34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Podniósł na nią spojrzenie znad jej stopy, kiedy wyciągnęła telefon i zapisywała w nim Patricię, a zaraz posłał jej jakiś zawadiacki uśmiech.
- Mnie też tak zapisywałaś i sprawdzałaś, kiedy Bucky wprowadził cię do klubu? - na pewno. Chociaż jego może sprawdziła już wcześniej? Dużo rzeczy mieli na jego temat w bazie, chociaż 2015-2018 dane były utajnione... Ciekawe czy kiedyś zwróciła na to uwagę?
Dopiero kiedy Pilar znowu wspomniała o Becku, to Madox podniósł na nią ciemne, czarne już prawie, spojrzenie, zmrużył oczy.
- Co cię łączy z Beckiem? Dlaczego cię szarpał? I dlaczego w ogóle... się przypierdalał? - no tak, gryzło go to. Bo chociaż czasem się okładali z Beckiem na salce, albo dźwigali ciężary na siłce, to nie gadali w sumie o kobietach. Madox tylko czasem nawijał o swoich dupeczkach na jedną noc, co mu zrobiły... tej jednej nocy, żeby utrzymywać pozory. A Beck nigdy nie mówił o nikim, w ogóle mało mówił. A jak Noriega się rozkręcał, to nawet kazał mu się czasem zamknąć. Patrzył na nią wyczekująco, bo on w końcu powiedział jej wszystko o Haddie. Nawet na moment oderwał usta od jej ciepłej, gładkiej skóry, układając sobie jej stopę na spodniach.
- Dobrze ci idzie to badanie trupów... zwłaszcza na przykład Marco - wywrócił zaczepnie oczami, a kiedy jej stopa znowu zaczepiła o jego kroczę to wypuścił z płuc mocno powietrze nosem. Madox niby wiedział czym zajmowała się Pilar, ale też nigdy za bardzo nie wnikał w jej sprawy, nie wtrącał się, ostatnia, z którą trochę jej pomagał spierdolił to były kontenery Wyatta.
Nawet przez jedną krótką chwilę chciał ją zapytać co u Galena Wyatta, ale czy ona w ogóle miała czas, żeby się z nim spotkać? Kiedy u nich wiecznie coś się działo, odpierdalało. Albo wyjebywało.
Ale może wciąż z nim pisała?
Na jej kolejne słowa strzelił oczami w sufit.
- Nikt nigdy nie narzekał na moje pierdolenie - rzucił i schylił się, żeby tym razem dziabnąć ją w kolano. Chociaż to co powiedziała, to była prawda. Madox lubił sobie pogadać, zawsze. Najpierw dookoła, dwadzieścia minut bredni, a potem może do celu, naokoło, od tyłu, tak, że jednak sens można zgubić między zbyt dużą liczbą informacji. Taki już był. Bo przez tyle lat on przecież... no nikomu właściwie nie mógł nic powiedzieć. Na komisariacie miał swoje tajemnice, w półświatku tym bardziej. W klubie i poza nim. Nawet Maddie mówił tylko tyle, ile powinna wiedzieć. Przecież ona nie miała pojęcia, że on jest psem.
Nikt nie miał.
Oprócz Stewart.
Kąciki jego ust uniosły się ku górze, kiedy powiedziała to, że nikomu nie będzie nic mówić, bo tego akurat się spodziewał. A kiedy dźgnęła go palcem w brzuch to naparł na nią mocniej, bardziej wbijając sobie jej palec w ten tatuaż z napisem Medellin. Dopiero na jej kolejne słowa, uniósł jedną brew - nie dotykać? - parsknął - nawet małym paluszkiem - już podnosił jej stopę, żeby zaczepić językiem o jej mały paluszek, szczypnąć go zębami - kiedyś chciała mi wejść do łóżka, ale ja nie łączę seksu z interesami, chociaż nie wiem... czy my nie łączymy? - przechylił na bok głowę, podobała mu się właściwie ta władcza Pilar, która nie pozwalała nikomu go nawet dotknąć, chociaż prawda jest taka, że Madox był może popierdolony, wyuzdany, bezwstydny, ale... kurwa brzydził się zdradą i odkąd on kręcił ze Stewart to nawet nie było opcji, żeby jego wargi całowały jakieś inne usta, a co dopiero coś innego.
Ciemne tęczówki znowu podniosły się z jej stopy, która sunęła po jego rozgrzanym torsie na jej piękną twarz, na te oczy, błyszczące i zjawiskowe. Może nie powinien jej mówić, jak to tutaj się odbywa? Ale Pilar nie była głupia, a poza tym... widziała dziurę w głowie Marco. Czyli wychodzi na to, że albo on się sprzedał nieodpowiednim ludziom, albo sprzedał kogoś... nieodpowiedniego. Madox obstawiał to drugie, skoro jeszcze chcieli w to wpierdolić Noriegę, ale on się nie dał. A właściwie to przecież Stewart uratowała mu wtedy dupę. Zawsze ratowała.
Uśmiechnął się kiedy rozmawiali o tej ucieczce do Kolumbii, Madox uwielbiał Medellin, mógłby tam mieszkać, szkoda tylko, że tam jego nazwisko było bardziej powiązane z półświatkiem niż tutaj.
- Piosenkę ci napiszę, albo kurwa namaluję obraz - rzucił tak odnośnie tej muzy, ale zaraz dodał - ale bardziej to chodzi o to, że inspirujesz mnie do działania, jak dzisiaj... - najczęściej inspirowała go do jakiś pojebanych akcji, ale... to też się liczy. Była po prostu jakąś jego destrukcyjną muzą, jakkolwiek nie dziwnie to brzmi. Patrzył na nią, kiedy zastanawiała się nad tą ustawką łasząc się do jej nogi. I dopiero kiedy go szarpnęła do góry, to wywrócił znowu oczami - co... - i już miał pytać co znowu, ale ona już go pchała na jego szefowski fotel, a kiedy wpakowała mu się na kolana, siadając na nim okrakiem to tylko się uśmiechnął - loca - mruknął, ale zaraz słuchał jej uważnie, chociaż palce ułożył na jej udach, przeciągając nimi w kierunku pośladków po jej jeansach. Ciemne tęczówki wbił w jej piękne, brązowe oczy. Każdy mięsień na jego torsie spinał się pod jej dotykiem.
