34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Faktycznie niesamowite doświadczenie — zawtórowała jego słowom, chociaż kiedy powiedział, że będzie o tym wszystkim opowiadać, uniosła wysoko brwi, rzucając mu wymowne spojrzenie. Jasne. Chyba o wschodzie słońca, który wciąż mieli za plecami, a niekoniecznie tym, co stało się w balonie.
Na której plaży lądujemy?! — Phil wyrwał się od przodu, rozglądając energicznie w dół, akurat kiedy Pilar nachyliła się nad sukienką, żeby nieco ją przetrzeć, ale tylko jeszcze bardziej rozmazała plamę. — Jezu, Bret, a zobacz tam!!! Widać stąd naszego camper… — nawet nie dokończył, wieszał się już na tym koszyku tak mocno, że w końcu jedna noga podeszła mu do góry. A potem było już tylko gorzej. Los nie zostawiał nieuwagi na takiego typu okazjach (a raczej kostki), dlatego w tym samym czasie, kiedy Phil próbował łapać równowagę, balonem wstrząsnął kolejny szkwał. Mężczyzna zachwiał się jeszcze bardziej, źle zrównoważył ciężar ciała na stabilnej nodze i nim ktokolwiek się zorientował, połowa ciała wyleciała mu za kosz.
JEZUSMARIA!!!!!!! — Lola zapiszczała tak głośno, że słyszeli ich chyba na samej plaży, a Państwo Noriega momentalnie odwrócili się do towarzystwa. Pilar szybko zeskanowała otoczenie, próbując zlokalizować źródło tragedii i dość szybko zobaczyła, że w koszu oprócz nich stoją dwie osoby, a trzecia jest za nim, trzymając się ostatkami sił kosza.
Kurwa.

Solo un poco más, cariño. Solo un poco más...
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
W zasadzie Madoxa to nie za bardzo obchodziło to, jak wygląda to z boku, kiedy jego wszystkie myśli zafiksowały się na tym, co z nim zrobiła. Jak dobrze mu zrobiła. Kilkaset metrów nad ziemią, w kolorowym balonie.
Aczkolwiek zarzucił tym tekstem, że miał lęk wysokości.
Ciekawą postać sobie wykreował, jakiegoś zlęknionego gangusa z dziarami, który bał się ludzi i wysokości. Lepsze to niż karły i geje, ale wciąż do niego nie pasowało.
A jednak reszta załogi chyba uwierzyła w ich bajeczkę, kiedy Pilar tak głaskała go po ramieniu, z tym jeszcze trochę, kochanie na ustach. Wypuścił mocno z płuc powietrze, prosto w jej ramię, poprawiając na sobie spodnie i bokserki, a potem ocenił szkody, które zrobił na jej sukience.
- Teraz to już kurwa nie myślę wcale o sukience, tylko o... - nawet nie dokończył co, bo jego żona na jego oczach zlizywała z palców jego smak. Aż znowu złapał w płuca więcej powietrza - loca - mruknął kręcąc głową z uśmiechem - teraz bym ją z ciebie zerwał, a Loli wkręcił, że to ten szkwał ją z ciebie ściągnął - też ją zaczepił.
Gdyby tylko mieli okazję, to nawet by się nie zastanawiał, nawet by się nie pytał o zgodę, tylko zrobił to z nią jeszcze raz. W tym balonie.
Ale pilotka już oznajmiła, że będą lądować na jakieś plaży. Słońce zresztą wzeszło już wyżej, zrobiło się widniej, chociaż wciąż i tak niebo miało tak intensywne kolory, że oczy Pilar nabrały bursztynowej dzikiej barwy i Madox się w nie zapatrzył. Już się do niej przysuwał, żeby musnąć jej wargi w zaczepnym pocałunku.
- Te... - zaczął. Te quiero? Te amo?
To jej chciał powiedzieć?
Pewnie tak, bo Madoxowi zawsze po dobrym seksie zbierało się na takie wyznania. Tylko nawet nie zdążył, bo Phileas już krzyczał, że coś tam widać, a potem balonem znowu zatelepało.
Noriega objął ramieniem Pilar przytrzymując ją przy ścianie koszyka. Szkoda tylko, że kurwa Brent nie wpadł na to, żeby też złapać swojego partnera, bo ten wypadł za burtę. Madox odwrócił się dopiero na ten pisk Loli, więc nawet nie widział jak nogi Phileasa robią fikołka ponad brzegiem koszyka, ale zaraz dotarło do niego co się stało.
- O kurwa - rzucił tylko i wyrwał się do przodu. Jak zawsze, i chociaż też lekko się wychylił to nie było opcji, żeby dostał Phila, bo on poplątany w jakieś liny wisiał na samym dole kosza. Krzyczał i płakał. A zaraz chyba się modlił. Brent za to dopadł do burty i sam wychylił się niebezpiecznie, ale jego Madox złapał za fraki i wciągnął z powrotem.
- Co ty kurwa robisz? Jak sam wypadniesz, to jak mu pomożesz? - warknął Noriega - trzymaj się Phil, wciągniemy cię! - zawołał jeszcze do drugiego z gejów, ledwo się już trzymał, ale wyglądało na to, że zaplątał się w linę, więc może...
Nie no kurwa i tak trzeba było działać.
Madox obejrzał się na Lole, ale jej z twarzy odpłynęły wszystkie kolory, była blada jak ściana, wargi jej drżały, a oczy miała wielkie jak spodki. Noriega wywnioskował, że to pierwsza jej taka sytuacja, że nie była przyzwyczajona do działania pod taką presją.
Ale oni z Pilar byli, całe szczęście.
Madox jeszcze raz spróbował się wychylić, ale nie było takiej opcji, a schodził tam nie będzie, aż takich pokładów empatii w sobie nie posiadał. Byli kilkaset metrów nad ziemią, jeden niewłaściwy ruch, a byłoby po nim i nawet nie byłoby wiadomo gdzie go szukać, a przecież on teraz był żonaty, musiał myśleć o swojej drugiej połówce.
Myślał, ale...
- Pilar ty musisz się po niego wychylić, bo jego nie utrzymam - wskazał głową Brenta, no tak, jak Phileas był raczej wysoki i szczupły, to Brent był dużym misiem. Nie było nawet opcji, żeby Madox go utrzymał. A jeszcze jak miałby go potem wciągnąć, z jego facetem.
Jedyna opcja to było to, że zrobi to Pani Noriega. Chociaż kurwa...
Madox zamknął na moment oczy i nad tym myślał, może jednak powinien tam zejść, przywiążą go, a on się złapie...
Phileas krzyknął i wisiał już na jednej ręce.
- Chodź - nie było czasu, żeby to przemyśleć, ale za to Madox znalazł go trochę, żeby spojrzeć w piękne, duże oczy swojej żony - nie puszczę cię, nigdy cię kurwa nie puszczę, tylko go złap i was wciągniemy - pokiwał głową, bo to przecież musiało się udać.
