Czuła jak podczas tej
kłótni wzrasta w niej irytacja i tworzy mieszankę wybuchową w jej ciele. Może i miał nieco racji w tym, że niby ją
uratował przed nocowaniem w pokoju z obcą napaloną babą, a nawet przed spaniem pod mostem w Mediolanie, ale używanie tego przeciwko niej, byle wygrać luksusowe miejsce na żałosnej płachcie z kocyka, doprowadzało ją teraz do szału.
—
O C A L I Ł E Ś mnie? — prychnęła nadymając się jakby zabrakło jej powietrza. —
To, że nie chciałam dzielić pokoju z tamtą napaloną kobietą, nie oznacza, że masz cierpieć na podłodze jak jakiś męczennik za sprawę Wendy Gardner — rzuciła na wdechu piskliwie, złośliwie dodając nim zdążyła pomyśleć. —
Nie jesteś MOIM rycerzem w lśniącej zbroi — dodała stanowczo, jakby sama chciała sobie właśnie podkreślić, że nie jest żadnym jej rycerzem. Moim. Jej. Nie jest jej. Rycerzem.
Widziała jego zdziwione spojrzenie i tą kipiącą z jego oczu męską logikę:
chciałem dobrze, czemu na mnie krzyczysz?! i zastanawiała się czy uderzyć go teraz, czy może za chwilę?
—
Nie mam pretensji o to, że mnie ocaliłeś, ty nadgorliwy głuptasie — wycedziła, starając się, by jej głos nie drżał. —
Mam pretensje o to, że zachowujesz się, jakbyś nie miał wyboru! A MIAŁEŚ! — dodała naburmuszona mówiąc co jej ślina na język przyniesie. —
Iiiii… Jakby spanie ze mną w jednym łóżku było jakąś... zbrodnią przeciwko ludzkości… albo przeciwko Kristin — a nie było, umówmy się. Jakby trzymali się swoich stron i spali, to nie byłoby. Nie dowiedziałaby się o tym i nie mieliby nic na sumieniu. To, że w jej głowie działy się w ostatnim czasie najróżniejsze scenariusze to tylko ona wie. I nie, nie wie, że i w jego głowie plątały się też różne niekoniecznie odpowiednie myśli. I w jednym byli zgodni, oboje nie próbowali czegoś z tym zrobić, więc czy nie byli bezpieczni? Nie zamierzała rzucać się na niego, nawet nie śmiała o tym myśleć, bo wiedziała czym to groziło. Za dużo wypiła i pewnie już dawno by spała, gdyby po prostu położył się do łóżka.
Nie rozumiała, co w tym wszystkim było skomplikowane.
Nie rozumiała, bo nie chciała.
Była tylko pijana i niczego tłumaczyć mu nie chciała.
I wtedy padło to słowo.
Unfuckable.
On naprawdę to powiedział?
Halo, można przewinąć?
Nie na takie sprostowanie liczyła. W zasadzie nie wiedziała już nawet sama na co liczyła, ale tego to się na pewno nie spodziewała. Wspierając się na rękach patrzyła na niego, a jej mózg chyba właśnie się przegrzał, a przynajmniej zachowywała się tak, jakby zaliczyła jakiś gruby błąd systemu. Peter nie mógł liczyć na żadną głęboką refleksję z jej strony, bo otwarła szeroko usta i nabrała wnie powietrza tak gwałtownie, że wyglądała jak jakiś chomik naszprycowany orzeszkami. Po paru sekundach z kolei zaczęła przypominać rybę wyrzuconą na brzeg jeziora, co to się zapowietrza, zamiast cokolwiek powiedzieć.
—
A... ble... hy? — świetnie, a teraz to już zachowywała się jakby miała udar. —
Co ty... py... puf? — jej język przestał współpracować, coś na pewno się nie łączyło na linii z jej mózgiem. To pytanie było tak absurdalne, że musiała poczekać, aż minie pierwszy szok, a gdy wypuściła powietrze z ust wyglądała jak jakiś pomidor, albo burak… tak jej policzki były teraz buraczane.
