34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Nie wiem, czy byłoby cię stać na czynsz — rzuciła luźno, przy okazji zaciskając palce na sukience i spuszczając ją w dół. Materiał lekko kleił się do wilgoci na jej udach, ale finalnie zszedł ładnie do samych kostek, zakrywając nogi. Jedynie wcięcie po lewej stronie wciąż odkrywało posiniaczoną skórę. Czuła, jak Noriega przesuwa palcami po wnętrzu jej uda i nawet nachyliła się nad karoserią, żeby mu od razu odpowiedzieć na te zaczepki, ale wtedy zza krzaka znowu wyskoczył Hao, a Pilar aż przeklnęła.
A czy Hao nie ma nic innego do roboty tylko wkurwi… — nie dokończyła, odwracając się energicznie w stronę żółtka. Tylko zamiast na jego twarz, jej ciemne oczy zatrzymały się na o wiele lepiej sobie znanej. Twarzy, której planowała już nigdy nie zobaczyć. Którą odcięła kompletnie ze swojego życia na poczet związku i swojego męża, to jego świadomie wybierając nad chociażby znajomość z Galenem. Z pieprzonym Wyattem, który teraz stał przed nią w swojej nieskazitelnej koszuli i idealnie skrojonym garniaczku, wyglądając dobrze, jak zawsze.
Cześć Pilar.
Poczuła ścisk w żołądku, chociaż wcale nie było to spowodowane ekscytacją. Bardziej irytacją na to, że gdzie by nie poszła, on finalnie znajdował do niej drogę. Że niezależnie od tego, gdzie by go nie zablokowała, to kurwa Galen znowu pojawiał się w jej życiu. Jak nie przez Northex i stare dokumenty związane z jej rodziną, to teraz na bankiecie.
Cześć — mruknęła spokojnie, wciąż czując, jak cała skóra pali ją po tym, co miało miejsce w samochodzie, jak ten błogostan, w którym jeszcze chwile tem trwała wcale nie opuścił jej ciała. Ale nie uśmiechnęła się do niego, nie zrobiła żadnego kroku w tył. Jedynie opadła plecami na karoserie, prawie nonszalancko, gdy spytał o auto. — Jeżdzę — opowiedziała, widząc kątem oka, jak Noriega wysiada z samochodu, w k u r w i o n y. — Mąż mi taki sprawił, zajebisty, co? — dodała, nie spuszczając spojrzenia z Galena. Znowu chciała, żeby go bolało? Żeby zobaczył, że była szczęśliwa? No może. A może po prostu nie miała zamiaru udawać, że nie jest, kiedy przecież była. Szczególnie teraz, po tym bajecznym orgazmie, który wciąż w sobie czuła. Nawet uśmiechnęła się do Hao, kiedy stwierdził, że wyglądała fiu fiu, chociaż gdy kazał s z e f o w i to potwierdzić, tylko przewróciła oczami.
Czyli to złoto-czarne lampo było twoje? — prychnęła po chwili, patrząc na niego z lekką pogardą, a Hao tylko pokiwał żółciutką główka dumny z siebie. — Mógłbyś podszkolić trochę swoich pracowników, bo za nic nie umieją zachować się na drodze — dodała bezczelnie, sięgając ręką do ramienia Noriegi, by go przy sobie przytrzymać. Nie miała pojęcia, jak będzie się zachowywał. W końcu ostatnie ich spotkanie nie skończyło się najlepiej, a do tego pierwszy raz mieli okazje oddychać tym samym powietrzem w trójkę. Pierwszy raz mógł widzieć Pilar przy Wyattcie. Ale może to i dobrze? Może w końcu będzie w stanie zobaczyć, że między nimi nic już nie było i w końcu raz na dobre dać sobie spokój z tą zazdrością.
Pani policja i chory pan też nie jeździć dobrze!!! — wtrącił się zółtek, którego nikt o zdanie nie prosił i skrzyżował ręce na biodrach, a zaraz głową wskazywał żywopłot l e k k o draśnięty przez ognisty samochód. — Pani policja hops hops na chorym panie podczas jazdy! To nijebezpiećne, bardzo nijebezpiećne, chociaż wyglądać ufff, tàng — aż się powachlował ręką z tego gorąca, a Pilar nie wiedziała, czy w końcu próbował ich obrazić, czy jednak teraz sugerował, że ich pieprzenie się wyglądało zajebiście i nawet jego nakręciło. Ciężki do rozgryzienia gość. Ale skoro już sprzedał przed Galenem co robili w samochodzie, to przecież nie będzie teraz zaprzeczać.
No faktycznie było ufff — rzuciła bezczelnie, a potem odwróciła się w stronę Noriegi i otuliła go spojrzeniem, zatrzymując się chwilę dłużej na przekrzywionej muszce i śladzie po szmince na jego szyi jak i w kąciku ust. Zwinnie odepchnęła się od karoserii, a potem na ich oczach poprawiła mu materiał, a czerwone ślady starła palcem, uśmiechając się do niego zaczepnie. Dopiero potem odwróciła się do Wyatta i jego pomagierka. — A teraz musimy już się zbierać do środka, więc jeśli to wszystko, to wydaje mi się, że możemy się rozejść.

hops hops :slodziaczek:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, erotyka, +18
I tak cudem było, że udało im się to zrobić raz, kiedy ostatnimi czasy nie dochodzili nawet porządnie do drugiej bazy, bo wiecznie ktoś im przerywał. O drugim razie mogli pomarzyć. I przez chwilę chyba naprawdę w to wierzyli, kiedy znowu zaglądali sobie głęboko w oczy, kiedy Pilar kręciła na nim biodrami, a on mruczał w jej pełne, gorące usta jak dziki kot.
A potem pojawił się jebany Hao Chang, który nawijał o swoim szefie i nie pomagało nawet to, że Madox kazał mu spierdalać, a jego żona podkreślała to, jaki jest bardzo chory na łeb. Przez chwilę nawet chciał się wyrwać z tego samochodu i nakopać chinolowi do dupy, żeby jednak zostawił ich w spokoju, ale kiedy się poruszył pod Pilar, a ona opadła na niego znowu, to aż stęknął, na co żółtek popatrzył na nich podejrzliwie mrużąc swoje małe, skośne oczka. No kurwa nie trudno było się domyślić, co oni robili, zwłaszcza, że zakrywał ich tylko czerwony materiał sukienki.
- Słyszałeś? Wypierdalaj - warknął jeszcze Noriega, a Chińczyk w końcu odpuścił i poleciał do swojego szefa. Madox miał jakieś dziwne, złe przeczucia. A kiedy Pilar szarpnęła go do siebie, to zadarł do góry głowę, żeby na nią spojrzeć, a po chwili ją... z siebie zdejmował. Bo pewne było, że Hao jeszcze wróci, a oni nie powinni chyba urządzać sobie drugiej rundy z autem zaparkowanym na różanym żywopłocie, chociaż... Państwo Noriega takie rzeczy zazwyczaj mieli w dupie.
A jednak Madox zacisnął palce na biodrach swojej żony pomagając jej z siebie zejść, aż złapał więcej powietrza w płuca, kiedy opuścił jej gorące, tak kurewsko mokre i spięte wnętrze. I kiedy tak oparła głowę o jego ramię łapiąc oddech, przywracając się do porządku, to on bezczelnie przysunął się do jej ucha - teraz brałbym cię na siłę, tak mocno się spięłaś... - mruknął, bo przecież to czuł. Na palcach, które przesunęły się po jej podbrzuszu, a potem znalazły drogę między jej uda, tylko po to, żeby rozetrzeć na nich ich soki, i bezczelnie sprawdzić, że rzeczywiście w środku była jeszcze ściśnięta, ledwo weszły mu tam palce. Aż jęknął gdy wysiadła z samochodu poprawiając sukienkę, a zaraz nawijał jej, że chciałby tam zamieszkać, między jej gorącymi udami. Wbił czarne spojrzenie w jej oczy, kiedy obejrzała się na niego przez ramię.
- Płaciłbym ci w naturze - mrugnął do niej jednym okiem - może jakoś byśmy się dogadali - i znowu to zrobił, z palca ściągnął na język jej smak, na jej oczach, bezczelny. Jeszcze przez moment patrzył na to, jak czerwony materiał spłynął do ziemi po jej bajecznie długich nogach, na czarne kosmyki, które zatańczyły na plecach, gdy je poprawiła, ale zaraz pojawił się Hao. A Madox spuścił spojrzenie na fotel i swoje spodnie, które szarpnął do góry. Wysiadł powoli z auta poprawiając się, a kiedy usłyszał ten głos, to aż odchylił do tyłu głowę zapinając rozporek i pasek, i dopiero po chwili odwrócił się do nich.
Galen wpatrywał się tylko w Pilar, nawet kiedy mówiła o samochodzie, który sprawił jej mąż.
- Pasuje do ciebie, szczególnie ten ognisty kolor - Galen przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, zdecydowanie wolniej niż powinien, a na koniec zatrzymał je na jej szklących oczach - zgadzam się Hao, pięknie wyglądasz Pilar - oczywiście musiał to powiedzieć. A Madox się skrzywił i już stanął obok swojej żony. Tylko, że jego Galen nawet nie zaszczycił spojrzeniem, bo on wciąż gapił się na Pilar, i dobrze, że przytrzymała przy sobie Noriegę, bo ruszył się niespokojnie, jak ten wściekły doberman.
- Nie pamiętasz to to lambo, które miałaś okazję poprowadzić - powiedział Wyatt, a Madox zerknął tylko na Pilar. A w głowie już miał sto pytań, kiedy to było, jak ze sobą kręcili? A może ostatnio, kiedy obiecała mu, że nie będzie już z nim pisać? Nabrał w płuca więcej powietrza.
A wtedy wtrącił się Hao z tym, że oni też nie jeżdżą dobrze i dopiero Madox obejrzał się na samochód, ale zaraz na chinola, kiedy ten dodał co oni tam robili. W zasadzie to nie była jego sprawa, ani Galena Wyatta tym bardziej. Ale Wyatt w tym momencie dopiero zerknął na Noriegę, a zaraz odchrząknął, bo przecież w jego kręgach nie mówiło się tak na głos i bezpruderyjnie o pieprzeniu, nie na takich bankietach. Galen wywrócił niebieskimi oczami, ale Madox mógł przysiąc, że jego spojrzenie zaczepiło o pierś jego żony.
- I byłoby drugi raz uff, gdybyś się nam nie przykleił do okna - Noriega zerknął na chinola, który już się zapowietrzał, żeby coś powiedzieć, ale Galen też wbił w niego chłodne spojrzenie.
- Hao miałeś iść po Panią - rzucił, a Chińczyk pokiwał głową i zaraz się wycofał.
- Pani przecież nie umie otwierać drzwi - pokręcił głową rozkładając ręce i zerknął w kierunku Madoxa i Pilar, jakby tym skośnym spojrzeniem chciał powiedzieć, że Pani jest po prostu taką damą.
Galen tego nie skomentował. Poprawił sobie mankiety swojej nieskazitelnej koszuli, a w tym czasie Pani Noriega sięgnęła do kołnierzyka i muszki swojego męża. Madox zawiesił na niej spojrzenie. Ale wciąż było ciemne, i to chyba teraz nie było już wcale spowodowane tym, co ze sobą zrobili. A raczej tym, że Galen Wyatt go po prostu wkurwiał. Sięgnął do dłoni Pilar, kiedy wygładzała mu koszulę na torsie i splótł jej palce ze swoimi, bo może rzeczywiście najsensowniej byłoby się rozejść?
Ale Galen nie odpuszczał.
- Możemy też zaczekać na moją towarzyszkę i wejdziemy razem - zaproponował jakby nigdy nic - senator Kane na pewno ucieszy się na nasz widok - powiedział pewny swego. A Madox wywrócił oczami. Może nawet coś by powiedział, tylko wtedy u szczytu schodów, pod którymi stali, pojawił się gospodarz we własnej osobie. Senator Kane był eleganckim, siwiejącym facetem pod pięćdziesiątkę, miał jasne oczy, idealnie przystrzyżony zarost i zacięty wyraz twarzy. A na sobie smoking podobny do tego Wyattowego.
- Senator Kane - przywitał go Galen, i ten rzeczywiście uścisnął mu dłoń i wymienił z nim kilka zdań jakiś uprzejmości pytając o rodziców Galena, których znał osobiście. Ale zaraz jego spojrzenie zatrzymało się na Madoxie.
- Madox Noriega, wreszcie odpowiedział na moje zaproszenie - odezwał się wyciągając do niego rękę. Jasna karnacja senatora kontrastowała z tą smagłą, naznaczoną tatuażami Noriegi. Byli zupełnie różni, jak z dwóch różnych światów. Senator zapytał o Pilar, Madox ją przedstawił jako swoją żonę. W międzyczasie pojawiła się już żona Kane'a. Wysoka, szczupła blondynka o ładnym uśmiechu. Chwila na wymianę uprzejmości, ale potem Kane od razu przeszedł do rzeczy stając koło Madoxa.
- Porozmawiamy Panie Noriega? - odezwał się - w cztery oczy? - Madox oczywiście zacisnął mocniej palce na dłoni Pilar i jego spojrzenie uciekło do niej.
- Nie chciałbym zostawiać... - zaczął, ale Kane już przywołał do siebie swoją żonę.
- Margaret zajmij się gośćmi - blondynka uśmiechnęła się do nich ładnie - zapraszam, wejdźmy do środka - zaproponowała, Madox chciał, czy nie ruszyli przodem z senatorem. Galen wykręcił się tym, że czeka jeszcze na swoją towarzyszkę. A Margaret złapała Pilar pod rękę i poprowadziła ją po wysokich, marmurowych schodach. Posiadłość była piękna, zkompana w świeżych kwiatach, jasna, a na dzisiejszą uroczystość ozdobiona piórami i złotem. W holu nad głowami gości wisiał szklany żyrandol, po pomieszczeniu już kręciło się sporo osób, a Margaret pociągnęła Pilar do stolika, na którym stały kryształowe kieliszki z szampanem.
- Spokojnie, to pomoże ci się trochę rozluźnić - powiedziała i sięgnęła po dwa - ja też bardzo kiedyś nie lubiłam takich imprez - powiedziała szczerze. Madox jeszcze obejrzał się za swoją żoną, liczył, że będą mogli razem porozmawiać z senatorem, przecież miała go pilnować. Miała go przekonywać, ale Kane już prowadził go do gabinetu na dole.
- Zaraz wracam - rzucił tylko bezgłośnie w jej kierunku, łapiąc jej spojrzenie. Ruszył za Kanem korytarzem, który prowadził do gabinetu senatora. Margaret w tym czasie stuknęła się z Pilar kieliszkami, a potem wychyliła jeden pokazując Pani Noriega, żeby zrobiła to samo.
Madox i senator Kane zniknęli z pola widzenia, chociaż nawet nie dotarli do gabinetu, bo po drodze zatrzymał ich ktoś jeszcze dyskutując z politykiem o... polityce właśnie. O tym, co Kane popierał w swoich postulatach. Madox się nudził, rozejrzał znowu za Pilar, ale nie widział jej z tego miejsca, w którym stał.
Dostrzegł ją za to ktoś inny. Margaret zakręciła się przy jakiś swoich koleżankach, a w tym czasie koło Pilar wyrósł kolejny elegancki mężczyzna. Też siwy, chociaż wcale nie był taki stary. Ubrany był elegancko, ale mniej wytwórnie niż senator, czy Galen, a spod kołnierzyka wystawał mu jakiś tatuaż na szyi. Na palcach miał kilka ozdobnych pierścionków.
- Proponuję zamówić sobie drinka z baru, po tym szampanie na drugi dzień zawsze boli mnie głowa - zagadał Panią Noriega bez skrępowania. A zaraz zawiesił na niej ciemne spojrzenie, na jej czerwonej sukience, a potem na dekolcie, w którym eksponowała swój tatuaż z wężem. W tym czasie też pojawił się Galen Wyatt ze swoją towarzyszką. I on też rozejrzał się za Pilar.
A już po chwili do nich dołączył. Galen Wyatt, jego para, podstarzały, Latynoski dżentelmen i w tym wszystkim Pani Noriega, w swojej zjawiskowej, czerwonej sukience, która wyróżniała się na tle innych, nudnych i bladych kolorów.
Wyróżniał się też Madox, który z Kanem wrócił na salę, ale senator wciąż trzymał go przy sobie, wciąż z tym, że muszą porozmawiać. A jednak Noriega wodził spojrzeniem w poszukiwaniu swojej żony. I tym razem ją znalazł w towarzystwie tego dupka Galena. Jego dziewczyny. I...
Kurwa.
- Luna tu jest? - odezwał się do senatora i już chciał się w tamtym kierunku wyrwać. Ale Kane oparł mu rękę na ramieniu.
- Dużo osób tu jest Noriega, nie rób głupot - wycedził przez zęby. A Madox złapał w płuca więcej powietrza, miał nie robić głupot. Miał podejść do tego na chłodno. Na spokojnie.
Ale jak kiedy jebany Luna stał sobie tam jakby nigdy nic. Z jego żoną.

