34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
+18, nagość tylko i przekleństwa i nie wiem w sumie, już nie ma ruhahania
Czuł euforię, ogarniał go ten głęboki relaks, całe ciało się odprężyło. Wszystkie potrzeby były zaspokojone. Ale umysł... Ten wcale się nie wyciszył.


Bo Madox w głowie miał pełno różnych myśli, prawdziwy natłok emocji. Przecież on zawsze wiedział co do niej czuje, określał to od początku w gestach, w słowach, nigdy się nie wahając, nie zastanawiając, bo wszystko dookoła mogło się pierdolić... Bo liczyła się tylko ona.

I to, że on chciał ją.


Chciał ją na tej plaży, kiedy oświadczał się jej pechowym pierścionkiem swojej matki. Chciał jej, kiedy miotał się przy śmietniku, gdy próbowała mu go oddać. I chciał, kiedy zrobił to po raz drugi, w domu, do którego się włamali. Był pewny. Ale teraz... kurwa. Teraz był chyba pewniejszy niż kiedykolwiek. Z ciemnymi tęczówkami zawieszonymi na jej pięknych czekoladowych oczach. Z sercem bijącym w piersi szaleńczo, sercem na którym układała swoją dłoń, na jego dzikim lwie. I gdyby mu powiedziała tylko słowo, to by się zerwał i wziął ją za żonę w tej chwili.

Teraz.
Już.
Tutaj.
Bo Madox nigdy nie umiał sobie nic dozować. Jak się bawić, to się bawić. Iść na całość. On zawsze, za każdym pierdolonym razem, wolał żałować, że coś zrobił, niż potem wyrzucać sobie, że mógł, a się nie zdecydował. Zawsze to robił, działał, tak jak kazało mu serce, tak jak czuł. I dzisiaj pewnie też by to zrobił, oparł palce na jej ręce na swoim torsie...
Splótłby jej palce ze swoimi, pociągnął ją znowu w ten szalony, kolorowy tłum, znalazł wróżkę, szamana, albo Jezusa, któremu prawie stanął od jego aury, i wziął z nią ślub. Nie wiążący, nie taki, który sankcjonuje jakikolwiek urząd. Tylko taki, który przypieczętowałby tą wyjątkową noc. Ich wyjątkowe uczucie.

Ale jej obiecał...


Obiecał, że nie będzie taki narwany, że teraz to ona wybierze moment. Chociaż dla niego ten był całkiem odpowiedni. Ale Madox po prostu nie umiał zostawiać czegoś na kiedyś, on chciał wszystko już, wszystko teraz...
Uczył się z nią, że czasem przeciąganie jest przyjemne, że czasem wydłużanie chwili w jebaną nieskończoność przynosi prawdziwą przyjemność. W łóżku się z nią tego uczył. Ale wciąż nie umiał dozować sobie po prostu jej. Mogłaby zostać dzisiaj jego narzeczoną, żoną, a jutro kupować sobie z nim dom z ogródkiem (i ogórkiem też) i wieszać na drzewie huśtawkę z opony. I nawet jakby to wszystko mieli, to i tak każdy kolejny dzień byłby nową przygodą, byłby niesamowity, bo przecież...

u nich wiecznie się coś działo.


Nie umieli się zatrzymać. Osiągnęli stan spełnienia, za-do-wo-le-nia. Ale nie spokoju. Nie wyciszenia. Bo przecież serca wciąż gnały, wciąż wyrywały się do siebie. Ciała też wciąż reagowały na dotyk, drżeniem, szarpnięciami, jakby przed chwilą nie odpuściły kompletnie, nie poddały się w tej walce z kolejnym zajebistym orgazmem, najlepszym kurwa w życiu.
- Do kosmosu? - powtórzył po niej z uśmiechem - to w chuj bardzo - i znowu ją do siebie ciągnął, żeby oparła się na jego klacie, żeby znowu poczuć gdzieś na szyi jej ciepły, przyjemny oddech. Powiódł ciemnymi tęczówkami dookoła, ale zaraz zawiesił je na jej twarzy, na profilu, kiedy mu przytaknęła na temat zamieszkania w tej budce - pod oknem rozłożyłoby się gazetę do spania... - mruknął jej do ucha, bo kiedyś przecież po Emptiness krążyły takie plotki, że Noriega nie ma łóżka, tylko śpi na gazecie. Miał, całkiem wygodne swoją drogą, o czym Pilar też już się mogła przekonać. Zawiesił spojrzenie na tym biurku, z którego zrzucili chyba wszystko co się dało. Ale kto by się tym przejmował?
Oni się nie przejmowali, nawet jeśli jutro wystawią za nimi w Meksyku list gończy i będą ich ścigać za włamanie... do czyjegoś domu i budki ratownika - a wiesz gdzie jeszcze mam fajne biurko? - zapytał już zaczepnie przysuwając głowę do jej piersi, osadzając na niej ciepły oddech, zamruczał, kiedy szarpała go znowu za włosy, kiedy jej paznokcie sunęły po jego skórze - w Emptiness - to rzeczywiście było dziwne, że oni kochali się w takich odklejonych miejscach, a w jego klubie jeszcze nie. A przecież Madox często zaliczał laski w klubie... tylko może to właśnie było słowo klucz zaliczał laski, bo oni z Pilar weszli już chyba na jakiś inny poziom seksu. Nie kierowany tylko i wyłącznie tym, żeby się zaspokoić, w tej jednej,

