34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Brzmi uczciwie - kiwam głową. Nie wypadało przychodzić z pustymi rękami, nigdy, a wino zawsze było dobrym pomysłem, chyba, że ktoś nie pił, ale nie oszukujmy się ja raczej nie miałem takich znajomych - Och, nie grał jeszcze dla ciebie? W takim razie musimy później pomuzykować - mama wtrąca się w naszą rozmowę, a ja właściwie wolę to niż oglądanie albumów, chociaż znając życie znajdziemy czas na wszystko. Anabelle Patel również była bardzo zdolna, miała piękny głos i grała na klawiszach, zresztą to po niej odziedziczyłem zamiłowanie do sztuki i to ona zaszczepiła we mnie miłość do muzyki. Zawsze jak była okazja to graliśmy - Racja, takie są najciekawsze, chociaż ja po pracy wolę inne przyjemności. Podziwiam, że chce ci się dalej słuchać o morderstwach - wszyscy wiedzą jakie więc już nawet się nie uzewnetrzniam i nie muszę, bo wkrótce zostajemy sami, a ja wbijam w nią badawcze spojrzenie - Aha, no to faktycznie ma sens - kiwam lekko głową, chociaż moje usta podobnie jak jej wykrzywiają się w szczerym uśmiechu - Łaskawszym okiem? A jaki masz w tym interes, bo czegoś tu nie rozumiem - marszczę lekko brwi, bo choćbym chciał nie widzę w tym żadnej logiki. Wygląda, jakby chciała mi pomóc, tylko po co? Myślała, że będę jej wisiał przysługę? Niedoczekanie - Boję się? - parskam śmiechem - Ja się niczego nie boję - oprócz własnego ojca i gryzoni. Gryzonie były najgorsze. Chociaż faktycznie trochę to było dla mnie dziwne. Czułem się jakoś nieswojo z myślą, że nie chciała mnie podkopać, przecież mogła mu nawciskać, że jesteś zjebem i on by się z nią zgodził, ale zamiast tego stanęła w kontrze, co wydawało mi się trochę niepokojące - Mhm - powiedzmy, że jej wierzę. Mogła być psychiczną sąsiadką, ale najwidoczniej miała w sobie na tyle klasy, by nie psuć rodzinnego obiadu, ostatecznie mama od początku była dla niej bardzo miła. Wzruszam ramionami - Jak zwykle, pytała kiedy się oświadczę - śmieję się, o zakładzie póki co postanawiam nie mówić, chociaż może moglibyśmy trochę podawać, dopóki nie wybiorą się na urlop? Nie śmiem jednak tego proponować, nie kiedy jestem trzeźwy - Naprawdę? I co mu powiedziałaś? - słyszałem każde jej słowo, ale byłem ciekaw co powie. Poza tym nie miałem zamiaru się przyznawać, że stałem za rogiem i podsłuchiwałem, jeszcze musiałbym znowu jej podziękować, a jakoś dziwnie się czułem kiedy tak sobie piliśmy z dziubkow jak jakaś zakochana para. To w ogóle nie było w naszym stylu, na codzień raczej zachowywaliśmy się jak wściekłe psy napuszczone na siebie z klatek i do tego zdążyłem się przyzwyczaić.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Chętnie Was posłucham — stwierdza Lotte, unosząc do góry oba kąciki ust. Co by nie powiedzieć, miała słabość do muzyki. Pierwszy raz Cassian kupił ją właśnie tym, jak grał jej na pianinie. Ta myśl niechętnie przeszła przez jej głowę, po czym pokręciła krótko głową — nie, Will raczej specjalizuje w graniu mi na nerwach — zażartowała do Anabelle, unosząc wysoko oba kąciki ust. W ten sposób można by nazwać ich relację. Granie na nerwach. Chyba wrócili ponownie do tego, kiedy z pomieszczenia wyszli rodzice Patela.
Możesz przestać doszukiwać się teorii spiskowych? — prycha Charlotte, unosząc do góry jedną ze swoich brwi — załatwić Ci folię, żebyś założył sobie czapkę? — pyta, przechylając głowę. Musiała mieć interes, by być miłą? To nie z rodzicami Williama miała problem, a z jego sąsiedzkim zachowaniem. O zgrozo, poza ich miejscem zamieszkania potrafili znaleźć nić porozumienia. Dogryzanie Willowi przy Franklinie uznałaby za najtańszą broń, jaką mogłaby go zaatakować. Widziała jego podejście do syna.
