28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Był, był — potwierdziła cichym tonem, przejeżdżając delikatnie nosem po szyi Williama. Łoś faktycznie był. Chociaż ona go nie widziała, ale wątpiła, by na prostej drodze, Patel zjechał prosto w drzewo. Zresztą teraz nie chciała się z nim kłócić. Był zaskakująco ciepły, przyjemny, a jedyne czego potrzebowała to bardziej ukryć się w jego ciele. Alkohol całkowicie zamroczył jej umysł, podobnie jak hasz. Jeśli wcześniej próbowałaby się jeszcze bronić, to teraz całkowicie nie miała na to siły.
Nie zgonuję... — wymruczała, unosząc głowę, by musnąć wargami płatek jego ucha. To nie zgonowanie. Nie przypominało go w jej wersji. To najczystsza potrzeba bliskości obnażona przez procenty, przepływające przez jej żyły. Pewnie dalej by się wtulała, dalej jeszcze bardziej, by go zaczepiała, ale zaraz szli do namiotu Esmeraldy.
Mocno tu pachnie... — stwierdziła ze zmarszczonym przeuroczo noskiem. Zdecydowanie zbyt intensywnie jak na jej gust. Rozejrzała się powoli po pomieszczeniu i przez dziwną magię zaczęła trzeźwieć. Zwłaszcza jak przy jej twarzy Esmeralda zaczęła wymachiwać jakimiś kadzidełkami. Cała się wyprostowała, spoglądając na kobietę z niezrozumieniem. Zaraz zaczęła mruczeć coś pod nosem, a sama Lotte poczuła się dziwnie nieswojo.
Wróżka przygotowała dwie świece, odpalając je. Na jednej z nich narysowany był symbol zodiakalnego lwa, a na drugiej symbol zodiakalnego koziorożca. Zaraz sięgnęła po miskę z czerwonym barwnikiem i choć Lotte była wcześniej niesamowicie zmulona, to zaczęła wraz z każdą chwilą coraz bardziej się rozbudzać. Źrenice się jej rozszerzyły, a przez niepokój chwyciła mocno Williama za dłoń, zaciskając na nim rękę.
Capricorn, narysuj mu na obojczyku słońce, natomiast ty, Leo, narysuj jej na szyi stabilną górę — Charlotte nie do końca była w stanie uwierzyć w to, co się właśnie działo. Jeśli chodziło o ezoterykę i rytuały, to raczej w nie wierzyła. Mogła być zodiakarą, wierzyć w magię kart, ale gdy ktoś kazał jej namalować słońce, to zastanawiała się, gdzie wylądowała. Jednak wpierw chwyciła za guziki koszulki Patela, by je powoli rozpiąć, tak by mogła mieć do jego obojczyka. Dopiero wtedy zanurzyła palce, powoli rysując mu kształt słońca. Rytuał wcale nie okazał się taki... nudny, bo miała kolejną wymówkę do rysowania jego skóry, a on jej. To zdarzało się jeszcze rzadziej — teraz chwyćcie się za dłonie. Narysuj jej prostą linię, a ty mu falującą — jedną z dłoni chwyciła Williama, a drugą narysowała mu falę na dłoni. Kiedy było już wszystko gotowe, wróciła spojrzeniem do wróżki — razem tworzycie strukturalny chaos... Powiedźcie: nie jesteśmy tacy sami i to dlatego działa — w pierwszej chwili miała ochotę parsknąć, ale powstrzymała się, przegryzając dolną wargę. Finalnie powtórzyła słowa za Esmeraldą — czas na dalszą część rytuału, popatrzcie sobie głęboko w oczy — znów odwróciła wzrok w stronę Patela. Zaglądanie w jego ciemne tęczówki, w których teraz odbijały się światła świeczek, rozbłyski kryształów, iskrzących się dzięki płomieniom. Ta chwila mogłaby trwać nieustannie, gdyby nie fakt, że wróżka ponownie się odezwała.
Leo powtarzaj: widzę Cię, nawet kiedy się chowasz — zaraz kazała powiedzieć Lottcie — rozumiem cię, nawet jeśli jesteś za głośno — i o ironio, pierwszy raz Charlotte poczuła, że to jest faktycznie o nich. Ona faktycznie się chowała za drzwiami własnego mieszkania, przed jego bliskością, przed jego dotykiem. Za to też potrafiła zrozumieć istotę zachowania Williama. Był głośny, czasami za głośny, ale polubiła ten chaos, który wprowadzał do jej życia.
Zdejmijcie z siebie ciężar, to co was blokuje, ma odejść — i co miała zdjąć? Pierwszy raz się zaśmiała, ale Wróżka dotknęła ją jakimś magicznym kijkiem, by następnie pokazać wyimaginowany ciężar, którego miała się pozbyć z własnych ramion — Leo puszczasz dumę oraz potrzebę racji, a Capricorn kontrolę z dystansem — znowu miała rację? Charlotte za często kontrolowała, a przy Williamie próbowała się odsuwać. Czy wróżka miała zostać ich receptą na każdy problem? Ciekawe, co myślała o niewierności? Czemu akurat to przyszło jej na myśl, gdy odprawiali rytuał o c z y s z c z e n i a. Była lżejsza, przestała myśleć o Toronto, a jednak... dalej nie potrafiła przestać analizować. Może faktycznie powinna przestać wszystko kontrolować?
