Kiedy Madox wrócił do pierwszej klasy, a Ana kazała mu bić brawo, to bez gadania to zrobił, co prawda zrobił to też już wcześniej, bo jednak on też cieszył się, że dolecieli cali, jakoś przebrnęli przez te burze i mogli wysiąść w Rio. Zobaczyć kawałek Brazylii. Ale nie chciał się kłócić z dziewczynką.
Z Pilar też nie, kiedy ściągała ich walizkę, chociaż na to
kaleko uszczypnął ją gdzieś w pośladek.
-
Zobaczysz do wesela się zagoi - wyszeptał jej do ucha zaczepiając ją, a kiedy Stewart zaczęła o tym temblaku, to spojrzał na nią spod byka -
mogę ruszyć, tylko nie mogę podnieść tak wysoko - oczywiście jej prezentował jak nie może, że nad głowę, ale jak może, tak na wysokość jej ramienia i obojczyka, który musnął palcami.
Później też dość sprawnie przyciągnął ja do siebie drugą ręka, kiedy stanęli już na lotnisku, a on od razu pytał co o tym myślała, o ich opcji noclegowej. Na to
szczerze?, skinął głową. Bo zawsze chciał szczerze, nawet jakby mu to nie pasowało. Ich relacja chyba też na tym się opierała, że jednak wyrzucali z siebie wszystkie
wątpliwości. A potem kurwa z nimi walczyli.
Słuchał Pilar, chociaż na początku trochę się pokrzywił, no bo jednak mieli mieć te dwadzieścia cztery godziny tylko dla siebie. Ale z drugiej strony, to tak nie będą tracić czasu na wynajęcie samochodu, znalezienie jakiegoś miejsca, gdzie mogliby zostawić rzeczy, więc może na jedno wychodziło?
-
No dobra - zgodził się w końcu, a zaraz zainteresował tym ślubem w Vegas -
serio? To brzmi... jakby ten Ravi mógł być moim świetnym kumplem, może świadkiem? - jeszcze ją do siebie przytulił -
chociaż kurwa... trochę żałuję, że nie powiedziałem Willowi, bo zawsze mu mówiłem, że to on będzie - Madox zakładał, że w ten
najważniejszy dzień w swoim życiu będzie miał przy sobie nie tylko
jedyną miłość, ale też
najlepszego kumpla. Ale nie zawsze można mieć wszystko, co się chce. A zresztą to i tak najlepsze było to, że Pilar się zgodziła zostać jego żoną. Teraz, a nie za rok, kiedy im się wszystko poukłada.
Może coś jeszcze by powiedział na ten temat, ale już zagapił się na
piękne widoki, ale nie na ocean, tylko bardziej na
Stewart na tle oceanu. Aż się uśmiechnął, a kiedy przyciągnęła go do siebie, to mruknął -
moje też zajebiste, aż zrobiło mi się gorąco - jeszcze się do niej wyrwał i może nawet skradłby z jej pełnych ust pocałunek, tylko wtedy powiedziała to
mój przyszły mąż, a kąciki jego ust uniosły się ku górze, co mogła poczuć na swoich wargach. Tych, które zaraz kradły mu powietrze, w najlepszy możliwy sposób. Przesunął palcami po jej plecach, wdzierając się pod materiał koszulki. I już przysunął się
bliżej, pogłębiając pocałunek, ale wtedy zadzwonił jej telefon.
Madox westchnął ciężko, kiedy się od niego odsunęła, spojrzał na nią z wyrzutem, ale zaraz wyrwał się do niej -
nie odbieraj... - mruknął i chciał się znowu wpić w jej usta, ale oparła mu palce na wargach, więc tylko szczypnął zębami jej opuszek, a gdy odebrała i przesunęła rękę pod jego koszulkę, na brzuch, drapiąc go paznokciami, to mruczał jej jeszcze do ucha. Jego palce sunęły po jej plecach hacząc o zapięcie od stanika. A kiedy powiedziała, że
czekają przy wyjściu C, to znowu trochę się pokrzywił -
jak ten wyjazd się zamieni w rodzinną wycieczkę, to się zajebię - jeszcze mruknął jej do ucha, kiedy go pospieszyła. Może nawet jeszcze by trochę pomarudził... bo pewnie był głodny, albo rączka go bolała?
Ale kiedy Stewart szarpnęła za jego dolną wargę zębami pozostawiając na niej to przyjemne pulsujące uczucie, a zaraz nawijała mu o tym
seksownym kostiumie, to już mu trochę przeszło -
jak seksowny? Będę mógł w ogóle skupić się na tym, żeby zakopać cię w nim w piachu? - zaczepił ją ramieniem, a jego ciemne oczy zsunęły się na dół na jej wyrzeźbiony brzuch, kiedy go odsłoniła. Już chciał rzucić, żeby podciągnęła koszulkę wyżej, ale ona poszła przodem do wyjścia. A Madox za nią, ze spojrzeniem utkwionym
w widokach, czyli w pośladkach swojej narzeczonej.
