ODPOWIEDZ
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zerkał na nią z ukosa, kiedy szukała w radio czegoś innego niż świąteczne piosenki, Madox w samochodzie zawsze odpalał muzykę z telefonu, ale dzisiaj nawet nie miał telefonu. Kiedy puściła coś normalnego, to zaczął palcami uderzać w kierownicę w rytm, bo przecież Noriega, to nie za bardzo umiał usiedzieć w miejscu, nawet w samochodzie. Ciekawe jak mu to wyjdzie podczas ich poważnej rozmowy, może jakoś się uda?
- Na stacji powiedzieli mi, że się wygrywa, że można nawet wygrać samochód - powiedział takim tonem, jakby rzeczywiście w to wierzył, ale trochę tak było, bo on miał farta do takich losów. Zawsze coś wygrywał, kolejne piwo, kolejny hot-dog, co prawda samochodu jeszcze mu się nie udało, ale może dzisiaj?
Znowu, po raz chyba setny, strzelił oczami w sufit, kiedy kazała mu się zachowywać. No przecież on dzisiaj był taki wyjątkowo grzeczny. Chociaż kiedy powiedziała o tym wlepieniu mu mandatu, to zaraz jego myśli były zupełnie niegrzeczne. Zawiesił ciemne tęczówki na jej twarzy.
- Proszę mnie skuć detektyw Stewart, najlepiej w tym swoim mundurku - puścił do niej zaczepnie oczko. Wiadomo było o czym on sobie pomyśli, bo chociaż ta ich zabawa z taśmą w pewnym momencie go tak drażniła, to jednak... wspominał ją miło.
Kiedy ona patrzyła na telefon, to on zerkał na drogę, cały czas zerkał, żeby nie było, chociaż akurat ulice Toronto znał na pamięć, mógł nimi jeździć z zamkniętymi oczami. Dopiero to jej o kurwa, sprawiło, że przeniósł na nią wzrok, ale właściwie już byli tak niedaleko jej mieszkania, że spokojnie mógł trochę zwolnić, kiedy wjechał w jakaś boczną uliczkę.
- Kolacja w ciemności? - powtórzył po niej i uniósł jedną brew - to nie będziemy widzieć co jemy? - zapytał marszcząc brwi, bo Madox lubił jeść, ale lubił też... widzieć co je? A jak mu dadzą coś dziwnego? Jakąś wątróbkę? Aż nim wzdrygnęło na samą myśl.
Słuchał Pilar, kiedy bla bla bla, czytała opis, i jeden kącik jego ust drgnął do góry. Rozbrajała go. Właściwie to nawet jej nie słuchał za bardzo, tylko się na nią patrzył, a kiedy powiedziała to zajebiście, że nie będą się musieli martwić, że ktoś ich zobaczy razem, to uniósł jedną brew.
- To teraz będziemy chodzić na kolacje w ciemności? Na... randki w ciemności? A może potajemne? - zapytał, ale dla niego to nieważne na jakie, ważne, żeby ją widzieć. Chociaż... na takiej kolacji w ciemności, to przecież nie będzie jej widział. Ale będzie mógł robić inne rzeczy. Aż się zastanowił jak to może wyglądać, a wyobraźnia oczywiście zaczęła działać.
- Zastanowię się - rzucił na te jej słowa, czy będzie chciał ją zabrać na tę kolację. A kogo miał zabrać? Jamie może?
Zaraz jednak okazało się, że to Pilar musi się zastanowić, czy zabierze jego, na co Madox parsknął krótko śmiechem.
- No tak... jest konkurencja w postaci... - tak, miał powiedzieć, że Galena Wyatta, ale w porę ugryzł się w język, całe szczęście, bo potem już ten należący do Stewart sunął po jego szyi. Przechylił na bok głowę, a zanim jeszcze skończyła, to sięgnął do niej ręką, do jej pasa. Dobrze, że Madox miał podzielną uwagę, bo kiedy parkował pod jej kamienicą, to w tym samym czasie szarpnął ją do siebie za kurtkę. Mocno, tak, że już po chwili wylądowała na jego kolanach. Przesunął ręką po jej udzie. W tej jej Toyocie nie było za dużo miejsca, więc kiedy Madox się szarpnął, żeby do niej wyrwać, żeby wpić się agresywnie w jej pełne, ciepłe wargi, to musiała czuć jak kierownica wbija jej się w bok. Noriega przyciągnął ją do siebie jeszcze bardziej opierając palce na jej policzku, przesuwając na jej kark.
- Myślisz, że kolacja w ciemności będzie caliente? - wyszeptał jej prosto w usta, które zaraz znowu pocałował, tak, że poczuł na języku smak jej krwi. Może nawet by się wcale od niej nie oderwał, bo nie chciał, bo on już też myślał tylko o tym, żeby sunąć palcami po jej gorącej skórze, żeby całować jej pełne usta, jej szyję, patrzeć w te piękne, czekoladowe oczy...
