32 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Znowu szykowała się na najgorsze.
Ostatnie zdanie rzuciła w afekcie – i zdaje sobie z tego sprawę dopiero, gdy słyszy pytania Teddy. Wypowiadała je w obawie przed odtrąceniem; tak jakby próbowała wygrać wyścig. Ale Darling wcale się się nie ścigała.
Dopiero teraz Helena znowu na nią patrzy, z pewnym zaskoczeniem, jeśli nie niedowierzaniem. Kto by się spodziewał, że najgorsza opcja wcale nie musi się wydarzyć?

Wzrok na chwilę znowu spoczywa na turlającym się wciąż kubku, zanim Peregrine na chwilę nie chowa twarzy w dłoniach, naciskając na skronie, jakby mogła rozmasować sploty myśli tak samo, jak te w mięśniach. Wdech, wydech, przypomina sobie.
Próbuję powiedzieć, że nie rozumiem, czemu chcesz w to brnąć, Darling — mówi cicho. Jej dłonie wciąż drżą i teraz instynktownie znowu podążają do miejsca, w którym kilka dni temu miała wbity kawał szkła. Wciąż stara się panować nad swoim oddechem, uporczywie próbując przywrócić się do porządku.

Brzmienie następnego pytania Darling wywołuje podobne uczucie, co tamten kawał szkła. Nie chciała, by ta myślała, że Helena nie chciała jej widzieć. To nie mogło być dalsze prawdzie. I ma ochotę to powiedzieć, ale jakie to miałoby znaczenie, skoro jej zachowanie pokazywało coś innego? Nawet jeśli powód był zupełnie inny, Peregrine zdaje sobie sprawę z tego, że może nie miał znaczenia, bo zgubiła się zbyt głęboko w swoim myślach.
Zdaje sobie nagle sprawę, że wydarzyło się dokładnie to, o czym przelotnie myślała podczas ich pierwszej randki – że pozostawiona wystarczająco długo sam na sam ze swoimi myślami, zdoła się przekonać, że znów powinna uciekać. Jak zwykle.
Helena zaciska mocno zęby.

Przepraszam — mówi znów przyciszonym głosem. — Obiecałam ci, że nie dam się zwariować, ale... — tu prycha. Optymizm znowu ją zdradził. Wbija na chwilę wzrok w swoje buty, a potem zmusza się, by schować ręce do kieszeni. — Wcale nie chcę kończyć tego... wszystkiego. — Powtarza za nią, bo jak inaczej nazwać to, co zdążyło je połączyć? — Ale boję się, że może ci się przeze mnie stać krzywda. — Przyznaje. Pod pozornie neutralnym tonem głosu coś drży. — Opowiem ci wszystkojeśli chceszale nie tutaj — mówi w końcu. Chce, żeby Teddy zrozumiała dylemat, z jakim zmaga się Peregrine. Nie chce jednak wchodzić w szczegóły swojej anonimowej działalności w publicznym miejscu.