tu vestido rojo es impresionante ‧˚꒰🍷💋ྀིྀི ꒱༘‧
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nie pamiętam — odpowiedziała Wyattowi praktycznie od razu. Zgodnie z prawdą zresztą. — Najwidoczniej nie zapadło mi w pamięć — wzruszyła ramionami, chociaż pamiętała przecież każdy jeden raz, gdy prowadziła jego auta. Stało się to tylko dwa razy: raz kiedy wracali z kolacji u Seeleya i galen nie był w stanie prowadzić po tym, jak mu przyjebał, za to, że dobierał się do Pilar i źle o niej wypowiadał, a drugi raz po powrocie z Medellin, gdy po treningu pozwolił jej się przejechać. I chociaż teraz zarzekała się, że to było nic, tak naprawdę tyle ekscytacji, ile się przy tym wtedy najadła to jej. Ale to była Pilar. Ona kochała szybkie samochody. Pewnie nawet gdyby sam Hao zaproponował jej wskoczenie za kółko, zrobiłaby to bez zawahania. Można było nawet powiedzieć, że był to jej po części słaby punkt.
Prychnęła głośno i z pogardą, gdy sługus Galena oznajmił, że Pani nie umiała nawet wysiąść z auta. Jeszcze byłaby w stanie to zrozumieć, gdyby przyjechali Astonem Martinem, gdzie drzwi otwierały się do góry, ale przecież to złoto-czarne lambo stało zaparkowane po drugiej stronie podjazdu.
Teraz już nawet rączki im osobiście nie podajesz? — spojrzała wymownie na Galena, oczywiście nawiązując do tych wszystkich razów, kiedy oferował jej pomoc przy wsiadaniu i wysiadaniu z jego bajecznych samochodzików. — Galen Wyatt stał się większym bucem, niż się spodziewałam — dodała, nie ściągając z niego spojrzenia. Toczyli intensywną wymianę, patrząc sobie w oczy, ale co się dziwić? Kiedy myśleli, że może będą mogli się zaprzyjaźnić, wszystko jak zwykle się wypierdoliło. A teraz zdawało się po prostu wrócić do oryginalnego stanu rzeczy, w którym Pilar po prostu traktowała go jak bogatego dupka. Pomimo tego ile razem przeszli i jak dobrze już go znała. Ale przecież to i tak tylko było jedno wielkie kłamstwo. Pewnie wcale go nie znała.
I już pewnie nie pozna, biorąc pod uwagę, że dla Madoxa miała się od niego kompletnie odciąć. Dlatego chcąc zakończyć wszelkie dyskusje, zaproponowała, żeby już iść. Nie chcieli się spóźnić, a przecież nim ta panienka Wyatta wygramoli się z samochodu o tak niskim podwoziu to minie pewnie kolejne pół godziny.
Nie możemy zaczekać — wtrąciła i zacisnęła palce mocniej na dłoni Madoxa, gotowa szarpnąć go do wejścia. Szkoda tylko, że Senator Kane jako pierwszy postanowił przywitać swoich gości.
Zamiast znajdować się w środku i zabawiać ludzi, którzy już byli w środku pofatygował się do nich, uśmiechając szeroko. W pierwszej kolejności przywitał się z Galenem, Madoxem, a na końcu Pilar. Uścisnął mocno jej dłoń, a Pilar tylko uśmiechnęła się delikatnie. Lubiła ludzi, którzy umieli porządnie uścisnąć dłoń na przywitanie. NIe było kurwa nic gorszego na świecie, niż zwiotczała łapa, która dla niej oznaczała brak szacunku. Tu było go aż za dużo. Szczególnie względem Noriegi, którego Kane od razu chciał pociągnąć na stronę. Pilar momentalnie mocniej zacisnęła palce na jego wytatuowanej dłoni. Mieli się przecież nie rozdzielać. I to nie tak, że mu nie ufała, że by sobie poradził, ale przecież mieli umowę. Dookoła było zbyt niebezpiecznie.
A jednak. Tuż obok senatora wyrosła jego piękna małżonka, Margaret. Od razu doskoczyła do Pilar, wcześniej kiwając głową w stronę Noriegi i Wyatta, kurewsko grzecznie. Tak grzecznie, że Pilar aż przewróciła ciemnymi ślepiami. Kurwa, jak ona nienawidziła bogoli. Nienawidziła tej całe szopki, sztuczności i nadmiernej kultury osobistej. Uważała, że odbierała ludziom na osobowości. Że zachęcała do tego, by przybierali maski. Ale może coś w tym było? Może oni tego wieczoru tez powinni?
Jasne — rzuciła krótko, uśmiechając się do kobiety szeroko i od razu skierowała się po schodach w górę. Chciała jeszcze odwrócić się z Galenem, by sprawdzić, czy Pani na która czekał była kolejną, długonoga blondyneczka czy może kłamliwą Brzoskwinią J. Pieprz, z którą przecież też swego czasu podobno się umawiał i która naopowiadała kolosalnej ilości kłamstw o tym, jak Pilar i Madox się zdradzają. Jej chyba nie chciała najbardziej zobaczyć, chociaż finalnie nie zobaczyła nikogo, bo została zaciągnięta do środka.
Willa wyglądała przepięknie. Idealnie ozdobiona, z kolosalną ilością złota na każdym jednym meblu i pojedynczej szklance, jaką serwowali kelnerzy. Margaret od razu wzięła ją do stolika z szampanami, zarzekając się, że właśnie to pozwoli jej się rozluźnić. Problem w tym, że jej troski wcale nie leżały samym bankiecie, a fakcie, że Kanę znowu próbował zaciągnąć Madoxa w jakieś bardziej ustronne miejsce. Sam. Bez niej. Bez problemu wyczytała to jego zaraz wracam z jego ust, a sama na swoich ułożyła krótkie te amo, bo przecież ufała mu. Wiedziała, że dobrze sobie poradzi, nie chciała, żeby się o nią martwił. Było tu tyle ludzi, że nawet nie było o co. No chyba że o tego pieprzonego szampana, którego Margaret wcisnęła jej do dłoni. Już nawet z zapachu źle wyglądał, aż Pani Noriega wzdrygnęła się przystawiając szkło do ust. Nie chcąc być jednak niekulturalna, złapała dość sporego łyka i od razu pożałowała.
Kurwa, ale gówno — rzuciła pod nosem, od razu się krzywiąc. Nie dość, że napój był kurewsko cierpki, to jeszcze mdlił od pierwszego łyku. Zamachnęła się, żeby odstawić to gdzieś za siebie, tak, by Margaret nie widziała, ale nim zdążyła odezwał się do niej jakiś mężczyzna. Pilar wzdrygnęła się w naturalnym geście, przyłapana na gorącym uczynku i podniosła na niego spojrzenie.
No i chyba tak właśnie zrobie — powiedziała spokojnie, odkładając niedopity kieliszek na stolik obok, przy okazji posyłając mężczyźnie delikatny uśmiech. — Ale lepiej mi z myślą, że nie jestem sama w tej nienawiści do szampana — wtrąciła, bo przecież bywały one wyjątkowo zdradzieckie. — Zdecydowanie wole rum — on też wyglądał, jakby wolał. Zwróciła uwagę na jego jasne włosy na głowie, a potem na tatuaż, który wystawał zza kołnierza. Niby pasował do otoczenia, a jednak w jego oczach było coś jeszcze. Nie było tam typowego dla Wyatta chociażby chłodu i wyjątkowo wysokich manier. Ten tu był bardziej… normalny? A może właśnie inny? Nawet miała go zapytać, co tutaj robił, ale wtedy obok wyrósł nie kto inny jak pieprzony Galen Wyatt i…
Pati?! — wyrwało jej się, patrząc a kobietę, którą Wyatt trzymał nad biodrem, mocno do siebie przyciągając. A co to kurwa było za dziwne univerum? Od kiedy managerka klubu Madoxa prowadzała się z Galenem? W ogóle z bogolami? Otworzyła szerzej oczy, nie mogąc w to uwierzyć, bo coś jej tu mocno nie pasowało, ale wtedy odezwał się Galen, chyba jeszcze bardziej zaskoczony.
Znacie się? — spytał jak gdyby nigdy nic i teraz ot Pilar popatrzyła na niego jak na debila. No przecież nie uwierzy, że ta dwójka poznała się poza Emptiness. Jak oni w ogóle mogli się kurwa poznać? I od kiedy Pati się tka ubierała? Wygladała jak milion dolarów, kurewsko ekskluzywnie, jakby ktoś wydał na nią tysiące dolarów. Włosy miała rozpuszczona i delikatnie zakręcone, a jej sukienka również idealnie opinała jej ciało. Jak tak stały bokiem, to gdyby ktoś ich nie znał faktycznie mógłby pomyśleć, że były podobne. Czy na tyle, by wmówić Daltonowi, że była Pilar? Nie pomyślała o tym w tamtym momencie, bo była zbyt zaskoczona towarzystwem, w jakim się nagle znalazła.
Znamy — odpowiedziała w końcu, patrząc na Galena, wciąż przekonana, że robi z nią idiotkę. — Przecież dobrze wies…
Jezu, ale mi się chce pić — Pati kwiknęła jakimś dziwnie wysokim głosem, przerywając jej, jakby nie chciała, żeby dokończyła i machnęła rękami w powietrzu. — Gdzie jakiś kelner? — szkoda tylko, że kelner był tuż za nią. Dosłownie za jej plecami, a dłoń, którą wyrzuciła w górę, trafiła prosto w nos niczemu niewinnemu typkowi z tacą. A potem już wszystko jak jedno wielkie domino: gość stracił widoczność, panowanie nad ręką, po drodze jeszcze poślizgnął się o długa sukienkę Pati i poleciał, a taca ze szkłem w górę i do przodu. Prosto na Pilar.
Nie miała pojęcia, czy zdążyłaby odskoczyć, ale nim jej mózg wysłał jakikolwiek sygnał do ciała, to silna, męska dłoń już szarpnęła ją mocno do siebie. Mężczyzna od picia drinków z baru osłonił ją przed poharataniem, a szkło huknęło w miejscu, w którym przed chwilą stała. Miło z jego strony.