Tylko, że zadzwonił jej telefon, gdzieś miedzy nimi, w jej kurtce, i Madox otworzył drzwi, żeby jednak wysiedli z auta.
Zrobili to.
A kiedy Pilar grzebała po kieszeniach za telefonem, to Madox nawet sięgnął po zakupy, które wyzbierał z tylnej kanapy, bo chyba jednak to on był tragicznym kierowcą. Kto dzwonił do Stewart? Oczywiście Galen Wyatt, oddzwaniał, po tym jak ona zadzwoniła do niego, bo go pomyliła z właścicielką mieszkania.
Madox zamknął kolanem drzwiczki, a potem nacisnął na kluczyk, żeby zamknąć auto. Poprawił sobie torbę z zakupami i zerknął na Pilar.
Nie wiedział kto dzwoni, i nawet chyba nie chciał pytać, bo to przecież już wywołało między nimi jedną kłótnię. Teraz mieli już poważnie rozmawiać. Nie o Galenie, o nich.
- Daj mi klucze i odbierz, może to znowu właścicielka - rzucił, kiedy już znalazł się obok niej, z tymi zakupami, które musiał podtrzymywać od spodu, bo nie ufał tej papierowej torbie, zważając na to, że była wypchana po brzegi, a butelki były dość ciężkie.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kolacja w ciemności brzmiała… interesująco.
Chociaż jak jeszcze fakt, że nie będą się mogli widzieć, faktycznie działał na zmysły i nawet na wyobraźnie — bo Pilar już odbiegała myślami do wszystkich ciekawych rzeczy, jakie mogli tam robić — to jednak wizja jedzenia w ciemno już wcale jej nie ekscytowała. Stewart kochała jedzenie i raczej wciągała wszystko, co przed nią lądowało, jednak było kilka takich pozycji w menu, których unikała jak ognia. Głównie takich, które na okrągło i do porzygu wciskali jej w bidulu w kolosalnych ilościach, jak na przykład przeklętą wątróbkę czy brukselkę, na której samo wspomnienie aż bolał ją brzuch. Chociaż z drugiej strony, kto normalny serwuje na ekskluzywnej kolacji wątróbkę? Bogaci ludzie jadali takie rzeczy? Raczej kojarzyły się jej z jedzeniem dla biedaków albo właśnie dzieci z sierocińca. Może tam podadzą im jakieś fikuśne mięsko z kawiorem?
Poszukiwanie odpowiedzi na te nurtujące pytania musiało jednak zejść na drugi plan, bo po chwili Pilar już suneła językiem wzdłuż szyi Madoxa, pozostawiając po sobie nie tylko mokre ślady ale i gęsią skórkę, która zebrała się pod wpływem przyjemnego dotyku. Nawet komentarz o konkurencji puściła mimo uszu, zajmując się przygryzaniem jego skóry, a zaraz potem ucha.
Zakręciła się na tym punkcie do tego stopnia, że nawet nie zauważyła, że Noriega już parkował za jej blokiem. Dopiero kiedy dźwięk odpinanego przez niego pasa przeciął powietrze, Pilar odsunęła się nieznacznie, by się rozejrzeć.
Już jeste… — nie dokończyła. Tylko tyle zdążyła z siebie wyrzucić, nim szarpnął ją do siebie tak mocno, że nawet gdyby chciała, nie byłaby w stanie pozostać na miejscu pasażera. Z impetem wylądowała na jego kolanach, a przyjemny, znajomy zapach w sekundę otulił jej zmysły.
Madox — rzuciła cicho, próbując przekonać samą siebie, że przecież nie powinni, że mieli coś o wiele ważniejszego do roboty. Tylko problem w tym, że kiedy on był blisko, kiedy sunął dłonią po jej udzie, z głowy Pilar znikało absolutnie wszystko dookoła. A już na pewno trzeźwe myślenie. Może dlatego bez większego zawahania zacisnęła na nim nogi, drżąc pod przyjemnym dotykiem, a już po chwili odwzajemniała pocałunek z równie mocną zachłannością. Smakowała go w ten najbardziej rozgrzewający sposób, w międzyczasie wprawiając biodra w ruch. Ani trochę nie przeszkadzała jej wbijająca się w plecy kierownica i to przypadkowe trąbnięcie, które wybrzmiało z samochodu, gdy Madox się do niej docisnął.