teddy darling
echo
AI, brak inicjatywy i inwencji, wątki nierozwijające postaci
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała zamiaru się z nią sprzeczać. Nigdy nie była osobą skłonną do kłótni. Nie dlatego, że brakowało jej własnego zdania, bo umiała stawiać na swoim, gdy sprawa była dla niej istotna, ale równie dobrze wiedziała, kiedy lepiej odpuścić i pozwolić sprawom toczyć się własnym rytmem. Dlatego jeśli Helena potrzebowała czasu, żeby zastanowić się nad tym, czego właściwie chciała — Teddy zamierzała jej go dać. Bez nacisków i zadawanych zbyt wcześnie pytań. Zbyt dobrze rozumiała, jak łatwo można się pogubić, gdy emocje plączą się z rozsądkiem.
Tylko że chyba sama Peregrine nie do końca wiedziała, czego chce. Nie mogła jej za to winić. Darling również nie była niczego pewna. Nie potrafiła obiecać, że w którymś momencie nie okaże się, że sytuacja je przerośnie, a obawy nie stanie się zbyt duże. Nie wykluczała żadnej z opcji, ale też żadnej nie brała za pewnik. Wychodziła z prostego, choć nie zawsze łatwego założenia co ma być, to będzie. Na ten moment nigdzie się nie wybierała. Została. Nawet jeśli Helena snuła plany ucieczki.
Ja też tego nie rozumiem — odparła zgodnie z prawdą. Nie miała pojęcia, dlaczego w to brnęła. Rozkładanie na czynniki pierwsze i zbyt dogłębna analiza nie była jej najmocniejszą stroną. Była strażaczką — cechowało ją działanie, a nie nadmierne myślenie. — Nigdy nie byłam najlepsza w logicznym myśleniu — wzruszyła ramionami. Zwykle napędzała ją adrenalina, nie miała nawet czasu, żeby cokolwiek dobrze przemyśleć. Może w relacji z Heleną było podobnie.
Kolejne słowa sprawiły, że Teddy prychnęła pod nosem, rozglądając się dookoła.
Nie sądzisz, że jeśli miałaby mi się stać krzywda, to już by się to wydarzyło? — zapytała i wróciła spojrzeniem w obręb twarzy Peregrine. — Zamachowiec miał wystarczająco dużo przestrzeni i czasu, aby mnie skrzywdzić. A jednak do tej pory tego nie zrobił. Może wcale nie jestem na jego celowniku — wzruszyła lekko ramionami, bo jak już wspomniała, dotychczas nie czuła się w żaden sposób zagrożona.
Nikt jej nie śledził, nikt nie starał się uprzykrzyć życia. Albo była zbyt zajęta pracą, żeby to zauważyć. Tylko nawet tam nie wydarzyło się nic podejrzanego. Nie bagatelizowała tego, co wydarzyło się kilka tygodni wcześniej, jednak nie sądziła, aby zamachowiec zaplanował, żeby to akurat jej jednostka znalazła się w banku, bo równie dobrze inna załoga mogła znaleźć się tam znacznie wcześniej. To był zwykły zbieg okoliczności. Najprawdopodobniej?
Nie musisz opowiadać mi wszystkiego — podeszła bliżej, zaciskając palce na jej odzieniu wierzchnim. — Powiedz mi tylko tyle, ile możesz — poprosiła, bo jeśli miałoby to przysporzyć Helenie problemów, Teddy nie chciała przyczynić się do tego, że coś poszło nie po jej myśli.
Po tych słowach pociągnęła ją za rękę w kierunku sąsiedniej alejki. Mogły odłożyć tę rozmowę na później, jednak nie powinny stać w miejscu, kiedy mróz szczypał w policzki i wkradł się pod szaliki.

helena peregrine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
32 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Przez chwilę po prostu się jej przygląda, jakby mogła wyczytać z jej twarzy wszystkie odpowiedzi, których nie miała; nie dostaje ich, ale mimo to ciężar w żołądku słabnie, a serce Heleny uspokaja się na chwilę.
Za chwilę parska krótko. — Ja myślę aż za dużo. Czasami do tego stopnia, że sama nie wiem, o co mi w ogóle chodzi. — Teddy z pewnością zdążyła to zauważyć. A jednak, mimo tej wiecznej analizy, też nic z tego nie rozumie. — Hej, może i chwilami popadam w paranoję, ale ty idziesz w drugą skrajność. — W jej spojrzeniu widać troskę. Niepokoi ją, że Darling nie bierze zagrożenia na poważnie. Może i nie czycha za kadym zakrętem i nie zaplanował wszystkiego w taki sposób, by one obie się tam znalazły, ale Holden gdzieś tam jest i zwrócił uwagę na to, że ich relacja ma prywatny charakter. Może to jeszcze nie powód, żeby uciekać w podziemia albo czuć jego oddech na karku, ale zachowanie czujności było wskazane. Teddy musiała w swojej pracy działać szybko i zdecydowanie – praca w policji natomiast przypominała grę w szachy. Otwarcie tej rozgrywki nie mogło pójść gorzej – dlatego tym bardziej nie było już miejsca na popełnienie zbyt wielu błędów.

Parska cicho. — Nie starczyłoby nocy, żebym opowiedziała ci wszystko — mówi. Jej życie było pasmem intensywnych wydarzeń, które nabudowały w niej czasami wręcz sprzeczne, walczące ze sobą instynkty. Nie mają dzisiaj jednak czasu, by nakreśliła każde domino, które doprowadziło ją do tego momentu. Peregrine ma jednak wciąż nadzieję, że kiedyś czasu starczy. Że go mają.
Patrzy miękko na Teddy. W tym momencie jej ciepła dłoń nie jest jednak w stanie odwrócić uwagi Heleny od sprawy zamachowca. Musi upewnić się, że Darling rozumie powagę sytuacji.

