28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez moment zastanawiała się czy tak różna interpretacja wynikała po prostu z tego jak podchodzili do niej konkretni towarzysze czy może faktycznie spoglądała w jakiś sposób inaczej na Dazanę i Sarciela? Oboje szanowała i lubiła na swój sposób, więc całkiem możliwe, że ich pojmowanie jej osoby w pewien sposób odzwierciedlało to czego oni szukali w drugiej osobie?
- Nie nazwałabym tego twoją winą. Po prostu wyłapujesz inne rzeczy niż Sarciel. Musisz być bardziej wyczulona na te pozytywne emocje niż on - wyjaśniła, starając się znaleźć w miarę logiczne wyjaśnienie dla tego stanu rzeczy. - Także ma to sens.
Doceniała szczerość. Nie interesowały ją kłamstwa na swój temat, które mogłaby usłyszeć. Wolała zawsze słyszeć nawet tę bolesną prawdę niż najsłodsze kłamstwo. Chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że czasem ułuda potrafiła dawać nadzieję potrzebną do tego, aby przeć przed siebie i żyć dalej.
- Tego nie powiedziałam - poprawiła ją nadzwyczaj szybko.
Nie kłamała. Wolała unikać mówienia wprost o tym, co było tematem jej ostatniego snu. Po części dlatego, że miała wrażenie, że mimo wszystko mogłaby się z czymś zdradzić, a Dazana doskonale wyczułaby jej kłamstwo. Może miała również do tego talent?
- Nigdy w sumie też mi nie wyjaśniłaś dokładniej kim właściwie jest Dozera i na czym polega wasza relacja. Czasem wydaje mi się, że nie do końca ją rozumiem - przyznała wprost.
Nie było to coś, co przypominało w jakimś stopniu relację, którą dzieliła z patronką. Nie odpowiadało też w pełni temu, co pewna aasimarka opowiadała jej o swojej devie. Dozera wydawała się być kimś zupełnie innym, a jej powiązanie z Dazaną wyjątkowe nawet jak na standardy bardziej magicznych ras niż przeciętni ludzie.
- Jest wiele magicznych ziół. Może kiedyś znalazłabyś coś o odpowiednim efekcie jeśli faktycznie bardzo by ci zależało - dorzuciła, ale nie mogła doradzić jej nic więcej w tej kwestii.
Nie była ekspertką w kwestiach związanych z naturą i jej darami. Możliwe, że ich elfia towarzyszka byłaby w stanie powiedzieć druidce coś więcej i wspólnie odnalazłyby wyjście.
- Mogę jedynie mieć nadzieję, że to są miłe myśli... - mruknęła cicho, nie mogąc dalej pojąć tego, że ktoś taki jak druidka myślał o niej intensywnie od kilku dni.
Rozważała, co mogło być tego przyczyną. Czy coś zrobiła? To wyjaśniałoby z pewnością tę kwestię. Trudno było jej jednak się skupić, gdy zobaczyła jej uśmiech. Spojrzenie Vesper zapewne przez jej naturę wydawało się być w pewien sposób... matowe. Zupełnie jakby jej oczy były w stanie jedynie odbijać światło lecz nie posiadały swojego własnego wewnętrznego blasku. Być może dlatego, że według starej prawdy oczy stanowiły zwierciadło duszy, a tej... no cóż. Nie było w jej ciele. Znajdowała się ona gdzieś zupełnie indziej, trzymana przez potężną nieumarłą wiedźmę, która obiecała strzec jej przed zepsuciem i tymi, którzy mogliby ją przejąć ze złymi intencjami. Choć czasem zastanawiała się czy na pewno Morana miała lepsze intencje...

girl of my dreams
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokiwała głową, zgadzając się z jej wnioskiem. Zdecydowanie różniła się od Sarciela. To dziwne, bo z początku myślała, że to z nim złapie najlepszy kontakt i okaże się, że mają najwięcej wspólnego. Bardowie zawsze kojarzyli jej się z kolorowymi ptakami, a przecież ona też była na swój sposób pokręcona. Ale ich towarzysz z drużyny zdecydowanie nie był typowym błaznem, za jakiego wzięła go Dazana. Ani tym bardziej Vesper. Ani Yllamys.

⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅


Tego nie powiedziałam.
April skrzyżowała ręce na piersi i uniosła jedną brew, przyglądając się Erice z politowaniem. Że też wybrała sobie do takiej potyczki najbardziej upartą graczkę świata. No dobrze, Finch potrafiła być jeszcze bardziej uparta. Chyba po prostu powinna jej odpuścić.

— Cwaniara — rzuciła tylko pod nosem, wychodząc na moment z postaci. Spuściła wzrok na własną kartę, obróciła kośćmi w palcach. No nic. Nie będzie przecież przeciągać tego w nieskończoność. Wyprostowała się i znów złapała z Lindberg kontakt wzrokowy.

⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅


— Faktycznie, nie powiedziałaś. No to jak ci się ktoś kiedyś przyśni, to też chętnie posłucham. Znaczy, jeśli będziesz chciała mówić. — Uniosła ręce w poddańczym geście na znak, że intencje ma czyste. Może i faktycznie wariowała z ciekawości, ale nie chciała jej do niczego zmuszać. Zmuszanie do czegokolwiek może tylko spłoszyć, tyle o oswajaniu przecież wiedziała.
— Bo nie pytałaś — wytknęła jej żartobliwie. Dozera nie była przecież żadnym powodem do wstydu, druidka nie miala powodu, by ukrywać fakty o ich relacji. No, chyba że Quori nie życzyłaby sobie, by zdradzać jakieś jej sekrety, ale do tej pory sprawiała wrażenie bardzo otwartej.
— Dozera jest quori. Jest odrębną sobą, ale też nierozerwalną częścią mnie. Pomaga mi podążać za światłem. Trochę jak przewodniczka, bo zdecydowanie jest ode mnie mądrzejsza. Ale to nie jest tak, że ja muszę jej słuchać. Ani tym bardziej ona mnie. Zresztą, z nią czasami strasznie ciężko się dogadać, wiesz? Jak tobie się wydaje, że jesteś tajemnicza, to powinnaś pogadać z nią. A w sumie nie możesz pogadać, bo jest taka eteryczna i tajemnicza, że w dialogi się nie angażuje. — Pokręciła głową nieco zażenowana tą częścią samej siebie. Starała się wielokrotnie jej wytłumaczyć, że mogłaby czasem poluzować lejce i nie być taką poważną i niedostępną, ale do tej pory Dozera jej nie posłuchała. Cóż. Jeszcze trochę wspólnych lat przed nimi, na pewno znajdą sposób na dogadanie się.
— W dzisiejszej wersji spędzałaś ze mną czas, uratowałaś mi życie i dawałaś sobie opatrywać rany całkiem nago. Dzień wcześniej pływałyśmy w jeziorze z żabami. Jeszcze wcześniej piekłyśmy ciasta w takim kolosalnym kwiecie i bawiłyśmy się po lesie w hieniej formie. — Streściła jej ostatnie wymysły, na jakie wpadł jej zdziczały umysł. Migocząca fascynacja w jej oczach zyskała towarzystwo światła czystej radości, które akurat pojawiało się w nich bardzo często.
— Czyli jak myślisz? Miłe? — dopytała ciszej, przekrzywiając lekko głowę. Nachyliła się jeszcze odrobinkę, znowu skracając dystans między nimi. Była na tyle rozsądna, by zachować go na tyle, żeby jej nie dotknąć. Dla niej to było absolutnie oczywiste, że wszystkie te myśli musiały być bardzo miłe, bo wpadała tylko na przemiłe sny, ale była ciekawa zdania nieumarłej. Chciała je poznać, zanim las obudzi się do końca, rozochocony obecnością słońca, budząc przy tym ich towarzyszy. Słońce wzejdzie na tyle wysoko, że oczy Vesper przestaną błyszczeć w ten sposób, zrobi się szum i zamieszanie, przyjdzie pora wziąć się za obowiązki. Na tę część poranka cieszyła się znacznie mniej.


last night i had a dream about you. in this dream i'm dancing right beside you
Werka
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Erika nad stołem uśmiechnęła się jedynie w kierunku przyjaciółki. Owszem, była cwaniarą, a biorąc pod uwagę statystyki Vesper, w których widniało całe 20 charyzmy to i czarnoksiężniczka miała pełne prawo do tego, aby pogrywać sobie z druidką tak samo jak Lindberg robiła to z April.

⋅•⋅⊰∙∘☽༓☾∘∙⊱⋅•⋅


- Powiem jeśli nie będzie to zbyt osobiste - przyrzekła i zamierzała się tego trzymać.
Były sprawy, którymi z pewnością wolałaby się nie dzielić z innymi z różnych powodów. Jeśli jednak nie byłoby to coś, co najchętniej zakopałaby głęboko w sobie to mogła śmiało opowiedzieć nawet o snach, w które uwikłane byłyby inne osoby.
- Nie było ku temu okazji. Jeśli jednak nie masz nic przeciwko to chętnie posłucham - odpowiedziała, bo faktycznie nigdy wcześniej nie pytała wprost o Dozerę.
Była ciekawa tego jak właściwie wyglądała ich relacja oraz kim właściwie była dla niej ta quori. Z tego jednak, co mówiła Dazana to raczej nie uda jej się dowiedzieć zbyt wiele na temat tego tajemniczego bytu przez jego niechęć do prowadzenia dialogu. Chociaż Vesper była dotychczas przekonana o tym, że Dozera jest bardziej rozmowna, ale mogła odnieść takie wrażenie jedynie przez to jak często druidka mówiła coś na głos do siebie, zwracając się niby do swojej nieobecnej ciałem towarzyszki.
Słuchając jeszcze raz relacji ze snu koleżanki mogła dojść do wniosku, że faktycznie był to niezwykle miły sen. Na pewno ciekawy, ale ze względu na to, co sama widziała tej nocy po udaniu się w ramiona Morfeusza sprawiało, że z pewnych względów najbardziej mogła się skupić na wzmiance o opatrywaniu ran na nagim ciele.
- Zdecydowanie - odparła ściszonym głosem, spoglądając na druidkę, która zdawała się znajdować bliżej niż kiedykolwiek wcześniej.
Widziała to jak Dazana pochyla się ku niej, zmniejszając dzielący je dystans. Przez chwilę de Graaf miała wrażenie jakby oddech zmarł jej w piersi choć nie było to możliwe. Oczy kobiety błyszczały cudownie we wschodzącym blasku poranka, a Vesper miała przemożną ochotę, aby w końcu pozbyć się jakiejkolwiek przestrzeni pomiędzy nimi i zasmakować ust druidki.
Powoli nachyliła się ku kalashtarce, ale wtem usłyszała głośny szelest w pobliskich zaroślach, który sprawił, że od razu wyprostowała się i odsunęła od druidki o dwa kroki, aby zorientować się w sytuacji.
Jej wzrok spoczął na gigantycznej żabie w kolorze neonowej pomarańczy nakrapianej czarnymi cętkami Jej oczy zdawały się być utkwione centralnie w dwóch kobietach, które stały na skraju polany.

