ODPOWIEDZ
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W pierwszej chwili zmarszczył brwi, kiedy powiedziała to wiem, bo to było takie, że oboje o tym wiedzieli, ale nic sobie z tego nie robili. A przynajmniej tak sobie pomyślał Madox. Tylko, że ona dodała zaraz, że kurewsko to docenia, a jak się do niego przesunęła, to mimo, że Noriega miał przed sobą ten piękny widok, to spojrzenie zawiesił na jej oczach, jeszcze piękniejszych.
Na jej kolejne słowa jakoś tak odruchowo wyrwał się do przodu, przysunął bliżej, żeby sięgnąć palcami gdzieś do jej ramienia, już nawet otworzył usta, żeby jej coś powiedzieć, może, że teraz ma jego? Ale kiedy dodała jeszcze to przepraszam..., to się zamknął. Wypuścił powietrze z płuc i nabrał je ponownie. Przez chwilę mielił na języku jakieś słowa i trawił to co powiedziała. Bo może on nigdy nie chciał za to przeprosin. Chciał, żeby ona jednak w niego wierzyła, w te jego dobre intencje, w to, że chce, żeby była bezpieczna, że jej nie zostawi, że nagle sobie nie znajdzie kogoś innego, bo mu się odwidzi, to kiedy to powiedziała... Uśmiechnął się, po prostu się do niej uśmiechnął i przesunął wytatuowanymi palcami po jej nagiej skórze.
- Wiem... - tylko tyle jej powiedział, bo ona przecież musiała wiedzieć, że on zawsze w nią wierzył, na każdej płaszczyźnie, czy schodziła w dół klifu, czy rozwiązywała policyjne śledztwa, czy mówiła mu, że on ma gdzieś jej bezpieczeństwo... Wierzył, chciał wierzyć, że tak nie uważała, i chciał jej pokazać, że tak nie jest.
Czasem wychodziło. A czasem kompletnie nie.
Tak jak kompletnie nie pasowało jej bycie kucharką, aż Madox wywrócił oczami.
- W knajpie, w której podają sam ryż, mogłabyś - rzucił od razu, w zasadzie nie skojarzył sushi, bo on osobiście go nie lubił - w barze, w którym robią jedynie cuba libre... - znowu dodał z zaczepnym uśmiechem, a później się do niej przysunął - narzeczony... - też musiał wtrącić, poprawić ją, bo już chyba awansował z bycia facetem na narzeczonego. A jeszcze nie zdążył się tym nachwalić, bo w zasadzie powiedział tylko matce i Lopezowi - myślę, że w Emptiness moglibyśmy ci zrobić jakieś stanowisko z cuba libre, wiesz taki kawałek baru... Postawił bym obok Grigorija i kazał mu wyprowadzać klientów, którzy by się za bardzo spoufalali - taka wizja to mu się nawet podobała. Można wiele powiedzieć o klubie Madoxa, ale bezpieczeństwa barmanek, kelnerek, czy tancerek pilnowali. Sam Noriega nie raz się tam udzielał, żeby stanąć w czyjejś obronie, akurat na to nikt tam nie narzekał, co innego na pensje, czy to, że szef jest pojebany.
Pojebany pomysł też przedstawił zaraz Pilar, z tym skakaniem z klifu. Ale... byli w Acapulco i mieli tego nie zrobić? Później ktoś by ich zapytał co robili, a oni by odpowiedzieli, że spacerowali sobie po plaży? Jak dwa misiaczki.
- Tak myślałem, że po tych wszystkich niebezpiecznych akcjach, mi gatito... - nie dokończył co ta jego kicia, bo ona już pchnęła go na ziemię, już siedziała na nim okrakiem, szarpnął się do niej, żeby zamknąć te jej pełne wargi w gorącym pocałunku, tak jak ona zamknęła te jego. Tylko już zaraz się od niego odsuwała, żeby mu oznajmić, że robią tą niebezpieczną opcję, opadł plecami na ziemię i nabrał mocno powietrze w płuca.
- Peligroso, peligroso - niebezpieczną, niebezpieczną, pomarudził pod nosem, ale już zaraz wstawał, żeby jej to wszystko pokazać, wytłumaczyć.
Kiedy tak się pochylał do jej ucha, kiedy ciepły oddech zatańczył na jej szyi, na karku, a ciemne tęczówki zawiesił gdzieś na jej potarganych już tak bardzo włosach, to musiał przyznać, że Pilar była sexy y peligrosa, a najgorzej, że jego to kręciło.
Do tego stopnia, że kiedy przyznała mu, że to robią, to on nawet się nie zawahał. Chociaż kiedy się tak do niego odwróciła, że prawie znowu wylądowali na trawie, kiedy trzymał ją w ramionach... Nie to, że zwątpił, bo to nie stało się nawet przez chwilę, ale to jej por favor sprawiło, że po plecach przeszedł mu przyjemne dreszcz, bo on lubił jak go prosiła, jak go błagała.
- No nie wiem... - mruknął bez przekonania, przyaktorzył. Chociaż na jej następne słowa jeden kącik jego ust drgnął do góry. A potem drugi, kiedy jej zęby szarpnęły jego kolczyk, kiedy poczuł na uchu jej pełne, gorące wargi, a potem mokry język na szyi, odruchowo przechylił głowę na bok.
- Será peligroso... - będzie niebezpiecznie..., zaczął - y un poco de miedo -i trochę strasznie, przesunął ciemne tęczówki tak, żeby złapać jej spojrzenie - pero también muy caliente - ale też cholernie gorąco, to chyba jednak wygrywało. Chociaż... w ich wypadku to niebezpieczeństwo też było na plus. Szarpnął się jeszcze do niej przytrzymując ją przy sobie, żeby musnąć jej pełne, gorące usta wargami, krótko i zaczepnie, bo już zaraz się odsuwał i ściągał z siebie przez głowę koszulkę.
- Ja pierwszy... Jak nie wypłynę to, udawaj, że nigdy nas tutaj nie było - stwierdził, ale żartował nawet do niej mrugnął zaczepnie jednym okiem - poczekaj... a gdzie skręt? - zapytał, ale trzymał go w ręce, tylko mu trochę przygasł, przez chwilę na niego patrzył - a masz ten woreczek? - bo mogli go odpalić jeszcze w jaskini. Przy okazji jak Pilar szukała samarki, to Madox pozdejmował wszystkie pierścionki i łańcuszki, a trochę tego było. Bo jednak bić się w nich, czy nawet pływać, umiał, ale to miało być nurkowanie do podwodnej jaskini. Nie chciał tam nic zgubić. Wsypał swoje ozdoby do torebki Stewart, a kiedy dała mu worek wrzucił tam niedopalonego blanta i zapalniczkę, jeszcze sprawdził czy jest szczelne. Było.
- W majtki? - przysunął się do niej wsuwając czubki palców pod materiał tej porwanej bluzy, żeby z niej ją zdjąć, przez głowę, odsłonić nagie piersi, a później nawet sięgnął, żeby ten woreczek włożyć pod koronkę jej majtek - chyba wypadnie - stwierdził i jeszcze spróbował z drugiej strony, ale w końcu go wyjął i włożył sobie w bokserki, za gumkę. Zaraz ściągał z siebie spodnie, a ubrania zostawił gdzieś na środku. Złapał za rękę Pilar, żeby jeszcze ją przyciągnąć do siebie, pochylił się do niej jakby chciał ją pocałować, ale wcale tego nie zrobił, tylko zaraz już zacisnął palce na jej policzkach, żeby odwrócić ją w kierunku zbocza.
- Nie rozpraszaj się... Celujesz tam gdzie ja - no i teraz to ją pocałował, krótko, agresywnie, tak, żeby się nie rozproszyli, ale może odpowiednio... nastroili? Poprawił sobie bokserki, a później spojrzał w dół - z rozpędu? - zapytał, jakby miała wiedzieć, a w końcu sam wzruszył ramionami i cofnął się dwa kroki.
Zanim Pilar zdążyła cokolwiek dodać, to się rozbiegł, wybił i skoczył, na szczupaka, chociaż może nie powinien ryzykować skoku na główkę, ale niby wiedział gdzie ma skoczyć, po tych zdjęciach z internetu, chociaż równie dobrze mógł się zabić taką kaskaderką...
Do wody wszedł ładnie, było dość głęboko, tylko podczas skoku wypadł mu ten worek i musiał po niego zanurkować, więc wypłynął dopiero po chwili machając nim Pilar.
- Na spokojnie! Jest głęboko! - krzyknął, chociaż nie wiedział, czy go słyszała, bo on słyszał tylko szum fal obijających się o skały, no i serce, które znowu waliło jak szalone. Podczas tego całego skoku. Ciemne tęczówki zawiesił na Stewart, odpłynął trochę na bok, żeby zrobić jej miejsce, ale w razie czego to, żeby jednak za nią nurkować.

sexy y peligrosa 💋🔥
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy oni kiedykolwiek mogliby mieć dość niebezpieczeństwa? Stwierdzić, że może już wystarczy? Że powinni się nieco uspokoić i nie kusić losu? Nie. Byli na to zbyt narwani, zbyt nieustraszeni, zbyt u z a l e ż n i e n i od adrenaliny. Nie były to dobre cechy, destrukcyjne nawet i może kiedyś za to bekną, ale z pewnością na ten moment nic nie powstrzyma ich przed ciągłym próbowaniem. Bo kiedy ich dwójka miała do wyboru spacer po plaży, trzymając się za ręce, a skok z klifu, który mógł skończyć się skręconym karkiem… bez dwóch zdań wybierali to drugie.
