34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oby to nie było trudne. Bo według Madoxa to też było uderzanie kijem w kulkę, tak, żeby trafić do dziury, czemu nie mogli zagrać w piłkę nożną, o tym miał jakiekolwiek pojęcie, ba, nawet nieźle mu to wychodziło, chociaż w Kanadzie nie miał za bardzo z kim kopać piłki i tam go wiecznie namawiali na jakiś hokej. Kiedyś dał się nawet namówić.
- Grałem kiedyś w hokeja, myślicie, że to coś podobnego? - chyba nie. Zdecydowanie nie, ale w zasadzie Madox to przecież lubił improwizację, to na tym polu golfowym też coś zaimprowizują. W międzyczasie jak Pilar sprzątała, to Madox postanowił sobie pooglądać jakieś filmiki jak się w tego golfa gra. A Lopez? On sobie siedział i jadł kanapkę. Chociaż może nawet już miał się zbierać, kiedy Pilar powiedziała to, że jak nic nie potrzebuje to może sobie iść. Noriega nie powiedział nic, bo on już oglądał filmik jak jakaś laska ustawiała się odpowiednio do kija... golfowego.
- Tylko szybko... - mruknął, kiedy Pilar powiedziała, że idzie się ogarnąć, bo Madox znał kobiety, które na to potrzebowały trzech godzin, chociaż Stewart zawsze szło sprawnie.
- Ona jest trochę loca... - rzucił Lopez, kiedy Pilar zniknęła za drzwiami.
- Co? - Madox podniósł na niego spojrzenie znad telefonu, ale zaraz pokiwał głową - nawet bardzo loca, najbardziej loca chica jaką znam - stwierdził, ale zaraz zerwał się z krzesła - dobra, obczaj to... Jakoś tak się trzeba ustawić - powiedział i zaraz się ustawił obok stołu tak jak na tym filmiku, na ugiętych kolanach, tylko Madox się przy tym jakoś dziwnie wypiął i zamachnął, z biodra tak jak pokazywali. Nie wyszło mu chyba najgorzej, ale Lopez miał dziwną minę.
- No i jak? - zapytał go Madox.
- Pedalsko to wygląda - rzucił Lopez, a Noriega wywrócił oczami.
- No bo golf jest pedalski- stwierdził Madox. Przez chwilę próbował jeszcze innych ustawień z filmiku, a Lopez go obczajał, ale później wstał, żeby odnieść swój talerz do zlewu. Zatrzymał się przy kuchennej wyspie. Madox najpierw pomyślał, że zauważył patelnię i zrobi im awanturę, ale Lopez się odezwał.
- Mam pomysł...

Kiedy Pilar wyszła z pokoju, to Madox wciąż siedział przy stole i oglądał laski, które grały w golfa, bo to był dość fascynujący sport, a przynajmniej te spódniczki miały fajne, podobały mu się, ta Stewart też. Zaraz zmierzył ją spojrzeniem i zagwizdał.
- Wyglądasz jakbyś robiła to od lat - uśmiechnął się, a kiedy do niego podeszła to wystawił w jej kierunku owiniętą bandażem elastycznym rękę - zobacz co mi zrobił Lopez - powiedział z dumą w głosie. Wyglądało to trochę jakby Lopez mu wpierdolił, a potem zrobił opatrunek, ale to przecież zupełnie nie o to chodziło. Bo oni wpadli na genialny pomysł, a przynajmniej genialny był według Madoxa, który zaraz się zgodził z Lopezem.
- Będę udawał, że mam coś z nadgarstkiem i nie mogę grać - rzucił zadowolony z siebie. Tylko to wychodziło na to, że... Pilar musiała sama w tego golfa grać? Ale wyglądała tak zajebiście, że szkoda, żeby się taki strój zmarnował. Madox zaraz wstał z krzesła.
- Obejrzałem trochę filmików, pokażę ci jak się ustawiać - stanął zaraz za nią i oparł ręce na jej biodrach, żeby przyciągnąć ją do siebie, żeby wypięła tyłek, który poczuł na sobie - te laski im bardziej się wypinają, tym lepiej im wychodzi - dał jej instrukcje na ucho - uginasz kolana - pokazał jej jak, a potem rękami przesunął po jej ramionach, żeby zacisnąć palce na jej dłoniach, tak jakby trzymali wyimaginowany kij, zamachnął się z nią... I co zrobili? Zrzucili ten piękny wazon z różami.
- Kurwa - Madox wypuścił to słowo prosto w jej szyję. Mogli to zrobić na zewnątrz, a nie tutaj - dobra, chuj z tym, idę się ubrać, bo trzeba jechać - mruknął jej jeszcze do ucha zaciągając się zapachem... wcale nie znajomych mu perfum, jakiś drogich, mocnych, ale ładnych. Jeszcze raz wtulił policzek w jej szyję, ale zaraz już szedł do łazienki, chociaż zatrzymał się w drzwiach.
- Co mam powiedzieć Montoyi? - zapytał, a potem rozejrzał się za telefonem - gdzie mój telefon? - nie leżał na stole, tam gdzie go kładł... Bo tym razem miał go w ręce. Zorientował się po chwili, więc machnął dłonią.
- Mam się ubrać pod kolor? - zapytał i jeszcze raz prześlizgnął się spojrzeniem po sylwetce Pilar. Ona wyglądała ładnie, ale Madox podejrzewał, że on w tym golfowym ubranku będzie gorzej. W ogóle z tego co widział na filmikach, to golfiści wyglądali jak cwele, chociaż ci zawodowi nie do końca, ale oni to w ogóle robili to zdecydowanie inaczej niż te wypacykowane krótkie spódniczki, czy ładni chłopcy ze sweterkami narzuconymi na ramiona. Na sweterek było zresztą za gorąco. Madox zastanowił się jak może wyglądać taki Pablo. Na pewno tak jak ci faceci na filmikach...
Bo Pablo uwielbiał się obnosić ze swoją kasą, ale w sumie Matteo też. Zniknął w końcu w łazience, tylko, że jak brał ten szybki prysznic to mu chwilę zeszło, bo nie chciał zamoczyć opatrunku, który zrobił mu Lopez, i tak go zamoczył. Jeśli chodzi o męskie ubrania, to nie było za bardzo wyboru, same białe koszule i ciemne spodnie. Lopez chyba nie lubił się stroić. Chociaż znalazł też jakiś garnitur, ale to na później...
- Kurwa jak jakiś kelner - rzucił, ale w końcu znalazł jakąś koszulę z krótkim rękawem w niebieskie palemki, pasowała do Pilar i nawet do tego białe, krótkie spodenki. Przez głowę przemknęła mu myśl, że będzie wyglądał jak cwel. Oczywiście, że tak wyglądał jak się ubrał, ale na golfa się nadawało, chyba. Dorzucił jeszcze te swoje złote błyskotki, zegarek i czapkę z daszkiem, a do tego lustrzane okulary przeciwsłoneczne. Nawet takie same znalazł dla Pilar.
Z Montoyą też pogadał, gdzieś w międzyczasie, pewnie między prysznicem, a wybieraniem ubrania, albo może jak je wybierał?
W końcu wyszedł do salonu.
- Dobra, jedziemy - rzucił i znowu się rozejrzał za swoim telefonem, ale tym razem musiał po niego wrócić do sypialni, bo tam go zostawił.

Pilar Stewart
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się na jego uwagę. Faktycznie wyglądała jakby zawodowo grała w golfa. Szkoda tylko, że w prawdziwym życiu nigdy nawet nie trzymała kija w ręce. Do golfa oczywiście. Z drugiej strony, może wcale nie musiała, bo przecież to Madox miał z nim grać. A przynajmniej Stewart tak myślała do momentu, w którym jej wzrok nie zjechał w dół na dłoń Noriegi.
Chyba sobie żartujesz — skwitowała, otwierając szeroko oczy. — Jak to kurwa nie będziesz mógł grać? To jak… — aż przystanęła w połowie drogi, jakby dopiero teraz do niej dotarło, że w takim razie to ona będzie musiała reprezentować ich dwójkę. — Madox kurwa, przecież ja nie umiem w to gówno grać — miała przecież tylko wyglądać ładnie i trochę pokręcić dupą — sam jej tak powiedział, a nagle co?
Jebany Lopez.
I kiedy myślała, że już bardziej nie mogła go nienawidzić, okazało się, że jednak w sercu Stewart było jeszcze trochę miejsca, by podkręcić niechęć do tego osobnika. Ale wymyślił. Zabandażuje mu rękę i co?
