-
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Drapieżna? Nie — pokręciła natychmiast głową. — Podobno Lwy są charyzmatyczne, lojalne i oddane. Mają też wiele paskudnych cech, o których może lepiej nie będę wspominać, bo uznasz mnie za jakąś głupią dzikuskę — zaśmiała się, bo trudno będzie zrobić jej wrażenie na dziewczynie, kiedy powie jej, że ma jeszcze do zaoferowania próżność, zaborczość i brak umiejętności przyjmowania krytyki. Oczami wyobraźni widziała, jak Bonnie obraca się na pięcie i wymaszerowuje ze sklepu. A tego przecież tego wolałyby uniknąć! Miała jeszcze spodnie do przymierzenia i w ogóle. — Ryby są za to empatyczne, wrażliwe i kreatywne. Nie widzę powodów, dla których miałybyśmy się nie dogadać — w tym miejscu pokiwała entuzjastycznie głową. Pewnie jakby zagłębiła się mocniej w astrologiczne połączenie, to okazałoby się, że są jak ogień i woda, co akurat było adekwatne do ich znaków.
Nie zdziwiło ją podejście Bonnie do horoskopów. Praktycznie wszyscy myśleli w podobny sposób. To wcale nie tak, że Coven czytała, co ją dzisiaj spotka i od razu musiała się do tego odnieść. Czasami rzuciła okiem, co tam mają dla niej pismaki, ale nie brała tego do siebie. Przynajmniej nie dosłownie!
— Masz rację, to straszna ściema. Ale bardziej interesuje mnie charakterystyka znaków zodiaku. Opis ich typowych cech osobowości, mocnych i słabych stron. W astrologii uważa się, że położenie słońca w momencie urodzenia determinuje nasz wewnętrzny potencjał i naturalny temperament — wyjaśniła, przypominając sobie to, co wyczytała kiedyś w jednym z artykułów. — No i naprawdę uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Na przykład to, że dzisiaj tutaj przyszłaś. I to, że dałam ci swój numer — uśmiechnęła się i zatrzymała przy przymierzalni. Przytrzymała kotarę, gestem ręki zapraszając Bonnie do środka.
Sama przeszła do kosza, w którym znajdowało się mnóstwo różnych pasków. Wybór padł na te skórzane. Jeden był cały brązowy, a drugi czarny z dużą ilością oczek, co ułatwiało regulację. Zgarnęła jeszcze błękitną chustkę ze złotymi elementami i wróciła do przymierzalni, ze zniecierpliwieniem oczekując, aż dziewczyna wychyli się zza zasłony.
— O rany! — wypaliła, kiedy Bonnie zaprezentowała jej się w całej okazałości. — Leżą jak ulał. Masz w nich świetny tyłek — dodała, zupełnie nie zdając sobie sprawy, jak bardzo nieprofesjonalnie teraz zabrzmiała. Gdyby pani Wilson tylko to usłyszała, to Bremers wyleciałaby z pracy, zanim zdążyłaby wypowiedzieć quidditch. — Chcesz zobaczyć, jak będzie wyglądała przepleciona przez szlufki chusta? — podała jej błękitno-złoty materiał. — I mam dwa paski. Nie wiem, który będzie bardziej pasował do tych drugich spodni, ale oba na pewno spełniają swoją funkcję — podeszła bliżej i zarzuciła je na szyję Bonnie, tym samym dając do zrozumienia, że koniecznie powinna ponownie przymierzyć te szerokie spodnie.
Bonnie Miller
-
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs outnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— No co ty, w życiu! Co to za paskudne cechy? Zaintrygowałaś mnie — dopytywała zaciekawiona, bo naprawdę nie sądziła, że Coven powiedziałaby coś, co byłoby w stanie ją zniechęcić. Może to nawet lepiej i ludzie powinni robić tak częściej? Już na samym początku przyznać się do swoich wad i wszelkich zachowań, które mogłyby zostać uznane za red flagi. Być może wtedy byłoby dużo więcej udanych związków!
