-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Co? - rzucił jakoś nieprzytomnie, bo przekładał w placach fotografie, na każdej była zapisana data, nawet jakieś zdjęcia z teatru, kiedy już był dorosły, a nie był już tak blisko z matką, bo ona wtedy zdawała się po prostu bardziej popadać w to szaleństwo. A tak naprawdę po prostu... walczyła o siebie, z jego ojcem?
Kiedy Pilar mu przyświeciła od razu mogli zobaczyć te zdjęcia lepiej, chociaż Madox i tak każde z nich pamiętał, urodziny, jakieś szkolne przedstawienia, wakacje...
Na to jej pytanie to ty?, skinął tylko głową. Odłożył zdjęcia do skrzyneczki i przez chwilę to chciał... ją po prostu wypierdolić. Jakby to miał być kolejny punkt tej popierdolonej gry jego matki. Cały czas chciała mu grać na uczuciach, na jego emocjach i cały czas kłamała.
A może nie kłamała?
Ani ona, ani Lopez?
Może teraz też wcale nie kłamała, kiedy mówiła to, że Aura jest dla niej najważniejsza?
Nabrał ciężko powietrze w płuca i zerknął na Pilar, jakby chciał jej coś powiedzieć, ale kiedy światło padło na skrytkę, to coś się od niego odbiło mrugając im po oczach, a przynajmniej Madoxowi. Sięgnął tam jeszcze raz, strącając ręką grudki ziemi. Tym razem wyjął zdobne biżuteryjne pudełko, rzeczywiście w środku były jakieś świecidełka, ale to nie chodziło o zawartość. Wbił spojrzenie w szkatułkę, a później ją otworzył, zakręciła się na niej tancerka, w czerwonej sukience, ale nie grała już melodii, chociaż Madox doskonale ją znał, bo to przecież był prezent od niego, stał na toaletce matki, latami. Ciężki oddech grzązł mu w piersi. Pierdolona Esmeralda, po co trzymała to wszystko?
To jeszcze nie był koniec, tylko, żeby dostać resztę, to Madox musiał się położyć na tych deskach, sięgnąć ręką w głąb, na samo dno skrytki...
- Co... to... - mruknął łapiąc spojrzenie Pilar, ale zaraz wyciągnął jakiś czarny zasupłany worek, dość ciężki. Rozpruł go, w zasadzie to nie przemyślał chyba tego za bardzo, tylko wysypał na werandę jego zawartość. Pistolet, większy niż ten które dostali, z tłumikiem. Idealny do egzekucji. Pieniądze, ale nie peso, dolary kanadyjskie, na jego oko... pół miliona. A Madox miał do tego oko. I kamizelki kuloodporne. To akurat mogło im się nawet przydać. Jeszcze jakiś zwitek papierów, paszporty, chyba Esme, Lopeza i małej, ale na zupełnie inne nazwiska, z ich zdjęciami. Jakiś list z wynikami badań z laboratorium...
To pewnie ten negujący to, że Pablo był ojcem Aury, Madox nawet go nie rozwinął, odrzucił gdzieś na bok, paszporty też. Znalazł tam też trzy bilety, do Kanady, lot za dwa dni.
- Ja pierdole... - mruknął i pokazał je Pilar - myślisz, że taki był plan, założą, że ta kobieta w prosektorium to Esme, a za to jak została zamordowana przymkną Pablo, chociażby na przesłuchanie, wtedy Lopez zgarnie Aurę i... uciekną? - usiadł na deskach ze spojrzeniem utkwionym w jej pięknych, czekoladowych oczach - a ja im to spierdoliłem tą identyfikacją? - czuł to, że właśnie on zepsuł ten cały misterny plan, ale przecież skąd miał to wiedzieć? On dwa dni temu w ogóle nie wiedział, że jego matka żyje. A do niedawno nawet nie przypuszczałby, że jest w Meksyku. On bardziej to Guadalupe kojarzył z Hiszpanią. Tam by jej szukał w pierwszej kolejności. A zresztą... w ogóle by jej nie szukał.
Nie myślał o niej.
A teraz myślał, kiedy znowu spuścił spojrzenie na te zdjęcia i szkatułkę. Jego zdjęcia. I szkatułkę, którą dostała od niego, na urodziny.
Zamknął na moment powieki, przykładając rękę do czoła, to było zdecydowanie za dużo. Jak na jeden dzień. Kurwa, tej jednej nocy wydarzyło się tyle, że on zdążył już z dziesięć razy znienawidzić swoją matkę, a teraz... Teraz był prawie gotowy jej wybaczyć?
Zobaczyć w niej może coś więcej niż kobietę, która miała go w dupie, która skazała go na śmierć. Bo może ona, go właśnie od tego uwolniła?
Uniósł ciemne tęczówki na Pilar, zatrzymał je na jej twarzy.
- Gdzie byłaś? - zapytał, jakby to teraz było najważniejsze. Bo chciałby, żeby było. To gdzie ona się podziewała, a nie to, co znaleźli pod tą podłogą. Bo to mogła być przecież kolejna gra Esme…
No jak?
Nie mogła być, Madox to też doskonale wiedział, chociaż jeszcze cały czas starał się z tym walczyć, wypierać te myśli, że jednak matka może go kochała...
Pilar Stewart