-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie mówię, że ta rutyna jest już teraz. Po prostu... tak na przyszłość? — w jej głosie zabrzmiała niepewność. Niepotrzebnie wyskoczyła z tym wszystkim i zaczęła zadręczać się czymś, czego jeszcze nawet nie było. I być może nigdy nie będzie. A przecież to ona powinna uspokajać ukochaną i zapewniać ją, że wszystko jest w porządku. Zawsze to robiła, żeby April przypadkiem nie odleciała za daleko własnymi myślami.
Zacisnęła usta w wąską linię. Im bardziej próbowała to wyjaśnić, tym bardziej się pogrążała. Teraz Finch na bank uzna ją za kompletną wariatkę. Albo kretynkę. Albo za jakąś upośledzoną. Przełknęła ślinę tak głośno, że chyba słyszała to nawet mieszkająca pod nimi pani Twockock.
— Przepraszam. Ja wiem, że ty to lubisz i wiem, że wiesz, że ja też to lubię. Nie mam pojęcia, co mi w ogóle strzeliło do głowy, że tak pomyślałam. To jest strasznie głupie. I ja chyba też jestem głupia. Taka najgłupsza. Albo nawet najdurniejsza. Przecież nie zrobiłaś nic złego, a ja strasznie to wyolbrzymiłam i ubzdurałam sobie, że chciałabym być dla ciebie zawsze gotowa, żeby pójść na żywioł, a ty akurat nie chciałaś. Chociaż przecież zwykle chcesz. I to jest całkowicie normalne, że czasem po prostu nie masz ochoty robić tego tu i teraz. I jeszcze... — wyrzucała z siebie na jednym wydechu, zupełnie bez ładu i składu aż w nagle urwała. Głos zadrżał jej gdzieś w połowie tej chaotycznej wypowiedzi, choć ze wszystkich sił starała się nie dać niczego po sobie poznać. Jej ciało miało jednak inne zdanie. Teddy nerwowo skubała skórki przy paznokciach, a nogi drżały jej zupełnie niekontrolowanie.
Odsunęła się gwałtownie od narzeczonej, całkowicie ignorując jej pytanie o to, co powinny zrobić. Miały skręcać te cholerne listewki i zawiesić siatkę, zanim zapadnie zmrok, a zamiast tego strażaczka poderwała się z miejsca i zaczęła krążyć po salonie. Liara obserwowała to z zaciekawieniem. Nawet przez chwilę dreptała za nią, ale szybko zrezygnowała z tego pomysłu i odskoczyła na bok, bo Teddy przyspieszyła kroku. Chodziła od wyspy kuchennej do kanapy i z powrotem. Potem od ściany do okna. Bez żadnego konkretnego celu. Po prostu musiała to wychodzić. Może powinna wyjść pobiegać. Albo wskoczyć na motocykl i jeździć po mieście z prędkością, której zdecydowanie nie zaakceptowałby żaden patrol drogówki? Była jak w amoku i miała stuprocentową pewność, że zniszczyła ten miły dzień nie dopiero teraz, ale już wtedy, kiedy wychodziły ze stadionu.
April Finch
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Słuchała jej potoku słów, nadal zaskoczona, że role się w taki sposób odwróciły. A więc to tak było żyć w towarzystwie Finch? Strasznie skomplikowana sprawa! Jakim cudem Teddy to wytrzymywała? Przecież to oszaleć można. Starała się wyłuskać z jej odpowiedzi najważniejsze informacje i nadążać za jej sposobem myślenia, co wcale nie było takie proste. Miała pewność, że narzeczona nie powinna się w ten sposób czuć. Zdecydowanie zasługiwała na więcej. Powinna czuć się dużo pewniej i nie martwić jakimiś bzdurami. Finch mogła się tylko denerwować, że jeszcze nie była w stanie jej tego w pełni zagwarantować.