A ty sobie zdajesz sprawę, że będziesz musiał z tym łazić już cały dzień? — zajrzała w ciemne oczy Noriegi. — Nawet na imprezie — ciekawe kurwa jak miał zamiar ewentualnie strzelać, gdyby zawsze taka potrzeba albo chociażby walczyć. Przecież to nie był mały bandaż na jego dłoni — miał najebane tego tyle, że jego ręką faktycznie był kompletnie usztywniona. Czyli na Pilar spadało nie tylko granie ale też napierdalanie się, gdyby cokolwiek się wyjebało? Ś w i e t n i e. Spojrzała na niego z wyrzutem, bo przecież nie tak się umawiali, ale co ona mogła? Pokręciła jedynie głową i nie omieszkała wywalić oczami. Szczególnie, że już po chwili stał przy niej i pokazywał jej, jak powinna się ustawić odpowiednio do uderzenia.
Ja ci się kurwa wypne — rzuciła ostro i zaraz faktycznie to zrobiła, tak mocno, że wbiła tyłek w jego krocze z impetem, a jego stękniecie momentalnie wybrzmiało tuż przy jej uchu. Uśmiechnęła się bezczelnie pod nosem, a zaraz potem wykonali zamach, który rozwalił wazon. Wybornie. Jeszcze trochę tutaj pomieszkają i Esme nie będzie miała do tego wracać. Chociaż z drugiej strony i tak planowała uciekać, to może już nie potrzebowała tej chaty.
Idź się lepiej ogarnij — pokręciła głową, wyganiając go do łazienki, a sama poszła znaleźć miotłę i chociaż trochę posprzątać ten bałagan, żeby przynajmniej żadne z nich nie zrobiło sobie krzywdy. Jeszcze tego brakowało, żeby któreś przecięło sobie stopę.
Kiedy Noriega wyszedł z pokoju i zaprezentował się z salonie, Pilar zmierzyła go od góry do dołu, próbując ukryć prychnięcie, które finalnie i tak wyszło z jej ust.
Hermoso — zaśmiała się, chociaż Madox faktycznie wyglądał jak jakiś cwel, albo przynajmniej kelner, który miał im tam serwować drinki. Ale to chyba dobrze? Z tego co patrzyła na internecie, ludzie właśnie tak ubierali się na golfa. — Idziemy — machnęła na niego ręką i zerwała się z kanapy, na której siedziała i czekała, aż on się łaskawie zbierze. Złapała spakowaną już torebkę, którą znalazła gdzieś w półce przy drzwiach i do której oczywiście w jednej z kieszonce schowała sobie jakieś drobne przyrządy, które Lopez im wczoraj przyniósł. Jeszcze wróciła się do jadalni, by zgarnąć kluczyki, w końcu mieli nie jechać ich wynajętym samochodem. Podała je Madoxowi, kiedy tylko wyszli z domu.
Tylko wtedy ich oczom ukazał się piękny, czarny Bentley, zaparkowany przed samym domem. Pilar aż westchnęła pod nosem.
— Dawaj mi to — nawet nie dała mu zareagować, po prostu zamachnęła się i wyrwała mu kluczyki z ręki. Wcześniej było jej obojętne, kto będzie prowadzić, ale kiedy zobaczyła tą furę, już wcale nie było jej to tak obojętne. Pilar ko-cha-ła samochody, a Bentleya nigdy wcześniej nie prowadziła.
Jeszcze dla pewności, czy to na pewno dla nich wcisnęła przycisk odblokowujący drzwi, a kiedy furka zamigotała światłami, na twarzy Stewart wymalował się szeroki uśmiech.
Ładuj się do środka, kelnerze — poklepała go po plecach, a zaraz potem ruszyła przodem, przy okazji dłonią sunąc po błyszczącej w słońcu masce. Normalnie Stewart za nic nie kręciło życie bogaczy takich jak Galen Wyatt, ale jednak drogie i szybkie samochody to było coś do czego miała kompletną słabość. Jakby miała kasy jak lodu chyba wymieniałaby sobie furę co tydzień.
Rozsiadła się w środku, momentalnie wtapiając się w obłędnie wygodne siedzenia i zaczęła ustawiać sobie odległość, bo oczywiście Lopez miał od niej o wiele dłuższe nogi, przez co fotel był kurewsko daleko. Ogarnęła lusterka i spojrzała na Madoxa.
Pasy — to akurat nie podlegało dyskusji. Zacisnęła palce na kierownicy. — Jedziemy prosto na kort czy chcesz jeszcze gdzieś zrobić postój?

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może tak naprawdę nie przemyślał sprawy z tym bandażem, bo rzeczywiście jak on sobie na to założy te swoje pierścionki, albo tan ładny kastet, który dostał od Esme i Lopeza? Tu już nie chodziło o grę, ale taka zawinięta, bardzo ładnie swoją drogą, ręka jednak ograniczała pewne ruchy. Słuchał Pilar i przez chwilę ważył w głowie wszystkie za i przeciw, a były różne. Za było to, że nie będzie musiał robić z siebie błazna na tym polu golfowym, posiedzi sobie w melexie i popatrzy jak Pilar się wypina. Słuszna opcja za.
Przeciw było to, że on nawet w taką łapę dobrze nie złapie borni, a Lopez mu owinął prawą...
- A ty sobie zdajesz sprawę, że to był świetny pomysł, póki tutaj nie przyszłaś... - no bo był, zanim Pilar mu go nie wyperswadowała to Madox był pod ogromnym wrażeniem Lopeza, że ten to ma łeb. Okazało się, że oni to byli siebie warci z tymi genialnymi pomysłami. Dobrze, że Lopez miał Esme, a Madox Pilar…
Która kiedyś pewnie nie tylko podzieli się z nim dobrą radą, ale też zrobi mu krzywdę, stęknął prosto w jej ucho, kiedy go uderzyła, akurat tam...
- Vengo a ti con mi corazón en la mano, y tú... - ja do ciebie z sercem na dłoni, a ty..., mruknął jej do ucha z wyrzutem, bo on jej chciał pokazać jakiś ruch, żeby miała jako takie pojęcia o tym golfie, no to chyba miło z jego strony? Tylko, że zamiast się czegoś nauczyć, to wywalili wazon, ale to akurat było bardzo w ich stylu. A to, że Madox nie zamierzał tego teraz sprzątać też w sumie, cały on. Poszedł się za to szykować... I to już w ogóle nie wyglądało jak Madox Noriega, bo to jasne wdzianko kontrastowało z jego ciemnymi tatuażami aż zanadto. Chociaż to może nawet nie chodzi o kolor... a o ten vibe kelnera? Jakiegoś grzecznego kolesia.
- Proszę cię... - pokręcił głową, bo wiedział jak wygląda, no ale trzeba było się wcielić w rolę, tak?
Przez chwilę zastanawiał się jak on ma tutaj gdzieś schować broń, ale nie było opcji, wziął tylko kastet i jakąś żyłkę, która wsadził do tylnej kieszeni ślicznych, bielutkich spodenek. Oczywiście jeszcze ten telefon z sypialni i mogli iść. Jechać...
Tylko zaraz się okazało, że to Pilar miała prowadzić.
- Oh madre de dios, przecież ty nie będziesz umiała tutaj prowadzić - mruknął i już chciał tę rękę z kluczykami wystrzelić w górę, żeby ich nie dostała, ale Stewart była szybsza. Coś tam pomarudził pod nosem, ale usiadł na miejscu pasażera. A po drodze co zrobił? Przyciął ten bandaż, który już mu trochę wisiał, drzwiami, i on mu się całkowicie odwinął. Czyli chyba z jego udawania jednak nici, ale to nawet lepiej...
Chociaż z drugiej strony, coś dzisiaj miał pecha ten Madox, wazon, bandaż, telefon mu upadł ze trzy razy. No ale może to znaczy, że później się to na nim odbije fartem? Przy Pablo. Oby.
Rozsiadł się wygodnie i zaczął oglądać ten kastet, który miał w kieszeni, a dopiero po chwili, jak Pilar zwróciła mu uwagę, to zapiął pas, z tym pechem to powinien to jednak zrobić.
- Na burgera? - zapytał ją unosząc jedną brew, w sumie mógłby już coś zjeść, ale to pewnie dlatego, że już miał trochę nerwówkę, żeby tylko nie spierdolił tego, co on temu Pablo nagadał - od razu na kort, i tak jesteśmy spóźnieni - rzucił i wklepał jej w nawigację, którą Bentley miał wbudowaną, adres tego klubu golfowego. To był klub... Chociaż Noriega podejrzewał, że żadnych panienek, ani koksu tam nie będzie.
Zaparkowali przed klubem, budynek wyglądał normalnie, elegancko, ale w środku...
Jakie było ich zdziwienie kiedy od wejścia powitały ich podobnie do Stewart ubrane hostessy, a na tacach szampan.