Uniosła lekko brwi, słysząc te kilka cech, które przypisywane były Rybom. Do tej pory wszystko się zgadzało, ale i tak to chyba jeszcze za mało, by w pełni przekonać ją do tego, że to pod jakim znakiem zodiaku się urodziła, miało jakikolwiek wpływ na jej życie — Brzmi jak ja — przyznała, choć swoją wrażliwość i empatię zdarzało się jej czasem postrzegać jako słabości, a nie zalety — Jestem pewna, że Ryby też mają swoje paskudne cechy, co?
Pozostawiona z myślą, że według Coven „nic nie dzieje się bez przyczyny”, weszła do przymierzalni. Uśmiechnęła się do swojego odbicia, co tak często się nie zdarzało, ale tym razem nie mogła się powstrzymać - i to nie dlatego, że tak bardzo podobało jej się to co widziała w lustrze, ale dlatego, że słowa dziewczyny wciąż odtwarzała w głowie.
Nic nie dzieje się bez przyczyny.
To, że dzisiaj tutaj przyszłaś. To, że dałam ci swój numer.
Jeśli miała wierzyć, że cokolwiek było zapisane w gwiazdach, to właśnie to. Chciała wierzyć, że to rzeczywiście przeznaczenie. Sceptycyzm wobec horoskopów i bycie niepoprawną romantyczką naprawdę się w tamtym momencie ze sobą kłóciły.
— Serio? — mruknęła z niedowierzaniem, robiąc przy tym komiczną minę, po czym od razu spojrzała przez ramię w stronę lustra, by przyjrzeć się dokładniej swoim atrybutom. Wzruszyła ramionami, jakby mówiła „skoro tak twierdzisz”, ale spoglądając znów na Coven, uśmiechnęła się — Dzięki.
Wzięła do ręki materiał i skinęła głową, gdy dziewczyna zbliżyła się i zarzuciła jej oba paski na szyję. Odwiesiła je zaraz na haczyk, na którym znajdowały się szerokie spodnie, by w pierwszej kolejności zająć się chustą. Zaczęła przeplatać ją przez szlufki spodni, które miała na sobie — W ten sposób? Tak jak nosi się pasek? Nigdy tak nie robiłam — upewniła się, zerkając na swoją nową stylistkę — Nie gryzie się to z koszulą? Boże, nie mam o tym bladego pojęcia — roześmiała się i przechyliła głowę, patrząc tym razem w stronę lustra. Przez chwilę bawiła się dwoma końcami chusty, które wystawały ze szlufek, niepewna co powinna z nimi zrobić.
coven bremers
-
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Naprawdę chcesz o tym słuchać? — spojrzała na Bonnie z uniesionymi brwiami. Czy ona przypadkiem nie wspomniała, że nie była szczególnie zainteresowana takimi bzdurami? — Hej, nie mogę ci powiedzieć o moich paskudnych cechach, bo potem będziesz na mnie przez ich pryzmat — wycelowała w dziewczyną palcem. No nieźle sobie to wykombinowała. — Żaden znak zodiaku nie jest bez skazy — dodała, bo faktycznie Ryby — Mogę ci je wymienić, a ty powiesz mi, czy coś się z tego zgadza. Albo nie! Może lepiej nie mów? Fajnie mieć element zaskoczenia — uśmiechnęła się łobuzersko, przypominając sobie, jakie negatywne cechy ma znak, spod którego była nowa znajoma. — Ryby są naiwne, podatne na manipulację i brakuje im konsekwencji. No i mają skłonności do uciekania od rzeczywistości, a zderzenie z trudnościami prowadzi do unikania odpowiedzialności, przez co popadają w nałogi. Nie jesteś chyba alkoholiczką? — zapytała głupio. Jak Coven tak chciała kogoś poderwać, to powodzenia!