- Ruszcie kurwa dupy - warknął na Lolę i Brenta, którzy w końcu też podeszli bliżej, ale wtedy koszyk się przechylił i Madox odskoczył w tył, żeby zrobić równowagę. Phileas znowu krzyknął, a Noriega wskazał Brenta - ty tam - chociaż on musiał im robić za przeciwwagę. Madox za to utkwił spojrzenie w wielkich oczach Loli - Lola pomóż mi, musimy ją trzymać, ty za nogi - zarządził, a pilotka chociaż wciąż była przerażona, to skinęła głową. Byli gotowi, a kiedy Pilar wychyliła się przez burtę, to Madox trzymał ją za biodra, a Lola tak jak ją poinstruował, za nogi. Spuścili ją niżej, tak, że mogła już sięgnąć Phila, tylko wtedy kolejny szkwał wstrząsnął koszykiem, a Madox poczuł pod palcami jak koronkowy materiał sukienki się pruje.
Zupełnie kurwa nie tak miał ją z niej zrywać.
I teraz to on spanikował i chciał ją wciągnąć z powrotem.
Tylko co z Phileasem?

Yo nunca te dejaré marchar 𐙚⋆°。⋆♡
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Było wspaniale.
Głębokie spojrzenia w oczy, przyśpieszone bicie serca, adrenalina siejąca spustoszenie w całym ciele po tym, co przed chwilą zrobili… błogość. Wyjątkowy stan, w którym nie dane im było trwać nawet pięciu minut, bo los przecież nigdy nie miał dla nich taryfy ulgowej. Wiecznie rzucał im kłody pod nogi, testował ich cierpliwość, zawziętość i dobre serca. Tutaj też nie brał jeńców, chociaż… biorąc pod uwagę to, co stało się po drugiej stronie balona, może właśnie chciał jednego zabrać?
Pilar nie miała pojęcia, jak to się stało, że Phil w ogóle wychylił się na tyle głęboko, żeby chociażby stracić równowagę. Sama przecież kilka minut temu całymi plecami kleiła się do ściany balkonu, kiedy Madox… no właśnie. Oni kiedy robili sobie dobrze umieli utrzymać równowagę, a on patrząc po prostu na widoki nie? To już kurwa podchodziło pod ogromnego pecha. I jak jeszcze na początku wystarczyłoby złapać Phila za fraki i ściągnąć do środka kosza, tak ani Lola ani Bret nie wykazali się wystarczającym refleksem.
Zamiast rzucić się na pomoc, wybrali krzyk. Paniczny, wwiercający się w głowę jęk, który przywołał do nich Państwo Noriega. Madox wyrwał się pierwszy, a ona zaraz za nim, kiedy tylko uświadomiła sobie, że jeden z podróżników był za burtą. Serce momentalnie podeszło jej do gardła, szczególnie, kiedy Madox wychylił się zza kosza.
Nie! — krzyknęła, nawet nie zastanawiając się czy on chciał tam schodzić po tego faceta, czy tylko patrzył. Nie obchodziło ją to, miał odejść do krawędzi i kurwa koniec, a na potwierdzenie swoich słów, szarpnęła go za fraki. Pilar zawsze była pierwsza do pomocy innym, ale nagle na szczycie jej priorytetów i ludzkich żyć był on. Jej mąż. W głowę automatycznie włączył się jej system obronny, którego z jakiegoś powodu nie potrafiła wyłączyć. A jednak finalnie stanęła obok Noriegi i sama się wychyliła. Wiatr na tej wysokości nie był już kolosalnie duży, ale wciąż podwiewał włosy. Spojrzała na liny, w które zaplątał się Phil, ostatkami sił trzymając lin.
Ja pierdole.
Nie była chodzącą pesymistką, a jednak w głowie w żadnym jej scenariuszu ta sytuacja nie miała w sobie happy endu. Jak on miał kurwa wrócić na górę?! Przecież ten facet nie potrafił się nawet podciągnąć, podczas gdy balon znajdował się jeszcze kilkadziesiąt metrów nad ziemią.
Jak szybko możemy opaść w dół? — odwróciła się energicznie do Loli, ale ta tylko załkała po nosem, kręcąc przecząco głową. — Jak szybko, Lola, kurwa! — warknęła. To nie był czas na mazanie się. Tu trzeba było działać, wymyśleć jakiś plan, który miał chociaż w miarę możliwe rokowania.
Długo — załkała, pociągając nosem. — Jakieś dziesięć minut, może piętnaście.
Kurwa — za długo. NIe było nawet takiej opcji, że Phil się tyle utrzyma. Paniczny krzyk mężczyzny z boku balonu wwiercał się jej w czaszkę. Panikowała w środku. Czuła, że naprawdę mieli cudze życie w swoich rękach. Znowu.
Ciemne oczy zawiesiła na swoim mężu, kiedy stanął przed nią i zaprezentował jej swój plan. W pierwszej chwili spojrzała na niego jak na wariata, szeroko otwierając oczy. Zaraz potem na Breta, którego faktycznie nie byłby w stanie utrzymać, a potem na Lolę. Ją może i by dało radę, ale czy ona utrzymałaby Phileasa? W końcu tu nie chodziło tylko o wciągnięcie jej na górę, ale też mężczyzny. Jeden niewłaściwy ruch i było po nim.
Ja pierdole.
Westchnęła ciężko. Wiedziała, że nie mieli wyjścia, jeśli faktycznie chcieli go uratować. Musieli zaryzykować. I w dodatku musieli to zrobić szybko, biorąc pod uwagę, że Phil coraz słabiej trzymał się lin, a do tego wierzgał panicznie, krzycząc, że nie chce umierać. Rękę jej zadrżały. Pilar nigdy nie bała się śmierci, a jednak teraz stojąc przed miłością swojego życia, zaglądając jej w oczy, prosto w kurwa duszę… myśl, że mogłaby już go nie zobaczyć autentycznie rozdzierała jej serce na pół. Bała się. Pierwszy raz chyba się czegoś bała. Ale nie było innego wyjścia, a jej strach nie mógł przesądzić o czyimś życiu.
Kocham cię — tylko tyle powiedziała mu na ten cały monolog, który puścił w jej kierunku o tym, jak jej nie puści. Wiedziała, że nie. Widziała w jego oczach tą desperację. Prawdę. Życie by za nią oddał, a ona właśnie swoje powierzyła prosto w jego ręce, kiedy skinęła głową i podeszła do brzegu kosza. Złapała mocniejszy wdech, ostatni raz spojrzała w oczy Noriedze, a potem odwróciła się i dała się przechylić.
Nie patrz w dół, powtarzała sobie w myślach, ale akurat w pozycji, w jakiej się znalazła to było nieuniknione. Phil wisiał już na jednej ręce, a pod nim… pierdolone dziesiątki metrów do ziemi. Nikt by tego nie przeżył. Kurwa nikt.