dzikiej, ulotnej chwili.


Tylko tym, żeby przekroczyć jakąś kolejną granicę, żeby wspiąć się na coraz to nowsze wyżyny rozkoszy. Za każdym razem wyżej. Za każdym razem inaczej. Nie tylko fizycznie, ale... jakoś inaczej się to osadzało w głowie. Odciskało na umyśle jakieś inne piętno.
Teraz też Madox jeszcze tak do końca nie mógł się skupić na jej słowach, zaciągając się mocno w płuca jej zapachem. Przytulając do niej. Dopiero kiedy powiedziała o tym problemie, to podniósł na nią spojrzenie. Zmarszczył brwi, bo wiecznie te problemy… Ale zaraz parsknął śmiechem, szczerze, intensywnie, aż mogła to na sobie poczuć.
- Rozpalę ci ognisko na plaży, a kocioł pożyczysz od karlicy czarownicy - pokazał jej czubek języka, a zaraz znowu się uśmiechnął, znowu do niej szarpnął. I już chciał złożyć na jej pełnych, gorących wargach kolejny pocałunek, ale wtedy powiedziała to, że chce sprzedać mieszkanie, uniósł jedną brew, spoważniał nieco. Bo już o tym rozmawiali, i powiedział jej, że jeśli chce je zostawić to, to nie jest problem. Przez chwilę chciał jej to powtórzyć, że przecież może je zostawić, a mieszkać u niego, mieszkać z nim. U nich.
Klatka piersiowa uniosła mu się mocniej, kiedy nabrał powietrze w płuca, mogła tu czuć na ręce zawieszonej przy jego torsie, kiedy przekładała w palcach jego łańcuszki.
- Okej - powiedział spokojnie, a kiedy szarpnęła za łańcuch (wściekły pies na łańcuchu, woof woof, sorry ;p), to zaraz pochylał do niej głowę, żeby ją zaczepić, żeby szczypnąć zębami skórę na jej dłoni, w której trzymała złote medaliki (pewnie ten z sutkiem też, lol) - jak chcesz, i tak tam nie wrócisz - podniósł na nią spojrzenie, na jej piękne, błyszczące oczy. A na jej kolejne słowa sięgnął do jej policzka, żeby ułożyć na nim palce, zgarnąć z niego jej kudły, które lepiły im się do skóry - też już przyzwyczaiłem się do tego, że zanim się położę to mam rozgrzebaną pościel i wygrzaną poduszkę - znowu sobie żartował, ale przecież Madox wiecznie to robił. Jak nie wyrzucał z siebie słów, które leżały mu gdzieś na sercu, na dnie duszy, albo cisnęły w wątrobę, po prostu, wyznając jej miłość, to... żartował. To obracał wszystko w te swoje żarciki, ale prawda jest taka, że on też nie chciał... Nie potrafiłby już żyć bez niej. Nie pozwoliłby jej się wyprowadzić, zacznijmy od tego. A gdyby się uparła, że to zrobi, to chyba poszedłby za nią i naprawdę spał na wycieraczce póki by się nad nim nie zlitowała. Ułożył rękę na jej szyi, a ciemne oczy przesunęły się po jej piersi, ale zaraz znowu odszukały jej spojrzenie - zawsze chciałem - powiedział spokojnie, bo to też jest fakt, że on wtedy kiedy proponował jej wprowadzenie się do siebie, to wcale nie z myślą, że to będzie na chwilę. Bo Madox się nigdy nie bał... Kolejnych kroków. Przekraczania granic. Tego, żeby zawalczyć o nich. Chociaż czasem przecież nie powinni.

Nie powinni się widywać.
Nie powinni być razem.

Ale byli.