- Załatwię to - stwierdził odnośnie tego awanturującego się makaroniarza, chociaż na jej kolejne słowa parsknął śmiechem, tłumiąc go w jej szyi i dekolcie po którym przesunął zarośniętym policzkiem - chociaż kurwa porządny klub dla bogoli, kiedy mówisz o Emptiness - podniósł na nią spojrzenie, na jej oczy - es como si te hubiera llamado educado... decente - to tak jakbym ciebie nazwał grzeczną... porządną, no tak, zarówno Pilar, jak i jego klub nie byli za bardzo... bezgrzeszni.
Czego zresztą świadectwo dawała mu sunąc palcami po jego wytatuowanej skórze - dobra możemy ją sprawdzić, jeśli będziesz spokojniejsza, a ja w sumie lubię takie zabawy - a jakich on nie lubił? Akurat Madox lubił rozrywkę wszelkiej maści. A przecież taka ustawka mogła mu ją zapewnić - umówię nas na wtorek, żebyś też mogła ją poznać - stwierdził, a jego palce już zacisnęły się na jej pośladkach, poruszył biodrami ocierając się o nią - ale poczekaj... - mruknął gdzieś w okolicach jej pełnych gorących warg, a zaraz zerwał się z miejsca przytrzymując ją przy sobie za tyłek. Tyłek, który zaraz zresztą posadził na tym dużym, drewnianym biurku. Oczywiście, że machnął ręką, żeby zrzucić z niego te piętrzące się papiery, ale... ktoś to kurwa posprząta, na pewno nie oni - widziałaś to biurko? Robione na specjalne zamówienie, z Lapacho - przesunął palcami po tym kolumbijskim, egzotycznym drewnie, stając między jej rozgrzanymi udami. Przyciągnął ją do siebie bliżej, pochylając się nad jej szyją, po której sunął nosem, zaciągając się jej obłędnym zapachem.
Tylko wszechświat (i kostki) chyba znów uznał, że robiło się między nimi zbyt gorąco... bo nagle nad ich głowami wybrzmiał alarm przeciwpożarowy.
- Co jest kurwa? - mruknął Madox i tym razem to zacisnął palce na jej ręce zanim pociągnął ją za sobą z biura. Nawet nie zapiął koszuli, a Pilar szła na bosaka.
Na dole zrobiło się małe zamieszanie, ale Laura zaraz mu powiedziała, że sytuacja została opanowana, ale zanim to zrobili, to poszedł alarm, ale ona już dzwoni, żeby go odwołać.
Zaraz Grigorij poprowadził ich na zaplecze, a tam na ścianie piękny napis... Zajebie cię Noriega, a na środku jakieś śmieci, które przed chwilą chyba płonęły, a teraz zajebane były pianką z gaśnicy.
- Co tu... - zaczął Madox, ale Grigorij zaraz zaczął mu nawijać po rusku, Noriega zmarszczył brwi, bo akurat po rusku rozumiał pewnie co drugie słowo, ale sens był taki, że wyjebał Siergieja i nikt nie stał przy tylnym wejściu - co kurwa?! Z chujem się na łby pozamieniałeś?! Jak to kurwa nikogo przy tylnym wejściu? Co ja kurwa muszę o wszystkim za was myśleć - warknął i zamachnął się, wyglądało jakby chciał walnąć ruska, ale uderzył pięścią w jakiś blat, aż flaszki na nim zagrały - zawołaj mi Laurę i wypierdalać na pozycje, raz! - wskazał na drzwi, a rusek zaraz ruszył w tamtym kierunku. Madox za to wbił spojrzenie w ten napis. Podejrzanych było dzisiaj dużo, zaczynając od Tony'ego, przez Siergieja, po Maddie.
Ale był to też chyba kolejny powód, dla którego on czym prędzej powinien znaleźć sobie drugą menadżerkę, od sekcji VIP, no i może... zwiększyć ochronę?

Es como si te hubiera llamado educado... decente °❀⋆.ೃ࿔*:・
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Mnie też tak zapisywałaś i sprawdzałaś, kiedy Bucky wprowadził cię do klubu?
Zaśmiała się na jego pytanie, pozostawiająć je bez odpowiedzi, chociaż prawda była taka, że tak. Oczywiście, że go sprawdziła. Szczególnie, że pierwsze wrażenie zrobił na niej… intensywne. I to niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ale co się dziwić. Pilar była wtedy jeszcze młodziutka, dopiero awansowała na śledczą ze zwykłej policyjki, miała ambicje, a Madox miał… zbyt duże ego. Nic więc dziwnego, że już od pierwszego poznania rozpoczęli swoje słowne gierki i rzucali zdania przesiąknięte sarkazmem.
Przygoda z Beckiem zaczęła się nawet podobnie, jeszcze kilka lat wstecz, chociaż swoją końcówkę miała już zupełnie inną. Beck był dla niej jak starszy brat. I jasne, mieli za sobą jakąś przeszłość, ale nijak miała się ona do Madoxa i jego dziewczyn-prawie narzeczonych, z którymi planował przyszłość. Może dlatego, kiedy spytał o to, co łączyło ją z Beckiem, Pilar nawet nie zmieniła wyrazu twarzy.
