ODPOWIEDZ
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oboje się zmienili, wyciągnęli z siebie jakieś takie rzeczy, o które kiedyś może by się nawet nie podejrzewali, bo Madox nie podejrzewał się wcale o dobre serce, ono było czarne i niedobre, pozbawione empatii, bo tak było łatwiej. A czy Pilar podejrzewała się kiedyś o to, że będzie włamywała się do czyjegoś domu? Pewnie też nie.
I może to jednak wcale nie było najlepsze co on z niej wyciągnął, bo jednak to było łamanie prawa, ale też przekraczanie swoich granic, wychodzenie ze strefy komfortu, szaleństwo, które przecież też było potrzebne. Do tego szybszego bicia serc, do tego, żeby oboje mogli powiedzieć, że właśnie wtedy czują, że żyją.
Razem.
Bo osobno zawsze im trochę brakowało. A przynajmniej jemu.
A z nią to już chyba nic. I owszem, jeszcze przed Meksykiem to pewnie by się o to pokłócili, każde starałoby się przeforsować swoje racje, bo przecież oni byli... kurewsko uparci, oboje. Ale właśnie na tym wyjeździe nauczyli się czegoś ważnego. Żeby słuchać tego drugiego, wziąć też pod uwagę jego racje, a przede wszystkim uczucia. I może jeszcze im to nie wychodziło super świetnie, ale kurwa to i tak był ogromny postęp. Wielka zmiana, która zaszła w każdym z nich, a przede wszystkim to w tym, co tworzyli razem, bo ich dzika miłość, która wykiełkowała gdzieś tam na tej równie dzikiej kolumbijskiej ziemi, przecież teraz już rozkwitła w najpiękniejszy możliwy sposób. Wciąż dziki, ale też na swój sposób dojrzały. Taki, gdzie oni ponad wszystko stawiali siebie.
Po prostu bądź, i chociaż wywrócił na te słowa oczami, zaczepnie, to mocniej zacisnął palce na jej dłoni.
- Siempre - bo on już zawsze chciał być z nią, co jej zresztą powiedział, wtedy na tym brudnym zapleczu klubu, że jej nie zostawi, co by się nie działo. I chociaż ona później w niego wątpiła, on w nią też... To to się nie zmieniło. I to, że ją kochał też nie.
A kiedy ona mu odpowiedziała to samo, to od razu się uśmiechnął, miał jej coś powiedzieć, nabrał powietrze w płuca, pewnie coś głupiego...
Ale nie zdążył, bo ona już tą dziką miłość przekazywała mu w pocałunku, agresywnym, intensywnym, słodkim, łączącym ich języki w ognistym tańcu. Przesunął dłońmi po jej plecach po biodrach, a kiedy nakierowała je na pośladki mocniej zacisnął palce. Hacząc nimi o materiał sukienki, kiedy opierał je pewniej, żeby ją podnieść, przycisnąć do siebie jeszcze bardziej. Jeszcze bliżej.
Smakowała obłędnie, a jej gorące ciało, które czuł na sobie, sprawiało, że serce rwało się do niej jak szalone, dłonie błądziły po jej pośladkach, i pewnie gdyby nie to, że stali w szczerym polu, a po drugiej stronie drogi czekała na nich cała ekipa, to by jej nie puścił.
Chociaż on sam złapał łapczywie w płuca powietrze, kiedy się odsunęła, a potem tak samo gwałtownie szarpnął się do niej, aż te jego medaliki wbijały im się w skórę. Chciał jej zamknąć usta kolejnym pocałunkiem, ale kiedy na jego wargach ułożyła te słowa jesteś wszystkim, i jego imię. Jej usta układające się w jego imię... Musiał się odsunąć, żeby to zobaczyć, żeby odszukać jej piękne, czekoladowe spojrzenie. To jego było już ciemne, intensywne, zawieszone tym razem na jej pełnych, gorących wargach.
Słuchał jej. A kąciki jego ust automatycznie uniosły się do góry. Bo... on jeszcze nigdy nie słyszał czegoś takiego, że był lepszy niż cała czekolada świata, świata... Niż te zajebiste żelki mango, i rum z Medellin, a rum z Medellin był najlepszy. I jeszcze lepszy niż najpiękniejsza muszelka, a przecież tak dzielnie je łowiła, te muszelki...
- Lepszy niż naklejka z jaguarem? - musiał zapytać, bo przecież sam jej opowiadał w samolocie, że on całe dzieciństwo szukał tej naklejki z jaguarem. A potem ją znalazł. Z nią.
Może nie był to szczyt romantyzmu, ale... u nich to właśnie chyba był szczyt, te słowa płynące prosto z serca.
Bo on wiedział, że ona mu to powiedziała prosto z serca, którego szybkie uderzenia wciąż czuł na swojej piersi.
- Y tú... tú eres mis buñuelos - a ty... ty jesteś moim buñuelos, to dopiero był szczyt romantyzmu, jakby nazwał ją swoim pączuszkiem. Ale przecież on tak nawijał o tych buñuelos, cały czas, więc w jego słowniku to musiało być muy importante? Lo más importante.