Nie rozumiała, dlaczego Bonnie przygląda się sobie w lustrze z tak krytyczną miną. Naprawdę miała świetny tyłek! Szczególnie w tych spodniach. Bez nich na pewno też. To znaczy, w czymś innym!
— Serio, serio — pokiwała entuzjastycznie głową. — I nie mówię tego tylko po to, żebyś koniecznie coś u nas kupiła — zastrzegła natychmiast, żeby nie pomyślała, że te komplementy to nagabywanie do zostawienia w lumpeksie pieniędzy. Jeszcze jakby jeansy kosztowały kilka stówek, to miałoby to sens. Pewnie pani Wilson sama kazałaby jej wciskać klientom kit.
Widząc, jak dziewczyna nieporadnie radzi sobie z przeplataniem chusty, zaśmiała się, ale bez złośliwości. Podskoczyła do niej i przechwyciła od niej materiał.
— Poczekaj, musisz tutaj poluzować — poinformowała, majstrując przy jej szlufkach. — O, właśnie tak. I teraz można puścić albo zawiązać, żeby tak nie zwisało. To już jak wolisz. Hm, może faktycznie trochę gryzie się z koszulką? Powinnaś ją zdjąć — zadecydowała, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, jak to zabrzmiało. No jasne, niech się Bonnie od razu rozbierze do rosołu, bo czemu nie!
Bonnie Miller
-
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs outnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Pewnie masz rację… — mruknęła z udawanym smutkiem, ale zaraz znów posłała jej swój firmowy uśmiech — Lepiej będzie bez spoilerów — przyznała zgodnie, decydując się nie psuć sobie zabawy z poznawania dziewczyny tak jak należało, w odpowiednim tempie.
To, że uznawała astrologię za bzdury, nie miało w tamtym momencie znaczenia - i tak chciała o tym słuchać. A może raczej chciała słuchać jak Coven o tym opowiada. Wróć. Chciała słuchać jak Coven opowiada o czymkolwiek.
Z każdym kolejnym słowem i kolejną negatywną cechą Ryb, które przytaczała, brwi Bonnie uniosiły się stopniowo, a oczy rozszerzały się ze zdziwienia. Nie musiała niczego potwierdzać, a zaprzeczanie pewnie i tak na nic by się zdało, bo jej wyraz twarzy od razu odpowiedział za nią. Nie trzeba nawet było być ekspertem czytania ludzkich emocji, by wiedzieć, że zgadzało się absolutnie w s z y s t k o. Naiwna, podatna na manipulację, niekonsekwentna, trochę odklejona. No, co do joty!
— Alkoholiczką… chyba nie? To znaczy nie, na pewno nie. Ale za to ludzie mówią mi, że jestem uzależniona od kofeiny — prychnęła cicho i pokręciła głową, kompletnie odcinając się od tego stwierdzenia —Co za głupstwo! Trzy kawy dziennie to nie tak dużo! Już i tak się ograniczam — to akurat prawda, bo potrafiła wypijać nawet pięć, dziwiąc się potem, że pikawa prawie wyskakuje jej z klatki, a ręce drżą jakby miała delirkę. Trzy to dobry wynik i to nic, że teraz wspomagała się jeszcze dodatkowymi puszkami coca coli. To się w ogóle nie liczy!
— Nie? To akurat dobrze wiedzieć, bo masz gadane i jestem pewna, że jesteś jedną z tych zdolnych osób, które byłyby w stanie sprzedać nawet wodę delfinom — oczywiście nawet nie podejrzewała, że komplementy jakimi obdarowywała ją Coven były naciągane tylko po to, by Millerówna coś u nich kupiła. Nie miało to sensu, w końcu ceny w lumpeksie nie były zaporowe.
Przez chwilę stała nieruchomo, pozwalając sobie pomóc ze wciągnięciem chusty w szlufki w odpowiedni sposób. Końcówki przewiązała ze sobą luźno i z lekkim uśmieszkiem uniosła brew, słysząc sugestię z ust dziewczyny.