No co, kumplujemy się — mruknęła, chociaż doskonale wiedziała, że nie o to mu chodziło. Madox czasami gadał bez ładu i składu, ale przecież nie był głupi. Ba, był wyjątkowo dobrym obserwatorem. I tutaj też słusznie zauważył, że normalny kolega pewnie bałby się przekroczyć z nią granice przestrzeni osobistej. — A tak poza tym, jest tym jednym z dziesięciu — wzruszyła ramionami, ani trochę nie wkładając emocji w ten komunikat. Bo dla Pilar nawet nie był tematu. Totalna przeszłość, do której w żadnym stopniu nawet nie wracała myślami. Chociaż z twarzy Madoxa było widać, że jednak on trochę rozkminiał. Dlatego westchnęła głośno i nachyliła się bliżej w jego kierunku. — Przespaliśmy się kiedyś na jakimś wyjeździe integracyjnym, ale to w sumie tyle. Od tamtej pory jesteśmy bardziej jak brat i siostra, no i czasami ćwiczymy razem na macie, wiec może temu mnie szarpnął — dodała tak już dla podkreślenia i zarysowania całej sytuacji. Chyba Madox i Pilar oboje mieli wyjątkową słabość do policji. Trochę ich były partnerów przewinęło się przez komisariat, ae akurat w przypadku Stewart to nigdy nie znaczyło nic więcej. Z nikim nie mieszkała, nie planowała przyszłości… kurwa z nikim nawet nie spała więcej niż dwa razy. Dopiero przyszłedł on i przewrócił czy jej system egzystowania do góry nogami. — Ale ty i tak wydawałeś się tym niewzruszony — tym wcześniej wspomnianym szarpnięciem. — Byłeś zbyt zajęty Haddie — oczywiście ona też musiał go zaczepić. Nie miała o to pretensji. Teraz kiedy wiedziała, na czym sprawy stały i jako to naprawdę wyglądało, była w stanie zrozumieć ich zaaferowanie sobą nawzajem w tamtej chwili. I może nawet dobrze, bo kto wie, jakby się sprawa skończyła, gdyby Madox jednak doskoczył do Becka i zaczęli się okładać.
Skinęła głową, gdy wyszedł temat Pati i tego, że nie miała prawa go dotykać. Mimowolnie przymknęła oczy, gdy muskał językiem jej wrażliwa skórę, na krótki moment po prostu chłonąc chwile.
Nawet małym paluszkiem — powtórzyła zaraz po nim, prężąc się na fotelu. — Najlepiej niech się trzyma w odlegości minimum dwóch metrów — dodała rozmarzona, dociskając się jeszcze bardziej do jego kurewsko gorących ust. Chociaż kiedy powiedział, że Pati chciała mu kiedyś wejść do łóżka, Pilar otworzyła oczy i spojrzała na niego wymownie. — Jednak pięć metrów — tak, żeby nawet kijem go nie mogła dosięgnąć i będzie zajebiście. Ściągnęła brwi, gdy spyta, czy oni łączyli seks z interesami. — No nie wiem, a jaki masz z tego interes, że się ze mną pieprzysz? — spytała prosto z mostu, patrząc na niego wymownie i znowu zaczepiając to najbardziej wrażliwe miejsce. Ona miała z tego przypadku kurewsko dużo benefitów, ale żadne z nich jednak nijak miało się do pracy i komendy. A już na pewno nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Jak już to mieli z tego przypadku same kurwa problemy. Całe szczęście żadne z nich się tym nie przejmowało.
Zamiast tego woleli już planować ucieczkę do Kolumbii i to, że Pilar byłaby muzą Noriegi. Nawijał o obrazach i pisaniu piosenek, a ona wydawała się coraz bardziej rozbawiona. Tak rozbawiona i nakręcona, że zaraz rzuciła go na fotel i zasiadła na jego kolanach, żeby mieć go bliżej. Lubiła, kiedy nazywał ją loca, chociaż faktycznie decente wcale do niej nie pasowało. Nie zmienia to jednak faktu, że moga traktować to jak punkt zaczepienia.
Nie wiem, o co ci chodzi — mruknęła, kręcąc głową i spoglądając w jego przepiękne, ciemne oczy z bliska. — Jestem zajebiście grzeczna — nachyliła się tuż nad pełnymi ustami swojego narzeczonego, palcami przesuwając się w górę, na rozgrzany kark. — Zawsze się przecież słucham — tak kurwa, a Madox był świętym człowiekiem, który powinien od jutra iść do zakonu za swoje zasługi. No po chuju. Łgała mu prosto w oczy, a zaraz jeszcze miała plan zamknąć mu usta w zaczepnym pocałunku, jednak on był szybszy. Zerwał się z miejsca, przytrzymując ją za tyłek, a Stewart jedynie zdążyła zacisnąć palce na jego szyi.
Biurko faktycznie było zajebiste. To znaczy dla niej biurko jak biurko, ale sposób, w jaki Madox się nim ekscytował, sprawiał, że i Pilar podobał się ono jakoś bardziej.
I co teraz? — spytała, szarpiąc go za koszulkę. — Przelecisz mnie na takim biureczku robionym specjalnie na zamowienie z Lapacho? — i chyba nawet nie musiała dostawać od niego żadnej odpowiedzi, bo sposób, w jaki jego spojrzenie robiło się coraz bardziej ciemne, w zupełności Pilar wystarczyło. Do tego stopnia, że kiedy on zaciągał się zapachem jej szyi, ona już orała paznokciami jego wytatuowane plecy, mrucząc pod nosem z zadowolenia i dociskając się do niego jeszcze bardziej.
Szkoda tylko, że ich dwójka wyczerpała już limit zbliżeń jak na jeden dzień. Raz im się udało i drugie powodzenie graniczyło z jebanym cudem. I cóż, wcale długo nie trzeba być czekać, bo nim Stewart zdążyła chcoiażby zacisnąć palce na klamrze od paska, w całym pomieszczeniu wybrzmiał alarm przeciwpożarowy.
Jak się po chwili okazało, wcale nie bez powodu.
Serce zabiło jej mocniej na widok napisu wymalowanego na ścianie. Niby to nie było nic takiego. Pewnie nie pierwsza i nie ostatnia osoba, która mu kiedykolwiek groziła, ale jednak Pilar poczuła, jak przez jej plecy przechodzi nieprzyjemny dreszcz. Szczególnie, że w ostatnim czasie robili sobie więcej wrogów niż przyjaciół.