Chociaż Madox jeszcze się z nią droczył, jeszcze próbował ją podjudzić, że nie jest pewien, że faktycznie to jeszcze rozważa, chociaż Stewart przecież widziała w jego obłędnych, czekoladowych oczach, że przecież był już zdecydowany. Widziała ten błysk w okolicy tęczówki, kiedy pokazywał jej zatokę, kiedy mówił jaka była diabelska i niebezpieczna. On chciał tam wskoczyć równie mocno jak ona, jak nie jeszcze bardziej, co zaraz udowodnił tym, że zaczął ściągać koszulkę.
A czemu ty pierwszy? — spytała oburzona, chociaż jej spojrzenie już błądziło po jego wyrzeźbionym ciele. Po wytatuowanych ramionach, na które padały pierwsze promienie słońca i na pięknego lwa, który prężył się dzielnie lewej piersi. Naturalnie miała ochotę podejść i po prostu zacałować każdy skrawek jego torsu. Milimetr po milimetrze, nie omijająć ani kawałka. — ¿Qué hice para merecer un prometido tan atractivo?Czym sobie zasłużyłam na tak gorącego narzeczonego? Wyrwało się jej kompletnie niekontrolowanie. Tak samo jak nawet nie zauważyła momentu, w którym podeszła bliżej i już sięgała do niego rękami, już łaknęła dotyku jego gładkiej, przyjemnej skóry. I pewnie by się zaczęła do niego d o b i e r a ć, gdyby nie pytanie o woreczek, w który można było zawinąć niedopalonego jointa. Tylko dlatego przystanęła w miejscu i skinęła głową.
Gdzieś przy krawędzi znalazła torebkę i sięgnęła do małej kieszonki. Był tam jeszcze jeden skręt oraz faktycznie przezroczysta samarka, którą zaraz wyciągnęła i podała Noriedze, obserwując, jak ładnie, szczelnie go zawija. Miała pewne obawy, czy przypadkiem i tak go nie zaleje, biorąc pod uwagę siłę uderzenia z wodą, ale spróbować i tak mogli. A nóż się im poszczęści. Została tylko kwestia schowania…
W moje majtki? — uniosła wyżej brew. Nie dość, że były praktycznie całe w koronkę, to jeszcze w miarę luźne, dlatego prawie pewnym było, że skręt z nich wypadnie. Miała to nawet powiedzieć głośno, tylko wtedy poczuła ciepłe ręce na swojej rozgrzanej skórze i znowu się rozproszyła. Wstrzymała powietrze w płucach, gdy zaczął ją rozbierać. Niby wiedziała, że było to na potrzeby skoku, a jednak nie mogła nic poradzić na to, jak intensywnie jej ciało reagowało na dotyk ze strony Madoxa. Jak poddawało się temu, wywołując gęsią skórkę i przyjemne mrowienie…
Nie rozpraszaj się.
I to niby miało jej pomóc?
Jak mam się nie rozpraszać, jak stoisz przede mną… — zmierzyła go wzrokiem. — Tak — wykonała bliżej nieokreślony ruch ręką, wskazując jego caliente sylwetkę. A ona wcale jej nie pomagał, bo zaraz sam z siebie ją pocałował. Krótko ale intensywnie. Wystarczająco długo, żeby poczuła mrowienie w podbrzuszu i niewystarczająco krótko, żeby z jej ust wybrzmiało jęknięcie pełne zawodu, kiedy się odsunął. — Zwariuje kiedyś przez ciebie — tylko tyle zdążyła mu powiedzieć, bo Noriega już brał rozpęd, a zaraz potem zniknął z pola widzenia.
Od razu rzuciła się do krawędzi, żeby spojrzeć w dół. Chociaż woda była obłędnie turkusowa, prawie przeźroczysta, tak uderzenie Madoxa wywołało sporo piany i bąbelków przez co przez moment Pilar nie mogła go zlokalizować. Serce zabiło jej szybciej, naturalnie głowa na moment popadłą w panikę, jednak już po chwili zauważyła sylwetkę, która wynurza się nad tafle. A nim zdążył wypowiedzieć całe zdanie, nim to na spokojnie opuściło jego usta, ona już brała rozbieg.
Pilar kochała wodę, kochała świeże powietrze i kochała ten moment, w którym jej ciało wybiło się z brzegu skarpy. Nie była jednak na tyle nieustraszona co Noriega, żeby skakać na główkę. Postawiła na klasyczne, przełamanie tafli wody stopami i było… za-je-bi-ście. Trochę napiła się wody, na moment straciła orientację, ale po chwili wynurzyła się, łapiąc chaotycznie powietrze.
Ale zajebiście — wydyszała, walcząc z walącym w piersi sercu i chłodem wody, który dopiero poczuła na skórze. Zanurzyła się jeszcze raz, by wypłynąć i zaczesać włosy do tyłu, po czym podpłynęła w końcu do swojego prometido. — Chodź tu do mnie — wyciągnęła rękę w jego kierunku, a kiedy ją złapał, Pilar szarpnęła i podciągnęła się do niego bliżej. — Uratowałeś jointa? — spytała zainteresowana, bo jakoś nie chciało się jej wierzyć, że on naprawdę przeżył to bliskie zderzenie z wodą. Rozejrzała się dookoła i dopiero po chwili zobaczyła niewielki, ledwie widoczny łuk nad poziomem tafli.
To tam? — wskazała ręką miejsce, które przykuło jej uwagę. — Długo tam trzeba płynąć pod wodą? — umiała pływać, ale nigdy wcześniej nie próbowała nurkować na dłużej niż pooglądać sobie stopy pod wodą. Dopiero teraz zaczęła zastanawiać się, czy w ogóle da radę przepłynąć do tej jaskini i się po drodze nie udusić. Do tego stopnia ją to zestresowało, że chyba pierwszy raz spojrzała na Madoxa jakoś tak… bezradnie, trochę zagubiona. — Będziesz mnie trzymać za rękę? — spytała, spoglądając na niego swoimi wielkimi, ciemnymi oczami.

prometido caliente 𓆩❤️‍🔥𓆪
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może nawet chciał skoczyć bardziej od niej. A Pilar czytała z niego jak z otwartej księgi, i po co udawać? A no po to, żeby się z nią podrażnić, bo to lubił jeszcze bardziej.
I tą jej zadziorność, kiedy już go pytała, czemu on pierwszy, wywrócił oczami jeszcze na moment zarzucając sobie na ramię koszulkę.
- Bo ty już schodziłaś z klifu, to teraz moja kolej - uznał, że to proste wytłumaczenie, i sensowne, z którym nie powinna się kłócić. Bo oni przecież tak ładnie się wszystkim dzielili, po pół, po równo. Więc kiedy zapytała o to czym sobie zasłużyła na tak gorącego narzeczonego, to Madox odpowiedział jej od razu - porque eres tan sexy - bo była gorąca, seksowna, piękna. Do tego stopnia, że kiedy znalazła się bliżej, to on aż wstrzymał powietrze, a potem... zapytał jej o ten woreczek. Jakby tego nie zrobił, to pewnie sam by ją do siebie przyciągnął, ale teraz ważniejszy był skok na główkę. On już się fiksował na tym skoku. Ładne zrobił zawiniątko, w środek, potem owinął, i z powrotem, a na koniec suwaczek szczelnie, nie było opcji, że go zamoczą, przynajmniej według Madoxa.
Musiał też przyznać, że nie było opcji, żeby torebka utrzymała się w majtkach Pilar, chociaż jeszcze spróbował dwa razy szarpiąc koronkę i zahaczając ją palcami, sunąc nimi po jej rozgrzanej, gładkiej skórze.
- Tym razem w moje - rzucił w końcu i włożył woreczek za gumkę, gdzieś w okolicach tego piórka, które odrobinę mu wystawało z bokserek, na biodrze. Brał pod uwagę to, że pod naporem wody wypłynie, więc musiał też go po prostu przypilnować.
I teraz też chciał przypilnować, żeby się nie rozpraszała, bo on trochę się rozpraszał, kiedy jego ciemne tęczówki sunęły leniwie po jej opalonej skórze, po krągłych piersiach.
- A jak mam stać? - zapytał jeszcze przychylając na bok głowę, odwrócił się tyłem i spojrzał na nią przez ramię, bo może tak? Albo jeszcze bokiem? W końcu jednak tak jak stał, to musiał wpić się jeszcze w jej gorące, pełne usta. Jeszcze złapać na moment jej ciemne tęczówki, zanim wziął rozbieg.
- A myślałem, że już zwariowałaś! - to już krzyknął skacząc na główkę. Woda skontrastowała z rozgrzaną skórą, ale była przyjemna, przejrzysta, chociaż rzeczywiście się zapieniła, kiedy ją przeciął, ale na szczęście i tak zobaczył idący na dno woreczek. I na szczęście złapał go dość szybko.
A potem już machał nim do Pilar, kiedy wybiła się ze skarpy i skoczyła. Patrzył jak wpadła pod wodę i już nawet przepłynął w jej kierunku, żeby nurkować, ale się wynurzyła. Uśmiechnął się szeroko na to jej ale zajebiście, bo sam też uważał, że tak było, nawet miał jej to powiedzieć, ale ona zaraz nurkowała znowu, tym razem sprawiając, że ciemne włosy znalazły się na jej plecach, a nie rozsypane wszędzie. A kiedy wyciągnęła do niego rękę, to zaraz ją za nią chwycił, zaraz szarpnął do siebie.