Złap mnie drugą ręką — krzyknęła, przecinając wiatr, który jak na złość wzmógł się na sile. Czułą jak palce MAdoxa wbijają jej się w biodra. Jak krótkie paznokcie przedzierają przez cienką warstwę sukienki i ranią skórę. Trzymał ją mocno. Stabilnie. Wiedziała, że zrobi wszystko, żeby zapewnić jej bezpieczeństwo, dlatego sama oderwała drugą rękę od kosza i ja również wyciągnęła w stronę Phila. Szkoda tylko, że chłopak nie chciał współpracować.
Boję się!!! — wydarł się przez łzy. — Boje się, że umrę — poczuła jego słowa w samym dnie jebanej duszy. Zajrzała w jego pełne przerażenia oczy. A najgorsze w tym wszystkim było to, że miał do tego pełne prawo, bo przecież jeden niewłaściwy ruch i naprawdę mógł spaść. Tylko co, w takich sytuacjach procedura zawsze nakazywała robić jedno… kłamać.
Nie umrzesz! — odezwała się ponownie, spuszczając się jeszcze niżej. — Obiecuję, że cię wciągniemy, tylko daj mi rękę. Złapie cię, to jest szybka akcja — łgała mu prosto w oczy, sama nie będą pewna, czy to w ogóle się uda. Słyszała gdzieś w tle dźwięk rwanego materiału, czuła jak dłonie Madoxa próbując ją przy sobie przytrzymać, ale sukienka zaczynała puszczać. Wiedziała, że lada moment ją wciągnie i nie będzie ryzykować. — TERAZ, PHIL! — ryknęła ile sił w płucach, a chłopak z panicznym krzykiem, szlochem i wszystkim na raz, zawziął się i machnął wolną ręką w powietrzu. Minęli się. Za drugi znowu, a ręką, którą się trzymał lekko się osunęła. Za trzecim natomiast, Pilar jeszcze bardziej się wygięła i w końcu złapała jego nadgarstek, akurat w momencie, kiedy Noriega szarpnął ją za biodra.
Phil krzyczał głośno, ona starała się go utrzymać, chociaż nigdy w życiu nie było jej tak ciężko. Miała wrażenie, że lada moment pójdzie jej kręgosłup. Że po prostu pierdolnie w gól pod naporem tego ciężaru. Spięła brzuch ile tylko była w stanie i dosłownie w ostatnim momencie nie tylko wciągnęli ją na koszyka, ale też Madox złapał chłopaka za fraki i też przeciągnął po koszu do środka.
Pilar jako pierwsza upadłą na kolana, oddychając ciężko.
Serce waliło jej jak oszalałe. Chociaż nie raz czuła oddech śmierci na karku, to co tutaj się odjebało było chyba zupełnie nowym poziomem. Ręce całe jej się trzęsły, w ogóle cała się trzęsła, w akompaniamencie płaczu. Płakał Philieas w ramionach swojego chłopaka, jak to myślał, że zginie, płakał też sam Bret, mówiąc, że by sobie tego nie wybaczył i płakała tez Lola, która pociągała za jakaś wajchę i powoli obniżała poziom lotu. A ona na podłodze ciężko łapała powietrze, swoje spojrzenie zawieszając na ciemnych oczach Noriegi.

Temía que el destino me alejara de ti.
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Powinni pewnie dać sobie spokój, no bo przecież co oni mogli? Byli po prostu pasażerami tego lotu, nie musieli dla nikogo ryzykować życiem.
Tylko tu wracamy do punktu wyjścia, że oni nigdy nie robili tego co powinni, a ryzyko i ratowanie ludzi mieli chyba wpisane we krwi, tak głęboko w sobie zakorzenione, że nie umieli stać obojętnie, kiedy komuś działa się krzywda.
I chociaż Madox przez wiele lat udawał, że jest obojętny, nie wychylał się, uśpił w sobie jakieś ludzkie odruchy, kiedy jako kret siedział w Emptiness w otoczeniu gangsterów, to... Pilar w nim to znowu obudziła.
Przy niej znowu był tym chłopakiem z Medellin, który potrafił się wstawić za słabszymi, nawet jeśli miał za to oberwać.
I teraz też wychylił się za koszyk, ale kiedy jego żona szarpnęła go do siebie, to do niej wrócił, palcami przesunął po jej ramionach, a ciemne spojrzenie na moment złapało to jej.
Myślał, cały czas myślał co mogą zrobić, bo przecież pewne było jedno, że nie pozwolą mu spaść.
A kiedy Lola oznajmiła, że opadanie to co najmniej dziesięć minut, albo piętnaście, to Madox pokręcił głową. Kto by tyle wytrzymał? Nikt.
Nawet on by nie wytrzymał, chociaż oni z Pilar mieliby jeszcze jakieś szanse, żeby się podciągnąć, wdrapać na górę, bo byli zwinni, wyćwiczeni, a Phileas…
Dlatego zaraz stawiał przed sobą Panią Noriega i prezentował jej ten szalony plan, ale oboje wiedzieli, że tylko ona mogła to zrobić. Lola by spanikowała. Brent był za ciężki, Madoxa też by nie utrzymali, albo wszyscy przeważyli koszyk. Nie dało się inaczej. Chociaż kiedy jego żona zrobiła te wielkie oczy, i tak na niego spojrzała, to sięgnął ręką do jej policzka, odgarniając z niego czarne kosmyki.
- Albo może... jak ściągniemy tamtą linę, albo pasek... Przytrzymam się paska i... - już kombinował, bo przy koszyku była jakaś lina, ale musieliby się najpierw bawić w odsupływanie jej. A pasek... czy Lola i Pilar utrzymałyby go i Phileasa?
Nie no kurwa.
Nawijał jej, że nigdy jej nie puści, i przez chwilę był przekonany o słuszności swojego planu, ale kiedy powiedziała to kocham cię, tak jakby go kurwa żegnała, to znowu się zawahał. Złapał ją za rękę.
- Co? Nie... Pilar to jest chujowy... - plan, to chciał jej powiedzieć, ale ona już z pełnym zaufaniem patrzyła mu w oczy, a później podeszła do brzegu kosza.
Nie nie nie nie nie.
Wymyślą coś innego, zaraz, jeszcze chwila. Ale Phil krzyknął, a Pani Noriega już wychylała się przez burtę, Madox trzymał jaj mocno, wbijał kurwa palce w jej biodra, zaciskał je na materiale sukienki. A Lola na jej smukłych nogach. Serce waliło mu w piersi chyba tak jak jeszcze nigdy, szybciej niż po tym, co oni kilka minut temu robili w tym balonie.
Bał się, autentycznie się kurwa bał. Jak jeszcze nigdy w życiu, kiedy jego żona wisiała głową w dół, a pod nią rozpościerały się setki metrów... powietrza. Niczego. Nieba?
Aż wstrzymał w płucach powietrze, kiedy sięgała do Phileasa. I jak ona go uspokajała, to Madox warknął.
- No dalej kurwa! - ale wiatr go zagłuszył.