Kto mógł to namalować? — spytała pod nosem, chociaż Madox mógł ją doskonale usłyszeć. A potem nawet nie przejmując się tym, że była bez butów, podeszłą do starty śmieci, które zostały spalone. Chciał sprawdzić, czy ostało się cokolwiek, co mogło stać się jakimś dowodem w sprawie albo chociaż częścią układanki, jednak wszystko zamieniło się w jebany popiół. — Makaroniarze? — spytała, bo to akurat była najbardziej oczywista opcja. Chociaż z drugiej strony, po co by mieli mu się tak odpalać, jeśli wciąż mogli tutaj robić interesy? Maddie też przecież tego nie zrobiła. Może i była zła oraz zawiedziona, ale przecież Pilar widziała w jej spojrzeniu, że przecież zależało jej na Madoxie. Nie chciała go krzywdzić. I kiedy Noriega zajmował się grą i wydzieraniem po wszystkich, żeby wzięli się kurwa do roboty i posprzątali ten bałagan, Pilar zobaczyła kawałek papieru, który ostał się gdzieś w prochach.
Madox — rzuciła spokojnie, dając mu znać, żeby do niej podszedł, jak już skończy rozmawiać z Laurą, a sama przesunę się na drugą stronę zaplecza, przysiadając na swojej ulubionej zamrażarce, na której pierwsze pili rum i flirtowali nad trupem, a potem kłócili się, wydzierając po sobie. Tyle wspomnień, a zaraz i kolejne, gdy Pilar wpatrywała się z skrawek, który wyciągnęła. Palce miała ciemne od smoły, szczególnie, że przetarła nimi forografię, która zjarała się tylko do połowy. Stewart już ją widziała. Madox z z resztą też. — Patrz — pokazała mu urywek, kiedy tylko podszedł bliżej, a na nim zdjęcie jak Noriega wychodzi z komendy. Dokładnie to samo, które Pilar znalazła na jego telefonie w SMSach, gdy czekała na niego w Meksyku podczas sekcji zwłok. Kto ewidentnie wiedział, że Madox kręci coś z policją. Pilar podniosła na niego spojrzenia. — Mogło tego być tam więcej. Nie macie tu żadnych kamer?— gdyby tylko wcześniej ugasili ten pożar, może mieli nieco większy punkt zaczepienia. Na ten moment mieli tylko to, nie wiedząc, czy w starcie śmieci, nie było więcej tego typu zdjęć. Ciekawe czy na innych była również Pilar?

:pilar2:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Może i Madox był... narwany, i często ciężko było mu się skupić, ale oprócz tego, że on dobrze kłamał, to też... czytał ludzi, i chociaż Pilar mu tak mówiła teraz bez żadnych emocji, że się kumplowali, to przecież widział Becka.
A już na jej kolejne słowa, to ściągnął do siebie brwi.
Jednym z dziesięciu... (Jakby Madox mieszkał z Polsce to by teraz miał przed oczami Sznuka, ale nie mieszkał...) Przed oczami mu stanął Beck i Dalton. I kto jeszcze?
Madox to był też trochę hipokrytą, bo tyle lasek, co on posuwał, no ale jednak... on z żadną nie pracował, bo on nie mieszał pracy z przyjemnościami.
A kiedy zaczęła mu opowiadać o tym wyjeździe integracyjnym, to aż zmrużył powieki i puścił jej nogę. Fajne te wyjazdy integracyjne w policji mieli. Ciekawe czemu jego nigdy nie zapraszali?
- Ktoś jeszcze z policji? Albo kogo znam jest w tej wspaniałej dziesiątce? - musiał o to zapytać, i może to nic nie wnosiło do sprawy, ale jakby nie zapytał, to by go popierdoliło, bo on następnym razem by się zastanawiał na komisariacie, czy Pilar na innym wyjeździe integracyjnym też nie dała się ponieść. Odchylił do tyłu głowę, chociaż bardziej to miał ochotę nią pierdolnąć... w to biurko może?
- Haddie sradi - rzucił na jej kolejne słowa - jakbym wiedział, to bym mu przyjebał. Następnym razem mu wpierdolę, na sali treningowej, a jak zapyta za co, to powiem, że za to, że cię dotknął - pochylił się nawet w jej kierunku, co prawda Beck go pewnie nie zapyta, bo on w ogóle... mało mówił, do Madoxa zwłaszcza, ale musiała to wiedzieć, że mu przywali.
I to chyba właśnie był jeden z tych dzikich chorych sposobów wyrażania uczuć przez Madoxa, ta jego chorobliwa zazdrość, która przecież nie tyczyła się żadnej z jego byłych.
Tylko zaraz okazywało się, że... Pilar też o niego była zazdrosna. Do tego stopnia, że Pati nie mogła go dotknąć nawet małym paluszkiem. Ich uczucie to był cały kalejdoskop tak dzikich emocji, że chyba tylko oni tak potrafili, miłość tak silna, że można była za nią oddać życie, pożądanie, które wybuchało w jednej chwili prawdziwym ogniem i ta zazdrość. Dzikość w pełnej krasie. Może to ta gorąca latynoska krew?
- Odjebałaś Gonzalesa, no i dzięki temu Ferrari poszedł do paki, a ja z tego mam dwa koła pod podłogą... To chyba jakiś mam - tym razem zamiast muskać wargami jej skórę, to ją po prostu ugryzł, tak, żeby zostawić na jej skórze ślad po zębach. A kiedy go tak zaczepiła stopą, to mruknął jak dziki kot. Jaguar.
Chociaż zaraz ona się rzucała na niego... no jak? Dziko sadzając go na szefowskim fotelu i pakując mu się na kolana. Bardzo to było grzeczne, aż Madox też pokręcił głową.
- Ta, a ja zawsze mówię dzień dobry i nigdy nie wywołuję bójek - mruknął i już chciał zaczepić jej usta. Ale zaraz posadził ją na tym drogim biurku, robionym na zamówienie. Wiadomo, że Madox uwielbiał się bić i właściwie to wszędzie wbijał jak do siebie z cześć na ustach i zbijaniem piąteczki, dzień dobry do niego nie pasowało.