- Parecías un cisne súper calienta volando hacia países cálidos - wyglądałaś jak super gorący łabędź, wylatujący do ciepłych krajów, piękne porównanie, tak piękne, że Madox musiał go użyć, kiedy już znalazła się obok. Kiedy już mógł zajrzeć znowu w jej ciemne, błyszczące oczy, a zaraz machnął jej przed nimi woreczkiem - szedł na dno, ale mam - wyjaśnił jej. A kiedy zwróciła uwagę na ten łuk, to pokiwał głowę - to tam - nawet trochę zszedł pod wodę, żeby to sprawdzić, bo była tak przejrzysta, że było to widać. Nie puścił jej ręki, więc pociągnął ją pod wodę, ale zaraz wypłynął, zaraz znowu przyciągnął ja do siebie, tak blisko, żeby wylądowała w jego ramionach.
- A na ile wstrzymasz powietrze? - zapytał, znowu łapiąc jej piękne, czekoladowe spojrzenie. Madox umiał nurkować, może nie był w tym jakimś specjalistą, ale mógł dać nurka, żeby pooglądać sobie dno na przykład, a nie tylko stopy. Oparł głowę o jej ramię, a klatkę piersiową o jej plecy - na necie pisali, że półtorej minuty, a jak jest przypływ, to chwilę dłużej, ale nie wiem czy jest... - stwierdził rozglądając się dookoła, było sporo wody. Pociągnął ją bliżej tego wejścia do jaskini, za rękę właśnie, ale jeszcze się zatrzymał, żeby spojrzeć jej w oczy, te jego były... spokojne. Wesołe. Wpatrzone w nią jak w najpiękniejszy na świecie obraz - pewnie - zapewnił ją i nawet sobie tą jej dłoń podsunął do ust, żeby ją musnąć wargami, a później sobie ją oprzeć na karku - wszystko będzie dobrze - zapewnił ją jeszcze, patrząc jej głęboko w oczy - jesteś gotowa? - zapytał, a kiedy skinęła głową to się uśmiechnął, pokrzepiająco - na trzy - dodał i zaraz przysunął się jeszcze bliżej niej, tak, że mogła czuć na policzkach jego oddech - jeden... - starał się wyrównać oddech, z tym jej, spokojnie - dwa... - jeszcze musnął palcami jej policzek - trzy... - i jeszcze raz spojrzał w jej piękne, duże oczy, zanim nabrał powietrze w płuca i zanurkował. Dał jej chwilę, kilka sekund, żeby też to zrobiła, spojrzała na niego pod wodą, jej włosy wiły się dookoła niesione prądami chyba we wszystkie strony, ale kiedy zaczęli płynąć, to się trochę ułożyły. Dno było ładne, piaszczysto kamieniste, trochę dzikie. Dzikie też były skały do których podpłynęli, tylko zanim jeszcze znaleźli się pod kamiennym łukiem... To podpłynął do nich delfin, i chociaż Madox w pierwszym odruchu pociągnął Pilar do siebie, to stwór tylko spojrzał na nich tymi czarnymi ślepiami i odpłynął. W zasadzie Madox gdzieś tam czytał, że można tu spotkać delfiny, w ich naturalnym środowisku, ale to zdarza się wyjątkowo rzadko. A im się zdarzyło...
Chciał jej nawet powiedzieć, że zajebiście, ale tylko bąbel powietrza wyszedł z jego ust unosząc się do góry. A nie mogli tracić o tak sobie powietrza, więc Noriega zaraz pociągnął ją za sobą. Powoli. Pod kamiennym łukiem, który sobie mogli obejrzeć, bo Madox ją obrócił i sam też się odwrócił na plecy. Chyba nie było przypływu, bo może zajęło im to to półtora minuty, chociaż może dwie, bo pół minuty patrzyli się na delfina, a on na nich, ale w końcu wynurzyli się w tej podwodnej, diabolicznej jaskini. Dookoła były skały, ale było też kilka większych głazów, na które dało się wyjść. Jaskinia była ciemna, a jedyne światło jakie tu wpadało to to od turkusowej wody, wyglądało to pięknie. Chociaż kiedy tylko wysunęli głowy ponad tafle wody łapiąc w płuca mocno powietrze, to Madoxa najpierw wbił ciemne tęczówki w te obłędne, czekoladowe oczy Pilar, najpierw przysunął się do niej przesuwając palcami po jej policzkach zgarniając z nich włosy, które teraz były w nieładzie.
- Ale... - zaczął jeszcze łapiąc oddech. W jego ciemnych oczach błyszczały wesołe ogniki - ale zajebiście... widzieliśmy delfina - dokończył w końcu. Bo pewnie niewielu gnojkom całującym się w diabolicznej jaskini się to zdarza.
A im się przytrafiło, aż Madox musiał... wpić się w te jej pełne, gorące wargi, które jeszcze łapały powietrze. Smakowała słodko-słono. Smakowała czymś niesamowitym, jak ten delfin, którego spotkali u wybrzeży Acapulco. Smakowało przygodą, którą przeżywali wspólnie. Dzień za dniem.

oh joder delfín 🐬˚˖𓍢ִ໋ 🐋✧˚.🐟
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na co dzień była nieustraszona.
Niczego się nie bała; potrafiła wyciskać trzysta na autostradzie, brać udział w strzelaninach, bić się i każdego dnia ryzykować życiem dla dobra innych.
A jednak — kiedy ustawiła się przed jaskinią i doszło do niej, żeby będzie musiała znaleźć się pod wodą bez możliwości wypłynięcia przez dłuższy okres czasu jakoś… się zestresowała. Puściła w niepamięć ten wspaniały, epicki skok, to że nazwał ją gorącym łabędziem, który wylatuje do ciepłych krajów i to, że woreczek ostał się we wspaniałych warunkach w gaciach Noriegi. Te wszystkie miłe rzeczy, jakoś nagle wyparowały z jej głowy, a zamiast tego całe miejsce wypełniło jego kolejne pytanie.
Ile była w stanie wytrzymać pod wodą?
Nie wiem — odpowiedziała kompletnie szczerze, otwierając oczy jeszcze szerzej i czując, jak serce w piersi zaczyna jej walić. Mocno. A kiedy oznajmił, że będą musieli nurkować ponad półtorej godziny, poczuła, jak dziwna gula zaciska się w jej gardle. — Nie wiem, czy dam radę tyle wytrzymać — rzuciłą bez zbędnych filtrów. Bo to chyba nie był moment, w którym powinna udawać, że wszystko jest okej, skoro nie było. Bała się. Po raz pierwszy przy nim autentycznie się czegoś bała. Mógł to widzieć w jej oczach.
Pilar nienawidziła nie wiedzieć. Nigdy wcześniej nie nurkowała, a tutaj jednak miała świadomość tego, że kiedy znajdą się pod skałami, nie będzie w stanie nagle wypłynąć i nagrać powietrza, gdyby ono zaczęło się jej kończyć. Do tego zdawała sobie doskonale sprawę, że panika może tylko wszystko pogorszyć. Zakręciła się na moment w tej spirali myśli, do momentu, w którym nie przysunął się bliżej niej, a jego dłoń zacisnęła mocno na tej jej.
Czuła, że jest wsparciem. I kiedy powiedział, że będzie dobrze może było jej nieco lepiej? Przecież zawsze mu wierzyła, nawet jeśli to było tylko takie gadanie. Musiała mu zaufać. Ostatnie czego by chciał, to żeby stała się jej jakaś krzywda.
Będzie git — powtórzyła zaraz po nim, przyglądając się, jak przykłada sobie jej dłoń do ust, składając na skórze czuły pocałunek, a potem ta sama dłoń na moment znalazła się na jego karku. Złapała kilka głębszych oddechów, próbując uspokoić walące serce. Zawsze biło przy nim mocno, a jednak w tamtej chwili nie wyrywało się w ten charakterystyczny sposób, tylko po prostu panikowało. Podnosiło jej ciśnienie w ten nieznośny sposób, jak kiedy myślała o Daltonie. Znała już doskonale ten stan przed atakiem paniki, ale wiedziała też, że nie mogła sobie teraz na to pozwolić. Chciała przepłynąć na drugą stronę. A Pilar Stewart nigdy nie odpuszczała. Wychodziła ze strefy komfortu, zbierała bęcki i wypierdalała się z rowerka — ale nigdy nie odpuszczała. I teraz też nie miała zamiaru.
Skinęła głową, dając mu znać, że była gotowa.
Chuj.
Raz się żyje.
Zacisnęła mocniej palce na jego dłoni i odliczała razem z nim. Jej oczy wciąż były wystraszone, patrzyły na niego zupełnie inaczej niż jeszcze chwilę temu, jakby teraz dosłownie zawierzała mu swoje życie i bezpieczeństwo.
Raz… dwa… trzy…
Załapała w płuca największą ilość powietrza, jaką tylko była w stanie i zanużyła się pod wodę. Oczy otworzyła praktycznie od razu, odnajdując jego sylwetkę, a potem już dała się pociągnąć do przodu. Pierwsze kilka sekund miała wrażenie, że nie da rady. Że jednak powinna wypłynąć, zanim nie będzie za późno, jednak jego silna dłoń zaciśnięta na jej palcach sprawiła, że spięła się w sobie i podążyła za nim. Serce waliło jej mocno. Za mocno. Nieprzyjemnie. Nie potrafiłą zawisić wzroku na jednej rzeczy — wodziła nerwowo spojrzenien dookoła, mając wrażenie, że zaraz autentycznie ją popierdoli.
Do momentu, w którym obok nie pojawił się delfin.
Pierdolony delfin. Piękny delfin.
Ten widok był tak abstrakcyjny, tak niespodziewany i zaskakujący, że autentycznie w ułamku sekundy zapomniała, że cokolwiek jej się działo. Zupełnie jakby umysł odłączył się od ciała i przestał odbierać bodźce stresu. Zapatrzyła się na ssaka. Był śliczny. Idealnie gładki, na tle turkusowej, przejrzystej wody… autentycznie zapierał dech w piersiach. I równie szybko, co Pilar mogła się nim zachwycić, on się ulotnił. Odpłynął gdzieś w przestworza, a Stewart odprowadziła go wzrokiem. I dobrze, że Madox znowu ją szarpnął, przypominając jej, że musieli płynąć, bo nawet nie zauważyła momentu, w którym zaczęła wypuszczać powietrze nosem.