Przeciwko całemu światu.


Zaraz westchnął ciężko odchylając do tyłu głowę.
- Wywalimy Richa i Rosę? Ale z drugiej strony... to jakbyśmy chcieli gdzieś jechać, to zawsze ma kto zostać z Sombrą - stwierdził, a zaraz zerknął na zegarek na nadgarstku - kurwa... - wyrwało mu się i już przekręcał rękę, żeby pokazać go Pilar. Dochodziła czwarta. Muzyka w tle też jakby ucichał. Nawet nie wiadomo kiedy. Madox kompletnie nie zdawał sobie sprawy z tego, jak ten czas im tutaj zleciał...
Nie no zdawał sobie sprawę, spędzili go kurewsko przyjemnie.

siempre te quise ⋆.ೃ࿔🌸*:・
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i ciuchów nie mają, jak coś
Całe życie trwała w przekonaniu, że była narwanym człowiekiem. Kimś, kto miał problem z cierpliwością. Wszędzie musiała być pierwsza, zawsze wszystko wiedzieć na już, teraz, natychmiast. Nie lubiła czekać na właściwy moment, bo ona chciała, żeby on już trwał.
Myślała, że jest impulsywna.
Do momentu aż nie poznała Madoxa.
Dopiero on pokazał jej, że dało się jeszcze bardziej. Że przy nim, Pilar tak naprawdę szczyciła się chłodną głową i była osobą, która musiała ich powstrzymywać przed zrobieniem czegoś głupiego. Czasami z różnym skutkiem, ale jednak była w tym wszystkim głosem rozsądku. To ona jego uczyła c i e r p l i w o ś c i. Tego, żeby na moment zatrzymać się, zastanowić i jeszcze raz wszystko przeanalizować. Rozważyć więcej niż jeden scenariusz, bo tego akurat nauczyła ją praca w policji — zawsze coś mogło się wyjebać. A kiedy człowiek miał na wszystko alternatywę, mógł lepiej reagować. By gotowym. Chociaż przecież on sam potrafił brać ją z zaskoczenia, jak chociażby na plaży, kiedy po raz pierwszy się jej oświadczył, pierścionkiem, który ukradł własnej matce. Jak ten łobuz, którym zawsze zarzekał się, że był za dzieciaka.
Teraz leżąc w jego ramionach doskonale zdawała sobie sprawę, czego mogła się spodziewać. Że zaraz mógł zerwać się z miejsca i chcieć się z nią żenić tu i teraz. Nauczył ją swojego narwaństwa. A ona nauczyła je tonować. I chyba… wychodziło im całkiem nieźle? Znajdowali w tym wszystkim złoty środek i zamiast nawijać o braniu ślubu i szukaniu Jezusa tu i teraz, rozprawiali o zamieszkaniu w niewielkim, drewnianym domku, w którym nie było nawet miejsca na łóżko.
W sumie to po co nam łóżko? — spojrzała na niego z pełną powagą, chociaż jakby się bliżej przyjrzeć, mógł od razu zobaczyć, że w oczach chowało się rozbawienie. — Przecież prawda jest taka, że jakbyśmy tu zamieszkali, to całe noce spędziliśmy na tej imprezie, a odsypiali w ciągu dnia pewnie na plaży pod jednym z leżaczków. Nawet gazet nie trzeba — wzruszyła ramionami. Niby były to niewinne żarty, tak sobie tylko gadali, ale prawda była taka, że nawet gdyby faktycznie mieli to zrobić, żadne z nich nie miałoby problemu. Niesamowite było to, jak łatwo dostosowywali się do sytuacji. Oboje. Kompletnie nieistotne było dla nich gdzie spali, co mieli na sobie, czy gdzie właściwie los ich zaprowadzi. Kurwa, przecież oni ani razy przez te trzy dni nie spali w wynajętym przez Pilar domu. Ani. Razu. I pewnie tego nie zrobią, bo za kilka godzin musieli wracać do szarego Toronto.
Przewróciła oczami na jego uwagę o biurku, zaciskając mocniej palce na łańcuszkach i szarpiąc je mocniej w swoją stronę.
Chcesz mnie przelecieć na swoim biurku w robocie, Noriega? — prychnęła, zawieszając na nim ciemne tęczówki. — Tyle się już znamy, a tobie dalej nie udało się mnie zaprosić na górę, co — zaczepiła go, z pełną premedytacją przywołując te wszystkie razy, kiedy bywała w Emptiness jeszcze grubo przed Medellin, kiedy za każdym razem, gdy chciała od niego informacje, on proponował jej igraszki na piętrze, zapraszał, podjudzał, wszystko bez skutku. I może dobrze? Jeszcze wtedy zostałaby po prostu kolejną laską, która zaliczył, a dla Pilar byłby maksymalnie dwoma razami, o których i tak musiałaby zapomnieć. Najwidoczniej tak właśnie miało być.