Może i dobrze...
Bo jeszcze kilka przekleństw opuściło jego usta, kiedy chłopak się wierzgnął, ale nie chwycił jej ręki.
No kurwa. Co on robił. Pierdolić go. Niech spada.
I kiedy poczuł jak piękna, koronkowa sukienka Pilar rozchodzi mu się w palcach, to nie zamierzał ryzykować. Jebać Phila. Najważniejsza była dla niego jego żona. Tylko w momencie, w którym on chciał ją szarpnąć do góry, to pochwyciła rękę Phileasa i Madox z Lolą pociągnęli ich oboje. Pilar wylądowała w koszu pierwsza, a Noriega jeszcze się wychylił, ale już mógł złapać Phila za fraki, pomógł mu Brent i oboje go wciągnęli. Koszem znowu bujnęło. Ale teraz wszyscy przytrzymali się burt, a Madox zaraz lądował koło swojej żony na kolanach. Zaraz zaciskał palce na jej ramieniu, żeby ją do siebie szarpnąć, wciągnąć na siebie zamknąć w uścisku tak kurwa mocnym, że chyba jeszcze nigdy jej tak do siebie nie przytulał.
Serce w piersi waliło mu tak, że słyszał je w uszach, że kiedy przytulił do siebie Pilar, to ona też mogła to słyszeć.
- Ja pierdole... Nigdy, kurwa, więcej - rzucił opierając policzek o jej głowę, wtulił twarz w jej włosy. I chociaż sam to sprowokował, rzucił tym pojebanym pomysłem, to kiedy ona wisiała nad ziemią, myślał, że go popierdoli, nie w ten przyjemny sposób, w kompletnie odmienny. Najgorszy na świecie. Wplótł wytatuowane palce w jej włosy. Bo chociaż to nie była pierwsza taka sytuacja, zagrożenia życia, to jednak uświadomiła mu jedno...
- Już nigdy nie będę ryzykował twoim bezpieczeństwem. Nigdy na to nie pozwolę - pokręcił głową przytulając się do niej jeszcze ciaśniej. A w głowie miał sto różnych myśli.
Bo to co jej obiecywał... Kiedy oni wrócą do Toronto. Czy jego słowa będą miały tam pokrycie?
Obawiał się, że nie. Ale obiecał sobie, że zrobi wszystko, żeby tak było. W jego hierarchii Pilar już dawno wyszła przed szereg, ale wciąż ją narażał.
I dzisiaj zrobił to znowu, mimo, że w tej świątyni pełnej róż obiecywał jej, że zadba o jej bezpieczeństwo. Pierdolony hipokryta. Ale już nie. Od tej pory choćby skały srały, świat płonął i walił im się na głowę. Choćby ludzie mieli za nich umierać, to najważniejsza była ona. A nie jakiś pierdolony Phileas. I chociaż kiedy tulili się do siebie z Brentem, to było to też piękne i rozczulające, to Madox wiedział jedno.
Nigdy. Kurwa. Więcej.
I zrozumiał to, kiedy Pilar spojrzała mu w oczy, z tym kocham cię na ustach, jakby go żegnała. Jakby mówiła mu to ostatni raz.
Zrozumiał, że są rzeczy ważne i ważniejsze, że życie ludzkie też ma swoją wartość, a to jej miało dla niego największą. Nie mogli ciągle ryzykować. Zbawiać i ratować całego świata, bo oni naprawdę mogli to kiedyś przypłacić życiem. A tego by nie zniósł, ciemności... życia bez niej.
I może w tym momencie Noriega cofał się w rozwoju, znowu wracał do tego swojego starego przyzwyczajenia, nie wychylać się, nie ryzykować. Ale kurwa. Czy oni mieli jakieś inne wyjście?
Jeśli chcieli to przeżyć?
Jeśli chcieli się kiedyś ze sobą zestarzeć. A on chciał. Niczego w życiu tak nie chciał, jak tego, żeby spędzić z nią życie. Całe życie, a nie kolejne kilka lat. Miesięcy. Dni... do póki ktoś ich nie zajebie.
Musiał coś z tym zrobić.
Lola obniżyła balon, a Madox przez ten czas nawet na moment nie puścił Pilar, chociaż Phileas i Brent już im dziękowali, zarzekając się, że nie wiedzą jak mogli się im zrewanżować. A jak do tej pory przecież Noriega zawsze ucinał to krótkim nie ma sprawy, to teraz nic nie powiedział.
Bo była sprawa, która w jego głowie już narastała, zapełniając ją całą. Fiksował się na tym, jak on mógł tak zaryzykować, nie swoim bezpieczeństwem, tylko jego żony. Na tym, że już nigdy tego nie zrobi. Że kurwa, są rzeczy ważne i najważniejsze. I nie każde ludzkie życie jest tyle samo warte. Nie dla niego.
Wysiedli z balona, a na plaży znowu zaczęła się niekończąca parada podziękowań. Phileas z Brentem i Lola, która też nawijała o tym, jakimi Pilar i Madox byli bohaterami.
Tylko on wcale nie chciał, żeby byli bohaterami, według Noriegi nie było im to do niczego potrzebne, wystarczyło tylko to, żeby to przeżyli i mogli...
- Możemy jechać? Ravi dzwonił, że... - zaczął Ralph, który ruszył w ich kierunku, bo czekał na nich na dole. Podjechał po nich samochodem.
- Ralph dasz nam chwilę? Przejdziemy się - chłopak skinął głową, a Madox splótł swoje palce z tymi jego żony i pociągnął ją po plaży. W kierunku wschodzącego słońca. Ostatnie kilka chwil we względnym spokoju. We dwoje. Na plaży, na tle wschodu słońca, które wisiało już wyżej nad horyzontem tworząc na niebie niesamowity pejzaż.

Nunca permitiré que eso vuelva a suceder ‧₊˚ ☁️⋅♡🪐༘⋆
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Wisząc te wszystkie metry nad ziemią wcale nie myślała o tym, że mogła spaść. Umrzeć.
Lata w policji nauczyły ją, jak sukcesywnie wyrzucać z siebie tego typu myśli, by nie zaprzątać sobie głowy rozpraszaczami. Wystarczył przecież jeden samotny zapalnik, który w myślach mógł stworzyć niekończącą się spirale myśli, która tylko niepotrzebnie wpłynęłaby na jej sposób myślenia. Na to, jak patrzyła na całą sprawę, jak się zachowywała. Wywołałaby stres. A tres nigdy nie był pożądany. Nie podczas tak ważnych akcji. Głowam usiała być czysta, skupiona na celu. I chociaż Pilar naprawdę się bała, była w stanie zapchać to w czeluście własnej głowy.
Wszystko opierało się na zaufaniu.
A tego akurat względem Madoxa miała aż w nadmiarze.