:stickniepatrze:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox zerknął z boku na profil Pilar, jakby chciał wyczytać z jej twarzy, czy mówiła prawdę, czy tak tylko gadała przy nim.
A Galen, ten nie oderwał nawet na moment spojrzenia od Pani Noriega, nawet uśmiechnął się bezczelnie.
- Zaliczyłaś już Porsche po kolacji u Seeleya, Lambo po treningu, zostało ci... Ferrari - powiedział to specjalnie, a Noriega znowu ruszył się z miejsca i już chciał wypalić, że Wyatt zaraz może zaliczyć kolejną randkę z jego pięścią, ale na szczęście przytrzymała go Pilar. Popierdoli go jak będzie musiał słuchać tego dupka cały wieczór. Aż przymknął na moment powieki wypuszczając powietrze mocno nosem.
A Galen... Ten nie odpuszczał i kiedy Pilar go zaczepiła, to przecież musiała wiedzieć, że na to odpowie, ich relacja też opierała się na zaczepkach. Wielu wiadomościach, które wymienili, czasem pikantnych, nawet kiedy Wyatt był zaręczony, ale przecież dla niego wiadomości to nie zdrada. Inne zdanie na ten temat miał Madox.
- Dzisiaj mam od tego Hao, ale możesz być pewna, że kiedy zabieram kogoś na randkę, to wciąż wszystko odbywa się z klasą, mogłabyś... - sprawdzić, to jej pewnie chciał powiedzieć. Ale Madox znowu poruszył się jakoś niespokojnie, bo nie mógł tego znieść, jak jego żona, patrzyli sobie z Galenem Wyattem głęboko w oczy. Jego kurwa piękne, niebieskie oczy. Na pewno nic tutaj nie było na rzeczy. Od razu chciał ruszyć, do środka, kiedy Pilar to zaproponowała, ale Wyatt znowu zaczął pierdolić, żeby zaczekali na jego towarzyszkę. Madox nawet chciał się zgodzić ze swoją żoną, ale zanim ruszyli się z miejsca, to senator Kane sam ich znalazł. A wyglądało to tak, jakby to on dzisiaj za punkt honoru postawił sobie porozmawianie z Noriegą. Mogło coś w tym być, biorąc pod uwagę to, ile razy już go tutaj zapraszał. Wiele. Szkoda tylko, że chciał go odciągnąć na stronę. I w tym momencie plan, który zakładał, że oni z Pilar będą się trzymać razem i nie rozdzielać, szedł się jebać. Madox jeszcze obejrzał się na nią na schodach, kiedy akurat spojrzała za Galenem, ale zaraz utkwił swoje spojrzenie w senatorze.
- Czyli w końcu dojrzałeś, żeby porozmawiać o interesach z mężczyznami, a nie robić je tylko z dzieciakami - zaczął senator. A Madox przyjrzał mu się dokładnie. O interesach... Czyli zaprosił go tutaj w konkretnym celu. Tylko ciekawe czy ten jego i Pilar pokrywał się z tymi polityka.
- Okaże się, chociaż dzisiaj chcieliśmy się z żoną po prostu odpierdolić i zjeść trochę kawioru - ściemniał. Ale przecież Madox zawsze to robił, kręcił. Najpierw się nagadał, a potem przechodził do konkretów, no chyba, że zaczynał się nudzić...
Wyczytał z pełnych ust Pilar to te amo i nawet mrugnął do niej jednym okiem, a potem poszedł za senatorem. Szkoda tylko, że wcale nie dotarli do celu, bo przed gabinetem złapał ich jakiś inny podstarzały polityk i zaczęli dyskutować o jakiś reformach. A przy tym to Madox już się nudził. Przestąpił z nogi na nogę. Złapał z tacy kelnerki, która przechodziła obok, lampkę szampana i wychylił ją na raz do dna. Nie lubił bąbelków, bo po pierwsze na drugi dzień bolał go łeb, a po drugie zawsze po nim odwalał, ale jak się nie ma co się lubi... Poza tym był za darmo. A darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby, czy coś.
Okazało się jednak, że nie tylko Madoxowi i jego żonie nie podchodził szampan, bo też temu facetowi, który wyrósł koło Pilar, który zagadał ją jakby nigdy nic.
- Ja też, kiedy pali gardło, to człowiek wie, że żyje - dodał odnośnie tego rumu i nawet uśmiechnął się do niej delikatnie. Może nawet wskazałby jej drogę do baru, ale na horyzoncie znowu pojawił się Galen Wyatt z... Pati.
Madox jednak nie dostrzegł swojej menadżerki, bo już unosił się do Kane'a, że Luna tu jest, już chciał się wyrwać do swojej żony, kiedy tamten do niej zagadał. Senator zatrzymał go jednak w miejscu.
- Spokojnie, nie potrzebujemy tu scen. Przecież obaj wiedzieliśmy, że on tu będzie - powiedział spokojnie Kane, odwracając Madoxa tyłem do całej tej grupki - chodźmy, porozmawiamy - oparł rękę na plecach Noriegi, żeby skierować go do gabinetu. Ale Madox obejrzał się jeszcze przez ramię i wtedy mignęła mu Pati, stojąca obok Wyatta.
- Nie zostawię z nim mojej żony - chciał się cofnąć. Ale senator spojrzał na niego poważnie.
- Jest tu masa ochroniarzy, a przy nim conajmniej trzech, mają go obserwować, ale Luna nie jest głupi, nie będzie się wychylał, większość ludzi stąd nawet nie zdaje sobie sprawy, że to on... - Madox złapał w płuca więcej powietrza.
- Ona też nie - mówił o Pilar, bo przecież nie wiedziała jak wygląda Luna, a powinien jej go pokazać, jakoś uprzedzić, że właśnie stała przy facecie, który chciał ich odstrzelić, który zrobiłby to bez najmniejszych skrupułów, najpierw ją, żeby dopierdolić Madoxowi, a potem jego, żeby zlikwidować swój problem.
- Może nawet lepiej. Znasz takie powiedzenie im mniej wiesz, tym lepiej śpisz? Ostatnio sypiam bardzo źle... - powiedział senator, a Madox przeniósł na niego spojrzenie. Dobra, czyli coś dla niego miał.
Musiał wykorzystać okazję. Kolejnej mogło nie być.
- Porozmawiajmy - stwierdził w końcu Noriega.
Luna stał przy Pilar, odprowadzał ich spojrzeniem, kiedy teraz naprawdę ruszyli prosto do gabinetu, w momencie, w którym Pati odstawiała swoją szopkę. Zareagował od razu, kiedy jej dłoń walnęła w tacę, a chłopak się z nią zatoczył, oplótł Pilar w pasie ramieniem i szarpnął ją do siebie, tak, że wylądowała mu w ramionach, zaparła się na jego torsie.
- Myślałem, że jednak będziemy musieli wypić te kilka drinków, zanim się do siebie zbliżymy - rzucił bezczelnie i pewnie, z ciemnym spojrzeniem zawieszonym na jej oczach. Arogancja i ta wrodzona pewność siebie to była mieszanka iście wybuchowa i Pilar musiała coś o tym wiedzieć. Puścił ją, a jednak przeciągłe spojrzenie przesunęło się jeszcze z jej twarzy na dekolt... I raczej nie sprawdzał nim, czy nic jej nie jest.
Galen za to doskoczył do Pati, jakby to ona była ofiarą całego tego zajścia, zaraz pytał ją czy nic jej nie jest, przesuwając smukłymi palcami po jej ramionach. Pokręciła przecząco głową, ale po chwili pisnęła, że ma na sukience plamę, złapała Wyatta za rękę.
- Musimy iść to zaprać, do łazienki, chodź Galen - i znowu robiła z siebie ofiarę, co zupełnie do niej nie pasowało. Ciemne spojrzenie zawiesiła na moment na Lunie, przerzucając ciemne włosy przez ramię. Znała go? Ciężko było stwierdzić, ale zaraz zwróciła się do Pilar - to na razie Pilar, złapiemy się jeszcze, uważaj, żebyś się nie upiła - zachichotała trochę sztucznie, chociaż Galen na pewno tego nie wyczuł, ale Pilar już mogła, bo Pati wcale taka nie była. Rzuciła jeszcze krótki uśmiech Lunie, jakby Pani Noriega sugerowała, że to na niego ma uważać, a potem zacisnęła palce na dłoni Wyatta i pociągnęła go za sobą. Galen obejrzał się jeszcze na Pilar, rzucił jej przepraszające spojrzenie, jakby to, że ją zostawia było bardzo nietaktowne, ale poszedł za Pati.
Brunetka, zaraz przykleiła mu się do torsu, założyła za ucho niesforny kosmyk, podnosząc ciemne, migotliwe spojrzenie na twarz Wyatta, czerwone paznokcie opierała na jego klatce piersiowej, zaczepiając nimi o guziki jego koszuli.
- Galen baby, skąd znasz Pilar? - zapytała, jakby nigdy nic, udając troszeczkę zazdrosną. Wciągnęła go za sobą do łazienki gdzieś w samym końcu korytarza. Oczywiście Galen po drodze już wyśpiewał jej wszystko, co kiedyś łączyło go z Pilar, i to, że teraz już nic...
Ale Pati przecież wiedziała, że tak nie jest. Przecież kiedy Noriega zostawił w biurze telefony, to też je przejrzała, jego i Pilar. W ten jego chciała nawet wgrać pluskwę, ale nie zdążyła... A potem hakerka, która sprawdzała ich komórki to zauważyła. Madox myślał, że to Luna zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że jego menadżerką też nie była z nim szczera. Chociaż o tym, że wkręci się na bankiet u senatora, gdyby jej potrzebował, mu powiedziała. Nie wiedział tylko, że z Galenem Wyattem.
Luna został z Pilar, odchrząknął w akompaniamencie zbieranych przez kelnera szkieł, a zaraz zerknął na nią z ukosa.
- To co? Kierunek bar? - zapytał, a kiedy się z nim zgodziła, to oparł delikatnie palce na jej talii, na plecach, żeby przeprowadzić ją przez tłum, prosto do długiego, złoconego kontuaru, za którym uwijało się dwóch barmanów. Luna dopuścił do niego Pilar, a sam stanął obok niej opierając się nonszalancko o ladę. Podniósł rękę, żeby przywołać do siebie obsługę. Jego ciemne spojrzenie najpierw padło na Pilar - dla Pani podwójny rum, myślę, że bez lodu - mrugnął do niej jednym okiem, a zaraz odwrócił się do barmana - dla mnie to samo, jak macie to Medellin Ron, ośmioletni - odwrócił się plecami do baru opierając o niego, kiedy barman wziął się za ich drinki. Powiódł spojrzeniem dookoła, po tych wszystkich pięknych ludziach, którzy brylowali w towarzystwie - nie lubię takich spędów, sama sztuczność - pokręcił głową, spojrzenie znowu przenosząc na Pilar, na jej twarz i duże, błyszczące oczy. Te jego miały w sobie charakterystyczny błysk, pewien rodzaj zaczepności.