Tak samo jak to, żeby w końcu się do niego przeprowadziła. Na stałe. Nie na kilka dni, na próbę i zobaczymy jak to będzie — pełnoprawnie przeprowadziła ze wszystkimi rzeczami, nie dając sobie już miejsca na wieczne uciekanie. Wiedziała doskonale, jakie konsekwencje mogły za tym iść, ale z drugiej strony… kurwa przecież ich relacja i tak już nie miała prawa być w tajemnicy. Spróbowali. Polegli. Zostało im teraz uszycie pod to odpowiedniej narracji. On będzie musiał zasłaniać się tym, że wyciąga z niej informacje i tylko udaje, że się w niej zajebał przed półświatkiem, a ona, że dzięki temu ma więcej zwrotek dla policji.
I dostanę swoje klucze? — wyszczerzyła się, jakby to była najważniejsza rzecz w całej przeprowadzce: jej własny plik kluczy, specjalnie dorobiony, a nie odziedziczony po jakieś Srebbie. Z kluczami nie tylko do mieszkania, ale też do piwnicy i śmietnika. Chciała wszystko. A do tego… — Kurwa, musimy na lotnisku kupić jakiś zajebisty breloczek — kolejna zajebiście ważna rzecz, której Stewart potrzebowała w życiu. Chuj z półświatkiem, chuj z problemami — ona musiała mieć fajny breloczek do nowych kluczy. Z jednej strony pojebane, a z drugiej… piękne było to łapanie się małych rzeczy. Cieszenia z nich. Szczęście w końcu nie leżało tylko w wielkich gestach i niesamowitych rzeczach, a właśnie składały się na nie same pierdoły niekiedy. Breloczki, klucze, jego uśmiech i obłędnie gorące ciało, po którym nie potrafiła przestać błądzić dłońmi, podczas gdy on nawijał o Rosie i Riczim.
A komu oni przeszkadzają? — spytała szczerze, wzruszając ramionami. — Przynajmniej mamy na chacie zaserwowane zajebiste jedzenie i do tego nielimitowany bank tabletek w postaci recept od Roski w razie potrzeby — żyć nie umierać. Czego oni mogli więcej potrzebować do szczęścia? Roska i Riczi przynajmniej się na coś przydawali, nie to co kuzynka Madoxa, która przyszła jednego dnia, a zaraz potem zniknęła, albo Debbie, która zaśmiecała jedynie kosz na pranie swoimi majtkami. Akurat z małżeństwem Martinez nie miała żadnego problemu. Poza tym, z kim ona będzie pochłaniać całe tabliczki Toblerone, jak nie z Ricardo? Przecież on był jej partner in crime.
I może nawet powiedziałaby o tym Madoxowi, ale wtedy on zerwał się niespodziewanie i przeraził godziną na zegarku. Nachyliła się w stronę niewielkiej planszy ze wskazówkami i tylko zaśmiała.
A co ty myślałeś? — pokręciła głową z niedowierzaniem. — Że tooo wszystko — wskazała gestem ręki cały pokój, mając oczywiście na myśli wszystko, co w nim zrobili. — To trwało jakieś pięć minut? — pomimo tego, że na tym haju mogło im się tak wydawać, pewnie spędzili tu grubo ponad godzinę w samym domku, a co dopiero wszystko pozostałe co działo się na imprezie i samej plaży. — Dobra, sinvergüenza, trzeba się zbierać i może załapiemy się jeszcze na wschód słońca z molo — oznajmiła nazywając go łobuzem, po czym n i e c h ę t n i e się z niego podniosła. Nogi miała ciężkie, a zakwasy dosłownie wszędzie. Wszystko ją bolało. Pamiętało każdą jedną chwilę uniesienia. I jej głowa również, dlatego na samo wspomnienie przez jej ciało przeszedł dreszcz. Lekko chwiejnie ruszyła przez pokój w stronę czerwonej sukienki. Chyba pierwszy raz jakiś jej ciuch skończył w jednym kawałku, po tym, jak ściągał go Madox. Progres. Zapięła stanik, zarzuciła na siebie czerwony łaszek, a zaraz jej brązowe spojrzenie zawiesiło się na Noriedze.
Masz moje majtki?

Madito diablito :pilar2:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”