
Nawet nie zauważyła, kiedy czas tak zleciał i sklep zaczął się zapełniać klientami. Wtedy musiała wyłonić się zza zaplecza i zająć obsługą. Zwykle nie narzucała się, ale też nie unikała kontaktu. Właściwie chętnie lgnęła do ludzi i robiłaby to ciągle, gdyby nie upomnienia pani Wilson, która nie lubiła, gdy Bremers za za bardzo spoufalała się z klientami. Dlatego pomagała, jeśli ktoś potrzebował pomocy. A jeśli ktoś wyglądał na zagubionego, podsuwała kilka rzeczy bez zbędnych pytań. Czasami dodawała tylko, że coś może do czegoś pasować i zostawiała decyzję drugiej osobie. Ku jej własnemu zaskoczeniu, jej sugestie często trafiały w punkt! W międzyczasie wracała na zaplecze, żeby kontynuować rozpakowywanie dostawy. Praca była powtarzalna, ale Coven nie miała z tym problemu - lubiła rzeczy, które nie wymagały zbyt wielu decyzji naraz. Dawało jej to poczucie, że przynajmniej niczego nie spierdoli. Szefowa tylko sporadycznie przechodziła obok i sprawdzała, co robi, ale rzadko wtrącała się w jej sposób działnia. Doświadczenie nauczyło ją, że poprawianie Bremers zwykle kończy się tym, że sklep wygląda gorzej, a dochód spada.
W przerwie Coven wyciągnęła telefon i wcisnęła się w róg sklepu, żeby przejrzeć cotygodniowe nowości muzyczne na Spotify. Kawałki, które wpadały jej w ucho, zaznaczała jako ulubione, a jak będzie mieć więcej czasu, powrzuca je do odpowiednich playlist. Podniosła wzrok znad ekranu akurat kiedy przy wieszaku z koszulami kręciła się młoda kobieta, którą skądś kojarzyła, ale nie miała pojęcia skąd. Może właśnie stąd? Second hand cieszył się popularnością i miał tutaj stałych bywalców. Równie dobrze mogła kojarzyć ją zewsząd indziej, ale no zabijcie ją, Bremers nie potrafiła sobie przypomnieć.
— Dzień dobry! — rzuciła, podrywając się z niskiego stołka, najwyraźniej uznając, że klienta potrzebuje pomocy. — Szukasz czegoś konkretnego? — zagadnęła, zaczesując palcami włosy, które za nic w świecie nie chciały dzisiaj współpracować. No trudno, najwyżej będzie wyglądać jak debil. W sumie to żadna nowość. — Interesuje cię jakiś konkretny wzór albo kolor? Na końcu jest świeżutki towar z porannej dostawy. Te kraciaste wyglądają naprawdę fajnie — podrzuciła z uśmiechu, chcąc podeprzeć się nonszalancko o sąsiadujący wieszak z topami. Oczywiście zrobiła to z tak dużą pewnością siebie, że nie trafiła i zachwiała się żałośnie, z ledwością utrzymując równowagę. Nie dała jednak niczego po sobie poznać i wyprostowała się błyskawicznie, udając, że tak ma właśnie być i że to coś, co wyglądało jak paraliż mózgowy, było totalnie zamierzone.
Bonnie Miller