How do you feel right now
Game started
To nie tak, że nagle zapominała o tym, jak się oddychało, gdy Finn był obok niej. To nie tak, że lgnęła do niego jak ćma do światła. Miała przecież mnóstwo powodów, żeby trzymać się od Ardena na bezpieczny dystans. A jednak, im dłużej o tym myślała, tym bardziej docierało do niej, jak bardzo przepadła. Finn był jak zakazany owoc, a jej bezpieczna codzienność traciła przy nim na znaczeniu. Facet miał w sobie coś tak cholernie uzależniającego, że na sam dźwięk jego głosu w jej żołądku podrywało się do lotu całe stado motyli. Bała się tego? Może trochę tak, bo Finn... ze swoim zawodem i tą całą aurą tajemniczości... na pewno nie był szansą na spokojną, słodką relację, czuła to. Jednak z drugiej strony - gra pozorów, dreszcz emocji i fakt, że jako jeden z niewielu nie dawał się otwarcie oczarować jej urokowi, kręciły ją bardziej niż była w stanie przyznać. Wpadła po uszy i choć jej racjonalna strona krzyczała, by natychmiast wrzucić na luz, Eleanor już teraz wiedziała, że nie ma najmniejszego zamiaru się wycofać.
o d d y c h a j
Dobrze, nazwiemy to wtedy obopólną zgodą na porwanie, hm? Uśmiechnęła się jak prawdziwy diabełek i skinęła potakująco głową. Przyszło jej do głowy, że komuś takiemu jak Arden dałaby się porwać o każdej porze dnia i nocy, ale przecież nie powiedziałaby tego na głos, nie była aż taką desperatką (no, może trochę była, bo Arden jako jeden z niewielu nie chciał jej jeść z ręki od pierwszego spotkania, a przecież... była rozpieszczoną córeczką tatusia i zazwyczaj dostawała to, co chciała).
Postaraj się, bo takiej szansy nie możesz zaprzepaścić... Gdzieś pod skórą czuła, że słowa Finnegana miały drugie dno, ale... to wcale nie było takie złe - zły był fakt, że doskonale zdawała sobie sprawę z podwójnego znaczenia jego słów i ta
druga wizja niesamowicie ją kręciła. A jaka wizja? Och, wizja jej samej, w jego objęciach, najlepiej nagich, w jakimś pięknym miejscu... Stop, stop, Eleanor, Finn teraz mówi.
Ta praca ma czasami swoje zalety. Jak teraz. Tych słów również postanowiła nie komentować. Arden mógł się tylko domyślać, co działo się w jej słodkiej, rudej główce, gdy ostentacyjnie milczała, wodząc wzrokiem po sali. A mianowicie... Tak, jego praca miała wiele zalet. Ludzie płacili mu za samo towarzystwo, kupowali drogie wycieczki, pewnie nieraz towarzyszył bogatym kobietom na luksusowych wakacjach za granicą… A między tym całym luksusem, drogim szampanem i truskawkami z bitą śmietaną na pewno był też
seks, a samo wyobrażenie sobie Finna bez koszulki powodowało rumieńce na jej twarzy. Tamtej nocy, gdy się poznali, do niczego między nimi nie doszło - no może oprócz kilku (bardzo dobrych) pocałunków - i teraz, z perspektywy czasu, Eleanor sądziła, że dobrze się stało i dziękowała niebiosom, że Finn zachował rozsądek w momencie, gdy jej go zabrakło. Jednak tego również nie chciała mu powiedzieć. Na pewno nie teraz, gdy miał nad nią taką przewagę, bo wydawało jej się, że... jej starania w ogóle go nie obchodziły.
Eleanor. Ahhh. Jego głos, ton i sposób, w jaki wypowiedział jej imię... To był miód na jej uszy. Czyżby czuł to samo, co ona? Słodziak. Uśmiechnęła się przeuroczo, t o p i ą c się w jego oczach.
