ODPOWIEDZ
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może oni oboje w tej relacji, to jednak powinni się kierować sercem? Czuciem? Bo to analizowanie nie wychodziło im za dobrze, już i tak było na ich drodze więcej przeszkód, niż czegokolwiek, a oni sobie dokładali kolejne, tym myśleniem za dużo. Teraz robił to Madox, myślał, analizował, zastanawiał się, czy może Galen Wyatt to nie jest lepsza... partia?
Już Cherry mu to powiedziała, kiedyś tam, że Galen jest od niego po stokroć lepszy, bo może był? Przecież jakby ich postawić obok siebie, to Madox wypadłby słabo. Chociaż... może nie do końca tak, po prostu oni byli zupełnie inni, jak ogień i woda. No i jak Pilar mogła mieć z nimi obydwoma chemię?
I może Noriega by się dalej nad tym głowił, stawiał sobie kolejne pytania, dokładał swoje, gdyby go nie pocałowała. Bo on dla tych pocałunków to tracił wszystkie zdrowe zmysły, dlatego się od niej odsunął w samochodzie, bo jakby to zrobiła tam, to by znowu przepadł, to nawet by nie wyszedł na ten mróz. Ale wyszedł, a ona poszła za nim. Tak jak on za nią. Szli za sobą nie zwracając uwagi na nic innego, nie licząc się z niczym. I teraz kiedy zachłannie całowali swoje usta też nic się nie liczyło. Tylko ona.
Przesuwał palcami po jej zimnej bluzce, po zimnym materiale kurtki, dopiero kiedy powiedziała mu, że jest jej kurewsko gorąco, to wsunął palce na jej rozgrzaną skórę, rzeczywiście gorącą.
- Porque estás jodidamente buena - bo jesteś kurewsko gorąca, mruknął w jej usta, mógł się na nią gniewać, mógł udawać, że mu nie zależy, że musi to przemyśleć, ale nie dało się ukryć tego, jak ona działała na niego. Jak jego ciało na nią reagowało, chciał ją mieć jeszcze bliżej siebie, przeszkadzały mu te kurtki. Chociaż jego zimna dłoń przesunęła się wyżej po jej skórze, a ten jęk, który wyrwał się z jej pełnych ust, sprawił, że na jego twarzy zamajaczył delikatny uśmiech, który ona zaraz uwieńczyła kolejnym pocałunkiem. Kolejnym zachłannym, i intensywnym, do utraty tchu. Jej zimna dłoń na gorącej skórze, sprawiła, że przeszedł mu po plecach dreszcz, ale tak kurewsko przyjemny, że jeszcze pogłębił pocałunek, że to mruknięcie, które wyrwało mu się z gardła zawisło, między nimi. Kiedy jej dłoń przesunęła się po jego brzuchu, niżej, to przyparł ją do tylnych drzwiczek samochodu, mocno, i nawet przez myśl mu przeszło, żeby ją do niego wciągnąć, do tego auta, ale wtedy strąbiło ich to przejeżdżające auto.
- ¡Qué mierda! No te dejarán ni un momento de paz -ale gówno, nie dadzą człowiekowi chwili spokoju, mruknął i wywrócił oczami, ale się odsunął, puścił ją. Chociaż zaraz tego pożałował, zdecydowanie wolał mieć ją blisko siebie. Kiedy sięgnęła do jego ręki, to splótł jej palce ze swoimi, i chociaż już postanowił, że jednak nie zostanie w tym lesie, to kiedy to powiedziała, żeby myślał w samochodzie, a nie w lesie, to uśmiechnął się do niej delikatnie.
- A dlaczego nie w lesie? To całkiem dobre miejsce, żeby poukładać sobie pewne sprawy - zatrzymał ją w miejscu szarpiąc za rękę - może nawet udałoby mi się spotkać renifera, albo jakiegoś Mikołaja - prędzej to już tego niedźwiedzia, albo Daltona pewnie. Chociaż znając Madoxa to wachlarz takich napotkanych postaci był całkiem szeroki. Ciemny las to jednak pobudza wyobraźnię.
Ale chyba jednak dzisiaj nie będzie dane mu to sprawdzić, bo kiedy powiedziała to por favor, to jak on miał jej odmówić? A później jeszcze znowu go pocałowała i chociaż on się szarpnął do niej, to kiedy zakończyła pocałunek tym ugryzieniem, pulsującym na jego dolnej wardze, to wsiadł do samochodu.
Odpalił silnik i zanim jeszcze szyby odparowały, to już wyjechał na drogę, w trakcie jeszcze ustawiał lusterko, które chyba przestawił wcześniej, kiedy się tu szarpał ze Stewart. Ale kiedy powiedziała o tej stacji, to odwrócił na nią spojrzenie, uniósł jedną brew, a później drugą, gdy powiedziała o tym alkoholu i fajkach.
- Nie przetrawimy tego na trzeźwo? Tej rozmowy o nas? - zapytał, ale czuł to, że jednak nie, że będzie kurwa ciężko. Strzelił oczami w sufit.
- To jeszcze będziesz musiała założyć golf, bo inaczej też się nie skupię - chociaż nie wiedział, czy golf by mu cokolwiek pomógł. Chyba nic by już nie pomogło.
Madox sięgnął do wewnętrznej kieszeni kurtki i wyjął z niej papierosy, ale kolumbijskie, te, które Pilar przechwyciła od barmana, a potem przechwycił je Madox, nie było ich dużo, kilka dosłownie, ale miały to charakterystyczne, inne pudełko. Znalazł je w bagażu, tę jej czerwoną sukienkę też znalazł.
- Zobacz co znalazłem - podał je jej, opierając na moment palce na jej zmarzniętych dłoniach. Zaraz jednak zakręcił mocno kierownicą, bo przed nimi wyrosła stacja, a w tym śniegu szyld był słabo widoczny. Madox zaparkował przed nią.
- To co kupić? - zapytał, nawet nie zgasił silnika, tylko wrzucił na luz i zaciągnął hamulec - na co masz ochotę? Chyba, że idziesz ze mną? - bo on na przykład wcale nie wiedział na co ma ochotę. Już nawet sobie wyobrażał jak chujowy mieli tam rum.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy las był dobrym miejscem na rozmyślanie o życiu? Może i był, ale pewnie prędzej w jakiś słoneczny dzień z wiaderkiem w ręce, szukając grzybów, a nie kurwa późnym wieczorem, kiedy na dworze było na minusie. I nawet gdyby Madox próbował ją jeszcze o tym przekonać, z pewnością pozostałaby nieugięta i nie odjechałaby bez niego, niezależnie od tego, jak bardzo by się nie pokłócili. A byli na całkiem dobrej drodze do tego. Chociaż kiedy Noriega tak przyciskał ją do tylnych drzwi samochodu, całując zachłannie do utraty tchu, to Pilar przez moment nawet nie pamiętała o czym oni rozmawiali. Jakby wszystko co złe nagle wyparowało z jej głowy. Zresztą za każdym razem, kiedy byli blisko.
Nawet kiedy już znaleźli się w samochodzie, a Noriega dołączył się do ruchu, Pilar przez moment szukała tej bliskości. Wolną ręką odszukała tą jego, która osadziła się na skrzyni biegów już o wiele bardziej luźno niż wcześniej. Przejechała delikatnie po jego skórze, a potem na moment zgarnęła ją do siebie, by złożyć na niej przelotny pocałunek, kiedy on pytał o alkohol i fajki. Nie przetrwają tego na trzeźwo?