Bardzo zły znak, bo znaczył przecież, że kończy się czas, jaki była w stanie wytrzymać pod wodą. Zacisnęła mocniej palce na tych Noriegi i po prostu płynęła. Rzuciła okiem na łuk, pod którym przepływali, kiedy ją obrócił, jednak w jej głowie była już ta jedna myśl, że zaraz zacznie się dusić. Że przez własną nieuwagę, wypuściła z płuc za dużo powietrza. I faktycznie — gdyby w ostatniej chwili nie szarpnął jej w górę, pewnie zachłysnęłaby się wodą.
Wynurzyła się, energicznie, d e s p e r a c k o wręcz łapiąc powietrze. Podczas gdy on podziwiał już wnętrze jaskini, Pilar wciąż walczyła o oddech, mając wrażenie, że całe jej ciało płonie, mięśnie spinają się niemiłosiernie, a serce autentycznie lada moment eksploduje. W tym samym czasie była kurewsko szczęśliwa, że się udało. Że jednak nie spieniała. Dlatego gdy tylko Madox przysunął się bliżej, kiedy zgarnął z jej twarzy niesforne, mokre kosmyki, uśmiechnęła się do niego szeroko i od razu przysunęła tak blisko, jak to tylko możliwe.
Widzieliśmy delfina — zawtórowała mu, śmiejąc się jak głupia, chociaż usta wciąż ciężko łapały powietrze. I te resztki tlenu, które udało jej się zgarnąć, on zaraz zabrał w zupełnie inny sposób niż woda. W ten najbardziej przyjemny, kojący, który w tym samym czasie sprawiał, że cała zadrżała, że płuca ją zapiekły, a serce w y r w a ł o się do niego, jakby to właśnie tam należało. Smakował słoną wodą, zielskiem i ogromem miłości, którą do niego czuła. Dziką, jak ta cała ich historia, jak wszystko, co robili, jak wchodzili ze strefy komfortu, przekraczali granice i po prostu byli. I Pilar to wszystko przekazywała mu w pojedynczym pocałunku, który zaraz pogłębiła, wkradając się do jego ust zwinnym językiem. Jedną dłoń wplotła w mokre, blond włosy, drugą za oplotła jego kark, przyciągając się jeszcze bliżej.
Ciężko było się od niego odsunąć, graniczyło to z cudem, a jednak w końcu udało jej się to w momencie, w którym autentycznie zaczęła się dusić.
Joder, cómo te amoKurwa, jak ja cię kocham, wydyszała prosto w jego rozchylone wargi, przystawiając na moment czoło do jego skroni. Na dosłownie kilka dzikich uderzeń serca, by chociaż trochę się uspokoić.
Ja pierdole, jesteśmy w jaskini — rzuciła w końcu, jakby dopiero teraz to do niej dotarło. I trochę tak właśnie było, bo wcześniej za bardzo zafiksowała się tym, że prawie się udusiła pod wodą, widziała delfina, a na końcu jeszcze na punkcie Madoxa. Zadarła głowę, rozglądając się dookoła. W środku niby panował półmrok, a jednak gdzieś z góry, z jakiejś niewielkiej szparki przedzierał się intensywny promień światła, który podświetlał wodę i niebieskie ściany, które oddawały poświatę z tafli wody. — I gdzie ten diabeł? — spytała, rozglądając się dookoła, by na końcu spojrzeć wyczekująco w oczy tego z Medellin.

el diablo de Medellín 𓆩ꨄ︎𓆪
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zauważył tą jej zmianę. Chociaż... on przecież jeszcze nie widział, żeby Pilar Stewart się bała. No może o niego, ale wtedy reagowała, nie stała, tylko walczyła, a teraz w jej oczach widział zawahanie.
- Dasz radę - powiedział od razu, kiedy oznajmiła, że nie wie czy da radę tyle wytrzymać - dałabyś radę trzy minuty, a ja może cztery... - wiedział to? Nie do końca, tak gadał, żeby ją trochę uspokoić - więc nawet jeśli spotkamy tam... syrenę - spojrzał jej w oczy jakoś tak zaczepnie - i będziemy na nią patrzeć przez minutę, to na spokojnie jeszcze dopłyniemy - opowiadał jej bajki, zwłaszcza z tymi syrenami, ale Madox tak działał, gadał, żeby odsunąć jakieś złe myśli, strach, od siebie, czy od kogoś. W wielu przypadkach zagadanie kogoś też działało zbawiennie.
Bo jak myślisz o syrenach, to nie myślisz o tym, że może ci tam zabraknąć powietrza. Nie mogło. Wystarczyło wyrównać oddech. Podejść do tego na spokojnie.
Chociaż jak patrzył w te duże, wystraszone oczy Pilar, to nie widział w nich w ogóle spokoju...
- Będzie... zajebiście - zapewnił ją jeszcze. Jeszcze patrząc w jej oczy, jeszcze przytulając sobie jej dłoń do policzka, kiedy po nią sięgał, kiedy zaciskał na niej mocno palce.
I zaraz okazało się, że było, bo przed nimi pojawił się delfin, co prawda nie syrena, ale DELFIN.
Madox mimo tego bąbla powietrza, który wypuścił, to je kontrolował, to wiedział na ile mu starczy, dlatego pod kamiennym łukiem przepłynął jakoś spokojnie, a potem spokojnie do powierzchni, gładkiej tafli wody, na której zaraz się unosili.
Dał jej chwilę, żeby złapała oddech, on też złapał, nie tak panicznie, po prostu wypełniając nim płuca, już rozglądał się po jaskini. A już zaraz przyciągnął ją do siebie i zbierał mokre włosy z jej policzków.
- To nie syrena, ale też zajebiście... - powiedział i może nawet rzuciłby jakąś ciekawostką na temat delfinów, z czekoladowych, kolumbijskich batoników, ale nie mógł się powstrzymać...
I już zaraz kradł z jej pełnych, gorących warg ostatni oddech, ale też dzielił się z nią tym swoim, spokojnym. I tym spokojem też się chciał z nią podzielić, chociaż kiedy ją tak do siebie przyciągnął, czuł jak mocno wali jej serce, czuł to w jej nagiej piersi, która oparła się o tą jego, lew i wąż, znowu jedno przy drugim.
Kiedy się od siebie oderwali, to jeszcze przesunął palcami po jej mokrym policzku, jeszcze zaczepił kciukiem o pełne usta, które zaraz ułożyła się w to słowo te amo, aż serce mu jakoś mocniej szarpnęło.
- Yo también te amo - i on też te słowa ułożył na jej wargach, kiedy oparła skroń o jego czoło. Ciemnymi tęczówkami wodząc po jej twarzy.
Dopiero kiedy się odsunęła rozglądając po jaskini, to on też to zrobił, nawet już puścił jej dłoń, żeby się przepłynąć, światło wpadające gdzieś przez szczelinę grało na powierzchni wody tworząc niesamowite wzory. A Madox?
On zaraz znalazł sobie jakąś półkę skalną na którą się podciągał, chociaż raz się poślizgnął i chlapnął wodą, ale druga próba już mu wyszła, chwycił się odpowiednio, spiął, podparł nogą i wszedł na górę.
- Tu... - odpowiedział na jej pytanie o diabła, oczywiście wskazując na siebie. Bo przecież nad nią stał i z tymi tatuażami, cały mokry... może wyglądał trochę diabolicznie. Ale zaraz wyciągał do niej wytatuowane palce, żeby zacisnąć je na jej dłoni, zaprzeć się i wciągnąć ją do siebie, a kiedy stanęła obok, to zaraz ustawił ją tyłem do siebie, zaraz obejmował ją ciasno, przytulając do siebie.
- Zamknij oczy i słuchaj... - polecił jej, do ucha, oparł policzek o jej szyję, a palcami przesunął po gładkiej skórze na brzuchu, zatrzymując je na żebrach pod linią piersi - nie wiem czy to wypali, ale spróbujmy... - dodał zaraz i sam też przymknął powieki słuchając. W pierwszej chwili to nie było nic ciekawego, plusknięcia wody obijającej się o skały, delikatnie chlupotanie, które odbijało się echem od ścian...
Madox już nawet miał powiedzieć, że chyba jednak to była bujda, już nawet nabrał w płuca powietrze, co mogła poczuć na karku, i na plecach, gdy jego klatka piersiowa się uniosła. Ale wtedy w jaskini wybrzmiało to... cmoknięcie? Odbiło się echem od ścian i poniosło gdzieś ku górze. Jakby kurwa pierdolony Posejdon z samego dna oceanu posyłał im całusa, albo...
- Słyszałaś? - zapytał Madox, prosto do jej ucha, które omiótł jego ciepły oddech - to jest ten pocałunek Diabła... Całuje wszystkich którzy tu dopłynęli, ale podobno nie każdemu udaje się go usłyszeć - a im się udało. Usłyszeć pocałunek diabła, i zobaczyć delfina. Chyba znowu mieli farta po swojej stronie.
Chociaż zaraz Madox chciał wyciągnąć z gaci ten woreczek ze skrętem, a on mu spadł. Do wody. Tym razem to nawet się nie zawahał, tylko skoczył, a zaraz już nurkował, żeby go wyłowić. Było dość głęboko, ale widać było dno, a na nim ten skręt, więc chwilę mu zajęło, zanim go sięgnął, zanim znowu wynurzył się koło półki, łapiąc powietrze. Najpierw położył na kamieniu skręta, a później jakąś muszlę.