Nie tutaj, ale teraz — mówi, gdy Teddy zaczyna zmierzać alejką. Teraz musi już to z siebie wyrzucić. Musi jej powiedzieć, bo inaczej oszaleje. Rozgląda się szybko, po czym ciągnie ją za rękę w stronę, gdzie rzędem rosły tuje, a potem miedzy ich gałęzie. Jest ciasno – ale w ten sposób są całkowicie schowane. Dźwięk ich oddechów dominuje, gdy zasłona zieleni oddziela je od odgłosów miasta.
Helena na wszelki wypadek i tak szepcze.
Jakiś czas temu pracowałam przy sprawie szajki pedofilskiej. Nie było wystarczająco dowodów na nakaz przeszukania sprzętu części podejrzanych. Ale potem prasa dostała... anonimowy cynk — Helena unosi na chwilę brwi, a potem zwilża wargi językiem. Nawet w tej kryjówce ciągle waży słowa, jakby mimo starań miały dotrzeć o czyichkolwiek innych uszu. Patrzy z powagą na Teddy. — Jeśli teraz wydałoby się, że to byłam ja, moja kariera będzie skończona, a część z nich mogłaby wyjść z więzienia. Jeśli nie wszyscy, bo stać ich na dobrych prawników. — Tutaj też posyła Darling dość znaczące spojrzenie. Nie chce rzucać nazwiskami, ale dać znać, że chodzi o wpływowych ludzi. Otwiera na chwilę usta, by wymieniać możliwe zagrożenia wynikające z tej sytuacji, ale zamiast tego chce nakreślić Darling jeszcze inny obraz. Więc opowiada w skrócie o pendrivie, o tym, jak stała się częścią tej sprawy, jak została wrzucona w zorganizowaną na szybko i niezbyt skutecznie akcję policji. Że odpowiedzialność za to zrzucono na Judy, mimo że rozkazy tego dnia wydawał komendant, który też nie jest godną zaufania osobą. — Tamtego dnia miałaś rację, kiedy powiedziałaś, że robi mnie jak amatorkę. Nie byłam przygotowana na to, że będzie chciał grać w kotka i myszkę. Tańczyłam jak mi zagrał — wypowiada to przez zaciśnięte zęby. — Może i ty nie jesteś na celowniku. Ale ja jestem. A dla kogoś, kto miałby interes w tym, żeby mnie do czegoś zmanipulować, jesteś żyłą złota, Darling, bo nie cofnę się przed niczym, żeby cię ochronić. — Ściska lekko jej dłoń – której nie puściła przez cały swój monolog. Liczy na to, że Holden nigdy na to nie wpadnie, ale jej relacja z optymizmem jest napięta.

teddy darling
echo
AI, brak inicjatywy i inwencji, wątki nierozwijające postaci
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie martwiła się o siebie. Rzadko kiedy przebywała sama, a w pracy przeważała otaczała się grupą kolegów, więc nie stanowiła aż takiego łatwego celu. Miała świadomość zagrożenia, ale nie doszukiwała się na każdym kroku. W przeciwieństwie do Heleny, która wciąż musiała pracować przy sprawie zamachowca. Teddy uważała się to głupie i nierozsądne. I że na oficjalnej stopie powinien zająć się tym ktoś inny. Nie zamierzała jednak mówić o tym głośno. Wiedziała, co Helena miała do powiedzenia w tym temacie. Zresztą, kim była Darling, żeby się wtrącać i mówić jej, co powinna robić? Co najwyżej mogła podzielić się z nią swoimi obawami i liczyć na to, że ta nie będzie się za bardzo wychylać. I że nie da się zabić.
Nie idę w żadną skrajność — odparła natychmiast, negując jej stwierdzenie. — W moim zawodzie nie mogę pozwolić sobie, żeby strach przejął kontrolę nad moim życie — wyjaśniła swój tok myślenia. Podczas ryzykownych akcji musiała być w pełni skupiona, a każde rozproszenie mogło doprowadzić do tragedii. — Uważam na siebie — zapewniła jeszcze, bo właściwie nie miała pojęcia, co jeszcze dodać. Helena nie miała wyjścia, pozostało jej uwierzyć strażaczce na słowo.
Próbowała przyswoić każdą wyjawioną informację. Układała w głowie obraz niebezpieczeństwa, którego dotąd nie rozumiała. Świat, w którym Peregrine była celem, a Darling stała się nagle elementem gry, w której nieświadomie brała udział, chociaż nawet nie chciała rzucać kostkami.
Podejrzewasz, że za tym zamachem stoi ktoś, kto współpracował z szajką, czy to raczej kompletnie randomowa osoba, która odkryła twój tajny sekret? A może szajka miała kreta? — dopytała, zaciskając usta w wąską linię.
Niepokój mieszał się z podziwem. Helena była bezkompromisowa, nieustępliwa i gotowa zrobić wszystko, by chronić tych, na których jej zależało. A najwyraźniej Teddy była kimś, kto zasługiwał na tę ochronę. Była żyłą złota, jak Helena ją nazwała, ale to określenie nie niosło ze sobą dumy.
Nie mówiłam tego poważnie — Teddy przechyliła głowę, spoglądając na nią pobłażliwie. Nie uważała jej za amatorkę. Rzuciła to wtedy do krótkofalówki w przypływie emocji, może trochę w formie żartu, aby rozładować napiętą atmosferę. — Czyli co? — przysunęła się bliżej, aby nikt ich nie słyszał, a ich sylwetki całkiem zniknęły za tujami. — Chcesz powiedzieć, że teraz jestem twoim kryptonitem i piętą achillesową? — wyciągnęła rękę i odgarnęła Helenie niesforny kosmyk za ucho. — Posłuchaj — znów zbliżyła się, niwelując dzielący je dystans. — Nie bez przerwy myśleć o tym, czy nic mi się nie stanie. Lepiej powiedz, jak mogę pomóc. Co możemy zrobić, żeby w końcu dorwać tego skurwysyna? — tym razem to ona mocniej zacisnęła palce na jej dłoni. Trochę tak, jakby chciała ją uziemić i zapewnić, że mogła na nią liczyć.