Chwyćcie się za dłonie i weźcie ode mnie jajko jako przedmiot nowego narodzenia — zagryzła wewnętrzną część policzka, ale zabrała to jajko, by ułożyć jej dłonie z Williamem, tak by dzielili się jajem — powtarzajcie. Twoja siła mnie nie gasi, ani nie przytłacza. Tylko tworzy coś między nami — nabrała głęboko powietrza do płuc, wpatrzyła się w to jajko, ale powtórzyła. Finalnie uniosła wzrok na Williama i... może naprawdę tak było? Nieważne, co robili względem samych siebie, byli razem. Rozsadziła mu toaletę, on pogrążył ją matkę, a przecież siedzieli razem, we dwoje, trzymając się za dłonie z jajkiem po środku.
Na sam koniec spójrzcie raz jeszcze w sobie w oczy i powiedźcie, co w sobie doceniacie — i to chyba było najgorsze ze wszystkich zadań. Mogła rysować po nim abstrakcyjne wzory, patrzeć mu głęboko w oczy, ale szczerze, miłe słowa zawsze przychodziły najtrudniej — doceniam... twoją wolność, fakt, że potrafisz sprawić, że zaczynam się uśmiechać, kreatywność i to że... po prostu jesteś — odłożyła jajko, by móc się w niego tak po prostu wtulić. Darli ze sobą koty, ale mógł ją zostawić, kiedy ktoś chciał ją wywieźć do burdelu w Afryce. Jednak był, został i pozwolił się sobą zaopiekowac.
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Rozglądam się po wnętrzu i mocno zaciągam ciężkim, drewnianym zapachem, mrużę ślepia, gdy Esmeralda zaczyna nas okadzać, a potem tak jak i ona przysiadam na ziemi. Obserwuję rozwój wydarzeń, bo z każdą kolejną minutą jestem coraz bardziej ciekaw co takiego wydarzy się w namiocie oczyszczenia. Ja generalnie wierzę w magię - w rytuały, zodiaki, astrologię, a nawet wróżenie z fusów. Przyglądam się dwóm długim świecom oraz misce z czymś czerwonym w środku , to chyba ochra. Przez to, że jestem ujarany wszystko wydaje mi się jeszcze bardziej intensywne i mistyczne. Na taką bombę chętnie przyjąłbym nawet coś mocniejszego, jakąś ayahuasce na przykład, albo inne szamańskie ziele, bo cała ta sceneria przypomina wstęp do cudownego objawienia. Zerkam na Lottę kiedy ściska mocniej moją dłoń i puszczam do niej oczko, żeby się wyluzowała. Show must go on. Kiedy wróżka zaczyna mówić, a odzywa się półszeptem, co nadaje całej sytuacji jeszcze bardziej duchowego klimatu, to odwracam się w stronę Kovalski i posyłam jej uwodzicielski uśmiech. Sięga guzików mojej koszuli, a kiedy powoli przesuwa palcami po skórze to spomiędzy warg wyrywa mi się głośniejsze westchnienie. Sam zamaczam kciuka w barwniku i opieram pozostałe palce na dziewczęcej żuchwie, równie niespiesznie sunąc nimi w dół, przez szyję, prawie do obojczyka, po drodze malując na skórze trójkąt, symbol stabilnej góry. Patrzę jej przy tym głęboko w oczy, chyba tak jak jeszcze nigdy wcześniej. Opuszczam rękę niżej, zahaczając palcami o dekolt, zanim nasze dłonie złączą się w kolejnym uścisku. Zgodnie z poleceniem wyznaczam na dziewczęcej skórze jeszcze jedną prostą linię i powtarzam po Esmeraldzie każde słowo z takim samym namaszczeniem z jakim i ona się wypowiada. W ogóle nie spuszczam wzroku z Charlotte, więc kiedy i ona powraca do mnie spojrzeniem to ponownie posyłam jej delikatny uśmiech - Widzę cię, nawet kiedy się chowasz - mówię. I faktycznie coś w tym było, nawet jeśli do głowy przychodzi mi dosyć prozaiczna rzecz. Ile to czasu chowała się za drzwiami swojego mieszkania, wstydząc tego, czego tak naprawdę nie pamiętała? Ja zresztą wcale nie byłem lepszy i tak trwało to prawie półtora miesiąca, a zakończyło tylko przez pomyłkę tamtego chłopaka. W tej chwili wydaje mi się, że to nie był przypadek tylko jebane przeznaczenie zapisane gdzieś w gwiazdach. A to teraz? Że uciekając od siebie spotykamy się na końcu świata? Jaka szansa? Jedna na 8,3 miliarda, bo mogłem tu spotkać każdego. Z zamyślenia wyrywają mnie kolejne słowa wróżki i w pierwszej chwili mrugam kilka razy, bo chyba trochę zacząłem odpływać, jakby jakiś ciężar faktycznie ulatywał właśnie z mojego ciała. Powtarzam ruchy po Kovalski, ale kiedy Esmeralda daje nam JAJKO to odwracam głowę w jej stronę i unoszę wysoko obie brwi - Co kurwa? Jajko? - zanim zdążę złączyć wargi, bo oczywiście chcę powiedzieć coś jeszcze, to uderza mnie tym samym kijkiem, którym przed chwilą dostało się Charlotte, żebym milczał. To już drugie jajko, które mamy razem, a to pierwsze pewnie do tej pory wala się gdzieś po mieszkaniu. Chociaż chuj wie, ostatnie miejsce, w którym je widziałem to była moja kieszeń, a potem to już nie pamiętam. Wcale się nie zdziwię jak pewnego dnia gołąb mi wyleci zza kanapy - Ała! - rzuca mi jeszcze ostre spojrzenie, znowu grożąc patykiem, więc zaciskam usta, żeby już nie więcej nie mówić, przynajmniej dopóki nie każe znowu powtarzać tych różnych dziwnych formułek. Powracam wzrokiem do swojej dzisiejszej randki, znowu zaglądając jej głęboko w oczy. Pierwsza zabiera głos, a ja w tym czasie myślę