Wszystko z tobą jest caliente — mruknęła prosto w jego usta, które zaraz potem agresywnie pocałowała. Zwinnym ruchem odpięła zamek zimowej kurtki, która miał na sobie, a następnie wcisnęła dłonie pod białą pomazaną koszulkę. Jego ciało było jak zwykle gorące, paliło palce, kiedy sunęła nimi wzdłuż jego torsu, drapiąc i szczypiąc skórę. I pewnie zrobiłaby o wiele więcej, gdy telefon w jej kieszeni nie zawibrował energicznie. Aż jęknęła z niezadowolenia, kiedy Noriega oderwał się od niej i otworzył drzwi. — Nie… — spróbowała, szepcząc mu jeszcze przy uchu, łudząc się, że może mogli tu zostać jeszcze maleńką, krótką chwile, tylko on już przekręcał kolana, żeby ułatwić jej wyjście. Westchnęła zawiedziona i wywlokła się z samochodu.
Podczas gdy Noriega zabrał się za zakupy, Pilar wygrzebała z kieszeni komórkę i spojrzała na wyświetlacz. Galen Wyatt. Serce zabiło mocniej, a brzuch zacisnął się nieprzyjemnie, tylko Stewart już sama nie wiedziała, czy to na widok twarzy Galena na telefonie, czy może z faktu, że to znowu mogło sprawić, że zrobi się nieprzyjemnie. Tylko tutaj trzymanie rzeczy w tajemnicy chyba wcale nie wychodziło im na dobre. Podniosła spojrzenie na Noriegę.
Wyatt oddzwania — powiedziała krótko, bez większych emocji, po czym pokazała mu wyświetlacz, a następnie na jego oczach wcisnęła wielką, czerwoną słuchawkę. — Może się pierdolić — dodała pewnie, zaglądając mu głęboko w oczy. Nie miała zamiaru pozwolić, żeby Galen znowu stanął pomiędzy nimi. I jasne, Madox mógł się wkurwić, ale Pilar zrobiła to tylko i wyłącznie dlatego, żeby wiedział, że wtedy mówiła poważnie. — Sólo tu Tylko ty, przypomniała mu, podchodząc bliżej i składając na jego ustach przelotny pocałunek, nim zwinnie go wyminęła i poszła otworzyć drzwi do klatki. NIe miałą zamiaru odbierać dzisiaj już żadnych telefonów. Mógł do niej dzwonić sam premier Kanady, a ona i by nie odebrała. Kiedy szli po schodach, włączyła nawet tryb samolotowy i wcisnęła go głęboko do kieszeni.
Mieszkanie Pilar nie było jakieś przesadnie przestronne, jednak zdecydowanie przytulne — dużo zieleni w postaci roślinek, regały z książkami i niewielka kuchnia, akurat idealna do gotowania ryżu.
Postaw tą torbę na blacie i rozgość się — poinstruowała, zrzucając kurtkę i ciskając klucze do niewielkiego koszyczka przy lustrze. — Ja poszukam apteczki — bo przecież nie zapomniała o jego ranie, którą trzeba było opatrzyć, i która już zapewne kompletnie rozlała się na pomazanej koszulce.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wywrócił oczami, kiedy wypowiedziała jego imię. Zawsze to Madox z jej ust brzmiało mu tak dobrze, ale dzisiaj nie do końca, dzisiaj miało w sobie jakieś takie zaprzeczenie.
Może dlatego on zaraz zachłannie te jej usta całował, żeby już nie mogła mu odmówić. A kiedy zacisnęła na nim uda, to wbił mocniej palce w materiał jej spodni, jeszcze ją do siebie przyciągając. Jego palce wylądowały już na jej rozgrzanym brzuchu, sunęły powoli w górę. Jego wcale nie obchodziło czy powinni, czy mieli ważniejsze rzeczy do roboty. Rozmowy mogły poczekać, nawet te ważne. Zwłaszcza, kiedy Pilar wypowiedziała te słowa, że wszystko z tobą jest caliente. I z nią też było. Stewart była gorąca, do tego stopnia, że kiedy odsunęła mu kurtkę, kiedy wsunęła palce pod jego koszulkę, zimne opuszki sunęły po jego gorącej skórze, robiąc na niej nowe, kolejne, czerwone pręgi, to Madox aż zamruczał w jej usta. Ułożył dłonie na jej żebrach, palcami hacząc o materiał stanika. On już go dzisiaj tyle razy dotknął, chciał go zo-ba-czyć.
Tylko, że w tej chwili to wcale nie było mu dane, bo zadzwonił telefon, a już wiemy jakie telefony dla Stewart są ważne. Odsunął się od niej zjeżdżając rękami po jej brzuchu, na biodra, chociaż to jej nie, sprawiło, że jeszcze przez moment się zawahał.
- Más tarde - później, szepnął jej do ucha i tym razem on szczypnął zębami jego płatek, a już później rzeczywiście się przekręcił, żeby było jej łatwiej wyjść.
Dopiero kiedy padło to zdanie Wyatt oddzwania, to Madox obejrzał się na Pilar, momentalnie się spiął, chociaż nie chciał dać nic po sobie poznać.