helena peregrine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
32 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Wierzy jej. Wie zresztą, że Teddy wcale nie jest bezbronna, chociaż to nie do końca przeszkadza w zamartwianiu się. Jej słowa sprawiają, że Helenie przypomina się ich pierwsze spotkanie – to przed laty, kiedy była zbyt przerażona możliwością wkurwienia swojego ojca, by móc przebywać w jej towarzystwie, bo serce biło jej wtedy za szybko.
Przesuwa miękkim wzrokiem po twarzy Darling, uświadamiając sobie, że chyba nigdy nie przyzwyczaiła się do swojej wolności. Przez długi czas bała się ojca nawet po wyjeździe z domu, chociaż nie miał prawa nawet wiedzieć, gdzie akurat przebywa Helena. Bała się wrócić i z nim skonfrontować, nawet gdy nauczyła się, jak obronić się fizycznie. Zawsze zatrzymywała się przed tym, co naprawdę chciała zrobić. Prokrastynowała podejmowanie decyzji pod wymówką przygotowań, planu. Nie mogła pod tym względem bardziej różnić się od Teddy.
Zawsze byłaś stworzona do tego zawodu, czy gdzieś tego uczą? — pyta, a kącik jej ust wymyka się mimowolnie do krzywego uśmiechu, chociaż spojrzenie, które jej posyła jest czułe i pełne podziwu.

Zastanawia się przez chwilę nad teorią o krecie, ale kręci lekko głową.
Nie sądzę, Holden... tak na siebie mówi... działa w imię swoich wartości. Nie bez powodu wybrał bank i nawet tam głównym celem był zarząd — mówi. Jest w stanie wyobrazić sobie, że Holden nie posiadał się z ekscytacji, gdy okazało się, że w zarzuconą przez niego sieć wpadła akurat Peregrine ze swoim dorobkiem. Przynajmniej to zmniejszało ryzyko, że zamachowiec zechce kiedykolwiek zdradzić informacje o jej działaniach samej szajce.

Wiem — mówi, odrobina zażenowania odznacza się w lekko zaciśniętych wargach i krótkim spojrzeniu rzuconym pod nogi. — Powiedzmy, że ta akcja nie była nieudaną bitwą, ale w skali wojny była już taktyczną porażką. — Parska krótkim śmiechem. — Jesteś chyba bardziej tym, czym dla Hulka jest Czarna Wdowa? — Sama nie jest pewna, czy to lepsza analogia. — Tylko nie zacznij mi teraz spoilerować Avengersów, bo jeszcze nie obejrzałam wszystkiego — dodaje; lekki uśmiech znów wykrzywia jej wargi. A potem gest, którym Teddy odgarnia jej włosy znów wprawia ciało Peregrine w lekkie drżenie. Helena zapomina na sekundę, że istnieje coś poza błękitem jej tęczówek.
Słowa Darling uderzają w nią tak samo jak propozycja remontu domu w Whitby. Być może dlatego, że był czas, gdy Helena była przekonana, że każdy ciężar będzie musiała dźwigać sama. Strażaczka znajdowała czułe punkty Peregrine, jakby ta nie spędziła całego życia na misternym ich ukrywaniu.

