28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

was it all any more faded after all?
i don't know...

p a n i k a

Czuł, jak pomieszczenie, w którym się znajdował, zacieśnia się wokół niego z każdym pieprzonym oddechem. Jak ściany podchodzą bliżej, jak powietrze robi się cięższe, jak wszystko w nim krzyczy, że musi coś zrobić, tylko nie miał pojęcia co. Nie był w stanie na nią spojrzeć. Nie potrafił napotkać jej tęczówek, jak ostatni tchórz. To nie był on. Zdawał sobie z tego sprawę. A jednak coś, co jeszcze przed chwilą wydawało się idealnym wieczorem, musiało się spieprzyć przez jeden moment słabości, której nie mógł w żaden sposób kontrolować. Tracił...

k o n t r o l ę

Nad sobą... i wszystkim, co działo się przy niej - wokół niej. Czy naprawdę tracił resztki rozumu tylko dlatego, że na moment pozwolił sobie poczuć za dużo? Oparł się dłonią o ścianę, masując palcami skroń, próbując w ten sposób uciszyć cały ten chaos w swojej głowie. Wtedy usłyszał jej łagodny głos, niemalże ostrożony, jakby samym tonem głosu upewniała się, czy by jej znowu nie zaatakował. Zaraz po nim dobiegł do niego specyficzny szelest pościeli, który oznajmil mu, że poruszyła się na łóżku... Parsknął pod nosem z niedowierzaniem. Naprawdę chciała się do niego odzywać? Jeszcze go uspokajać? - È solo un incubo, Elena? - zapytał niemal drwiąco, odwracając się w jej stronę. Spojrzał w dół, na jej drobną sylwetkę, i poczuł, jak coś w nim pęka jeszcze bardziej. - È proprio un cazzo di incubo. - Chwycił ją za nadgarstki i uniósł jej dłonie ku górze, zaciskając palce mocniej, niż powinien - za mocno - wiedział o tym niemal od razu, ale spanikowal i chciał, żeby wiedziała z kim miała do czyenienia. - Come posso frequentarti, se non riesco a fidarmi di me stesso? - wyrzucił z siebie- Jak, do cholery? - Odwrócił wzrok na moment, wciąż trzymając jej nadgarstki... może bał się ją puścić? Dopiero po chwili zmusił się, żeby spojrzeć jej w twarz. I to był błąd. Bo była taka łagodna... piękno, które biło z jej twarzy działało na niego niemal uspokajająco. Rozluźnił palce.

Powoli przesunął dłońmi wzdłuż jej ciała, po ramionach, talii, aż w końcu objął ją w pasie i przyciągnął do siebie cholernie mocno - wbrew wszystkiemu nie potrafił jej puścić. Nachylił się, chowając twarz w jej szyi, we włosach, w tym słodkim zapachu perfum i skóry, który działał na niego uzależniająco. Przez moment po prostu stał tak z nią w ramionach. Trzymał ją. O d d y c h a ł nią. Czuł, jak bardzo jej potrzebował. Łzy paliły go gdzieś głęboko, w samym środku serca. Wiedział, że nie znali się długo. Wiedział, że to nie miało prawa znaczyć aż tyle. A jednak, gdyby istniała rzeczywistość, w której ona czuła choćby namiastkę tego przyciągania, które on czuł do niej, zrozumiałaby, jak bardzo walczył sam ze sobą. Zrozumiałaby, że to, co zaraz zrobi, będzie najgorszą możliwą rzeczą. Splunie sam sobie w twarz. Zniszczy coś, czego jeszcze nawet nie zdążył nazwać. Pozwoli, żeby cisza rozlała się po jego sypialni i przykryła wszystko tym jednym, okrutnym faktem. Nie ufał sobie. Nie przy niej. - Idź już - wyszeptał cicho w jej szyję, zaciskając dłonie mocniej na jej ciele. Słowa mówiły jedno... a ciało krzyczało coś zupełnie innego. - Non voglio vederti mai più.- wyrzucił z siebie cicho i spojrzał jej w twarz. Przez kilka sekund tylko patrzył, próbując zapamiętać każdy szczegół, zanim sam sobie odbierze prawo do patrzenia na nią kiedykolwiek jeszcze. Potem wysunął dwa palce, chwycił delikatnie jej podbródek i uniósł jej twarz ku sobie... nie będąc pewnym co ma jej jeszcze powiedzieć.