Nie wiem — wzruszyła ramionami, wciąż bawiąc się jego dłonią. — Ale biorąc pod uwagę, jak zajebiście nam idzie na trzeźwo, to może przyda się trochę rumu — stwierdziła, przysuwając sobie jego knykcie pod same usta, a następnie przygryzła skórę, która je otaczała. Zrobiła tak z każdym pojedynczym kncykciem.
Pilar nie wiedziała, jak pójdzie im ta cała rozmowa. Gdzieś pod skórą czuła, że to wcale może nie być tak proste jak Ciebie chce, Madox i Kocham cię, Pilar, bo tutaj oprócz tego co czuli, trzeba się było zastanowić jak faktycznie i praktycznie dało się to obejść i jakoś połączyć ich dwa światy. No i oczywiście dochodziła też kwestia rozpraszaczy w postaci siebie nawzajem.
Golf? — prychnęla głośno, przyglądając mu się uważnie, podczas gdy dłoń Noriegi umieściła sobie na policzku. Wtuliła się do niej delikatnie, łasząc się jak kot. — I co jeszcze do tego? Może okleimy mnie całą szarą taśmą? — zaproponowała, chociaż przecież przy nich nawet z tego rozwiązania mogło wywiązać się coś… ciekawego. Zupełnie jak wtedy w Emptiness, kiedy jedyne co Pilar potrzebowała, to unieruchomić go, by mogła go zszyć, a potem nie wiedzieć kiedy wyszła z tego całkiem niezła zabawa. Tak jak teraz, kiedy jeszcze nim puściła jego dłoń, by mógł w końcu zmienić bieg i panować nad samochodem, złapała jego dwa palce w usta i zassała, otulając je mokrym językiem. I pewnie jeszcze dalej by się tak z nim droczyła, gdyby nie zabrał ręki, żeby podać jej papierosy z kurtki.
Nie mów, że to te, o których myślę — aż jej się oczy zaświeciły, kiedy przekazał jej paczkę fajek z Medellin. Dokładnie tą samą, która Pilar wykusiła od barmana w klubie na ładne oczy, a której potem Madox nie chciał jej oddać, kiedy… — Kurwa, myślałam, że pojadę do domu i się spakuje, jak zobaczyłam cię całującego się z tą dziewczyną Alvaro — wspomniała, przejeżdżając palcami po pogniecionym opakowaniu. Aż wszystkie wspomnienia nagle wróciły, jakby to było wczoraj, a przez myśl Pilar przeszła taka samotna myśl, że ona już kilkakrotnie widziała Madoxa całującego inne kobiety i aż nie chciała myśleć, jak on by zareagował, gdyby zobaczył ją w podobnej scenerii. Nawet takiej udawanej, czy przypadkowej. Przewróciła kilkakrotnie paczkę w dłoniach, a kiedy Noriega wziął ostry zakręt, upuściła je między nogi.
I kto tu jest tragicznym kierowcą? — rzuciła z delikatnym uśmiechem na twarzy, wbijając spojrzenie w jego ciemne oczy, przy okazji próbują wygrzebać paczkę spod fotela. — Nie wiem, coś mocnego — dodała, gdy wciąż czekał na odpowiedź co powinien kupić. Ona miała wiedzieć? To przecież on był ekspertem do alkoholi w tym duecie. Chociaż propozycja, żeby poszli wspólnie również nie była najgorsza. — Idę z tobą. Ty ogarniesz alkohol, a ja jedzenie — oznajmiła, odpinając pas. Gdyby ktoś przysłuchiwał się temu z boku, stwierdziłby, że szykowali się na jakiś zajebisty seans filmowy lub imprezę, kiedy w rzeczywistości miała to być ciężka rozmowa dorosłych ludzi. No tylko jak Pilar miała rozmawiać z pustym żołądkiem? Niby mieli pierogi, ale przecież nic słodkiego do tego.
Stacja była niewielka — kilka regałów z suchymi produktami, lodówki przy ścianie z alkoholem i jedzeniem oraz dwa stanowiska do kasowania, za którymi znajdował się cięższy alkohol. Dokładnie taki, jaki był im dzisiaj potrzebny. Rzuciła Noriedze ostatni spojrzenie, a sama poszła szperać na dziale ze słodyczami. I pewnie powinna zgarnąć jakieś jedne ciastka i tyle, ale kiedy Pilar podeszła do kasy, gdzie Madox już dyskutował z facetem na temat słabego asortymentu, z rąk aż się jej wysypywało od chipsów, ciastek i dwóch tabliczek czekolady, które następnie z impetem rozsypała na ladzie.
No co? — wzruszyła ramionami, posyłając mu wymowne spojrzenie. — Wybrałeś już coś? Ja zapłacę — oznajmiła i nawet nie czekając na jego reakcje, wyciągnęła telefon z kieszeni, by już po chwili przystawić do terminala.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tym razem nie cofnął dłoni, pozwolił jej ją zagarnąć, pozwoliłby jej na wszystko. I nawet uśmiechnął się delikatnie, kiedy powiedziała to, że przyda im się trochę rumu.
- W sumie... W Emptiness idzie nam zdecydowanie lepiej - stwierdził, bo taka była prawda, tam ten rum zawsze gdzieś był. Zresztą tam się tyle działo, że te ich poważne rozmowy schodziły zawsze na dalszy plan. No bo jak mieli rozmawiać, kiedy trzeba było go szyć? Chociaż... kiedy na podłodze leżał trup Marco, to oni jakoś za specjalnie sobie nie przeszkadzali. Teraz też nie przeszkadzało mu to, że Pilar szczypała zębami jego skórę, wręcz przeciwnie, to jego ciemne spojrzenie wciąż uciekało w jej kierunku, a kciuk musnął jej pełne, gorące wargi.
- Albo taką piżamę jednoczęściową, masz coś takiego? - zapytał głaszcząc ją po policzku, który wtuliła w jego rękę. Podejrzewał, że nie ma, bo po co by jej była? Żeby urządzać jakieś wieczory dla słodziaków? No chyba nie Stewart (chociaż może z Galenem?). Kiedy wspomniała o tej taśmie, to na nią spojrzał, uniósł jedną brew.
- Brzmi zajebiście, ale widziałaś jak to się ostatnio skończyło. Ciężko by nam było rozmawiać - puścił do niej oczko, a kiedy jej mokry język dotknął jego palców, to przesunął je delikatnie głębiej w te jej pełne, gorące usta, tylko że zaraz musiał zmienić bieg, bo silnik, już ryczał, jak zarzynany. Chociaż Madox przesunął jeszcze mokrymi palcami po kąciku jej ust i po policzku. Następnym razem musi jechać swoim audi, było w automacie, jedną rękę miał wtedy wolną i mógł z niej zrobić pożytek. Chociaż jak już przerzucił ten bieg, to później sięgnął do kieszeni po papierosy.
- Były w walizce, była też tam Twoja porwana sukienka i bielizna - zerknął na nią kątem oka, ale kiedy powiedziała o tej dziewczynie Alvaro, to te jego ciemne ślepia zatoczyły koło - to ona mnie pocałowała, bo była naćpana, a zresztą wtedy jeszcze... - odwrócił się w jej kierunku, żeby na nią spojrzeć - później powiedziałem Ci co czuję - jakby to miało coś zmieniać, skoro ten cały wyjazd, już w samolocie przecież, to był kalejdoskop różnych uczuć. Zagapił się na nią przez moment, pewnie dlatego tak ściął ten zakręt i wszedł w niego tak gwałtownie.
- Aż takim tragicznym? - zapytał, kiedy już ładnie zaparkował przed stacją. Madox był dobrym kierowcą, tylko właśnie dość gwałtownym. Zmarszczył brwi, kiedy powiedziała, że coś mocnego. Za dużo mu to nie mówiło, ale może coś wybierze, chociaż Noriega to przecież lubił wydziwiać, wymyślać te swoje fikuśne drinki. Nawet się ucieszył, kiedy Pilar powiedziała, że pójdzie z nim.