Ron doble para la dama 🥃🥃🔥
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Niby nie dziwiło ją to, że każdy jeden plan, jaki mieli, wypierdalał się w mgnieniu oka; niby była do tego przyzwyczajona, a jednak widząc, jak wszystko sypie im się w dłoniach jeszcze przed wejściem, nie mogła powstrzymać uczucia zawodu mieszającego się z irytacją. Jak trzeba było być pechowcem, żeby ustawić między sobą jedną kurwa zasadę — trzymać się razem — i już na starcie ją spalić, kiedy senator oznajmił, że chciał rozmawiać z Noriegą na osobności? Jak bardzo trzeba było być znienawidzonym przez los?
Jak widać bardzo.
A najgorsze w tym wszystkim było to, że ich separacja była jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Zaraz pod taflą znajdował się Galen Wyatt w towarzystwie Pati. Tej samej Pati, która była managerka w klubie Madoxa. Tej samej kurwa Pati, która wiedziała zdecydowanie więcej niż powinna i nagle jak gdyby nigdy nic kręciła się wokół Wyatta. Czemu? Kurwa, jak ona chciała wiedzieć czemu. I to wcale nie z zazdrości czy niedopowiedzeń, a bo nie wierzyła w takie przypadki. Za żadne skarby nie kupowała tej całe szopki w postaci długonogiej, głupiutkiej modelki, która nawet nie umiała sama wyjść z auta, a tym bardziej tego, że bezinteresownie zakręciła się wokół Galena.
Coś było na rzeczy.
I może nawet Pilar spróbowałaby dość co, gdyby nie idiotyczne zachowanie Pati. Bo przecież inaczej nie dało się tego nazwać, kiedy kobieta wywaliła rękę za siebie, widząc obok kelnera i przysoliła mu prosto w nos. Gość nie mógł dosłownie n i c poradzić na nagłą utratę równowagi, a co za tym szło: wywalenie tacki w powietrze. Sam mężczyzna upadł na kolana, w akompaniamencie rozbijającego się szkła o chłodne kafelki. Rozwaliłyby się na ramionach Pilar, gdyby nie gość od szampana, który szarpnął ją do siebie.
Przez cały skok adrelinaliny nawet nie zwróciła uwagi na to, że mężczyzna ułożył dłonie na jej biodrach i mocno trzymał przy sobie jeszcze przez chwilę, intensywnie zaglądając jej w oczy. Jej głowa wciąż była w zupełnie innych miejscach, przeskakując pomiędzy Pati a Madoxem i tym, co robił teraz z Senatorem. Czy rozmowa szła dobrze? Czy będą w stanie coś ustalić w dwójkę? Chciała to wiedzieć, być przy tym, a zamiast tego utknęła pośrodku bałaganu wywołanego przez Patricię.
Uniosła spojrzenie na kolesia, słysząc jego słowa, po czym od razu odsunęła się o krok, być zachować odpowiednią przetrzeć osobistą. Nie zmieniało to faktu, że uśmiechnęła się od niego przelotnie, dziękując tym samym za uratowanie. Poza tym, to była Pilar — doceniała bezczelność i bezpośredniość zdecydowanie bardziej niż brokatowe, podkoloryzowane pierdolenie.
No widzisz, los bywa jednak przewrotny — wtrąciła, poprawiając sukienkę. I to nawet nie dlatego, że chciała dobrze wyglądać, a bo wzrok mężczyzny prześlizgnął się po jej ciele i chyba bardziej zrobiła to z automatu, myśląc, że może się cała ubrudziła. Całe szczęście była praktycznie nietknięta. Miała coś jeszcze dodać, ale wtedy odezwała się Pati tym swoim kurwa nienaturalnym głosikiem, który aż wzdrygnął ciałem Pilar. — A ty uważaj, żebyś nie staranowała więcej kelnerów — odbiła piłeczkę i posłała jej krzywe spojrzenie. NIe miała zamiaru z nią dyskutować, ale to nie zmieniało faktu, że nie podobała jej się obecność managerki u boku Galena. Nie wiedzieć czemu Pani Noriega miała jakieś dziwne przeczycie. Coś podpowiadało jej, że nie można jej było ufać.
Może nawet zastanowiłaby się nad tym bardziej, ale wtedy z zamyślenia wyrwał ją głos mężczyzny. Kierunek bar? Jego ton był tak luźny i nonszalancki, że Pilar nawet nie myślała, żeby węszyć w tym jakikolwiek podstęp. Niemniej nim ruszyła, rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu Madoxa. Nie chciała się za bardzo oddalać, bo przecież jak będzie musiał ją znaleźć, to zacznie od miejsca, w którym ostatni raz się widzieli, czyli tutaj. Z durigej strony przecież byli tu na misji, a ona nie mogła stać jak kołek w jednym miejscu przez pół imprezy. To dopiero byłoby podejrzane.
Jasne — uśmiechnęła się w końcu do mężczyzny. — Prowadź — poprosiła, bo przecież sama nie zdążyła jeszcze dobrze ogarnąć otoczenia. Nie widziała wcześniej barku, w którego stronę ruszyli. Nie mogła uwierzyć, jak to się działo, że tu wszystko było złote. Dosłownie. Nawet kurwa blaty i szkło, w którym podawali drinki miało w sobie pozłacane elementy. Bogole. Pewnie szło by za to pomóc nie jednej rodzinie w potrzebie. Znowu zaczęła się niepotrzebnie nakręcać, więc westchnęła głośno i oparła o blat. — To może dla mnie… — nie dokończyła, bo mężczyzna wszedł jej w pół słowa i zamówił dla niej podwójny rum, bez lodu. Pilar uniosła wysoko brew, a kiedy wspomniał o Medellin druga dołączyła do zabawy.
Ron Medellin? — nie kryła zdziwienia ale też zadowolenia. Bo chociaż było to po części podejrzane, jak dobry gust do alkoholu miał ten gość, tak z drugiej strony kurewsko się ucieszyła, że nie zamówił jej jakiegoś cosmopolitan czy innego Mohito gówna. — Jeszcze trochę i pomyśle, że wiesz jak mam na imię, skoro tak dobrze znasz moje alkoholowe preferencje — wtrąciła, kręcąc delikatnie głową. Raz po raz łapała jego ciemne spojrzenie, chociaż i tak częściej odwracała się za swoim mężem, którego desperacko chciała zobaczyć. Nie lubiła nie wiedzieć, co się działo, a ta cała sytuacja z Kanem przyprawiała ją o ścisk w żołądku.
Poderwała głowę, gdy mężczyzna wspomniał o tym, że nie lubił takich spędów.
W takim razie co tu robisz? — spytała kompletnie szczerze, przy okazji odbierając szklankę z rumem. Przejęła ją w palce od razu jak barman postawił je na stole. Nowy tik, jakiego nabawiła się przez cała sytuacje z Daltonem. Nie pozwalała nikomu oprócz obsługi dotykać jej szkła, niezależnie od sytuacji i towarzystwa. Oparła się pelcami o barek i również spojrzała na te fikuśne tłumy, dyskutujące ze sobą.
Interesy — odpowiedział krótko, upijając kilka łyków z własnej szklanki. — Jak widzisz jest tutaj cała śmietanką towarzyska. O wiele łatwiej dostać się do polityków, którzy normalnie nie są osiągalni — wyjaśnił, a Pilar tylko skinęła głową. Niby miał rację, ale dla niej to była jedna wielka nuda. Te kurwa wszystkie rozmowy, dyskusje, przesadna kultura osobista… no kurwa do porzygu. — A ty? — spytał w końcu, spoglądając na nią z góry i przysuwając się nieznacznie.
Ja? — no właśnie problem był, że nie robiła nic, po co tu kurwa przyszła. — Towarzyszę mojemu mężowi — wyjaśniła w końcu i również podniosła na niego spojrzenie. Nie była pewna, czy jej się wydawało, czy zobaczyła zmianę w jego oczach, jakby źrenice mu się poszerzyły. A może to było tlyko i wyłącznie zboczenie z roboty.
Mężowi? — wydał się zaskoczony. — I gdzie on teraz jest? Czemu cię nie pilnuje? — zainteresował się, niby obojętnym tonem, jakby pi prostu chciał to wiedzieć. I może Pilar by mu odpowiedziała, że poszedł też robić interesy, ale coś, jakaś kurwa wewnętrzna lampka kazała jej zachować w tym wszystkim dystans.
Tego nie mogę ci powiedzieć — wtrąciła tajemniczo, a w oku coś mu błysnęło.
Obiecuje, że nikomu nie powiem.
Poszedł robić bardzo nie bogolskie rzeczy — rzuciła w końcu, nachylając się w stronę mężczyzny, jakby to faktycznie był wielki sekret. — Bo prawda jest taka, że akurat dzisiaj zjedliśmy strasznie dużo fasoli na obiad, a on ma wyjątkowo wrażliwy żołądek no i… resztę sam możesz sobie dopisać — czy ona właśnie powiedziała jakiemuś przypadkowemu gościowi, że Madox siedział w kiblu bo miał wyjątkowo mocne sranie? Dokładnie tak. I to jeszcze z powagą na twarzy. On też przez moment miał ją wymalowaną na swojej, może nawet zawór∂ jej słowami, jakby oczekiwał czegoś zupełnie innego, a potem… jak gdyby nigdy nic głośno się roześmiał. Za głośno. Aż kilka osób odwróciło się w ich kierunku.

