Odpływała.
Kompletnie odpływała pod jego dotykiem. Sposobem, w jaki ją całował — jakby była jedynym powietrzem, jakie potrzebował. Jak przygryzał ją i lizał, jak dotykał jej ciała, dokładnie i z namaszczeniem, jakby teraz to sobą chciał zastąpić ślady na jej ciele. Niechciane pamiątki po tym, co działo się zaledwie kilka dni temu, chowały się pod jego szorstkimi opuszkami, sprawiając, że przyjemność nakładała się na żal. Przejmowała nad nim kontrolę.
Zakryła go sobą, zastępując każde
Dalton jedynym i właściwym imieniem.
Jego imieniem. Jednym, jakie chciała, by jej ciało pamiętało. Jedyny dotyk, jaki już zawsze chciała na sobie czuć i jedyne usta, które chciała całować z należytą zachłannością i wiecznym niedosytem. I to właśnie robiła, napierając na niego, zlewając ich w jedność, kiedy to nagie brzuchy i ramiona ocierały się o siebie w rytmicznym tempie.
Chciała, żeby do niej mówił. Żeby dzielił się z nią wszystkim, co trzymał w głowie. Nie chciała już żadnych niedopowiedzeń ani chowania uczuć gdzieś głęboko pod sercem.
Nie był to pierwszy raz, kiedy powiedział, że ją kocha, a jednak ten uderzył ją z jakąś zdwojoną siłą. Sprawił, że na moment wszystko w niej zamarło, łącznie z sercem, które zastało w bezruchu, by w pełni pochłonąć wyjątkowość chwili i zaraz potem wyrwać się do niego jak jeszcze nigdy wcześniej. Może i było to wszystko melodramatyczne, może nie pasowało do nich i ich tych
niezniszczalnych charakterów, które całe życie stroniły od pokazywania słąbości, jednak to wszystko wciąż było tak bardzo
ich. Bo przy sobie oni wcale nie musieli udawać.
Kochał ją
nad ż y c i e.
Wierzyła mu. Na własne oczy widziała, jak prawie to właśnie życia za nią oddał. Raz. A potem prawie drugi raz, kiedy Pilar smacznie spała w szpitalu. Ona również oddałaby je za niego. Bez najmniejszego zawahania. W ogień by za nim wskoczyła i była gotowa spłonąć żywcem w katuszach. Tak bardzo go kochała.
—
Eso es bueno —
To dobrze, rzuciła zaraz po tym, jak jej usta wyrwały mu z płuc ostatki powietrza w zachłannym pocałunku. —
Porque eres toda mi vida —
Bo ty jesteś całym moim życiem, dodała prosto w jego usta, z każdym słowem strącając jego rozchylone wargi, by dokładnie czuł na sobie jej wypowiedź. Pilar nie potrafiła być romantyczna, rzadko kiedy mówiła, co siedziało jej w sercu, a jednak przy nim robiła to z rozbrajającą łatwością. Przerażającą wręcz.
Jęknęła głośno, gdy szarpnął ją nagle w stronę poduszek, gdy jej rozgrzane i wciąż obite plecy uderzyły o chłodny materac, a dziura którą wypalił skręt podrapała skórę tuż przy łopatce. Może nawet poświęciłaby temu chociaż pół sekundy uwagi, ale wcale nie miała takiego zamiaru, bo on już znowu do niej
mówił.
B l u ź n i ł w najpiękniejszy możliwy sposób, przyprawiając ją o gęsią skórkę dosłownie na całej długości ciała. Czuła jak miejsce, które przed chwilą ugryzł w okolicy szyi mrowi przyjemnie, wysyłając natychmiastowy impuls napięcia i lokując go między jej nogami. A potem kolejne, kiedy schodził w dół, coraz niżej, kiedy mówił, że chciał wypełnić ją całą. Ona też tego chciała. Kurwa, jak ona tego chciała.
Chociaż kiedy złapał w zęby ramiączko jej stanika, na krótką chwilę i zupełnie niespodziewanie przez jej głowę przemknęło wspomnienie, kiedy Dalton robił to samo. Nie była w stanie nad tym zapanować. Było to jak pojedyncza klatka z filmu, która pojawiła się nagle na osi czasu i wyświetla tylko po to, by zaraz zniknąć. Zaraz jej nie było. Znowu był tylko Madox, jednak w ciele pławiącym się w rozkoszy, pojawiła się również nuta strachu. I to nawet nie to, ze Pilar nie czuła się bezpieczna, bo czuła, ale strachu przed tym, że to będzie jeszcze do niej wracać.