Przywitali się przy samochodzie z Ravim, Madox nawet pochwalił auto, ale w sumie wolałby jakąś sportową furkę. Chociaż do tego Hyundaia wszyscy się pomieszczą. Ana Luiza oczywiście chciała siedzieć koło niego, ale Theresa namówiła ją, żeby usiadła grzecznie w foteliku, a ona obok niej, a Madox i Pilar na samym tyle.
Ravi całą drogę im coś opowiadał, ale biorąc pod uwagę, że rozpuścił radio na cały regulator i pootwierał okna, to oni słyszeli tak może co trzecie słowo?
Coś o tym Wielkim Jezusie, o jego wielkiej miłości, o tym, że Rio jest piękne i szalone. Nawet bardziej od Vegas czasami. Że Brazylijki są dzikie, ale Theresa jest bardziej, a pochodziła z Hiszpanii. Ana Luiza wtrąciła, że ona też jest dzikusek, i wszyscy musieli się z nią zgodzić, bo gdyby nie była zapięta w foteliku, to chyba skakała by po całym samochodzie, tyle miała energii.
Miała też niesamowitą siłę przebicia, bo kiedy wyjechali z lotniska, to zarządziła, że muszą jechać na
śniadanko, bo ona jest głodna. Niby Theresa próbowała ją namówić, że zjedzą w domu, jej ulubione mango, ale Ravi zaraz zgadzał się z dziewczynką i mówił, że mogą zjeść mango też w ich lubionej knajpce w mieście.
Madox i Pilar w ogóle nie mieli nic do gadania, bo zanim się obejrzeli, to już siedzieli sobie pod parasolami w jakiejś restauracji na klifie, skąd mieli... no zajebisty widok na miasto i nawet na Jezusa. Z jednej strony dobrze, bo znając ich, to by od razu poszli na plażę, zabalowali, dali się ponieść i nic nie zobaczyli, a tak... przynajmniej jedna atrakcja Rio odhaczona
Wielki Jezus, na którego Madox teraz patrzył zadzierając głowę do góry, opierając się o jakąś barierkę -
robi wrażenie... - rzucił, kiedy Pilar do niego podeszła -
ale podejrzewam, że większe zrobiłby ten kostium - znowu ją zaczepiał, sięgając palcami do jej talii, przyciągając ją do siebie. Oparł głowę na jej ramieniu, wtulając się w nią, ale zaraz leciała do nich Ana Luiza, a po chwili ciągnęła ich za ręce do stolika.
-
Chodźcie, to najlepsze mango na świecie! - brazylijskie śniadania były lekkie, dużo egzotycznych owoców, lokalne serowe bułeczki, wędlina, sery i brazylijska lemoniada na bazie mleka skondensowanego i limonek. Ana złapała kawałek mango pakując go sobie do buzi, a Madox zrobił to samo. I zanim reszta w ogóle się zorientowała, to oni wyjedli prawie całe, we dwoje.
-
Wiesz, że Pilar z Madoxem przyjechali się tu pobrać, z Kanady - zagaiła swojego męża Theresa.
Ravi popatrzył po nich, ale się uśmiechnął.
-
Gdzie chcecie to zrobić? A czemu akurat Rio? W Vegas... - zaczął, ale Madox się wtrącił.
-
Już brałem ślub w Vegas, a my lubimy takie gorące klimaty, ale nie wiem gdzie... - wzruszył ramionami, i zanim on zdążył coś dodać, to już odezwała się Ana Luiza.
-
Na Diabelskim klifie może? Bo wiesz, że oni się nie boją Diabła, a Madox jest treserem lwów - dziewczynka już wspinała się na krzesło sięgając swojego
drugiego taty, a Ravi przytrzymał ją ramieniem, żeby nie spadła -
naprawdę? É empolgante que eles sejam tão corajosos - odezwał się do małej po portugalsku, a ona pokiwała energicznie główką i zaśmiała się wesoło. Madox coś tam zrozumiał, ale tak nie wszystko, chociaż Theresa i Ravi mówili też po hiszpańsku, Ana zresztą też wyłapywała niektóre słowa.
-
Powiedział, że to ekscytujące, że jesteście tacy odważni - wyjaśniła im Theresa. No nie, zupełnie inaczej niż po hiszpańsku.
Es emocionante que sean tan valientes.
¿Qué tan sexy es este disfraz? 