Pochyla się, żeby oprzeć się czołem o jej czoło. Wolna dłoń szuka drugiej dłoni Teddy. Jakby rozmowa o rozwiązywaniu sprawy morderstwa i ataku terrorystycznego była najromantyczniejszą rzeczą pod słońcem. Bo może trochę tak właśnie było, przynajmniej dla niej.
Najlepiej znaleźć odcięte kończyny pierwszej ofiary — mówi wystarczająco szybko, by ewidentnym był fakt, że myślała też o najlepszej opcji, nawet jeśli traciła wiarę, że cokolwiek pójdzie łatwo. — Jego pierwsza zbrodnia była popełniona w afekcie. Jeśli dowiemy się, kim była Jane Doe, zbliżymy się do poznania prawdziwej tożsamości Holdena.

teddy darling
echo
AI, brak inicjatywy i inwencji, wątki nierozwijające postaci
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Absolutnie nie wydawała się stworzona do tego zawodu. Mało kto wiedział, że Teddy — jeszcze zanim rozpoczęła naukę w Ontario Fire College — zmagała się z silnym lękiem przed ciasnymi, zamkniętymi przestrzeniami. Każde ćwiczenie wymagające wejścia do wąskich korytarzy, zadymionych pomieszczeń czy ciasnych klatek schodowych było dla niej ogromnym wyzwaniem i często kończyło się paraliżującym napięciem. Mimo to nie zrezygnowała. Z każdą próbą zmuszenia się do przekroczenia własnych granic, stopniowo oswajała strach. Uczyła się kontrolować oddech, ufać zespołowi i własnym umiejętnościom. To, co początkowo było chorobliwym lękiem, z czasem zaczęło słabnąć, aż w końcu zniknęło całkowicie. Paradoksalnie właśnie ta walka z własnymi ograniczeniami sprawiła, że stała się silniejsza, bardziej odporna i lepiej przygotowana do zawodu, który na pierwszy rzut oka wydawał się dla niej odpowiedni.
Oczywiście, że tego uczą — odparła z lekkim uśmiechem. Darling podejrzewała, że gdyby nie podpalenie warsztatu ojca, nigdy nie zostałaby strażaczką. Może poszłaby w ślady Trevora i naprawiałaby samochody, ale na pewno nie uganiałaby się z wężem pożarniczym po zawalonych budynkach. — Ale nie uczą, jak uodpornić Hulka na Czarną Wdowę. A to nie jest ani bezpieczne, ani przewidywalne — stwierdziła cicho, bo z jednej strony cieszyło ją, że potrafiła uspokoić i uziemić Helenę, kiedy ta traciła kontrolę. Z drugiej... To była naprawdę duża odpowiedzialność i Teddy nie dawała gwarancji, czy zdoła to udźwignąć. Mimo to, nie zamierzała zdradzać jej fabuły filmów. Nikt nie lubił spoilerów, chociaż Darling czasami wolałaby wiedzieć, co się wydarzy.
Zakodowała, że zamachowiec zwany Holdenem, nie był nikomu ze sprawy ze sprawą pedofilów i to musiało jej wystarczyć. Nie znała się na policyjnych systemach, a jej współpraca z funkcjonariuszami opierała się głównie na pomocy w trwających akcjach.
Kiedy Peregrine przywarła swoim czołem do jej, Teddy przymknęła oczy, pozwalając sobie na swobodne wytchnienie. Napaść na przypadkowego przechodnia nie była czymś, na co nastawiała się podczas ich spotkania.
Gdzie można je znaleźć? — zapytała, podnosząc na nią wzrok. — Te kończyny. Jak do nich dotrzeć? Podejrzewam, że ten cały Holden tego nie ujawni. Chyba, że... Nie wiem, dasz mu coś w zamian? — zacisnęła usta w wąską linię i odsunęła się nieznacznie, aby móc jeszcze dokładniej spojrzeć jej w oczy. — Helena, powiedz mi — zaczęła, przejeżdżając kciukiem po wierzchu jej dłoni. — Gdyby nie to, że facet ma na ciebie haka, dalej babrałbyś się w tej sprawie? — zapytała i ściągnęła w zamyśle brwi. Dla niektórych mogło wydawać się bez znaczenia, ale Darling musiała wiedzieć, czy Peregrine miała tendencję do świadomego pakowania się w kłopoty.

helena peregrine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
32 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Kręci lekko głową.
Czemu uodparniać Hulka na Czarną Wdowę? Ona nie jest jego słabością — mówi. — Hulk jest słabością Hulka — stwierdza. Jej głos zawiesza się w powietrzu, jakby nie dokończyła myśli; może woli, żeby Teddy dokończyła swoją, zanim zacznie ją do czegokolwiek przekonywać. Bo zaczyna czuć się, jakby powinna teraz udowodnić, że Hulk jest w stanie być użytecznym członkiem społeczeństwa i że pracuje nad sobą, że już prawie nigdy nie traci kontroli. Ale przecież z drugiej strony Hulk może nawet zatrudnić się w policji, chodzić co tydzień na terapię i rzucić wszystkie używki, ale wciąż pozostanie Hulkiem.
Helena zagryza lekko wargę, przyglądając się uważnie Darling. — Coś w życiu jest bezpieczne i przewidywalne? — pyta ostrożnie. Trochę jakby pytała o coś innego.