Szkoda, że nie koks, ale jak się nie ma co się lubi...
Madox wychylił od razu dwa kieliszki.
- Zajebiesz mnie... - zwrócił się do Pilar, a zaraz złapał ją za rękę i pociągnął gdzieś na bok, gdzieś miedzy ogromną palmę, a ścianę pokrytą chyba szczerym złotem, aż Madox musiał po niej przejechać palcami. No ale to nie było teraz takie ważne.
- Powiedziałem mu, że masz na imię... - zaczął przestępując z nogi na nogę - Rosa - no bo to pierwsze co mu przyszło do głowy, i on nawet nie myślał wtedy o tej Rosalindzie z Medellin, tylko o tych różach w ogrodzie jego matki. Po chuj tam było tyle róż?
- No i druga rzecz... - zaczął, ale teraz to już chyba wszystko zepsuł tą Rosą, więc się zawahał, ale w końcu sięgnął do kieszeni, tylko, że zanim zdążył wyjąć... to coś, to akurat do klubu wchodził Pablo, i co? Pechowo gościu spojrzał akurat na nich.
- Matteo?! - zawołał, a Madox aż się jakoś wzdrygnął, ale zaraz przykleił sobie do twarzy ten swój typowy, pewny siebie uśmiech.
- O kurwa, Pablo, ty to masz oko... - rzucił i jeszcze się obejrzał na Pilar wywracając oczami w ten złoty, zdobny sufit - chciałem jeszcze sobie tutaj na boku przypudrować nos, rozumiesz stary... - mrugnął do Pablo jednym okiem. Pablo rozumiał doskonale.
- Co ty kurwa w melexie już czekają dziewczynki... - zaczął, ale zaraz jego spojrzenie padło na Pilar - a ty jesteś z narzeczoną, przedstawisz mnie? - Madox od razu odwrócił się do Stewart, żeby oprzeć jej palce w talii, żeby wypchnąć ją do przodu, przed Pablo. Była jeszcze na niego wkurwiona? Pewnie tak, ale teraz już trzeba to było schować do kieszeni. Tak jak to co on tam miał z niej wyjąć.
- Rosa, moja narzeczona - przesunął palcami po jej ramieniu, żeby sięgnąć jej dłoni - moje największe szczęście - spojrzał w te jej brązowe, piękne oczy - światło mojego życia - uniósł jedną brew, ale tylko tak, żeby Pilar wiedziała, a jej dłoń uniósł do góry - moja królowa, bratnia dusza... - musnął wargami wierzch jej dłoni, bo Matteo lubił takie przedstawienia - mi amor - jeszcze jedno spojrzenie w jej oczy i jeszcze jeden pocałunek. Pablo się ucieszył, a zaraz już walnął Madoxa w ramię.
- No zobacz Matteo, kto by pomyślał? A jeszcze dwa miesiące temu taki był z ciebie Don Juan - Madox wywrócił oczami. A Pablo zaraz ściskał rękę Pilar.
- Ślicznotka z ciebie Rosa, lubisz kokainę? - ten to też się nigdy nie pierdolił - ach, Pablo jestem, ale możesz mi mówić Papi - puścił jej oczko, a Madox przesunął językiem po górnej wardze, bo kurwa musiał się powstrzymać, żeby nie parsknąć. Papi Pablo.

Pilar Stewart
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na burgera zdecydowanie nie mieli czasu. Poza tym, gdyby Noriega nie zostawił jej samej z Lopezem, który zeżarł wszystkie kanapki, to może wtedy wcale nie jechałby głody do klubu golfowego. Z drugiej strony, jak to faktycznie był jakiś fikuśny klubik dla bogaczy, z pewnością mieli tam masę przekąsek, które Madox będzie mógł sobie opierdolić na pusty żołądek.
O ile w ogóle dotrą tam w jednym kawałku, bo chociaż Bentley był za-je-bi-sty, tak Noriega miał racje — Pilar była kompletnie nieprzystosowana do jazdy po pierdolniętych ulicach Meksyku. Ciągle na wszystkich trąbiła i tylko wkurwiła się za kółkiem, klnąc głośno. Raz nawet opuściła okno, żeby wydrzeć się na jakiegoś gościa, który zajechał jej drogę, a kiedy pokazał jej środkowy palec w odpowiedzi, zaraz go wyprzedziła i zrobiła mu to samo. Normalnie wyjebało faceta z trasy, przez co potem czuła się nieco źle, ale zdenerwował ją, tak? A przecież z Pilar się nie zadziera. Każdy to wiedział.
Chociaż kiedy dotarli na miejsce, okazało się, że zapomniał o tym sam Madox Noriega, który doszedł do wybornego wniosku, że niewystarczająco była wkurwiona od samego rana i postanowił jej jeszcze dołożyć.
Z początku nawet nie wiedziała, o co mu chodzi, ale znał ją już na tyle, że zaczynając zdanie od zajebiesz mnie, dało się łatwo domyślić, że milutko wcale nie będzie. Dlatego słuchała go uważnie, opierając się o fikuśną ścianę, a kiedy z jego ust padł w końcu powód dla którego miała go zajebać, Pilar zrobiła wielkie oczy.
Chyba sobie żartujesz — spojrzała w jego piękne, brązowe oczy. W pierwszej chwili myślała, że to faktycznie był dowcip. Coś przyziemnego, żeby jakoś rozładować atmosferę, która gęstniała z każdą sekundą spędzoną w klubie golfowym. Tylko problem w tym, ze on wcale nie żartował. Widziała to po jego minie. — Ze wszystkich imion na świecie dałeś mi to po swojej byłej? — powiedziała to z wyrzutem. Nie potrafiła inaczej. Z jednej strony była to błahostka, a z drugiej Noriega doskonale wiedział, jak durne to było i niewłaściwe. A jednak to zrobił. Zrobił dokładnie to, co powiedziała mu jego matka.
Miał rację — miała ochotę go zajebać. Tylko nim zdążyła zrobić cokolwiek, nim jej palce dobrze zacisnęły się na jego kolorowej koszulce kelnera… zza jego pleców wybrzmiał męski głos. Pilar zamarła w pół ruchu i tylko przelotnie spojrzała mu jeszcze w oczy, jakby szukała potwierdzenia, że mieli do czynienia z Pablo. A potem dostała je nawet w kolejny słowach Madoxa.
I świetnie. Jak zwykle nie byli w stanie dokończyć rozmowy, bo ktoś musiał im przeszkadzać. Następnym razem powinni się schować w jakimś ciasnym kiblu i zamknąć na cztery spusty, chociaż kto wie, znając ich to pewnie zaraz ktoś by wyskoczył z muszli klozetowej.
Wyprostowała się, przy okazji wypychając pierś do przodu, a zamek błyskawiczny, który miała na koszulce delikatnie zsunął się bardziej w dół, odsłaniając więcej piersi.
Rosa, miło mi — autentycznie myślała, że się kurwa porzyga wymawiajać to imię, a jednak finalnie wymalowało na twarz piękny uśmiech. Nim jednak zdążyła wystawić dłoń w stronę Pablo, Madox Matteo zaczął odpierdalać jakąś szopkę rodem z Rodzinki Adamsów, kiedy Gomez słodził Mortiszji i całował ją po rękach. Stewart zamrugała kilkakrotnie, bo tego typu komplementy brzmyiał jakoś odklejone w ustach Noriegi. Oczekiwał, że ona też mu tak powie? Chyba kurwa śnił. Mogła co najwyżej pogłaskać go po twarzy i udać, że jej się podobał ten wielki bełkot. Tak też zrobiła.
Mi amor — wymruczała zadowolona i na krótki moment wplotła palce w jego włosy, przyglądając mu się z należytą miłością, jakiej oczekiwała sytuacja. Pablo wydawał się to kupić. Stał tuż obok, uśmiechnięty od ucha do ucha, a w dłoni ściskał cygaro. Potem jeszcze spytał Pilar o koks i pięknie się przedstawił.
Papi… — rzuciła powoli, wyraźnie układając to słowo na własnych ustach. — Podoba mi się — zatrzepotała rzęsami, po czym przysunęła się do niego bliżej, zostawiając Madoxa gdzieś za swoimi plecami, przy okazji ściskania ręki Pablo. — Lubię kokainę, ale tylko jak mój hombre nie patrzy — zachichotała, na co Papi uśmiechnął się szeroko i przejechał spojrzeniem dokładnie po jej twarzy. Po co to powiedziała? Po pierwsze, bo chciała wkurzyć Noriegę, a po drugie sam mówił, że miała mu się przypodobać, tak? No tak. To jak będzie trzeba to i koksu trochę weźmie, chociaż przecież powiedziała, że przy Matteo nie brała. Pewnie tylko kiedy imprezowała ze swoimi koleżaneczkami w różowych klubach.