- Czyli nie ugotujesz ryżu? A liczyłem na niego - mruknął jej do ucha, kiedy już wysiedli z samochodu i kiedy Madox objął Stewart ramieniem. Na stacji oczywiście zatrzymał się przy regale z mocniejszymi alkoholami. Nie spodziewał się cudów, ale takiego słabego wyboru też nie, co zaraz oczywiście oznajmił sprzedawcy.
W końcu wybrał jakiś rum, chociaż jak spojrzał na etykietę, to aż podrapał się po głowie, wziął jeszcze whisky, gdyby nie mogli go przełknąć i do tego colę. Czekał na Pilar, a kiedy przyszła rzucając na ladę te różne słodycze, to Madox uniósł jedną brew, ale się uśmiechnął.
- Już wszystko - odpowiedział od razu na jej pytanie, czy już wybrał, ale kiedy powiedziała, że ona płaci i wyciągnęła telefon, to Madox od razu go jej wyrwał, zanim zdążyła go przyłożyć do terminala - nawet nie ma takiej opcji, ja płacę - rzucił, bo może telefon miał nieczynny, ale Madox i tak zawsze płacił gotówką. A kiedy Pilar ruszyła w jego kierunku, to wystrzelił ręką z telefonem w górę, żeby nie mogła go dosięgnąć, cofnął się do tyłu, gdy próbowała podskoczyć.
I chociaż kasjerzy popatrzyli na nich jak na wariatów, to Madox zrobił jeszcze kolejny krok w tył, ale wtedy jego plecy dotknęły... kogoś.
Odwrócił się powoli i już miał przeprosić, ale kiedy zobaczył stojącego przed sobą faceta, wysokiego na prawie dwa metry, blondyna z zakapiorską gębą, to aż się cofnął, tym razem w kierunku Stewart, tym razem to na nią wpadł plecami.
- O kurwa... Ivan - wyrwało mu się, a ręką odruchowo sięgnął do Stewart, żeby ją do siebie przyciągnąć.
- Chortov Madoks Noriyega, nakonets-to my vstretilis', ublyudok! - powiedział od razu rusek, a Noriega już wiedział, że nie jest dobrze, bo był pierdolony i do tego gnojem. Może nie wszystko po rusku on tak łapał, ale przekleństwa nad wyraz dobrze.
- Ivanek, pochemu ty tak nervnichayesh'? - zaczął, a nawet uśmiechnął się jakoś blado, wyciągnął rękę w kierunku gościa, jakby chciał go udobruchać, ale facet się nie dał, za to zacisnął knykcie swojej ręki drugą, aż kości mu strzeliły. Tak pewnie będą zaraz strzelały o gębę Madoxa.
Ivan zrobił krok w kierunku Noriegi, a później to już wyciągnął swoją łapę, która miała ogromny zasięg, bo budowy był jak jakieś goryle, i chwycił Madoxa za kurtkę, przyciągnął go do siebie. Noriega tylko oparł palce na tej jego łapie.
- Ivan, my vsegda byli khoroshimi druz'yami.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I co z nimi zrobiłeś? — zainteresowała się, przyglądając mu się uważnie. — Z tymi poszarpanymi ciuchami — doprecyzowała, jakby miał jakiekolwiek wątpliwości, o czym mówiła. Raczej oczekiwała prostej odpowiedzi, że wyjebał je do kosza. No bo co innego mógł z tym zrobić? Powiesić sobie stanik na lampie albo lodówce, a szmatą, która kiedyś była piękną sukienką wycierał podłogi? Pilar pewnie pozbyłaby się wszystkiego jeszcze tego samego dnia. Chociaż jedną naklejkę z czekolady, która jakimś cudem ostała się na jej piersi jeszcze z samolotu przykleiła sobie właśnie na lodówkę tuż obok randomowych magnesów jeszcze poprzednich właścicieli. Może Madox będzie nawet miał okazję ją zobaczyć, o ile w końcu uda im się dojechać do Parkdale, bo jak na razie szło im… średnio.
Ryż będzie na śniadanie — obiecała, spoglądając na niego wymownie. — O ile będziesz chciał zostać na noc — dodała pół tonu ciszej, nachylając się do jego ucha. Progres z jej strony? Najwyraźniej, skoro nie dość, że pozwoliła mu do siebie przyjść, to jeszcze oferowała mu nocowanie. Chociaż przecież i tak nie wiadomo, jak pójdzie im rozmowa. Znając ich dwójkę, istniało wysokie prawdopodobieństwo, że pokłócą się, jeszcze zanim Madox porządnie rozsiądzie się na kanapie.
Postój na stacji miał być tylko chwilowy. Kilka słodyczy, alkohol i do domu. I nawet Pilar, która potrafiła zastanawiać się dwadzieścia minut nad tym, na jaki smak czekolady miała dzisiaj ochotę, zrobiła to zwinnie i szybko. Noriedze również nie poszło najgorzej, bo kiedy przyszła do kasy okazało się, że wybrał już alkohol. Chciała przystawić telefon do terminala, jednak nim zdążyła to zrobić, on już jej go wyszarpał.
Ej, oddawaj! — krzyknęła, gromiąc go wzrokiem. — Daj mi zapłacić — podeszła bliżej, próbując go sięgnąć, tylko Madox okazał się za szybki. A potem jeszcze za wysoki, kiedy tak wystawił łapę wysoko w górę i Pilar — chociaż wybicie z kolan miała całkiem niezłe — za nic nie mogła go sięgnąć. W głowie już obmyśliła sobie cwany plan, jak go podejść, jednak nim zdążyła wprowadzić go w życie, Noriega zrobił kolejny krok do przodu i wpadł na wielkiego, nabitego typa. Typa, którego jak się szybko okazało najwyraźniej znał i to chyba nie był żaden dobry znajomy, sądząc po reakcji obu panów.
Pilar w sekundę się wyprostowała i spięła mięśnie, widząc jak mięśniak zaciska dłonie w pięści. Stewart może i nie rozumiała rosyjskiego, ale za to całkiem dobrze szło jej czytanie języka ciała. A to ruska wcale nie wyglądało przyjacielsko.
Madox… — zaczęła spokojnie, wciąż przyglądając się ich wymianie spojrzeń. — Idziemy stąd — to nie był czas i miejsce na dyskusje. Nie powinni szukać kłopotów, chociaż przecież one i tak zawsze szukały ich. Najlepszym wyjście z sytuacji było szybie ulotnienie się, kompletnie tchórzowskie, jeszcze nim sytuacja zdąży eskalować. Chciała go szarpnąć za materiał kurtki i pociągnąć w stronę drzwi, nawet wyciągnęła w górę dłoń, tylko facet okazał się szybszy.
W ułamku sekundy wyrwał się do przodu i złapał Noriegę za fraki, przyciągając do siebie z impetem. Pilar zamarła na moment. Kompletnie nie rozumiał skąd tyle agresji w człowieku, na którego Madox tylko przypadkowo nadepnął, chociaż biorąc pod uwagę, że znali swoje imiona mogło mieć to o wiele głębsze podłoże, niż tylko przypadkowe szturchnięcie. Szczególnie biorąc pod uwagę, że Noriega zabawiał się z półświatkiem, a facet no… nie był tutejszy.
