To nie tak, że Madox spodziewał się tego, że to przeczuwał, bo on nawet kiedy ostatnio rozmawiali o Wyattcie, to nic takiego nie podejrzewał. Pilar prowadziła jego sprawę, tyle.
A nagle się okazuje, że jednak to nie tylko tyle, bo jednak ona z Galenem pisze, spotyka się i jeszcze ten bal, to wszystko spadło na niego dzisiaj, w tej chwili. Bo przecież on jej ufał, nie podejrzewałby jej o to, może dlatego to go tak bardzo ruszyło. Bo go zaskoczyło? Bo kompletnie się tego nie spodziewał, dziesięć lat temu też się nie spodziewał, po Rosie i Ticiano.
-
Ale po co Cię zaprosił? Wszystkich, którzy prowadzą jego śledztwo zaprasza? - zapytał, bo może Madox tego nie rozumiał, on się w ogóle nie znał na tych bankietach, ale gdyby miał kogoś zaprosić, to zaprosiłby ją. Bo mu na niej zależało.
Galenowi Wyattowi też na niej zależało? A może jej na nim? Za mało informacji. Potrzebował ich więcej, bo to, że odmówiła mu nie wystarczało. Skąd w ogóle wyszła taka propozycja?
I co nie pozwalała mu do siebie przyjeżdżać, bo przyjeżdżał do niej wtedy Galen Wyatt? No przecież nie mogła by mu tego zrobić. A jeśli mogła? Bo może tak naprawdę Madox był głupi? Dał się wodzić za nos?
Dużo myśli dopiero teraz nawarstwiało mu się w głowie, dużo ich cofało się w czasie o te dziesięć lat. Kurwa. Miał być mądrzejszy. A on się w trzy dni zakochał jak głupi. Przez chwilę miał ochotę walnąć głową w kierownicę, raz, drugi i trzeci. A wszystko było takie proste, jak miał naprawdę na to
wyjebane. Tylko, że wcale nie miał, mimo tego co powiedział. Mógł kurwa udawać, starać się pokazać, że go to nie rusza, ale go to ruszało.
Kurewsko go to ruszało.
A te jej słowa, które odbiła w jego kierunku sprawiły tylko, że odchylił do tyłu głowę, no przecież on jej nie pytał, czy chce z nim jechać, wziął to za pewnik. Bo on wszystko co ona mu mówiła brał za pewnik, że coś jednak między nimi było, tylko, że się w tym wszystkim nie spodziewał jeszcze Galena Wyatta. A może on powinien ją zapytać, napisać jej pierdoloną wiadomość,
czy pójdzie z nim na bal... Czy z nim pojedzie do sierocińca.
A on o nic nie pytał, tylko brał, tylko dał się ponieść, teraz też dał. Uderzył ręką w kierownicę tak mocno, że zatrąbiła głośno, ale Madox wcale się tym nie przejął, bo on już mocniej zaciskał palce na jej przedramieniu, dobrze, że miała kurtkę, bo pewnie zrobiłby jej siniaki.
Już otworzył usta, bo może chciał dodać to, żeby się zdecydowała, wybrała. Albo może to, że zabije Wyatta? Bo właśnie takie miał myśli, różne. Z jednej strony zależało mu do tego stopnia, że może gdyby mu powiedziała, że kocha tego Galena, to by na to przystał, wkurwił się, ale co miał zrobić? Jakby miała być z nim szczęśliwa?
Kurwa.
Madox chciał jej szczęścia, chciał jej pokazać Medellin, a pokazał znacznie więcej. Chciał jej pomóc ze śledztwem, do tego stopnia, że przyjął za to kulkę. Chciał ją zabrać do tego domu dziecka, żeby jej pokazać, że święta to nie musi być chowanie się pod łóżkiem z książką. I jeśli ona miałaby być szczęśliwa na jakimś jebanym balu, z Galenem Wyattem, to Madox sam by ją do niego odstawił.
Ale z drugiej strony to chciał jej, dla siebie, dla nikogo innego, egoistycznie, ale co mógł na to poradzić? Jak Madox nigdy nie był typem, który umiał się dzielić, który miał jakieś altruistyczne zapędy. Zawsze najpierw myślał o sobie. A może dzisiaj powinien o niej?
Ściągnął do siebie brwi, kiedy kazała mu się słuchać uważnie, cały czas jej słuchał. Tylko nie umiał tego ułożyć w głowie, bo pierwszy raz był w takiej sytuacji. Pierwszy raz mu na kimkolwiek tak zależało, jak na niej. No może na Rosie też, ale on wtedy był jeszcze taki naiwny.
Tylko może teraz też był?
Przekręcił na bok głowę, kiedy oparła dłonie na jego policzkach, nie szarpnął się, ale przekręcił.
-
Dilo rapido -
powiedz to szybko, rzucił bo spodziewał się... Wszystkiego się teraz spodziewał, a jeśli ona mu zaraz powie, że jednak fajnie, że Galen Wyatt już nie ma narzeczonej, bo mają
chemię, to niech to zrobi szybko, jak zerwanie plastra.