Już ją lubię — oznajmił nagle Pablo, podnosząc spojrzenie na Noriegę, po czym wsadził do ust cygaro i w końcu je odpalił. — Czego się napijecie? — zapytał po chwili, odwracając się na pięcie i prowadząc ich do rozłożonego barku tuż przy wyjściu na korty. Oparł się nonszalancko o ladę i spojrzał na barmana.
Ay, Roberto, obsłuż proszę moich gości! A dla mnie to, co zawsze — machnął ręką, przy okazji wypuszczając wielką smugę dymu w powietrze. — Rosa? — zawiesił wzrok na Pilar, a ona naprawdę musiała się spiąć w sobie, żeby się nie wzdrygnąć na sam dźwięk tego imienia.
Ja prowadzę, więc podziękuje — oznajmiła, robiąc krok w tył, przy okazji stukając w torebkę, dając tym samym znać, że tam właśnie były kluczyki do samochodu, a następnie zawiesiła spojrzenie na Noriedze. — Ale ty sobie zaszalej, cariño — znowu pogładziła go po policzku, chociaż nie omieszkała wbić mu paznokci w potylicę i zacisnąć. To tak jeszcze za tą Rosę.
Oh słyszałeś Matteo? — pablo wyrzucił ręce w górę, a zaraz jedną z nich objął Madoxa. — Skoro masz przyzwolenie, to pijemy podwójnie! — spojrzał wymownie na Roberto, żeby nie żałował sobie alkoholu. — Moja normalnie nie pozwala mi tak pić. Ale nie ważne, opowiadaj! Na jak długo zostajecie? Co już zdążyliście zrobić? Próbowałeś już Meksykańskiego koksu?

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znowu chciał jej powiedzieć to a nie mówiłem, bo chociaż Madox często plótł trzy po trzy i od rzeczy, tak czasem mu się zdarzało powiedzieć coś z sensem, jak na przykład to, że nie będzie tutaj umiała prowadzić, bo przez tą ich w zasadzie krótką podróż, to nawet on dwa razy zdążył wyjrzeć przez okno i kazać jakiemuś gościowi, który się rzucał, że jak jeździsz babo, spierdalać.
Chociaż później z ta Rosą, to gadał zupełnie od rzeczy, bo mógł wybrać każde inne imię, nawet Megan, a on wybrał to. Ale przecież nie zrobił jej tego na złość, tak rzucił, bo akurat stał w ogródku otoczonym różanymi krzewami. Może jakby stał pod jakimś drzewem mandarynki, to by ją nazwał... Mandaryną?
To już chyba byłoby lepsze od Rosy, sądząc po minie Pilar. Ale jak on się miał później wykręcić, nie to wcale nie Rosa, popierdoliło mi się z moją byłą? No w sumie mógł.
Ale teraz już nie było na to czasu, bo teraz był czas na... szopkę z Rodzinki Addamsów, bo może Matteo to miał coś z Gomeza właśnie? Był równo popierdolony, na pewno. Wykręcił w niebo tymi ciemnymi oczami, kiedy Pilar powiedziała, że lubi kokainę, jak on nie patrzy, bo kurwa nie powinna mówić takich rzeczy przy Pablo, która zaraz klasnął w dłonie zawieszając spojrzenie gdzieś na jej dekolcie.
- Och Rosita mi hermosa, zrobimy tak, żeby nic nie widział - mrugnął do niej jednym okiem, ale przecież Madox wszystko widział i słyszał, bo stał obok, nie skomentował, tylko zerknął na Stewart na moment łapiąc jej ciemne spojrzenie i unosząc brew. Pablo od razu się to spodobało, a Noriegi nawet odrobinę to nie zdziwiło, bo on lubił naćpane laski, wiły się wtedy wokół niego jak kotki podczas rui, więc no... kto tego nie lubił?
Kiedy stanęli przy barze to Madox od razu oparł się jednym łokciem o ladę, prawie tak jak Pablo, ale zaraz odwrócił się w kierunku Pilar, plecami opadając na bar.
- Zajebiście, ty zawsze wiesz jak mi zrobić dobrze bebé - zatrzymał spojrzenie na jej profilu, kiedy pogłaskała go po policzku, poczuł jej paznokcie, ale nic sobie z tego nie zrobił, chociaż może tylko klatka piersiowa uniosła mu się w szybszym oddechu, przegiął z tą Rosą, a zaraz spojrzał przez ramię na barmana - tequilla, skoro jesteśmy w Meksyku, to chyba lepszej nigdzie nie wypiję - zerknął na Pablo, a ten się uśmiechnął i pyknął sobie cygarko, pokiwał głową - to daj też dla mnie, po trzy - wtrącił się Papi - z limonką - dodał Madox. Rzeczywiście kończyli za siebie zdania jak wspaniali amigo. Noriega miał nadzieję, że to pyknie, że tak właśnie będą sobie tutaj imprezować.
Rozparł się wygodniej o ladę i zerknął na Pablo, kiedy zapytał co zdążyli zrobić i na ile zostają, sięgnął ręką do Pilar, żeby ją przyciągnąć do siebie, objąć ramieniem.
- Właściwie to zobaczyliśmy tylko jacuzzi, basen i sypialnię w naszej hacjendzie, więc dzisiaj obiecałem gdzieś zabrać mi princesa, więc spadłeś mi jak z nieba stary, ona lubi takie eleganckie miejsca, bo ja to wiesz... - wzruszył ramionami i przesunął palcami po biodrze Pilar - a jak długo to się okaże, nie mamy biletów powrotnych, a ja też mam tutaj... trochę spraw - rzucił tajemniczo, bo wiadomo Matteo to jest taki światowiec trochę. Nie to co Madox. Barman naszykował im szoty z tequili i limonki na jakiś złotych spodkach. Noriega odwrócił się z powrotem do baru i skinął głową na Pablo. Ten też się przysunął.
- Jeszcze nie próbowałem, ale kurwa... mam nadzieję, że się nie zawiodę, bo ostatnio byłem w Kolumbii, tam to mają temat... - powiedział ciszej sięgając po kieliszek, Pablo też sięgnął po jeden.
- W Kolumbii? - zapytał jeszcze zanim go podniósł.
- W interesach - znowu powiedział to jakoś tak tajemniczo, ale Gonzales pokiwał głową, jakby wiedział o co chodzi. O prochy.
- Salud! - Madox podniósł kieliszek i stuknął się z Pablo, wychylili po jednym, drugim i trzecim, bo prawdziwi faceci, to się przecież nie pierdolą, Pablo to nawet nie zagryzł limonką, a Noriega oczywiście złapał kawałek, on po prostu lubił limonkę.
- Chodźcie... Roberto wyślij do nas Marie z tequilą... Co innego można pić w Meksyku - parsknął i znowu pyknął cygaro, zrobił krok w kierunku Stewart tak, że ciężki, aromatyczny dym, opadła gdzieś w okolice jej dekoltu, ale zaraz wystawił w jej kierunku ramię - Rosita umiesz grać w golfa? Bo ja jestem w tym świetny - przesunął się spojrzeniem po jej sylwetce i tym stroju. A Madox odwrócił się do baru, żeby zgarnąć z lady jeszcze jedną limonkę. Poszedł za nimi.
Na zewnątrz już czekał na nich melex, a w nim dwie ładne hiszpanki, jedna farbowana na blond, druga równie czarna co Stewart. Pablo jednak usiadł na jednym siedzeniu z Pilar, wiec Madox wylądował miedzy dziewczynami, bo mu się rozsunęły robiąc miejsce. Gonzales zarzucił nonszalancko ramię na oparcie, za plecami Pilar.
- Sofia, dawaj koks - powiedział bez ogródek, kiedy kierowca ruszył tym wózkiem na pole golfowe. Madox zarzucił luzacko nogę na nogę, kolanem ocierając się o to należące do blondynki. Sofi jak się zaraz okazało, bo pogrzebała w staniku i wygrzebała woreczek z kokainą.
- Z cycków? - zapytała jakby nigdy nic, a Pablo zerknął na Madoxa, ale zaraz na Pilar - nie, daj mu, sam sobie posypie - machnął na Noriegę, a Sofia uśmiechnęła się do niego słodko i wypięła pierś, jakby jeszcze mu sugerowała, że może z cycków... jakby chciał.
Tylko, że Madox chyba nie chciał, wziął woreczek, ale wózkiem telepnęło, tak, że wypadł mu miedzy nogi tej drugiej, ciemnowłosej. Spojrzała na niego, jakby liczyła, że podniesie, ale zrobił to Pablo jeszcze przesuwając palcami po jej udzie.