i just wanna kiss i don't wanna miss
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zbyt osobiste to skomplikowane pojęcie dla Dazany. Nie była jeszcze mistrzynią w odróżnianiu tego, gdzie leży granica. Szczególnie przez to, że cała masa ludzi miała ją w skrajnie różnych miejscach. Jakby się wszyscy nie mogli umówić na jedno i się tego uczciwie trzymać. Granica druidki leżała oczywiście gdzieś bardzo daleko, mogła się otwierać na prawo i lewo. Ale zdążyła się też już nauczyć, że takich jak ona była zdecydowana mniejszość.
— Dasz wiarę, że niektórzy mówią, że Dozera jest wymyślona? Słyszałam, że jestem po prostu jebnięta i gadam sama do siebie. Jasne, że gadam też sama do siebie, ale co to w ogóle ma do bycia nienormalną? A zresztą. — Wzruszyła ramionami, porzucając tę kwestię. A niech sobie myślą, co chcą. Ona nie miała żadnych wątpliwości, że Dozera jest wymyślona, czuła ją zbyt wyraźnie każdego dnia, by dać to sobie wmówić. Nie mogła też zrozumieć, jak ktoś mógłby nie chcieć rozmawiać sam ze sobą. Uważała się przecież za świetną osobę, po co miałaby odmawiać dialogu komuś świetnemu? Ludzie spoza jej kręgu bywają czasami strasznie dziwni.
Dzielnie tak skromnej przestrzeni z Vesper było wyjątkowo przyjemne. I zadziwiająco ciepłe. Słyszała już jakieś uwagi o chłodzie bijącym od czarnoksiężnicy, ale jakoś nie mogła w nie uwierzyć. Może i miała trochę niższą temperaturę ciała, ale właściwie co z tego? Hiena też miała trochę inną. A taki pstrąg? Albo kobold? Nikogo to nie ruszało, to jakiś neutralny fakt, a nie wada czy zaleta. Teraz, stojąc tak blisko, miała wrażenie, że temperatura wzrosła o kilka stopni. Albo jakby słońce za bardzo się zbliżyło i paliło ją w odsłonięty kark. Przyglądała się jej, nie będąc pewną, czego oczekiwać. Vesper nie dość, że się nie odsunęła, to jeszcze zaczęła się przybliżać. Ciało druidki zareagowało instynktownie. Chciało lgnąć dalej przed siebie. Zdążyło tylko drgnąć, a da Graaf wyprostowała się i odsunęła. Dazana zamrugała zaskoczona, a z jej oczu zniknęły kolorowe błyski. Szelest wydawał jej się kompletnie nieistotny. I dużo odleglejszy. Obróciła się i również spojrzała na żabie, przez co zrozumiała jeszcze mniej.
— On jest na liście naszych celów? Cholera, nie wiedziałam. Przez ten czas przechodziły obok nas chyba ze trzy... — mruknęła niezadowolona ze swojej postawy. Skrzyżowała ręce na piersi, obserwując płaza uważnie. Czy faktycznie był groźny? Musiał być. Jaki był inny powód gwałtownej reakcji nieumarłej? Na pewno żaden inny.
— Nie szukamy kłopotów. Zaraz się zbierzemy i ruszamy dalej w swoją drogę. Proponuję rozejm — zagadnęła do żaby, obserwując ją nadal uważnie. Zwierzę z kolei wpatrywało się w nią. Wyglądały, jakby prowadziły ze sobą telepatyczną dyskusję.
Z kim ty negocjujesz od rana, na bogów zawołała zachrypniętym głosem rangerka, która właśnie rozciągała się tuż nad swoim posłaniem. Mądra kobieta, dbała o poranną gimnastykę. Dazana jednak nie odpowiedziała. Cierpliwie czekała na reakcję żaby. Ta w końcu kumknęła kilka razy i odskoczyła gdzieś w krzaki.
— Pierwszy sukces tego dnia. Słońca moje, liczę na więcej. Wstawać, ogarnąć się i idziemy — zakomenderowała, obracając się w stronę reszty drużyny. Klasnęła głośno w ręce, chcąc dobudzić leniących się ciągle mężczyzn. No i tyle z prywatności o świcie.