I wtedy on jakby to wyczuł. Jakby
intuicja i to pierdolone połączenie dusz, które mieli, nagle mu podpowiedziało, że coś mogłaby być nie tak, nawet jeśli fizycznie ona wciąż lgnęła do niego. Uniosła ciemne spojrzenie, łapiąc jego równie czekoladowe i intensywne.
Jeśli coś będzie nie tak, to mi to powiedz.
Skinęła głową. Było dobrze. Jedno wspomnienie w żaden sposób nie było w stanie zepsuć ognia, który między nimi wybuchnął, który tlił się pod każdym stęsknionym dotykiem i pocałunkiem tak zachłannym, że prawie bolesnym. Wiła się pod nim, kiedy dłonią błądził po jej ciele, kiedy jego usta odbierały jej rozum i jakiekolwiek hamulce, wypełniając każdą żywą komórkę
jego imieniem, kiedy mówił jej jaka była gorąca, jak bardzo go kręciła.
Kolejny flashback pojawił się przed oczami, gdy męska dłoń zachaczyła o materiał jej spodni. Kiedy odbezpieczył guzik i przejechał zamkiem błyskawicznym w dół. I chociaż dotyk Madoxa był kompletnie inny niż ten Daltona, tak nie była w stanie nic na to poradzić. Znowu zepchnęła to w tył głowy, wbijając paznokcie w jego nagie ramiona i przyciągając bliżej siebie, by puścić wszystko, co niewygodne w niepamięć.
Tak jak niewygodna była taka kanapa. A może fakt, że ona na niej leżała? Może to właśnie wyzwalało w niej te wszystkie wspomnienia? Możliwe. Dlatego kiedy tylko on jasno dał jej do zrozumienia, że oddaje jej kontrole, że teraz to ona miałą nim prowadzić, Pilar praktycznie od razu złapała go mocno wokół karku i nogi zaplotła na jego biodrach.
—
Primero que todo, sácame de aquí —
Po pierwsze weź mnie stąd, wrzuciła prosto w jego usta, zaciskając się na nim jeszcze mocniej. —
En cualquier otro sitio —
Gdziekolwiek indziej, wydyszała zaraz potem, a on jak na zawołanie zerwał się z miejsca. Podniósł ją, jakby nie ważyła absolutnie nic. Wyprostował się, podczas, gdy Steward głośno oddychała tuż do jego ucha, gryząc je i całując. —
Mesa —
Stół, rzuciła, nim on zdążył powiedzieć cokolwiek. Krótki komunikat, którego nawet nie musiała mu powtarzać, bo on już kroczył w kierunku jadalni. Już kładł ją na kurewsko chłodnym blacie, powodując, że z jej gardłą wydarło sie jęknięcie, a plecy momentalnie wygięły w łuk.
Było przyjemnie.
Lepiej.
Twarda tekstura niczym nie przypominała łóżka z motelu, na którym ją rozbierał. Było
dobrze. Bardzo dobrze. Tak dobrze, że zaraz pociągnęła go do siebie, żeby złożyć na jego usta zachłanny, intensywny pocałunek, przy okazji szarpiąc blond włosy.
—
Mano —
Ręka, przypomniała sobie, przesuwając dłoń po jego ramieniu, by zaraz zacisnąć ją na wywawuowanych na skórze skrzydłach, podczas gdy palce nałożyła na te jego, gotowa
p o k a z a ć mu, gdzie miała być jego ręka. —
Aquí —
Tutaj, wcisnęła ich złączone dłonie pomiędzy rozgrzane ciała zaczynając od biodra. Przeprowadziła go wzdłuż plasterków w tęcze po brzuchu, aż do materiału spodni. Wślizgnęli się pod niego z dziecinną łatwością, by zaraz palce Pilar przycisnęły jego dłoń do przemoczonego materiału majtek. Mógł poczuć, jak bardzo
spragniona go była. A zaraz potem poprawiła ich ustawienie, by znaleźli się również pod bielizną. By mógł już bezpośrednio poczuć to najbardziej wrażliwe, pulsujące miejsce.
Dotknąć, pieścić. Wprawiła jego palce w okrężny ruch, ledwo radząc sobie z własnym oddechem i przyspieszonym biciem serca. Pozostawiła go tam jednak samego, by własne dłonie umieścić na jego twarzy.
—
A la boca… —
A usta… pocałowała je przelotnie lecz intensywnie, by zaraz odsunąć od siebie i poprowadzić je do piersi. —
Aquí —
Tutaj, zarządziła, rozdzielając zadania, co do
wykonania dając mu już pełną dowolność.
Madox A. Noriega