Nikomu nie ufała jak jemu i jeśli powiedział jej, że nigdy jej nie puści, to Pilar miała stu procentowa pewność, że tak właśnie będzie. Że niezależnie od tego, co by się nie działo, jak źle by nie było, Madox nie pozwoli jej umrzeć. Nigdy nie pozwalał. Nie kiedy postrzeliła ją Ruby, a on przyjął na siebie kulkę, albo kiedy uprowadził ją Dalton, a on prawie się utopił.
Madox wbrew pozorą był jej aniołem stróżem.
Był człowiekiem, który może ściągał kłopoty, ale też niesamowicie radził sobie ze stawianiem im czoła. Stawiał ją na pierwszy miejscu, nawet nad siebie i Pialr naprawdę czuła to w każdym, jednym geście z jego strony. Czuła ,że była dla niego wszystkim, bo on dla niej znaczył równie dużo.
I tak jak myślała — udało się.
Im zawsze się udawało.
Może faktycznie to była ta klątwa babki Carmen, która teraz przeszła i na Pilar, kiedy przejęła przeklęte nazwisko, ale trzeba przyznać, że w chwilach najbardziej potrzebnych, szczęście faktycznie przychodziło i ratowało im dupę. Tak jak oni uratowali ją Philowi. Gdyby nie oni, to by już nie żył. Grawitacja naprawdę potrafiła robić swoje i siać okropne spustoszenie. W dodatku nikt inny nie byłby tak pierdolnięty jak oni, żeby pójść na coś takiego. A oni byli.
I chociaż mogło im to przynieść zagładę, przyniosło chwalę.
Wszyscy płakali i im dziękowali, podczas gdy ona ledwo łapała powietrze w płuca. Palce wbite miała w podłoże koszyka, a wzrok gdzieś ślepo spoglądający w stronę pomarańczowego nieba. Probowała uporządkować myśli, uświadomić sobie i ciału, że już była bezpieczna. Wiedział o tym też Madox, a jednak przycisnął ją mocno do ciebie, padając na kolana. Wtuliła się w jego ciało bez najmniejszego słowa i słuchała wszystko, co miał jej do powiedzenia.
Przestań — mruknęła, próbując utrzymać fason, chociaż to, jak waliło w piersi jego serce i ją powoli przerażało. — To nie pierwszy i nie ostatni raz — wzruszyła ramionami, układając policzek na piersi, ryjąc skórą o szorstką koszulkę. Słyszała, jak bardzo się przejął. Z jednej strony rozumiała to aż za dobrze — w końcu sama pod żadnym pozorem nie pozwoliłaby mu tam zejść — a z drugiej nie wiedziała o co to całe halo, skoro wszystko skończyło się dobrze. Nawet spojrzała w stronę Phila i Brenta, jak tulili się do siebie, płacząc sobie nawzajem w koszulki. Dopiero po chwili przeniosła czarny wzrok na swojego męża, zadzierając głowę. — Bywało gorzej. Spuszczenie się nawet na kilka metrów w dół tego balonu byłoby lepsze niż to, co wtedy robił ze mną Dalton — może nie powinna o nim wspominać, może ten etap powinna już mieć za sobą, ale musiała mu zaprezentować swoją skale zagrożenia. Okej, upadek z balonu zwiastował natychmiastową śmierć, ale… — Tu wiedziałam, że nic mi nie będzie — wyznała po chwili, unosząc dłoń do jego policzka. — Bo byłeś obok, trzymałeś mnie — a kiedy miała go obok siebie, naprawdę mogła góry przenosić. Podjąć każde, jedno ryzyko, pozwolić sobie na wszyskystkie fantazje. Madox nie zdawał sobie z tego sprawy, ale w oczach Pilar był jej siłą, a nie słabością. Nigdy nie patrzyła na niego jak na kulę u nogi i nie zamierzała.
Całe szczęście Lola zamierzała odstawić ich bezpiecznie na ziemię i chwała Bogu. Obie pary zamiar oglądać widoki, to te ostatnie dziesięć minut spędzili na podłodze koszy, bardziej w swoich ramionach, niż podziwiając obłędne widoki, ale kurwa, kogo obchodziłby jakiś pierdolony wschód słońca, kiedy każde z nich PRAWIE coś straciło, a z realnych strat to tylko Phil zgubił lewego buta. I tyle. To napraw∂e była kurewsko niska cena za to, jak wiele można tu było stracić.
Wyszli z balonu szczęśliwi, chociaż widziała po twarzy Noriegi, że coś go trapi, że myśli nad czymś intensywnie, bo nawet nie odpowiadał na zaczepki z otoczenia. W ogóle był jakiś nieobecny. Dopiero kiedy doszli do auta, odezwał się do Relpha, prosząc o chwilę czasu tylko we dwoje. Z jednej strony zachwyciła się kolejnymi chwilami sam na sam, a z drugiej lekko… przeraziła? Znowu się bała, że będzie chciał ją zostawić? Że zaraz wyskoczy z jakimś potężnym działem? Nie no, niepotrzebnie się fiksowała.
Pociągnęła go w stronę plaży. Godzina była tak wczesna, że miejsce było praktycznie opustoszałe. Jedynie gdzieś w oddali ktoś robił sobie przebieżkę wzdłuż brzegu, a po drugiej stronie facet rzucał psu patyk do wody. Tyle. A po środku tego wszystkiego oni. Ona ze szpilkami w dłoni i potarganej do połowy sukience, z mocno zaciśniętymi palcami na jego skórze i tysiącem myśli w głowie, które coraz bardziej nie dawały jej spokoju.
Wrócimy tu jeszcze kiedyś? — zaczęła niewinnie, rozglądając się po otoczeniu, chłonąc ten niesamowity widok. — Może na rocznicę? — dodała, zadzierając głowę w górę i łapiąc jego piękne, ciemne spojrzenie, które nagle z promieniami wschodzącego słońca przechodziło w kolor bardziej złoty niż piwny czy brązowy. — Każda jedna rocznica to inny kolo drzwi do odhaczenia — zażartowała, prychając pod nosem. Ani kurwa więcej tamtego klubu i krainy czarów, która miał do zaoferowania. Jeden zły trip zdecydowanie wystarczył, żeby Pilar nie chciała więcej postawić tam swojej stopy. Nie wspominając o tym, że tamtejsi gangusi chyba średnio dobrze ich będą wspominać. Lepiej było unikać kłopotów niż je ściągać. Tak samo jak lepiej było nie myśleć i chłonąć chwile, niż fiksować się na tym co było. Ale ona chyba nie umiała.