co właściwie powinienem powiedzieć - było tego tak dużo, ale jednocześnie nie potrafiłem znaleźć odpowiednich słów. Wciągam głośno powietrze w płuca, a potem zaczynam - Doceniam twoją opiekuńczość i to, że potrafisz walczyć o swoje. I że jesteś słodka jak cukiereczek kiedy chcesz albo ostra jak chilli jeśli musisz - sam nie wiem, która wersja jara mnie bardziej, chyba obie - Doceniam Twój bystry umysł, cięty język i te momenty, kiedy z zazdrości dostajesz pierdolca - śmieję się - Ale też to, że wszystko ogarniasz i bronisz mnie jeśli trzeba i twoje piękne serce - im bliżej byliśmy, tym piękniejsze mi się wydawało - odważne, ale łagodne, zdystansowane, ale gorące. Unoszę rękę, by oprzeć dłoń na jej policzku. Wtulamy się w siebie bardzo mocno, co więcej mam wrażenie, że coś rzeczywiście puszcza, jakby to coś było bardzo brudne i właśnie zostało oczyszczone. Może to ta dziwna, wspólna aura? Łączę nasze wargi w długim, zmysłowym pocałunku, jedną ręką łapię ją za udo, mocno zaciskając na nim palce, a drugą opieram na żebrach i powoli przesuwam w górę do jej piersi, falujących z każdym oddechem. Muskam krótko kącik jej ust, a później zjeżdżam niżej na szyję, tym samym rozmazując wymalowany na niej trójkąt. Ja już nawet zapominam, że ta wróżka tu siedzi i się pewnie gapi co się odpierdala, bo jej namiot oczyszczenia zaraz się zamieni w namiot rozpusty. A może właśnie o to chodziło w tym rytuale? Chuj wie.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Charlotte nigdy nie spodziewałaby się tego, co da im ta wyspa. Była pełna niespodzianek czyhających tuż za rogiem. Od gryzących palce jaszczurek, sobowtórów ludzi z Toronto, a kończąc na ich dwójce, wpatrzonych w siebie jak w najpiękniejsze istoty na kuli ziemskiej. Lotte nawet przez ułamek sekundy nie była w stanie oderwać od niego wzroku, od tych cholernie ciemnych tęczówek, w których odbijał się jedynie płomień świecy. W końcu jego żywiołem był ogień. Już na nowo wtulała się w jego gorące ramiona, chciała się w nich ukryć przed całym światem bardziej niż zazwyczaj. Tu na La Palma wiele się działo, a coraz bardziej nie chciała stąd odjeżdżać. Chciała mieć przy Williama, a jego słowa jedynie to pieczętują. Nawet nie wiedziała, w którym momencie do jej oczu napłynęły łzy wzruszenia. Pełne wdzięczności, potrzeby bliskości. Doskonale wiedziała, że nie mogła go wypuścić z własnych rąk.
Co dzieje się na La Palma, dzieje się i jest pamiętane przez cały Wszechświat — powiedziała oficjalnie wróżka, przekreślając ich wspólnie wypowiadane tak często słowa. Charlotte zwróciła na to uwagę, ale liczył się dla niej ktoś inny, ktoś wyjątkowy i coraz bliższy jej sercu. O zgrozo, nie potrafiła wytłumaczyć, dlaczego z każdą minutą dostawał specjalne miejsce w jej sercu. Wystarczył jeden zmysłowy pocałunek, odwzajemniony po zaledwie kilku sekundach, by Kovalski odpłynęła. Nie wiedziała już, gdzie się znajdowała, liczyły się jedynie rumowe wargi Patela, które sprawiały, że jej ciało całe zaczynało drżeć. Wstrzymała kilka razy oddech, czując jego zaciskające się dłonie, Cholera, mogłaby mu się oddać w całości. Lotte z coraz większą posesywnością odwzajemniała pocałunki, przyciągając go do siebie dłonią położoną na jego karku, niemalże czuła kosmyki włosów splątane z jej dłońmi. Aż nie odsunęła się, słysząc głos wróżki.
Moi drodzy, to nie jest żaden czerwony pokój — aż odchrząknęła głośno, by na pewno zrozumieli — proszę iść się bawić, gdzie indziej możecie robić dzieci — i puściła im oczko. Kovalski nie musiała dłużej czekać na zachętę. Wyszła z namiotu jak poparzona. Rytuał oczyszczenia? Czuła się obnażona, gdy położyła dłoń na klatce piersiowej. Zdała sobie sprawę, jak szybko serce jej bije w stronę Patela. Ułamek rzeczywistości wbił się w rytuał, przypominając jej o niewierności, ale gdy tylko poczuła na nowo ich splecione dłonie razem, zdała sobie sprawę, jak bardzo go potrzebowała.
Ja... — zaczęła Charlotte, przyciągając go do siebie dłonią. Dłoń przyłożyła do jego torsu i rozpięła jeszcze kilka guzików koszuli. Ciekawiło ją, jakie miał dokładnie tatuaże i jak wyglądało słońce, na jego obojczyku — faktycznie czuję się po tym lepiej, Will — wymruczała, przejeżdżając palcami po wzorze, który jeszcze niedawno pieczołowicie namalowała. Wszelkie opory w jej umyśle wymazał albo alkohol, albo hasz, albo rytuał oczyszczenia.
Chodź, tu jeszcze do mnie na moment... — dłoń przejechała jej z ramienia na policzek, już wchodziła na palce, by powtórzyc pocałunek z namiotu wróżki, kiedy zobaczyła ich. Totalnie losowych ludzi przeskakujących przez ognisko — czy to normalne, że oni skaczą przez ogień? — zagadnęła, odsuwając się na moment, a następnie jej wzrok trafił na ludzi z kulami — patrz, a tam szykują się do tańca z ogniem — skakanie przez ogień, oglądanie występu, tańce, czy picie. Wiele mieli opcji — co robimy?