Pasowało za to do niego... to biurko. I to, że wyrwał się do Pilar bardziej, kiedy zapytała czy teraz przeleci ją na takim biureczku robionym na specjalne zamówienia z Lapacho, bo zamierzał to zrobić - Si... - nawet wyrwało się spomiędzy jego warg, zanim znowu miał je złączyć z jej pełnymi, gorącymi ustami.
Ale tego nie zrobił, bo zawył alarm przeciwpożarowy.
A lista miejsc, w których Madox chciał przelecieć swoją narzeczoną, ale nie było mu dane się wydłużała. Jaguar, jakiś domek staruszki, a teraz jeszcze biureczko w jego gabinecie.
Na dole okazało się jednak, że sprawa... była dość poważna, chociaż Madox patrzył na ten napis bez większych emocji, nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy ktoś mu groził. A jednak w ostatnim czasie dostawał takich wiadomości... od zajebania.
- Nie wiem - rzucił od razu w odpowiedzi na jej pytanie, bo nie wiedział. Jakby chociaż podejrzewał, kto wysyła mu te wszystkie wiadomości, to przecież by się z nim skonfrontował, bardziej jakoś dosadnie niż z Maddie, ale nie miał pojęcia. Pokręcił głową na pytanie o makaroniarzy - wątpię - znowu krótka odpowiedź.
Ale może to dlatego, że on zaraz się unosił i wydzierał na ruska? A może dlatego, że wiedział coś więcej? Znowu coś ukrywał? I znowu będzie przez dwadzieścia minut kręcił zanim jej to powie?
Chociaż najpierw kazał Laurze posprzątać na dole, ale to okazało się już załatwione, później w jego biurze, ale tam też już kogoś wysłała... Czyli jednak da się. Rzucił jej też, że ma mu wysłać grafiki, wszystkich pracowników, bo będą wzmacniać ochronę i wprowadzą trochę zmian, a Laura zgodziła się bez gadania, no proszę. I kiedy już to załatwił, to podszedł wreszcie do Pilar, oparł się o jej ulubioną zamrażarkę obok niej i spojrzał na zdjęcie. Widział je już.
Przesunął palcami po karku, a kiedy zapytała o kamery, to wyjął swój telefon, żeby to sprawdzić. Oczywiście, że mieli tu kamery, a on miał podgląd na telefonie, tylko, że... Od jakiejś godziny nic nie działało. Ostatnio kamera złapała ich jak wchodzili do biura, a potem czarny obraz - co kurwa? - mruknął Madox, a na telefonie wyświetlił mu się jakiś błąd połączenia. Zawsze miał jednego ochroniarza, który siedział na kamerach, gdyby coś się działo, ale od jakiegoś czasu tego nie robił. Kamery sobie żyły swoim życiem, a Madox zerkał na nie tylko od czasu do czasu. A ostatnio... prawie wcale. Przesunął wytatuowanymi palcami po twarzy - dobra... Potrzebuje więcej ludzi... Ściągnę jakiś Latynosów, zadzwonię do Diego, a potem do Pati... - już snuł w głowie jakiś plan, nawet wszedł w numery, ale w połączeniach było dużo takich od jednego, nieznanego numeru. Ciemne spojrzenie Noriegi przesunęło się na Stewart na jej oczy - Pilar, ale jest jeszcze jedna rzecz... - jakiś kurwa progres, że teraz nie kręcił przez pół godziny. Wszedł w wiadomości, w ten jeden numer...
A jej oczom pokazało się dużo zdjęć, to, które trzymała osmolone w palcach, ale też takie gdzie byli razem. Przed klubem. W Emptiness. Koło jego mieszkania, wsiadali do samochodu, wysiadali. Nieśli zakupy, albo Madox kucał przy psie. Jak biegał rano po parku. A nawet stał przy barze w klubie. A on tego nie zauważył. Kurwa.
I wiadomości. Tych też cała masa. A Zajebie cię Noriega była chyba i tak dość krótka. Bo inne nawiązywały do tego, że rozpierdolą mu ten klub, dobiorą się do jego dziwki, że pożałuje wszystkiego, że się sprzedał. Wszyscy się dowiedzą, wydany jest na niego wyrok... I takie tam. Madox je po prostu kasował, ale w ostatnim czasie przychodziło ich tyle, że tego nie zrobił, a zresztą w pewnym momencie one zaczęły dotyczyć też jej.
- Zawsze znajdzie się jakiś popierdoleniec, który mi grozi, ale zobacz to... - pokazał jej to wspólne zdjęcie spod ich mieszkania, a pod nim dopiska każdy ma jakieś słabości Noriega - Pilar chciałbym, żebyś... miała ochronę, kogoś ode mnie... - zaczął ostrożnie, bo już wiedział... spodziewał się, co ona mu na to powie, że przecież poradzi sobie sama. Że po co? - Będę spokojniejszy - dodał zaraz. Już wcześniej o tym myślał, tylko nie wiedział jak ją do tego przekonać, ale może to co tutaj zobaczyło zadziała?

Todos tenemos algunas debilidades, Noriega ˚˖𓍢ִ໋❀
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
On nie mieszał pracy z przyjemnością, a ona nie mieszała seksu z miłością.
Chociaż w swoich słowach też przecież był kurwa chodzącym hipokrytą. I to już nawet nie chodziło o to, że związał się z nią, ale przecież Haddie (szkoda jeszcze, że o Evinie nie wiedziała) też. Z nią nawet już kiedy wychodził z akademii policyjnej, więc o czym oni tutaj tak właściwie rozmawiali?Trochę zdziwiła ją jego reakcja, to jak się tym jakoś tak… przejął. Jakby miał faktycznie czym. A kiedy zapytał kto jeszcze z policji, to Pilar prychnęła pod nosem.