- Znalazłem, tam jest ich pełno - już znowu wdrapywał się na skałę, ale tym razem sobie na niej usiadł spuszczając nogi do wody.

Yo también te amo ˚˖𓍢ִ໋🦢˚
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i nie spotkali pod wodą żadnej syreny, o której wspominał, ale przecież wiedzieli na własne oczy najprawdziwszego delfina. Pięknego, wielkiego delfina, który spojrzał na nich podejrzliwie, chwilę się poprzyglądał, opłynął dookoła i uciekł. Jakby po prostu chciał się z nimi przywitać. Może nawet trochę odstresować Pilar, zdjąć jej myśli z ataku paniki, który kłębił się pod czaszką i skupić uwagę na sobie. I udało się. To faktycznie jej pomogło, a najbardziej w tym wszystkim pomógł jej Madox, który ani na krok jej nie opuszczał.
Tak jak obiecał, trzymał ją mocno za rękę i nawet na moment nie puścił. Nawet kiedy spokojnie oglądał sobie skałki i elementy jaskini. Była mu za to wdzięczna, chociaż finalnie spomiędzy jej ust wyszło jedynie krótkie wyznanie miłości. Krótkie ale za to wyjątkowo szczerze, wypowiedziane prosto z serca, więc chyba nawet lepsze niż najpiękniejsze poematy. Bo Pilar nie umiała ładnie mówić o miłości, sama dopiero co się jej uczyła, jednak miała nadzieję, że chociaż w czynach wystarczająco pokazywała mu to wszystko, co do niego czuła. Tak jak on jej, chociażby w sposobie, w jaki ją całował, jak zaglądał jej głęboko w oczy, powodując momentalną gęsią skórkę.
Obserwowała go uważnie, kiedy rozglądał się po jaskini, a potem kiedy próbował wejść na skalistą półkę. Wszystko było mokre od wody i tym samym również wyjątkowo śliskie, dlatego troche się namęczył, ale finalnie mu się udało. Podpłynęła tuż pod niego i zadarła głowę w górę, gdy oznajmił, że to on był tym diabłem. Mimowolny uśmiech praktycznie od razu zawitał na jej twarz. Nawet delikatny półmrok i tatuaże nie sprawiały, że chociaż w jednym stopniu wyglądał strasznie.
Takiego to nawet diabli nie biorą — stwierdziła mierząc go wzrokiem. — Chociaż ja osobiście za takim espantoso diablo poszłabym do samych czeluści piekła — wyciągnęła rękę przed siebie, by mógł jej pomóc wdrapać się na górę. Z nim nawet wieczne kary i męczeństwo w piekle byłby świetną zabawą, a przynajmniej z takiego założenia wychodziła Pilar. Poza tym, czym ich obecna egzystencja tak naprawdę różniła się od piekła? Tu też cierpieli, wieczne mieli kłopoty i palili się nawzajem żywym ogniem.
Tak jak palił jego dotyk, kiedy ją do siebie przysunął. Kiedy jego szorstkie, mokre dłonie sunęły po jej ciele i brzuchu, przywołując przyjemne mrowienie. Nie wspominając o klatce piersiowej, która raz po raz obijała się o jej plecy. Miała wrażenie, że czuła na sobie bicia jego serca, a kiedy kazał jej być cicho i się wsłuchać, z początku tylko to słyszała — ich bijące serca i niespokojne oddechy.
A potem jeszcze usłyszeli coś jeszcze. Wyraźne, głośne burczenie brzucha Pilar. Madox to nie tyłko mógł słyszeć ale i poczuć pod palcami, jak jej żołądek zrobił fikołka.
Niezły pocału… — nawet nie dokończyła swojego żartu, bo Noriega już ją skarcił i przecież kazał słuchać. No więc zamknęła się na dobre i słuchała, opierając głowę o jego nagi tors. Z początku nie było słychać nic nadzwyczajnego i chyba oboje byli gotowi się poddać, jednak po chwili faktycznie coś cmoknęło. Trochę jakby woda beknęła. Otworzyła szerzej oczy i odwróciła się w stronę Madoa.
Słyszałam — skinęła głową, nie mogąc ukryć zadowolenia. To wszystko co robili z jednej strony było tak błahe, jak wsłuchiwanie się w dźwięki oceanu, a jednak… wyjątkowe. Dla Pilar kompletnie nowe. Niesamowite. — Miło, że tak nas wycałował — rzuciła z uśmiechem i nawet oddała kilka cmoknięć w powietrze, w stronę wody, tak jakby też wysyłała Posejdonowi całusy. W końcu w życiu nie można tylko brać, trzeba było również dawać. I Pilar kolejny już pocałunek, postanowiła podarować Noriedze. Już wcale nie w powietrzu, a na jego pełnych, gorących ustach. — Bo bez ciebie bym tutaj nie przypłynęła — wyjaśniła zaraz za co właściwie to było, a kiedy on wskoczył do wody znowu ratować blanta, Pilar przysiadła na skalę, mocząc nogi w błędnym turkusie. Przyglądała się temu, jak poświata ciałą Noriegi faluje gdzieś pod taflą, rozmazuje się z każdą drobną falką, a kiedy wypłynał, to akurat machnęła nogą i chlapnęła go w twarz. Piękne podziękowania za to, że załatwił jej muszlę z samego dna.
O jaka zajebista — skwitowała, od razu biorąc ją do rąk. Nawet pół sekundy uwagi nie dała skrętowi, który Madox sam zaczął rozpakowywać, kiedy w końcu usiadł obok. Była piękna, zawijana, miała liczne zdobienia i wypukłości, po których Pilar delikatnie przejechała palcami. — Słyszałam, że podobno jak się niektóre przystawi do ucha to… — zaczęła, ale nawet nie dokończyła, bo kiedy sama to zrobiła, faktycznie usłyszała dźwięk, przypominający szum morza. Oczy otworzyły się jej szerzej, a spokojnie utkwiła w Noriedze. Wyglądała trochę jak małe dziecko, które właśnie odkryło bardziej cool rzecz pod słońcem. — Zobacz — przysunęła się do niego jeszcze bliżej i ostrożnie przystawiła mu muszelkę do ucha, wolną dłonią, zasłaniając jego drugie ucho, by mógł dobrze usłyszeć szum.
Może była to rzecz, którą wiedziało większość ludzi, może Madox nie raz już słyszał szumy z podobnych przedmiotów, ale dla Pilar to wszystko było nowe. Jakaś taka myśl, że będzie mogła sobie zabrać tą muszlę ze sobą do Tronto i słuchać przyjemnego szumu, przypominając sobie o tych bajecznych wakacjach.
A myślisz, że są tam jeszcze większe? — wskazała w kierunku dna, chociaż oczy wciąż miała zawieszone na tych czekoladowych Noriegi. — I że jak weźmiemy taką do Toronto, to będzie nam tam buczeć tak samo?


madito diablito ₍^. .^₎⟆
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jak na to, jak oni oboje nie potrafili w miłość, to i tak często sobie pięknie o niej mówili, pięknie ją okazywali. Na swój sposób... popierdolony. W swoich słowach, czasem kompletnie pojebanych, estas loco, caliente, hermoso. Może ktoś inny powiedziałby, że to dziwne, kompletnie nie romantyczne. Ale dla nich takie było. Jodidamente romantico.
Tak jak to, kiedy mówiła mu, że z takim diabłem poszłaby do samych czeluści piekieł.
- Przynajmniej byłoby ciepło, a lubimy ciepło - powiedział już zaciskając palce na jej ręce - caliente - tak też bardzo lubili, kiedy robiło się gorąco, czy to za sprawą szybko bijących serce, gorących pocałunków, czy... zagrożenia.
Teraz za sprawą dotyku, rozgrzanej, mokrej skóry i jej kudłów lepiących mu się do torsu.
Kazał jej słuchać, sam też to robił. A kiedy zaburczało jej głośno w brzuchu, to parsknął głośnym śmiechem prosto w jej kark, poniósł się echem odbijając od ścian.
- Jak stad wyjdziemy, to zabieram cię na... - też nie dokończył, bo właściwie na co, obiad? Kolację? Śniadanie? No i w tych ciuchach, które mieli? Chyba jednak czekała ich podróż do Acapulco, do tego wynajętego domu, żeby chociaż się ubrać - ale czekaj... daj mu jeszcze szansę - że temu diabłu, rzucił, i nawet sięgnął ręką do jej pełnych warg, żeby oprzeć na nich palce, lekko, a kiedy go ugryzła to zabrał rękę i też gotowy był ją ugryźć, gdzieś w szyję, tylko... wtedy to usłyszeli. Cmoknięcie, dziwnie to brzmiało. Ale jakby się nad tym dłużej zastanowić, to trochę jak jakiś pocałunek z samego dna piekła, albo beknięcie.
Madox też się uśmiechnął, ucieszył, chociaż może to nie było nic nadzwyczajnego... Chociaż z drugiej strony, słuchanie pocałunków diabła, w podwodnej jaskini, do której trzeba dotrzeć skacząc z klifu. Brzmiało to nadzwyczajnie i tak bardzo w ich stylu.
- Chyba wpadłaś mu w oko - stwierdził zawieszając na niej spojrzenie, kiedy wysyłała buziaki do Posejdona. A potem nawet jeden oberwał się jemu. Już oparł dłonie na jej biodrach znowu przyciągając ją do siebie, ale na jej słowa znowu spojrzał jej w oczy.