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Ale faza, ja pierdole - zwracam się do Charlotte kiedy opuszczamy namiot rozpus... Znaczy się oczyszczenia. Właściwie to wychodzę tylko dlatego, że Kovalski wystrzeliwuje z niego jak z łuku, słowa wróżki nie robią na mnie większego wrażenia, zawsze przecież można było ją zaprosić. Albo poprosić żeby wyszła. Niemniej stoimy na zewnątrz, a ona znowu przyciąga mnie do siebie, nie zamierzam stawiać oporów, więc tylko przyglądam się jak rozpina kolejne guziki mojej koszuli i przesuwa palcami po symbolu słońca wymalowanym tuż nad obojczykiem. Sam sięgam jeszcze dłonią do rozmazanej już góry na dziewczęcej szyi, trochę barwnika mam też na ustach i w okolicach warg - Ja też - kiwam lekko głową, zadziałała potęga podświadomości najwidoczniej, skoro obydwoje rzeczywiście poczuliśmy się w pewien sposób oczyszczeni. Zresztą cała ta podróż wydaje się być w pewnym sensie przełomowa, jeżeli chodzi o nasze relacje. Nastąpił zwrot o 180 stopni, czy się utrzyma? No może po tym rytuale tak, czas pokaże - Mhm - mruczę pod nosem, kiedy nasze twarze znowu znajdują się niebezpiecznie blisko siebie, mrużę lekko ślepia, ale zamiast kolejnego słodkiego pocałunku, słyszę jej równie rozkoszny głos. Otwieram szerzej powieki, odwracając się za jej spojrzeniem. Faktycznie kilku śmiałków przeskakiwało przez płomienie, dosłownie widzę jak języki ognia prawie liżą im tyłki, jeden z wesołych Hiszpanów ląduje na krawędzi, prawie że wpadając w ogień, na co kilka osób reaguje głośnymi krzykami. Ja zresztą również głośno wciągam w płuca powietrze - Łoooo kurwa, było blisko - zauważam, chwytając się za serce - Oooo, chodź, muszę tego spróbować - jak się podpalę to będzie przypał, szczególnie, że jedno poparzenie mam już na koncie, ale chuj, druga okazja może nie nadarzyć się nigdy. Ciągnę za sobą Charlotte, żebyśmy podeszli bliżej. I kiedy jesteśmy już obok, to właśnie zaczyna się pokaz. Głębokie dźwięki bębnów roznoszą się w powietrzu, odbijając echem od każdej napotkanej przeszkody, basy są tak mocne, że prawie czuję drżenie ziemi pod naszymi stopami, hałas przenika całe ciało aż do kości. Siadam na piachu i znowu ciągnę Lottę w dół, żeby usiadła obok mnie. Ktoś od razu podaje mi butelkę tequili. Mam mocno ambiwalentny stosunek do tequili - ostro jebie mnie w beret, chyba bardziej niż jakikolwiek alkohol, robię się po niej jeszcze bardziej pojebany. Jednocześnie naprawdę nie znoszę tego smaku, jeszcze z solą i cytrynką nawet przejdzie, ale sama? Paskudztwo. Niemniej mój wewnętrzny chlor postanawia to olać i upijam duży łyk, przełykam bardzo szybko, a mocny trunek ora mi cały przełyk, w żołądku czuję rozchodzące się po całym ciele ciepło. Ten okropny smak sprawia, że krzywię się mocno, ale podaję butelkę Kovalski - Obrzydliwe - rzucam do niej, zanim zamilknę, wpatrzony w duet, który właśnie zaczyna swoje szoł. Wygląda to wręcz doskonale - obydwoje mają duże kule na długich sznurach. Czuć zapach benzyny, kiedy obie płoną żywym ogniem i zaczynają swój dziki taniec wokół dwóch sylwetek - jednej damskiej i drugiej męskiej. Płomienie śmigają nad głowami i wokół oświetlonych ciał, jak planety w układzie słonecznym. Czasem jedna wystrzeliwuje w kierunku publiczności i dosłownie w ostatniej chwili wraca na swoje tory ściągnięta mocnym szarpnięciem przez jednego z artystów. Za pierwszym razem mam wrażenie, że dosłownie wleci w tłum, więc spomiędzy moich warg wydobywa się stłumiony okrzyk, cofam się instynktownie, opadając w piach na łokcie - O kurwa, blisko było - rzucam, bardziej nawet do siebie niż kogokolwiek, chociaż mniemam, że był to zamierzony zabieg. Cały ten taniec wygląda bardzo dziko i pierwotnie, szczególnie w połączeniu z iście plemienną muzyką. Kiedy pokaz dobiega końca wszyscy zebrani wokół zaczynają wyć jak indianie, uderzając w usta otwartymi dłońmi. Wokół lecą kolejki alkoholu, które trafiają też w nasze ręce - rum, tequila, coś bliżej nieokreślonego w papierowym kubku, po smaku ciężko stwierdzić co to, chociaż czuć, że mocne. Podnoszę się z ziemi, żeby zbliżyć do tancerzy i wtedy dostrzegam, że dziewczyna ma bardzo znajomą twarz, co więcej wygląda jak moja współlokatorka Peach. Ale co jeszcze bardziej popierdolone jej partner do złudzenia