— Miałam na myśli koszulę — doprecyzowała raz jeszcze, zrzucając flanelowy materiał z ramion i z zadowoleniem skinęła głową, zerkając w lustro, bo rzeczywiście, błękitno-złota chusta prezentowała się lepiej, gdy Bonnie miała na sobie tylko biały top. Może nie była aż tak wielkim modowym beztalenciem?
— Nic więcej nie powinnam przed tobą zdejmować. To byłoby nie fair, w końcu nie chcesz nawet zdradzić mi swoich wad — powiedziała zaczepnie, po czym położyła jej dłoń na ramieniu, by „wypchnąć” ją delikatnie poza przymierzalnię — Zaczekaj, sprawdzę jeszcze raz te drugie spodnie — poinformowała i przebrała się szybko, nie zapominając o pasku - wybrała ten brązowy - i z powrotem narzuciła na siebie koszulę. Tak gotowa, znów odsłoniła kotarę, by się jej pokazać — I co sądzisz? Które lepiej pasują?
coven bremers
-
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Miała nadzieję, że jeśli nie zdradzi wszystkiego nowej znajomej od razu, to może uda im się jeszcze spotkać. Albo przynajmniej, że jej nie odstraszy i nie ucieknie w popłochu z przymierzalni. Może nie wierzyła w horoskopy, ale co za przyjemność usłyszeć na starcie, że Lwy dumne, pyszne (ale nie, że smaczne, chociaż to też!) i mają tendencją do dominacji? Później Bonnie będzie się tego doszukiwać i okaże się, że to wszystko prawda!
Och, czyżby opisała Ryby w punkt? Oczywiście, że tak! Znaki zodiaku nigdy nie kłamią. Może codzienne, miesięczne i roczne horoskopy nie sprawdzały się nawet po części, ale tłumaczyła symbolikę, to nagle wszystko się zgadzało.
— Nie wyglądasz na alkoholiczkę — rzuciła z uśmiechem. Wow, takiego komplementu Bonnie na pewno się nie spodziewała! Ba, pewnie nawet nigdy lepszego nie słyszała. — A trzy kawy dziennie, to wcale nie jest dużo. Sama tyle piję — powiedziała, wzruszając lekko ramionami. Wprawdzie to, co piła smakowało bardziej jak kawa z mlekiem, ale kto by się tym przejmował? Latte to też kawa!
Zaśmiała się na porównanie, próbując dopasować je do rożnych sytuacji z własnego życia. Może i miała gadane, ale nigdy nie wykorzystywała tego, żeby namawiać ludzi do zakupu ubrań w lumpeksie. Wystarczyło, że po prostu komuś coś doradzała, a ludzie sugerowali się jej gustem. Poza tym, jaki mogła mieć w tym cel? Nie otrzymywała prowizji od sprzedaży, więc nie musiała się uwijać. Bardziej ceniła sobie, kiedy ktoś podążał za jej radą i faktycznie postanawiał kupić to, w czym według Bremers wyglądał dobrze. To było największe pochlebstwo!
— Tata też mówi, że wcisnęłabym grzebień łysemu — powiedziała, ale do tego, że długo nie rozumiała sensu tego stwierdzenia, już się nie przyznała. Nie chciała, żeby Bonnie wzięła ją za skończoną kretynkę. Nawet, jeśli w rzeczywistości Coven nie należała do zbyt rozgarniętych.
Odróżnienie koszuli od koszulki sprawiło jej jednak dość dużą trudność. Teraz dziewczyna na pewno weźmie ją za debilkę. No i nadzieje na kolejne spotkanie właśnie zostały rozwiane. Przynajmniej tak to wyglądało w głowie Bremers.