- Od... - zaczął, może chciał powiedzieć, żeby odebrała? Albo, żeby się odpierdolił? Ale Pilar zrobiła to za niego, a do tego jeszcze nacisnęła czerwoną słuchawkę.
- A jak chodziło o kontenery? Może ja odbiorę? Następnym razem - rzucił, on też patrzył jej jakoś wyzywająco w oczy, te piękne, brązowe, błyszczące w świetle latarni, którą Madox miał za plecami. Chociaż faktycznie trochę mu ulżyło. Kurewsko mu ulżyło, bo jakby jeszcze raz przy nim odebrała ten telefon od Galena, to chyba by go osobiście rozwalił. Najpierw telefon, a potem Wyatta, albo odwrotnie?
Kąciki jego ust drgnęły ku górze, kiedy powiedziała to tylko Ty, bo on naprawdę chciał, żeby był tylko on. Tak jak tylko ona była dla niego ważna. Wszystko inne schodziło na dalszy plan. Nie mógł jej chwycić, kiedy musnęła jego usta swoimi, gorącymi i słodkimi, chociaż nie, dzisiaj miały ten dziki metaliczny posmak. A on i tak jeszcze ugryzł ją w dolną wargę, zanim się odsunęła.
Kiedy weszli do jej mieszkania, to Madox od drzwi już się rozglądał, bo jakby powiedzieć, że nie był go ciekawy, to jakby skłamać. Był. Bardzo.
Wszedł za nią do środka i postawił torbę tam gdzie mu kazała, oczywiście odwracając się, rozejrzał się po kuchni, zerknął na lodówkę, na której miał naklejkę z Kolumbii. On też znalazł jakąś z tych z napisem paciente valiente w swoim bagażu, miał ją na lustrze w korytarzu. Bo w zasadzie Madox do lodówki zaglądał rzadko, jadł częściej na mieście, a teraz i tak trzymał tam maść od ciotki.
Zdjął kurtkę i rzucił ją na wieszak, buty też, kopnął je gdzieś pod ścianę w korytarzu, oczywiście po drodze się rozglądał, nawet dotknął jakiegoś kwiatka, widać, że Pilar miała do nich rękę. Ostatni kwiatek Noriegi, kaktus, zginął śmiercią tragiczną. Biedaczysko, zdeptany i sponiewierany.
- Gdzie masz szklanki? - zapytał, kiedy już wrócił do kuchni, a ona wciąż szukała apteczki. Chociaż Madox sam zajrzał do jakiejś pierwszej lepszej kuchennej szafki, na czuja, i oczywiście trafił na szklanki do drinków. Sięgnął po ścierkę i przetarł szkło, jakieś przyzwyczajenie barmana. A potem jeszcze bez żadnego zupełnie skrępowania zajrzał do lodówki. Rzeczywiście stał tam ugotowany ryż, ale na ładnym spodku leżała też trochę obeschnięta cytryna i pół limonki. Świetnie.
Zanim jeszcze Pilar wróciła to Noriega zarzucił sobie jej kraciastą ściereczkę na ramię, a do ciężkich szklanek na drinki nalał... No dobra, najpierw do jednej nalał tego rumu, wypił, ale był ohydny, aż zmarszczył nos i go otrzepało. Finalnie zalał szklanki do połowy whisky, dopełnił colą i ozdobił półplasterkiem limonki. Chociaż whisky z limonką to jakieś egzotyczne połączenie, ale Madox przecież takie lubił, zwłaszcza, że on już zaraz to ten swój plasterek limonki pakował sobie do ust krzywiąc się przy tym, w momencie w którym Stewart weszła do kuchni.
Może wyglądało jakby go bolał brzuszek? Rana na boku oczywiście, ale w zasadzie to nie czuł jej za bardzo, trochę go ciągnęła, chociaż jak zerknął na dół to koszulkę miał już całą upierdoloną. Kiedy spojrzała na niego dziwnie, to pokazał jej język z tą limonką. Oparł się o przeciwną stronę lady i sięgnął do jej nadgarstka, żeby zacisnąć na nim palce, kiedy odkładała rzeczy na blat.
- Pilar… może najpierw pogadajmy? Bo wiesz jak to się skończy, jak będziesz mnie opatrywała - jego ciemne tęczówki spoczęły na jej pięknych, czekoladowych oczach. Oboje wiedzieli.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na pewno nie chodziło o kontenery. Może gdyby sama niepotrzebnie do niego nie zadzwoniła, a on nie oddzwaniał, a dzownił sam z siebie, faktycznie by się zastanowiła. Zerwała właśnie tak, jak wtedy przy choince. Tylko że tu nie było co gdybać, bo Galen po prostu zobaczył nieodebrane połączenie i oddzwaniał, i pewnie będzie musiała się mu z tego wytłumaczyć. To jednak był już problem jutra, który z czystym sumieniem zepchnęła na dalszy plan. Już i tak dzisiaj wystarczająco musiała się ze wszystkiego tłumaczyć Noriedze. I kto wie, czy jeszcze nie będzie musiała?