przypomina byłego już chłopaka Pepper, Clyde'a. Mrugam kilka razy w wyrazie zaskoczenia - Peach? - przecież miała nagrywać reality show dla Netflixa, ale kiedy uśmiecha się do mnie delikatnie i zaczyna coś pierdolić po hiszpańsku to dociera do mnie, że znowu mam do czynienia z kimś, kto tylko wygląda jak ona. Niesamowite, że na tej niewielkiej wyspie aż się roiło od sobowtórów ludzi z Toronto. A może Charlotte tak naprawdę też była tylko sobowtórem mojej upiornej sąsiadki? Boże, czemu w ogóle przychodzi mi to do głowy? Przez moment patrzę na nią trochę podejrzliwie, chociaż wiem, że to nierealne. Przecież mnie znała. W każdym razie ja do niej po angielsku, ona do mnie po hiszpańsku, obydwoje na migi i jakoś się dogadujemy. Co prawda nie daje mi bawić się ogniem, bo na bank bym coś podpalił, ale ma też takie kule, które same świecą i tymi daje mi popróbować, nawet pokazuje kilka prostych ruchów, które próbuję powtarzać, chociaż idzie mi mocno średnio. Chyba tylko cudem udaje mi się nie przywalić sobie w łeb, kilka sytuacji wygląda naprawdę niebezpiecznie, na co tamta dwójka reaguje głośnym śmiechem. To trudniejsze niż mi się wydawało, na szczęście nie dali mi igrać z ogniem bo na bank bym się podpalił. Albo kogoś. Chłopak w tym czasie cały czas gada coś do Kovalski po hiszpańsku, w ogóle nie zwracając uwagi na to, że go nie rozumie.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Bliskość oferowana przez Williama była dziwna. Nie potrafiła samej sobie wytłumaczyć, dlaczego przyciągał ją tak intensywnie. Wszelkie hamulce puszczały, niezależnie od tego, czy była na trzeźwo, czy nie. Wystarczyła chwila przyciągnięcia, by dać ponieść się magicznej chwili. Ten cały rytuał utwierdził ją jedynie w tym, że pragnęła jego bliskości. Gdyby nie przeskakujący Hiszpanie, gdyby nie szykujący się pokaz znów mogłaby odpłynąć. Schować się w jego ramionach przed całym światem i własnymi zmartwieniami. Przed wątpliwościami, które cały czas kołatały jej w głowie, bo... nie obieca jej wierności...
Na pewno musisz? — spytała z pewnym wyrzutem? Choć to słowo nie było odpowiednie. W głowie widziała, mimo procentów i haszu, jak tyłek Patela jest pieszczony przez płomienie ognia oraz trawi je intensywnie. Wyobraźnia zrobiła swoje, pokazując jej nieszczęsne skutki wieczoru. Jeszcze nie zdążyła uleczyć mu poparzeń słonecznych, a dodawanie tych od ognia wydawało się jej kuriozalne. Na całe szczęście siadają, a Lotte skupia się na dudniących bębnów. Chwyciła za butelkę od Willa i upiła z niej solidny łyk, wykrzywiając usta. Na słowa o obrzydliwości jedynie kiwa głową. Obrzydliwe. Faktycznie okropne. Przynajmniej zaraz zaczyna się show, a Lotte wciska się w ramię Williama. Przy tej jednej kuli jedynie wzdrygnęła się, chwytając mocno jego koszuli. Charlotte Kovalski bała się ognia. Kolejny żywioł do odhaczenia w liście lęków, zwłaszcza gdy kula przeleciała tak blisko od niej. Na szczęście kolejny kubeczek trafia w jej rękę i z iście polskim gestem przechyla go. Zaraz znów się krzywi, jakby wypiła nagrzaną wódkę na słońcu. Jednym słowem prawdziwa masakra.
Peach? — powtarza za Williamem Charlotte, przechylając przy tym delikatnie głowę. Nie tego się spodziewała. Faktycznie, kilka razy mrugnęła oczyma. Peach. Znały się dziewczyny, a gdy przechyliła głowę i napotkała wzrokiem na Clyde'a, to aż sama się zaśmiała. Nie, nie tego się spodziewała całkiem szczerze. A jednak nie Peach. Był Madox, Cassian, a teraz... ta całkiem urocza parka. Aż Charlotte miała ochotę się postrzelić, przypominając sobie w głowie ich ostatnie spotkanie. Typ był nędzny i miał kurwiki w oczach. Ten się niczym nie różnił. Nawijał jej trzy po trzy po hiszpańsku, a ona jedynie wywracała oczyma. Pijana Kovalski była jeszcze bardziej okropna niż trzeźwa. Tylko tego jeszcze William nie zdążył przeżyć. W końcu odwróciła głowę w stronę przedziwnych wygibasów Billy'ego. Przeuroczy. Zwłaszcza kiedy dostał na głowę. Na sekundę zamknęła oczy! To dosłownie była sekunda, a palmowy Clyde z Peach już lecieli mocno w ślinę. Machnęła na nich ręką, by później spleść dłoń razem z Williamem. Czas na powrót do hotelu.
Dobrze się bawiłam... — zaczęła Lotte, zataczając się odrobinę na trasie. Rum, tequilla, wódka wszystko w jej żołądku zaczynało się mieszać.