Nie zdążyła nawet sformułować odpowiedzi. Wyciągnęła rękę w stronę strażaczki, chcąc jakoś ukoić jej nerwy, ale ona podniosła się z miejsca i rozpoczęła pieszą wędrówkę po mieszkaniu. April przez moment śledziła jej ruchy, starając się nadążać. Nie poddała się tak szybko jak Liara. Odczekała moment, licząc, że strażaczka może chwilę się nachodzi i jej przejdzie. Wydrepta emocje i jakoś to będzie. Nie zapowiadało się jednak na to. Z każdym krokiem wydawała się jeszcze bardziej zagubiona. April podniosła się wreszcie z podłogi i podeszła do ukochanej. Zastąpiła jej drogę i złapała ją za nadgarstki, zmuszając, do zatrzymania się.
— Zatrzymaj się na moment, poczekaj — poprosiła łagodnym tonem. Rozumiała, że to dla niej dobra metoda na odrzucenie stresu, ale w ten sposób to się na pewno nie dogadają. Może jakaś przebieżka dobrze jej zrobi, ale najpierw chciała spróbować dotrzeć do niej po swojemu. Puściła jej ręce i przeniosła dłonie na policzku ukochanej.
— Wcale nie jesteś głupia, to ustalmy na początku. Rozumiem, co próbowałaś zrobić i bardzo to doceniam. A ja naprawdę nie miałam niczego złego na myśli. Gwarantuję ci, że do końca życia będziemy miały jeszcze milion okazji na tego rodzaju spontaniczność. Dzisiaj nie chodziło w żaden sposób o ciebie. Po prostu poczułam, że w domu z tobą poczuje się pewniej niż w tamtym korytarzu. I tyle — zaczęła jej wyjaśniać, wciąż starając się zachować spokój. Nie miała powodu, żeby na nią krzyczeć, starała się też nie smucić i po prostu jej wszystko rozsądnie wyjaśnić. Pogłaskała kciukami jej miękką skórę.
— Kocham cię najbardziej na świecie i po prostu nie chciałam ci sprawić przykrości. Chcę po prostu żebyś zapamiętała, że jesteś moim wszystkim i uwielbiam każdy moment, który spędzamy razem. Wszystko jedno, czy siedzimy przed telewizorem czy pieprzymy się w klubie, rozumiesz? — dodała i wypuściła jej twarz z dłoni, chociaż się nie cofnęła. Chciała dać jej przestrzeń na zdecydowanie, czy nadal potrzebuje te nerwy rozchodzić, czy woli zostać teraz przy niej i tutaj szukać spokoju ducha.
teddy darling
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Z każdym rokiem jej oddech stawał się urwany, a ona miała coraz większy problem z zaczerpnięciem powietrza. Serce obijało się o żebra z głuchym łoskotem, palce u dłoni cierpły od zaciskania ich w pięść. W pewnym momencie obraz zaczął się rozmazywać, miauknięcie Liary dochodziło jakby spod wody, a Teddy musiała aż przycisnąć dłoń do klatki piersiowej, żeby upewnić się, czy jej serce na pewno jeszcze bije.
Z tego dziwacznego stanu wyrwał ją dopiero dotyk April. Finch stanęła naprzeciwko niej i ujęła jej nadgarstki. Darling zastygła w bezruchu, wpatrując się w nią z takim zdziwieniem, jakby zobaczyły się pierwszy raz w życiu. Chciała ponownie wprawić nogi w ruch, a jednak posłuchała i nie ruszyła się z miejsca. Przymknęła natomiast oczy, kiedy ukochana pogładziła z czułością jej policzek. Czyli serce jej nie stanęło, a ona jeszcze nie umarła. W porządku.
Nie była głupia. April dalej ją chciała. Będzie jeszcze mnóstwo okazji na spontaniczność. Wszystko to docierało do strażaczki w zwolnionym tempie, ale docierało. Nawet skinęła głową, dając znać, że rozumie.
— Przepraszam za... za to — w tym miejscu wykonała zamaszysty gest ręką, jakby chciała dokładnie pokazać, czym właściwie było to całe to. Ale jak miała to wyjaśnić, skoro sama nie wiedziała, dlaczego tak zareagowała? — Nie wiem, skąd mi się to wzięło — dodała, teraz już bardziej pretensjonalnym tonem. Ale te pretensje kierowała do siebie, nie do Finch. Czuła się z tym okropnie. Miała ochotę zniknąć, bo czuła, że policzki aż palą ją ze wstydu żywym ogniem.
