Wyścigi motocyklowe oczywiście nie pasowały do statusu Eleny. Ani do jej wyglądu, ani zachowania. Wyglądała na taką, która wolałaby zjeść kolację w drogiej restauracji i napić się kilku smacznych drinków. Rzucił tą propozycją, bo z doświadczenia wiedział, że pozory myliły. Testował ją i sprawdzał, jakby na podstawie udzielonych przez nią odpowiedzi, tworzył w myślach zarys jej osobowości. Teraz pozostało mu czekać na pytania, bo zapewne miała ich sporo. Pytania, prowokacje, c o k o l w i e k, co pomogłoby mu określić, czy zaczynało do niej docierać, że nie była tak do końca bezpieczna. Wszedł w jej przestrzeń i życie bez żadnego pytania, być może przywołując tą szczerością nieprzyjemne wspomnienia, lęki czy obawy.
Pierwsze padło pytanie o Giovanniego. Udzielił na nie odpowiedzi przeczącym ruchem głowy. Jeśli miała ochotę do niego dzwonić, śmiało mogła to zrobić — co by mu powiedziała? Że obcy facet zagaduje do niej pod teatrem i wywołuje jego nazwisko? Że czuje się zagrożona? Poczuł się nawet zaintrygowany.
— No, non mi ha mandato Giovanni. Se vuoi, chiamalo. Che cosa gli dirai? — przechylił głowę w bok, mierząc ją spojrzeniem ciemnych oczu w taki sposób, jakby próbował ściągnąć z niej każdą z warstw bez użycia rąk. Śmiałym ruchem dłoni zachęcił ją do wykonania telefonu. Dlaczego odwlekała? Jeśli zamierzała się go pozbyć, to miała ku temu idealną okazję — zakładając, że Giovanni faktycznie jakoś by zareagował i potraktował sytuację poważnie.
Elena ponownie postanowiła przyjąć taktykę butności. Zadarła podbródek, próbując ukryć przed nim swoje wątpliwości. Doceniał to. Naprawdę. Wciąż była odważna, jakby nie dopuszczała do siebie myśli, że gdyby był tym, za kogo go uważała, spoglądałaby teraz w oczy śmierci. Kogoś, kto mógłby się stać jej oprawcą. Kąciki ust Enzo uniosły się w delikatnym uśmiechu, gdy w cholernie śmiałym, prowokacyjnym geście, ujął jej podbródek między dwa palce i przesunął kciukiem po jej dolnej wardze.
— Posso essere il tuo carnefice oppure qualcuno che ti aiuterà a evitare guai. Scegli tu — wyszeptał niemal czule, jakby nie mówił o śmierci ani kłopotach, lecz o czymś niebezpiecznie przypominającym wyznanie. Gdyby przed nim stała jakakolwiek inna kobieta, zapewne uległaby miękkości jego akcentu i temu niskiemu głosowi, który potrafił zamieniać groźby w obietnice. Uwierzyłaby, że właśnie oferuje jej oddanie, a nie wybór między katastrofą a ocaleniem. Ale Elena rozumiała go aż za dobrze.
Czy była zainteresowana rolą w tym spektaklu?