— Ach, no tak! Koszula — pacnęła się otwartą dłonią w czoło. — Dokładnie o to mi chodziło — skoro już była debilką, to postanowiła w to brnąć. — Skąd pomysł, że w ogóle chcę, żebyś przede mną zdejmowała? Hej! — obruszyła się, kiedy została brutalnie wypchnięta z przymierzalni. No dobra, może trochę dramatyzowała. Grzecznie stanęła z boku, krzyżując ręce na piersiach i przestępując z nogi na nogę w oczekiwaniu aż Bonnie znów wyłoni się zza kotary. — I nic się ze sobą nie gryzie — dorzuciła jeszcze, już nie mogąc się doczekać, żeby zobaczyć ją w tych drugich spodniach.
Brązowy pasek okazał się strzałem w dziesiątkę. Coven aż przyklasnęła w dłonie i okrążyła dziewczynę z każdej strony, żeby móc jej się lepiej przyjrzeć.
— W jednych i drugich wyglądasz świetnie. Powinnaś wziąć obie pary. Ale nic na siłę! Nie wiem, czy chcesz być aż tak rozrzutna. W których czujesz się lepiej? — dopytała i w końcu podniosła na nią wzrok. To znaczy, patrzyła na nią cały czas, ale nie wypadało tak ciągle gapić się jej na tyłek!
Bonnie Miller
-
don't let me think I'm enough then disappear when the wine runs outnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona / jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tak czy inaczej, chciała poznać Coven bliżej i nie ważne czy miało się to skończyć gorącym romansem czy może jedynie dobrą znajomością bez żadnych podtekstów.
— To dobrze — odparła od razu, nie mogąc powstrzymać śmiechu — To chyba byłaby najgorsza z opcji, nie? Nie być alkoholiczką, ale na taką wyglądać — dodała, szczerze rozbawiona tym, jakże wyszukanym, komplementem ze strony Bremers.
— No widzisz! Coś musi w tym być! Swoją drogą, to też dobre porównanie. Czuję, że dogadałabym się z twoim tatą — stwierdziła, nie mając na myśli oczywiście niczego zdrożnego (raczej nie gustowała w ojcach swoich koleżanek), a jedynie to, że wspólnie mogliby się zachwycać jego zdolną i nieziemsko piękną córką. Tak, akurat o jej urodzie Miller pewnie potrafiłaby trajkotać godzinami.
Widząc się w lustrze, chyba sama do końca nie mogła uwierzyć w to jak dobrze wyglądała. Wszystko w końcu leżało jak ulał, kolory ubrań nie gryzły się wzajemnie, a w dodatku współgrały w jej karnacją. Coven miała świetny gust!
— Problem w tym, że i w jednych i drugich czuję się świetnie — westchnęła z uśmiechem i pokręciła głową powoli, przenosząc w końcu wzrok na dziewczynę — Jesteś w tym zbyt dobra, a ja chyba nie mam innego wyboru jak wziąć wszystko, łącznie z chustą i paskiem — przyznała, próbując w głowie wyliczyć straty jakie poniesie jej portfel. Trudno. Najwyżej poprosi Sullivana, by w tym tygodniu pospieszył się nieco z wypłatą. A jeśli odmówi, to świat się nie zawali, a Bonnie była w stanie wytrzymać te kilka dni dłużej, jedząc ryż z keczupem - robiła tak już przecież nie raz.
— To co? Przebiorę się i spotkamy się przy kasie — zaproponowała, zauważając, że zdążyło się tam zebrać już kilka osób. Wskazała podbródkiem w tamtą stronę i gdy już odprowadziła dziewczynę wzrokiem, zaciągnęła kotarę, by ponownie zmienić ubranie. Potem sama ruszyła w stronę stanowiska Bremers, niosąc wybrane ciuchy i dodatki - jedyną rzeczą, na którą się nie zdecydowała był czarny pasek, bo takich miała już kilka. Co prawda, flanelowych koszuli też miała sporo… właściwie to jej szafa już się lekko nie domykała od nadmiaru ciuchów, ale na obronę Miller warto wspomnieć, że większość jej garderoby była poplamiona i zniszczona farbami. Ciężko jej było się z nimi rozstać, w szczególności z jej ukochanymi ogrodniczkami i wspomnianymi wcześniej koszulami, ale jedyne do czego się już nadawały to chodzenie w nich w domu, gdy malowała.