A co ty myślisz, że ja rucham cały kurwa komisariat? — spojrzała na niego jakoś niewiarygodnie, jakby ta wspaniała dziesiątka facetów to była jakaś kosmiczna liczba. Przecież to było kurwa nic, szczególnie biorąc pod uwagę, że żadnym z nich nie spała więcej niż dwa razy. No dobra, z jednym, tym, którego miała przed sobą, ale to był jedyny wyjątek. Więc z policji to by było tyle. Jeśli chodzi o facetów oczywiście. — Z Heleną — odezwała się w końcu, przy okazji wzruszając ramionami. Bo przecież Pilar miała również swoje epizody z kobietami, ale o to chyba nie był zazdrosny? A przynajmniej wydawał się o wiele mniej niż o facetów. — Ale to już normalnie na komendzie — poruszała brwiami, specjalnie żeby pobudzić jego wyobraźnie. Oni też mogli na komendzie, gdyby Madox nie postanowił wtedy zachować swoich szemranych sekretów dla siebie i nie wyjść w połowie, pozostawiając ich oboje kurewsko obolałych.
Pewnie jeszcze skomentowałaby ten cały motyw Haddie sraddie, bo jednak oni oboje należeli do wyjątkowo narwanych zazdrośników, którzy chcieli tylko wszystkich dookoła naparzać, ale przecież nawet nie mogli dokończyć żadnej rozmowy do końca, bo wszystko działo się kurwa intensywnie i naraz. W jednej chwili prawie rozbierali się na biurku, a w drugiej już oglądali wielki napis Zabije cię, Noriega zdobiący zaplecze.
Nie było chwili wytchnienia.
I wcale się na nią nie zapowiadało, kiedy Pilar znalazła strzępek fotografii, który o chwili pokazała Noriedze przy swojej ulubionej zamrażarce. Szkoda tylko, że dzisiaj atmosfera wcale nie była tak ognista jak za pierwszym razem, nawet pomimo pożaru, bo widząc minę Madoxa i tego jak zaczął nawijać, że potrzebuje więcej ludzi, a do tego, że kamery znowu nie działały, czuła, że zabawa powoli się kończyła. Że to już nie były jakieś pojedyncze pogróżki, które nic nie znaczą. Znaczyły. I to kurwa dużo.
A zaraz się okazało, że tego było jeszcze więcej.
Wiedziała to nawet zanim pokazał jej telefon.
Zanim powiedział to Pilar, jest jeszcze jedna rzecz.
Wstrzymała powietrze. Czuła, jak serce rozpoczyna szaleńczy galop pomiędzy noskiem a kręgosłupem. Jak krew w jej żyłach przemieszcza się niebezpiecznie, a dreszcz po plecach zamiast przynosić przyjemność, stawiał włosy dęba i drapał skórę. Nachyliła się w jego kierunku, by spojrzeć na wyświetlacz telefonu.
Ja pierdole.
Była tego cała masa.
W klubie, na komendzie, na zakupach i nawet w jebanym samochodzie. Zdjęcia przedstawiały nie tylko jego ale i Pilar, to jak się do siebie uśmiechają, jak trzymają za ręce, a nawet jak Madox przyciska ją do ściany tuż przed blokiem i całuje zachłannie. Nawet nie kontrolowała sposobu, w jaki jej oczy otworzyły się szeroko w niedowierzaniu, a dłoń podniosła się do ust. I szczerze? No nawet chyba nie chodziło o sam fakt, że ktoś robił im zdjęcia, ale… to wszystko aż za bardzo przypominało zdjęcia, które…
A jak to Dalton? — podniosła na niego spojrzenie. Głupie to było. Kurewsko kurwa głupie stwierdzenie, bo przecież on siedział w zakładzie i wychodził jedynie czasami pewnie na jakimś warunkowym, ale… — Co jak ktoś dla niego pracuje? Jak komuś za to buli? Przecież te zdjęcia wyglądają ja te co miał… — aż się jej kurwa niedobrze zrobiło. Na samo wspomnienie tego wszystkiego. Tego pierdolonego, feralnego dnia, w którym chciał ją uprowadzić, ućpać i wykorzystać. A potem wywieźć i chuj wie co dalej z nią zrobić.
W głowie się jej zakręciło.
Przesunęła rękę Madoxa i zeszła z zamrażarki, by zaraz przejść się kawałek w jedną, a potem drugą stronę. Czuła, że przez same myśli, odpalał się w niej tej charakterystyczny atak paniki, których przecież finalnie nie przerobiła. Jedynie zamiotła to wszystko pod dywan, szczególnie w Meksyku, kiedy było im tak dobrze, kiedy byli skupieni na misji. Jak tak dalej pójdzie będzie musiała serio porozmawiać z Rosą. Albo z Daltonem. Może mogłaby się czegoś dowiedzieć? Nie no kurwa nie. Czy ona naprawdę myślała, żeby iść zobaczyć się z tym psychopatą? Kręciła się z myślami do momentu, w którym Madox nie wypalił z tą ochroną.
Jaką ochronę? — odwróciła się do niego energicznie, wbijając w niego ogniste spojrzenie. — ¿Estás jodido? pojebało cię? Spytała bez większych ogródek, podchodząc bliżej i wbijając palec w jego klatkę piersiową. — I jak ty to sobie wyobrażasz? Że będę kurwa chodziła z jakimś gorylem? Do roboty? Na misje? Do pierdolonego sklepu?! — podnosiła na niego głos, bo nie potrafiła zrozumieć, dlatego proponował jej takie rzeczy. Przecież nie była słaba. Umiała o siebie zadbać. A może nie umiała? Może to próbował jej powiedzieć? Może wiedział, że była kompletnie bezbronna, jak wtedy kiedy… — Nie, Madox — warknęła, przyciskając się do niego jeszcze bliżej. — Ale sobie powinieneś kogoś załatwić, biorąc pod uwagę, że pogróżki dotyczą głownie ciebie — dodała, bo oczywiście, kiedy jego bezpieczeństwo wchodziło w grę, Pilar zrobiłaby wszystko, żeby był cały i zdrowy. Jak zwykle dla innych wszystko dla siebie nic. — Wyślesz mi ten numer, a ja jutro poproszę Helenę, żeby go namierzyła. Może czegoś się dowie — bo kto jak kto, ale akurat Helena była najlepszym informatykiem na całej komendzie. Poza tym, zawsze wrzucała robotę dla Pilar przed innych, a jak widać ten case nie mógł czekać.