W tym samym czasie senator Kane przeszedł z Noriega wzdłuż długiego korytarza. Po kurwa pozłacanym dywanie i płatkach z drewna, które nawet nie śmiał skrzypiec, tak dobrze było położone. Mieli kilka drzwi, a następnie Kane ułożył dłoń na złotej klamce na samym końcu. Nacisnął ją i pchnął delikatnie.
Tu nikt nam nie będzie przeszkadzać — zauważył, wprowadzając Madoxa do jednego z gabinetów. W środku wygląda jak każdy inny gabinet wysoko postawionego człowieka — od zajebania książek, których pewnie sam senator nigdy nie przeczytał i jedynie gosposia raz na miesiąc ścierała z nich kurz, do tego kilka obrazów, ręcznie namalowanych rzecz jasna, a na środku, na okrągłym, czerwonym dywanie było biurko. Do tego barek gdzieś z tyłu i para fotelu przy ścianie. To do nich skierował ich Kane. Wskazał Madoxowi jedno z nich.
Siadaj — uśmiechnął się grzecznie, po czym odwrócił się na pięcie i sam ruszył do barku tuż obok. — Czego się napijesz? Whisky? Brandy? — nie dał mi nawet czasu na odpowiedź, bo sam machnął ręką nad butelkami, jakby je czarował, a potem wylosował sobie jedną i zapełnił zawartością dwie szklanki.
Powiedz mi, Madox — zaczął, przenosząc szkło do swojego gościa. Jedno podał jemu, a swoje przytrzymał w palcach, gdy pierwsze sięgnął do guzika marynarki. Rozpiął ją i dopiero wtedy usiadł, zakładając jedną nogę na drugą, jak prawdziwy gentleman, gotowy robić biznesy. Ale pierwsze przecież trzeba było sobie pogadać… — Jak to się stało, że jesteś żonaty? I to jeszcze z policjantką? — spytał prosto z mostu, patrząc uważnie na Noriegę, upijając co nieco… co on tam wlał? Pewnie jakieś gówniane brandy. Na pewno nie był to rum. — I jakim cudem jeszcze cię za to nie odstrzelili? — dorzucił kolejne pytanie, nie spuszczając z niego wzroku. Badał grunt? Możliwe.


:dusi:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox obejrzał się jeszcze przez ramię, kiedy senator poprowadził go tym wąskim korytarzem, nie widział już Pilar, ale liczył na to, że sobie poradzi, że Luna nie będzie próbował na niej żadnych sztuczek. A może kurwa ten pierdolony Galen Wyatt z nią zostanie? Pierwszy i ostatni raz w życiu pewnie, wolałby chyba zostawić swoją żonę z Wyattem, niż z Luną.
Senator Kane otworzył drzwi do gabinetu, który wyglądał przeciętnie, oprócz tego, że był okrągły, jebany owalny pokój, w którym się znaleźli, Madox aż się rozejrzał, bogole to byli pojebani. A jednak... biurka z Lapacho nie miał, bo Noriega przesunął palcami po tym meblu, zanim usiadł we wskazanym przez senatora miejscu. Odpiął guzik marynarki i rozsiadł się nonszalancko na czerwonym aksamicie. Może Madox nie był dżentelmenem, ale nie z takimi bogatymi dupkami pił drinki w ich gabinecikach. Odprowadził wzrokiem senatora i wtedy na ścianie za biurkiem zobaczył ten obraz, Kane i jego żona, elegancko ubrani, uśmiechnięci, on siedział w fotelu, a ona opierała mu dłoń na ramieniu. Niby nic szczególnego, pewnie wszystkie bogate, wysoko postawione buce miały coś takiego, ale... senator powiesił go w gabinecie, w swoim miejscu. Margaret musiała dużo dla niego znaczyć. Noriega się zamyślił i nie zdążył nawet odpowiedzieć czego się napije, bo już dostał szklankę z jakimś brandy. Czuł jego zapach, kiedy oparł sobie ciężkie szkło na kolanie.
Podniósł spojrzenie na senatora, kiedy ten usiadł na przeciwko.
- A widziałeś ją? Jakbym miał nie oświadczyć się takiej kobiecie? - podniósł do ust szklankę, ale tylko powąchał jej zawartość - brandy? Nie piję takiego gówna - zmarszczył nos, a potem sam wstał, żeby przejść się do barku, Senator odprowadził go spojrzeniem, ale nie ruszył się z miejsca, pociągnął łyka swojej brandy.
Noriega stał już przy barku, z przodu stała butelka z rumem Medellin Ron, dwunastolatek, czyli Kane był przygotowany.
- A co do tego drugiego pytania... To Luna ostatnio próbował, ale zasłonił mnie pies - wypalił Madox nawet nie odwracając się do senatora, bo już stawiał przed sobą ciężką szklankę.
- Słyszałem, przykro mi - powiedział Kane, a dla Noriegi to już był znak, że senator też wie o nim więcej niż się spodziewali.
- Nie masz ośmioletniego? - zapytał podnoszą butelkę z rumem, ale Kane pokręcił głową, więc Madox odkorkował flaszkę i nalał sobie podwójną... Chyba potrójną porcję. Wrócił na fotel siadając na przeciwko Kane'a - wolę ośmiolatka jest ostrzejszy, a ja lubię na ostro - powiedział i zamoczył usta w rudawym trunku.
Kane postukał smukłymi palcami w swoje kolano.
- Mnie też Luna zaszedł za skórę... - zaczął Kane, a Madox zagryzł od środka policzek, bingo. Miał go kurwa.
- Słyszałem - tym razem odezwał się Noriega. Kane podniósł na niego jasne spojrzenie, przesunął smukłymi palcami po swoim idealnie przystrzyżonym zaroście, jego wzrok na moment uciekł do obrazu, który wisiał za biurkiem, tego, który przedstawiał jego żonę.
- Czyli pewnie wiesz, że Luna grozi mi pewnymi... Zdjęciami? - tego kurwa Madox nie wiedział, ale skinął głową.
- Kutas, mojej żonie też groził - zarzucił jeszcze haczyk, a tym razem to Kane pokiwał głową.
- Gdyby Margaret się dowiedziała to na pewno nie skończyłoby się dobrze - odezwał się, a Madox już wiedział co to za zdjęcia.
Jebany kurwa William Patel i jego długi jęzor, jego zamiłowanie do plotek.
- Nie musi o niczym wiedzieć, przecież nie będziemy robić afery z powodu jednego małego... - lizania rowa, to chciał powiedzieć, ale uśmiechnął się tylko delikatnie i schował za szklanką z rumem. Senator patrzył na niego podejrzliwie jakby zastanawiał się czy Madox wie, ale kurwa wiedział. Ostatnio William powiedział mu, że senator lubił lizanie po dupie, komplementy, ale też... dosłownie i Madox popytał na mieście. Wiedział wszystko. Nabrał w płuca więcej powietrza, a szklankę oparł na udzie - też lubimy z żoną poeksperymentować - oczy mu błysnęły, bo lubili, ale też senator złapał kolejny haczyk, znowu skinął głową.
Podniósł swoją szklaneczkę z brandy, żeby upić z niej pół zawartości na raz.
- Kiedy Margaret była młoda, to pieprzyliśmy się wszędzie, lubiła różne rzeczy, ale później jej to przeszło. Kiedyś siedział w niej ogień, a teraz jest oziębła... Więc korzystaj póki możesz Madox, bo to też mija - Kane pokiwał głową z miną znawcy.
- Mojej żonie nigdy nie minie, spotykamy się już pół roku, a on wciąż mnie zaskakuje - rzucił pewnym siebie tonem Noriega. A Kane uśmiechnął się delikatnie, ale nie poruszał już tego tematu. Co to było pół roku, kiedy on z Margaret spędził ze czterdzieści lat?
Ale Madox wierzył w to, że nawet po czterdziestu latach Pilar potrafiłaby go zaskoczyć. Wierzył też w to, że Kane powie mu więcej.
I senator rzeczywiście zamyślił się na moment, ale zaraz znowu odezwał.
- Od jakiegoś czasu jeździłem ze swoimi... potrzebami, do Quebec. Jest tam... A właściwie był taki przybytek, w którym dziewczyny spełniały różne zachcianki. To było dobre miejsce, prowadziła je kobieta, dbała o swoje podopieczne, od lat te same dziewczyny, sprawdzone, dyskretne, zarabiały na tym tyle, że utrzymywały swoją szefową, a same mieszkały w penthousach - przerwał patrząc na Noriegę.
Bin-go. Kurwa. Dobrze, że on też popytał na mieście gdzie Kane jeździ zaspokajać swoje perwersje. Wiedział, że do Quebec, słyszał o tym miejscu. Słyszał też, że... - ostatnio interes przejął Luna, wyrzuca dziewczyny po dwóch tygodniach, bo uważa, że są już zużyte, pieczę nad przybytkiem sprawuje jakiś mężczyzna i... Kilka dni temu zadzwonił do mnie z propozycją nie do odrzucenia, zażądał trzy miliony za moje zdjęcia - Madox syknął i pokręcił głową.
- Kupa siana... - upił jeszcze swojego rumu - ale to też nie jest powiedziane, że i tak ich nie wykorzysta - podpuszczał trochę senatora, ale ten też pokiwał głową, jakby zdawał sobie z tego sprawę.
- Zwłaszcza, że to ktoś od Luny, a my... też za sobą nie przepadamy - wbił jasne spojrzenie w ciemne oczy Noriegi.
- Co proponujesz? - zapytał Madox pochylając się do przodu, a senator zmierzył go spojrzeniem.
- Myślałeś kiedyś o tym, żeby się go pozbyć? Raz a dobrze? - Opadł plecami na oparcie fotela, zakręcił szklaneczką w palcach, tak, że brandy zabujało się w szkle.
- Coraz częściej chodzi mi to po głowie - odpowiedział Madox i wychylił swój rum.

Luna parsknął głośnym śmiechem słysząc słowa Pilar. Wydawał się szery, ale czy ten człowiek naprawdę taki był?
Jego spojrzenie znowu przesunęło się po sylwetce Pani Noriega.
- Chcesz mi powiedzieć, że zanim przyszliście na bankiet, to objedliście się fasoli? - zapytał, a sięgając po szklankę ze swoim rumem, musnął ręką biodro Pilar, niby przypadkiem, ale chyba nie do końca, bo znowu zaczepił wzrokiem o jej pośladki - to dlatego nie masz na sobie majtek? Żeby lepiej robiło ci się te... nie bogolskie rzeczy? - uniósł jedną brew bezczelnie gapiąc jej się na tyłek. A zaraz podniósł szklaneczkę z rumem, żeby upić z niej kilka sporych łyków. Osuszył ją praktycznie do dna, a później na jej oczach oblizał wargi.
- Chętnie poznam faceta, który usidlił taką kobietę, piękna, gorąca, zabawna... - opróżnił szkło i dostawił je na blat, tym razem ciemne oczy Luny zatrzymały się na jej tatuażu z wężem, który wił się w rozcięciu w sukience między jej piersiami - musisz mi go przedstawić - dodał i rozejrzał się dookoła, a zaraz sięgnął do swojej kieszeni, żeby z marynarki wyjąć złotą, ozdobną papierośnicę, obrócił ją w palcach - popierdoli mnie zaraz, jak sobie nie zapalę. Dotrzymasz mi towarzystwa? - zapytał luźno, a jego ciemne oczy skierowały się w stronę dużych, szklanych drzwi, które prowadziły na ogród. Pogoda w zasadzie jeszcze była taka, że można była spalić dymka na zewnątrz, chociaż bogole pewnie mieli tu jakąś swoją palarnię, a może wszyscy rzucili, bo to przecież przestało być modne. Luna jednak wyróżniał się na ich tle, co zresztą Pilar już zauważyła.