Boisz się, Patel — powtarza rozbawiona Charlotte i aż kręci delikatnie głową — może to zrobię dzisiejszego wieczoru? Nie powiem Ci ani jednej zgryźliwości — będzie miłą. On w żaden sposób jej dziś nie dogryzał, oprócz nazwania jej kluseczką, ale zniszczy go dopiero w sąsiedzkim zaciszu — śmieszną masz minę, gdy doszukujesz się we mnie fałszu — parska finalnie, kręcąc głową. Tym razem miała czyste intencje, przyjechała mu jedynie do zdjęć. Już sama jej obecność powinna być dla niego odpowiednim dogryzieniem, zwłaszcza że jego rodzice wydawali się lubić Lotte.
Twoja mama chyba myśli, że my.... — aż musiała popić chęć wypowiadanych słów winem — no wiesz... — kolejny łyk, bo dalej nie była w stanie pamiętać sylwestrowej nocy — uprawialiśmy seks i coś nas łączy. Śmieszne, prawda? — zaśmiała się nerwowo. Niemożliwe, żeby nawet pijana oraz naćpana, totalnie porobiona mogłaby do czegoś takiego dopuścić. Mogła się do niego przytulać, całować, ale były pewne granice. Chociaż buta u niej zostawił.
Nie interesuj się, bo kociej mordy dostaniesz — mruczy Charlotte, bo w życiu nie przyznałaby się do obrony jego osoby — byłam miła tak jak przy stole. Wiem, jak to jest mieć chłodnego starego — przypomina mu Kovalski. Jeśli ktokolwiek z jej znajomych pojawiłby się w podobnej sytuacji, miała nadzieję, że zareaguje podobnie. Na całe szczęście rodzice Patela wrócili do pomieszczenia.
Moi Drodzy, czas na deserek — rzuca cała zadowolona Anabelle, rozkładając zastawę na stole — Charlotte, lubisz tiramisu? — zagaduje dziewczynę, mając nadzieję, że ta zaraz jej przytaknie. Kto nie lubił tiramisu?
Uwielbiam, na pewno jest pyszne — rzuca praktycznie od razu z przepięknym uśmiechem, a kiedy wszyscy zasiądą przy stole, zaczyna rozkoszować się deserem.
Już nalewam wam kawy... Franklin kieliszki są puste, polej kochanie — zaraz dzbankiem nalewa do filiżanek, a pan Patel dolewa znowu Charlotte wina. W takim tempie powinna przestać pić. Wszyscy rozpoczynają jeść deser, gdy Anabelle nagle przerywa ciszę — może opowiecie coś więcej o waszych sprawach. Widziałam Cię ostatnio w gazecie Charlotte w sprawie związanej... z jakimś prokuratorem? Lennox chyba ma nazwisko, jak ten senator — zagaduje swobodnie Anabelle, a Charlotte mimowolnie robi się cała blada. Choć z jej twarzy znika uśmiech, krew odpływa na dół. Nie wie, co powinna ze sobą zrobić, mocno zagryza wewnętrzną część polika i czuje, jak każdy mięsień mimowolnie się jej spina. Nie uważała tego za zwycięstwo, to było najgorsze zastępstwo, w którym brała udział. Musiała upokorzyć mężczyznę, którego darzyła uczuciami i jego byłą narzeczoną. Są pewne granice, których nawet zawodowo nie chciała przekraczać. Tylko w tej sprawie nie miała nic do gadania.