tonight I want your lips up against mine
Werka
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To w gestii Vesper leżało wyznaczenie tego, gdzie znajdowała się granica. Każdy miał inną wrażliwość i był zdolny do tego, aby mówić na głos o pewnych sprawach. Były też rzeczy, które z pewnością można było powiedzieć jedynie odpowiedniej osobie. Przynajmniej Vesper miała różne kryteria i wymogi, które dana osoba musiała spełniać zanim decydowała się na bardziej prywatne wynurzenia.
- Zapewne dlatego, że mało osób miało do czynienia z przedstawicielami twej rasy lub nawet nigdy o nich nie słyszało. Na pewno trudno im pojąć coś podobnego - wyjaśniła powoli, bo sama znajdowała się w takim gronie i dopóki nie dowiedziała się o istnieniu Dozery i zwyczaju druidki, aby rozmawiać z nią na głos to również podejrzewała, że mogło ją dotknąć jakieś szaleństwo magicznej lub czysto fizycznej natury.
De Graaf nie kwestionowała, bo zdążyła się już przekonać o tym, że Dazana myśli naprawdę sprawnie i nie wykazuje żadnych innych objawów szaleństwa. Zresztą jak mogłaby oceniać kogoś skoro sama słyszała okazjonalnie obcy głos w swojej własnej głowie? Okazałaby się hipokrytką. Po prostu niektórzy mieli to szczęście, że posiadali wyjątkową wieź z inną osobą lub bytem o odpowiednich zdolnościach.
Coś wyraźnie je do siebie ciągnęło. Zupełnie jakby był to efekt jakiejś nieznanej im zupełnie magii. Może zresztą te niezwykłe błyski, kolory i zaskakująca głębia spojrzenia świadczyły o tym, że Dazana rzuciła na nią jakieś zaklęcie, które sprawiało, że była nią tak oczarowana i lgnęła do niej bardziej niż powinna? W tej chwili uwierzyłaby dosłownie we wszystko.
Uległaby tej magicznej chwili, gdyby nie to, że usłyszała szelest w pobliskich zaroślach, a ten zawsze mógł zwiastować niebezpieczeństwo. W tym momencie odezwał się w niej zdrowy rozsądek oraz całe lata doświadczeń, które nakazywały jej reagować od razu, gdy tylko coś mogło wzbudzić jej podejrzenia.
- Nie jest... W zasadzie nawet nie wiem czym jest - odparła, bo jeszcze w sumie nie widziała podobnej żaby.
Mogła nie mieć ku temu okazji nigdy wcześniej, a może były natywne jedynie dla terenu, na którym się właśnie znaleźli. Nie miała pojęcia, bo nie znała się aż tak dobrze na faunie. Zapewne byłaby to bardziej działka zarówno druidki jak i ranerki, które były bardziej obeznane w tych dziedzinach.
Nie wiedziała czy powinna się śmiać z tych prób negocjacji czy może potraktować sprawę nieco poważniej. Wyglądało jednak na to, że płaz nie zamierzał ich atakować także mogły śmiało odetchnąć, ale lepiej nie było całkowicie opuszczać gardy.
- Mamy pewnego towarzysza, ale nie wydaje się być agresywny - odpowiedziała elfce, która zdążyła już się obudzić, co nie było szczególnie zaskakujące biorąc pod uwagę, że była osobą potrzebującą mniej snu.
Vesper przytaknęła na słowa Dazany. Mogli powoli zacząć zgarniać obóz chociaż wpierw wypadałoby sięgnąć po część racji i przyrządzić sobie chociaż proste śniadanie, aby zyskać siły do kolejnej niezwykle długiej wędrówki na południe.