— Nie chcę, żebyś pomyślała, że mam jakieś wątpliwości. Albo że jestem niezdecydowana. Albo że próbuję cię do czegoś zmusić, żeby coś udowodnić. Albo ugrać. W ogóle nie chciałam stawiać cię w takiej sytuacji, żebyś musiała mnie uspokajać, bo to przecież ja zawsze uspokajam ciebie. A teraz zamiast zapewniać cię, że wszystko jest dobrze i że nigdzie się nie wybieram, to mam ochotę się rozpłakać i na litość boską, czemu ja tyle gadam? To jest jakieś nienormalne. Ja jestem nienormalna, chociaż wiem, że wcale mnie za taką nie masz. I że głupia też nie jestem. Ale czasami czuję się przy tobie jak idiotka, bo tak bardzo cię kocham, że aż mnie rozpierdala od środka i chciałabym ci to pokazać, tylko nie wiem którędy — znowu paplała jak najęta, wyrzucając z siebie kolejne słowa. Dopiero po chwili zorientowała się, co właściwie wyprawia. Zamrugała, zaskoczona własnym zachowaniem, aż w końcu nachyliła się i wpiła w usta narzeczonej. Musiała się uziemić.
April Finch
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie musisz mnie przepraszać za to, że czujesz emocje — wyjaśniła jej wciąż spokojnym tonem. Chciała, żeby ukochana nie bała się pokazywać tego, co kołacze się w jej środku. Wiadomo, że wolałaby, żeby te emocje były wyłącznie pozytywne, ale tak się nie da funkcjonować. W razie każdego problemu zawsze mogły do siebie przyjść i otrzymać wsparcie, a fakt, że są teraz w związku totalnie tego nie zmienia. Była gotowa jej wysłuchać, wziąć wszystko totalnie na poważnie i wypracować wspólnie metodę, by następnym razem móc poczuć się lepiej. Słucha więc z uwagą tego, co narzeczona miała jej do powiedzenia, starając się nadążyć za tokiem jej rozumowania. Fakt, że miewała podobne strumienie świadomości niespecjalnie w tym pomagał. Każda głowa działała przecież inaczej i przekładanie tego jeden do jednego nie było możliwe.
Była gotowa jej coś odpowiedzieć i przedstawić wszystko ze swojej perspektywy, ale strażaczka skutecznie ją uciszyła. Objęła jej kark, przyciągając do siebie bliżej i oddała pocałunek, ani myśląc się teraz odrywać. W taki sposób też mogą przecież wyznawać sobie miłość. To przynajmniej było jednoznaczne, nie powinno przysparzać kłopotów. Chociaż w sumie czy nie o to się dzisiaj posprzeczały? Cholera, jednak nawet takie sytuacje potrafiły wzbudzić wątpliwości. Oby tym razem się bez tego obeszło. Finch naprawdę chciała, by każdy kolejny pocałunek, w jaki wciągała narzeczoną, obrazował to, jak była dla niej ważna.
— Wiem, że mnie kochasz najbardziej na świecie i wiem, że ty wiesz, że ja równie mocno kocham ciebie — odezwała się, odsuwając się nieznacznie, by móc zaczerpnąć nieco oddechu. Pocałunki mogły jednak nie wystarczyć. Na wszelki wpadek lepiej było dodać to i owo.