To była bardzo specyficzna sprawa, bo występowałam w zastępstwie — zaczyna finalnie Charlotte, czując delikatne spięcie. Wbija sobie paznokcie w dłoń, by nawet kącik ust jej nie drgnął — ale pewien prokurator nadużywał swojej władzy i brał byłą narzeczoną do swoich spraw — wyjaśnia spokojnym tonem — tradycyjny konflikt interesów. Trzeba było przerwać to, jeśli mogło mieć to wpływ na sprawiedliwość procesu — przełknęła nerwowo ślinę. Każda sprawa, gdzie znajdowała się ta dwójka, mogła być kwestionowana. Dalej nie mogła zrozumieć, jak on mógł sobie pozwolić na taki błąd — mój kolega wynajął prywatnego detektywa, który do tego dotarł — nie ona, kolega. Niech to jasno wybrzmi, nie chciała przez nikogo być powiązana z tą sprawą — ja byłam jedynie twarzą tego procederu z powodu niedysponowania mojego kolegi — stwierdza finalnie Kovalski, wzdychając ciężko. Kiedy działania prokuratury są kwestionowane, bardzo łatwo o unieważnienie oskarżeń przez nią kierowanych. Wtedy wygrała, ale dalej czuła się, jakby przegrała.
Nie mam czym się chwalić, ale cieszę się, że ta lekarka nie musi patrzeć mu w twarz — dorzuca finalnie, przymykając na moment oczy — podobno zostawił ją po leczeniu nowotworu — w ciszy wraca do jedzenia deseru. Współczuła kobiecie. Naprawdę. Tylko i tak wyszłoby wszystko na jaw. Najgorsze było dla niej to, że ona musiała tego dokonać.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Haha bardzo śmieszne - w sumie to prawdziwe, bo akurat ja miałem tendencje do wierzenia w różne teorie spiskowe, jak zresztą każdy lew, myślę, że takie absurdy były wpisane gdzieś w naszą naturę, zupełnie jak to, że uwielbialiśmy odpoczywać i się wylegiwać. Ja mogłem spędzić cały dzień tylko leżąc na kanapie i dla mnie to brzmiało jak najpiękniejszy dzień z życia - No a dziwisz mi się? Na codzień nie jesteś taka uprzejma, właściwie w ogóle, zaraz stracę czujność a ty mi wbijesz nóż w plecy - i to pewnie ten, którym kroiła lasagne. Czułem się dosłownie i totalnie skonfundowany. Nie wiedziałem już w co właściwie gra? Bardziej niż to, że jest miła, przerażało mnie to, że nie wiem po co. Już sam fakt, że tu ze mną przylazła był wystarczająco dziwny - Myśli, że co? - dopytuję, wbijając w nią spojrzenie. Także chwytam w dłoń naczynie i upijam łyk soku, a gdy wreszcie to z siebie wyrzuca, to zerkam na nią dłużej nad krawędzią szklanki, powoli odkładam ją na blat. Ten nerwowy śmiech sprawia, że mrużę nieznacznie oczy, czyli też nie pamiętała co się wydarzyło po powrocie do domu? Myślałem, że tylko mi urwał się film, a tu proszę, to by wyjaśniało dlaczego unikała mnie przez kolejny miesiąc, aż do tej nieszczęsnej, piątkowej imprezy. Chyba byłem krok przed nią i chyba chciałem żeby poczuła się tak samo nieswojo jak ja - Przecież spaliśmy ze sobą, co ty, nie pamiętasz? Sama zaprosiłaś mnie do mieszkania, właściwie to był twój pomysł - kłamię, chociaż kto wie? Znając siebie to bym przecież nie odpuścił takiej okazji, ale też nie zrobiłbym niczego wbrew jej woli, więc tak po prawdzie to na dwoje babka wróżyła - Najpierw na kanapie, a potem na szafce kuchennej. I jeszcze pod prysznicem - gadam dalej, obserwując jak zmienia się wyraz jej twarzy. Teraz żałowałem, że nie mogę zrobić jej zdjęcia, ale zapiszę sobie tą minę na zwojach mózgowych i będę pamiętał chyba do końca życia. Ale nawet gdyby to była prawda to co z tego? Przecież sypiała z mężczyznami i to prawie obcymi, co mogło ja łączyć z tym dzisiejszym gachem? Na pewno mniej niż ze mną, my przynajmniej mieszkaliśmy pod tym samym dachem a to już coś - Ale czy to znaczy, że coś