kiss me in slow motion when the rush kicks in
goosebumps forever. Baby, you're my sin.
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Myśl, że była tak niezrozumiana głównie przez to, jak niewielu krążyło po świecie przedstawicieli jej rasy, nieco ją pocieszała. Sama nie znała wielu swoich braci i sióstr. Niektórzy z nich w ogóle nie mieli ochoty mieszać się w tłum i unikali innych jak ognia. Niezbyt to rozumiała. Ciągnęło ją do przedstawicieli absolutnie wszystkich ras pod słońcem i z miejsc, gdzie słońce nigdy nie docierało. Jak bez nich miałaby się nauczyć czegokolwiek nowego? Albo dopasować? Nie wiedziała jeszcze, jak ma się dopasować, bez znacznego zmieniania się, ale te myśli pewnie przyjdą do niej z czasem.
Ważne, że jej drużyna uznawała ją za normalną. Względnie. Czasem trochę za bardzo się wściekali i zdecydowanie jeszcze nie potrafili zawsze nadążyć za sposobem jej myślenia, ale wszyscy byli na dobrej drodze. Mimo tych nieporozumień i wpadek jeszcze jej nie odrzucili, a to już bardzo dużo. Zyskiwała właśnie kolejną szansę na dzień podróży z miłym towarzystwie i miała w planach się tym rozkoszować.
Była gotowa zasłonić ich wszystkim własną piersią przed zabójczą żabą. Jakby opluła ją jakimś kwasem, to dopiero ubarwiłaby jej jasną skórę! Sterczała w końcu przed płazem bez płaszcza, jakby chciała zaprezentować zwierzęciu wszystkie słabe punkty na własnym ciele, w które warto było celować, by powalić ją na łopatki. Na szczęście zwierzak nie był im wrogi. A może był, ale się przestraszył? Tego się pewnie nigdy nie dowiedzą. Ważne, że odszedł w swoją stronę w pokoju.
Gratulacje, Dazano, cokolwiek właściwie zrobiłaś. Zjedzmy szybko i ruszajmy. Chciałbym już wydostać się z tego lasu.Sarciel przeczesał kilkukrotnie gęste włosy palcami, jakby to miało wystarczyć do zapanowania nad nimi. O dziwo, zazwyczaj wystarczało. Druidka nie miała pojęcia, jak on to robił. Był typowym facetem, który mógłby myć kłaki w ziemi i błocie, a i tak wyglądałyby lepiej niż większości kobiet, które rozczulały się godzinami nad własną fryzurą. Zgadzała się z nim w kwestii tempa. Nie zależało jej wprawdzie na opuszczeniu lasu, ale chciała wreszcie się ruszyć i zbliżyć do celu wędrówki.
— Przepraszam, że nie miałyśmy okazji zagrać. Może przy następnym postoju? — Spojrzała znów na nieumarłą, obok której stała. Zupełnie wyleciała jej z głowy propozycja z wczorajszego wieczoru. Miały przecież miło spędzić czas przy partyjce rozbieranego pokera, ostrząc w ten sposób niedobudzone umysły. Dobrze, że czekało ich jeszcze trochę łażenia i wspólnych nocy.
— Mam nadzieję, że nie wydarzy się dzisiaj nic absorbującego. — Przeciągnęła się leniwie, chcąc jeszcze lepiej rozruszać zastałe po nocy mięśnie. Nie rozgrzeje się porządnie, póki nie ruszą w drogę, ale to musiało wystarczyć. Splotła palce dłoni, wyciągając ręce w górę. Spojrzała na nie, rozciągając w ten sposób również kark. Chłodniejszy podmuch wiatru omiótł jej odsłonięte ciało. Pasy materiału zasłaniające jej biust uniosły się nieco, odsłaniając jeszcze więcej jasnej skóry, na której pojawiła się gęsia skórka wywołana zimnym podmuchem. Opuściła ramiona, a materiał niestety wrócił na swoje miejsce. Zrobiła krok w stronę de Graaf, niwelując odległość, którą zdążyła między nimi wytworzyć. Ułożyła otwartą dłoń między jej łopatkami, nachyliła się.
— Bo mam już pomysł na następny sen — dodała szeptem tuż przy jej uchu. Na jej wargach od razu pojawił się ten sam uśmiech, który zawsze oznaczał, że wpadła na jakiś genialny pomysł, który dla reszty pewnie oznaczał kłopoty. W oczach błysnął ten sam kolor, którym wcześniej pożerała oglądała jej ciało. Wyprostowała się, zabrała rękę i ruszyła w stronę przygaszonego ogniska.
Ogarnięcie się na szczęście nie zajęło im zbyt dużo czasu. Mieli co jeść, mieli gotowy plan na podróż, wystarczyło po prostu chcieć. A iść dalej chcieli przecież wszyscy. Druidka zadbała o to, by zostawili po sobie odpowiedni porządek i wreszcie ruszyli lasem za Azizem.
Las zdawał ciągnąć się w nieskończoność. Aziz narzucił porządne tempo, któremu było bardzo daleko do spacerku. Dazana nie narzekała głośno. Aż taka durna nie była. Starała się zgrywać taką, która czerpie radość z każdego listka i korzenia. W praktyce jednak, po kilku godzinach marszu, jej myśli krążyły wokół jakichś kompletnych bzdur. I pleców Vesper, które majaczyły przed nią w hipnotyzującym rytmie. To był całkiem niezły widok, na którym można było zawiesić oko, by nie myśleć o tym, jak bardzo chciałaby już porobić coś poza łażeniem.
— Fuj — mruknęła, ściągając z policzka grubą, lepką nić. Rozejrzała się we wszystkie strony. W górę spojrzała na końcu. Korony drzew nad nimi nie były połączone gałęziami, ale gęstą siecią pajęczyn, grubych jak liny okrętowe. Wisiały na nich białe kokony zdecydowanie za duże na gromadzenie much. Niektóre wciąż delikatnie drgały.
Ani słowasyknęła Yllamys, wskazując na cień przemykający wysoko w górze. To nie był zwykły pająk. Ettercap przemykał gdzieś w górze, chwilowo nie przejmując się tym, co działo się na ziemi. Dazana wstrzymała oddech. Jeden fałszywy ruch, jedno dotknięcie niewłaściwej nici, a zlecą się tu wszystkie ośmionożne bestie z okolicy. Brzmiało to kusząco, wreszcie by się coś działo, ale nie miała zamiaru wywoływać afery. Elfka wskazała na wąską ścieżkę niedaleko. Mogliby przejść bokiem, tuż przy skarpie, gdzie sieci były najrzadsze. Jeżeli pasterz nie spojrzy w dół, przemkną niezauważeni.