- Ja też bym tutaj bez ciebie nie przypłynął - bo pewnie bez niej, to by tylko siedział w jakimś barze na plaży i pił drinki, albo zaliczał jakieś imprezki. Chociaż Madox lubił takie nietypowe miejsca, lubił przygody, to jednak ona napędzała go do nich jakoś bardziej. Z nią chciał odkrywać dziki Meksyk. Zresztą nie tylko Meksyk, Medellin i pewnie jeszcze więcej pięknych miejsc też.
A zaraz odkrywał dno jaskinnego jeziorka. Usłane muszlami i kamykami, kiedy łowił skręta, właściwie sięgnął po pierwszą lepsza muszlę, która rzuciła mu się w oczy, była ładna, ale czy najładniejsza? Nie za bardzo się na tym skupiał, bo chciał już siedzieć obok niej, wiec nawet się nie przejął, kiedy go chlapnęła, chociaż zacisnął palce na jej kostce, szarpnął ją lekko, ale nie chciał jej ściągnąć. Zaraz już siedział obok niej i rozwijał skręta, od razu złapał go w zęby. A na jej kolejne słowa uniósł jedną brew zastanawiając się co kombinowała. A kiedy przyłożyła ją do ucha, kiedy słuchała tego szumu, ekscytując się przy tym jak mała dziewczynka, to kąciki jego ust skoczyły ku górze. Rozczulające to było. do tego stopnia, że serce w piersi znowu szarpnęło mu się mocniej, a kiedy przyłożyła mu muszlę do ucha, to sięgnął do jej dłoni wolną ręką, bo w drugiej już trzymał skręta, przesunął palcami po jej ręce i oparł na niej te swoje, wytatuowane.
- Szumi jak ocean, im bardziej jest pokręcona tym głośniej - taką rzucił ciekawostkę, chociaż nie wiedział czy to prawda, ale jak byli mali z Ticiano to tak właśnie mówili, najbardziej pokręcone muszle szumiały najgłośniej. W Medellin nie mieli dostępu do morza, bo to przecież było w górach, ale kilka razy wybrali się z ciotkami na takie wakacje, ganiali po plaży i zbierali muszle. Słuchali ich szumu.
A on teraz słuchał tej, którą trzymała mu przy uchu.
- Trzeba sprawdzić - zerknął w kierunku zatoczki, bo ta mu się podobała, ale może nie była największa, tylko właśnie najbardziej pokręcona - może jakieś zawody w łowieniu muszli, kto wyciągnie największą? - lubili zawody, rywalizację. Bo to też zawsze dodawało im tego szybszego bicia serca. Chociaż to Madoxa i tak biło szybko, kiedy patrzył w jej piękne, brązowe oczy - będzie, i będzie nam przypominać, jak nas Diabeł pocałował... - i teraz on też, ten diabeł z Medellin, szarpnął się do niej, żeby musnąć wargami jej pełne, gorące usta, krótko zaczepnie. Bo zaraz miedzy tymi swoimi umieścił znowu skręta, trochę go zamoczył, ale wciąż się nadawał do palenia. Sięgnął po zapalniczkę i go odpalił, zaciągając się mocno dymem.
- Wypalimy i coś ci jeszcze wyłowie, albo ty mi - mrugnął do niej jednym okiem, a potem wypuścił biały obłok w powietrze nad ich głowami. Już miał jej oddać blanta, ale sięgnął do jej ręki - pokaż rączkę... - chwycił jej palce, oczywiście, że była mokra, cali byli mokrzy, a Madox i tak te jej mokre palce chciał sobie wytrzeć o klatkę piersiową, też mokrą... I tak jej dał tego jointa - tylko ciągnij mocno, bo gaśnie... - nic dziwnego, skoro go tak umoczył. Ale i tak nie zgasł całkowicie, to już jakiś plus.
Zawiesił ciemne tęczówki na jej twarzy, na jej pięknych, czekoladowych oczach.
- Pilar... - zaczął i może nie powinien psuć nastroju? Ale z drugiej strony, to oni przecież rozmawiali, starali się, a jemu to trochę nie dawało spokoju - przecież dobrze pływasz - no bo prawie go przegoniła w wyścigach, a przecież Madox siłą rzeczy był większy, więc szło mu to sprawniej - co jest nie tak w nurkowaniu? - musiał o to zapytać, po prostu chciał wiedzieć. Tak jak chciał wiedzieć jakie ciastka lubiła, tak chciał wiedzieć, dlaczego to ją przerażało. Bo przecież ona była... nieustraszona. Gdzieś po drodze oparł się rękami o skałę za plecami, więc kiedy chciała mu oddać blanta, to podniósł ręce, które znowu zamoczył - mokre paluszki... - zrobił smutną minę - musisz mi pomóc - pochylił się do niej, żeby mu dała ściągnąć buszka.

Jodidamente romantico 💗ྀི
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

On by tu bez niej nie przypłynął.
A ona nawet nie postawiłaby nogi w Meksyku, gdyby nie on.
I chociaż wyszło to wszystko z okropnego powodu — potencjalnej śmierci jego matki — tak wyszło chyba całkiem… dobrze? Pomimo tego, że przez ostatnie dwa dni przeszli prawdziwe piekło, kilka razy narazili swoje życie, kilka z nich uratowali, mieli wzloty i upadki, to finalnie znaleźli kilka chwil, żeby spędzić je razem. Żeby nazwać uczucia, które mieli w sercu, poznać się jeszcze lepiej, z a r ę c z y ć się.
Jakim cudem zaczynał się dopiero trzeci dzień?
Jak to wszystko mogło wydarzyć się w czterdzieści osiem godzin?
Niesamowite to było, nienormalne. Popierdolone wręcz. I w tym samym czasie tak bardzo w ich stylu. Bo przecież oni wiecznie byli w biegu, wiecznie gonili emocje, adrenalinę i niesamowite wspomnienia oraz przygody, które teraz zaprowadziły ich w samo serce diabelskiej jaskinii, w której Pilar niczym mała dziewczynka ekscytowała się szumiącą muszelką.
Była to może drobnostka, coś zwykłego, ale przecież Stewart właśnie takie momenty najbardziej przegapiła w swoim życiu. Jakieś beztroskie bieganie po plaży, rzucanie się błotem, skakanie po ślimakach po deszczu, kurwa, przecież ona pewnie nigdy w życiu nie zrobiła zamku z piasku. I niby nie potrzebowała tych rzeczy, nie tęskniła do nich, bo nawet nie wiedziała, co traciła, a jednak, ta jedna muszelka sprawiła, że oczy całe się jej świeciły i już przyciskała ją Madoxowi do ucha.
Da się głośniej? — otworzyła szerzej oczy. Uwielbiała te jego ciekawostki. Każdą jedną przyjmowała z uśmiechem na ustach i zainteresowaniem. A szczególnie tą o muszelkach i kiedy oznajmił, że powinni to sprawdzić, Pilar aż się wyprostowała.
A jaka nagroda? — spytała praktycznie od razu. Bo skoro był zakład, to musiał być również i zwycięzca, a skoro zwycięzca to i nagrodę wypadało jakąś dostać. Wbiła w niego wyczekujące spojrzenie i czekała aż coś zaproponuje. Chociaż była jeszcze jedna kwestia, którą chciała doprecyzować. — A możemy zamiast największej zrobić na najbardziej zakręconą? No wiesz, żeby lepiej szumiało? — zaproponowała i przysunęła się jeszcze bliżej niego, kiedy odpalił jointa. — Chyba, że ktoś znajdzie wielką i najbardziej zakręconą, wtedy jakieś dodatkowe punkty do zajebistości.
Wyciągnęła rękę, kiedy o nią poprosił. Oczywiście, że była mokra, bo Pilar siedziała pochylona nad wodą i nie tylko miała zamoczone nogi, ale również i dłonie. Całe szczęście Madox zaraz jej ją wytarł o swoją… mokrą klatkę piersiową. Spojrzała na niego z uniesionymi brwiami, próbując się nie zaśmiać.
Dobrze, że wytarłeś — musiała. Musiała to powiedzieć, kiedy przyglądała się, jak umieszcze skręta między mokrymi palcami. A zaraz znowu na niego spojrzała, kiedy powiedział jej jak powinna… ciągnąć. — Zawsze mocno ciągnę — zauważyła i akurat on mógł coś o tym wiedzieć. Znaczy co? Przystawiła jointa do ust i ściągnęła sporą ilość dymu do płuc. Faktycznie szło to opornie, ale działało, a to przecież w tym wszystkim było najważniejsze. Przytrzymała go nieco dłużej w płucach, a dym wypuściła razem z głośnym westchnieniem, kiedy spytał jej o nurkowanie. Nie był to jakiś przyjemny temat, ale ciężki również nie. Nie przy nim. Przecież oni i tak rozmawiali o wszystkim.
To nie tak, że coś jest nie tak — zaczęła spokojnie, znowu ściągając nieco marihuany do płuc. — Ja po prostu nigdy wcześniej tego nie robiłam i jak sobie pomyślałam, że nie będę miała jak wypłynąć, bo będziemy pod tymi skałami, to… — przerwała na moment, spoglądając gdzieś w eter. Na skały, które odbijały podświetloną tafle wody, na swoje stopy w wodzie i dno, które było pod nimi widać. Nie chciała na niego patrzeć. Nienawidziła okazywania słabości. Nie chciała, żeby miał ją za jakiegoś mięczaka. A z drugiej strony chciała być z nim szczera. — Nie wiem no, spieniałam trochę. Nie byłam pewna, czy tyle wytrzymam. To że sobie pływam na basenie czy w jeziorze jednak nijak ma się do nurkowania pod skałami. Jak ja się pływać nauczyłam w wieku osiemnastu lat — wzruszyła ramionami, prychając pod nosem żałośnie. Bo to było żałosne. Ta jej nieżyciowość niekiedy. — Dużo rzeczy mnie w życiu ominęło — znowu się zaciągnęła. — Zabawy w wodzie również — bo przecież on na pewno nie raz był zabierany na plaże, nie raz pewnie bawił się z Ticiano czy innymi kuzynami na słońcu, w wodzie, zupełnie tak samo, jak robili to przy drzewie mango i na ogrodzie ciotki. Ona tego nie miała. Ona jadła robaki, a inni patrzyli na nią jak na wariatkę. Było to przykre, jasne, i można było się wciąż nad sobą użalać, ale ona nie miała zamiaru. Bo teraz, przy nim, była szczęśliwsza niż kiedykolwiek i to się dla niej liczyło.
