Nie chciał jej w to mieszać, to nie był przyjemny widok, ta kobieta wszędzie miała ślady po przemocy. Kto jak kto, ale akurat oni mogli sobie z powodzeniem wyobrazić, co ktoś jej zrobił. Nie chciał, nie próbował. Zrobił to, a na koniec jeszcze odebrał jej życie, najprawdopodobniej zaciskając palce za mocno na długiej, gładkiej szyi, na której były widoczne ślady, albo może skręcił jej kark? Głowę miała nienaturalnie ułożoną, tak jakby coś jej się w szyi przestawiło i nie dało się już tego naprawić.
Chociaż Madox widział trupy w gorszym stanie, nawet Marco z dziurą w głowie wyglądał o wiele gorzej, to ten zrobił na nim duże wrażenie. Pewnie dlatego, że ona rzeczywiście przypominała jego matkę. Miała podobny do niej nos, policzki, usta, miała w sobie coś znajomego, coś co sprawiało, że ściskało go w żołądku.
Ale nie umiał jednoznacznie stwierdzić, że to ona. Albo nie ona.
Dopiero kiedy jego dłoń przesunęła się po jej ręce wyżej, dopiero kiedy biały materiał odsłonił jej lewe przedramię, a Madox przesunął po bladej skórze palcami przyglądając jej się pod różnym kątem...
Wypuścił mocno powietrze z płuc wraz z tym pytaniem detektywa Montoya
czy to pańska matka, bo już wiedział.
Pokręcił głową i delikatnie odłożył jej rękę na metalowym stoliku.
-
To nie ona - powiedział, chociaż w pewnym momencie głos mu się odrobine załamał -
miała na przedramieniu tatuaż, napis La vida es teatro, a nie wygląda jakby usuwała tu jakiś tatuaż - akurat Madox miał o tym jakieś pojęcie, bo sam kiedyś jednego się pozbywał, teraz nawet przykrył go czymś, ale kiedyś tam... zrobił sobie taki tatuaż, który miał mu zawsze przypominać, którą stronę wybrał. Później go usunął. A jeszcze później zastąpił czymś zupełnie innym.
Odsunął się o krok, a detektyw Montoya zakryła kobietę.
Ulżyło mu. Naprawdę mu ulżyło. Mógł udawać, że go to nie rusza, ale gryzło go to gdzieś pod skórą, cały czas się zastanawiał, co zrobi jeśli to ona. Czy powinien ją pożegnać, czy powinien...
Cały czas myślał o tym, kto jej to zrobił i dlaczego, od detektywów uzyskał tylko jakieś szczątkowe informacje, właściwie nic, ale pytali go o jakiegoś jej partnera. Czy to jej partner jej to zrobił?
Jeszcze przez chwilę patrzył na kobietę na stole, a właściwie na ten biały całun, który teraz szczelnie okrywał jej ciało. Nie była jego matką, ale pozostawało pytanie... Dlaczego miała przy sobie jej prawo jazdy, bo tak ją zidentyfikowali, po dokumencie, który znaleźli w jej torebce. Nie powiedzieli mu jakim, ale zapytali czy jego matka posiadała prawo jazdy, po co bym im to było?
Nie posiadała dziesięć lat temu.
Dopiero po chwili wyczuł jej obecność. Może usłyszał jej cięższy oddech? Albo po prostu czuł na plecach jej ciemne, przenikliwe spojrzenie? Odwrócił się i przez chwilę nawet chciał się unieść, że co ona tutaj robi? Że dlaczego ją tutaj ściągnęli, kiedy on się przecież zarzekał, że jej tutaj nie chce. Ale nie zrobił tego, tylko w dwóch krokach pokonał dzielącą ich odległość i ją do siebie przytulił. Mocno, opierając policzek o jej skroń. Zaciągnął się jej znajomym zapachem, nawet zamknął na moment powieki. Czuł jak się spięła i jak serce wali w jej piersi jak szalone, on za to kompletnie się rozluźnił. Czuł się jakby jakiś wielki kamień spadł mu z serca, z barków. Bo nawet kiedy patrzył w twarz tej martwej kobiety, to przecież jeszcze się wahał, jeszcze się łudził, że to może być ona. Ale nie była. Teraz to czuł, wiedział, że to nie jego matka. Bo ona jednak miała zupełnie inny nos, inne policzki, inne usta. Jak on mógł to zapomnieć?
Nie mógł.
Dopiero po chwili oderwał się od Pilar, chociaż ręką przesunął po jej ramieniu do dłoni, odszukując jej palce, które splótł ze swoimi, dopiero teraz zauważył na opuszkach krew, ale tylko przyciągnął ją do siebie bliżej, chwytając jej rękę jeszcze pewniej.
-
To na pewno nie ona - potwierdził jeszcze raz -
możemy już iść? - zapytał patrząc po detektywach. Zgodzili się, zapytali czy zostają w mieście, bo chcą jeszcze sprawdzić informacje, które Madox im przekazał podczas przesłuchania. Potwierdził, że kilka dni, a nawet zapewnił, że przekaże im adres, kiedy się gdzieś zameldują.
Kiedy tylko wyszli z komisariatu, zaraz ją zatrzymał przyciągając do siebie, tak, żeby stanęła do niego twarzą w twarz, żeby mógł spojrzeć jej w oczy.
-
Wszystko okej? - zapytał i krew z jej dłoni wytarł o tę swoją ciemną koszulkę z napisem
łobuz kocha najbardziej -
chcesz iść do łazienki? - zapytał, bo może chciała... umyć ręce? Chociaż jemu wcale się nie uśmiechało wracanie tam.
Zresztą gdy tylko zauważył ich kierowca taksówki, który palił fajkę opierając się o bok auta, to zaraz do nich machał i wołał.
-
Te tomó más tiempo -
dłużej wam zeszło, dłużej... Może godzinę. Chociaż Madoxowi wydawało się, że dziesięć, kiedy stał tam przy tym metalowym stole, kiedy przez moment myślał, że to naprawdę jego matka.
-
Nos invitas a un cigarrillo? -
poczęstujesz nas papierosem?, zapytał kiedy stanęli już koło auta. Wąsacz najpierw się zmarszczył, ale finalnie rzucił mu paczkę.
-
Día duro? -
cieżki dzień?, zapytał, a Noriega tylko pokiwał głową, wystawił fajki w kierunku Pilar, a kiedy wzięła jednego, on też wygrzebał z paczki kolejnego i od razu umieścił go między zębami. Oddał papierosy kierowcy i zmacał się po kieszeniach w poszukiwaniu zapalniczki, gdzieś ją miał. Znalazł, w tylnej kieszeni. Przesunął palcem po krzesiwie, odpalił i wyciągnął w kierunku Stewart, a potem sam się zaciągnął odpalając też sobie.
To był zdecydowanie ciężki dzień. A wcale się jeszcze nie skończył.
Tylko... chyba najgorsze już mieli za sobą?
Pilar Stewart