Na razie to i tak biegała po domu i szukała apteczki, której za nic nie mogła znaleźć. A przecież ją miała. I nawet używała całkiem niedawno, kiedy przecięła sobie palec przy otwieraniu słoika z ogórkami, próbując go podważyć. Słyszała, jak Madox krzyczy coś o szklankach i może nawet by mu odpowiedziała, ale już po chwili usłyszała dźwięk obijanego szkła. Zaradny chłopak, pewnie już znalazł. Poza tym, to wcale nie mogło być takie trudne, biorąc pod uwagę, że kuchnia Pilar była dość… mała. Można nawet rzec: dostosowana do jej potrzeb.
Apteczkę znalazła dopiero w niewielkiej komodzie zaraz obok telewizora. Wróciła do kuchni i cisnęła nią na blat, przy okazji przyglądając się skwaszonej minie Madoxa. — Aż tak ci się tu nie podoba? — uniosła w górę jedną brew, tylko wtedy on wystawił język z limonką i wszystko nabrało większego sensu. Przez moment miała ochotę podejść do niego i zgarnąć mu ją z ust w czułym, kwaśnym pocałunku. Mógł to nawet zauważyć w spojrzeniu Stewart, które zawiesiła na jego ustach. Dopiero na wspomnienie rozmowy przywołała się do porządku i wyprostowała.
Tak bardzo nie możesz się doczekać? — prychnęła, przewracając oczami, chociaż faktycznie zaczęła rozważać, czy jego słowa nie miały faktycznie sensu. Tylko wtedy zjadała spojrzeniem na jego koszulkę. A dokładniej ogromną plamę, która zamazała już pół twarzy mikołaja. — Nie no jak? Popatrz na to — przeszła na jego stronę blatu i naciągnęła materiał koszulki, żeby i Noriega mógł się lepiej przyjrzeć. Trzeba było to zmienić teraz. Poza tym, Pilar nie miała zamiaru ryzykować, że jeśli ich rozmowa poszłaby w złym kierunku, a Madox wyszedł, trzaskając drzwiami, to nikt mu tego opatrunku finalnie nie zmieni.
Przesunęła czerwone pudełko na brzeg, robiąc nieco więcej miejsca, a następnie to samo zrobiła z drinkami, które przygotował.
Wskakuj tu — zarządziła, klepiąc chłodny blat. Dopóki nie będzie siedzieć na nim okrakiem, może nawet uda im się szybko uporać ze zmianą opatrunku. — No już — ponagliła go, a kiedy Madox w końcu usiadł na ladzie, Pilar zwinnie wcisnęła się między jego nogi. — QuítateloŚciągaj to, poprosiła, a potem sama zacisnęła palce na materiale bluzki i powoli przeciągnęła w górę. Oczywiście nie byłaby sobą, gdyby przy okazji nie przesunęła opuszkami po rozgrzanej skórze na całej długości. Aż westchnęła głośno, kiedy został przed nią nagi do pasa. Kurwa, może faktycznie to nie był najlepszy pomysł?
Zanim jednak zabrała się za cokolwiek, przytrzymała się jego uda i sięgnęła po szklankę z alkoholem, którą przygotował i… wyzerowała ją do zera. Ten dzień był ciężki pod tak wieloma względami, że już dłużej nie mogła go brać na trzeźwo. Przez moment rozważała nawet, żeby zabrać się i za jego szklankę, ale finalnie skupiła się na ranie.
Jezu, wszystko ci przesiąknęło — skrzywiła się, przesuwając palcami po czerwonym od krwi gaziku. Nachyliła się bliżej, żeby lepiej widzieć, a w następnej chwili już ostrożnie odklejała białe plasterki razem z bandażami. — Kurwa, kiedy ty to tak rozjebałeś? — uniosła spojrzenie do ciemnych oczu, przyglądając mu się z wyrzutem. Powinien o wiele bardziej uważać, jeśli chciał, by wszystko dobrze się zagoiło. Z takimi ranami cholernie łatwo było o zakażenie albo jeszcze gorsze powikłania, szczególnie biorąc pod uwagę, że szew też nie był za bardzo profesjonalny. — Bardzo cię boli? — delikatnie musnęła skórę dookoła, kręcąc palcami kółeczka dookoła rany nim zalała ją płynem dezynfekującym. Z pewnością nie było to przyjemne, ale na pewno mniej bolesne niż dwa dni temu, kiedy robiła to na podrażnionych tkankach. Niewielką ściereczką zabrała się za czyszczenie ubabranej od krwi skóry.