Najważniejsza.
I kiedy znowu na języku czuł jej smak, a pod palcami gładką fakturę skóry, kiedy czuł ten znajomy zapach jej perfum, tak mu bliski, jak żaden inny, to wiedział, że ona też była jego całym światem, albo jego buñuelos.
Nie chciał jej puszczać, wiec kiedy się szarpnęła w dół, to on w pierwszej chwili jeszcze ją podrzucił, poprawił, znowu przycisnął do siebie.
- Możesz mi się oświadczać codziennie - jeszcze się do niej szarpnął, żeby musnąć wargami jej pełne, gorące usta, ale już ją postawił. Już odsunął się, żeby praktycznie czarne już oczy, zawiesić na jej twarzy. Otoczył ją ramieniem, kiedy się zachwiała. I chociaż wierzył, że to te emocje, które oni sobie przekazywali w tych dzikich pocałunkach, we wszystkich słowach i wyznaniach, to oczywiście, że z tyłu głowy była jakaś myśl, jakiś dziwny niepokój. Chociaż nie dał nic po sobie poznać.
- Zdziwiłbym się jakbyś chciała... Wtedy bym cię tam osobiście zawiózł - musiał to powiedzieć, uśmiechnąć się do niej, jakoś pokrzepiająco. Ale oni byli uczuleni na te szpitale. Oboje ich nienawidzili, unikali. Aż dziwne, biorąc pod uwagę fakt, jak często tam bywali.
- A ja pojadę z tobą, dawno nie jadłem tych ohydnych galaretek - rzucił i jeszcze schylił się do niej, żeby musnąć wargami jej policzek, a potem zaczepić zębami za ucho. Ale zaraz już chciał ją poprowadzić przez drogę, chciał...
Bo się okazało, że chorzy mają specjalne względy i podwózkę na baranie. Na barana właściwie. Ale ten baran do Madoxa też dzisiaj pasował, bo kto normalny daje kluczyki jakiemuś dzieciakowi. Poprawił ją sobie na plecach, trzymając mocno. A już po chwili rozejrzał się, kiedy przechodził przez drogę, też postęp, i ruszył do karetki.
- Mam pacjentkę... - rzucił, chociaż coś tam mu już zaczęli nawijać, że to nie zabawa, że pogotowie, że...
- Oświadczyła mi się tam w tym polu... to chyba z tych emocji, kiedy człowiek myśli, że prawie umarł i całe życie staje przed oczami, to czasem po prostu robi się głupie rzeczy... - pokręcił głową, może nawet dalej by nawijał, ale już jakaś lekarka z pogotowia popatrzyła na niego z politowaniem i pokręciła głową, a zaraz już sadzali Pilar na leżance, żeby sprawdzić co z nią. Oczywiście pytali też o to jak się czuje, to znaczy czy nie jest w szoku. Skoro robił te szalone rzeczy. Tylko że... oni cały czas je robili.

tú eres mis buñuelos ୧ ‧₊˚ 🍪 ⋅ ☆❤️
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Żadne z nich nie było typem romantynka.
A przynajmniej nie jego stereotypową wersją.
Nie jadali kameralnych kolacji przy świecach, nie kupowali róż czy drogiej biżuterii, nie chodzili na typowo romantyczne randki i nie mówili poetycko o uczuciach. Nie. Oni okazywali sobie uczucia przy śmietnikach i obsranych gaciach na środku plaży, poprzez doszczętne darcie sobie ciuchów do poziomu, w którym nie dało sie ich odratować, zamiast kupować drogie prezenty wymieniali się tym co mieli, tym co już było ich, a o miłości mówili… po swojemu.
Pierwsze ona, kiedy porównywała go do najlepszej czekolady na świecie, do rumu z Medellin, do muszelek, które przecież zapierały dech w piersi i do naklejek — nawet tej z jaguarem! — której on przecież jako dzieciak szukał całe swoje życie.
A potem on, kiedy nazwał ją swoim buñuelos.
I może ktoś normalny, o zdrowych zmysłach, popatrzyłby na niego jak na wariata, powiedział co to kurwa ma znaczyć, ale Pilar doskonale wiedziała, co to znaczyło. Dla niego. I poruszyło ją to bardziej niż najpiękniejsze wyznania miłości pisane przez poetów. Kurwa do tego stopnia, że aż westchnęła głośno z zachwytu, wpatrując się w niego jak w obrazek.
A potem z tym właśnie zachwytem całowała jego obłędnie słodkie usta. Usta na których czuła lody z mango i kawę ze stacji. A do tego niezliczoną ilość miłości i pożądania. Chciała go równie mocno. Nie potrafiła się nim nasycić i z każdą chwilą miała wrażenie, że jeszcze trochę i naprawdę nie będzie w stanie się powstrzymać, oderwać od niego. Musieliby to zrobić siłą.