Hej! — warknęła, chcąc zwrócić na siebie uwagę mężczyzny, dać Madoxowi chociaż trochę przewagi, jednak rusek nawet w jednym procencie się nią nie zainteresował. Jego jasne oczy wwiercały się w twarz Noriegi z taką furią, że przez kręgosłup Pilar przeszedł nieprzyjemny dreszcz. On naprawdę wyglądał, jakby chciał go sprać na kwaśne jabłko. I po chwili nawet nie tylko wyglądał, ale i przycisnął swoją ofiarę do sklepowej lady, aż kilka słodyczy spadło z hukiem na ziemię, a potem zamachnął się energicznie, gotowy oddać cios. I może nawet by to zrobił, gdyby Pilar już nie stała za nim i tej jego ręki nie złapała z impetem, próbując mu ją wykręcić.
Puść go, kurwa — rzuciła ostro swoim roboczym głosem i pewnie gdyby miała przy sobie broń, już z łatwością przystawiłaby mu ją do skroni i zrobiła z tym wszystkim porządek. Tylko nie miała. I siły w porównaniu do osiłka również nie miała za wiele. Chociaż zwróciła na siebie jego uwagę, nie była wystarczająco silna, by odciągnąć go od Madoxa. Zamiast tego facet zwinnie się wyszarpał i odwinął na Stewart z takim impetem, że kiedy jego pięść spotkała się z jej twarzą, aż odrzuciło ją do tyłu.
Na moment straciła równowagę i upadła na ziemię, przewracając przy okazji stojak na chipsy. Praktycznie od razu poczuła metaliczny smak krwi w ustach oraz nieprzyjemnie pulsujący policzek. Wszystko aż za bardzo znajome. Przymroczyło ją na krótką chwile do tego stopnia, że nie miała pojęcia, co dokładnie działo się przy ladzie, ale kiedy już odzyskała świadomość, zerwała się na nogi i nie myśląc za wiele złapała za pierwszą szklaną butelkę, gotowa, przyjebać facetowi prosto w łeb.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Zobaczysz - rzucił jakoś tajemniczo, na to jej pytanie, co zrobił z tymi poszarpanymi ciuchami, ale nic nie dodał, bo już na szczęście wysiadali. A chwilę później Pilar mówiła mu, że ryż będzie na śniadanie. Nie dość, ze zapraszała go do siebie, to jeszcze na śniadanie. Tego Madox się nie spodziewał, kiedy tu jechał, bardziej tego, że go wywali w środku nocy, żeby nikt go nie widział.
- Eres imposible - jesteś niemożliwa, rzucił tylko i chociaż chciał ją znowu do siebie przyciągnąć, to właśnie ze stacji wyszła jakaś roześmiana ekipa, więc Madox sobie darował, ruszyli do środka.
Zakupy przebiegły sprawnie, do momentu płacenia, pewnie Madox by się jeszcze trochę podrażnił ze Stewart, ale kiedy zobaczył przed sobą Ivanka, to mina momentalnie mu zrzedła, bo Ivanek był taki brzydki. A tak naprawdę, to był, ale też Noriega mu zaszedł za skórę. Madox w ogóle średnio się lubił z ruskimi, bo oni byli jacyś tacy zimni, ale też po prostu jebnięci, i to nie tak jak sam Noriega.
Może oni nawet by sobie z Pilar poszli, bo Madox zrobił krok w jej kierunku, złapał ją za rękę.
- Ivan, my prosto uydom otsyuda, khorosho? - powiedział jeszcze, ale Ivan miał chyba co do tego inne zdanie, niż to, że oni sobie pójdą, bo już zaraz trzymał Madoxa za fraki, a Noriega chociaż nie był konusem, to stracił grunt pod stopami. Madox powinien zareagować od razu, ale wtedy Pilar krzyknęła to hej, i on oczywiście, że się na nią spojrzał. Ivan nie, a Noriega się spojrzał, a zanim zdołał wrócić do ruska wzrokiem, to ten już nim miotnął z całej siły o jakiś sklepowy regał, aż jakieś puszki zadzwoniły, a jedna półka się zarwała i wszystko z niej pospadało, a Ivanek jeszcze w to wlazł, aż te papierki po cukierkach zaszeleściły pod jego ciężkimi buciorami.
Ivan się zamachnął, a Madox chciał się zasłonić i może nawet mu oddać, tylko, że szybciej zareagowała Pilar, bo ona już szarpała ruska za rękę. A potem on jej się odwinął, i jak Noriega chciał to jakoś rozwiązać bez mordobicia, to teraz mu ta chęć momentalnie minęła, bo się wkurwił. Bardzo.
Zanim Ivanek zdążył się do niego odwrócić, to Madox już się wyrwał napierdalając go z łokcia w... łokieć, tak, że mu aż wygięło rękę, no i musiał puścić. Może Madox i był trochę niższy i mniej postawny od ruska, ale siły to mu jednak nie brakowało. Tylko on się chyba wcale nie chciał wcześniej prać. Ale teraz to już chciał. Teraz to już gotowy był tego Ivanka zatłuc, za to, że podniósł rękę na Pilar. Wyprowadził kilka krótkich ciosów, najpierw w nos, potem w ten świński ryj, a później w śledzionę, tak, że rusek zgiął się w pół, chociaż raz zamachnął się na Noriegę, tak, że ten dostał gdzieś w skroń. Ale jednak Madox był sprytniejszy, a później to już nawet pomógł sobie kolanem, żeby ruska sprowadzić do parteru. I chociaż Ivanek wierzgał łapami dookoła, próbował się wyrwać, to Madox go tak mocno dociskał kolanem do ziemi, że tracił oddech, robił się na twarzy cały czerwony.
- YA zhe tebe govoril, chto my uydem, ty, yebanaya svin'ya! - wysyczał przez zęby, więcej przekleństw niż normalnych słów. Ivanek próbował coś odpowiedzieć, ale oczywiście, że nie mógł, bo jedyne co wylatywało teraz z jego ust to ślina, kiedy starał się zaciągnąć mocniej powietrze. Oślinił już całą podłogę.
- Kak ty mog podnyat' na neyo ruku? - warknął Madox i teraz to już dociskał purpurowy policzek ruskiego do tej zajebanej śliną podłogi, mocno, bardzo mocno. Zacisnął palce na krótkich, blond włosach, szarpnął za nie i oderwał od ziemi ten ruski ryj, a potem walnął nim znowu z impetem o posadzkę, na którą spadło już kilka kropel krwi. Ale czy Madox się tym przejął? Wcale.
Dopiero kiedy Pilar stanęła nad nimi z butelką, a kasjerka pisnęła coś, że wezwała policję, to Madox momentalnie puścił ruskiego, który zaciągnął mocno w płuca powietrze, dławił się własną krwią i pluł nią na podłogę. A Noriega, jak Noriega podniósł ręce, jakby Pilar celowała do niego co najmniej z pistoletu, wstał powoli, ale jak już stał nad Ivankiem, to jeszcze dwa razy się zamachnął, żeby sprzedać mu dwa kopniaki w brzuch, aż Ivanek się zwinął, a kasjerka znowu krzyknęła.
Madox zaraz już stał przy niej.
- On się na nas rzucił - powiedział pewnym siebie tonem, ale dziewczyna nie była tego taka pewna, za to jej kolega pokiwał głową, że rozumie - macie tutaj kamerę? - zapytał Madox, ale chłopak za kasą pokręcił głową - zepsuta - no i świetnie. Madox miał pecha, że wpadł akurat na tego Ivanka, ale on zawsze miał też dużo szczęścia w tym swoim pechu, jak dzisiaj, z tymi kamerami.
Od razu podszedł do Pilar, żeby na nią spojrzeć, przesunąć palcami po jej twarzy.