Kiedy jej palce wbijały się w jego głowę, to w końcu te jego ciemne tęczówki odszukały jej pięknych, brązowych oczu. Tych oczu, dla których byłby gotować dać się zabić.
Te deseo, Madox, które padło z jej ust sprawiło, że Madox mocno wypuścił powietrze z płuc, przez nos.
Sólo tu, chciał tego, przesunął palcami po jej przedramieniu, ale go nie puścił, bo przecież on też tylko jej chciał, tylko i wyłącznie.
Kiedy powiedziała to, że Galen Wyatt może się pierdolić, to wywrócił oczami.
-
Como Nick Dalton, que te sigue a todas partes -
jak Ncik Dalton, który wciąż za Tobą chodzi, mruknął pod nosem, ale czy to była jej wina?
No nie, nie jej i może ten Galen Wyatt też nie?
Madox chciał w to wierzyć, że wszystko co ich połączyło wyszło tylko od Wyatta. Był naiwny? Głupi?
Może był.
Ale był też głupio w niej zakochany. Jeszcze przez chwilę patrzył w jej oczy, kiedy zapytała czy rozumie, a jego twarz właściwie nie zdradzała żadnych emocji. Rozumiał. Chyba. Starał się to rozumieć, chociaż w głowie miał jeszcze wiele pytań, wiele wątpliwości.
Ale Madox chyba nie byłby sobą, gdyby mimo nich nie podjął ryzyka, gdyby nie zawalczył, nie spróbował jeszcze.
Wyrwał się jej z tego uścisku, tylko, że zamiast się cofnąć, zamiast jej uciec, to on znowu szarpnął się do niej, to złapał ją za drugie przedramię i przyciągnął do siebie, agresywnie musnął wargami jej pełne usta, krótko, intensywnie, tak, żeby to poczuła.
-
Wyatt puede irse a la mierda -
Wyatt może się pierdolić, powtórzył po niej, a później odsunął się na tyle, żeby spojrzeć jej znowu w oczy, żeby zawiesić twarz te kilka centymetrów od niej, tak, by jego słowa osiadły na jej ciepłych ustach. Ustach, które...
-
Pero si descubro que tienes algo en común con Galen Wyatt, lo mataré más rápido que Seeley -
ale jeśli się dowiem, że coś Ciebie łączy z Galenem Wyattem, to go zapierdolę, szybciej niż Seeley, rzucił z miną, która mogła mówić, że tym razem nie żartował, tak jak wtedy w Emptiness -
¿Tú entiendes? -
rozumiesz?
I już od razu sobie obiecał, że się zainteresuje tematem, wypyta o Wyatta, a może nawet o Stewart, bo Laine przecież też w ich temacie miał dużo do powiedzenia. Samochody, kolacje, spotkania z Galenem Wyattem.
Sam się znowu zaczynał nakręcać, kiedy o tym myślał i chociaż te jego usta znalazły się tak blisko jej, chociaż mogła już czuć na swoich wargach ich smak, to jednak Noriega się cofnął.
-
No puedo -
nie mogę, zawahał się, bo przez chwilę znowu chciał wysiąść, ale w końcu sięgnął dłonią, żeby oprzeć palce na jej podbródku, żeby kciukiem przejechać po jej pełnych wargach, zebrać z nich odrobinę wilgoci -
jodeme -
pojebie mnie, opadł plecami na drzwi kierowcy, żeby się od niej odsunąć -
Te amo, Pilar -
kocham Cię, chyba pierwszy raz to jej powiedział w ten inny sposób, ten mocniejszy? Mniej dziki? Inny.
-
Kocham Cię - jeszcze po angielsku, też pierwszy raz? Ciemne tęczówki wwiercały się w jej oczy.
-
Ale wcale nie podoba mi się to, że nagle dowiaduje się, że Ciebie coś łączy z Galenem Wyattem, i to jeszcze przez kompletny przypadek, jakiś bal, jakaś chemia, jakieś spotkania, to jest dla mnie trochę... za dużo Pilar - i chociaż w głowie miał te jej słowa, że
ona jego chce, tylko jego, to kurwa... On już gdzieś to słyszał. A później się okazało, że nie tylko jego. Zabrał rękę z jej twarzy, jeszcze przesuwając palcami po jej policzku, szorstkimi opuszkami po jej gładkiej skórze.
-
Muszę się zastanowić - jakoś ułożyć to w głowie, bo teraz panował w niej chaos, teraz Madox sam nie wiedział co ma jej powiedzieć. Ale chyba powiedział już wszystko. Wszystko co leżało mu na wątrobie. Sięgnął po kominiarkę, którą rzucił na szybę.
-
Przejdę się... - wypalił, ale właściwie byli na obrzeżach miasta, do jutra by może doszedł -
to znaczy tu są autobusy, dojadę do domu, a Ty też już trafisz? - zerknął jeszcze na nią zanim sięgnął do drzwiczek.
Pilar Stewart