Interviews są jutro. Nagrywanie za dwa tygodnie. Słysząc konkrety, natychmiast sięgnęła po leżący na stole kalendarz, żeby zanotować tam wszystkie daty. Chwilę później, z obojętną miną, zaczęła szybko stukać w ekran telefonu, wysyłając wiadomość do swojej przełożonej, że z przyczyn osobistych będzie potrzebowała dłuższego urlopu. Nikomu nie zamierzała mówić o udziale w programie telewizyjnym, bo... może akurat nikt nie zauważy jej obecności? A jak zauważą... Cóż, dopiero wtedy będzie się tym martwić, eoeoeoe. Kurczę, chyba będzie musiała powiedzieć o wszystkim Aidenowi przed wyjazdem, bo jakby umarła w trakcie to... Jezu, o czym ona myślała w tej chwili? -
Dobrze - ucięła krótko, po czym kontynuowała pisanie wiadomości, nawet nie patrząc w stronę Finna, za to dalej flirtując z jego nogą pod stołem.
Będziesz wyglądała we wszystkim prześlicznie. Zerknęła na swojego ulubionego prawie-Włocha znad ekranu telefonu i lekko przechyliła głowę na bok, przyglądając mu się z ukosa. Finnegan Arden doskonale wiedział, jak flirtować z kobietami, ach. No jakżeby inaczej, w końcu to jego fach, a mimo to znów poczuła motylki w brzuchu, cholera. Posłała mu olśniewający uśmiech, bo jakoś tak po prostu… po raz pierwszy w życiu odebrało jej mowę, mimo że ten komplement nie był jakoś szczególnie wyszukany, jeju. Zapewne nie chodziło o słowa, które zostały wypowiedziane, ale o osobę, która je wypowiadała...
Oj, Eleanor, uważaj na siebie i swoje serduszko, bo źle to się skończy. Jednak życie miało to do siebie, że rozum mówił jedno, a serce drugie, prawda? Oj.
A czy mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś cholernie niegrzeczna? Już otwierała usta, żeby powiedzieć, że wręcz przeciwnie, kiedy Finn poderwał się z krzesła, usiadł obok niej, po czym... zacisnął palce na jej udzie pod stołem. Spłonęła rumieńcem, ale wytrzymała jego spojrzenie i przyciągnęła go do siebie lekko za koszulę, żeby skraść mu słodki pocałunek. No i całowała go aż do momentu, w którym kelner chrząknął znacząco i, zachowując niespotykany wręcz profesjonalizm, po prostu postawił przed nimi ten głupi zestaw numer cztery.
2 tygodnie później
Boże. Boże. Jezu. Jezuniu.
Tylko Aiden wiedział o jej udziale w programie - oprócz Finna, oczywiście. Nie pisnęła słowa nawet Camelii, swojej najlepszej przyjaciółce. Teraz odrobinę tego żałowała, bo nikt nie zrozumiałby jej rozterek tak jak Camelia, ale nie chciała zwalać się przyjaciółce ze swoimi wszystkimi obawami dzień przed wyjazdem.
No i oczywiście - jak to ona - była cholernie spóźniona! Swoją gigantyczną, błękitną walizkę pakowała chyba z trzy razy, przerzucając markowe ciuchy i denerwując się, że nie miała odpowiednich kreacji, takich... hm... pasujących do zamku w Quebecu. Jednak jakoś udało jej się spakować, a na dworzec odwiózł ją Aiden. Przytulił ją mocno na pożegnanie i życzył powodzenia, mimo że w jego oczach Eleanor ewidentnie dostrzegała ślady ROZBAWIENIA zaistniałą sytuacją. Jednak Rudej nie było do śmiechu, zwłaszcza, gdy brat zostawił ją już samą. To właśnie wtedy dopadł ją pierwszy stres, przez który usiadła na walizce, a ludzie ją mijali, mijali... i mijali. Kurczę, mimo że udział w The Traitors od zawsze był jej cichym marzeniem, teraz rzeczywistość zaczynała ją przerastać. Poza tym… jechała tam z Finnem! Przez ostatnie dwa tygodnie nie spotkali się ani razu, a im bardziej Ruda starała się o nim nie myśleć, tym intensywniej wracał przed snem i rozpraszał ją podczas pracy w kancelarii. JEZU, każda najmniejsza komórka jej organizmu głośno krzyczała, że ten facet absolutnie nie był dobrym materiałem na… PRZYJACIELA, ale im mocniej próbowała wyrzucić go z głowy, tym bardziej pragnęła poświęcić mu każdą wolną chwilę. No i z tym całym emocjonalnym chaosem w głowie i ciężką walizką na kółkach wbiegła na peron dworca w tym samym momencie, co jakaś dziewczyna, która wyglądała jak rasowa
movie star. Obcisła sukienka, kapelusz z wielkim rondem, apaszka, okulary, te sprawy...