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Zanim się obejrzeliśmy wpadliśmy w dalszy imprezowy wir. Kolejna butelka, kolejny blant, kolejne pokazy ognia, wspólne muzykowanie, szalone tańce i skakanie przez płomienie. Jeszcze jeden szot tequili, który o dziwo wszedł jak złoto i czuję, że mam we łbie totalny sajgon, strumień myśli bez ładu i składu. Nawet nie wiem kiedy ludzie zaczęli padać - ktoś śpi przy ognisku, inny na wpół w namiocie bo wystają nogi i to całe dwie pary. Gdzieś przy linii oceanu jakiś facet rzyga do wody i przez chwilę na niego patrzę, a gdy ponownie odwracam się do Lotty to widzę, że na wschodzie zaczyna pojawiać się bardzo delikatna łuna nadchodzącego słońca. Dostaję skręta, bo oprócz nas jest tu jeszcze kilku żywych niedobitków. Chłopak, który przed chwilą podał mi jointa opowiada jakąś historię żywo przy tym gestykulując. Po hiszpańsku, więc właściwie nic nie rozumiem, ale wbijam w niego zaciekawione spojrzenie. Czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Właściwie nie. Powoli ściągam ostatniego, długiego bucha, po czym odwracam się w kierunku Kovalski i pochylam w jej stronę żeby znowu wdmuchnąć jej dym do ust, niech i ona coś z tego ma. Niedopałek ląduje z ognisku - Dobra spadajmy stąd - mówię do niej i wstaję, chciałoby się rzec na równe nogi, ale wcale nie na takie równe, skoro od razu się chwieję, ba! O mało nie wpadam w ogień, ale jakimś cudem udaje mi się ustać. Żegnam obecnych, bardzo wylewnie dziękując im za wspólnie spędzony czas, nawet każdego obdarzam krótkim uściskiem, bo bawiłem się wybornie wręcz, a potem razem z Charlotte ruszamy wzdłuż brzegu w kierunku naszego hotelu. Ściskam ją mocno za dłoń, machając naszymi rękami i pierdole od rzeczy, jakieś pijane brednie - historie sprzed lat, o złamanych sercach, o pocieszycielkach, o dawnych i nowych przyjaciołach, jak to zwykle bywa gdy się nawalisz i nagle masz strasznie długi język. Zatrzymujemy się mniej więcej w połowie drogi, a moje spojrzenie pada na delikatnie falujący bezkres oceanu - Poczekaj chwilę, wiesz co zawsze chciałem zrobić? - pytam, chociaż na odpowiedź daję jej tylko ułamek sekundy, zdecydowanie za krótki by mogła wypowiedzieć chociaż słowo - Wykąpać się nago w oceanie, chodź, teraz, taka okazja może się nie powtórzyć - plaże za dnia były oblegane, nocą zwykle kręciły się tam różne jednostki, a teraz? Pusto. Cały ocean tylko dla nas. Ściągam koszulę, odrzucając ją gdzieś na piach, na tyle daleko by nie porwała jej woda, kiedy będę zażywał kąpieli. Potem spodnie, majtek nie mam bo skoro gacie w kolorze khaki były totalnie nie do zaakceptowania to może bez będzie lepiej? Te też odrzucam gdzieś na plażę. Potem buty i inne różności, których musiałem się pozbyć przed wejściem do wody, wszystko porozwalałem gdzieś na brzegu. Wyciągam rękę w kierunku Lotty, żebyśmy mogli wbiec tam razem z okrzykiem radości na ustach. Ahoj przygodo!

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Noc była najlepszym doświadczeniem, które Lotte przeżyła. Nie potrafiła wyjaśnić tego w jednoznaczny sposób. Wystarczyło spojrzenie na wszystkich dookoła, by uznać, że impreza dobiegała końca. Za to ona dalej wczepiona w niego z opartą głową o jego ramię i przymrużonymi oczami. Tylko tego brakowało jej do szczęścia. Spokoju, który czuła całym ciałem. Płonące ognisko, z którego unosiły się wysoko iskry w stronę nieba, delikatna bryza oceanu oraz bliskość Patela. To było wręcz irracjonalne, jak mocno się do niego zbliżyła w tym czasie, a jednak raz za razem sięgała po kolejny łyk alkoholu, po kolejnego bucha blanta, by w stu procentach zagłuszyć własne myśli. Nie powinna.
Dobrze... — kiwnęła głową, podnosząc się na równe nogi. Ciało delikatnie kołysało się jej na boki i gestem ręki pożegnała się ze wszystkimi, by finalnie mocno chwycić Williama za dłoń. Splotła ich dłonie ze sobą. Szła równie radosnym głosem, choć jedynie potakiwała na jego wesołe, pijane pierdolenie. Mogliby cały czas trwać w tym stanie. Problemy zostawili w Toronto, a tu oddychali głęboko piersią, korzystając z każdej minuty razem.
Hm? — mruknęła lekko zaspana, przechylając delikatnie głowę. Sama spojrzała w stronę oceanu. Promienie słońca zaczęły powoli odbijać się o toń wody, rozbłyskując na prawo i lewo — co — spytała, otrzeźwiając się w pierwszym odruchu. Źrenice od razu się jej rozszerzyły. Była pijana, zjarana, a jednak pływanie dalej powodowało w niej głęboki lęk — nie... — wycedziła w pierwszej chwili, a wzroku nie spuszczała z Williama. Ściągał z siebie kolejne warstwy ubrań, serce Lotty na sam ten widok zaczęło bić szybciej. Widziała go w całej okazałości i... kurwa był dla niej tak pociągający, że nie mogła oderwać wzroku.
Dobra — kiwnęła głową, pociągając własną sukienkę ku górze. Odsłoniła się wtedy przez Williamem czarna, koronkowa bielizna, którą chwiejąc się na nogach ściągnęła — i co teraz? —dopytała, chwytając go za dłoń. I... faktycznie wbiegli do oceanu, wesoło krzycząc. Chłodna woda otrzeźwiała jej umysł. W końcu zatrzymała się lekko sparaliżowana, czując jak ciało, zostało okryte przez ocean — ja dalej nie umiem pływać, William — brała głęboki oddechy do płuc. Próbowała się rozluźnić. Procenty i hasz zawładnęły jej umysłem, ale nie na tyle, by całkowicie zignorować zagrożenie.
Nie założyłeś dla mnie gaci? — spytała głośno, choć tak naprawdę to była jedna z myśli, pojawiających się w jej głowie. Dlaczego nie miał na sobie gaci w kolorze khaki?