Helena wzdycha, zastanawiając się nad odpowiedzią. Obłok pary unosi się leniwie do góry i rozmywa w powietrzu. — Nie wiem — mówi ciężko, ale nie ma zamiaru się poddać. Nie tylko dlatego, że chciała złapać Holdena; w tym momencie Holden jawił się jako to, co stoi im na drodze do zwykłego cieszenia się wzajemnym towarzystwem. — Ciało zostało znalezione na palcu zabaw w Greektown. W sumie gdy przeszukiwano go za pierwszym razem, jeszcze nie było wiadomo, z kim mamy do czynienia. Może dobrze byłoby rzucić okiem — zastanawia się głośno. Sama nigdy tam nie była, ale przecież nawet sam komendant to powiedział: miała nosa do tej sprawy. Być może na początku zbagatelizowała zagrożenie, ale rozumiała, z kim mają do czynienia chyba lepiej, niż większość policji, skoro została przydzielona do tego zadania i poproszona o priorytetyzowanie sprawy zamachowca.

Czuje niepokój, zanim jeszcze słyszy jej słowa – bo chociaż Teddy pozwala Helenie na czuły gest, w jej dotyku jest wahanie. A potem słyszy jej słowa – Helena, powiedz mi...
Coś w tonie, w sposobie, w jakim przesunęła kciukiem po palcu. Instynkt podpowiada, by wyrwać dłoń z uścisku i zbudować fizyczny dystans, ale przecież Peregrine naprawdę chce nauczyć się, jak nie poddawać się tym impulsom ucieczki i wycofywania. Więc trwa tak, chociaż w jej spojrzeniu pojawia się pewna ostrożność.
To moja praca, Teddy. Komendant przydzielił mi tę sprawę. Holden jest niebezpieczny, a ja mogę pomóc go złapać — mówi powoli, ale oddycha ciężko. — O co chodzi, Darling? – nie chce zadawać tego pytania, ale nie zniesie także trwania w niepewności. Zwłaszcza że to było coś, o czym próbowała uprzedzać Teddy od samego początku ich znajomości – gdzie pojawiała się Helena, tam zaraz znajdowały się jakieś kłopoty. Nie wybierała tego, ale tak właśnie było. W sieć Holdena też wlazła zupełnie nieświadomie, próbując jedynie zbudować dla siebie stabilne życie, zaczynając od odpowiedzialnej pracy, z której tym razem może nikt jej nie zwolni.

