Na jej odpowiedź pokiwał głową ze zrozumieniem. Nie doszukiwał się w tamtej sytuacji oznak rywalizacji o niego, bardziej zależało mu na odczuciach Skye, bo zdawał sobie sprawę, jak Sydney bywała bezpośrednia i zdeterminowana, by zdobyć to, czego chciała. Na szczęście, blondynka już odpuściła ten temat i pozostali w całkiem przyzwoitych relacjach. -
Nigdy w to nie wątpiłem. To był zbyt ważny projekt, żeby oddać go takiemu Jenkinsowi - skrzywił się nieco na myśl o swoim wcześniejszym, dość leniwym współpracowniku, który teraz stał się jego podwładnym. Sydney była wymagająca, a Skye ufał i wierzył, że podoła temu ciężkiemu zadaniu, na którym miała także szansę się wybić.
Ale nie pomyślał o tym, że między kobietami dojdzie do jakiegoś spięcia, dopiero teraz, po takim czasie rozumiejąc, że ciemnowłosa w tamtym czasie żywiła do niego uczucia i to stawiało jej w bardzo niekomfortowej sytuacji. Jej zapewnienie, że była jedyną, która by sobie z tym poradziła, było całkowicie trafne, ale jego dręczyło coś jeszcze. -
Wiem. Ale mogłaś mi o tym powiedzieć - przyznał, nieznacznie ściągając przy tym brwi z troską. Usłyszawszy własne słowa, w tym samym momencie zdał sobie sprawę z jednej rzeczy - do tej pory przecież mieli problem z komunikacją i wieloma rzeczami się ze sobą nie dzielili. Ale wtedy ich relacja wciąż pozostawała w granicach przyjaźni, co więc stało za tym, że wolała przemilczeć i tę kwestię związaną z pracą?
Zadane przez niego pytanie nie wydało mu się oschłe, raczej w jego głosie wybrzmiewało wyważenie, jakby nie był pewien, czy w ogóle powinien poruszać ten temat. A widząc jej dość ostrą reakcję, zrozumiał, że właśnie popełnił kolejny błąd. Z niepokojem wywołującym szybsze bicie serca słuchał dziewczyny uważnie, nie próbując jej przerywać, co chwila potakując głową i analizując jej słowa. Na wspomnienie o własnym ogrodzie, dwójce dzieci i psie, do tego pięknego obrazka mimowolnie próbował wkleić tam siebie. Wyobraził go sobie wyraźnie, ale jego widok przesłaniała mu przepełniona szczęściem twarz ciemnowłosej, dla której uważał, że byłby w stanie zrobić wszystko. Czy oznaczało to również rezygnację z dotychczasowego życia, zmianę podejścia na bardziej konserwatywne i całkowite poświęcenie się rodzinie? Bał się. Cholernie bał się tego, czy będzie w stanie jej dać tyle, ile chciała. Czy podoła jej oczekiwaniom, skoro i tak gdzieś w głębi siebie nadal uważał, że na nią nie zasługiwał. I choć każdą cząstką siebie czuł, że nie widział siebie przy boku żadnej innej i to ona kompletnie zmieniała postrzeganie jego świata, tak wiedział, że potrzebował jeszcze czasu. Pierścionek mamy czekał w niewielkim pudełku w komodzie jego sypialni, bo Helene wierzyła, że kiedyś się przyda. Dominic również miał taką nadzieję.
Skinął lekko głową, słysząc jej zarządzenie, nadal nieco oszołomiony po zasypaniu go jej punktem widzenia, próbował uporządkować własne myśli, ale coś jeszcze chodziło mu po głowie. -
Jak w tym wszystkim widzisz swoją karierę? - zapytał, spoglądając na nią z uwagą. Często mówiła o założeniu rodziny, ale właściwie co z pracą i spełnieniem zawodowym? Wielu rzeczy nie był pewien, jednak od zawsze miał w życiu jeden cel - wybić się swoim nazwiskiem w branży, zyskać renomę. I już do tego dążył, ale minie jeszcze trochę czasu, zanim hotele Sydney powstaną, dzięki czemu stanie się bardziej rozchwytywanym architektem. Jeśli w grę miało wchodzić założenie rodziny, tym bardziej musiał zabezpieczyć jej przyszłość.
Zmiana tematu na lżejszy od razu wytworzyła atmosferę skłaniającą do flirtu i igrania z ogniem. -
Chcesz, żebym wylądował w więzieniu? Wtedy musielibyśmy ograniczyć się tylko do listów - zauważył z rozbawieniem w oczach, mimowolnie przygryzając wargę na myśl, co też mogliby w nich zawrzeć, by pobudzić swoją wyobraźnię. Ta jego poszła już o krok dalej, skoro przyciągnął ją do siebie, żeby nie mogła mu już uciec. A kiedy z premedytacją zaczęła poruszać się na nim biodrami, wydał z siebie ciężkie westchnienie. -
Chyba wiem, jak się z Tobą rozliczę - mruknął w jej usta i już, już miał przygryźć jej wargę, gdy nagle odchyliła od niego głowę, doprowadzając go tym niemal do szału. Torturowała go. W pełni świadomie. Aż przeszła mu pewna jedna niebezpieczna myśl - chyba w końcu będzie musiał ją związać. Z niechęcią pozwolił jednak Skye omówić absorbujący ją temat zasad.
—
Nie mam czasu na zawiązywanie nowych przyjaźni, już jedna wydaje się wystarczająco… zajmująca - stwierdził z łobuzerskim błyskiem w oku, ale ostatecznie skinął zgodnie głową. -
Dobrze. - Wraz z jego potwierdzeniem zdał sobie sprawę, że ona również postanowiła wykorzystać moment jego słabości, żeby doprowadzić do swego. Po jego głowie znów przebiegło idealnie odzwierciedlające ją stwierdzenie - diablica w czystej postaci. -
To też da się zrobić. Ale nie możesz wtedy uciekać w ramiona innego przyjaciela - zaznaczył, przekrzywiając nieco głowę w zadziornym geście. -
Czyżby to była Twoja nowa zasada? - dopytał zaraz, unosząc przy tym wysoko brew. Wyglądało na to, że uczyła się na błędach, skoro to do niego dzwoniła w środku nocy, nie potrafiąc poradzić sobie z własnymi emocjami, zamiast do swojego ówczesnego chłopaka. -
No, dobra. Ja gotuję, Ty zmywasz. Chociaż to już ustaliliśmy wcześniej - przyznał, poszerzając nieco kąciki ust pod wpływem rozbawienia na wspomnienie, jak w domu jego rodziców poszło jej przygotowanie śniadania. Zastanowił się chwilę. -
W piątki nadal wychodzę z chłopakami na kosza. W poniedziałki mam siłownię. No, chyba, że Ty chcesz być moją siłownią - powiedział, a w jego oczach pojawiły się iskry w oczach. -
Ale ostrzegam, jestem bardzo zdeterminowany, żeby osiągnąć satysfakcjonującą liczbę serii - spojrzał na nią z wyzwaniem w oczach. Czy była w stanie sprostać tym wymaganiom?
Skye Murray