- Nic ci nie jest Pilar? - obejrzał ją z obu stron, zabrał jej butelkę, ale zanim ona zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, to na stację już wpadł jakiś funkcjonariusz z bronią i kazał im stać, tylko oni przecież stali. No dobra, Ivanek wciąż leżał i zwijał się na podłodze, ale reszta stała. A Madox to nawet znowu podniósł ręce.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyciągali kłopoty czy mieli po prostu pecha? Bo przecież innej opcji nie było, skoro niezależnie gdzie poszli, coś musiało się odjebać. Nawet na randomowej stacji benzynowej za miastem i po środku kompletnie niczego, Madox musiał spotkać swojego dawnego znajomego. I żeby to jeszcze była jakaś Krysia, z którą zbierał kwiatki pod blokiem albo Kevin, z którym pijał do rana whisky — nie, oni musieli spotkać Ivanka, który już po pierwszej sekundzie chciał zatłuc Noriegę i wszystko, co stanie mu na drodze przed dokonaniem tego faktu; czyli Pilar.
W pierwszej chwili nie do końca wiedziała co się stało. Ivanek przyjebał jej o wiele mocniej, niż się spodziewała i nie, żeby było to najmocniejsze uderzenie, jakie kiedykolwiek przyjęła na twarz — bo było raczej średnich lotów — ale to brak gotowości spowodował, że Stewart skończyła na podłodzę. Do tego miała najprawdopodobniej rozjebaną wargę, bo ilość krwi, jaka nagle wylała się do ust była co najmniej zastanawiająca. Do tego oczywiście pulsujący policzek, który zapewne już robił się siny.
Z pozytywnych rzeczy — poziom jej adrenaliny w kilka sekund wskoczył na wystarczający poziom, by tym razem w pełnej gotowości zerwała się na równe nogi i złapała pierwszą lepszą szklaną butelkę, jaka zdarzyła się być pod ręką.
Była gotowa rozjebać mu ją na głowie.
Stanęła nawet tuż za jego plecami i wzięła zamach, tylko wtedy Noriega zyskał przewagę w szarpaninie i zaczął wyprowadzać odpowiednie uderzenia, więc może wcale nie było potrzeby robić tutaj jeszcze większego bałaganu? Stanęła z boku i z galopującym w piersi sercem przyglądała się, jak Madox ściąga Ivanka do parkietu i okłada go po twarzy. Po chwili trochę za mocno.
Madox, wystarczy — rzuciła, pierwsze spokojnie, podchodząc bliżej, chociaż butelkę wciąż trzymała w gotowości. Tylko Noriedze ani śniło się przestać — sprzedawał mu coraz to kolejne uderzenia, podduszając go nogą. — ¡Suficiente!Dość, krzyknęła już o wiele głośniej, podchodząc bliżej i szarpiąc go za materiał kurtki wolną ręką. Tylko, że Pilar mogła sobie mówić i prosić, jednak Noriega zdawał się być w takim szale, że mogła go zatrzymać chyba tylko również używając siły. Nie chciałą tego robić, wydawało się to jak na ten moment jeszcze niekoniecznie, chociaż kiedy Ivanek zaczął się dławić, spięła mięśnie. Całe szczęście ekspedientka okazała się szybsza niż Stewart, oznajmiając, że policja już jedzie. Zdawało się pomóc, chociaż wtedy Noriega sprzedał mu jeszcze dwa kopniaki.
Madox, kurwa! — szarpnęła go za materiał kurtki tak mocno, że aż się zachwiał. Już miała dalej go rugać, tylko wtedy on zaczął dyskutować o kamerach, potem już stał przy niej sprawdzając jej uszkodzoną twarz, która swoją drogą kurewsko bolała, Ivanek się przekręcił, stękając, a już po chwili do środka wparował funkcjonariusz policji odgrażając się bronią. Wszyscy podnieśli ręce w górę (oprócz Ivanka), a on dokonał szybkiej oględzin aktualnego stanu rzeczy.
Na ziemię — warknął w stronę Madoxa, chyba stwierdzając, że skoro drugi typ pluje krwią, to Noriega musiał być winny całego zamieszania. — Na ziemię, kurwa i ręce z przodu, żebym cię widział — celował w niego bronią, tak zafiksowany, że dopiero po chwili, kiedy podszedł bliżej, zauważył Stewart. — Pilar?
Ciebie też miło widzieć, Jo — uśmiechnęła się lekko, wciąż trzymając ręce w górze, chociaż w duchu aż podziękowała losowi, że trafili akurat na niego. Z Joelem miała świetne relacje, często grali razem w rzutki na firmowych wyjściach, organizowanych raz w miesiącu.
Po krótce wyjaśniła mu, co się stało. Oczywiście ominęła informacje o tym, kim dokładnie był dla niej Madox, przedstawiając go jako mężczyznę, który jako jedyny skoczył do pomocy, kiedy rusek się na nią rzucił. Jo nie potrzebował wielu szczegółów, nawet nie próbował dogadać się Ivankiem; po prostu skuł go i wsadził do radiowozu. Kiedy wrócił, równie niechlujnie spisał dane wszystkich, oznajmiając przy okazji Pilar, że zrobi porządny raport jutro, bo dzisiaj był ciężki dzień, jakby ją to chociaż w minimalnym stopniu interesowało. Finalnie obiecała nawet, że mu pomoże, byleby tylko szybciej ulotnił się ze stacji, odwożąc Ivanka na dołek. Joel oczywiście był zachwycony, a na odchodne poklepał Madoxa po ramieniu i pochwalił go za ładne zachowanie wobec kobiety, chociaż zaraz potem skarcił za poziom pobicia, jaki zaserwował Ivankowi, zdecydowanie niepotrzebny. Z tym akurat Pilar się zgadzała w stu procentach, jednak nic nie powiedziała.
To do jutra! — machnął jeszcze ręką na odchodne w jej stronę, a Stewart posłała mu przelotny uśmiech, by zaraz potem odwrócić się na pięcie i przejść do jednej z lodówek. Zgarnęła paczkę mrożonek — pewnie jakiś groszek albo marchewkę — i rzuciła na ladę, prosząc się o skasowanie. Zapłaciła już sama, telefonem, który znalazła gdzieś na podłodze.
I co — zaczęła, gdy już opuszczali stację. — Znajomość z psem ma też swoje plusy, co? — spytała zadowolona, malując na twarzy delikatny uśmiech, chociaż policzek od razu na nowo zapiekł. Przycisnęła do niego paczkę z mrożonkami, zaglądając mu głęboko w oczy.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chyba i to, i to, kłopoty ich lubiły... Ale oni lubili je, wiec to się jakoś tam samo nakręcało, zawsze się coś działo. A do tego ten pech... Chociaż czasami to wielkie szczęście, jak z tym paskiem na przykład. Madox to jednak w tym swoim pechowym życiu miał bardzo dużo szczęścia, bo przecież on już tyle razy mógł skończyć w piachu.
I teraz też już powinien skończyć okładać Ivanka, kiedy Pilar krzyknęła to Madox wystarczy, tylko, że on najchętniej by mu teraz rozwalił łeb i to wcale nie dlatego, że zamierzał go zbić, tylko, że się zamachnął na Pilar. Bo jakby kulturalnie dali sobie po mordach, to Noriega by jeszcze na koniec podziękował i pewnie sobie wyszedł jak nigdy nic. Bo co? Bo mu się trochę należało, bo przez niego Ivanka zgarnęli...
Błędne koło się zamyka, następnym razem Ivan się nauczy, że jednak z Madoxem się nie zadziera, albo go zajebie.
Nawet to dość z ust Stewart na niego nie zadziałało, bo przecież Noriega, kiedy adrenalina już krążyła w żyłach, to on nigdy nie miał dość. Mógłby się pewnie jeszcze z tym Ivankiem tutaj okładać, chociaż w tej już chwili to było jakieś bardziej jednostronne.