- Pilar por favor... - mruknął patrząc w jej ciemne oczy, a ta druga Pilar swoimi wywróciła, skrzyżowała ręce na piersi i zarzuciła nogę na nogę, chyba miała do Pablo jakiś problem - walniemy jak się zatrzymamy, jedziemy na tą część dla zaawansowanych - rzucił Gonzales i znowu spojrzał na Pilar - zobaczycie mistrza w akcji.

Pilar Stewart
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Faktycznie wiedziała, jak mu zrobić dobrze.
A przynajmniej Pilar wiedziała. Jak na przykład wtedy, kiedy zabrał ją z basenu od Giuli i Mattego i przygwoździł do szyby, a potem pozwolił jej się sobą zająć. Czy Rosa wiedziała? Cóż ta z Medellin z pewnością. Chociaż może ta z Meksyku również?
Chciała zrobić dobre wrażenie na Pablo, żeby uśpić jego czujność, a jednak w tym samym czasie wciąż była zła na Noriegę, walcząc z potrzebą, żeby zrobić mu na złość. Finalnie wybrała to pierwsze, stawiając na granie przykładnej narzeczonej, która wcale nie trzymała sztywno swojego faceta. Dlatego stała grzecznie obok, kiedy oni łoili tequile, czując jak usta jej schną i próbując przyzwyczaić się do tej nowej persony u swojego boku, która przybrała imię Matteo. Pilar w życiu by się nim nie zainteresowała, ale Rosa? Rose to pewnie rozpływała się pod wpływem tych wszystkich czułych słówek, jakie rzucał w jej kierunku. Kochała komplementy i jak się zaraz okazało… kochała tego typu eleganckie miejsca. Aż przewróciła oczami, korzystająć z okazji, kiedy oni znowu przechylali kieliszki.
Uwielbiam — wtrąciła się, kiwając energicznie głową i malując na twarzy szeroki uśmiech, kiedy tylko ciemne spojrzenie Pablo osadziło się na jej twarzy. — Kiedy tylko mi amor Matteito powiedział, że tu dzisiaj będziemy, specjalnie pojechałam kupić ten secik — odsunęła się od Noriegi, żeby zrobić sobie wystarczająco dużo miejsca, a następnie okręciła się całe t r z y razy wokół własnej osi. Może trochę za szybko, bo ta krótka spódniczka to jednak była zwiewna, za to Pablo zdawało się to wyjątkowo spodobać. — Co myślisz? — spytała niewinnie, bo przecież skoro kochała ekskluzywne miejsce, to pewnie i lubiła, jak się chwaliło jej wygląd. A Pablo? Pablo ewidentnie był w tym dobry, bo zaraz odstawił kieliszek i zagwizdał głośno, wodząc spojrzeniem po jej udach i zatrzymując je nieco dłużej na zamku błyskawicznym przy dekolcie.
— Rosita, no co ja ci mogę powiedzieć… hermoso! Hermoso mucho — zacmokał i wystawił do niej dłoń, by jeszcze raz ją sobie obręcić. — A ty wiesz, że moja żona ma podobny? — przyjrzał się temu dokładniej i nawet wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał. A Pilar? Pilar nagle zaczęła się modlić, żeby nie był to jakiś spersonalizowany zestaw na zamówienie.
W takim razie twoja żona ma świetny gust — rzuciła szybko i posłała Pablo słodki uśmiech. Zdawało się to być wystarczającym argumentem, bo tylko skinął głową i zaraz ciągnął ich w kierunku melexa, zagadując Pilar Rosę na temat grania w golfa.
Właściwie to nigdy wcześniej nie grałam — oznajmiła szczerze, bo przecież kurwa nie będzie kłamać, że jest zajebistą golfistką na polu golfowym, gdzie zaraz jej umiejętności byłyby skonfrontowane. — Zazwyczaj po prostu ładnie wyglądam — wzruszyła ramionami, czując, jak automatyczny odruch wymiotny spowodowany tymi pustymi zdaniami zbiera się u podłoża jej gardła. I pomyśleć, że miała to tak ciągnąć cały… kurwa… dzień… Hatfu.
Ah amiga, nic się nie martw, JA jestem mistrzem, zrobiłem tutaj rekord całego kortu — wypiął dzielnie klatę wciskając się do melexa i ciągnąc ją za sobą, by usiadła tuż obok, po czym nachylił się do jej ucha. — Wszystkiego cię nauczę — mruknął zadowolony, przy okazji przenosząc spojrzenie na Matteo, jakby sprawdzał, czy słyszał. Czy można było się doszukać w tym pewnej dwuznaczności? Z pewnością i może nawet Pilar zastanowiłaby się nad tym kilka chwil, ale zaraz okazało się, że razem z nimi jechała jeszcze jedna Pilar. A w sumie to jedyna Pilar, bo prawdziwa Pilar była nagle Rosą.
Pilar! — rzuciła z entuzjazmem Pilar. Stewart rzecz jasna. — Śliczne imię — pochwaliła dziewczynę i od razu bezczelnie spojrzała na Noriegę z wyrzutem. Czy miała zamiar mieć do niego pretensje o to, że nazwał ją Rosą przez resztę tego cyrku? Oczywiście, że tak. Pablo rzucił coś, że Rosa też jest śliczne i takie… seksowne i nawet chciał powiedzieć coś jeszcze, ale melex w końcu się zatrzymał.
Ah jesteśmy na miejscu! — Pablo oczywiście przepuścił Stewart przodem, żeby zapewne popatrzeć sobie na jej tyłek, po czym sam wysiadł, rozciągając ciało, jakby jechali tu co najmniej dwie godziny, a nie jakieś… dwie minuty. Osadził ręce na biodrach i spojrzał przed siebie. — Wiatr północny — odwrócił się do Madoxa i Pilar. — To znaczy sprzyjający. Wybornie! — odwrócił się na pięcie i podszedł do niewielkiego bagażnika melexa, z którego wystawały dwie torby z kijami. W pierwszej kolejności wyciągnął białą rękawiczkę i powoli nasunał ją sobie na palce, jakby to był jakiś rytuał, po czym zaczął wzrokiem przebierać w kijach. Minutę… dwie… To naprawdę miało takie znaczenie?
A czym one…
MAM! — przerwał jej nagle, wyrzucając w górę rękę z kijem. Tak się zamachnął, że aż przyjebał nim Madoxowi w ramię. — Metteo, a co ty się tak plączesz pod nogami. Weź idź stań sobie koło Pilar, to ci nasypie koksu — rzucił luźno i zaraz poszedł ustawić sobie bialuśką piłeczkę na podstawce wbitą w ziemię, a potem… wsadził sobie paluch do ust, obślinił go całego od kurwa czubka aż po samą nasadę, po czym wystawił w górę. Sprawdzał wiatr? Zaraz skorygował ustawienie.
Patrzcie na mistrza w akcji! — uniósł się z ekscytacji, po czym wypiął tyłek, pokręcił nim trochę i wziął zamach. Piłka po uderzeniu wyleciała w powietrze i poszybowała hen hen daleko. — Perfecto — mruknął zadowolony, chociaż Pilar nie wiedziała na jakiej podstawie on to wywnioskował, jak nawet nie było widać, gdzie to kurwa upadło. — Matteo! Teraz twoja kolej. Wybierz swój kij i pokaż co potrafisz! Obiecuje, nie będę oceniać. Nie wszyscy muszą być takimi maestro jak ja!

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pablo ewidentnie był zachwycony tą prezentacją Pilar, a Madox to tak niekoniecznie, ale oparł się o ladę przeżuwając sobie limonkę, dopiero na te słowa, że żona Pablo ma podobny to się ruszył, już nawet miał coś rzucić, ale w zasadzie Stewart bardzo ładnie z tego wybrnęła, a Gonzales pokiwał głową, że oczywiście, że ma świetny gust, wypiął się nawet, jakby chciał jej zaprezentować, że do facetów też ma świetny, bo przecież taki Papi to miał na pewno powodzenie.
Ale właściwie to miał, bo Pablo był tym rodzajem bogacza, który po prostu przyciągał do siebie kobiety, trochę coś jak Galen Wyatt, tylko latynoski, ale dobrze ubrany, wygadany. No i biorąc pod uwagę fakt, że był z gorącego Meksyku, a nie zimnej Kanady, to był przy tym dość lubieżny. Ale hiszpanki to lubiły, zresztą te dziewczyny obok Noriegi były wyjątkowo wesołe, bo jak Pilar powiedziała to, że ona zazwyczaj ładnie wygląda, to Sofia zachichotała, że ona też. A Pilar, ale ta meksykańska wywróciła oczami. Ta to chyba była trochę zadziorna. Bo na te słowa Stewart, że to śliczne imię to tylko uśmiechnęła się delikatnie.