Nie no kurwa — wyrzuciła w końcu z siebie i stanęła przed nim, torując mu drogę. — Co jest? — przysunęła się jeszcze bliżej, przylegając do niego na całej długości ciała. — Mów do mnie, Madox. Chce usłyszeć każda, jedną myśl, która siedzi w twojej głowie. No dalej — poprosiła, chociaż ton, którym się do niego zwróciła bardziej przypominał ten nieznoszący sprzeciwu niż ugodowo proszący. — Chodzi o ten balon? Dobrze wiesz, że byś mnie nie puścił. Nigdy byś tego nie zrobił — wtrąciła nim zdążył cokolwiek powiedzieć, dodając swoje ostatnie cztery gorsze. Była tego przekonana. Nic a ni nikt nie byłi w stanie zmienić jej zdania. I nawet kiedy on nie wierzył chwilami w siebie, ona robiła to zawsze. — Zawsze ratujesz mi tyłek — dodała już o wiele ciszej, przysuwając się do jego twarzy i zaglądając mu głęboko w oczy. Bo ona to wiedziała. A on? Zdawał sobie sprawę, jak wiele d o b r e g o dla niej robił?

Háblame, Noriega.
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nigdy jeszcze się tak nie bał.
Madox potrafił skupić się na celu, wziąć na niego azymut i nie dawać się innym rozpraszaczom, po trupach do celu, nic się dla niego nie liczyło. A dzisiaj spanikował.
Dzisiaj serce pompowało krew w jakimś zastraszającym tempie, tylko dlatego, albo aż... że jego żona wisiała te kilkaset metrów nad ziemią.
I chuj. Wiadomo, że by jej nie puścił. Oboje to wiedzieli, ale i tak, kiedy przez głowę przemknęła mu wizja tego, że jej kocham cię, było wypowiedziane jak pożegnanie, to czuł, jakby zaraz go miało pojebać, czuł, że to był kurewsko niedobry plan.
Bo Madox nie myślał do przodu, nie zastanawiał się co będzie jutro, co się wydarzy, co on musi zrobić, co powinien. On musiał znaleźć się w jakiejś sytuacji, żeby to poczuć. Żeby dotarły do niego pewne rzeczy.
I teraz to się stało, uderzyło to w niego bardziej niż ta kulka, którą oberwał od Ruby. Bardziej niż palące uczucie, które ogarnęło całe ciało, każdą żywą tkankę, gdy znalazł się pod lodem. Bo wtedy nie myślał o sobie, tylko o niej. O tym, że kurwa... Mógłby za nią zginąć.
A dzisiaj był egoistą, dzisiaj już jego głowa fiksowała się na tym, że... on by bez niej nie umiał już żyć. Nie chciał.
On.
Bez niej.
Dlatego kiedy wciągnął ją do koszyka, kiedy pomógł Philowi, a potem wreszcie miał ją w ramionach, to dotarło do niego coś jeszcze. Jedna rzecz, przed którą on się wzbraniał przez te wszystkie lata, że... powinien pomyśleć o przyszłości. Tej, w której ona będzie bezpieczna. A nie opierającej się tylko i wyłącznie na tym jego jakoś to będzie. Bo jakoś to on sobie mógł żyć sam, z dnia na dzień.
Bez planu, bez przyszłości, na tym jebanym chwytaniu chwili, wyciskaniu jej do cna.
Ale teraz miał żonę. Jego ciemne spojrzenie zjechało gdzieś na jej dłoń, której palce splótł z tymi swoimi, wytatuowanymi. Spojrzał na obrączki, a przez głowę przemknęła mu jedna myśl, natrętna, która znalazła sobie miejsce i utkwiła mu w głowie mocno, jak ten robak, który toczy owoc. I jemu ona też wierciła dziurę w mózgu.
Przyszła pora na zmiany.
I może to nie był pierwszy raz, kiedy ona ryzykowała, nie ostatni... Ale na pewno on się postara, żeby jej to bezpieczeństwo zapewnić. Jej i sobie. Temu oni, które przypieczętowali w Rio de Janeiro, ślubem.
Jego ciemne tęczówki odszukały jej przenikliwe spojrzenie, kiedy zadarła do góry głowę. Wbił wzrok w jej oczy, które jeszcze kilkanaście minut temu miały barwę bursztynu, a teraz pociemniały. Spochmurniały.
Nabrał w płuca więcej powietrza, kiedy powiedziała o Daltonie, i znowu pożałował, że go wtedy nie zabił, nie strzelił mu prosto między oczy. Chociaż z jego celem...
- Nie przejmuj się Daltonem, ja to załatwię... - kolejna obietnica bez pokrycia? A może on rzeczywiście mógł coś z tym zrobić? Nie tak, jak zamierzał na początku, przez Eliota. Noriega przecież miał też inne kontakty. A Dalton znowu wpierdalał się do ich życia. A przynajmniej tak podejrzewali, po tej paczce, którą Pilar dostała.
Połasił szorstki policzek do jej dłoni, kiedy ją na nim oparła.
- Zawsze jestem obok i zawsze będę cię trzymał - chociaż wtedy z Daltonem się spóźnił. Mógł zareagować szybciej, a najlepiej od razu, kiedy znaleźli te zdjęcia, do tej pory to sobie wyrzucał. Ale przecież zdążył w ostatniej chwili, żeby ją uratować. I wtedy nie liczyło się nic więcej, tylko ona. A Dalton... mógł mu rozwalić łeb już w motelu.
Ale Madox miał farta, zawsze miał tego swojego jebanego farta, ale ile to jeszcze potrwa? Kiedy przyjdzie moment, że on się na nim zawiedzie? Przejedzie.
Nie mógł ryzykować. Bo teraz już nie chodziło tylko i wyłącznie o jego skórę.
Już nie tylko on był w Toronto Noriega.
Ale na razie jeszcze mieli chwilę w Rio, szkoda tylko, że już w ogóle nie potrafili się skupić na widokach, a kiedy wylądowali, to Madox jakoś tak zignorował Lolę, która cały czas zachwycała się, że to prawdziwi bohaterowie i musi o tym powiedzieć Giuseppe. Brent i Phil też jeszcze im dziękowali, ale tym razem to Pilar musiała ich spławić, bo Noriega był zamyślony.
Do tego stopnia, że kiedy tylko podszedł do nich Ralph, to zaraz go prosił o chwilę dla nich. Ale ile oni właściwie mieli czasu? Coraz mniej...
A jednak znaleźli go na to, żeby pospacerować boso po plaży, trzymając się za ręce. Dopiero słowa Pilar, wyrwały go z tego dziwnego stanu. Najpierw uniósł jedną brew wpatrując się w oczy swojej żony.
- Serio? Chciałabyś? Ale nie czarne, bo wiesz, nie chcę się na nic nadziać - zażartował wywracając oczami, ale trochę... sztywno?
A na pewno nie tak jak zwykle, kiedy by się do niej wyrwał i pewnie jeszcze ją zaczepiał. A może obalił na ten piach i pokazał jej, że bez drzwi i Krainy Czarów też mogło być fajnie?
I chyba Pilar to zauważyła, że był dziwny. Na pewno, bo znała go lepiej niż własną kieszeń. Czasem miał wrażenie, że lepiej niż on sam. Bo zaraz stanęła przed nim na piasku i zadzierała do góry głowę.
- Co.. jest? - powtórzył po niej. Bo może myśli miał tysiąc, różne, dużo wątpliwości i dużo pytań, to przecież nie chciał się tutaj przed nią uzewnętrzniać. Nie z tym co siedziało mu w tej chwili w bani... Ale może powinien?