nas łączy? - upijam kolejny łyk soku. Może kobiety trochę inaczej do tego podchodziły, raczej na pewno, chociaż znałem i takie dla których seks był tylko zabawą i niczym więcej. Posyłam jej jakiś dziwny uśmiech, kiedy stwierdza, że po prostu była miła, nie sądziłem, że powie coś więcej, chociaż każde jej słowo miałem gdzieś z tyłu głowy. Potem wracają rodzice i poprawiam się na krześle odbierając od mamy kawałek tiramisu, podstawiamy również filiżankę, żeby mogła polać mi kawy, chociaż po tych wszystkich rewelacjach Charlotte pewnie wolałaby napić się czegoś mocniejszego. Unoszę filiżankę do ust i przepijam kolejne kęsy tiramisu, a kiedy mama znowu zaczepia Lotte o wieści z pracy to wbijam w nią spojrzenie. Byłem ciekaw jak to wyglądało z jej strony, bo o sprawie oczywiście słyszałem, nie mogłoby być inaczej, skoro przyjaźniłem się z Cynthią. Nienawidziliśmy Cassiana za to jakim był dupkiem i mieliśmy także nienawidzić Kovalski za to że... Że była jego latawicą. Widzę, że się spina, co sprawia, że jestem tym bardziej ciekaw co powie - Naprawdę był aż takim idiotą żeby samemu wpakować się na minę? - jeśli myślał, że nikt się nie dowie to chyba faktycznie był pomylony, albo strasznie nieostrożny - Więc to nie była twoja sprawa? - dopytuję, chociaż jakie to miało znaczenie? To ona ostatecznie go dojebała, ja właściwie mógłbym nawet jej pogratulować, każde nieszczęście Lennoxa było jak miód na moje serce - Czyli uważasz, że wyświadczyłaś jej przysługę? - unoszę jedną brew - Pieprzony dupek, wychodzi na to, że mu się należało - kiwam głową, chociaż Cynthia nie wyglądała na zadowoloną z tego powodu, co więcej to Charlotte obarczała winą, chociaż ta ewidentnie leżała po stronie faceta - A ta lekarka, jak ona zareagowała na to wszystko?

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Już nie histeryzuj — rzuca Kovalski, wywracając teatralnie oczyma. Bywały chwile, gdy się zgadzali, chociaż częściej kłócili się ze sobą. Zgadzała się z tym w stu procentach. Momentami miała go piekielnie dosyć, gadał bzdury, a ją odrobinę to irytowało bez dwóch zdań. Czasami nie wiedziała, co powinna mu powiedzieć. Lubiła go i brzydziła się nim jednocześnie.
Może dlatego, że tutaj nie próbujesz mnie wkurwiać — wycedza Charlotte finalnie. Prawda była taka, że dzisiaj prócz nazwania ją Kluseczką nie zrobił niczego, co powinno wyprowadzić ją z równowagi. Ba, całkiem przyjemnie czas z jego rodziną. Widocznie jego paranoja wychodziła na światło dnia codziennego, doprowadzając ją do prawdziwych nerwów.
Potem zaczyna słuchać jego opowieści i każdy jej mięsień zaczyna się spinać wręcz mimowolnie. Czuje nieprzyjemne ciągnięcie w żołądku. Na pewno by się z nim nie przespała. Nie pamiętała tamtego wieczoru, zdawała sobie sprawę, że mogłaby popełnić ten błąd. Tamten wieczór był przepełniony jakąś niewytłumaczalną magią, której nie potrafiła zrozumieć. Jakby wszystkie ich niesnaski odeszły daleko w las, zamiast tego zaczęli nawiązywać dziwną nić porozumienia. Było dużo czułości, ale czy skończyłoby się ono w łóżku? Na pewno nie. A może tak? Jednak mogła go unikać, nie chciała tego wiedzieć. Aż dreszcze przeszły po całym jej ciele, gdy przypomniała sobie, jak stał w jej sypialni w gaciach i skarpetach i czekał, aż woda z niego odparuje. Obrzydliwe.
Słucham? — zaczyna Kovalski, unosząc obie brwi ku górze — żartujesz sobie, prawda? — dopytuje nerwowym tonem. Nie do tego dojść nie mogło. Jeszcze trzy razy? Aż miała ochotę coś zwrócić. Ręką zakryła usta, bo nie chciała pozbyć się lasagne ze swojego żołądka, ale usilnie próbowała z niej wyjść.