¿Me harás compañía? ᝰ🚬
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
A co jest złego w fasoli? — prychnęła, patrząc na niego wymownie. — No chyba mi nie powiesz, że jadasz sam kawior — pokręciła głową, bo kto kurwa jadał? Pewnie Galen Wyatt, przygotowany na złotej zastawie i podany ze stuletnim winem z jakiejś winnicy prosto z Włoch, eksportowanego na życzenie pana prezesa. Wcale by ją to nie zdziwiło. Mężczyzna jednak na pierwszy rzut oka wydawał się zdecydowanie inny niż większość ludzi na tym bankiecie, więc może i fasoli sobie nie odmawiał. Pilar na pewno nie, biorąc pod uwagę, że ona i Madox nie mieli za grosz umiejętności kulinarnych i stołowali się właśnie na podobnych gotowcach z różnymi dodatkami. Kanapkami na przykład albo ryżem. Proste
Nie uszło jej uwadze, jak jej rozmówca zahaczył o skrawek czerwonej sukienki, przesuwając palce po jej biodrze. Obserwowała go uważnie, z dozą dystansu, jednak bez drastycznych ruchów. Nie pierwszy i nie ostatni, kiedy ktoś próbował na niej swoich gierek. Nigdy ją to nie ruszało i zdecydowanie tak też było w tej sytuacji. Nawet pomyślała sobie, że zaraz padnie jakiś dwuznaczny tekst o jej ubiorze i aż ponownie prychnęła, gdy z ust mężczyzny padło pytanie o majtki. 
Prze-wi-dy-wal-ne.
Nie mam majtek, bo jak zresztą pewnie zauważyłeś, ta sukienka za bardzo przylega — wtrąciła, jakby właśnie rozmawiała z nim o pogodzie. Podniosła na niego spojrzenie, patrząc na niego n i e w z r u s z o n a. Jeśli chciał jej zaimponować, musiał się bardziej postarać. Gapienie się na jej tyłek nie było niczym specjalnym. — Źle by to wyglądało — prawda? A przecież to była ekskluzywna impreza, nikt nie mógł sobie pozwoli na to, by nie prezentować się wystarczająco wykwintnie. Upiła kilka łyków rumu, po stokroć lepszego niż obrzydliwy szampan sprzed chwili i znowu przeskanowała tłum w poszukiwaniu Madoxa. Nie podobało jej się to, że tak szybko się rozdzielili. Gość jakby czytał jej w myślach od razu zagadał, że bardzo chciał go poznać.
Tak? — zadarła głowę, łapiąc jego spojrzenie. To Pilar było wyjątkowo rozbawione. — Słuchaj, jak dalej się tak będziesz przysuwać, to pierwsze możesz poznać się z jego pięścią — mrugnęła do niego okiem. Nigdy nie czuła potrzeby zasłanianiem się własnym facetem, ale teraz skoro już go miała i w dodatku był jej mężem, to czemu nie? Nikt jej tu nie znał, oprócz Galena, więc mogła sobie mówić, co tylko chciała, zachowywać się jak chciała i nawet straszyć przypadkowych gości swoim misiaczkiem. Chociaż ten obok niej akruat wcale nie wydał się przejęty. Co więcej — kącik jego ust drgnął ku górze, słysząc jej słowa. I tu powinno się jej to wydać podejrzane.
Powinno.
Ale Pilar za bardzo skupiała się z tyłu głowy na tym, czy z Noriegą wszystko było okej, że nie myślała o tym, czy intencje przypadkowo poznanego gościa były w ogóle właściwe. Dla niej po prostu był, egzystował i przy okazji dostarczał jej rozrywki, gdy czekała na powrót męża. Jego głos ponownie wyrwał ją z zamyślenia, gdy zaproponował wyjście, żeby zapalić.
Zostane — odpowiedziała praktycznie od razu i znowu się rozejrzała. — Jeszcze ktoś będzie mnie szukać i co? A tak właściwie, to ja chciałam poszukać Margaret — może mogłaby z nią porozmawiać na temat Kane’a. Wyciągnąć jakieś istotne informacje, przydać się na coś, bo na ten moment była kurewsko bezużyteczna w całej misji.
Pewnie zniknęła gdzieś ze swoimi przyjaciółkami i z butelką szampana, która tak ci smakowała — wtrącił, patrząc na nią wymownie i popijając rum z własnej szklanki. Pilar aż się skrzywiła, a potem była gotowa faktycznie przejść się po sali i jej poszukać, rezygnując z papierosa z nieznajomym, ale dosłownie w chwili, w której chciała ruszyć z miejsca, na niewielką scenę wszedł jakiś pożal-się-Boże kwartet smyczkowy i zaczęli grać jakieś powolne, usypiające wyjce na skrzypcach. Kurwa jak ona nienawidziła muzyki klasycznej. Aż nią wzdrygnęło. I tylko dlatego odwróciła się do mężczyzny.
Dobra, wiesz co… — wyzerowała szklankę, z hukiem odstawiając ją na blat i mało damsko przetarła usta wierzchem dłoni, wycierając nadmiar alkoholu z warg. — Chodź już na tą fajkę, a poszukam jej jak skończą — zadecydowała, czując, jak klasyczna muzyka wwierca się jej w głowie. Czemu bogole nie woleli salsy albo chociaż jakiegoś Skolima? Wszystko byłoby lepsze. Niemniej mężczyzna wydawał się zadowolony z jej decyzji. Sam wyzerował swojego drinka i wskazał drzwi do tylnego wyjścia na ogród.
Za tobą — mruknął i faktycznie poczekał aż ona pójdzie pierwsza. Pewnie dlatego, żeby móc się jej patrzeć na tyłek. Nawet próbował oprzeć dłoń na jej tali, ale Pilar zwinnie przyśpieszyła wtedy kroku i materiał tylko minął się z jego palcami. Przeszli obok jakiś ludzi, dyskutujących o środowisku, a ona tylko przewróciła oczami, wychodząc na pięknie oświetlone patio tuż przed ogrodem. Chociaż było ciemno, przez światło z willi było widać liczne kwiaty i kamienne ścieżki prowadzące jeszcze bardziej w głąb. Pilar na moment zapatrzyła się w tamtą stronę.
Może sprawdzimy dokąd prowadzą? — zagadał, a ona dopiero wtedy odwróciła się w jego kierunku.
Tu jest okej — nie miała zamiaru się nigdzie z nim oddalać, już i tak wystarczyło, że nie było jej w środku. Przysiadła więc na jednym z foteli, zarzuciła nogę na nogę i spojrzała wyczekująco na mężczyznę, czekając, aż raczy poczęstować ją papierosem.
Uparta jesteś — zauważył, finalnie ruszając w jej stronę i nawet na moment nie spuszczając z niej wzroku. — Zawsze jest tak, jak ty chcesz? Twój mąż musi być niezłym pantoflem — dodał prześmiewczo, przy okazji otwierając papierośnicę i wysunął z niej jednego papierosa do połowy, nachylając się w stronę Pilar. Zaraz potem oczywiście uraczył ją również ogniem.

W tym samym czasie Senator Kane złapał w płuca więcej powietrza, słysząc odpowiedź Madoxa, że ten też coraz częściej myślał o tym, żeby pozbyć się Luny. Kane nigdy nie lubił Luny. Robił z nim czasami interesy, wiadomo, sytuacja i chęć postawienia się wysoko go do tego obligowała, jednak nigdy nie pochwalał tego, co robił gangster. Sam nie miał mocy przerobowych by jakkolwiek zadziałać w temacie, poza tym nie lubił sobie brudzić rączek, dlatego pojawianie się Noriegi idealnie zgrywało się w całość.
Luna jest groźny… — zaczął, sięgając do szklanki i upijając kilka łyków brandy. — Ale tylko dlatego, że ma pod sobą ludzi — każdy wiedział, że to właśnie oni wykonywali za niego całą brudną robotę. Spijał samą śmietankę gangsterów i prawconików, którzy nie cofnęliby się przed niczym, by osiągnąć cel. — A przecież na każdego samca Alfa kiedyś przychodzi jakiś młodszy, silniejszy pretendent — zerwał się nagle do przodu, przesuwając na fotelu w stronę Noriegi. Chociaż byli sami w pokoju, Kane znalazł się jeszcze bliżej. — Wiesz Madox, przywództwo w takim miejscach działa tak samo jak u dzikich zwierząt. Jak u lwów. Stado czy tego chce czy nie, musi uznać wyższość tego silniejszego samca — w polityce było dokładnie tak samo. Co prawda nikt nie walczył na śmierć i życie (przeważnie), ale Kane doskonale wiedział, z czym to się wszystko jadło. Miał nadzieje, że Madox również go rozumie. Patrzył w jego ciemne oczy jeszcze przez kilka sekund, nic nie mówiąc, nim opadł ponownie na parcie fotela i z wnętrza marynarki wygrzebał cygaro.
Mam pewne informacje — dźwięk odpalanej zapalniczki wypełnił pomieszczenie, a już po chwili w następstwie wybrzmiał żar palonego tytoniu. — Myśle, że mogłyby ci pomóc. Kilka słabych punktów Luny, o których udało mi się dowiedzieć, ale osobiście nie jestem w stanie ich wykorzystać, może tobie się przydadzą — zaciągnął się mocno dymem, a następnie wypuścił wielką szarą chmurę nad swoją głową. Patrzył na Noriege i nawet nie ukrywał, że potrzebował go do brudnej roboty. Ale przecież dla Kane’a tak właśnie działał ten świat, tak działał sam Luna — zatrudniał odpowiednich ludzi i pociągał za sznurki.
Buchnął dymka jeszcze dwa razy, a po chwili mogli usłyszeć rytmiczne stukanie do drzwi. Senator momentalnie się spiął i wyprostował. Jego ludzie doskonale wiedzieli, że nie mieli prawa mu przeszkadzać w interesach, chyba, że byłoby to coś ważnego. Tylko zaraz okazało się, że to wcale nie był nikt z jego ochrony, a…
Margaret! — od razu uśmiechnął się sztucznie widząc małżonkę i też od razu przekazał w dłoń Madoxa cygaro. Już od miesięcy oszukiwał ją, że rzucił to gówno. — Co tu robisz, kochana? — ona też dobrze wiedziała, że nie powinna mu przeszkadzać, chyba że…
Za dwie minuty masz przemówienie — przypomniała mu, jak na dobrą małżonkę przystało, a jej wzrok prześlizgnął się również po Noriedze. — A ty tutaj? — zdziwiła się szczerze. — Myślałam, że już się ulotniliście z Pilar. Nawet jej szukałam, bo chciałam dać jej kolejną porcję szampana, ale nie mogłam jej znaleźć.

:aaa:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
- Nic, moja kobieta robi zajebiste chilli con carne, i zdecydowanie wolę je od kawioru - Luna znowu uśmiechnął się do Pilar. Był w rozmowie z nią wyjątkowo luźny, wydawał się szczery. Jakby tu nie pasował, tak jak przecież i Pani Noriega. Nie ich świat, a jednak dzisiaj byli na to skazani...
Tylko czy na pewno?
Czy Luna tak świetnie grał?
Jego ciemne spojrzenie znowu przesunęło się po czerwonej sukience, kiedy temat zszedł na brak majtek Pilar. Niby dała mu do zrozumienia, że przecież jest mężatką, ale Luna był chyba typem faceta, któremu zupełnie to nie przeszkadzało, dwuznaczne teksty i dzikie, ciemne spojrzenie, przemawiały same za siebie.
- Zauważyłem, że opina się idealnie, tam gdzie powinna - na pewno zauważył skoro tak się na nią gapił, ale zaraz podniósł wzrok na jej oczy, utkwił w nich swoje ciemne tęczówki, skinął głową zgadzając się z nią - źle, na pewno ujmowałoby ci to sporo... zadziorności - no tak, bo pewnie większość kobiet na tym nadętym bankiecie miała na sobie jakieś majtki po pachy, które miały im wypłaszczyć brzuchy, albo niewidzialną bieliznę od jakiegoś sławnego projektanta, gdzie pewnie za jedne gacie można by wyżywić afrykańską wioskę przez tydzień. Luna nie odrywał spojrzenia od Pilar, nawet kiedy rozglądała się dookoła, a gdy podnosiła do ust szklankę, to jego wzrok też sięgał jej pełnych, gorących warg.
Kokietował ją i robił to tak bezczelnie, że musiała to widzieć.
- Twój mąż jest jakiś... agresywny? - zapytał jakby nigdy nic, a jego wytatuowane palce przesunęły się po jego szyi, po tatuażu z koroną, który na niej nosił - ale nie dziwię się w zasadzie, sam bym się bił o taką kobietę - za ten tekst to na bank już by zebrał w mordę od Noriegi.
Może robił to specjalnie? A może ją sprawdzał? To czy Pilar też była tak zafiksowana na swoim mężu jak on na niej. On na niej był. To Luna wiedział.
Wiedział też, że nie mógł jej pozwolić się tak łatwo wykręcić, a jednak wzruszył ramionami, kiedy Pilar powiedziała, że zostanie, wyciągnął z papierośnicy jednego pęta, żeby umieścić go sobie między wargami - no tak, na pewno z Margaret sobie porozmawiacie o szampanie, majtkach, których nie widać spod obcisłej sukienki i kawiorze - rzucił zaciskając palce na ustniku papierosa, zaczepiał ją. Jakby już wiedział jak rozgrywać z nią karty. Jakby czuł, że Pilar lubiła być prowokowana. Ale zaraz na jego korzyść zadziałał też ten nudny, nadęty koncert smyczkowy. Luna parsknął śmiechem, kiedy Pilar zaczęła to dobra, wiesz co....
Roześmiał się szczerze, tylko czy na pewno? To był pierdolony duch, jeden z najgroźniejszych latynoskich mafiozów, którzy pojawiali się w Toronto. Szkoda, że Pilar o tym nie wiedziała.
Ruszyli do tylnego wyjście na ogród.