— Masz takie samo prawo, jak i ja do tego typu paniki. Nie umniejszaj, proszę, swoim uczuciom. Chcę cię wspierać tak samo mocno, jak ty zawsze wspierasz mnie, rozumiesz? Jesteś totalnie nienormalna, a to tylko jeden z miliona powodów, przez które cię tak kocham. Pozwól mi być swoim bezpiecznym miejscem, Teddy — poprosiła, zsuwając dłonie na jej łopatki i przytulając ją do siebie z całych sił, jakby chciała stopić ich ciała w jedno. To akurat byłoby całkiem przyjemne. Jeżeli tylko dzięki temu Darling poczuje bijące z serca Finch ciepło – tym lepiej.
teddy darling
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pocałunek przyniósł ulgę i pozwolił wyrównać oddech. To musiało wystarczyć. Dobrze wiedziała, że seks nie był tutaj rozwiązaniem. Wiedziała też, jak narzeczona podchodziła do takich sytuacji, bo w poprzednich relacjach sama próbowała właśnie w ten sposób rozładowywać emocje. Nawet jeśli Teddy tego potrzebowała - a całkiem możliwe, że potrzebowała - chyba nie odważyłaby się niczego podobnego zasugerować. To trochę jak pójście na łatwiznę, prawda?
Pozwoliła April odsunąć się nieznacznie, ale wciąż obejmowała ją w pasie. Mocno, ale nie na tyle, żeby narzeczona nie mogła wyswobodzić się z uścisku, gdyby zapragnęła dystansu. Ramiona Darling miały być schronieniem, a nie więzieniem. Słuchała jej uważnie, coraz bardziej świadomie potakując głową. Powoli wracała do siebie. Słowa ukochanej stawały się wyraźniejsze, podobnie jak dźwięki dobiegające z zewnątrz. Wzięła głęboki oddech i bardzo powoli wypuściła powietrze. A potem zrobiła to jeszcze raz. I kolejny. Starała się być w pełni obecna, a liczenie w myślach pomagało jej się skupić. Robiła to zwykle podczas beznadziejnych akcji, które nie przebiegały zgodnie z planem, ale tym razem również zadziałało. Chociaż w dużej mierze była to zasługa Finch, która zakotwiczyła ją i dała poczucie stabilności.
— Nawet nie masz pojęcia, jaka jestem wdzięczna za to, że mi się przytrafiłaś — wyznała, trącając jej nos swoim. — Kochaj mnie ze wszystkimi moimi dziwactwami, a ja postaram się nie przysparzać ci zbyt wielu zmartwień — uśmiechnęła się już nieco weselej niż wcześniej. Nadal czuła się trochę niepewnie, ale to było niebo a ziemia w porównaniu z tym, jak czuła się jeszcze dwie minuty temu.
Teddy wpatrywała się w zielone, zatroskane tęczówki i po cichu wściekała się na siebie, że postawiła April w takiej sytuacji. To, co wydarzyło się po meczu, absolutnie nie było jej winą, a Darling zareagowała jak jakaś szajbuska. A teraz stały tutaj, pośrodku salonu, i próbowały doprowadzić strażaczkę do ładu i składu, kiedy to Finch powinna otrzymać wszystkie te zapewnienia.
— Jesteś moim bezpiecznym miejscem — wyszeptała i wtuliła twarz w jej włosy. Pachniała wszystkimi najlepszymi zapachami świata. Mokrym asfalt po deszczu. Benzyną prosto z baku. Ciastem dopiero co wyjęte z piekarnika. Łapkami psa po spacerze. Świeżo skoszoną trawą. Popcornem z kina. Watą cukrową na wesołymi miasteczku. I domem przed świętami. — Jesteś moim wszystkim — dodała, delikatnie muskając ustami jej policzek.
urzeka mnie, że jesteś właśnie ze mną. trochę mnie to dziwi, bo jestem na dnie
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pozwoliła jej zapanować nad oddechem w tempie, jakiego teraz potrzebowała. Nie miała zamiaru jej poganiać. Chciała, żeby Teddy zrobiła wszystko, czego potrzebuje, by poczuć się dobrze. Czekała na nią tyle lat, to poczeka jeszcze trochę.