picollina ִֶָ𓂃 ࣪˖ ִֶָ་࿐
27 y/o
DEATH IN BLOOM
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
crimson teardrops falling like rain on the shore, decimated all of my dreams I used to adore
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała tak wiele powodów by u c i e c.
Nie pozbierać swoje rzeczy, nie ubrać się, nie zebrać klucze z miejsca, o którym mówił, że tam będą.
U c i e c, umknąć z tego miejsca jak najszybciej, nie tylko z tego bogatego mieszkania ale też z daleka od jego gorącego ciała, jego niesfornych włosów i spojrzenia, które przechodziło przez nią na wylot.
Jej intuicja wrzeszczała, nakazując jej cofnięcie się - wtedy, gdy jego dłoń zacisnęła się na jej nadgarstku na pograniczu między stanowczością a bólem. Skóra na jej szyi piekła, przypominając o powstających na niej sińcach. Rozszerzone tęczówki upodobniały go do dzikiego zwierzęcia bardziej niż człowieka, w głosie nakazującym jej wyjście rozbrzmiewała stanowczość.
Ale jej bose stopy wrosły w ziemię.
Jej dłonie odruchowo sięgnęły ku niemu, nawet wtedy, gdy nadgarstki miały w potrzasku. Sięgnęły do jego twarzy, przesuwając palcami po szorstkim od jednodniowego zarostu policzku, wplatając je we włosy, odgarniając je w tył.
Nie wiedziała, czy stała za tym potrzeba pomocy - czy w ogóle taką w sobie posiadała? Nie należała do altruistycznych osób, obok żebrzących na ulicach biednych przechodziła bez mrugnięcia okiem, nie wpłacała żadnych pieniędzy na fundacje, kurwa, nie wiedziała czy w ogóle odprowadzała podatki, bo zawsze takie rzeczy robił za nią ktoś inny.
Czy to był strach o to, co mógłby zrobić gdyby jej nie było? Stan, w którym tkwił, wydawał się intensywny, naznaczony bólem, impulsywnością, która wyzwalała w ludziach najgorsze.
Czy zdemolowałby mieszkanie tak, jak odrzucony w bok kieliszek wina? Czy zwinął się w kłębek i wpił palce we własne przedramiona, opadając na ziemię?
Czy to było to pieprzone u c z u c i e, które dudniło w jej klatce piersiowej, które sprzeciwiało się na samą myśl, że miałaby go teraz zostawić?
A może to ten ból, który dostrzegała w głębi jego spojrzenia, w zakamarkach jego mimiki, w słowach, które były go pełne.
Ten ból, który towarzyszył jej każdego dnia odkąd uciekła z Mediolanu.
- Nie wyjdę - szepnęła, wsuwając się chętnie w jego ramiona, lgnąc swoim ciałem do jego jakby sama jej obecność mogła naprawić wszystko to, co usiłowała odebrać mu noc. Spokój, szczęście, poczytalność. - Nic się nie stało.
Wspięła się na palce gdy chwycił jej podbródek, zamykając mu usta w chwili, w której szukał odpowiednich słów, które mógłby nimi wypowiedzieć. Składając na nich pocałunek, z początku lekki, zaledwie muśnięcie warg z czasem nabierające śmiałości.
- Venire - poprosiła z czułością, splatając ich dłonie ze sobą. - Vieni a letto con me.
Pociągnęła go lekko za sobą - w stronę rozgrzanej pościeli, która zdążyła stracić swojej temperatury na rzecz nocnego powietrza. Pościeli, która wciąż nosiła znamiona tego koszmaru, a które ona z premedytacją zignorowała. Odsunęła kołdrę, zamiast kładąc się wprost, plecami opierając o wezgłowie łóżka i przyciągając go bliżej.
- Questa volta veglierò su di te, cucciolo - szepnęła, kładąc jedną z poduszek na swoich nogach by mógł się na niej położyć. - Nessun incubo ti prenderà, questa volta.

cucciolo・。☽*
28 y/o
Welkom in Canada
182 cm
International Affairs Specialist at Northland Power
Awatar użytkownika
.♱⋆cigarettes after sex⋆♱.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

your lungs are full of air
but you're drowning...