Nos hemos metido en un buen lío
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Właściwie Madox mówił o Emptiness, bo do policjantek zawsze miał słabość, może to to jego zamiłowanie do mundurów?
Ale policji nie liczył jako jego biznesu, bo przecież był tajny. Nikt nie wiedział. Prawie.
I kiedy Pilar mówiła o tym komisariacie, to wywrócił oczami, bo tak właśnie myślał. A jak jeszcze do tego dodała Helenę, kto to w ogóle kurwa jest? On jej nie kojarzył. To Madox zmrużył oczy. I to jeszcze na komendzie. Komenda też mogła wpaść na jego listę, gdzie on chciał przelecieć swoją narzeczoną, ale nie było mu dane.
I może nawet bardziej niż na tym biurku fiksowałby się na tych listach, po pierwsze policjantów, z którymi sypiała Pilar, a po drugie miejsc, gdzie nie mógł jej przelecieć, ale tego też nie mógł zrobić, bo zaraz już stali na zapleczu Emptiness, pod tą ścianą, gdzie ktoś czerwonym sprejem wykonał to graffiti.
Zajebie cię Noriega - z pięknych krwistych liter.
Okazało się jednak, że to tylko część pogróżek, które Madox dostawał codziennie, jeszcze przed wyjazdem do Meksyku. Sunął palcem po wyświetlaczu telefonu pokazując jej wiadomości i te zdjęcia, te przed wyjazdem były pokasowane, ale co z tego, skoro już było dziesiątki nowych?
Widząc jej minę, schował telefon do tylnej kiszeni spodni, może nie powinien jej tego pokazywać? Zwłaszcza, że ona zaraz skojarzyła to z Daltonem. Madox też przez chwilę o tym myślał, ale przecież Nick nie był na tyle inteligentny, żeby działać z zakładu. Noriega jak zwykle bagatelizował... nie doceniał...
- Nie wydaje mi się... - zaczął, a ciemne tęczówki wbił w Stewart, przyglądał jej się uważnie, gotowy zareagować w razie jej ataku paniki, bo przecież już to widział - Dalton jest pod obserwacją, no chyba kurwa ktoś pilnuje, żeby tego nie powtórzył, tu chodziło o funkcjonariuszkę policji, to też już są inne procedury - rzucił dość ostro i powiódł za nią spojrzeniem, kiedy przechadzała się po zapleczu, jego ciemne oczy podążały za nią krok w krok - Pilar… nie fiksuj się na nim. I żebyś nie ważyła się... Zostaw sprawę z Daltonem w spokoju - dodał, jakby czytał jej w myślach. Ale prawda jest taka, że ją znał, kurewsko dobrze i wiedział, że Stewart wystarczył impuls, żeby się odpaliła, zakręciła na czymś. Zupełnie jak on. Chociaż on miał trochę innych podejrzanych niż Dalton, ale może ten trop też powinien sprawdzić?
Chociaż najpierw postanowił poruszać temat jej ochrony. Wywrócił oczami, kiedy zapytała czy go pojebało, a zaraz zrobił krok do przodu wbijając sobie mocniej w klatę jej palec.
- Nie no kurwa, nie jesteś jakąś kolumbijską księżniczką, żeby wozić się po mieście z gorylami - zacisnął palce na jej dłoni, a ten paznokieć który wbijała mu w tors przesunął wyżej hacząc nim o guziki jego koszuli - ale mogłabyś być... - już zaczepił wargami skórę na jej dłoni, a zaraz układał ją sobie na karku - chodzi o to, że ktoś mógłby mieć na ciebie oko, ty byś nawet nie zauważyła... - zastanowił się, bo wiedział, że Pilar i tak by to odkryła, była kurwa śledczą, dlatego jej to mówił. Żeby potem nie przyszła do niego, że ktoś za nią łazi, a on musiałby się tłumaczyć, że komuś kazał to robić - no i wiadomo, że nie na misje... Ale jak czasem wracasz po nocy z roboty? - druga opcja to było to, że on będzie za nią łaził, ale wtedy to chyba naprawdę zaniedbałby klub. Jeszcze chciał coś dodać, nawet otworzył usta, ale ona wtedy warknęła to nie, a Noriega aż zmrużył oczy. Wiedział jaka Pilar była uparta, ale on też był. Też potrafił wiercić dziurę, póki by się w końcu z nim nie zgodziło. I to nie chodziło o to, że była słaba. Bo była najsilniejszą, najbardziej sprytną i najtwardszą babką, jaką znał. Ale czasami to nie wystarczy.
Na jej kolejne słowa skinął głową.
- Załatwię sobie kogoś... ale jeśli ty też się na to zgodzisz, jeden ochroniarz dla mnie i jeden dla ciebie, a jak jesteśmy razem to chłopaki mogą iść sobie na piwko... Mogę ci też załatwić laskę, jeśli wolisz - tym razem to on ją chciał wziąć sposobem. Bo przecież wiedział jaki był dla niej ważny. Ciemne tęczówki zawiesił na jej pięknych, brązowych oczach, unosząc zaczepnie jedną brew. Wystarczyło tylko się zgodzić, i oboje będą spokojniejsi. Madoxowi nie przeszkadzał ochroniarz, były takie momenty w jego karierze, kiedy ktoś musiał za nim łazić. Miał od tego zaufanych ludzi, którzy w klubie by się nie sprawdzili, ale za to w chodzeniu za nim po mieście, jak cień, radzili sobie świetnie. Dla niego to wcale nie oznaczało sła-boś-ci. W półświatku ochrona oznaczała, że jesteś ważny. I jak kiedyś ważna była dla niego tylko jego własna dupa, to teraz najważniejsza była ona. Więc kiedy powiedziała o tym numerze, to zgodził się od razu.
- Wyślę... - ale zaraz dodała tą cześć z Heleną, a Madox się skrzywił - to może ja pogadam z... - i już chciał powiedzieć, że z Haddie. Ale kurwa o czym by z nią pogadał? Haddie prowadziła jakieś gówno śledztwa dotyczące podrabianych obrazów, kogo to w ogóle obchodzi?