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Przesuwam wzrokiem po jej sylwetce odzianej tylko w czarną koronkową bieliznę, przez głowę przebiega mi pytanie - zawsze takie nosi czy ten wieczór miał być wyjątkowy? Czekam aż zdejmie także to i kiedy staje przede mną całkiem naga, to znowu mierzę ją spojrzeniem - nienachalnie. Ludzkie ciało nie było dla mnie niczym zawstydzającym, w całym swoim ponad trzydziestoletnim życiu widziałem już mnóstwo gołych kobiet i właściwie wszystkie miały w sobie coś pięknego, coś pociągającego - kształtne piersi, szerokie biodra, okrągłe pośladki. W niej podobało mi się w zasadzie wszystko, w pierwszej chwili czuję jak serce szybciej zaczyna pompować krew, w drugiej unoszę spojrzenie na jej twarz i uśmiecham się bardzo szeroko. Co teraz? Teraz miałem ochotę wziąć ją całą. Ale wpierw w uścisku łączą się nasze dłonie - Teraz biegniemy - kiwam głową, a potem obydwoje rzucamy się biegiem w ocean. Woda obmywa nasze ciała sprawiając, że na całej powierzchni pojawia się gęsia skórka, jest przyjemnie chłodna, delikatnie orzeźwia, choć w żyłach wciąż buzuje zdecydowanie zbyt duża ilość procentów, żebym poczuł się chociaż w promilu trzeźwy. Poza tym trzeźwość była do bani, strasznie nudna, strasznie sztywna, strasznie przygnębiająca. W trzeźwym umyśle pojawiało się zdecydowanie zbyt wiele racjonalnych myśli, za to ten pijany zdawał się całkiem dobrym ziomkiem. Zanurzam się cały w wodzie, przemywając także głowę, po czym przesuwam dłońmi po twarzy by zebrać z niej resztki płynu. Dochodzi do mnie jej pytanie, więc mrugam kilka razy, po czym parskam głośnym śmiechem - Noo - przyznaję, zgodnie zresztą z prawdą, ostatnio bardzo dosadnie dała mi do zrozumienia, że gacie w kolorze khaki są nie do zaakceptowania. Nie ma majtek, nie ma problemu, no nie? - A ty dla mnie koronki? - odbijam piłeczkę, chociaż nie wiem, może zawsze tak chodziła? - Robiłaś kiedyś powitanie słońca? - pytam nagle. Jest taka sekwencja jogi, ale mnie raczej chodzi o coś bardziej rytualnego, co zresztą wymyślam na poczekaniu, luźno inspirując się tym, co już znam. Odwracam twarz w kierunku kuli, która niespiesznie wyłania się zza horyzontu zalewając okolicę ciepłymi odcieniami pomarańczu i czerwieni - Rób to co ja - mówię. Stoimy w wodzie sięgającej mniej więcej piersi, pierwsze co to wyrzucam obie ręce w górę, odwracając wnętrza dłoni do światła, rozkładam ramiona na boki, wciąż jednak trzymając je ponad taflą wody, potem w przód, przed siebie i znowu w górę, złączając dłonie w krótkim, głośnym klaśnięciu, które odbija się echem po okolicy. Biję brawo dla wschodzącego słońca, podśpiewując przy tym refren here comes the sun, doo doo doo do do, Beatlesów i kończę przeciągłym AUUUU, jak wilkołak, tylko zamiast do księżyca wyję do innej świecącej tarczy na niebie. Jeszcze przez chwilę śmieję się głośno, a potem moje spojrzenie znowu pada na Kovalski. Robi się dziwnie cicho, poważnie. Podpływam bliżej, zaglądając jej przy tym prosto w oczy, w zasadzie bardzo blisko, przysuwam twarz do jej twarzy, tak, że może poczuć mój przyspieszony oddech gdzieś w okolicy swoich ust, w uszach obija mi się huk równie szybko bijącego serca, całuję ją najpierw krótko, a potem mocniej, głębiej, bardziej zmysłowo.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
INSPIRUJĄCY MISIU
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel-Noriega

Wciągnęła bardzo mocno powietrze do własnych płuc, próbując odnaleźć się w tej chwili. Jeśli jej na kimś zaczynało zależeć, to czuła się nieswojo, gdy lustrował jej ciało. Podobne spięcie pojawiło się wraz ze wzrokiem Williama. Pijana dalej czuła, jak pożera ją oczami. Serce zaczęło bić szybciej, bo czy właśnie to nie miało zadziać się w sylwestra? Ich ciała złączone razem, wręcz nierozerwalnie. Wzdrygnęła się, ale zaraz zanurzyli się we wodzie. Przyjemnie chłodnej, okalającej ich nagie ciała.
Nie masz bokserek, czy same slipy nosisz? — spytała wprost, próbując rozluźnić atmosferę. Praktycznie wręcz czuła, jak ciało oczekuje kolejnego ich zbliżenia. Wystarczyłoby zwykłe chwycenie za rękę, a jej serce zabiłoby szybszym rytmem. Za to kolejne pytanie lekko zbywa ją z rytmu. Starała się specjalnie dla niego? Nadęła delikatnie poliki, analizując wszystko po kolei. Może faktycznie tak było?
Ja... — zaczęła, odwracając wzrok w stronę pomarańczowej kuli, której delikatne promienie rozpływały się o taflę wody. Dla niego, czy dla niego? Obie odpowiedzi wydawały się być poprawne. Chciała mu się spodobać, by spojrzał na nią wygłodniałym wzrokiem, choć zawsze dbała o każdy szczegół wyglądu — koronki mam zawsze, ale dziś założyłam do pary — mruknęła pod nosem. Jego lisie uszy musiały wszystko usłyszeć. Był wścibski, a natura plotkary na pewno mu to umożliwiała. Z ulgą przyjęła zmianę tematu, jej myśli robiły się coraz bardziej figlarne i grzeszne.