- Mnie też bardzo się podoba - powiedział odnośnie tego imienia Madox, ale bardziej to to miało być przecież do jego Pilar… A ta druga Pilar wbiła w niego ciemne oczy, no i zaraz Pablo też.
Na szczęście już byli na miejscu, wszyscy zaczęli się wysypywać z tego melexa, a Pablo oczywiście jeszcze spojrzał na Rosę, bo miał ją wszystkiego nauczyć, przecież... Chociaż Madox stwierdził, że jak zacznie jej prezentować to ustawienie tak jak on dzisiaj rano, to go popierdoli. Ale Pablo najpierw szukał odpowiedniego kija, a Pilar, to znaczy Rosa stała nad nim, jakby to było coś ciekawego, dla Noriegi nie było ni chuj, dla Pilar z Meksyku chyba też nie, bo ona akurat oglądała sobie paznokcie.
- A ty grasz w golfa Pilar? - zagadał ją Madox, ale pokręciła głową, a potem powiedziała mu coś na ucho, i Noriega musiał się powstrzymać, żeby nie parsknąć śmiechem, zwłaszcza, że ta druga Pilar jeszcze się do niego uśmiechnęła. Ale zaraz dostał kijem w ramię, niby to niechcąco, ale kurwa ciekawe dlaczego jak on tylko spojrzy na tę meksykańską Pilar, to Gonzales zaraz mu posyła te groźne spojrzenia, a teraz jeszcze go walnął. Rozmasował ramię i się odsunął. Rzeczywiście podszedł do dziewczyn z melexa, a Sofia zaraz wystawiła do niego cycki.
- Tam jest moja narzeczona, a to jest prawdziwy diabeł, kurewsko zazdrosna - pokręcił głową wskazując podbródkiem Stewart. Sofia pokiwała głową, ale ta druga Pilar zerknęła na niego dziwnie. Finalnie to Madox wziął woreczek z koksem i posypał go sobie na rękę, w zagłębienie w dłoni, wciągnął nawet bez rulonu z banknota, upierdolił sobie przy tym cały nos, ale w zasadzie skoro walili tutaj tak bezczelnie, to jakoś się tym nie przejął, odchylił do tyłu głowę i pokręcił karkiem, podniebienie momentalnie mu zdrętwiało. Dociągnął jeszcze troszeczkę, aż zaraz nim wzdrygnęło i się otrzepał, podskoczył dwa razy w miejscu.
- No zajebisty towar Pablito - aż się musiał obejrzeć na Pablo przez ramię, ale ten akurat się ustawiał do tego uderzenia. Oddał woreczek Pilar, ale nie swojej, tej meksykańskiej, wzięła go, ale jeszcze sobie pozwoliła sięgnąć do niego, żeby mu ten biały proszek strzepnąć z pod nosa i z brody, po której się posypał. Madox na moment spojrzał w te jej ciemne oczy, ale już było to perfecto uderzenie, piłeczka wypierdoliła w powietrze i teraz była jego kolej. Matteo, Madoxa. Kurwa.
Ale przecież on po tym koksie to już był pierdolonym królem tego kortu. Mistrzem jebanego golfa.
- Dobra, chuj - rzucił i zaraz sięgnął po jakiś kij, w ręce trzymał dwa, wybrał cięższy, tyle. Położył piłeczkę na podstawce, jeszcze dwa razy podskoczył, a potem ją obszedł z jednej i drugiej strony, kurwa on nawet nie wiedział za bardzo w co ma celować. Ale chyba gdzieś tam gdzie Pablo. A przede wszystkim to w piłkę. Ustawił się, wypiął, może nawet bardziej niż powinien, nabrał w płuca powietrze, a później się zamachnął.
No musi mu to wyjść zajebiście, bo dziewczyny aż wstrzymały powietrze, co do jednej, a przynajmniej takie miał wrażenie. Tylko co się stało?
Piłeczka została na podstawce, a Madox wypierdolił kij, hen hen daleko. Chociaż nie no spadł, kilka metrów od nich.
Pablo parsknął, śmiał się tak głośno i tak długo, że aż musiał się złapać za brzuch i zgiąć w pół. Madox ściągnął usta w wąską linię patrząc za tym kijem.
A miało być tak pięknie...
W końcu podszedł do niego Pablo i walnął go mocno w plecy, ale Madox nawet się nie zachwiał.
- Jakby to był rzut kijem Matteo, to pewnie byś był w tym dobry - Pablo znowu się zaśmiał, aż mu się łezka uroniła, tak go to rozbawiło.
- Nie można być we wszystkim maestro, nie? - Madox wzruszył ramionami, a Pablo znowu go poklepał po ramieniu.
- Nie można, nie można Matteo - zaraz spojrzał się na dziewczyny przy melexie - Sofia! Kokaina i nowy kij dla Matteo, Pilar vamos! - pogonił je machając przy tym żywo rękami. Oczywiście, że Pablo sobie nie odmówił wciągania z cycków Sofii, a później dał Madoxowi nowego kija.
- Dziewczyny ci pokażą jak to się robi, Sofia... - rzucił, ale do Madoxa zaraz podeszła Pilar, nie Pilar. A Pablo pociągnął nosem odchylając głowę do tyłu.
- Ja jebię kurwa! - rzucił kiedy kokaina osadziła mu się w odpowiednim miejscu w mózgu, otrzepał ją z nosa białą rękawiczką, a zaraz jego czarne już oczy, spoczęły na Rosie - prywatna lekcja golfa dla ślicznej panienki? - Madox aż się ruszył na tą prywatną lekcję golfa, ale meksykańska Pilar oparła mu rękę na ramieniu, znowu coś mu powiedziała na ucho, i teraz to już Madox nie wytrzymał tylko parsknął. Ale zaraz odchrząknął, bo Gonzales znowu rzucił mu jakieś krzywe spojrzenie. Odsunął się od Pilar i spojrzał na Sofię, bo ewidentnie tu coś było na rzeczy i meksykańska Pilar kleiła się do niego za bardzo, chciała wkurwić Gonzalesa? Chuj wie. Ale Madox nie chciał.

Pilar Stewart
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie dość, że nazwał ją Rosą, to jeszcze teraz stał sobie w najlepsze z jakąś inną Pilar i wymieniał uprzejmości? Świetnie. Spojrzała na niego przelotnie, kiedy po raz kolejny zaśmiał się z jakiejś jej uwagi i naprawdę musiała walczyć z samą sobą, by nie zgarnąć go na bok i nie spytać, czy on tutaj przypadkiem nie miał roboty do zrobienia. Przecież miał zagadywać Pablo, a nie jakieś jego dziewczyny.
Stewart w porównaniu do niego robiła to aż za dobrze, stojąc obok i wysłuchując gadania o wietrze, tym jak powinno się ustawiać i jak wybór odpowiedniego kija do odległości uderzenia było wyjątkowo istotne, jeśli chciało się to zrobić dobrze. I faktycznie — Pablo okazał się w tym całkiem dobry. A przynajmniej takie sprawiał wrażenie, kiedy się ustawiał i wyprowadzał swoje uderzenie.
Kątem oka widziała, jak Madox nasypuje sobie na dłoń biały proszek i wciąga w siebie koks. Mogła się spodziewać, że pewnie do tego dojdzie, chociaż nie była taka pewna, czy to był dobry pomysł. W końcu mieli przed sobą jeszcze cały dzień, a dokładnie pamiętała, jaki zjazd miał po ćpaniu w Medellin. Praktycznie nie był do życia, kiedy narkotyki zaczęły z niego schodzić. Czyli wychodziło na to, że będzie już do końca dnia musiał sobie poprawiać, żeby nie wyjść z wprawy. Wybornie.
Westchnęła głośno i odsunęła się na kilka kroków, obserwując, jak Pablo przekazuje pałeczkę Noriedze. Może chociaż po koksie uderzenie pójdzie mu wyjątkowo dobrze? Zarzuciła ręce na biodra i obserwowała, jak Madox wybiera kij, a następnie przymierza się do uderzenia. Faktycznie wypinał się ile fabryka dała, jednak to wcale nie pomogło przy wyprowadzeniu piłeczki w powietrze, bo zamiast tego, w powietrze wyleciał sam kij. Poleciał solidne kilka metrów do przodu, o mały włos nie uderzając w wiewiórkę, która akurat przebiegała po trawie.
Pilar zacisnęła usta w wąską linie i zagryzła policzek, by nie ryknąć śmiechem. Gorzej się już chyba nie dało — to było jej jedyne pocieszenie na uderzenie, które przecież i ją czekało. Żeby jednak utrzymać pozory wspierającej narzeczonej, Stewart zerwała się z miejsca i podskoczyła kilkakrotnie w miejscu.