Dlatego zaraz spojrzała na niego podejrzliwie, kiedy chciała oddać mu skręta, a on podniósł ręce do góry. Woda chlapnęła wysoko, a kilka kropelek osadziło się na jej udach.
Mokre rączki? — uśmiechnęła się zaczepnie, odwracając bardziej w jego kierunku, a kiedy skinął głową Pilar zacmokała i pokręciła głową. — No i co teraz? — wzruszyła ramionami, obserwując jak przesuwa się bardziej pod ścianę. — Mam ci je wytrzeć tak jak ty mi? — spuściła na moment wzrok na własne piersi, a już po chwili znowu wbiła go w obłędnie ciemne oczy. — Czy poradzimy sobie jakoś inaczej? — wsadziła filter między zęby i zebrała się z miejsca. Obrót poszedł jej całkiem sprawnie, podciągnęła nogi, a już po chwili siadała na nim okrakiem.
Jego ciało było ciepłe, rozgrzane, pomimo tego, że woda w jaskini wcale nie była nagrzana słońcem. Przyglądała mu sie przez moment, a następnie złapała między palce końcówkę blanta i po-wo-li przesunęła mu ją pod usta, jednak nim wargi Madoxa zdążyła opleść filter, Pilar przysunęła własną głowę i tuż przed jego twarzą ściągnęła kolejną porcję dymu do własnych płuc.
Nawet na moment nie ściągnęła z niego spojrzenia, gdy jej wolna dłoń osadziła się miękko na jego twarzy. Przesunęła palcami wzdłuż policzka, znajdując im miejsce na żuchwie, a kciukiem zahaczyła o jego dolną wargę, pomagając mu tym samym rozsunąć nieco usta. Przekręciła głowę na bok, po czym przystawiła wargi do tych jego. Nie całowała go, chociaż całe jej ciało o to błagało. Jedynie przekazała mu dym, czując jak serce w piersi znowu wyrywa się w jego kierunku. Mocno. Do jebanego bólu.

hermoso ˘ᥫ᭡.ִֶָ𓂃
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No tak nagroda była ważna, przecież te wszystkie ich zakłady, każda rywalizacja uwieńczona była jakąś nagrodą, dzisiaj Madox odbierał swoją, chociaż właściwie, to przecież czerpali z tego dnia wspólnie, nie licząc tej ich zabawy w aucie.
- Nie wiem, a co byś chciała? Jak wygram, to ja chcę... - zamyślił się na moment wpatrując w jej ciemne oczy. Zastanawiał się przez chwilę, a w końcu uniósł obie brwi. - Wiem, ale to będzie trudne... - zaczął - jak wygram to uczysz się buñuelos i nie ma, że nie umiem - wiedział, że to trudne, no ale przecież powinni sobie podnosić poprzeczkę, a nie tylko, kto wygra to ma co chce... Bo on chciał buñuelos. Chociaż jak pomyślał sobie o tym jak miałaby z nimi walczyć Stewart to aż się uśmiechnął. Już dzisiaj widział jak walczyła z jajkami.
- Możemy zrobić na jaką chcesz, na najbardziej pojebaną nawet - znowu się uśmiechnął i mrugnął do niej jednym okiem, zaczepnie - i co zrobimy sobie w domu tablicę zajebistości i będziemy tam wpisywać te punkty? - spojrzał na nią sponad blanta, którego już odpalał - a za dziesięć zajebistych punktów można odebrać dziesięć zajebistych... - zaciągnął się dymem prosto do płuc wstrzymując go przez chwilę - naklejek - innej odpowiedzi się spodziewała, biorąc pod uwagę jego ciemne tęczówki które zwisły na jej nagiej piersi? Może miała być inna. Orgazmów na przykład.
Uśmiechnął się znowu, kiedy powiedziała mu to dobrze, że wytarłeś, wywrócił nawet oczami, ale radośnie. Bo on tymi oczami przewracał na różne sposoby. A Stewart już większość z nich znała.
- Mocno i pulcramente - zdecydowanie Madox coś o tym wiedział, a potem mógł to zobaczyć, kiedy porządnie pociągnęła tego blanta, a czubek rozjarzył się ogniem.
Zawiesił na jej twarzy ciemne tęczówki, kiedy mówiła o nurkowaniu, słuchał jej, zawsze jej słuchał. Tylko czasem przy okazji klepał trzy po trzy, no bo taki był Madox, niezbyt poważny. Po prostu on też niektóre rzeczy przykrywał żartami, bo tak było łatwiej.
Chociaż teraz słuchał jej z poważną miną...
Do czasu.
Bo zaraz wypalił.
- Nie boisz się bandziorów z bronią, a wystraszyła cię skała Diabła... - nie powinien chyba tego mówić. A może powinien? Zaraz się do niej przysunął, zaraz już opierał rękę na jej kolanie - jesteś... najodważniejszą kobietą jaka znam, nawet Diabeł przyszedł cię tutaj dzisiaj pocałować - teraz nie mówił o sobie, tylko o tym cmoknięciu - ta skała to jest... pikuś - znowu się do niej przysunął, tak że już opierał cały łokieć na jej kolanie - ale... musisz mi powiedzieć czego jeszcze nie robiłaś, co cię ominęło, i co możemy zrobić? Nadrobić - ciemne tęczówki wbił w jej piękne, czekoladowe oczy. Intensywnie. Bo trzeba przyznać, że go tym zaciekawiła. Madox nigdy nie myślał w tych kategoriach, ile rzeczy ją ominęło, bo przecież on może miał dysfunkcyjną rodzinę, ale jednak ją miał, i miał to dzieciństwo, całkiem niezłe momentami. Szalone.
- Zaczniemy od zabawy wodzie, od łowienia muszli... A potem plaża, tam to dopiero można robić tyle rzeczy, chodzić za rączkę - teraz to już pochylał się do niej, żeby ugryźć ją w kolano - ja bym chciał popływać na desce. Nie robiłem tego... - zamyślił się znowu strzelając oczami - w chuj, jeszcze w Kolumbii i to jeszcze na długo przed wyjazdem - już się nakręcał, typowy Madox wystarczyło mu coś podrzucić, na przykład pomysł na to, że powinni dzisiaj nadrobić rzeczy, które ją ominęły, a on już miał w głowie sto pomysłów. Zresztą już siedział tak blisko niej, że praktycznie miał ją miedzy nogami.
- Na pewno też nigdy nikt nie zakopał cię w piasku? - zapytał mrużąc oczy, a zaraz się pochylił do niej jeszcze - to ja to zrobię, po samiutką szyję - sięgnął do niej, żeby na moment oprzeć mokre palce na jej gardle, na chwilę, bo zaraz je zabrał, zaraz już machał nimi jej przed twarzą, że są mokre.
Pokiwał głową, kiedy zapytała, czy ma mu je wytrzeć tak, jak on jej. Zdecydowanie by mu to pasowało, nawet spuścił wzrok na jej nagie piersi. Cofnął się pod ścianę, żeby opaść na nią plecami, a zaraz nawet przechylił na bok głowę i tym razem powolutku prześlizgnął się po jej sylwetce.
- A co proponujesz? - zapytał i już miał coś dodać, ale się podniosła żeby na nim usiąść, a on odruchowo już opierał ręce na jej biodrach, przyciągał ją bliżej do siebie, tak, że poczuł ją na swoim brzuchu, na tatuażu z napisem Medellin, który się spiął razem z jego mięśniami. Nabrał mocno w płuca powietrze, kiedy jego ciemne, już ciemniejsze, oczy przesunęły się po jej piersiach, kiedy zatrzymały się na wężu miedzy nimi.
- Poczekaj... - rzucił, ale już wystawiła do niego blanta, pochylił się do niego, ale zatrzymał tuż obok, zawieszając oczy na jej pełnych, gorących wargach, kiedy go ciągnęła, mocno. Aż westchnął jakoś tak ciężko.
Już się do niej szarpnął, kiedy opierała mu dłoń na policzku, kiedy zaczepiła o jego wargi, a kiedy jej gorące, pełne usta znalazły się przy tych jego, to oczywiście, że chciał je zamknąć w pocałunku, tylko ona mu się odsunęła, odchyliła do tyłu przekazując jedynie dym. Zaciągnął się nim, zostawił na moment w płucach, a potem wypuścił nosem, prosto w jej piersi.
- Dobra... to zróbmy tak, jeden buch, to jest jedno wyznanie, jedna rzecz o której nikt nie wie, albo... jakaś głupota, którą się zrobiło, albo coś czego się nie zrobiło - chociaż te jego ciemne oczy wciąż zjeżdżały na jej piersi, chociaż jego palce wciąż zahaczały o koronkowy materiał jej majtek, to podniósł spojrzenie na jej oczy - to ja pierwszy. Raz próbowałem się wytatuować sam, igłą i tuszem z długopisu, do tej pory mam tutaj tę kropkę - pokazał jej ją, rzeczywiście na dłoni koło tych swoich skrzydeł miał bladą, niekształtną kropkę - jeszcze wtedy nie miałem tatuaży, mógłbym ją zasłonić, ale to taka pamiątka - nawet schylił głowę, żeby na nią popatrzeć, ale zaraz ją podniósł, zaraz patrzył w jej piękne, obłędnie czekoladowe oczy - teraz ty - ręka mu trochę wyschła, a właściwie to wytarł ją w jej pośladki, więc sięgnął do skręta, a kiedy mu go oddała, to tylko ściągnął małego bucha, żeby nie zgasł - coś o czym nikt nie wie - powiedział i zawiesił tego skręta między nimi, gotowy jej go dać? Chyba nie, ale gotowy przekazać jej trochę tego dymu w kolejnym prawie pocałunku. Ale najpierw czekał na zwierzenie.

