały jedynie czyste przerażenie. Pilar poczuła jak żółć podchodzi jej do gardła, a serce zaciska się z dziwnego bólu. Mimowolnie zacisnęła dłoń Galena. Mocno. Szczerze.
Galen L. Wyatt