teddy darling
echo
AI, brak inicjatywy i inwencji, wątki nierozwijające postaci
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Teddy nie odpowiedziała od razu. Pozwoliła, żeby cisza rozciągnęła się dokładnie tak, jak pozwoliła jej na to Helena — jako przestrzeń, w której myśl musi dojrzeć, zanim zostanie wypowiedziana. Oparła ciężar ciała bardziej na jednej nodze i zacisnęła mocniej palce na jej dłoni, jakby porządkowała coś w sobie, a nie w rozmowie.
Nie — westchnęła cicho. — Nic nie jest bezpieczne i przewidywalne. Zwłaszcza w naszych zawodach — to nie miało zabrzmieć jak kapitulacja ani jak prowokacja. Raczej jak stwierdzenie faktu, z którym po prostu trzeba się w końcu pogodzić. Teddy nigdy nie miała potrzeby udowadniać, że świat da się ujarzmić. Przeciwnie — im więcej w życiu zobaczyła i doświadczyła, wszystko zdawało się wyrastać z założenia, że nie się nie da.
Znów pomyślała o Hulku. Może faktycznie Czarna Wdowa wcale nie była jego słabością. W końcu potrafiła go o zatrzymać, uspokoić i sprowadzić z powrotem. Słabość to coś, co odbiera sprawczość, a Natasha ją przywracała. Tylko nawet ona w pewnym momencie może być nieobecna albo spóźniona. Może się zawahać. Może kiedyś po prostu nie zdążyć. I wtedy Hulk zostaje sam z tym, co zawsze było w nim najgłośniejsze.
Jeśli chcesz tam wrócić, to mogę pomóc ci przeszukać plac zabaw — powiedziała w końcu. To musiało brzmieć naprawdę głupio. — Nie znam się na szukaniu śladów i pewnie masz od tego ludzi, ale mogę zaoferować dobry wzrok i sprawne ręce — wzruszyła lekko ramionami, bo w sumie to do czego miałaby się tam przydać? To była sprawa dla policji, a nie strażaczki po godzinach. Ale tym sposobem mogłaby dotrzymać Peregrine towarzystwa. Zawsze to jest jakiś pozytywny aspekt. — Ewentualnie mogę stać na czatach i dawać cynk, kiedy ktoś będziesz szedł — uśmiechnęła się lekko w próbie rozładowania wciąż napiętej atmosfery. Sprawa zamachowca była dość przygnębiająca.
Zdawała sobie sprawę z tego, na czym polegała praca Heleny, chociaż na początku wydawało jej się, że ta działa od środka, a nie w terenie. Czy jej miejsce nie powinno być za biurkiem przed komputerem? Czy nie tak działali policyjni informatycy?
O nic nie chodzi — pokręciła pospiesznie głową, żeby zaraz westchnąć pod nosem. Czyli jednak o coś chodziło. — Po prostu... — Teddy urwała i sama wyswobodziła rękę z uścisku. Nie dlatego, żeby zwiększyć dystans, ale po to, żeby wyrzucić je na bok. — Martwię się, ok? Stąd moje pytanie. Bawiłabyś się w śledczą, gdyby Holden nie kontaktował się z tobą? Gdyby ta sprawa w pewnym sensie cię nie dotyczyła u gdybyś nie czuła, że jesteś w to wciągnięta? — powtórzyła, akcentując każde słowo, jakby chciała mieć pewność, że jej wątpliwości wybrzmią w pełni.
To była wyłącznie zwykła troska, wynikająca z niepokoju. Peregrine była jej bliska i nie chciała, aby stała jej się jakakolwiek krzywda. A działając poza komisariatem, narażała się znacznie bardziej, niż podczas innych spraw, które pomagała rozwiązywać policji.

helena peregrine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
32 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Kiwa głową z wyrazem bezradnej zgody na twarzy. Nic w życiu nie było pewniejsze od zmiany. Helena wcześnie musiała się nauczyć, że przywiązywanie się do danego stanu rzeczy mogło ją tylko skrzywdzić. Musiała nauczyć się szybkiej adaptacji, żeby przeżyć. Może dlatego tak dobre odnajdywała się w takim, a nie innym zawodzie.

Coś w Helenie mięknie, gdy słyszy propozycję pomocy Teddy. Sprawa jest poważna, a jednak na jej ustach pogrywa uśmiech. — Tak — mówi prosto, chociaż to, co dzieje się w jej wnętrzu, wcale takie proste nie jest. Na twarzy przebija się jednak przede wszystkim wdzięczność. — Mam to traktować jako zaproszenie na randkę? — niby żartuje, ale ziarno niepewności brzmi w tym pytaniu. Jakby próbowała upewnić się, że może. Że ciągle ma na co liczyć.

Och — wyrywa jej się wraz z głębokim wydechem, gdy w końcu dociera do niej kontekst zadanego pytania. — Nigdy na własną rękę — mówi z powagą, gdy już udaje jej się zaczerpnąć tchu i wyciąga dłonie, żeby ująć w nie twarz Teddy i posłać jej pokrzepiający uśmiech. — Nigdy wcześniej nie robiłam nic w terenie bez obecności detektywa. Zazwyczaj jestem grzeczną dziewczynką i po prostu błagam Judy, żeby wzięła mnie na przejażdżkę — próbuje odrobinę rozładować atmosferę, zwłaszcza że jej własne serce wciąż jeszcze szaleńczo bije przez wcześniejszy niepokój. Teraz Helena czuje jednak przypływ odwagi. — Uważam na siebie — zapewnia ją, ale nie chce, by były to jedynie puste słowa. — Bywam arogancka i czasami przez to muszę się liczyć z nieprzewidzianymi konsekwencjami. No i... — tu wyraźnie pewna niewygoda wkrada się do tonu jej głosu, a ona zabiera dłonie, by móc niezręcznie wyginać swoje palce. — czasami gubię się we wspomnieniach. Tak jak dzisiaj. To się nie wydarzyło już naprawdę dawno — dodaje szybko. — Ale są momenty, w których... jestem bardziej podatna. I miejsca. W Whitby... w Whitby trudniej mi było się regulować. Zimą też gorzej mi idzie. — Głos się jej trzęsie, gdy wylicza wszystkie swoje najsłabsze punkty. Sama nie wie, czemu nagle nachodzi ją na ten monolog, skąd to się wydobywa. Nie wie też, dokąd zmierza w tej chaotycznej przemowie. — Ale dużo... naprawdę dużo nad tym pracuję. Nad sobą. — Głos łamie się odrobinę na tym ostatnim stwierdzeniu. I najwyraźniej to tu właśnie zmierza, bo otwiera jeszcze usta, jakby spodziewała się, że wypłynie z niej więcej słów, ale jednak milknie. Oddycha ciężko; położyła na szali już chyba wszystko, a teraz szuka w spojrzeniu Teddy akceptacji. I znowu czuje się jak nastolatka.