Ahh Matteito! — rzuciła z entuzjazmem i klasnęła w dłonie. — Nastepnym razem napewno będzie lepiej — bo chyba tak zachowywały się te zachwycone swoimi mężczyznami kobiety? Gdyby była Pilar a nie Rosą, pewnie wyśmiałaby go głośno i dorzuciła jeszcze zaczepnym tekstem. Chociaż akurat to drugie Pablo zrobił za nią wystarczająco. Na to już się faktycznie zaśmiała. Głośno. Aż Sofia i Pilar spojrzały na nią jakoś wymownie, ale zaraz musiały ruszyć się z miejsca, by pomóc Noriedze. Nim Stewart zdążyła się obejrzeć, Gonzales już stał przy niej.
Lekcja? — uniosła wysoko brwi do góry, przyglądając się uśmiechniętej twarzy. — A ja chyba wcale nie potrzebu—
Nonens! — przerwał jej w pół słowa, podnosząc dłoń, by już po chwili osadzić ją miękko na jej nagim ramieniu. — Amiga, posłuchaj… — nachylił się nienacznie, tak by móc ściszyć głos i jednoczesnie być słyszalnym przez Pilar. — Jeśli to on uczył cię uderzać, śmiem wątpić, że technika była… odpowiednia. Dlatego zapraszam! — wyprostował się i podszedł do Melexa, znowu przebierając w kijach. I znowu zajmowało mu to zdecydowanie za dużo czasu niż powinno. Aż Stewart zdążyła spojrzeć w stronę Sofie i drugiej Pilar, które już odpowiednio ustawiały Noriegę i pokazywały mu jak się zamachnąć. Przewróciła oczami i wróciła uwagą do Pablo, który w końcu wybrał.
Pitching Wedge, będzie dla ciebie idealny — zaprezentował i coś tam jeszcze pomruczał pod nosem o jakiś parametrach i ciężkości, jednak Stewart wcale go nie słuchała. Z uśmiechem na ustach podeszła do stanowiska, przejmując kij i ustawiając sobie piłeczkę.
Ay, świetnie. W takim razie pierwsze pozycja — oznajmił zadowolony i bezczelnie zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu. — Więc tak: stopy na szerokość bioder… trochę bardziej. Poczekaj — podszedł bliżej i bez najmniejszego ostrzeżenia kucnął przez Stewart, muskając szorstkimi dłońmi jej nagą skórę na nogach. — Jeszcze minimalnie w tą… — pociągnął ją za kostkę, a przy wstawaniu przesunął palcami wzdłuż łydki na udo, zapewne przypadkiem zahaczając materiał jej i tak już krótkiej spódniczki. — Kolana miękko. Nie chcemy, żebyś stała jak kij od szczotki, czyż nie? — pokiwała mu tylko w geście potwierdzenia i zaraz zrobiła to, o co prosił. Akurat w tym wcale nie musiał jej poprawiać. Jako osoba, która praktykowała sztuki walki, idealnie balansowała na ugiętych nogach. — Świetnie, ciężar ciała lekko na przód, sześćdziesiąt procent a lewej — tym razem stanął za nią, a jego dłoń miękko osadziła się na jej karku. Pchnął ją delikatnie do przodu, wyznaczając odpowiedni kąt nachylenia. — Pitching wedge lubi, kiedy go prowadzisz w dół — tym razem jego dłonie przejechały na jej ramiona, by po chwili sięgnąć damskich dłoni, trzymających kij. — Uchwyt pewny, ale nie ściskaj jak gardło wroga. Chcemy do tylko lekko postraszyć, jeśli rozumiesz — zachichotał prosto do jej ucha, mieszając ich palce ze sobą. — I teraz najważniejsze, zamach robiły tak… — wykonał go razem z nią, jednak zamiast uderzyć piłeczkę, w ostatniej chwili zatrzymał kij, zaciskając mocniej palce na tych Pilar i przyciskając się do niej biodrami. — Perfecto — mruknął zadowolony, a następnie się odsunął, dając jej przestrzeń, by sama spróbowała.
Wzięła głębszy oddech, poprawiła ustawienie i przymierzyła się do piłeczki. Ogólnie cela miała zajebistego, chociaż kijem do golfa jeszcze nikogo nie okładała, a teraz miała po raz pierwszy przyłożyć… piłeczce. Zacisnęła palce na uchwycie i wzięła zamach. Wiedziała, że gorzej niż Madox nie wypadnie a jednak los chciał (a raczej kostki), żeby wypadła całkiem nieźle. Nie dość, że kij został jej w ręce, to jeszcze piłka faktycznie wystrzeliła w powietrze.
WYŚMIENICIE! — Pablo aż klasnął w dłonie. — Widziałeś to Matteo?! Moja szkoła. Przy następnym uderzeniu nauczę cię jeszcze wyprowadzenia zamachu z biodra — oznajmił zadowolony i wcale nie omieszkał ponownie położyć swojej dłoni na ramieniu Stewart. — A teraz vamos! Trzeba znaleźć te nasze piłeczki.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox liczył, że jednak następnego razu już nie będzie, więc zerknął na Pilar, tą Pilar, jakoś krzywo, kiedy tak zaklaskała w dłonie. Aż mu przez myśl przeszło, że lepsza w tym jest niż on, bo on by nie wytrzymał i na pewno z jej tak fatalnego uderzenia by się śmiał. Miał nadzieję, że zaraz mu pokaże, coś podobnego właściwie...
Ale zamiast tego, to już Sofia i meksykańska Pilar zaczęły mu pokazywać jak ma się ustawić. W ogóle się na tym nie skupiał, bo kątem oka zerkał w kierunku Stewart i Pablo, który jej dawał tą prywatną lekcję. Nawet chciał się tam do nich trochę przysunąć, ale Sofia już mu ustawiła piłeczkę gdzieś dalej i zaczęła się na niego wydzierać, żeby się skupił.
- Dziewczyny... ja kurwa nawet nie lubię golfa... W dupie mam tego golfa - rzucił cicho, Sofia się skrzywiła, ale Pilar się uśmiechnęła.
- Ja też, mówiłam ci, że golf jest... nudny - wywróciła oczami, trochę inaczej mu powiedziała na ucho, bo użyła słowa pedalski, a potem jeszcze, że dla starych impotentów, dlatego Madox parsknął. Bo on już rano podobną rozmowę prowadził z Lopezem.
- Możemy porobić coś innego... - powiedziała i uśmiechnęła się zaczepnie, a Sofia strzeliła oczami, wydęła usta, a miała zrobione, ale wydęła je jeszcze bardziej - Pilar… ty jesteś loca! Miałyśmy dzisiaj tylko grać... - pokręciła głową i aż szarpnęła Pilar za ramię. Ale brunetka się jej wyrwała - och ale mnie to tak nudzi... Zdecydowanie wolę jak Pablo strzela, wygląda wtedy bardziej caliente, niż w tej białej rękawiczce - wszyscy we trójkę spojrzeli na Pablo, który akurat poprawiał ustawienie Pilar, Rosy. Kurwa... Narzeczonej Matteo. Madoxa nie, ale on i tak się ruszył, bo akurat biodra Pablo zderzyły się z pupą Stewart. Miał się odezwać, może kazać Pablo spierdalać, bo przecież był wykokszony, ale przytrzymała go za koszulkę meksykańska Pilar.
- Poczekaj... Calma - mruknęła i na moment zawiesiła brązowe tęczówki na jego ciemnych oczach.
Stewart, Rosa... Pilar, oddała swój strzał, który w zasadzie był całkiem dobry, znowu cała trójka powiodła spojrzeniem za piłeczką. Madox zbliżył się do Pablo i Stewart, ale ręce schował do kieszeni.
- No świetnie, świetnie, moja bebé ma potencjał, kiedyś będzie z niej prawdziwa golfistka - powiedział i przysunął się do Rosy... ale jej nie dotknął, chociaż Madox od razu by to zrobił, zaznaczył kurwa swoje terytorium, ale Matteo miał to chyba trochę bardziej gdzieś - ale mnie to trochę nudzi, to wy sobie pograjcie, a ja wypiję jakiegoś drinka... - rzucił, a zaraz temat podłapała meksykańska Pilar. Oczywiście, że Madox na to liczył.
- No ja też się nudzę... pójdziemy razem? - i już patrzyła w oczy Noriegi, a on w te jej. A Pablo... widać było, że go to rusza.
- Och Pilar! A co by cię nie nudziło? - zapytał i chociaż posłał jeszcze przeciągłe spojrzenie Stewart, jeszcze musnął palcami jej nagie ramię, to jednak zaraz stanął obok tej meksykańskiej Pilar.