- Na-le-ża-ło musię - wysyczał przez zęby na to jej Madox, kurwa, no bo czy nie? Oczywiście, że mu się należało i jakby byli w Emptiness to na tym by się nie skończyło. Noriega czasami zapominał, że on nie jest w swoim klubie, że nie jest nietykalny. Na ziemię sprowadził go dopiero ten policjant. I to dosłownie, bo już po chwili Madox padł na kolana z rączkami nad głową, żeby tamten je widział. Akurat z psami to on się nigdy nie kłócił, ba, on przecież sam był ich... psem? To było trochę skomplikowane.
Na szczęście później Pilar już rozmawiała ze swoim kolegą po fachu, a Madox to nawet pomógł dźwignąć z ziemi Ivanka, bo był ciężki jak stodoła. Pokiwał głową, że tak, że trochę go poniosło, bo on w ogóle nienawidzi przemocy, ale też nienawidzi jak się podnosi rękę na kobietę, i to wszystko dlatego. Dwa razy przeinaczył swoje nazwisko kiedy policjant go spisywał, bo mówił z tym swoim hiszpańskim akcentem. Ale finalnie poszło sprawnie, a później Madox równie sprawnie zapłacił, gotówką, za te ich zakupy, które nawet im zapakowali do papierowej torby. Jeszcze dołożył kilka jakiś batonów, albo czekoladek, żeby nimi udobruchać Pilar i flaszkę ruskiej wódki, dla siebie, bo jak oni teraz byli nabuzowani, to jeśli skończą rozmawiając, do tego poważnie, to będzie to święto. Do tego wcisnęli mu jakiś los w loterii z super nagrodami.
Za mrożonkę pozwolił jej zapłacić, bo trzymał już w rękach tę torbę, poprawił ją sobie podbijając kolanem.
- Bardzo dużo plusów - odpowiedział od razu i też spojrzał w te jej piękne, brązowe oczy - ale też zależy jakim psem, ale Ciebie Pilar chyba w robocie lubią, co? - ten najwidoczniej był jej kumplem, zważając na to jak swobodnie sobie rozmawiali. Dalton był w niej zakochany, ciekawe kto jeszcze. To nie tak, że przez Madoxa znowu przemawiała zazdrość, po prostu był ciekawy. Chociaż może trochę, ale głównie dlatego, że krew krążyła w żyłach zdecydowanie jeszcze szybciej niż powinna.
Otworzył drzwi z tyłu i wrzucił na siedzenie te zakupy, ale jeszcze zanim wsiadł, to spojrzał ponad dachem samochodu na Pilar.
- Teraz już do domu? - zapytał i postukał palcami w ośnieżony dach, bo trochę im tam zeszło i samochód przysypało. Może nawet Madox powinien go odgarnąć. Zaraz się schylił żeby rękawem zgarnąć śnieg z przedniej szyby.
- Chyba, że wolisz na jarmark, tam też może być ciekawie - rzucił nawiązując do jego ostatniej bójki na jarmarku. Już strzepywał śnieg z tylnej szyby, a później sięgał do dachu, tylko, że Pilar jeszcze nie wsiadła, no bo ją zagadywał przecież.
A to zaowocowało tym, że Madox z tego świeżego śniegu zrobił krzywą pigułę i rzucił nią w Stewart.
- Wsiadaj bo znowu zmarzniesz - rzucił, ale kiedy się schylił, żeby przetrzeć ręką lusterko, to dostał śnieżką w łeb, co nawet go w zasadzie nie zdziwiło.
Jeszcze w sumie się nie bawili na śniegu, więc nie byłoby to dziwne, ale w końcu otrzepali kurtki i wsiedli do auta.
Zanim jeszcze Madox odpalił silnik, to się przechylił przez skrzynię biegów do Pilar, żeby dotknąć lekko opuszkami jej policzka, który rzeczywiście już posiniał.
- Boli? Chcesz jechać do szpitala? - zapytał głupio, ale przecież wiedział, że zaraz mu powie, że go pojebało. Ona z raną postrzałową nie chciała do szpitala... Tak jak Madox, tylko na szczęście w Kolumbii nie było nic do gadania. Przesunął delikatnie palcami po jej twarzy.
- Puchnie, tu już się zbiera krew - przesunął palcem po niewielkim jeszcze krwiaku - będzie wyglądać ohydnie - ale podsumował. Madox czasem naprawdę za dużo gadał. I teraz też jeszcze się nie zamknął, chociaż na jej pełnych ustach oparł kciuk.
- Ale nie musiałaś tego robić, wiesz? - powiedział, ale przecież wiedział, że musiała. Musiała zareagować, bo on by zrobił to samo. Oni w swojej obronie, to byli gotowi na dużo więcej.
- A jak spotkam Ivanka w ciemnej uliczce, to go zajebie.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ivankowi faktycznie się należało. Już nawet nie tylko dlatego, że podniósł rękę na kobietę — chociaż dlatego przede wszystkim — ale bo był jebanym narwańcem, jeszcze większym niż Madox. Bo żeby bezpodstawnie szarpać kogoś za fraki tuż przed świętami, to już jasno świadczyło o agresji typa i całe szczęście, że chociaż trafiło na nich, bo pewnie ktokolwiek inny dostałby solidny wpierdol od ruska i pewnie nawet policja nie zdążyłaby przyjechać. A tu prosze; nie dość, że to rusek dostał wpierdol, to jeszcze Pilar załatwiła, że przewieziono go na dołek i przynajmniej było wiadomo, że już nikomu więcej tego wieczoru nie zaszkodzi.
Zaśmiała się na stwierdzenie Noriegi, że ją to chyba lubią w robocie.
— A czemu mają nie lubić? — spojrzała na niego wymownie. — Jestem zajebista, to lubią — i skromna jak zawsze. Nie wiedziała, czy był jakiś konkretny przepis na tą sympatię — najpewniej była to kwestia tego, że Stewart po części była chłopczycą. Zawsze zadawała się więcej z chłopakami; brała udział w konkursach na najgłośniejszy bek, rozwalała ich w gry komputerowe, wolała czysty alkohol nad kolorowe drinki, a już na pewno wygodne spodnie nad obcisłą sukienkę, chociaż w takich też czasami chodziła. Daleko było jej do prawdziwej damy i zapewne miało to swoje plusy jak i minuty.
Kiedy zapytał, czy teraz już do domu, skinęła tylko głową. Nie miała zamiaru wędrować już nigdzie indziej i miała szczerą nadzieję, że tym razem uda im się dojechać w jednym kawałku, bez większych przygód.
Żadnego kurwa jarmarku — aż zgromiła go wzrokiem na tą propozycję, a w zamian dostała jedynie śnieżką prosto w twarz. — Pero te golpearán…Ale oberwiesz… Jeśli myślał, że pozostanie mu dłużna, zdecydowanie się mylił. Kiedy Noriega schylił się do lusterka, Pilar miała już przygotowane dwie śnieżki, które idealnie wymierzyła w jego głowę. Śnieg posypał mu się za kołnież, ale nic sobie z tego nie zrobiła, bo przecież to ON ZACZĄŁ. Dobrze mu tak.
Wsiadła do samochodu, zapięła pas i ponownie potarła o siebie zziębnięte ręce. Spędzili na stacji tyle czasu, że w aucie już zdążyło się zrobić równie zimno co na zewnątrz. Kiedy Madox nachylił się w jej kierunku, oparła głowę o fotel i przechyliła w jego stronę. Przymknęła na moment oczy, kiedy jego przyjemny dotyk koił obrzydliwie pulsujący policzek. Dopiero kiedy spytał, czy chciała jechać do szpitala, wbiła w niego ciemne spojrzenie.