— Przysparzasz mi tyle dobrych rzeczy, że to się w głowie nie mieści, wiesz? Martwisz mnie tylko, gdy zaczynasz podejrzewać, że na mogę mieć coś na świecie ważniejszego od ciebie, a naprawdę niczego takiego nie ma. — Patrzyła w oczy miłości swojego życia, licząc, że owa miłość bez przeszkód dostrzega to, jak mocno była nią zauroczona. Teddy była przecież spełnieniem jej marzeń. Pół życia podążała na ślepo za wielką miłością. Na niczym innym jej tak mocno nie zależało i nigdy nie popadła w taką obsesję na punkcie kariery czy pieniędzy jak jej rodzice, choć pewnie bardzo by chcieli. Uczucie zawsze było na pierwszym miejscu, przez co szukała go jak skończona desperatka, raniąc się po drodze wyjątkowo dotkliwie. Wszystko to jednak było warte tego, by ostatecznie trafić właśnie na Teddy. Skoro los tak chciał, to trudno. Mogłaby powtórzyć te wszystkie paskudztwa, które się jej przydarzyły, byle tylko ostatecznie i tak skończyć u boku tej konkretnej kobiety.
— No i to jest najważniejsze. — Objęła mocno dłonią jej kark i głaskała go miarowo, gdy narzeczona zapadła się w jej ciele. Roztapianie się w objęciach na pewno ukoi wszystkie jej nerwy. To akurat była uniwersalna prawda. April też nie znała lepszej metody na poradzenie sobie z emocjami niż schowanie się w bezpiecznych ramionach ukochanej.
— Ej słuchaj, a taką mam drobna sprawę, skoro już mówisz, że jestem twoim wszystkim i w ogóle... — zagaiła i zawiesiła na moment głos, jakby zastanawiała się, jak ubrać to wszystko w słowa. Ujęła jej podbródek, łapiąc zaniepokojone spojrzenie.
— Wyjdziesz za mnie, Teddy? — zapytała, uśmiechając się szeroko. Jak ludzie się tak bardzo kochają, to powinni przecież celebrować tę miłość właśnie w taki sposób! Naprawdę wierzyła w romantyzm instytucji małżeństwa.
teddy darling
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jeśli narzeczona uważała, że seks nie był rozwiązaniem i Teddy miała na tym jakoś stracić, to kim była strażaczka, żeby w ogóle jakkolwiek to podważać? Swoje potrzeby i tak zawsze spychała na dalszy plan, byle tylko uszczęśliwić innych. Praca w straży nauczyła ją szybkiego dostosowywania się do sytuacji.
— Nie uważam, żebyś miała na świecie coś ważniejszego. Albo kogoś. No, może poza Liarą — zerknęła ukradkiem na kotkę, która wydawała się zupełnie niewzruszona tym, co działo się dookoła. Miała swój karton i było git. — Ale to akurat potrafię zrozumieć, bo straszny z niej słodziak — uśmiechnęła się pod nosem. Nie mogła dziwić się narzeczonej, że była tak samo oczarowana kotką, co nią. To było coś, co bez trudu zdołała jej wybaczyć.
Z zaciekawieniem wyczekiwała tej drobnej sprawy, którą miała do niej Finch, a kiedy ta znów jej się oświadczyła, zaśmiała się głośno, właściwie zapominając, że przed chwilą była taka przygnębiona. Nikt nie umiał jej tak rozbawić. April była najlepszym poprawiaczem humoru nawet w najbardziej paskudnym nastroju.
— Po stokroć tak — odparła bez zastanowienia. Bo nad czym tutaj się zastanawiać? Wyszłaby za nią każdego dnia, nawet jeśli każdego dnia miałaby w nią nie wchodzić. I to w zupełności wystarczyło. Zamyśliła się na moment i zmrużyła oczy. — A co, jeśli powiedziałabym, że nie? Czy wtedy zaręczyny są anulowane, a pierścionki na palcach nieważne? Jak to działa? — uniosła dłoń na wysokość oczu narzeczonej, żeby zaprezentować jej biżuterię. Oczywiście nawet nie przyszło jej przez głowę, żeby odmówić, chociażby w żartach. Ale i tak wolałaby wiedzieć na przyszłość, gdyby taki durny żart wpadł jej kiedyś do tego durnego łba. Z Teddy to nigdy nic nie wiadomo. Lepiej uniknąć sytuacji, w której April poczułaby się niefajnie tylko dlatego, że strażaczkę naszło akurat na durny dowcip.