Nie William nic nas nie łączy i łączyć nie będzie — wycedza zirytowana samą wizją przespania się z Patelem Lotte — to jedynie chęć uprzykrzania Ci życia. Trzeźwa nigdy nie dotknęłabym Cię w ten sposób — widocznie alkohol zdążył już zamazać jej granicę. Nie chciała kontynuować tej rozmowy. Czuła się upokorzona. Na jej policzkach wymalowały się rumieńce i gdyby nie przyjście rodziców Patela, to zadzwoniłaby na taksówkę. Wyobraźnia chodziła jej na zbyt wysokich obrotach.
Tak i twierdził, że to dlatego, że ona jest najlepszą profesjonalistką — już kontynuuje teraz sprawę Cynthii — nie, mam własne zasady. Wchodzenie w sprawy prywatne, a zwłaszcza tak delikatne nie powinny wychodzić na sali sądowej — stwierdza spokojnym tonem. Nawet ona, jako adwokatka, miała jasne zasady — mój kolega zrobił z tej lekarki ofiarę, a wszystko mogło zamknąć się za zamkniętymi drzwiami z sędzią i tym prokuratorem — dla niej rozwiązanie tej sprawy w ten sposób miało zdecydowanie większy sens. Wolałaby móc z niego skorzystać, wtedy ona nie musiałaby przed oczyma wielu ludzi zeznawać i opowiadać o własnym bólu.
W pewnym sensie tak. Zerwałam jej współpracę z Lennoxem — stwierdza Charlotte, a choć ona się z nim pogodziła, to dalej miała swego rodzaju niesmak — nie wyobrażam sobie, jaki ból musiała czuć, widząc go po zerwaniu w pracy — może dlatego cieszyła się w duchu z jego zawieszenia. Oglądanie go nawet w trakcie mijania w sądzie nie należałoby to najbardziej przyjemnych kwestii.
Nie wiem, raczej nie należę do osób, które powinny ją oto pytać — po paru chwilach kończy już jedzenie deseru. Rozmowy przy kawie przypominały bardziej te o pogodzie. Nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło.
No dobrze kochani, czas na rodzinne albumy — Anabelle klaszcze w dłonie i po chwili przynosi pierwszą księgę rodzinną, a Lotte robi się blada. Nie spodziewała się tak sporych rozmiarów — proszę oto pierwszy album porodowy. Pamiętaj Charlotte, zdjęcia mogą wydawać się okrutne, ale warto mieć dzieci — rzuca jeszcze przesłodko, a wzrok kieruje na syna — to największy cud na świecie — za to oglądanie tych zdjęć było największą torturą. Chociaż wraz z kolejnymi księgami Lotte zaczynała sie faktycznie dobrze bawić. Nawet udało się jej zrobić kilka zdjęć na telefonie, bo chciała mieć pamiątkę z tego uroczego obiadu.
No William, teraz pora na muzykę. Zagrajmy coś twojej wybrance — później faktycznie dali popis muzyczny, a Franklin z Charlotte wszystkiemu się przysłuchiwali. Do jej głowy wpadła krótka, nieznośna myśl. W takim wydaniu był.. nawet atrakcyjny, ale znów się skrzywiła na myśl, że się ze sobą przespali.