'Cause I dream about you in my sleep
Werka
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bywało, że i te bardziej powszechne rasy bywały niezrozumiane jeśli tylko trafiły na kogoś kto nie miał z nimi dotychczas większego kontaktu. Kultura ludzka dominowała na kontynencie, a jedynie niektóre z jego fragmentów były bardziej poznaczone obecnością elfów, krasnoludów, orków czy też innych humanoidów, które niekoniecznie chciały się z nimi mieszać. Poza nimi zresztą istniało tylu innych przedstawicieli różnych ludów, że czasem trudno było pojąć ich naturę czy też zwyczaje. Wszystko jednak można było rozwiązać poświęcając im odrobinę uwagi oraz słuchając. Właśnie to starała się robić Vesper. Być może jej własna inność sprawiała, że była bardziej skora do tego, aby postarać się zrozumieć innych nietypowych towarzyszy, z którymi zetknął ją los.
w zasadzie nikt w ich drużynie nie mógł uchodzić za normalnego. Byli prawdziwą zbieraniną indywiduów, które połączył jeden wspólny cel. Właśnie dlatego trzymali się razem pomimo wszelkich różnic. Wzajemnie zapewniali sobie również przetrwanie, bo uzupełniali się idealnie swoimi zdolnościami.
Całe szczęście płaz jakiego mieli przed sobą raczej nie pojawił się po to, aby ich pożreć i zrezygnował szybko z obserwowania tych osobliwych humanoidów. Zapewne miał dużo lepsze rzeczy do roboty. Możliwe, że gdzieś czaiły się dla niego jakieś gigantyczne owady do upolowania.
Jeśli tylko Vesper miałaby nad sobą mniejszą kontrolę to wywróciłaby oczami na komentarz barda. Niemniej faktycznie mieli zebrać się do dalszej drogi, bo w końcu musieli zająć się sprawami czekającymi na nich w stolicy.
- Nic się nie stało. Karty nie uciekną - zapewniła ją, bo w końcu zawsze mogły się skusić na partyjkę lub dwie.
W końcu faktycznie czekał je jeszcze nocleg na trasie do al-Quanar, a możliwe, że jeszcze w trakcie dnia zrobią jeden przystanek, aby coś na spokojnie zjeść zamiast pochłaniać kolejne porcje racji w marszu.
- Naprawdę na to liczysz? - zapytała beznamiętnie, nie łudząc się nawet na to, że wszystko pójdzie po ich myśli.
Sama szykowała się bardziej mentalnie na to, że z pewnością coś jeszcze pójdzie nie po ich myśli i skończy się na tym, że ich wycieczka natknie się na jakąś przeszkodę. Jakby nie patrzeć to z fey im się poszczęściło. Mogłoby się to skończyć zupełnie inaczej niż na kilku niewygodnych kłamstwach, które próbowali sobie wmawiać od dłuższego czasu.
Mimowolnie jej spojrzenie powędrowało ku przeciągającej się druidce. Zatrzymało się na niej o chwilę za długo niż powinno, przylegając do rozgrzanej i nagiej skóry. Sen ostatniej nocy zdecydowanie namieszał jej w głowie. Do tego stopnia, że poczuła przebiegający przez jej ciało dreszcz, gdy tylko poczuła dłoń na swoich plecach.
Skinęła głową na jej słowa wyznane szeptem. Sama również miała pomysł na sen. Taki, który obejmował jej palce wsuwające się pod linie materiału oplatające ciasno ciało druidki oraz wargi lgnące do kolejnych fragmentów odsłoniętej skóry.
Musiała się z tego otrząsnąć. Wiedziała, że towarzystwo pozostałych członków drużyny oraz szybki posiłek pozwolą jej na to, aby wrócić do normy. Potrzebowała tego. Pewna rutyna pomagała jej w odzyskaniu kontroli nad własnymi myślami.
Zaznajomiony z regionem wojownik wydawał się być naturalnie najlepszym przewodnikiem na jakiego mogli trafić. Każdy z nich pokładał naprawdę spore zaufanie w Aziza, ale nie znaczyło to, że spodziewali się prostej przeprawy. W końcu nie od wczoraj zdawali sobie sprawę z tego, że potrafili służyć za prawdziwy magnes na kłopoty.
Ich otoczenie powoli pogrążało się w niepokojącej ciszy. Vesper potrzebowała chwili, aby uświadomić sobie, że od dłuższego momentu nie słyszeli nawet pojedynczego zaśpiewu ptaka dobiegającego z pobliża. Wszystko wydało się jasne w momencie, gdy tylko spojrzała w górę i dojrzała tę jakże skomplikowaną sieć pajęczyn.
Sądząc po kokonach nie byli jedynymi wędrowcami, którzy tutaj się znaleźli. Przynajmniej de Graaf miała takie wrażenie, że w lepkich sarkofagach nie znajdowały się wyłącznie zwierzęta, które zamieszkiwały las.
Widziała to jak wszyscy powoli przygotowują się do walki, której chcieliby najlepiej uniknąć. Wyglądało nawet na to, że mieli całkiem dobre szanse na to, aby przemknąć bokiem.
W kompletnej ciszy szli przed siebie i pewnie by im się udało, gdyby nie to, że Sarciel potknął się o jeden z wystających korzeni, a starając się odzyskać równowagę zahaczył butem o jedną z pajęczyn. To wystarczyło, aby zaalarmować czyhające na nich stworzenie.
Nim się spostrzegli, a w kierunku barda pognała lepka sieć, która przykleiła go do pnia pobliskiego drzewa. Tyle byłoby z ich cichego przekradnięcia się. Najgorsze jednak było to, że nie mieli do czynienia z jednym ettcapem, a czymś, co wyglądało na całą kolonię pajęczych potworów.