teddy darling
echo
AI, brak inicjatywy i inwencji, wątki nierozwijające postaci
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła powstrzymać parsknięcia pod nosem. Randka na miejscu zbrodni. To nie było ani trochę w stylu Teddy. To trochę tak, jakby zaprosiła Helenę na zgliszcza kamienicy, gdzie w pożarze zginęli wszyscy mieszkańcy. Nie było w tym nic romantycznego. Śmierć nie była romantyczna, a Darling jednak coś z tej romantyczki miała.
Nazywaj to jak chcesz — rzuciła swobodnie. Sama zaproponowała wspólne szukanie śladów, ale Teddy podejrzewała, że gdyby to Helena wyszła z podobną propozycją, to i tak nie potrafiłaby jej odmówić. To mogła być randka.
Kolejne słowa sprawiły, że przez dłuższą chwilę nie potrafiła zebrać myśli w spójną całość. To, co mówiła Peregrine nie uderzyło w nią gwałtownie. Raczej wsiąkało powoli, aż w końcu dotarło do niej, jak wiele zostało właśnie odsłonięte. Zaskoczyło ją, jak bardzo te wyznania uruchomiły w niej czujność. Ale nie tę zawodową. To była czujność kogoś, kto instynktownie chce osłonić czyjąś słabość, nawet jeśli ta słabość przyszła w parze z odwagą.
Niepotrzebnie mnie tam zabrałaś — zaczęła, wciskając ręce do kieszeni płaszcza. — Do Whitby. Nie zrozum mnie źle, doceniam to i było... Cholera, było fantastycznie, ale nie musisz udowadniać przede mną, że potrafisz pokonać swoje demony. Helena, przede mną nie musisz niczego udowadniać. Wierzę ci i ufam, we wszystko, co mówisz — Teddy pokręciła głową, patrząc jej prosto w oczy. Nie oceniała. Nie analizowała. Po prostu została i to wydawało się chyba najuczciwszym zapewnieniem, jakie może dać. — Właśnie to chciałam usłyszeć — posłała jej łagodny uśmiech, po czym podeszła bliżej; dłonie, które skrywała przed morzem, teraz wylądowały na zarumienionych od zimnach policzkach Peregrine. — Że o siebie dbasz. I że pracujesz nad sobą. I... — urwała, ściągając brwi. — Właściwie, co pomyślałaś? Że o co mi chodzi? — dopytała, bo w jej wcześniejszej reakcji dało się wyczuć pewną ulgę.
Faktycznie Darling na początku miała pewne wątpliwości co do tego, czy Helena z premedytacją nie pcha się na front. Zdążyła poznać ją na tyle dobrze, aby wiedzieć, że ta lubiła rzucać się w wir adrenaliny. Pod tym względem były bardzo podobne. Z tą różnicą, że Teddy faktycznie miała taką pracę. I chociaż sprawdzała się jako strażaczka i lubiła działać, wcale nie ciągnęło ją do centrum wydarzeń. Robiła to, bo musiała. Na tym polegał jej zawód. Ale kiedy nie było takiej potrzeby, sama nie wyrywała się przed szereg i nie prosiła się o specjalne zdania. Teraz wiedziała, że Peregrine również nie. To było ważne, aby wiedzieć, żeby nie prawić jej morałów i nie próbować przemówić na siłę do rozsądku.
Nie chciałam wyjść na jakąś przewrażliwioną dupę, która oskarża cię od nadmierną brawurę i podejrzewa o chorobliwą potrzebę uczestniczenia w epicentrum wydarzeń — dodała jeszcze po chwili, cmokając z niezadowoleniem ze swojej własnej reakcji. Nawet nie wiedziała, skąd jej się to wzięło. Najprawdopodobniej ze szczerej troski i obawy, że Helena ryzykowała swoje życie, chociaż wcale nie musiała. W przeciwieństwie do Darling.

helena peregrine
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Allan Gardens”