—
Co ty w ogóle mówisz? — wykrztusiła w końcu.
To też się jej w głowie nie stykało. No bo jak to tak? Że on? Peter? Ten sam, którego widziała przed chwilą bez koszulki? Ten sam, z którym leżała na lodzie próbując złapać oddech? No nie, tamten nie był w ogóle unfuckable. I kiedy zrzucił na nią taką bombę opowiadając o nim, o niej, w sensie o Kristin i o nich, w sensie ich związku, jego związku z Kristin to czuła, ze to bardzo nie fair, że aż ją to bolało.
Z drugiej strony skoro była TYLKO jego przyjaciółką, to mogła do tego podejść naprawdę profesjonalnie racząc go radą, a nie przegrzaniem systemu, wizją nadchodzącego udaru i pytaniem, zamiast dobrej rady.
.
Chcesz wiedzieć, dlaczego ona tego nie chce, Peter? Bo jest ślepa. Bo cię nie widzi. Bo ja na jej miejscu nie mogłabym przestać o tym myśleć…
Pomyślała, ale przecież nie powiedziała!
Potrzebowała chwili, by wejść w rolę.
W rolę przyjaciółki, z której przez wzgląd na swoje uczucia na chwilę wypadła.
—
Posłuchaj — powiedziała nagle, jakby poważniej, próbując zostawić za sobą pijacką wersję siebie, tą kłótliwą również, a tym bardziej tą, co udar przypominała. —
Myślę… a raczej wiem — odchrząknęła —
że problem nie leży w tobie — zaczęła tak, no… i z trudem przełknęła ślinę, bo pomimo starań, jakie teraz tutaj uskuteczniala to jednak pytał się jej
swojej najlepszej przyjaciółki, która od dawna udaje, że nic do niego nie czuje czy może się komukolwiek podobać. No nie było jej teraz łatwo! —
Ani też w tym, czy się komuś podobasz… bo podobasz się. Na pewno — westchnęła lekko siadając i prostując się. Na przykład jej się podobał! Wręcz czuła jak pieką ją policzki. —
Myślę, że powinieneś zapytać Kristin… a jeśli pytałeś, to myślę, że powinieneś naciskać bardziej na rozmowę, bo to ewidentnie jest coś, co po takim stażu związku powinniście omówić między sobą — oznajmiła zrywając się z tego kocyka tak nagle i gwałtownie, że aż się jej w głowie zakręciło.
Poczuła, że ma dość tego rollercoastera emocji,... i tej bliskości przerywanej rozmowami, w których tak naprawdę nie mogła powiedzieć na głos tego co myśli. I choć z jednej strony chciała zostać na tej podłodze i wyznać mu, że z jej perspektywy to on jest bardzo
fuckable, to jednak nie mogła tego zrobić.
Ruszyła w stronę łóżka, rzuciła się na nie i sekundę później już nurkowała pod hotelową kołdrę, naciągając ją sobie, aż po same uszy, jakby to miało ją przed czymś uchronić. Zawinęła się w kłębek czując, że pod jej powiekami trochę się zbiera na łzy, choć nie miała powodu, ale alkohol nie ułatwiał sprawy. Nadchodzący okres również.
I TO BYŁO ZA DUŻO EMOCJI DO WYPIERANIA, jak dla niej.
Jak na dziś.
W pokoju zapanowała cisza, a z jej ust wymknęło się tylko —
Jesteś po prostu z niewłaściwą dziewczyną… — a było to tak ciche i kruche wyznanie, że
prawie nie miało szans przebić się przez pościel i szum klimatyzacji ich hotelowego pokoju. Nie, kiedy on wciąż leżał na podłodze.
Chryste, była taka pijana.
Czuła, jak kręci się jej w głowie.
Peter Blythe 