będzie dobrze, póki swobodnie chroni nas wzrok, w którym plącze się miłość
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Dobra, to będziecie z Lirą razem na pierwszym miejscu. Będzie wam raźniej – zaproponowała uczciwie. To był całkiem niezły układ! Teddy powinna być tym bardziej zadowolona, że też już zdążyła zakochać się w Liarze, więc przesiadywanie z nią na samym szczycie potrzeb Finch będzie faktycznie weselsze. Gdyby miała to dzielić z czymkolwiek innym, nie byłoby tak prosto. Nie istniał jednak człowiek, który mógłby równać się z Darling. Praca – wbrew pozorom – też nie była dla April aż tak ważna. No nic nie dałoby rady przewyższyć Teddy! Żadne hobby, żadna piękna sukienka, po prostu nic. Nie musiała się przynajmniej zastanawiać, co wynosiłaby z domu w razie pożaru. Teddy wyniesie się przecież sama albo zajmie się pożeraniem tych płomieni, czy co tam strażacy na co dzień robili, a Finch będzie mogła skupić się na ratowaniu kotki, by ostatecznie jej przyszła żona też była zadowolona. Nie może być tak, że tylko strażaczka będzie w oczach zwierzaka superbohaterką. April też musi znaleźć sobie jakiś sposób, by się wykazać.
Sprzedała jej kilka słodkich całusów, gdy zgodziła się po raz enty przyjąć oświadczyny. Taka roześmiana i bez nerwowego oddechu wyglądała zdecydowanie najpiękniej. Bardzo się cieszyła, że jej ukochana nie dała się tak łatwo ponieść emocjom i radziła sobie z nimi całkiem sprawnie. Nie była aż tak pokopana jak April.
— Wyglądasz zjawiskowo, jak tak na mnie patrzysz. — Westchnęła błogo, wpatrując się w jasne oczy, w których jak na dłoni było widać miłość gotującą się w Darling. Uczucia normalnie z niej wyciekały. Pewnie zaraz zaczną wylatywać uszami i zrobią się plamy na podłodze.
— Oczywiście, że nie, Głuptasku. — Pokręciła głową z zażenowaniem. No jak ta Teddy nie mogła wiedzieć takich podstawowych rzeczy! Ciągle łazi z głową w chmurach, a potem trzeba jej życie tłumaczyć.
— Jak zgodziłaś się pierwszy raz, to zaklepałaś sobie już to życie u mojego boku. Za każdym kolejnym razem zgadzasz się na zapas na powtórzeniu tego po reinkarnacji. Jak kiedyś powiesz "nie" to w tym życiu z kolei nie będziemy małżeństwem i wtedy pewnie znajdziesz sobie jakąś inną pizdę — wyjaśniła jej iście profesorskim tonem, ostatnie słowa wypluwając z siebie z pewną dawką jadu. Wizja Teddy w ramionach innej kobiety nawet za te sześćdziesiąt siedem żyć od teraz jakoś jej nie pasowała.
narzeczona mimo woli
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bardzo jej schlebiało, że była ważniejsza od najpiękniejszych sukienek! To naprawdę wiele dla niej znaczyło! Wiedziała, że te plasują się na liście April wysoko, więc to naprawdę ogromny sukces. No i świetnie się złożyło, że obie tak mocno pokochały Liarę, więc kotka nie będzie żadnym powodem do zazdrości. Gorzej jednak z tymi sukienkami, bo jak Finch jednak kiedyś znajdzie taką, dla której całkowicie straci głowę, to... ach, szkoda gadać! Po co jej w ogóle jakieś kiecki, skoro Teddy najbardziej lubiła ją bez niczego? Bez sensu!
Musiała wziąć się w garść, nie była przecież żadną pizdą. Miała chwilę słabości, jak każdy człowiek, i Darling wiedziała, że to normalne. Co prawda przez chwilę było jej wstyd, że tak się odkleiła, ale obecność i zapewnienia narzeczonej bardzo pomogły. Po smutku nie było już ani śladu, a twarz strażaczki rozpromienił piękny uśmiech. I to wszystko zasługa April! Całkiem możliwe, że gdyby nie było jej obok, Darling po prostu wybiegłaby z domu. To pomagało, ale nic nie zostawało przegadane. Sport był dla Teddy czymś na wzór seksu dla Finch - niby dawał upust emocjom, ale nie rozwiązywał wszystkiego.