Wcześniej w aucie… — zaczęła spokojnie, ze wzrokiem intensywnie wbitym we własne dłonie i należytym skupieniem na czynności. — Chciałeś mi coś powiedzieć. Dowiem się w końcu co to było? — dopytała, odstawiając ubrudzoną ścierkę na bok, przy okazji łapiąc przelotnie jego spojrzenie. Może i sprawnie zmienili wtedy temat na Ivanka i chęć mordu, ale przecież Pilar wcale o tym nie zapomniała. Myślała o tym przez praktycznie całą resztę drogi, zastanawiając się, co to mogło być, skoro poprosił, żeby mu przypomniała.
Wiesz, że w końcu będziesz musiał pojechać z tym do szpitala? — zauważyła, przygotowując nowy gazik. Kiedy skóra w końcu będzie odpowiednio zrośnięta, ktoś będzie musiał zdjąć mu te szwy. — Przydałoby się, żeby to obejrzał ktoś, kto się zna.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy wróciła do kuchni, to Madox opierał się o ten jej ładny, kuchenny blat, żuł sobie ten plasterek limonki, krzywiąc się, chociaż na jej pytanie, czy mu się tutaj nie podoba, od razu pokręcił głową.
- Podoba mi się, jest bardzo... przytulnie - mruknął, ale zaraz jej pokazał limonkę na języku. Rzeczywiście mieszkanie Pilar miało w sobie coś takiego, czego brakowało w tym Madoxowym. Może to te kolory? Dużo czerwieni. Podobało mu się. Tak samo jak podobało mu się to, jak Stewart na niego patrzyła, chociaż zaraz on sam powiedział o tej ich poważnej rozmowie. Może mogliby ją odbębnić, mieć spokój i zająć się czymś innym? Byłoby świetnie.
Tylko ciekawe czy im tak świetnie pójdzie?
- Tak bardzo chcę mieć to już za sobą - rzucił, bo chciał. Bo to nie zapowiadało się na miłą, łatwą pogawędkę. Ale byli dorośli... poważni? No przynajmniej, powinni być, więc chyba dadzą sobie jakoś radę. Chociaż zaraz Pilar stała już po jego stronie blatu i rozciągała materiał jego koszulki, a Madox sięgnął po tego mazaka, którego miał w tylnej kieszeni spodni, najpierw chciał go dać Stewart mówiąc, żeby dorysowała tego blanta, ale zamiast tego, to on złapał skuwkę w zęby, a później tym mazakiem zrobił jakąś niezidentyfikowaną kreskę na jej nadgarstku. Czy ktoś mówił - dorośli, poważni ludzie?
To chyba pomylił adresy.
- Mieliśmy rysować - wybełkotał przez tą zatyczkę, którą trzymał w ustach, ale finalnie zamknął mazak i włożył go sobie za ucho - wyjebać ją, czy uprać? - zapytał i przejechał palcami po brudnym materiale. Kiedy kazała mu wskakiwać na blat to spojrzał na nią dziwnie, uniósł jedną brew.
- Wygodniej by było... - zaczął, ale wtedy Pilar go pośpieszyła, wywrócił oczami, ale oparła się o blat i podciągnął na niego - za wysoko - mruknął, ale kiedy stanęła między jego nogami, to zahaczył ją stopą przyciągając do siebie - ¿Jugamos órdenes hoy? - dzisiaj bawimy się w rozkazy?, uniósł jedną brew, ale nawet nie sięgnął do tej swojej koszuli. Zrobiła to za niego Pilar, a Madox tylko podniósł ręce pomagając jej przełożyć ją sobie przez głowę. On od razu wiedział, że to nie był najlepszy pomysł, a do tego wcale nie pomagał jej się skupić, bo kiedy ona się pochylała po szklankę i zerowała tego drinka, to on sunął sobie stopą po jej łydce, a później to już zaplótł obie ze sobą przyciskając ją do siebie jeszcze mocniej.
- Bo zapomniałem nakleić taśmę - powiedział na to jej wszystko ci przesiąknęło, przez chwilę chciał do niej sięgnąć, ale ona już taka skupiona znowu wpatrywała się w tę jego ranę, więc Madox odchylił się do tyłu i oparł ręce na chłodnym blacie - samo się rozjebało - no oczywiście, bo przecież Noriega to nawet tego nie ruszał, wszystko samo się zrobiło. Może jak mu się ten pas werżnął? Albo jak tarzali się w śniegu? Albo jak się bił z Ivankiem?
- To przez Ivanka, na pewno - powiedział, kiedy już patrzyła mu w oczy, musiało tak być. Na to jej pytanie, czy bardzo boli wzruszył tylko ramionami.
- A jak powiem, że tak, to co wtedy? - spojrzał na nią spod przymrużonych powiek, chociaż drgnął, kiedy tak dotykała tej skóry obok rany, mimo, że była delikatna. Delikatna Pilar. Ale Madox już wiedział, że potrafiła być też taka. On też powoli, delikatnie, przesunął nogą po jej łydce. Syknął krótko, kiedy wylała na ranę płyn do dezynfekcji. Chciał już coś powiedzieć, żeby jednak była delikatniejsza, ale Pilar odezwała się pierwsza i zapytała, co jej chciał powiedzieć. Madox przez chwilę milczał, wpatrywał się w jej dłonie na swojej ranie.
