-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Czy przed chwilą nie odpowiedział na jej kolejne pytanie? Bardzo możliwe, bo widać iż uniósł się niepotrzebnie. Westchnął i raz jeszcze pomasował zabandażowaną dłoń. - Zdarzają. Gdy jestem w tłumie, czasem brakuje mi powietrza, oddechu i ciszy. - bo to było niektóre z momentów kiedy faktycznie coś się z nim działo, czego był świadomy. Nie lubił tego przechodzić dlatego zaszywał się w domu, gdzie wszystko było tak jak chciał. Przewidywalne, nikt nie krzyczał, nikt nie przepychał się, nikt nie próbował być pierwszy przy półce z przeceną. Spojrzał na nią i delikatnie się uśmiechnął. - A Ciebie nie wyprowadzają z równowagi zwykłe rzeczy? - skoro miała to być niejako rozmowa, nie miał zamiaru powstrzymywać się przed zadaniem pytań kobiecie. Ona też jest człowiekiem i różnie reaguje na sytuacje.
- Czasem zdarza się. - spojrzał na swoją dłoń i lekko ją rozprostował. - Tracę panowanie nad sobą - trwa to kilka sekund, a po… żałuję. - tak jak teraz, wiedząc że przez najbliższe kilka dni raczej nie będzie mógł niczego ciężkiego przenosić z tą dłonią.
prudence lane
-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
A jednak - Hunter zdołał ją wyprzedzić, nie dając sobie szansy na ukojenie nerwów oraz posłuchanie swojej terapeutki w tym, by nie rozpędzał się z osądem, jakiego się właśnie dopuścił. Nie zrobiła zadowolonej miny, skwaszonej tym bardziej. Bo może i rzeczywiście to była w jakiś sposób jej wina, nie myśląc jak mógłby na takie sformułowanie - proste na pozór - zareagować w pierwszej kolejności.
Wtedy powiedział coś, na co kompletnie znieruchomiała. Zaszokował ją, to pewne. Lecz w głównej mierze chciała go w dalszym ciągu obserwować. Zachowanie. Reakcję. Mimikę. Mowę ciała. Wszystko to jej dawało podpowiedzi, których tak bardzo potrzebowała w jego przypadku. Przełknęła na koniec wypowiedzi mężczyzny ślinę. — Posłuchaj, Hunter. Wiem, że nie rozumiem i nie zrozumiem tego. Nawet nie będę próbować rozumieć, bo to nie jest coś, co jestem w stanie ogarnąć, jeśli tego nie doświadczę. Ale to rozumiem nie było w kontekście takim, jak uznałeś. Powiedziałam to jako forma przyswojenia informacji, którymi się ze mną podzieliłeś. Jeśli jednak popełniłam błąd, to przepraszam — i nie to, że oczekiwała jego wybaczenia, niemniej uznała że wypadało to wyjaśnić. Nie chciała przecież niezręczności, nie chciała na samym starcie jego otworzenia się, doprowadzić do spłoszenia i ostatecznego zamknięcia mężczyzny na rozmowę.
W sumie zadała pytanie, nawet jeśli doświadczyła jego wybuchu, aby zobaczyć co na to powie. Czy będzie mówił otwarcie, że ma świadomość tego problemu - czy woli się skryć w cieniu, zatajając przed sobą samym niektóre rzeczy. Kiwnęła głową następująco, gdy zaczął wyjawiać prawdę. Utrata oddechu - to zdecydowanie atak paniki, to jeden z tych kluczowych symptomów. Zupełnie jakby miał nadal astmy, ale jest on tylko kwestią związaną z umysłem, który doświadcza przesycenia danych zdarzeń, gdy wcześniej miał okazję widzieć i zapamiętać rzeczy, których nie chciałby spamiętać. Zaraz jednak uniosła lekko kąciki ust, aby rozluźnić atmosferę, skoro i on zrobił to samo w jej kierunku. — Po pierwsze, nie rozmawiamy o mnie — wyjawiła, chcąc zagrać kartą, że to nie o niej mowa, chociaż zrobiła to w żartobliwy sposób. — Po drugie, wyprowadzają. Ale staram się im nie dawać upustu na zewnątrz. I to nie dlatego, że mam taki zawód jaki mam i znam te schematy od podszewki. Generalnie nie jestem kłótliwą osobą — dodała zgodnie z prawdą, zerkając kątem oka na kartki. Szybko tęczówki znów skupiły uwagę tylko na nim. — Cieszę się, że o tym mówisz. Bo to znak, że chcesz z tym jakoś się uporać. Że nie chcesz takich wybuchów mieć — zaczęła, chcąc dać mężczyźnie do zrozumienia, iż docenia jego starania. Że to w sumie pierwsze takie spotkanie, na jakim wyjawił tak wiele, a to jest tylko i wyłączNie jego zasługa - bo ona tu tylko siedzi, zadaje pytania i słucha. Na razie. Bo z czasem będą się te spotkania zmieniały - taką miała nadzieję. — Może chcesz chwilkę przerwy? — zagaiła niespodziewanie, wstając z fotela i kładąc kartki na meblu. — Wody, kawy, herbaty? — dodała prędko, żeby rzeczywiście mieli moment na odsapnięcie i zrelaksowanie się.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
- O proszę. Ja też nie lubię się kłócić. Nie lubię krzyku. - i to nie było już bezpośrednio związane z samym hałasem, a tym jak jego rodzice gdy był młodszy kłócili się o to, że ojciec znowu wyjeżdża na misje. Sam stronił od konfrontacji, no chyba że był do tego zmuszony przez sytuację, tak jak teraz, będąc na dywaniku u psychologa.
- Nie chcę… nie chcę by komuś stała się krzywda. - potwierdził, bo bał się że im dalej w las tym będzie gorzej, a on skrzywdzi nie tylko siebie ale bliskie osoby, albo te nowo poznane. Poprawił się na krześle a gdy kobieta zapytała o przerwę pokiwał głową. Chyba przyda się im obojgu. Po ilości nagłych informacji każdemu mogły przegrzać się obwody.
- Herbata będzie okej. - bo kawa by go w tym momencie chyba zabiła. Nie chciał być bardziej pobudzony, a takie zioła trochę na uspokojenie wydawały się bezpieczną opcją. Podniósł się powoli z fotela i udał się za Prudence w kierunku kącika “pitnego”.
- Jestem pierwszym wojskowym w twoim gabinecie? - ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Podejrzewał, że miała wcześniej z jakimś do czyniena, ale zapewne jeszcze jak studiowała albo była na praktyce. Armia kanadyjska nie jest wielka i częściej spotyka się Amerykanów, ale może się mylił? Może już miała przypadek tak samo beznadziejny jak on.
- I wiem, że zaczęliśmy z trochę złej stopy… przynajmniej z mojej strony. Hunter. - uśmiechnął się delikatnie i wystawił dłoń do uścisku. To skoro oficjalnie są po przywitaniu, chyba znaczy że jest jakaś nić porozumienia.
prudence lane