Nie — chodziła na zajęcia z yogi, ale była prawie że w stu procentach przekonana, że to nie oto chodziło Patelowi. Za nim zawsze stało coś magicznego, niezwykłego, co jej prawniczy świat potrafiło wywrócić do góry nogami — dobrze — próbowała wykonywać wszystkie jego ruchy, ale cóż, z Lotty nawet po pijaku śpiewaczka nie będzie. Niemalże czuje, jak jakaś gula stoi jej w gardle, a przy krzyczeniu kompletnie daje spokój. Przymknęła oczy, czując jakby ktoś posypywał jej powieki piaskiem. Tyle że po chwili już jest cała rozbudzona, gdy wyczuła jego gorący oddech na własnej twarzy. Sama zarzuciła dłonie przez jego ramiona, a później odwzajemniła czule pocałunek. Przestał liczyć się ocean, hotel, a w jej głowie istniał jedynie on.
William... — wyszeptała w jego usta, unosząc wzrok, by móc mu spojrzeć prosto w oczy. W głowie nie miała żadnego rozwodu, braku segregacji śmieci, czy najbardziej bzdurnych spraw, o które się kłócili, był jedynie on i ciepło jego ciała. Zacisnęła mocniej dłonie na jego ramieniu, uśmiechając się delikatnie. Byli nadzy, wtuleni do siebie, a słońce powoli oświetlało ich sylwetki.
Nigdy nie spodziewałaby się, że do czegoś takiego mogło między nimi dojść.
34 y/o
Prepare for the cold
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Bez różnicy, zakładam to co mam pod ręką - ale prawda była zgoła inna, taka, do której w życiu bym się nie przyznał głośno, bo oto mam prawie trzydzieści pięć lat, a gacie wciąż kupuje mi mama. Nie to, że chcę, ale co przyjadę to wciska mi w ręce paczkę świeżych majtek i mówi kupiłam dla ciebie, a ja jestem człowiekiem oszczędnym w kwestii ubrań (na świecie wyprodukowano już taką ilość ciuchów, że pewnie połowa z nas codziennie mogłaby nosić coś innego), więc z braku laku dziękuję i zdzieram dopóki nie rozpadną mi się na dupie. Uśmiecham się lekko na jej kolejne słowa, ale nie komentuję bo właściwie w tym momencie nie leży w mojej intencji wprawianie jej w jeszcze większe zakłopotanie. W zasadzie chodzi o to żeby się wyluzować. Płynąć z prądem i dawać ponosić się chwilom takim jak ta. A ta chwila szybko zamienia się w coś, co do tej pory widziałem tylko w najbardziej wyuzdanych snach. Bo czy jeszcze kilka dni temu miałbym w ogóle czelność spodziewać się, że ten wyjazd, nota bene zorganizowany po to żeby uciec jak najdalej od mojej upiornej sąsiadki, przerodzi się w wakacyjny romans z tą właśnie sąsiadką? Nie. Czy mógłbym spodziewać się, że będziemy zażywać nagich kąpieli w chłodnych wodach oceanu, całować namiętnie i kochać w świetle wschodzącego, karaibskiego słońca? Ni chuja. Ale los postanowił być tym razem wyjątkowo przewrotnym, a dziewczyna, która zdawała się być obiektem nienawiści stała się kimś najbardziej pożądanym. Każda rozochocona, w dodatku napędzana alkoholem część mnie wyrywa się do jej rozgrzanych ramion i myślę, że ona czuje podobnie. Nie opiera się kiedy całuję ją coraz bardziej zachłannie, ani wtedy kiedy nasze ciała łączą się w miłosnym uniesieniu, wreszcie dając upust wszystkim pokrętnym uczuciom, które kotłują się pod skórą już od jakiegoś czasu. Wypierdala mi w kosmos całą galaktykę hormonów - wpierw buzuje dopamina, która sprawia, że moment podniecenia sięga zenitu - chcę więcej, chcę teraz, chcę ją całą, potem adrenalina bo właśnie kochamy się w miejscu publicznym i chociaż okolica wydaje się cicha i spokojna to przecież nigdy nie wiesz co czai się za rogiem. Cała gama endorfin, które przechodzą dreszczem po ciele, wraz z kolejnymi falami przyjemności. Oksytocyna tworząca między nami więzi, których nie sposób już zerwać. I wreszcie serotonina dająca poczucie spełnienia. Lepsze niż srogie dragi. Czy trzeźwy umysł może w bliskiej przyszłości żałować decyzji, które podjął ten pijany? Może, ale czy będzie? Nie sądzę. Jej osobą kręci mnie od dawna, nawet jeśli w głównej mierze opierało się to na wzajemnych uszczypliwościach i kłótniach, teraz obydwoje mogliśmy dać upust emocjom, które zbierały się między nami od tamtego pamiętnego, sylwestrowego wieczora. I chociaż seks zdawał mi się zwykle czymś całkiem przyziemnym (bo puszczałem się na prawo i lewo, nie czarujmy), to ta chwilą była jakaś dziwnie magiczna. Nie wiem już czy czuję się trochę trzeźwiejszy, czy jeszcze bardziej upojony. Niemniej potem wracamy do hotelu i chociaż mam ochotę wziąć ją ponownie, po raz drugi, trzeci i może nawet czwarty, to jak tylko opadam na łóżko to usypiam dosłownie w trzy sekundy. Poranek zaś jest okrutny. Okrutnie boli mnie głowa i okrutnie chce mi się pić. Kac, ty kurwo, przestań mnie prześladować.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”