Uśmiechnęła się pod nosem, gdzieś pomiędzy pocałunkami, kiedy oznajmił, że mogła mu się oświadczać codziennie, a przyjemny ścisk mięśni spowodował, że jeszcze mocniej zacisnęła na nim nogi. Mogła. Dosłownie mogła to robić codziennie. Nawet tu i teraz.
Madox Andres Noriega… — mruczała prosto pomiędzy jego rozchylone wargi, dysząc głośno. — Quiero que seas mi esposoChce, żebyś został moim mężem, oznajmiła pewnie i bez najmniejszej chwili zawahania. Językiem zahaczyła jego górną wargę, a następnie przejechała po niej po całej długości, by zaraz spić z niej własną wilgoć. — ¿Quieres casarte conmigo?Wyjdziesz za mnie? Chociaż już miała na ręce pierścionek, chociaż wiedziała, że przecież byli siebie pewni bardziej niż kiedykolwiek… serce zabiło jej jak szalone. Był to chyba pierwszy raz, kiedy to pytanie faktycznie padło między nimi. Tak proste i bezpośrednie. Nie tylko te zaczynające się od chce — chce, żebyś była moją żoną, żebyś był moim mężem — ale faktycznie pytanie, prośba o rękę. Zadała je na szczerym polu, kiedy za plecami czekał na nich ogrom ludzi. Czy ją to przejmowało? Ani, kurwa, trochę. Liczył się tylko on. Wszyscy inni mogli się pierdolić.
Chociaż po chwili faktycznie się zlitowali i resztkami sił przestali. Jakimś cudem wyciszyli te szalone serca i prawie czarne już spojrzenia. Ruszyli w stronę pogotowia, a ona na jego baranach. Zanim jednak doszli chociażby do drogi, nachyliła się do jego ucha.
Nie mogę uwierzyć, że tyle oświadczyn za nami, a ja dalej nie dostałam tego specjalnego pieprzenia — wymruczała, z każdym słowem zaczepiajać płatek jego ucha. Bo przecież obiecał jej coś wyjątkowego, jakieś specjalnie sztuczki i co? I wiecznie coś ich goniło, wiecznie przeszkadzało. On dostał przynajmniej zajebistego loda przy prędkości trzysta na godzinę, a ona jedynie mokre majtki.
I teraz też nie było okazji nawet dalej się z nim podroczyć, pozaczepiać go, bo już znajdowali się przy pogotowiu, oczywiście dostając tym samym zjebe za ich bezmyślne zachowanie. Chociaż kiedy Madox powiedział, że Pilar mu się oświadczyła, medycy popatrzyli po sobie zaskoczeni, a potem im pogratulowali.
Ale przecież wy… — zaczęła Marlena, ale w porę Izka wbiła jej łokieć w śledzionę.
Gratulacje wam! — krzyknęła blondynka i jeszcze ich uściskała na pokaz. Zbuchy siedział na brzegu karetki z jakąś przenośną kroplówką. Okazało się, że ze stresu skoczył mu cukier, do tego jeszcze mocne słońce i… prawie zasłabł chłopak, więc dostawał ładnie elektrolitki. Pilar poklepała go po ramieniu i powiedziała, że jest dzielny facet. Trochę chyba mu tym zrobiła dobrze, bo aż się uśmiechnął i nabrał trochę więcej koloru.
W środku fury pogotowia Stewart została położona na leżance i podpięta do masy przyrządów. Pierwsze trzeba było zrobić z nią jakiś wywiad, potem sprawdzali jej wszystkie podstawowe oznaki wstrząsu mózgu, całe szczęście okazało się, że nie ma nic groźnego, chociaż facet powiedział jej, że powinna stronić od podejmowania ważnych życiowych decyzji jak oświadczyny i że to faktycznie mogło być spowodowane lekkim wstrząsem. Oczywiście zignorowała ten komentarz. Po reszcie badań okazało się, że fajnie by było jechać na dalszą diagnostykę, ale nie ma takiej potrzeby, więc logiczne, że… Stewart odmówiła jazdy do szpitala. Proste. Po kilkunastu minutach wyszła z paki i podeszła do Noriegi.
Załatwiłeś mechanika? — bo nie pamiętała, czy w końcu to zrobił. Za bardzo zajęła się uciekaniem w szczere pole. Oczywiście widziała jego spojrzenie i doskonale zdawał sobie sprawę, że mechanik to ostatnie, o czym on chciał teraz rozmawiać.
Wszystko jest git — szturchnęła go w ramię. — Powiedzieli, że nie widzą żadnych niepokojących sygnałów… no oprócz tego, że ci sie oświadczyłam. Ten typ z karetki powiedział, że powinnam to odwołać i sie jeszcze nad tym zastanowić za dwa dni — nawet mu pokazała który. — A i dostałam maść na rany — wyciągnęła przed nim dłoń, pokazując mu niewielką tubkę. — Ciekawe czy jebie tak bardzo, jak ta od twojej ciotki — zaśmiała się. Miała szczerą nadzieję, że nie.

¿Quieres casarte conmigo? 🤵🏻👰🏻💍
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”