connected to your walls just like spiderman
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Plan na ten dzień był niezły. Po pierwsze, nie dać się zabić. Nie była pewna, jak na tę część zapatrywała się Vesper, ale reszta drużyny powinna przyklasnąć. Po drugie, spróbować unikać znacznych kłopotów. Na pewno nie da im się przejść przez ten dzień suchą stopą, ale wystarczyłoby nie wleźć w śmierdzące bagno po same uszy. Po trzecie – odpocząć. Wyspać się porządnie, ale też zadbać o to, by wyspała się cała reszta. Najlepiej dzielnie dbając o ich komfort w trakcie swojej warty. Najlepiej z kimś, kto też jest czujny, nawet jeśli głównie na płazy.
Będzie dobrze! Na bank. Wyruszyli z pełnymi brzuchami, bez bolących kręgosłupów. Nic gorszego niż głód ich przecież nie spotka. No dobra, w lesie pewnie czaiła się cała masa okropieństw, przy których nawet śmierć wydawałaby się kusząca, ale oni na pewno nie będą obok nich przechodzić. Chociaż łazić mieli bardzo dużo. Dazana kilkukrotnie zastanawiała się, czy nie powinna biec przed wszystkimi na czterech łapach. Byłoby jej przyjemniej, ale właściwie jaka byłaby z tego korzyść dla pozostałych? Nie była najlepszą przepatrywaczką w drużynie. Mogłaby tez po prostu polecieć, ale w tak gęstym lesie to też nie dałoby im żadnej znaczącej przewagi. Oszczędzała własne zdolności, posłusznie drepcząc za resztą. Nawet nie załatwiła sobie żadnego dodatkowego towarzystwa. Zdecydowanie miała ochotę nieco podlizać się przyjaciołom swoją wyuczoną normalnością.
Walka w koronach drzew to byłoby coś! Właściwie byłaby zadowolona nawet z takiej na ziemi, byle z porządnym przeciwnikiem. Ale przecież nie za wszystko musieli przelewać krew. Sunęła cicho za pozostałymi, dając z siebie wszystko, by tylko nie zostać usłyszaną. Na moment przestała nawet oddychać, żeby nie kusić losu. Była z siebie naprawdę dumna. Ba! Czuła, że równie dumna jest z niej Dozera.
A potem poczuła od niej wyłącznie mobilizację. Odruchowo wyciągnęła rękę przed siebie, jakby chciała złapać barda, choć nie był nawet w jej zasięgu. Na to wszystko i tak było już za późno. Zdradzili swoje położenie i teraz muszą liczyć się z konsekwencjami.
Trzy chujki nad nami!Sarciel wrzasnął, szarpiąc się w lepkiej pułapce. Zbitki wulgaryzmów, które mamrotał, nijak mijały się do zaklęć, którymi powinien teraz szastać. Musi wreszcie uwolnić ręce! Dazana nie miała jednak czasu współczuć bardowi. Z gęstwiny pajęczyn, z niepokojącym, chitynowym chrzęstem, zsunęły się trzy gigantyczne pająki wielkości wozów kupieckich. Tuż za nimi, zwisając na grubej nici, pojawił się ettercap, łypiąc na nich parą wyłupiastych ślepi. Druidka czuła, jak adrenalina uderza jej do głowy. Jej wargi rozciągnęły się w dzikim, zwierzęcym uśmiechu.
Zanim pająki zdążyły opaść na ziemię z łuku Yllamys wystrzeliły dwie strzały. Z głuchym plaśnięciem wbiły się w odwłok najbliższej bestii, zmuszając ją do skrzeku i cofnięcia się w gęstwinę. Aziz dobiegł do uwięzionego barda i zamachnął się ciężkim mieczem, próbując przeciąć sieć. Jednoczesna próba parowania ciosu pazurów ettercapa nie ułatwiała mu zadania. Stal zadźwięczała o chitynę. Sieć okazała się twardsza niż zakładał, a potwór napierał ze zdwojoną siłą.
Dazana wiedziała, że muszą wyrównać szanse. Zamknęła oczy sięgając do pierwotnych sił natury. Jej dłonie zapłonęły zielonym światłem, a przed nią, z trzaskiem łamanych gałęzi i wirujących liści, uformowały się dwa wilki. Skinęła głową, a przywołane bestie od razu pojęły rozkaz. Z gardłowym warczeniem rzuciły się na ettercapa atakującego Aziza, chcąc dać mu czas na kontratak.
Dazana nie czekała na nic więcej. Jej ciało zafalowało, gdy uwolniła kolejną falę mocy. Skóra pokryła się twardym, ciemnym futrem, kości trzasnęły, wydłużając się i zmieniając kształt. W ułamku sekundy na miejscu kalashtarki pojawił się rozwścieczony niedźwiedź. Stanęła dęba i z głośnym rykiem rzuciła się na pająka, który właśnie szykował się do plunięcia jadem w stronę rangerki. Zatopiła kły w jego włochatej nodze, szarpiąc z całych sił. Bestia zasyczała i ugryzła ją w ramię. Ból był ostry, ale w tej formie tylko dodawał jej wściekłości.

You got the perfect warlock her weapons and supplies
Werka
28 y/o
Mark your calendar for Canada Day
162 cm
podcasterka actual play show oraz edytorka Toronto Sun
Awatar użytkownika
Rumors can spread even from the lips of the dead if the secrets they conceal are powerful enough.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czasami lepiej było nie posiadać zbyt wygórowanych oczekiwań. Zwyczajne przeżycie tego dnia wydawało się zatem jak najlepszym planem, który w teorii nie powinien być tak trudny do zrealizowania, ale w ich przypadku wszystko mogło się zdarzyć. Dlatego lepiej było nie wymagać od życia, czy też nieżycia jak w przypadku Vesper, zbyt wiele.
Wszystko zdawało się przebiegać w miarę normalnie przynajmniej dopóki nie natrafili na fragment lasu porośnięty pajęczynami. Co prawda może i znali drogę do stolicy, ale dalej nie mieli pojęcia na co mogli się właściwie natknąć podczas swojej wędrówki. Zwłaszcza w momentach, gdy zbaczali z głównego traktu, aby zaoszczędzić na czasie i nie nadrabiać drogi. Zapewne wszystko wyglądałoby inaczej, gdyby podróżowali wozem, który nie nadawałby się do przeprawy środkiem lasu.
Wizja walki nie bardzo przypadła do gustu zarówno de Graaf jak i części jej towarzyszy. Zwłaszcza ze względu na to, że ich przeciwnik zdawał się móc ich w każdej chwili unieruchomić śliną, która zamieniała się w przeciągu sekund w niezwykle lepką oraz wyjątkowo mocną sieć o czym przekonał się Aziz, ruszający na pomoc ich bardowi.
- Przytrzymajcie ich na jakiś czas - rzuciła w kierunku elfki oraz druidki, gdy tylko przed nimi pojawiła się trójka przeciwników.
W normalnych okolicznościach dołączyłaby do natarcia, aby nie pozwalać potworom na posiadanie przewagi liczebnej, ale w tym momencie priorytetem było dla niej wydostanie Sarciela z pułapki. Jego wsparcie mogło być nieocenione. Dlatego też, wycofała się, aby nie znajdować się w pierwszej linii i rzuciła zaklęcie w kierunku wojownika. Wokół rąk oraz nóg Aziza zaczęły się wić cienie, które sprawiły, że mógł poruszać się szybciej niż zazwyczaj. Miała nadzieję, że dzięki temu da radę uwolnić sprawnie ich towarzysza.
Zanim jednak zdołała zrobić coś więcej poczuła nagły ruch za sobą. W ostatnim momencie uchyliła się przed ciosem nogi pająka, który znalazł się tuż przy niej. Za drugim razem nie miała już tyle szczęścia i odnóże pająka, które okazało się być ostre niczym grot włóczni wbiło się w jej udo. Krzyknęła. Krew zaczęła się zbierać w ranie, ale całe szczęście udało jej się utrzymać koncentrację na zaklęciu, które nałożyła na Aziza. Inaczej wyglądałoby to naprawdę kiepsko.
Musiała liczyć na to, że kolejne uderzenie miecza o pajęczynę okaże się być wystarczające do tego, aby w końcu przeciąć stwardniały już kokon, w którym uwięziony był Sarciel.