Nie umknęło to uwadze Pati, która bawiła się z Galenem wybornie, śmiała się z jego żartów, kokietowała go trzepocząc długimi rzęsami, a jednak, kiedy zobaczyła jak Pilar z Luną wychodzą na zewnątrz to oparła dłoń zakończoną krwisto czerwonymi paznokciami na koszuli Wyatta.
- Galen skarbie... - odezwała się do niego tym sztucznym, przesłodzonym tonem - widziałam jak Pilar wyszła z jakimś mężczyzną, może byś to sprawdził? - i znowu wpatrywała się w jego niebieskie oczy.
Galen patrzył w te jej dzikie, ciemne, piękne.
- Ale po co? Jest tutaj z mężem, a ja... z tobą - Galen uśmiechnął się do Pati i zrobił krok w jej kierunku, tak, że zaparła mu się na klacie. I chociaż Patricia spuściła spojrzenie niżej, przesunęła nim leniwie po jego torsie i zatrzymała je na jego hipnotyzujących oczach, to zaraz się odezwała.
- Ale jej mąż jest moim szefem, nie chcę, żeby robili tu jakieś sceny tylko dlatego, że Pilar nie potrafi trzymać nóg razem - zrobiła smutną minkę opierając czerwony paznokieć na pełnych ustach. Galen spoważniał.
- Nie mów tak o niej Pati - rzucił chłodno, ale brunetka przesunęła dłonią po jego kołnierzyku wygładzając go.
- A potrafi? Sam mi mówiłeś co ci ostatnio pisała, a poza tym... Ona już spotykała się z Madoxem, kiedy się z tobą całowała baby, kto tak robi? - nadęła te swoje pełne usta i przesunęła dłonią po jego klacie. Galen od razu zawiesił spojrzenie na jej twarzy, ale nic już nie powiedział.
Wyszedł na ogród akurat w momencie, kiedy Luna pochylał się nad Pilar i odpalał jej papierosa, dłoń opierając na podłokietniku jej fotela.
Wyatt odchrząknął, żeby zwrócić na siebie ich uwagę, a zaraz podszedł bliżej.
- Pilar... od kiedy palisz? - rzucił marszcząc ten swój prezesowski nos i krzywiąc się przy tym.
- Pilar? Ciekawe imię - wtrącił się zaraz Luna przystając obok jej fotela, opierając się o niego nonszalancko.
- A Pan? - Galen zapytał od razu, bo nie kojarzył tego faceta, ale co się dziwić, to jednak nie były klimaty Galena Wyatta, latynoski półświatek.
- Alvarez, Diego Alvarez - odpowiedział bez zastanowienia Luna, ale Galen spojrzał na niego podejrzliwie, nie kojarzył w ogóle tego nazwiska, a przecież większość tych, które cokolwiek znaczyły i przewijały się tu dzisiaj, znał. On też podszedł bliżej Pilar, spuścił na nią niebieskie spojrzenie.
- Możemy pogadać? Pilar... - spróbował jeszcze raz.

Madox słuchał Kane'a, zgadzał się z nim, Luna był groźny i miał pod sobą wielu ludzi, ale większość nich służyła mu ze strachu, a nie z sympatii, z jakiegokolwiek szacunku, ludzie się go po prostu bali. Sam Noriega się go bał, nie chciał z nim zadzierać, robić z nim interesów, ale teraz... Musiał.
On, albo Luna, wybór był prosty.
- Zdaje sobie sprawę... Myślę, że Diego mógłby zastąpić Lunę - Madox naprawdę tak myślał, chciałby tego, bo przecież Diego to był jego kumpel. Przyjaciel.
Senator zamyślił się na moment przyglądając Noriedze.
- Alvarez? - zapytał, a Madox skinął głową - Alvarez jest słaby, nie ma posłuchu, to musi być ktoś, kogo ludzie szanują - Kane nie spuszczał spojrzenia z Madoxa, ale on nie miał pojęcia, kogo sugerował mu senator. Dla niego i dla Pilar najlepszą opcją byłby Diego. Mógłby znowu dać mu ochronę, tyle by im wystarczyło. Tylko senatorowi chyba nie, wyjął z kieszeni marynarki cygaro, a Madox zawiesił na nim ciemne spojrzenie. To kto kurwa? Kto miał szacunek wśród latynoskich wściekłych psów? Wsród makaroniarzy? I ruskich? Kto by się kurwa na to pisał?
- Jakie informacje? - zapytał od razu Noriega, a kiedy senator zaczął mówić o tych słabych punktach, to utkwił w nim spojrzenie. Słabe punkty Luny. Na pewno by mu się to przydało, bo na razie Luna miał nad nimi przewagę, śledził ich, wiedział jakie słabości miał Madox...
A ta jego największa siedziała obok Luny w fotelu.

- Myślę, że Pilar woli zostać tu ze mną... - odezwał się Luna, robiąc krok w kierunku Galena.
- Nie wydaje mi się Panie Alvarez - odezwał się Wyatt, nie ruszył się z miejsca, nie cofnął, ale też nie wyrwał do przodu, po prostu stał niewzruszony, i tylko to jego niebieskie spojrzenie uciekło do Pilar, a zaraz wyciągnął smukłą dłoń w jej kierunku. Bo chyba naprawdę zamierzał ją stąd ściągnąć, z tego tarasu, spowitego w półmroku. Oświetlały go jedynie wątłe światła, które wypadały na zewnątrz przez wielkie, wysokie okna.

- To ty musisz... - zaczął Kane, a Madox spiął się na fotelu, pochylił do przodu, bo liczył na to, że zaraz pozna słabości swojego wroga, że to on musi je wykorzystać, żeby utorować tę drogę dla kogoś innego. Dla Diego na przykład. Nie przeszkadzało mu to... Jebane osiem lat pracował dla psiarni, dla półświatka, załatwiał dla nich wszystko. Miał krew na rękach. Miał ich szacunek, a czasem był dla nich najgorszym utrapieniem. Przywykł do tego. Do działania. Brudnej roboty. Nie miał z tym problemu.
Ale wtedy do gabinet zapukała Margaret, a kiedy powiedziała, że jej mąż ma przemowę za dwie minuty, to najpierw wyprostował się Kane.
- Wrócimy do tej rozmowy po moim wystąpieniu - oznajmił podnosząc się z fotela, obejmując ramieniem swoją żonę, przytulił ją do siebie, a Margaret go odepchnęła. Madox spojrzał na nich. Kurwa. Liczył na to, że Pilar nawet po czterdziestu latach tego nie zrobi. Nie będzie dla niego oziębła, tylko zawsze będzie jego ogniem.
- Jak to nie mogłaś jej znaleźć? - wypalił i nawet nie zaczekał na senatora i jego żonę, tylko wyrwał się z gabinetu.
- Narwany... - rzuciła Margaret i dopiero sięgnęła do kołnierzyka swojego męża, żeby go poprawić. Kane spojrzał jeszcze za Madoxem.
- I to go albo zgubi, albo zaprowadzi na szczyt... - stwierdził. Kane też kiedyś taki był, żywiołowy, impulsywny, narwany. Nie był jednym z tych polityków, którzy nic nie robili, tylko pierdzieli w stołki. On zawsze działał.

I Madox był taki sam, wrócił do głównej sali rozglądając się za Pilar, ale nigdzie jej nie widział. Wyciągnął nawet telefon, żeby do niej zadzwonić.
Kurwa. Była z Luną. Nie powinien jej z nim zostawiać.
P a n i k o w a ł. Bo przecież jeśli chodziło o nią, to on nigdy nie potrafił myśleć trzeźwo. Bał się o nią. A teraz jeszcze po tym wszystkim, co mu powiedziała... Zauważył Galena Wyatta, który wychodził na ogród i nawet miał za nim ruszyć. Zapytać go o Pilar, ale wtedy wyrosła przed nim zupełnie inna czerwona sukienka. Pati zacisnęła palce na jego białej koszuli.
- Madox - wypowiedziała jego imię ostro, z tym typowym dla siebie żarem.
- Kurwa Pati, widziałaś Pilar? Gdzieś ją zgubiłem... a była z Luną. Mam kurwa złe przeczucia - szarpnął się jej rozglądając dookoła, a ona mocniej zacisnęła palce na materiale jego koszuli.
- Madox! Kurwa. Patrz na mnie - warknęła na niego i dopiero teraz, jego ciemne tęczówki odszukały jej duże, błyszczące oczy. Pociągnęła go za sobą do korytarza, który prowadził do toalet, wąski, ciemny... Pusty.
A Noriega ruszył za nią, jakby liczył, że zaprowadzi go do Pilar, ale wcale tego nie zrobiła. Pchnęła go na ścianę, plecy Madoxa zderzyły się z twardym podłożem, aż wypuścił mocno powietrze płuc.
- Co ci powiedział Kane? - zapytała ostro Pati, przysunęła się do niego, a Madox znowu się szarpnął.
- Gówno - wypalił od razu, a Pati spojrzała na niego spod na wpół przymkniętych powiek. Docisnęła go sobą do ściany i chyba wcale nie miała zamiaru mu ustąpić. Ale on nie miał zamiaru się jej poddawać, bo znowu się jej szarpnął, aż Patricia musiała się zaprzeć na nim całym swoim ciężarem, zacisnął palce na jej przegubie i chciał ją od siebie odsunąć - nic mi nie powiedział, zaraz ma przemowę, mamy wrócić do tej rozmowy, zresztą daj mi kurwa żyć, muszę znaleźć Pilar - wyjaśnił jej i pociągnął ją za rękę, ale tym razem to ona się szarpnęła, tak, że się zachwiała na tych swoich wysokich szpilkach i musiała zaprzeć się na jego klacie.
- Musisz to się kurwa skupić na misji, po co tu przyszedłeś? Odpierdalać i pilnować Pilar? Czy dowiedzieć się jak zniszczyć Lunę? - warknęła i może miała rację, ale przecież dla Madoxa i tak... jego żona była najważniejsza.
- Spier... - nie dokończył, bo na głównej sali gwar ucichł i rozległy się brawa. Kane miał wygłosić swoją przemowę.

