Gdy Billy pochylił się nad nią z tym łobuzerskim uśmiechem i wepchnął jej język do ust razem z gorzkim proszkiem, Vita na ułamek sekundy zamarła. Smak był chemiczny, ostry, obrzydliwy, a jednocześnie dziwnie ekscytujący. Jej dłonie mocniej zacisnęły się na jego kolanach, a serce walnęło jak oszalałe. Nie odsunęła się. Nie mogła. Albo nie chciała. Pozwoliła mu rozsmarować ten gorzki pył po swoich dziąsłach, po języku, po wnętrzu policzków, odwzajemniając ten ćpuński pocałunek w pośpiechu, a kiedy w końcu się odsunął, jej oddech był szybki i płytki. Jasnoniebieskie oczy miała szeroko otwarte, a źrenice już zaczynały się powoli rozszerzać. Oblizała wargi, próbując pozbierać myśli, które rozbiegły się jak po zakątkach jej główki.
Zanim zdążyła w pełni ogarnąć, co się właśnie stało, już stała na zimnej, śmierdzącej klatce schodowej, z Billym obok, który spokojnie zakładał płaszcz, wyglądając, jakby miał wyjebane, że właśnie wylądowali na bruku przez jej głupie prowokacje. Przez chwilę po prostu stała, obejmując się ramionami. W ustach wciąż miała ten dziwny, gorzko-słodki posmak. Serce jej waliło, a w głowie szumiało już nie tylko od adrenaliny. - Kurwa mać… - mruknęła pod nosem po ukraińsku, bardziej do siebie niż do niego. Potem zaśmiała się, nerwowo, kręcąc głową.- No to pięknie. Po prostu pięknie. - Spojrzała na Billy’ego, który właśnie wsunął pod drzwi zawiniątko z prochami dla Iana. Ten gest był tak… absurdalnie troskliwy w tym całym chaosie, że aż zrobiło jej się trochę cieplej na serduszku.
„To idziesz?”
Patrzyła na niego przez chwilę w milczeniu. Miała ochotę powiedzieć ''nie”, wrócić do domu, schować się pod kołdrę i udawać, że tego wieczoru nie było. Ale druga część niej - ta wkurwiona, zraniona i teraz dodatkowo nakręcona proszkiemm.. nie chciała się poddać.- Wiesz co? - powiedziała w końcu, podnosząc brodę. Głos miała trochę zachrypnięty.- Pieprzyć to. Idę. - Zrobiła krok w jego stronę i chwyciła go mocno za dłoń, splatając ich palce.- Tylko musisz mnie pilnować. Na dzisiejszy wieczór oficjalnie dostajesz miano mojej przyzwoitki… adwokaciku - parsknęła pod nosem, próbując w ten sam sposób co Ian wypowiedzieć jego ksywkę.- I nie myśl sobie, że to, co się stało tam w środku… - wskazała głową drzwi - …znaczy, że teraz jesteśmy kumplami od ćpania. - Przez chwilę patrzyła mu w oczy, jakby chciała coś jeszcze dodać, ale w końcu tylko machnęła drugą ręką.- Dobra. Wódka ze stacji i tango. - Uśmiechnęła się trochę niepewnie, ale już szczerzej niż wcześniej, a po chwili przypomniało jej się, że w sumie była cholernie głodna. Otworzyła usta w formie uśmiechu, wyglądając pewnie troszkę przerażająco, jak w tym horrorze Smile, po czym dodała, - TY! Jadłeś kiedyś bobrze ogony?!
partner do tanga