Już ta godzina? — Charlotte spogląda na godzinę w telefonie i aż jest przerażona. Patrzy zaraz na Willa — jutro o ósmej muszę być w sądzie, a muszę jeszcze dopiąć kilka rzeczy. Musimy już wracać — zaczyna i ma nadzieję, że Patel ją poprze. Po tym winie szumiało jej w głowie, a tu wiedziała, że zaraz doleją jej kolejny kieliszek.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Czyli jesteś prosta w obsłudze? - właściwie to każdy był, tylko ja się czasem nie potrafiłem powstrzymać przed uszczypliwym komentarzem, szczególnie w stronę Charlotte, bo tak po prawdzie nie byłem wcale kłótliwą osobą. Była kilka takich jednostek, które doprowadzały mnie do szału, ale z resztą raczej trzymałem sztamę. Patrzę jak się spina i nawet mnie to trochę bawi - A czemu miałbym żartować? - dziwię się na pokaz, jestem świetnym kłamcą, zresztą to chyba było wpisane w nasz zawód, że umiemy wciskać każdy kit - Uprzykrzenia? Chyba raczej uprzyjemnienia, było bardzo miło, podobało ci się - pochylam się nieznacznie w jej stronę by dodać prawie że szeptem - Mówiłaś, że to najlepszy seks w twoim życiu - posyłam jej bezczelny uśmiech. To by mogła być prawda bo akurat byłem w tym naprawdę dobry i na tyle zdegenerowany, żeby zgodzić się na prawie wszystko, ja właściwie nie miałem żadnych granic, mógłbym się nawet zgodzić na trójkąt z drugim facetem, gdyby tylko nie próbował mnie ładować od tyłu - Nie denerwuj się, Kluseczko, przecież to nic takiego - i może powiedziałbym coś jeszcze, ale wracają moi rodzice, a ja odsuwam się od Lotty, całkowicie zajmując deserem - Bo jest - kiwam głową - Też miałem okazję z nią współpracować - tłumacze się szybko, po czym zapełniam usta ciastem, żeby nie wyskoczyć z czymś jeszcze jak Filip z konopi - Prawda, to musiało być strasznie przykre - popijam kawą - Ten cały Lennox to straszny fiut, należało mu się, oby już nigdy nie wrócił do sądu, tacy ludzie nie powinni zajmować tak odpowiedzialnych stanowisk - mógłbym powiedzieć więcej na jego temat, ale się powstrzymuję, chyba nie chcę się przyznawać, że doskonale znam Cynthię. Nie ciągnę tematu, bo nie chce żeby zauważyła, że podchodzę do tego trochę nazbyt emocjonalnie. Sprowadzenie rozmowy na nieco przyjemniejsze tory bardzo mi odpowiada, gadka o pogodzie jest dużo lepsza do dokończenia popołudniowej kawy. Potem na salę wkraczają albumy i znowu bawi mnie jej mina, bo chyba się nie spodziewała, że będzie musiała obejrzeć sryliard zdjęć z krwią i rozwarciem - O, patrz tutaj, widać już głowę - pokazuję jej palcem jakąś fotkę, na której dosłownie wychodzę z łona matki. Dla mnie to też było dziwne i gdybym nie widział tych zdjęć już tyle razy to pewnie byłbym w ciężkim szoku. Z każdą kolejną księgą było trochę lepiej. Na przykład było tam zdjęcie z balu przebierańców, na którym miałem może z pięć lat. Byłem przebrany za księżniczkę - matka zawsze trochę marzyła o córce, a ja jako dzieciak nosiłem długie włosy, gęste, ciemne, zawijające się uroczo ponad ramionami, miałem też śliczną buzię, duże brązowe oczy otoczone dwoma kurtynami czarnych rzęs. Nagminnie dostawała komplementy typu "jaka śliczna dziewczynka, jak córeczka ma na imię?", do tej pory pamiętam miny niektórych kiedy odpowiadała "William". Inni chłopcy na imprezie byli superbohaterami i sportowcami, a ja jebaną gwiazdą Disneya w koronie i sukience. Chyba nie muszę dodawać, że dosłownie wszyscy się ze mnie śmiali. Jakieś foteczki ze wspólnych wakacji, jak się wywalam na nartach albo robię anioła w śniegu. Albo jak spadam z konia podczas swoich pierwszych zajęć, dosłownie idealnie uchwycony moment jak znajduje się w powietrzu. Potem wiele zdjęć pryszczatego nastolatka z długimi włosami i gitarą. Moja pierwsza dziewczyna, moja pierwsza kłótnia z ową panną i pierwsze zerwanie, podczas którego płaczę w poduszkę. Potem fotografie ze studiów, jak siedzę nad notatkami, albo odbieram dyplom i wreszcie te z dorosłego życia - na pustym jeszcze mieszkaniu, które już znała, w błyszczącym Jaguarze i nawet jakieś na sali sądowej. Z tych albumów można się było dużo dowiedzieć, ale