Noriegi nie obchodziło.
Ale może mogłaby mu powiedzieć coś więcej na temat Daltona? Kiedyś też się chyba kolegowali. Ale z drugiej strony Madox chciał użyć tej Haddie tylko dlatego, że na wspomnienie o Helenie, jednej z dziesięciu, z którą Stewart obściskiwała się na komendzie, to znowu poczuł w środku to ukłucie zazdrości. Dzikiej, nieokiełznanej.
Ale przecież teraz nie powinni się tak przekomarzać, a raczej trzymać razem. Westchnął ciężko.
- Dobra, poproś Helenę - mruknął i trochę się od niej odsunął odchylając do tyłu i opierając rękę na zamrażalce za swoimi plecami - a ja załatwię tych ludzi i może też się czegoś dowiem... - wzruszył ramionami. Przecież Madox miał kontakty, wiedział gdzie się zakręcić, z kim umówić się na drinka, albo wciąganie koksu do czwartej nad ranem, żeby się czegoś dowiedzieć. To, że ostatnio był trochę mniej towarzyski, nie znaczyło przecież, że wypadł z obiegu. Nawet zerknął znowu na telefon i wyklepał jakąś wiadomość do Diego.

Podrías ser una princesa colombiana ₊‧˚₊⊹ ♛
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nie podobał się jej pomysł z gorylami.
Co w ogóle za głupota?
Ochrona? Dla jebanej policji? Chyba nie słyszał, co mówił. Chociaż prawda była taka, że im dłużej o tym opowiadał, im bardziej pokazywał, że to wszystko wychodziło z jego serca i naprawdę chęci bezpieczeństwa, Pilar też powoli się łamała.
Bo może było w tym trochę racji? W tym, że gdyby była sama i napadło ją kilku gangusów, to mogłoby wcale nie być tak kolorowo. Z jednym przecież by sobie poradziła, nie takie akcje prowadziła, z dwoma może też, gdyby nie mieli broni, ale przecież takiej pewności nie miała. Bo skoro Madox dostał wiadomości z pogróżkami, a ona była również na zdjęciach, istniało przecież wysokie prawdopodobieństwo, że to ją w pierwszej kolejności będą chcieli skrzywdzić. Tak przecież działał półświatek — zawsze uderzało się w rzeczy, które były dla kogoś najcenniejsze. Zaczęli do klubu i podpalenia, ale kto wie, co było następne na liście.
Kiedy powiedział, że sobie również załatwi ochronę, spojrzała na niego wymownie. Skoro sam dla siebie też był gotowy kogoś podstawić, może faktycznie trzeba było do tego podejść na poważnie.
Okej — mruknęła wciąż niechętnie, ale jednak się z nim zgadzając. — Możesz mi kurwa załatwić ochronę — machnęła na niego ręką, chociaż kiedy zobaczyła jak na męskiej twarzy zaczyna malować się uśmiech z jej zgody, Pilar naprawdę musiała spiąć się w sobie, żeby również się nie uśmiechnąć. A potem jeszcze szturchnęła go w ramie. Kurwa, no nie umiała się na niego gniewać. — Ale jak załatwiasz mi laskę, to lepiej, żeby się dobrze biła — postawiła warunek, podchodząc do niego bliżej i zaciskając palce na materiale jego koszulki. — I żeby była ładna — dodała, ale już tylko i wyłącznie dlatego, żeby go podkuriwć.
Chociaż kiedy wspomniała o Helenie, wcale nie miała tego na myśli. Po prostu Helena była najlszą informatyczką i hakerką na całym komisariacie. Z nikim nie szło się tak dobrze dogadać i nikt też w tak dobrym tempie nie wyciągał informacji. Tylko dlatego Pilar to do niej chciała się odezwać. No i może, żeby dopytać o kolejne zajęcia pilatesu, wiadomka. Dzisiaj przydał się jej całkiem dobrze, więc może czas zwiększyć częstotliwość zajęć i nauczyć się nowych sztuczek.
Uśmiechnęła się, gdy jej przytaknął na ten plan, a także oznajmił, że sam też się spróbuje czegoś dowiedzieć.
No i zajebiście — przysunęła się bliżej, na nowo bawiąc się jego koszulką. — Hacemos un buen equipo, ¿eh? Zgrany z nas zespół, co? Zaczepiła go, zawisając tuż nad pełnymi, gorącymi ustami. Zanim jednak go pocałowała, pozwoliła sobie pchnąć go na regał z alkoholem i dopiero wtedy docisnęła się do niego, całując z wyczuciem.
Sytuacja była poważna i absolutnie nie należało jej ujmować w żadnym stopniu, jednak w myślach Pilar kręcił się nieprzyjemnie Dalton, dlatego potrzebowała, żeby chociaż na moment Madox ściągnął z niej te myśli. Wyrzucił je przez jebane okno i zastąpił sobą. Bo przy nikim nie czuła się tak dobrze. Tak bezpiecznie. Mogłaby całe życie już spędzić w jego silnych ramionach, w sposobie, w jaki zaciskał palce na jej tyłku i przyciągał do siebie jeszcze bliżej. A potem odwracał role, to ją dociskając do skrzynek. I może nawet zapaliliby się w końcu na zapleczu, przy tej ulubionej zamrażaarce, odczarowali jakoś to miejsce, ale oczywiście kiedy palce wślizgnęły się już pod materiały koszulek, odszukując nagą skórę, do pomieszczenia weszła Laura. Pierwsze krzyknęła, że nic nie widziała, a potem, że potrzebuje go do podpisania zamówień na dostawę, bo Larva była na urlopie. Cóż to by wyjaśniało, czemu dokumenty w biurze były nierozliczone. Ani czemu kurwa nie mogli mieć chwili dla siebie. Oczywiście poszli to ogarnąć. Jak wszystko zawsze dookoła. Zawsze kurwa dla wszystkich i ich problemów.

koniec
Hacemos un buen equipo ✿˚ ༘ ⋆。♡˚
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”