W momencie, kiedy w końcu poczuł, że miał wszystko pod kontrolą… ...stracił ją.
Świadomość tego, że mógł zrobić jej krzywdę, zżerała go od środka. Czuł do samego siebie obrzydzenie, złość, załamanie. Jedynym powodem, dla którego nie mógł nawet spojrzeć Elenie w twarz, było to, że nie mógł pozwolić sobie na choćby namiastkę przypomnienia tego, co przed chwilą prawie zrobił. Chciał, żeby odeszła. Żeby zakończyła cokolwiek to, kurwa, było. Było, minęło, chwila uniesienia, moment swawoli, na który sobie pozwolił, a który zamienił się w piekło. Trzymał ją za nadgarstki, chcąc ją przestraszyć, odrzucić od siebie, upewnić się, że zrozumie, że nie był mężczyzną, któremu na dłuższą metę mogłaby zaufać. Hell, on sam sobie nie potrafił ufać. Ale ona nie uciekała.
Wręcz przeciwnie.
Wysuwała swoje delikatne dłonie ku jego twarzy, pomimo jego usilnych starań, by trzymać je w bezruchu. Przymknął oczy w momencie, gdy przesunęła drobnymi palcami po jego policzku. Te przyjemne, delikatne muśnięcia o zarost, które po chwili odnalazły drogę do jego włosów, uspokoiły go niemal natychmiast. Cholera, działała na niego tak kojąco, jakby w środku całego tego chaosu była jedyną rzeczą, która potrafiła przytrzymać go przy rzeczywistości. Nie chciał jej zrobić krzywdy. Chciał jej chronić. Pragnął jej chronić, ale nie mógł pozwolić… Nie mógł. Tylko że ona miała inne plany.

Zmarszczył brwi, gdy oznajmiła, że nie wyjdzie. Że nic się nie stało. Kurwa, czemu była taka idealna? Objął ją mocniej, zerkając na nią z czymś pomiędzy niedowierzaniem a desperacją. - Elena, jak to się nic nie stało? - odparł lekko zdenerwowany. - Nie możesz tego tak zign… - Nie pozwoliła mu dokończyć. Przymknął oczy, czując jej słodkie usta składające pocałunek na jego wargach. I tyle wystarczyło. Po prostu go zaczarowała. Nie było innego wytłumaczenia na to, co z nim robiła. Nim zdążył się zorientować, ta nimfa prowadziła go już w stronę łóżka, splatając ich dłonie ze sobą -wyglądało to, jakby wcale nie zamierzała wypuścić go z własnego życia tylko dlatego, że on sam uznal, że na to nie zasługiwał. Zerknął tylko na jej drobną posturę, a potem wsunął się obok niej na łóżko. Przejechał dłonią po twarzy i włosach, biorąc głębszy oddech. Po chwili ścisnęło go w żołądku i sercu, gdy zobaczył, jak Elena układa sobie poduszkę na nogach.

Słuchając jej, mógłby przysiąc, że poczuł pieczenie pod powiekami, na co zareagował jedynie cichym parsknięciem pod nosem, pełnym niedowierzania. Nie był przyzwyczajony do tego, żeby ktoś się o niego troszczył. A ona… ona właśnie to robiła. Robiła to po tym, jak o mały włos nie zrobił jej krzywdy. Nie zasługiwał na nią. Wiedział to. A jednak gdzieś w podświadomości, w tym najbardziej egoistycznym miejscu, wcale nie chciał jej wypuszczać. Przysunął się do niej, kładąc się bokiem i układając głowę na poduszce. Ułożył się tak, żeby cały czas móc opuszkami lewej dłoni muskać jej ciało - po prostu chciał mieć stuprocentową pewność, że tam była... że to wszystko nie było jakimś wytworem jego wyobraźni, która właśnie spłatała mu figle. Przymknął oczy i wyszeptał tylko, - Elena, non so davvero cosa abbia fatto per meritarmi qualcuno come te. - I przysnął. Tym razem bez koszmarów. Ze świadomością, że nareszcie znalazł kogoś, dla kogo naprawdę chciałby otworzyć swoje zakurzone serce. Kogoś, dla kogo chciałby z a w a l c z y ć.

k o n i e c


picollina ִֶָ𓂃 ࣪˖ ִֶָ་࿐
ODPOWIEDZ

Wróć do „#14”