- Chciałem, żebyś jednak zrobiła ryż na kolację - sięgnął palcami do jej policzka, żeby zebrać z niego kilka niesfornych, czarnych kosmyków, przełożyć je jej przez ramię, które też musnął palcami. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy złapał jej spojrzenie, ale zaraz spoważniał, przecież nie mógł cały czas obracać wszystkiego w żart, zwłaszcza, że mieli poważnie porozmawiać. Oparł dłoń lekko na jej karku i już miał to powiedzieć, ale ona wtedy zaczęła, że będzie musiał pojechać z tym do szpitala.
- Pojadę - powiedział spokojnie. Chociaż Madox nienawidził szpitali, ale przecież już ostatnio był z tym wstrząsem mózgu. Na badaniach wyszło, że wszystko było okej, i jeszcze była załatwiła mu rezonans bez kolejki. Może teraz też go obejrzą bez kolejki? On na ostrym dyżurze powinien mieć już jakieś znajomości.
- Ale najpierw mnie posłuchaj - przesunął palcami na jej szyję, żeby podnieść jej głowę, spojrzeć w jej duże, piękne oczy - bardzo... - jednak chyba nie wiedział co jej chce powiedzieć, chociaż co to może wiedział, bardziej jak. Zastanowił się przez moment, sunąc opuszkami po gładkiej skórze na jej gardle.
- Chodzi o to, że bardzo mnie kręci, kiedy jesteś taka - aż nabrał powietrze w płuca. Bo o co mu chodziło? Narwana? Dzika?
- Kiedy stanęłaś w mojej obronie - wyjaśnił jej w końcu. Bo rzeczywiście to było dla Madoxa niespotykane, może nawet lepsze niż to, kiedy wyznawała mu miłość? Nie, nie lepsze, ale gdzieś na równi.
- Ale... - zaczął jednak i tym razem przesunął palce na jej pełne, gorące usta, bo znając ją, to zaraz mu zacznie przerywać, a nie chciał tego, póki w końcu tego z siebie nie wydusi - nie chcę, żebyś się za mnie podkładała - drugą ręką sięgnął do tego jej zasinionego policzka, na którym zebrał się piękny krwiak, przesunął po nim delikatnie szorstkimi opuszkami - bo to się kiedyś kurwa skończy gorzej i będzie chujowo - dość chujowo to określił? Nie zabrał jeszcze palców z jej warg, a ciemne tęczówki, wciąż intensywnie wpatrywały się w jej czekoladowe oczy.
- A ja nie jestem Galenem Wyattem, że musisz mnie ratować - wywrócił oczami, a jeden kącik jego ust uniósł się do góry - wiem co zaraz powiesz Pilar - to samo, co on jej powiedział po tym postrzale, że zrobiłby to sto razy, dla niej. Bo zrobiłby. I wiedział, że ona zrobiłaby to samo dla niego, a jednak gryzło go to gdzieś pod skórą.
- Ja wiem, że jakbyś chciała, to rozwaliłabyś Ivankowi łeb, bo jesteś... - nabrał powietrze w płuca, aż ten napis Medellin na jego brzuchu uniósł się do góry - najbardziej ogarniętą kobietą jaką znam, i pewnie rozwaliłabyś nawet Maddie - dopiero teraz wypuścił powietrze i pochylił się nad nią, żeby te palce z jej ust przesunąć na kark, żeby wpleść je w czarne, miękkie włosy. Spojrzał jej w oczy, z bliska.
- Ale musisz mi obiecać, że będziesz ostrożniejsza - trochę mało to było, ale co miał jej powiedzieć? Żeby mu obiecała, że będzie stała z boku i patrzyła? No chyba nie Stewart, jakoś sobie tego nie wyobrażał.
- Kiedy jesteś obok, to ja też tracę czujność, ale chyba powinniśmy nad tym popracować, może na jakimś treningu? Co o tym myślisz Pilar? - zapytał. Kto by w ogóle pomyślał, że Madox będzie coś takiego proponował? Kiedy on przecież miał w sobie jeszcze więcej chyba tego narwaństwa od niej. A jednak przy niej uczył się odrobinę... ogłady.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pilar też chciała mieć już to wszystko za sobą.