Pojebane to było, jak kiedyś umiał wszystko w sobie dusić, bo był sam. Bez rodziny, bez bliskich, bez... miłości.
A teraz kurwa co? Teraz zrobił się miękki.
Odchylił do tyłu czerep kręcąc nim na boki.
- Jakbyś wiedziała co siedzi mi w głowie, to byś już... - zawiesił się spuszczając spojrzenie na jej piękne, duże oczy. I co chciał jej powiedzieć? Że już by spierdalała? Że by go zostawiła? Że by się przeraziła? Tak, jak on się o nią bał w tym balonie. Ale przecież wiedział, że to nie wchodziło w grę. Że choćby mieli za to poginąć, on, albo ona, to by się już nie zostawili. Już nawet udawanie, że oni nie są blisko nie wchodziło w grę. Bo oni tego i tak nie potrafili, bo byli dla siebie wszystkim. Bo nie umieli bez siebie żyć, patrzeć na siebie obojętnie i grać, że to ich nie rusza. Byli w tym mocno chujowi.
- Robiła sobie tutaj wygodne miejsce na piasku, i zaraz na nim... klę-kne-ła - wycedził przez zęby to ostatnie słowo i złapał ją za pośladek przyciskając do siebie mocniej. Jego oczy znowu pociemniały, ale czy to była rzeczywiście zasługa pożądania, które w nim wzbierało, czy jednak tego, że czytała go kurwa jak otwartą księgę. Że wiedziała doskonale o co mu chodzi. Nawet jej kurwa nie musiał tego mówić, a ona już zdawała sobie sprawę, co zasiało w jego głowie kolejne wątpliwości.
Pojebane to było. Ale na swój sposób też piękne, to ich pierdolone połączenie dusz.
Nabrał ciężko powietrze w płuca, a jego palce, które przed chwilą zaczepiały za jej kształtny pośladek, przesunęły się wyżej, na talię, na której ułożył je miękko, trzymając ją przy sobie blisko.
- No ja wiem, że ja bym cię nie puścił Pilar, że jakbym miał okazje, to kurwa... Wszystko bym dla ciebie zrobił - powiedział patrząc jej w oczy. Bo taka była prawda, życie by za nią oddał, czy może być jeszcze większe poświęcenie? - Ale chodzi o to, że... Ja nie wszystko mogę, nie jestem kurwa bogiem, i za dużo ludzi chce mi zaszkodzić i... - wypuścił powietrze z płuc w jej dekolt, a kiedy przysunęła się do niego, kiedy ich oddechy znowu mieszały się w jeden, to on też zawiesił spojrzenie na jej oczach - boję się, że kiedyś nie będę umiał - uratować jej tyłka, wyznał jej. To co wierciło mu dziurę w głowie, i w sercu może też. A kiedy otworzyła usta, te pełne, gorące wargi, żeby coś powiedzieć, a może nabrać w płuca więcej powietrza, to oparł na nich wytatuowane palce, na jej miękkich wargach - poczekaj. Chodzi o to, że... teraz koło dupy mi się kręcą naprawdę niebezpieczni ludzie, i jak do tej pory Ruscy, czy Makaroniarze trochę się bali, bo byłem pod protekcją Diego, to kurwa Pilar… On może to w każdej chwili zdjąć - nie powinien jej tego mówić? Nie no musiał. Bo to się już działo. Luna już się do niego dojebał, a on mu odmówił. Nie chciał go w klubie, stawiał się. Tylko kim był Madox, w porównaniu do Luny, który handlował żywym towarem, który w hierarchii latynoskiego półświatka był jeszcze gdzieś dużo wyżej niż Diego?
Wychodziło na to, że jednak kimś tam był. Bo Luna upatrzył sobie na dziuplę właśnie Emptiness. Nie bez powodu, nie dla kaprysu. Klub Noriegi był ważnym punktem w Toronto, sprawny przepływ informacji, bezpieczna strefa, bo przecież szef wiedział o praktycznie każdym nalocie. To było pożądane miejsce. Nic dziwnego, że Luna wyciągał po nie łapy.
Ale Madox jeszcze się stawiał, jeszcze walczył...
Ciekawe jak długo.
- I boję się, że dojdziemy do takiego miejsca, że nie będę ci umiał tego tyłka uratować, że to już będzie wykraczało poza moje kompetencje, więc proszę cię, musisz kurwa na siebie uważać, nie wychylać się, nie narażać. Bo jak wrócimy do Toronto, to ty też będziesz na celowniku - nawet na moment nie spuścił z niej spojrzenia. I może jeszcze miesiąc temu, może jeszcze kilka dni wstecz, to rozegrałby to inaczej, odsunął ją od siebie, dla bezpieczeństwa, dla dobra sprawy, ale kurwa... Jak?
Jak on nie umiał bez niej żyć. Jebany egoista, zakochany w niej do tego stopnia, że... - chodzi mi o to, że kurwa. Nie da się wszystkich uratować i wszystkim pomóc. Pierdoli mnie jakiś Phil, bo jakby tobie coś się stało przez niego, to bym go zabił, nawet się kurwa nie zastanowił. I żebyś miała tego świadomość - czarne oczy wpatrywały się w jej piękną twarz, malowała się w nich zaciętość, powaga, to, że on wcale nie żartuje. Że gdyby tylko ktoś przyłożył palce do tego, żeby stała się jej krzywda, to on by się już nie zawahał. Musiała o tym wiedzieć. O tym co siedziało mu w głowie.
Sama przecież chciała.
Chociaż może nie tego się spodziewała? Kiedy oni do dzisiaj podejmowali każde ryzyko, ratowali wszystkim dupy, a on dzisiaj prosił ją...
- Musimy kurwa przede wszystkim myśleć o sobie? Rozumiesz to? Bo to już nie jest zabawa i gierki, w których raz trzymam z gangusami, a raz z psami. Bo na Lunę nic nie mają, odpierdoliłby nas, a Eliot powiedziałby tylko, o szkoda... - tak to widział Madox, Eliot by ich nie obronił przed Luną, o ile jeszcze na Makaroniarzy, czy Ruskich mógł coś zdziałać, o ile Diego mógł pogrążyć, to Luna była kurwa... duchem. Złą zjawą, która mogła ich w jednej chwili unicestwić pozostając przy tym bezkarnym.
Wszyscy się go bali, Madox też...
Do dzisiaj. Bo dzisiaj odkrył, że jedyna rzecz, która naprawdę go przeraża, to tylko... strata jej. Swojej drugiej połówki. Tego pierdolonego połączenia dusz. Nic więcej.

No quieres saber lo que tengo en mente, pero te lo voy a decir de todos modos.
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Miał rację — nie miała pojęcia, co siedziało mu w głowie.