Czekając na swoją kolej, przez cały czas obserwowała dziewczynę zauroczona. Coven nie przestawała się uśmiechać, była miła i zagadywała każdego klienta, co raz komplementując jakiś zakup.
— Bardzo dziękuję za pomoc — odezwała się, odkładając wszystko co trzymała w rękach, na ladę. Jako że właścicielka lumpeksu stała niedaleko i przysłuchiwała się rozmowie, Bonnie nie omieszkała skompletować uroczej ekspedientki, puszczając jej przy tym oczko — Wspaniała obsługa! Zdecydowanie zasługuje pani na jakąś podwyżkę!
coven bremers
-
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Zdecydowanie nie wyglądasz i nie pachniesz jak alkoholiczka — stwierdziła z uśmiechem, bo znajdowała się na tyle blisko, że bez problemu wyczułaby woń etanolu. To był chyba najgorszy komplement na świecie. No dobra, mogło być o gorzej, ale na pewno nie było coś, na co podrywało się ładne kobiety. Gdyby Bremers była trochę bystrzejsza, to wywróciłaby oczami na swoją głupotę. Na szczęście żyła sobie w błogiej nieświadomości, po prostu ciesząc się obecnością Bonnie.
— Mój tata cię pokocha — oznajmiła z taką pewnością, jakby to faktycznie miało się lada dzień wydarzyć. To było po prostu stwierdzenie faktu. To nie tak, że od razu zamierzała przedstawiać ją ojcu, ale w sumie po Coven można było się wszystkiego spodziewać. Jeśli miały jednak wybrać się na randkę albo nierandkę, to fajnie by było, żeby na tej pierwszej nie towarzyszył im pan Bremers.
Przyklasnęła w dłonie, kiedy Bonnie zdecydowała się wziąć wszystko. To był jedyna słuszna decyzja. We wszystkim wyglądała obłędnie, więc nie powinna sobie żałować! No i umówmy się, wcale nie wykosztuje się jakoś nadzwyczajnie. Ubierała się w lumpeksie, a nie jak diabeł - u Prady. Kiedy dziewczyna zniknęła za kotarą, ona w międzyczasie pokierowała jakiegoś chłopaka w stronę wieszaków z szortami i pomogła starszej pani zdjąć w wysokości kwiecistą sukienkę. Ale to na widok Bonnie znów rozpromieniła się cała, normalnie jak jakaś nienormalna. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. W dodatku zamiast skupić się na robocie, nie mogła oderwać od niej wzroku. Nie mogła wyjść z zachwytu, jak dobrze wyglądała w tych wszystkich rzeczach, z którymi stała przy kasie.
Pani Wilson na pochwałę w kierunku Bremers spojrzała podejrzliwie najpierw na dziewczynę, a potem na samą Coven. W końcu uśmiechnęła się, bo przecież nie mogła powiedzieć złego słowa na zachowanie swojej jedynej pracownicy, która może nie zawsze zachowywała się sumiennie, to klienci ją wręcz uwielbiali.
— Dziękujemy i zapraszamy ponownie! — żegnała kolejnych ludzi dokonujących zakupów. A kiedy przyszła pora na obsłużenie Bonnie, skrupulatnie zapakowała ubrania do papierowej torby, a po zaakceptowaniu transakcji, wręczyła ją dziewczynie z tym samym uśmiechem, co wcześniej. — Odezwij się — dodała przyciszonym tonem. I chociaż chętnie spędziłaby z nią resztę popołudnia, musiała wracać do pracy. Nie pozostawało jej nic innego, jak liczyć na to, że Bonnie faktycznie do niej napiszę.