Cariño, hazme buñuelos ε(´。•᎑•`)っ 💕
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ciemne spojrzenie nawet na moment nie zeszło z jego profilu, kiedy zastanawiał się, jaką nagrodę by chciał dostać, jeśli wygra zakład. Spodziewała się kolejnego dnia Madoxa, kolejnych drobnych zachcianek albo tego, że nie będzie mogła mu odmówić, co będzie chciał wykorzystać w najbardziej nieodpowiednim momencie. Była gotowa na wszystko, a jednak kiedy wspomniał buñuelos Pilar momentalnie prychnęła pod nosem i pokręciła głową. Nie miał nawet pojęcia, jak dobrze trafił z tą swoją zachcianką.
A wiesz… — zaczęła, wciąż rozbawiona, chociaż po części nie wiedziała, czy to był dobry pomysł, żeby znowu wracać do tych tematów. Tylko że już zaczęła mówić, a jego obłędne czekoladowe oczy już były w nią intensywnie wbite. Oczekiwał kontynuacji. — Miałam nawet taki plan, żeby… poprosić Esme, żeby mnie nauczyła jeszcze zanim wylecą — wyznała w końcu. Naprawdę chciała. Myślała, że kiedy Madox wstanie, dostanie na śniadanie swoje ulubione buñuelos, zaserwowane przez jego równie świeżo upieczoną narzeczoną i będzie za-je-bi-ście. — Ale potem no, wiadomo co było… — i to też było bardzo w ich stylu. Nie dało się przewidzieć, że nagle coś się wypierdoli, a już na pewno nie, że okaże się, że Maddie zdradziła Noriegę i cały rodzinny klimacik po prostu pójdzie się jebać, razem z planami Pilar na naukę buñuelos.
Spojrzała przelotnie na Noriegę. Była głupia, że chciałą prosić Esme o pomoc? Że chciała się tego nauczyć dla niego? Może bardziej głupia, że wierzyła w to, że to faktycznie się uda. Najwyraźniej tak miało być. Ale to przecież nie zmieniało faktu, że…
Jak wygrasz, nauczę się robić buñuelos — oznajmiła w końcu, bo przecież zakład wciąż mógł zostać spełniony. — Ale jak ja wygram, to TY się uczysz — zaprezentowała swoje stanowisko w sprawie. W końcu oni wszystko dzielili na pół, po równo, nie było u nich stereotypowych podziałów, że kobieta ma być w domu, a facet zarabia, u nich to działo się na tym samym poziomie — oboje zarabiali i oboje nie umieli gotować. Byli w to po równo chujowo. Chociaż Madox ostatnio polepszył swoje skille, już umiał zrobić jajko sadzone i to na poziomie nawet jadalnym. — Naklejki zajebistości też brzmią super. Robimy to — skwitowała na jego kolejny pomysł, wyrażając swoją aprobatę. Nie było co nawet dyskutować więcej w tej kwestii. Szczególnie, że zaraz już rozmawiali o słabościach Stewart, a dokładniej scenie paniki, którą odwaliła podczas przepływania pod skałą.
Każdy ma jakieś słabości — wzruszyła ramionami na te jego pełne niedowierzania słowa. Nie była idealna i miała tego pełną świadomość. Nie mógł oczekiwać od niej tego, że zawsze będzie nieugięta i idealna, bo tacy ludzie po prostu nie istnieli. Wszyscy mieli swoje pięty achillesa. Madox również. — Chyba nie musimy tutaj wskazywać palcem, kto się boi małych igiełek — musiała. Musiała mu odpyskować. Przecież nie byłaby sobą gdyby tego nie zrobiła, chociaż akurat Stewart uważała, że jego strach przed igłami był… uroczy. I trochę śmieszny jak na kogoś, kto ciągle robił sobie krzywdę. To tak, jakby pilot bał się wysokości.
Zamyśliła się na moment, kiedy opowiadał, jak to chciał z nią nadrobić wszystkie rzeczy, które ją ominęły. Kiedy to wymieniał aktywności, które mogli zrobić, a ona przyjmowała to z lekkim uśmiechem, chociaż w środku naprawdę to przeżywała. To była tak wielka pierdoła, tak błahostkowa rzecz — że chciał z nią pogrzebać w piasku chociażby — a jednak dla niej to było tak niesamowite, że momentalnie poczuła ciepło na sercu. Dalej nie mogła uwierzyć w to, że obchodziła kogoś do tego stopnia.
Na desce też nigdy nie pływałam — skwitowała. A to akurat mogłoby być ciekawe. — Jak to zakopać w piasku? — tu zaś się zdziwiła. Spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami. — A po co? — dopytała, bo za nic nie rozumiała celu. Jeszcze w jakimś stopniu przemawiały do niej babki z piasku i robienie zamku, ale zakopywanie kogoś? Tak szybko chciał się jej pozbyć? A może był to jeden, wielki fun, którego ona po prostu nie rozumiała, bo nigdy go nie przeżyła? Z nim była gotowa spróbować wszystkiego.
Tak jak jakiś czas temu po raz pierwszy paliła z nim po studencu, a teraz proszę — sama inicjowała tą bliskość, siedząc na nim okrakiem i przystawiając usta do tych jego, by przekazać mu gęsty dym. Niewielkie białe smugi wyleciały gdzieś bokiem, na moment zatrzymując się nad ich głowami, a potem ta cała reszta, którą Madox miał w płucach skończyła na jej piersiach, odbijając się zwinnie od nagiej skóry. Patrzyła na to przez krótki moment, czując, jak serce bije jej mocniej, dopiero kiedy wspomniał o kolejnym wyzwaniu, podniosła ciemne tęczówki na jego twarz.
Nie było łatwo się jej skupić, kiedy jego dłonie wciąż błądziły po wilgotnym ciele. Gdy zahaczał materiał koronkowych majtek, ale jakoś spięła się w sobie, żeby to ignorować. Słuchała go z uwagą, a po chwili już łapała jego dłoń, szukając na niej czarnej kropki. Faktycznie tam była.
Zajebista — skwitowała jednym słowem, uśmiechając się pod nosem. Bardzo dobrze zrobił, że jej nie zasłonił. Była to jakaś część jego, historii, którą teraz mógł opowiadać i czasami na nią popatrzeć i sobie o tym przypomnieć. Przejechała po niej palcem. — Dobrze, że na ręce, a nie na czole — oznajmiła nagle i nawet stuknęła go w skroń. Lekko, bo już zabierał jej skręta z ręki i sam ściągnął dym, który zaraz odebrała od niego spomiędzy jego obłędnie słodkich warg.
Twoja kolej.
Zastanowiła się na moment. Nie chciała dawać mu kolejnej historii z bidula, bo tego już przecież się nasłuchał. Przewertowałą więc w swoich wspomnieniach momenty warte wspomnienia, które działy się po opuszczeniu murów sierocińca.
Wylądowałam kiedyś kompletnie pijana na pogrzebie faceta, którego nigdy nie znałam — wyznała w końcu, patrząc na Noriegę z rozbawieniem, po czym wypuściła dym nad siebie. — Poszłam trochę za bardzo w tango w klubie i jak wracałam nad ranem jeszcze cała spruta, to przechodziłam obok cmentarza i akurat był tam pogrzeb. W sumie to nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ale dołączyłam do tych ludzi, a że byłam mocno podchmielona, to jakoś tak nie wiem, zrobiło mi się smutno, że ten ziomek nie żyje, więc zaczęłam tam płakać razem z nimi. Nawet chyba padłam na kolana w pewnym momencie i coś tam krzyczałam, żeby nie odchodził — mówiła spokojnie, chociaż co chwile kręciła głową z niedowierzaniem, jakby sama nie mogła uwierzyć w własną głupotę i to, co nią wtedy kierowało. W międzyczasie jej place luźno sunęły po jego nagiej skórze, podążając wzdłuż krawędzi tatuaży. — No i skończyło się na tym, że wzięli mnie też na stypę, a tam kazali mi wygłosić przemówienie. Nie pamiętam jak i co dokładnie powiedziałam, ale wyszło z tego, że byłam jego kochanką, więc zrobiła się afera, żona beczała, a ja zjadłam trochę ciastek i poszłam do domu — wzruszyła ramionami, kończąc tą wielce emocjonująca historie, jakby właśnie rozmawiali o pogodzie. Chociaż znał ją już trochę i pewnie z pewnością mógł sobie wyobrazić, że było to coś, co zdecydowanie mogła zrobić po pijaku.
Daj no mi tego skręta — rzuciła po chwili, tylko zamiast zabrać go do własnej dłoni, ona po prostu przystawiła ją sobie do ust, oczywiście wcześniej intencjonalnie muskając skórę na jego palcach. Dopiero po chwili ściągnęła buszka i przysunęła się do niego jeszcze bliżej. — Zaskocz mnie, Noriega — poprosiła, zważając na to, że teraz była jego kolej. A na zachęte dostał troche dymu spomiędzy jej pełnych warg.

sorpréndeme, Noriega .✦ ݁˖
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”