Chyba cię pojebało — rzuciła praktycznie od razu, gromiąc go wzrokiem. Pilar i szpitale nigdy nie chodziły ze sobą w parze — jedynie w momentach, kiedy faktycznie umierała albo nie miała nic do gadania, jak wtedy w Medellin. — Nic mi nie jest. To nie pierwszy raz, kiedy dostałam po mordzie — wzruszyła ramionami, jakby to była najbardziej normalna rzecz na świecie. Akurat on powinien to zrozumieć, jako naczelna tarcza dla wszelkich uderzeń, która ściaga na siebie kłopoty. I okej, Pilar była kobietą, nie powinna często dostawać w twarz ani nigdzie indziej, jendnak jej praca mocno to utrudniała.
Nachyliła się delikatnie, kiedy sunął kciukiem po jej wardze, by znowu złapać go zaczepnie w usta. Pierwsze złożyła na opuszku delikatny pocałunek, a zaraz potem przejechała językiem wzdłuż całej długości, by po chwili wziąć go do ust i tam otulić wilgocią. Chciała chociaż minimalnie ściągnąć uwagę ze swojej obitej twarzy i pieprzonego Ivanka, który mógł zepsuć im całą resztę wieczoru.
Nie musiałaś tego robić, wiesz?
Wiedziała. Widziała to lepiej niż ktokolwiek inny, że czasami trzeba było odpuścić. Poza tym, znała Madoxa, wiedziała, że istniało wysokie prawdopodobieństwo, że sam świetnie sobie poradzi, a jednak… Nie potrafiła tak po prostu stać obok. Biernie przyglądać się, jak ktoś tarmosi jej faceta za fraki. Musiała zareagować.
Zrobię to z każdym, kto chociaż podniesie na ciebie rękę — oznajmiła, zabierając szorstką dłoń ze swoich ust. Zwinnie przesunęła ją sobie wzdłuż policzka na kark, przyciskając jego palce do rozgrzanej skóry. — I chuj mnie obchodzi czy muszę, czy nie — dodała, przyglądając mu się uważnie. I znowu — może było to mało kobiece z jej strony, dama w życiu by tak nie powiedziała, ale Pilar nie była taktowną damą. Była dzika, narwana i nie bała się ubrudzić rąk w obronie kogoś, na kim jej zależało. Nawet jeśli ten ktoś radził sobie świetnie i bez niej. To było po prostu silniejsze.
A Ivanka to ty już zostaw w spokoju — przewróciła oczami na jego kolejne słowa. — Już wystarczająco dostał — można nawet powiedzieć, że ledwo uszedł z tego z życiem. Nie było sensu się na jego punkcie jeszcze bardziej fiksować. Chociaż musiała przyznać, że to jak stanął w jej obronie było… caliente. Tak Caliente, że kiedy o tym myślała, kiedy wpatrywała się w jego ciemne oczy, nie potrafiłą się powstrzymać, by nie nachylić się do niego.
Estas loco — rzuciła prosto w jego usta, a następnie musnęła je delikatnie. I chociaż chciała na tym poprzestać, za nic nie umiała się od niego odsunąć. Pogłębiła pocałunek, tym razem z należytą intensywnością, do tego stopnia, że z jej rozwalonej wargi pociekła krew, dodając do pocałunku metaliczny smak. Umieściła dłoń na jego przedramieniu, zaciskając mocno palce. — A teraz jedź — odepchnęła bardziej siebie od niego, by po chwili opaść z rozszalałym sercem na fotelu.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z tym się nawet nie chciał sprzeczać, że Pilar była zajebista. Bo była, i Madox też tak uważał. Zgadzał się z tym w stu procentach. Bo ona miała w sobie coś takiego, co ją do niego ciągnęło, jak żadna inna kobieta. A przecież znał jeszcze kilka takich narwanych latynoskich loca chica. Ale żadna nie była tak loca jak ona. Żadna by za niego nie szarpała się z jakimś ruskim zakapiorem. A zważając na to, że Madox był pierdolnięty, to on się po tej akcji jeszcze pewnie bardziej w Pilar zakocha. Jak wtedy, gdy złamała nos Alvaro.
- Kupiłbym ci pierniczka, wypilibyśmy sobie grzane wino, posłuchali kolęd - mruknął odnośnie tego jarmarku, bo w tej kwestii mógł się jeszcze z nią podrażnić. Nawet ją śnieżką rzucił, a potem dostał dwoma. Śnieg momentalnie rozpuścił się na jego wciąż rozgrzanym karku, ale aż go wzdrygnęło. Wytrzepał go, ale nasypał go sobie jeszcze więcej za kołnierz. Za to jak już siedział w aucie i oglądał policzek Pilar, to rączki miał zimne, kontrastujące z jej gorącym, pulsującym policzkiem. Strzelił oczami w sufit, kiedy powiedziała to chyba cię pojebało, bo tego się właśnie spodziewał.
- Eres imposible - jesteś niemożliwa, pokręcił głową, kiedy jeszcze sunął palcami po jej skórze - ale od takiego ruska? Widziałaś jakie miał łapska? - uniósł jedną brew, chociaż oczywiście zdawał sobie sprawę, że w jej pracy to jest raczej czasem po prostu nieuniknione. Zresztą tak jak w Emptiness. Madox czasem nie chciał, a i tak dostawał po mordzie, bo on nie umiał być bierny.
Nigdy nie umiał, i kiedy ten jego kciuk wylądował w jej pełnych ustach, to przysunął się do niej bliżej, przesunął palcem po jej języku. A zaraz powiedział to, że nie musiała tego robić, na jej odpowiedź w pierwszej chwili znowu strzelił tymi ciemnymi oczami.
- Imposible - pokręcił głową, ale prawda jest taka, że Madox to doceniał, kurewsko to doceniał, bo nikt by dla niego czegoś takiego nie zrobił. Ale też on za nikogo nie przyjąłby kulki. Sprał kogoś może jeszcze, ale na pewno nie podstawiał się pod broń.
Przesunął mokrym palcem po jej policzku, na kark, po którym delikatnie sunął palcami, żeby wpleść je w czarne kosmyki.
- Ale... - zaczął, wiedział co chce jej powiedzieć, ale nie chciał tego robić w tej chwili. Bo to powinno paść podczas tej ich poważnej rozmowy. Jeszcze nie teraz.
- Przypomnij mi później, że chciałem ci coś powiedzieć, nie o Ivanku, o nas - zaraz mu pewnie każe mówić od razu, ale Madox już nadawał o tym, że tego ruska by zajebał w ciemnej uliczce, a Pilar kazała mu go zostawić w spokoju - ale jak przyjdzie do Emptiness, to będą go musieli stamtąd wynieść - co prawda Ivanek już nie wpadał do klubu, ale może zajrzy, żeby oddać Madoxowi? Kto wie? Jak to mówiła babka Noriega - ruskie to są mściwe.
No tak babcia Noriega to też pewnie siedziała w kokainowym biznesie, z ruskimi może też go robiła, znała się na ludziach, i Madox się znał po niej.
Kąciki jego ust skoczyły do góry, kiedy padło to esta loco, oni oboje byli. Najpierw też musnął jej usta delikatnie, żeby ta jej rozwalona warga jej nie uwierała. Ale to rzeczywiście było za mało, jeszcze kiedy poczuł w ustach ten metaliczny posmak krwi, tak bardzo ich, to przytrzymał ją przy sobie mocniej za kark, spijając z jej pełnych, gorących warg ten smak, długo, intensywnie, aż go nie odepchnęła.