mnie już to trochę nudziło, nawet jeśli Anabelle praktycznie każde lepsze zdjęcia okraszała krótką, często zabawną anegdotką. Proponuje więc wspólne granie i wszyscy zgodnie na to przystają. Ją chwytam za gitarę, a mama śpiewa, lub przygrywa na pianinie w zależności od repertuaru. Podczas takich sesji czuję się jak ryba w wodzie, lepiej niż gdziekolwiek indziej i to widać, że to jest mój świat, w którym czuję się naprawdę swobodnie. Ale czas na przyjemnościach mija bardzo szybko i zanim się obejrzymy na zewnątrz jest już całkiem szaro - No dobrze, pójdę jeszcze tylko skorzystać z toalety, możesz się ubierać - mówię i znikam gdzieś w odmętach korytarza. Rodzice odprowadzają Charlotte do drzwi, a ojciec w międzyczasie wręcza jej kopertę - To zaproszenie, co roku organizujemy taki bankiet z okazji moich urodzin, będzie dużo ciekawych ludzi z branży, będzie mi bardzo miło jeśli zdecydujesz się przyjść - posyła jej kolejny uśmiech, a matka jest cała rozpromieniona. Miała nadzieję, że to ja ją zaproszę, ale jednak miałem inne plany. Cudownie więc, że sam solenizant się na to zdecydował. Dołączam do nich przy wyjściu, kiedy Kovalski jest już ubrana i szybko zakładam swój płaszcz oraz buty. Żegnamy się uściskami i całusami, dziękuję za wszystko i razem z Charlotte opuszczamy rezydencje - Kluczyki - wystawiam do niej rękę, a gdy mi je podaje to czuję, że to nie jest dobry pomysł. Otwieram zamek i wsiadam do środka, na miejsce kierowcy, od razu zapinam pas - No dobra, to jak to szło - mruczę do siebie pod nosem, umieszczając kluczyki w stacyjce. Sprzęgło, gaz, hamulec, no przecież tego się podobno nie zapomina, jak jazdy na rowerze. Teraz zdecydowanie wolałbym jechać na jednośladzie. Odpalam samochód, a silnik ryczy jak oszalały i powoli wyjeżdżamy na drogę. Okej, chyba nie jest tak źle póki co - Włącz jakąś muzykę - proszę, bo w ciszy tym bardziej nie mogę się skupić. No to mamy zamianę ról.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Tak — zgadza się, bo faktycznie jest prosta. Na co dzień w żaden sposób nie utrudnia ludziom życia, o ile ktoś nie próbuje doprowadzić jej do białej gorączki. Problem z Williamem tkwił w tym, że on to robił. Wystarczyło jedno słowo, żeby ona się zagotowała i miała go dosyć.
Żeby zrobić mi na złość — stwierdza praktycznie od razu, spoglądając na niego badawczym wzrokiem. Poszukiwała jakiegoś znaku, w którym mógłby przyznać się kłamstwa. Tylko nie znalazła go, a przerażało ją to jeszcze bardzo. Gacie, skarpetki i odparowanie wody wracały do niej. I niby co? Ona miała z nim spać? Nie było takiej możliwości — w życiu bym tak nie powiedziała — stanowczo zaprotestowała, bo wizja tego... przerażała ją najbardziej. Najlepszy seks z Williamem? Aż czuła, jak lasagne właśnie odbija się jej bokiem i robi pierdolonego fikołka w jej żołądku.
Zamknij się, Patel i nie wspominaj o tym — warczy finalnie na niego Kovalski, czując, jak złość ją zalewa. Nie powinna przy nim pić, ani brać niezidentyfikowanego proszku, po którym musiała się odchorować przez cały tydzień. Po dzisiejszym obiedzie też będzie musiała, zwłaszcza że wyobraźnia jej wariuje i ma wizję. Ona i Patel na kanapie. Na blacie kuchennym. Pod prysznicem. Chyba potrzebowała zatrudnić firmę do dezynfekcji, jeszcze jakiegoś syfa, by jej przyniósł do domu. Albo gołąb się jej pojawi.
A w jakiej sprawie? — pyta Charlotte, unosząc jedną brew. Ciekawość u kobiet była naturalna. Kochała zdobywać informacje, zwłaszcza takie, które mogły się jej przydać na przyszłość. Poza tym... dalej interesowało ją, za jaką kobietę chciał wyjść Cassian. Dalszych słów w sprawie Lennoxa postanawia nie komentować. Zdecydowanie bardziej interesowały ją rodzinne albumy Williama. Tak jak te porodowe zdjęcia źle przeżyła, nie rozumiała jak coś tak wielkiego, mogło wyjść przez coś tak małego... Momentami robiła się blada, tak resztę oglądała z prawdziwymi iskierkami w oczach. Zdjęcia jako księżniczki, pierwszy płacz za dziewczyną jakoś na nowo układały w niej wizję totalnie innego człowieka. Każdą anegdotkę wręcz chłonęła.