i can't bear you
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cienie, które oplotły Aziza, były jak potężny zastrzyk adrenaliny. Wymiężniał w oczach. Bez większego problemu uchylił się przed kolejnym ciosem ettercapa, wykonując płynny obrót. Siła jego zamachu, wsparta magią, była druzgocząca. Ostrze bez większych przeszkód przecięło sieć, uwalniając mocno już wkurwionego barda. Sarciel upadł prosto w leśne poszycie, plącząc się nieco we własnym płaszczu. Ważne jednak, że miał wolne ręce i mnóstwo nagromadzonej złości, którą chciał przelać w zwycięstwo. Sięgnął po lutnię, podnosząc się dumnie z liści i mchu.
Uwielbiam zawracać w głowach dziewczynom z takimi nogamizawołał, uderzając mocno w struny. Powietrze wokół niego wypełniło się magią, a czysty dźwięk zdawał się otaczać ich bardzo dokładnie. Pulsujące światła zawirowały w dzikim tańcu, odciągając uwagę jednego z pająków i ettercapa. Zahipnotyzowane stworzenia wpatrywało się tempo w magiczny miraż wytworzony przez barda.
Yllamys natychmiast wykorzystała ten moment dezorientacji. Nad pająkiem pojawił się wyczarowany przez nią znak świadczący o tym, że zaraz bardzo będzie bolało go dupsko. Wypuściła strzałę z chirurgiczną precyzją. Grot przeszył jedno z wielu oczu bestii, zagłębiając się w mózgu z głośnym, obrzydliwym plaśnięciem. Potwór runął na ziemię. Włochate nogi drgnęły jeszcze w konwulsji, zanim całkowicie przestał się ruszać.
W tym samym czacie przywołane wilki kontynuowały brutalne ataki. Warczały gardłowo, napierając na zdezorientowanego ettercapa. Na trawie pojawiało się coraz więcej mokrych, lepkich plan jego krwi, ale bestia sprawiała wrażenie dość wytrzymałej.
— Zajebisty strzał, Yllamys! — zawołała Dazana, wdzierając się do jej myśli. Elfka drgnęła nerwowo, nieprzyzwyczajona do wysłuchiwania cudzych głosów w swojej głowie. Uśmiechnęła się jednak z dumą. Kalashtarka starała się nie nadużywać rasowej zdolności i nie gadać do nich w myślach, ale przecież nie była w stanie jej inaczej pochwalić, będąc w formie niedźwiedzia. Mogła też wybrać milczenie. Zawsze mogła zamknąć po prostu mordę i jak zwykle tego nie zrobiła. Może wtedy by się tak nie rozproszyła i lepiej oceniłaby własnego przeciwnika. Pająk, z którym się ścierała, okazał się silniejszy niż zakładała. Zignorował wcześniejsze ugryzienie, był gotowy na kontratak. Skoczył gwałtownie, a jego żuwaczki wbiły się prosto w kark niedźwiedzicy. Dazana zawarczała wściekle, czując, jak trucizna zaczyna paraliżować jej nerwy. Miała wrażenie, że wdziera się do jej krwioobiegu, zabierając miejsce zwierzęcej witalności. Krew zabrudziła gęste futro, obraz nieco się rozmazał. Ostatnie, czego potrzebowała, to wyjście ze zwierzęcej formy z pająkiem na plecach. Zatoczyła się do tyłu, próbując stanąć na tylnych łapach. Stwór nie dawał za wygraną, wbijając odnóża w jej boki jak włócznie. Warknęła raz jeszcze, uderzając całą sobą w tył. Chciała trzasnąć plecami o drzewo, miażdżąc w ten sposób bestię. Niestety trucizna panosząca się po jej ciele nieco utrudniła sprawę. Porażka była krytyczna, spektakularna. Uderzyła o drzewo nie pająkiem, a własnymi plecami. Paskudztwo zdążyło odskoczyć, wystawiając ją na cios. Zaskamlała żałośnie, czując piekący ból rozlewający się od kręgosłupa właściwie... wszędzie. A może to był efekt trucizny? Za bardzo kręciło się jej w głowie, żeby się zdecydować. Niedobrze, jeszcze chwila i stracą przewagę.

Erika Lindberg
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”