- Mierda - rzucił, kiedy się od niego odsunęła i spojrzał na nią z wyrzutem, bo jego serce już też rwało się do niej jak szalone. Ale rzeczywiście może powinien jechać?
W końcu dotrzeć do jej mieszkania na tę poważną rozmowę.
Odpalił silnik i włączył grzanie, a potem to już wyjechał z parkingu obserwując drogę przez małą dziurkę, która pojawiła się na szybie, więc najpierw jechał trochę wolniej, a później, gdy szyba była już czysta, to oczywiście cisnął ile się da, jakby Madox w ogóle się nie znał na znakach. Raz nawet się tak wykręcił, kiedy zatrzymała go policja, bo tłumaczył, że w Kolumbii wygląda to trochę inaczej.
W międzyczasie sięgnął do kieszeni kurtki i dał Pilar ten los z loterii, na którą go namówili na stacji, że super nagrody, że warto. Co prawda los kosztował pięć dolców, więc Noriega liczył, że chociaż wygra jakąś czapeczkę, czy koszulkę.
- Musisz tam wejść na stronę i wpisać ten kod i kurwa zobaczymy ile dzisiaj mam szczęścia - poinstruował ją, tak jak jego poinstruowali na stacji, a kiedy już trzymała ten bilecik, to sięgnął, żeby przesunąć po tym kodzie palcem i po jej dłoni też. Jego telefon był przecież nieczynny, chociaż miał nadzieję, że jeszcze uda się go odratować. Nie chciał kupować nowego telefonu, tamten całkiem lubił. A śnieg to w końcu nie woda, chociaż... jak on sam go w niego wdepnął.
Aż się nad tym zastanowił, i przejechał na czerwonym. Często to robił, więc jakoś za specjalnie się nie przejął, płacił mandaty i tyle. Ale Stewart chyba przejęła się bardziej, bo szarpnęła go za kurtkę. Tylko, że Madox nie wiedział jeszcze czy szarpie go, bo przejechał na czerwonym, czy dlatego, że wygrali koszulkę, bo trzymała w palcach telefon.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że chciałaby wiedzieć od razu, co chciał jej powiedzieć. Pilar była niecierpliwa — lubiła wiedzieć tu i teraz, a czekanie doprowadzało ją do szału. I pewnie zaczęłaby drążyć ten temat, gdyby Noriega nagle nie zmienił go na Ivanka, a potem nie całował jej ust zachłannie, z należytą intensywnością. Spijał jej smak wraz z metalicznym posmakiem krwi, która sączyła się z jej rozwalonej wargi i chociaż z rozdartego miejsca ciągle pulsował ból, przyjemność jaką dawał jej Madox i d e a l n i e kontrastował, sprawiając, że po jej plecach przebiegł elektryzujący prąd.
Przez moment naprawdę miała ochotę pierdolić tą poważną rozmowę i w ogóle chęć dojechania do domu. Chciała odpiąć pas, przetoczyć się nad skrzynią biegów i usiąść na nim okrakiem, by rozładować to przeklęte napięcie, które budowało się między nimi przez cały dzień. Te wszystkie złe i dobre emocje, tak kurewsko skrajne, że krew pod skórą niebezpiecznie wrzała. Musiała się porządnie spiąć, by w końcu go od siebie odepchnąć.
Wciąż oddychała ciężko, gdy wyjechał z parkingu i dołączył się do ruchu. Wolną ręką odpaliła radio i trochę się przy tym namęczyła, bo na prawie każdej stacji puszczali świąteczny chłam. Dopiero po jakiś pięciu minutach udało jej się znaleźć coś w miarę znośnego, do czego nóżka delikatnie zaczęła uderzać w rytm melodii.
Kupiłeś kupon? — prychnęła, gdy podał jej kawałek papierka. — Przecież w tych rzeczach nigdy się nic nie wygrywa — a może to ona miała takiego pecha? Może Noriega ze swoim szczęściem w najmniej spodziewanych momentach miał o wiele większe szanse? Przejęła od niego kupon i przy okazji wygrzebała poobijany telefon z kieszeni. Przez tą całą sytuację z Ivankiem i szarpaninę poszła jej szybka przy górnym lewym rogu, ale całe szczęście w niczym to nie przeszkadzało.
Podążając za instrukcjami Noriegi, weszła na odpowiednią stronę i zaczęła wpisywać kod, chociaż co chwile rozpraszała się prędkością, jaką Madox nabiegał jej samochodem. Nie dlatego, że jej to przeszkadzało, ale jednak facet był zbyt nieprzewidywalny, by zostawić go bez uwagi.
Zachowuj się, Noriega — szarpnęła go za kurtkę, kiedy przejechał na czerwonym. — Bo osobiście wlepię ci mandat — zagroziła, chociaż w głowie już słyszała, jak pyta ją, czy przebierze się do tego w mundurek i zakuje go w kajdanki. Może nawet by to rozważyła, gdyby nie mieli na dzisiaj już innych planów.
Spojrzała na telefon — strona wciąż się ładowała. Pewnie te wszystkie kody, to był jakiś pic na wodę, generowane przez zupełny przypadek byleby tylko wyłoić od ludzi jak najwięcej pieniędzy i już miała się podzielić z Madoxem tą złotą myślą, kiedy na telefonie pojawiła się koślawa animacja confetti i wielki napis gratulacje!
O kurwa — mruknęła pod nosem, otwierając szerzej oczy. — Chyba faktycznie coś wygrałeś — aż przysunęła telefon pod sam nos i przeczytała treść powiadomienia. — Kolacja w ciemności? A co to za gówno — zmarszczyła brwi, nie za bardzo rozumiejąc, co on właściwie wygrał. Ale z drugiej strony sama nazwa wskazywała, że chodziło o jedzonko, więc w sumie jak dla nich i tak chyba zajebiście.
Poprawiła się na fotelu i zaczęła czytać dokładny opis.
Bla bla bla przeżyj niezwykłą kulinarną przygodę… Kolacja w ciemności to unikalne doświadczenie kulinarne, które polega na spożywaniu posiłków w całkowitej ciemności, wyostrzając zmysły i zapewniając niezwykłe doznania sensoryczne… bla bla dla miłośników niebanalnych atrakcji… no to chyba dla nas — prychnęła wymachując mu voucherem przed oczami. — Zajebiście, przynajmniej nie będziemy musieli się martwić, że ktoś nas zobaczy razem — skwitowała zadowolona. Przynajmniej jeden problem z głowy. I to przecież jeden z tych największych, który przynajmniej Pilar na co dzień spędzał sen z powiek. Bo to przecież nie tak, że ona nie chciała się z nim widywać — chciała i to kurwa bardzo — ale nie mogli ryzykować i wiecznie zdawać się tylko na szczęście. Sama sytuacja na stacji pokazała, jak łatwo było spotkać kogoś, kogo się nie powinno, nawet poza Toronto.
To znaczy o ile w ogóle rozważasz, żeby mnie zabrać jako swoje plus jeden — dodała po chwili, bo w sumie to Madox wygrał kupon i mógł sobie z nim zrobić, co tylko jego dusza zapragnie. Może wolałby go spożytkować na Jaimie albo jakąś inną swoją byłą, o której Pilar nie miała bladego pojęcia? — Chociaż w sumie właśnie wpisałam swoje dane do formularza, więc na dobrą sprawę to JA się zastanowię, czy będę cię chciała ze sobą zabrać — mruknęła zadowolona, przy okazji nachylając się nad skrzynią biegów, by już po chwili przystawić usta do jego szyi i przesunąć językiem wzdłuż jej długości. Leniwie i powoli.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#26”