Wiedziała jednak, że z pewnością nie były to żadne brudne i kosmate myśli, chociaż to na nie chciał skierować jej uwagę. Może i by klękała, może znowu się na niego rzucała — akurat na to oboje wiecznie mieli ochotę — ale przecież widziała po jego twarzy, że coś go trapiło i wcale nie był to brak seksu.
Znała go już trochę czasu, a wraz z każdym kolejnym dniem uczyła się czytać go coraz lepiej i lepiej. Zauważała najdrobniejsze zmarszczki na jego twarzy, kiedy coś mu się nie podobało, to jak powieka mu drgała, kiedy go skręcało, jak łapał powietrze w płuca, gdy go nakręcała… i jak nieobecny był, kiedy jego myśli przejmowały zmartwienia.
Widziała już to zachowanie.
Widziała je wtedy, gdy obwiniał się za Daltona.
I widziała je również teraz.
Dlatego nie potrafiła nie spytać go o to, co było nie tak. Nie była w stanie przejść obojętnie i po prostu zignorować jego zmartwień. Chciała je znać, chciała, żeby powiedział jej czarno na białym, co siedziało w tej pięknej, mądrej głowie, która zapewne aż kipiała od myśli. Oczywiście, że dała się przyciągnąć bliżej za tyłek, nawet się delikatnie do niego uśmiechnęła, ale to wcale nie znaczyło, że była gotowa mu odpuścić. Całe szczęście, że niedługo potem sam zaczął gadać. A ona słuchała go uważnie, ze spojrzeniem wbitym intensywnie w jego obłędne, ciemne oczy. Te jej również robiły się coraz ciemniejsze, a brwi ściągały do siebie w lekkim niezadowoleniu.
Ale ja nie oczekuje od ciebie, że będziesz mnie wiecznie bronić, Madox — przerwała mu w pewnym momencie, widząc, jak bardzo Noriega fiksuje się na pojęciu jej bezpieczeństwa. — Ja nie związałam się z tobą, żeby znaleźć sobie ochroniarza, a kurwa partnera — mruknęła już o wiele bardziej poważnie. Uśmiech kompletnie wyparował z jej twarzy, a zamiast niego pojawiła się pełna powaga. Mógł się spodziewać po niej takiej reakcji. W końcu ona nigdy nie potrafiła przyznać, że potrzebowała pomocy. Wiecznie samodzielna i niezależną Pilar.
Ty myślisz, że mnie nikt nigdy wcześniej nie chciał zapierdolić? — przysunęła się do niego jeszcze bliżej, zadzierając w górę głowę. — Madox, ja pracuje w policji do chuja. Mnie co druga osoba, którą wsadzam do pierdola chce odstrzelić. Jeszcze grubo zanim pojawiłeś się ty — bo taka była prawda. Przecież to nie tak, że z dniem, w którym Noriega pojawił się w jej życiu, Pilar nagle zaczęła stawać sam na sam ze śmiercią. Ani kurwa trochę. Po prostu wtedy robiła to sadzie lnie, a teraz Miałą od tego prawdziwego partnera z krwi i kości, który stawał za nią murem. Czy się bała? Jasne, że tak, ale miała też pełną świadomość tego, że przecież te problemy nie odejdą z dnia na dzień, nie uciekną, kiedy będzie udawać, że ich nie widzi, a tym bardziej ona sama nie zaszyje się nagle w czterech ścianach, tylko po to, żeby jemu łatwiej się żyło. Było źle i źle będzie. Myślała, że oboje mieli tego pełną świadomość. Co to miało być? Nagle on doszedł do wniosków, że to jednak nie był taki świetny pomysł?
Ale co jest nie tak z Diego? — pokręciła głową, nie za bardzo wiedząc, jak on miał się do tej całej układanki. — No przecież na siebie uważam — ile jeszcze razy miała mu to powtórzyć. Przecież nawet broń w domu trzymała, co go wtedy tak zdziwiło. Pilar naprawdę była przygotowana na wiele wariatów i możliwiści, jakie mogły się stać. Noriega nawet nie miał pojęcia, ile jeszcze takich rarytasów miała w rekawie.
Może i nie da się wszystkich uratować, ale to nie znaczy, że ja nagle przestane próbować — tu akurat wtrąciła mu się praktycznie od razu. Od razu, kiedy zaczął nawijać o tym, że teraz powinni mieć wszystkich dookoła w dupie i w pierwszej kolejności myśleć tylko o sobie. Pojebało go? Mówił, jakby jej naprawdę nie znał. — Wiedziałeś, kogo bierzesz za żonę. Wiedziałeś… wiesz dobrze jaka jestem i powinieneś też wiedzieć, że pomaganie słabszym jest kurwa silniejsze ode nie. Nie mogę tego z siebie wyplewić tylko dlatego, że tak mówisz. Ja się kurwa nie zmienię. Mogę się postarać, mogę być bardziej odrsożna czy rozważna, ale nie podmienisz nagle tego, co mam w sercu. Nie będę mieć wyjebane na ludzi, bo dobrze wiesz, że taka nie jestem — mógł próbować ją zmienić, przegadać ją, ale przecvież ona doskonale wiedziała, że Madox również miał do tego słabość. Miał dobre serce. Mógł udawać skurwiałego człowieka, który potrafiłby zabić z zimną krwią, ale przecież nigdy tego nie robił. Zawsze tylko gadał, a potem i tak pomagał. Wypierał się swojej prawdziwej natury, chciał na siły być inny, grać tego złego. Problem w tym, że ona już dawno spoglądała na niego zupełnie inaczej. Tak, jakim faktycznie był.
Co ty ode mnie tak właściwie oczekujesz, co? — spytała po chwili milczenia, już kompletnie bez ogródek. Czuła, jak słońce pali powoli po plecach, budząc całe miasto na dobre do życia. Nawet na plaży zaczęło pojawiać się coraz więcej osób. A oni stali po środku, zaabsorbowani jedynie sobą i kompletnie nie zwracając uwagi na resztę świata. Dla Pilar liczyły się tylko jego oczy i to jak zaciskała palce na jego dłoni. — Jak mam się bardziej pilnować? Mam kurwa obracać się przez ramie co minutę? Mam przestać chodzić do pracy? Mam zostać kurwa w domu, zamknięta w czterech ścianach? — napierała na niego już całym ciałem. Przylegała na całej długości, podczas gdy głowę miała zadartą wysoko w górę. No bo jak on to sobie wyobrażał? — Dobrze wiesz, że ucieczka tutaj nic nie pomoże — wiedział to. Musiał to wiedzieć. Przecież kurwa przeszedł w życiu tak wiele. Na własnej skórze się przekonał, że stawianie czoła wszelkim przeciwnością przynosiło o wiele więcej korzyści niż chowanie głowy w piasek i pokazywanie drugiej stronie, że się jej bało. W końcu oboje dobrze wiedzieli, że pokazywanie słabości, jedynie wzmacniało wroga i aż prosiło się o kolejny cios w newralgiczne miejsce.

Sabes perfectamente que huir aquí no servirá de nada
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”