- Ty wiesz co... Papi - powiedziała i uśmiechnęła się słodko, zaczepnie, przygryzła dolną wargę. A Sofia strzeliła oczami. Gonzales myślał.
Madox skorzystał z okazji i przysunął się do Stewart, tym razem zarzucił jej rękę na ramię, przyciągając do siebie, chyba ładnie to rozegrał...?
Pablo pokręcił głową, ale zaraz objął meksykańską Pilar w pasie i przyciągnął ja do siebie.
- Ach ty loca chica! - rzucił, a później ściszył głos już mówiąc jej do ucha ukrytego pod bujnymi, czarnymi lokali, ale i tak słyszeli... Powiedział, że ona bardzo go kręci.
Tak bardzo, że nie umiał jej odmówić, a że Madox już się domyślił... to musiał to wykorzystać tak?
- Dobra, jebać golfa - rzucił Pablo - i tak nie umiecie grać, to co to za zabawa - machnął ręką - pojedziemy do tej drugiej części i tam się zabawimy... Postrzelamy sobie, co ty na to Matteo? - puścił meksykańską Pilar, a zaraz ramieniem zagarnął Madoxa. Noriega zdążył tylko zerknąć w ciemne oczy swojej Pilar, kiedy się od niej odsuwał, a zaraz to on klasnął w dłonie.
- No i kurwa zajebiście, to brzmi jak dobra... zabawa - znowu ruszyli do melexa i tym razem Pablo usiadł między dziewczynami. Wcale się nie krępował, a jego ręka zaraz wylądowała na kształtnym udzie Pilar, a druga za plecami Sofii, palce na jej ramieniu. Madox też objął Stewart ramieniem, bo zdecydowanie bardziej odpowiadała mu taka konfiguracja, niż ta wcześniejsza. Gonzales rzucił jeszcze do kierowcy coś, że ma jechać do jego strefy, a później pochylił się w ich kierunku opierając łokcie na kolanach.
- Mam tutaj taką część wyznaczoną pod takie zabawy, w ogóle kurwa tyle pieniędzy łożę na ten gówniany klub, że można powiedzieć, że jest mój... - zerknął na Stewart, no bo mimo jego ewidentnych zapędów w kierunku meksykańskiej Pilar, to jednak ta kanadyjska też mu wpadła w oko - umiesz strzelać Rosita? - zapytał i jeszcze bardziej pochylił się w jej kierunku, zaglądając w jej ciemne oczy.
- Ja nie umiem... jęknęła Sofia - a Pablo się skrzywił, ale zaraz poklepał ją po udzie - ty umiesz w golfa hermosa - Sofia zachichotała.

Pilar Stewart
29 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pilar też się nudziła. Nawet kiedy ewidentnie szło jej świetnie, jakby to wcale nie był pierwszy raz, kiedy trzymała w rękach kij do golfa — to wcale nie zmieniało faktu, że ten sport był po prostu nudny. Denne zabicie czasu przez bogaczy i starych dziadów, żeby porozmawiać sobie o biznesach i i popatrzeć na dupeczki, które spódniczki miały krótsze niż końcówka kija, jakim Pilar właśnie wykonała swoje uderzenie.
Spojrzała przelotnie na Noriegę z zamiarem przesłania mu bezczelnego uśmiechu triumfu. W końcu oboje uwielbiali rywalizować ze sobą na różnych płaszczyznach, tylko z tej wygranej Pilar nawet nie mogła się poprzechwalać, bo Madox był zbyt zajęty swoją nową Pilar, by w ogóle zwrócić na nią uwagę. Wcale nie umknęły jej te szepty między nimi od momentu, w którym wsiedli do melexa.
Czy Rosa była zazdrosną narzeczoną? Nie miała pojęcia, za to Stewart była. A najbardziej w tym wszystkim to chyba wkurwiało ją to, że ona musiała udawać kogoś innego, podczas gdy on zabawiał się z inną Pilar. Incepcja trochę jak Galen Wyatt i jego udawanie Gasparda, który udawał Galena, który był Gaspardem.
I właśnie ta inna Pilar po chwili oznajmiła, że się nudzi, namawiając Pablo, żeby poszli jednak postrzelać.
Tak.
Strzelanie.

Było zdecydowanie lepsze niż to walenie kijem w nieznane, a potem przez godzinę szukanie, gdzie upadła pieprzona piłeczka, żeby powtórzyć czynność.
Stewart aż zerwała się z miejsca, żeby poprzeć ten pomysł, tylko daleko nie doszła, bo nagle obok pojawił się Noriega i otulał ją ramieniem. A ona co? A ona wbiła mu łokieć w biodro. Mocno. Tak żeby poczuł. Taki to mieli wspaniały język miłości. Następnie wzięła go za rękę i pociągnęła w stronę meleksa, gdzie już pakował się Pablo w towarzystwie Pilar i Sofii. Odstawiła kij do jednego z worków, ale zrobiła to tak chujowo, że kiedy tylko ruszyli, kij wyleciał na trawę i… już na niej został, bo nikt oprócz Stewart nie zwrócił na to uwagi, a ona nie miała zamiaru o niczym informować. I tak nie będą już grać, tak? No właśnie, to do niczego już im nie były potrzebne te kije.
Siedziała w ciszy, przyglądając się, jak Gonzales sunie po nodze Pilar i bezczelnie przy nich wkrada się pod materiał jej krótkiej spódniczki, chociaż wzrok, o dziwo, miał wbity w Stewart. W pierwszym odruchu miała ochotę pokazać mu środkowy palec, a najlepiej to wywalić oczami — zamiast tego uśmiechnęła się delikatnie i zaczęła kręcić kółeczka na udzie swojego Matteo.
Umiesz strzelać, Roska?
Umiała? Tego akurat nie ustalili. Chociaż z drugiej strony nic nie stało na przeszkodzie, by mogła umieć. W końcu skoro Mattego tak bardzo stracił dla jakiejś głowę, to z pewnością musiała mu czymś odpowiednim zaimponować. Koksu z nim nie wciągała, to może posługiwaniem się bronią?
Umiem — rzuciła w końcu, rozsiadając się wygodniej w ramionach Madoxa. — Mój ojciec był wojskowym. Nauczył mnie co nieco — wyjaśniła, szczycąc się na skromność. Przecież nie będzie się przy gangusie przechwalać, że pewnie miała lepszego cela od niego, bo jeszcze chciałby się przekonać o tym na żywym celu, gdyby odpowiednio wjechać mu na ambicję. Chociaż to wcale nie powstrzymało jej żeby posłać w stronę meksykańskiej Pilar wymowne spojrzenie. Tak na wszelki wypadek, jakby znowu zachciało się jej świntuszyć Madoxowi do ucha.
Na pewno pójdzie ci świetnie — oznajmił Pablo i palcami uszczypnął skórę na ramieniu Sofii. — A jak nie, to chętnie cię podszkolę — zaoferował się, z pewnością zupełnie bezinteresownie, z dobrego serca. Wcale nie dlatego, żeby pomacać sobie kolejną dupę.
Chętnie — mruknęła z udawanym entuzjazmem, całkiem pewna, że raczej obejdzie się bez prywatnych lekcji.
Kiedy melex zatrzymał się tuż po drugiej stronie kortu, a wszyscy zaczęli wyskakiwać z pojazdu, Pilar ciągle rozglądała się dookoła, zastanawiając, czy może to gdzieś tutaj wchodziło się do magazynu Pablo? Skoro cały składzik był pod polem golfowym, to gdzieś musiało być wejście. Raczej nie było go przy głównym wejściu, bo przecież klub na co dzień funkcjonował od rana do wieczora i z pewnością nie ryzykowali tym, że ktoś zobaczy ludzi z bronią. Musiało to być również miejsce, do którego dało się dojechać ciężarówką na transport. Tu gdzie się zatrzymali, kilkanaście metrów dalej był parking i garaże. Stali jednak zbyt daleko, by Stewart mogła się przyjrzeć.
Sofia! — krzyknął Pablo, tym samym wyrywając Pilar z zamyślenia. — Złotko, przynieś no nam jakieś drineczki… albo nie! Butelkę tequili i jeszcze więcej prochów! — klasnął w dłonie, poprawiając sobie bielutką koszulkę polo, która zdobiła jego klatę, a zaraz potem spojrzał na Noriegę. — Chociaż nie mogę dzisiaj przesadzić. Wieczorem mam urodziny mojej querida hija. Kończy siedem lat — oznajmił, a Pilar momentalnie zacisnęła mocniej rękę na dłoni Madoxa. To był ten moment, kiedy powinni się wprosić.


Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”