k o n f e s j o n a ł
Eleanor usiadła na fotelu przed kamerami i odgarnęła zbłąkany kosmyk rudych włosów za ucho. - Czy często się spóźniam...? - zaśmiała się, po czym machnęła ręką. - Cóż, zdarza mi się, nie zaprzeczam. Czas to pojęcie względne, ale spokojnie, do sądu na rozprawy zawsze przychodzę przed czasem... Czym się zajmuję? Ach, jestem młodszym adwokatem w jednej z kancelarii prawniczych w Toronto - uśmiechnęła się delikatnie do kamery i założyła nogę na nogę. - Doskonale wiem, kiedy ludzie kłamią, ale sama mam ukrywanie prawdy we krwi, więc... byłabym idealnym zdrajcą - zakończyła swój wywód, po czym puściła operatorowi perskie oczko, wstała i wyszła. Pierwsze koty za płoty.
Gdy oficjalnie wbiła z walizką na peron, gdzie kłębił się już tłum uczestników, od razu przybrała najbardziej czarującą, towarzyską maskę i z promiennym uśmiechem zaczęła podchodzić do kolejnych osób, uparcie ignorując Finna. Poznała Ruperta, poznała Caroline... Poznała również Nancy, która wyglądała jak klasyczny nerd w okularach (a miała na sobie koszulkę z Witchera!), Adama (agenta ubezpieczeniowego z Burlington, wyglądał jak nudziarz), Penny (żywiołową studentkę malarstwa) oraz... Manuelę, z którą Eleanor pojawiła się na peronie jednocześnie. Manuela okazała się być azjatycką modelką i... jakby to ładnie ująć... żmiją, bo zamiast skupić się na rozmowie ze wszystkimi uczestnikami, zdaniem Rudej rozmawiała z Finneganem zdecydowanie zbyt długo. Ela zgromiła Manuelę lodowatym wzrokiem, po czym sama podeszła do Ardena - stanęła przed nim, uśmiechnęła się uroczo i wyciągnęła przed siebie dłoń. -
Eleanor - przedstawiła się słodko, patrząc mu prosto w oczy. Jeju... udawanie, że wcale go nie znała, wymagało od niej doskonałej gry aktorskiej. Kiedy jej dłoń spoczęła w jego dłoni, musiała włożyć całą swoją silną wolę w to, by nie zacisnąć palców na jego skórze w ten sam bezczelny sposób, co on zacisnął swoją dłoń na jej udzie, dwa tygodnie temu w restauracji. Poza tym... Boże, wyglądał dziś tak nieziemsko dobrze. Fryzura, koszula... (fura i komóra...) i ten jego wzrok, który w końcu skupił się tylko i wyłącznie na
niej. Na dodatek pachniał obłędnie. Już znała ten zapach. Jeju, spojrzała mu w oczy i cały dotychczasowy stres, który odczuwała, zniknął.
Jednak najwidoczniej przyglądali się sobie w milczeniu zbyt długo, bo stojąca obok Manuela zastukała obcasem i posłała Rudej równie niemiłe spojrzenie, co wcześniej Eleanor jej, no i już Eleanor miała werbalnie pokazać jej miejsce w szeregu, gdy sytuację uratował donośny głos asystenta reżysera, który z megafonem w ręku ogłosił, że czas na wejście na pokład. - Wszyscy uczestnicy proszeni są o zajmowanie miejsc w pociągu! Ruszamy za pięć minut! - echo poniosło się po peronie. Ruda nie potrzebowała kolejnego zaproszenia. Ruszyła do przodu, a omijając Finna, jak gdyby nigdy nic przejechała dłonią po jego ramieniu i jej palce musnęły materiał jego koszuli. Wyminęła go z dumnie uniesioną głową, pociągnęła za sobą błękitną walizkę i z pełną gracją wślizgnęła się do wnętrza pierwszego wagonu. Usiadła przy oknie, po czym zerknęła na drzwi wagonu, niecierpliwie czekając, aż jego sylwetka pojawi się w przejściu.
Czas rozpocząć grę, my darling.
Game started
I'm burning now and it's wild
Lose control just like a child
𝓉𝓇𝒶𝒾𝓉𝑜𝓇