I może wtedy kiedy patrzyła, jak gra na gitarze, to zmiękła w stu procentach. Wydawał się być innym człowiekiem, bardziej współczującym, dobrym. Jakby odnalazł prawdziwego siebie. Szkoda, że musieli już jechać, bo szczerze? Posłuchałaby go znaczenie dłużej.
Dziękuję, spróbuję się pojawić — rzuca Charlotte, unosząc oba kąciki ust ku górze. Zaproszenie z kopertą chowa do torebki i nie wspomina o nim Willowi. Niech ma niespodziankę. Zaraz podaje mu kluczyki, wsiada do auta, od razu zapina pasy. Z głośników wybrzmiewa muzyka prawdziwych fanów f1 33 Max Verstappen. Idealna do szybkiej jazdy i wyprzedzania debili na drodze.
Weź depnij gaz — mruczy Charlotte, po czym przymyka oczy. Szybko zasnęła ledwo wyjechali, a ona już odpłynęła. Zbyt duża ilość jedzenia oraz alkoholu ją uśpiła, a budzi się, dopiero przez mocne szarpnięcie auta. Otwiera oczy, a oni jej autem... znajdują się w rowie. Nie wiedziała, jak do tego doszło, co się stało. Za to z nieba padał śnieg wraz z deszczem. Serce biło jej szybciej, niż się mogła spodziewać. Jej ukochane autko... trafi na złom.
Kurwa, co się stało? Dlaczego jesteśmy w rowie? Mówiłeś, że umiesz jeździć, idioto — i zaraz poleciała cała wiązanka z kurwami, chujami, kutasami i każdym możliwym określeniem, którym mogła go nazwać.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Jak pyta w jakiej sprawie, to się wykręcam, że już nawet nie pamiętam, ale bardzo profesjonalnie wspominam tę współpracę, a ta dziewczyna była konkretna jak nikt inny i dzięki temu wszystko poszło bardzo sprawnie. Niemniej już teraz siedzimy w aucie i dodaje trochę gazu, przysięgam, że ledwie wdepnąłem, a silnik zaryczał jak oszalały i wyrwał nas do przodu. Nie, ja się zdecydowanie nie nadaje do takich pojazdów, szczególnie, że mam wrażenie, że całe wieki nie siedziałem za kółkiem. Zerkam kątem oka na Charlotte, a ona przysypia, co nawet mnie trochę luzuje, bo przynajmniej nie będzie się spinać, żebym jechał szybciej. Podgłaszam muzykę, przez chwilę jest nawet w porządku, śpiewam sobie pod nosem i stukam dłońmi w kierownicę, ale wtedy nad naszymi głowami zbierają się ciemne chmury, zaczyna nakurwiać deszczem ze śniegiem, a przed maskę wylatuje nam łoś i dosłownie w ostatniej chwili skręcam kierownicę, żeby na niego nie wpaść. Auta wpada w poślizg na śliskiej nawierzchni i łup! Lądujemy w rowie, po drodze zahaczając dupą o jakiś przydrożny słup. Tył rozjebany, przód rozjebany i chyba tylko cudem nikomu nic się nie stało, chociaż nie powiem - jestem w szoku. Jej słowa dochodzą do mnie dopiero po kilku szybkich oddechach - To nie moja wina! Tam był łoś! - i śliska nawierzchnia i w ogóle fatalne warunki na drodze, a ja nawet na suchym asfalcie jestem beznadziejnym kierowcą. Ręce mi się trzęsą i nogi też, kiedy wysiadamy z auta na pobocze. Kłócimy się tak głośno, że słychać pewnie w całym Toronto. Ona mnie wyzywa od najgorszych zjebów, a ja jej próbuje przetłumaczyć, że TAM BYŁ ŁOŚ, chociaż sam doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak absurdalnie to brzmi. Samochód nadaje się co najwyżej na złom, chociaż może jakiś magik by powiedział, że to się wyklepie. Miły dzień zakończył się jak zwykle - tragedią i kłótnią stulecia.

ztx2

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”