— Czyli zawsze — stwierdziła krótko. Bo czy nie zawsze patrzyła na nią właśnie w taki sposób? Była tak nasiąknięta miłością, że można było ją z niej wyżymać. Teddy nigdy nie podejrzewała, że można kogoś kochać aż tak mocno i bez wyjścia. To nie było tylko zachłyśnięcie się czymś nowym i niespotykanym. Znały się od lat, były ze sobą pół roku, a Darling dalej czuła się przy Finch jak zakochana małolata. Pewnie tak naprawdę znały się już 94 miliony lat temu, jadły codziennie razem drzewa, tylko o tym zapomniały.
— Och — jęknęła cicho i pokiwała ze zrozumieniem głową. No dobra, to wiele wyjaśniało! Strażaczka naprawdę była czasami strasznie durna. — W takim razie nigdy nie powiem "nie". Przenigdy. Chcę być twoją żoną w każdym innym życiu. Twoją, a nie jakieś tam pizdy. O rany, skąd ci się to w ogóle wzięło, głupku? Przecież ja będę twoja nawet jak w następnym życiu będziemy termitami. Wiesz, że król i królowa rządzą wspólnie w gnieździe przez całe życie? — pochyliła się i musnęła usta narzeczonej akurat w momencie, kiedy po mieszkaniu rozległ się dźwięk domofonu. Z tego wszystkiego zapomniała o sushi. Przestała nawet być głodna. Na co komu jedzenie, skoro można karmić się miłością?
od kiedy cię znam, kwiaty rosną dwa razy szybciej
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uśmiechnęła się szeroko, gdy narzeczona zapewniła, że przyjmie wszystkie jej nadchodzące oświadczyny. To było wyjątkowo miłe i miała nadzieję, że w nerwach nigdy nie zmieni zdania! To akurat byłby świetny pomysł na uderzenie April tam, gdzie najbardziej by zabolało. Nie miały jednak w zwyczaju w kłótniach starać się dowalić sobie najmocniej na świeie... a przynajmniej już nie. Odkąd Darling przeszło wypominanie puszczalstwa, było jakoś tak lżej. Mina Finch zrzedła natomiast, gdy wspomniała o terminach.
— W twojej romantycznej wizji przyszłości jesteśmy jakimiś ohydnymi robalami? — Westchnęła ciężko nad sposobem działania głowy ukochanej. Muszą jeszcze nad tym popracować. Ale to za moment, bo właśnie rozległ się dźwięk domofonu i wypadałoby wpuścić jedzenie. No i tego, kto je przyniósł. April zajęła się ogarnięciem tego, prosząc przy okazji Teddy, by przygotowała dla nich coś do picia, żeby mogły zjeść w spokoju, zanim wreszcie zabiorą się za montaż siatek. Ustawiła w końcu co trzeba na wyspie i usiadła na jednym z miejsc.
— Możemy być na przykład przepiórkami. Albo dorszami, jeżeli w twojej wizji odpadają typowo urocze zwierzęta i nie w smak ci bycie ze mną słoniem — zaproponowała, maczając jedną z wegetariańskich rolek w sosie sojowym. Na pewno byłby świetnymi niedźwiedziami albo lemurami, ale chciała znaleźć jakiś kompromis, który zadowoli też Teddy.
— A w następnym życiu może ty będziesz wielką gwiazdą popu, a ja twoim dźwiękowcem? — dodała jeszcze, chcąc jednak bardziej skupić się na wizji, w której mają ręce, nogi i jakiekolwiek zalążki mózgu oraz samoświadomości. No z jakiegoś powodu wydawało jej się to bardziej romantyczne niż bycie robalami. Ale to pewnie ona jest dziwna.
pij ze mną kompot, jedz ze mną drewno