¿Dónde está Pilar? °❀⋆.ೃ࿔*:・°❀⋆.ೃ࿔*:・
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Twój mąż jest jakiś agresywny?
Był.
Madox miał wiele zalet; powodów, za które go pokochała, ale w tym wszystkim też często nie umiał nad sobą panować. Wiele rzeczy, które ona wyjaśniałaby rozmową on wolał pięściami. Pokazywał to nie raz podczas wyjazdów, czy nawet tego dnia, gdy w końcu zjechali na pobocze a wraz z nimi Hao Chang. W tym jak wyszarpał go z auta, jak podarł mu marynarkę za sporą ilość kasy, walnął na kolana i kazał przepraszać. Albo kiedy przeczytał jednego smsa od Galena Wyatta i pojechał mu najebać. Tak nie zachowywali się normalni ludzie, tylko wybuchowi. Całe szczęście Pilar za grosz to nie przeszkadzało. Nie pochwalała tego, jasne, ale też akceptowała to w Noriedze. Wiedziała, że chociaż przy kilku przypadkach nie było to konieczne, tak wiele razy też są samą impulsywnością uratował tyłek sobie i ludziom dookoła. Groźny gangus, który po godzinach pomagał samotnym matkom i całej latynoskiej społeczności. Który gdyby widział, jak jakiś typ napierdala swoją kobietę, nie potrafiłby przejść obok tego obojętnie. Może i był agresorem, ale za to z dobrym sercem.
I za tym właśnie sercem oraz jego właścicielem ciągle rozglądała się Pilar. Nawet kiedy szła już w stronę ogrodu, wciąż szukała go wzrokiem, odwracała się, czy przypadkiem nie pojawił się na sali. Kurwa, nawet gdy już byli na patio, a mężczyzna wyciągał papierosa, żeby ją poczęstować, ona zerkała przez wielkie okna, wodząc spojrzeniem po gościach, szukając swojego męża.
Da się ze mną dogadać — odpowiedziała na pytanie czy zawsze była taka uparta, przenosząc wzrok na swojego towarzysza. — Ja po prostu lubię mieć swoje zdanie — wzruszyła ramionami. Jedni traktowali to jako zaletę, inni jako wadę, którą trzeba było utemperować. Jak było z facetem, który odpalał jej papierosa? Nie miała pojęcia, chociaż czuła, że prędzej to pierwsze. Widziała przecież w jego oku charakterystyczny dla dzikusów błysk w oku. Po kilku minutach rozmowy dało się powiedzieć, że pewnie wolał zadziorne kobiety.
Zabawna, lubi mieć swoje zdanie i pić dobry alkohol… — zaczął wymieniać, zaciągając się dymem z własnego peta. Przytrzymał go na moment w płucach i dopiero po chwili puścił nad głowę. — Jest was więcej? — znowu ją zaczepiał. Bezczelnie patrzył jej prosto w oczy, jedynie raz po raz schodząc uwagą na węża, który wił się między jej piersiami.
A co, twoja kobieta nie jest? — spytała, unosząc brew ku górze. Przecież sam wspomniał, że kogoś miał. Pilar jej nie znała, ale skoro te cechy właśnie go kręciły, to z pewnością szukał ich u swojej partnerki. — Jest tu z tobą? — dopytała, chyba bardziej z czystej ciekawości niż czegokolwiek innego. Skoro już siedzieli na tym patio i rozmawiali, warto było podtrzymać konwersacje, pomimo tego, że nawet nie znała jego imienia. Coś tchnęło ją, żeby go o nie zapytać, gdy tak mu się przyglądała, ale wtedy usłyszała to swoje i aż się wzdrygnęła.
Pilar, od kiedy palisz?
Przeniosła spojrzenie na Galena, swojącego tuż przed niewielkim stoliczkiem, ze swoją śnieżnobiała koszulą, idealnie ułożonymi włosami i niebieskimi oczami wbitymi prosto w jej twarz. Uniosła brew ku górze, przy okazji nie mieszkając znowu umieścić papierosa między wargami.
Od kiedy cię to obchodzi? — spytała bezczelnie, a mężczyzna obok aż prychnął. Wypuściła dym, nie odwracając spojrzenia od Wyatta. — Może od zawsze — wzruszyła ramionami. — Widziałeś mnie cztery razy w życiu, Galen, pewne rzeczy mogły ci umknąć — wypomniała mu. Swoją drogą niesamowite było to, że oni widzieli się teraz dopiero po raz piąty. Że kiedyś potrafili zbudować tak silną relację jedynie po dwóch spotkaniach i kilku smsach. Tak dużo nostalgii i dziwnego sentymentu, przy tak… krótkiej znajomosci.
Zamyśliła się nad tym na moment, kompletnie nie kodując w głowi uwagi, że jej imię było ciekawe. Nie było. Nie było w nim nic a nic ciekawego. Za to to, co wybrzmiało w eter chwile później sprawiło, że Pilar zamarła.
Diego Alvarez.
Kłamał.
Wiedziała, że właśnie skłamał, patrząc Galenowi prosto w oczy.
Przecież poznała Diego. Osobiście widziała go na oczy w Emptiness w piwnicy, kiedy interweniowali tam w dniu zatrudnienia Pati. To tam Madox po raz pierwszy przedstawił ją Diego jako swoją narzeczoną i dostał za to kilka niemiłych komentarzy. Znał się z Noriegą, a ona miała kurewsko dobrą pamięć do twarzy. Koleś opierający się właśnie o jej krzesło nie był Diego.
Serce zabiło jej mocniej, a oczy momentalnie pociemniały. Jakby dopiero teraz otrzeźwiała, a pod czaszką zapaliła się wielka, czerwona lampka. Natłok myślił z w a l i ł się jej na głowę. To jak do niej podszedł, jak zagadywał, jak pytał ją o męża… kurwa. Nawet nie zwracała uwagi na to, że Galen prosił ją o rozmowę. Nie miała do tego głowy. Nie teraz, kiedy miała do czynienia z kimś ze środowiska Luny. Nie wiedziała kto, chociaż po tych jasnych włosach… mogła spekulować.
Kurwa.
Kurwa.
Kurwa.
Sięgnęła do torebki w momencie, w którym Diego robił krok w stronę Galena, korzystając z chwili, w której patrzyli tylko na siebie. Szybko wcisnęła palce w odpowiednią przegródkę, szukając małego jak ziarenko fasoli urządzenia, a potem zacisnęła na nim mocniej opuszki i poderwała się z miejsca, gdy Wyatt nie ustępował, przy okazji wyrzucając papierosa gdzieś pod buta.
A ja myśle, że Pilar nie jest kurwa zabawką — warknęła na nich, wciskając się bezczelnie pomiędzy ich ciała, patrząc to na jednego to na drugiego. — I sama umie zdecydować z kim chęcę spędzić czas — nie odpuszczała, pomimo tego, że oni wyglądali tak, jakby również nie mieli zamiaru. W pełni świadomie wciskając się między nich umieściła po dłoni na ramieniu każdego z nich, po czym po chwili przesunęła je nieco niżej, odpychając ich od siebie. W tym samym czasie z prawej dłoni wypuściła fasolkę tuż nad kieszenią Alvareza, który Alvarezem z pewnością nie był. Nie mogła spuścić spojrzenia, by sprawdzić, czy trafiła, ale nic nie stuknęło o podłogę, więc czip najprawdopodobniej wylądował tam gdzie powinien.
A więc? — spytał poirytowany mężczyzna, patrząc to na nią, to na Galena. — Może czas wysłać kolegę do swojej…
Idę — weszła mu w pół słowa. Ostatni raz popatrzyła to na jednego to na drugiego, zatrzymując się sekundę dłużej na Wyattcie. — Lepiej znajdź Pati. My nie mamy już o czym rozmawiać — przeszłą do przodu, stając przy wejściu na sale. Nie chciała, żeby Galen z nim dyskutował, żeby drążył. Chociaż tyle mogła mu zasugerować, po tym, jak właśnie nieświadomie jej pomógł. — Ja też idę poszukać swojego męża. Dzięki za fajkę i miłe towarzystwo — rzuciła jeszcze w stronę faceta i zniknęła w środku.
Nie miała zamiaru już z nim dyskutować, a już tym bardziej nie przy Wyattcie. Potrzebowała znaleźć Madoxa. Powiedzieć mu o tym spotkaniu, zweryfikować tożsamość mężczyzny, który ją zaczepił, który chciał się z nią przejść wgłąb ogrodu i nie przestawał zagadywać. Przegadać to, co właśnie zrobiła.
Wpadła na główną sale, nerwowo rozglądając się po tłumie. Ludzie gromadzili się pod niewielką sceną, obok której Margaret wygładzała koszulę Kane’owi i poprawiała muszkę. Pilar od razu chciała do nich podejść, zapytać o Noriegę, ale gdzieś w oddali w korytarzu mignęła jej czerwona sukienka i warkoczyki. Od razu zaczęła się przepychać, waląc na odpierdol przepraszam, co kilka sekund, kiedy kogoś szturchała. Słyszała jeszcze za plecami jak Galen rzucił jej imię, ale nawet się nie odwróciła.
Nie widziała, co działo się w przejściu, bo zasłaniali jej ludzie. Nie miała pojęcia, że Madox właśnie szarpał się z Pati, która próbowała wyciągnąć od niego informacje. Że on chciał iść, a ona nie chciała mu pozwolić. Że kiedy ten kazał jej spierdalać i szarpał ją za nadgarstek, ona oparła się na jego klacie i znowu przyciągnęła go do siebie tak mocno, że się zachwiał i razem wylądowali na ścianie.
I kiedy Pilar w końcu znalazła się w korytarzu, mogła zobaczyć tylko jak plecy Pati były kompletnie przyklejone do chłodnej powietrzni, a do niej doklejony był jej mąż. Momentalnie coś zakuło ją w środku. Serce podeszło do samego gardła, a głowa od razu zaczęła dopisywać historie do tej kurewsko dwuznacznej sytuacji. Miała ochotę iść i ich rozszarpać. Wyrwać jej kurwa wszystkie włosy z głowy za to, jak blisko jego twarzy się znajdowała. Jak miała jego usta na wyciągnięcie ręki. Jak dzieliły ich pierdolone milimetry. Myślała przez moment, że ją popierdoli, a jednak zamiast wyrwał się do przodu stanęła w miejscu i głośno, kurewsko głośno odchrząknęła, tak że aż na nią spojrzeli.
Pati momentalnie odepchnęła do siebie Noriegę, jakby Pilar naprawdę przyłapała ich na gorącym uczynku, nawet jęknęła pod nosem i zaczęła głośniej oddychać. Pani Noriega tylko na moment na nią spojrzała, przesunęła wzrokiem po jej lekko podwiniętej sukience i tym jak pierś malowała jej nerwowo pod materiałem.
Galen cię szuka — rzuciła chłodno już nawet na nią nie patrząc, bo ciemne, prawie czarne oczy miała wbite w Madoxa. Co on kurwa odpierdalał? Nie chciała oceniać tego, co zastała, ale takie rzeczy w głowie działy się wręcz z automatu.
Ah tak, już idę — Pati udała zakłopotanie, poprawiła włosy, spojrzała ostatni raz na Noriegę i poszła, wymijając Pilar. Pilar która wciąż nie ruszyła się z miejsca. Ze skrzyżowanymi na piersi rękami tylko na niego patrzyła. Dopiero gdy Kane zaczął na dobre swoją przemowę, dziękując gościom za przybycie, ruszyła do przodu w stronę męża. Nawet się do niego nic nie odezwała, tylko go wyminęła, wchodząc jeszcze głębiej w korytarz, ale nie musiała. Wiedziała przecież, że pójdzie za nią. Stanęła przy oknie pod samą ścianą, gdzie nikt nie mógł ich zajść i nikt ich nie słyszał.
Dowiedziałeś się czegoś? — spytała oschle, podnosząc na niego spojrzenie. — Oprócz tego, jakie perfumy na dzisiaj na sobie Pati? — dodała złośliwie, jeszcze raz spoglądając na korytarz, upewniając się, że nikt im nie przeszkodzi. Niby mieli rozmawiać o rzeczach ważnych, a jednak to jedno pytanie nie dawało jej spokoju. — Wiedziałeś, że dzisiaj tu będzie?

:elenka:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”