Przegadać najważniejsze kwestie, dojść do porozumienia i zapomnieć o wszystkim co złe — to był ten najbardziej optymistyczny scenariusz. I raczej poza ich zasięgiem. Nie, kiedy oni oboje mieli tak silne charaktery, byli równie narwani i wiecznie walczyli o swoje racje. Żadne z nich nie lubiło odpuszczać, więc jakim cudem oni mieli się dogadać? Najprościej byłoby nie gadać; zamieść wszystko pod dywan i odkrywać tylko raz na jakiś czas w razie potrzeby. Tylko to tak przecież nie działało, nie w ich sytuacji, nie kiedy na szali przepychały się ze sobą chęć do życia a desperacka potrzeba bycia razem.
I Ich zadaniem było to jakoś ze sobą połączyć.
Tylko jak, kiedy oni nawet nie zaczęli, a już rozpraszali się budującą napięcie fizycznością. Była wrażliwa na każdą jego zaczepkę; na to jak sunął stopą wzdłuż jej łydki, jak przyciągał ją bliżej i odsuwał niesforne kosmyki z twarzy, oczywiście przypadkiem muskając jej nagą skórę. Ona zaś próbowała się skupić. Zabawa z tak rozległymi ranami była wymagająca i nic z tego nie powinno leżeć w rękach kogoś, kto się kompletnie na tym nie znał. A jednak spinała się w sobie, ile tylko mogła, by odpowiednio odkazić i opatrzyć. Nawet posmarowała mu skórę dookoła jakąś maścią na zaczerwienienia.
Szło jej całkiem nieźle, do momentu, w którym z jego ust nie wypłynęło krótkie najpierw mnie posłuchaj, a jego palce nie szarpnęły brody ku górze. Odstawiła maść, przyglądając mu się uważnie.
Słuchała.
Z początku jej twarz była skupiona, jakby nie wiedziała, czego za bardzo powinna się spodziewać; następnie szybko przeszła w delikatny uśmiech, doprawiony charakterystycznym błyskiem w oku, kiedy mówił, że kręci go, gdy Stewart staje w jego obronie. Przez moment naprawde pomyślałą, że ta rozmowa mogłą być miła. Mogła. Bo zaraz potem przyszło słowo, które zawsze wszystko psuło: ale.
Aż się wyprostowała, nie wiedząc czego się spodziewać, a kiedy przesunął palce na jej usta, mogła się już tylko domyślać, że będzie to coś, co się jej nie spodoba. Że skoro wymagał od niej milczenia, to to był ten moment, w którym zaczynali poważną rozmowę i Madox był pierwszym, który postanowił zaprezentować swój warunek.
Warunek tak kurwa nie-do-rze-czny, że chociaż nie mogła mówić, zgromiła go wzrokiem do tego stopnia, że z pewnością poczuł to na plecach. Zwariował. Postradał kurwa zmysły, albo pozamieniał się mózgami z Ivankiem. Nie mogła tego słuchać. Aż rozchyliła usta, żeby chociaż spróbować się sprzeciwić, tylko on wtedy przyparł palcami jeszcze mocniej. Przez moment miała ochotę je strzepnąć, jednym uderzeniem zrzucić z siebie i wejść mu w pół słowa, jednak finalnie udało jej się przebrnąć przez ten wywód.
Co to znaczy, że mam się nie podkładać? — odezwała się w końcu, naprawdę starając się trzymać nerwy na wodzy. W końcu to miała być rozmowa a nie kłótnia. I z jej strony rozpoczęcie jej od kulturalnego pytania co to znaczy zamiast chyba cię popierdoliło już świadczył o postępie, który należało docenić, chociaż serce w piersi już przyspieszało niebezpiecznie. — Oczekujesz ode mnie, że będę bierna na twoją krzywdę? — dodała z wyrzutem, przyglądając mu się uważnie.
A ja kurwa jestem Galenem Wyattem, żeby mnie ratować? — ściągnęła brwi, mimowolnie i kompletnie niekontrolowanie zaciskając mocniej palce na jego udach. Gromadziło się w niej napięcie, które jakoś musiała uwolnić, jeśli nie chcieli mieć tutaj zaraz krzyków i walki, chociaż Madox wcale nie pomagał swoimi słowami.
Powiedział kurwa facet, który PODŁOŻYŁ się pod kulę — w tamtym momencie miała go za hipokrytę. Autentycznego, najprawdziwszego hipokrytę. To ona miała stać z boku i wszystkiemu się przyglądać, kiedy on walczył sam na gołe pięści? — Pod k u l ę, Madox, wiesz jakie to dopiero było durne? Więc kto jak kto, ale akurat ty nie masz prawa mówić o byciu ostrożniejszym, kiedy sam wyprawiasz takie głupoty. Nie możesz ode mnie oczekiwać, że będę stać z boku, kiedy ktoś okłada cię pięściami. Ja tak kurwa nie potrafię… — aż na sam koniec z jej gardła wyrwał się cichy jęk. Bo przecież ona właśnie taka była; działała, robiła, nie pozostawała bierna na cudzą krzywdę, a już na pewno nie, kiedy w grę wchodził ktoś, kogo kochała. I nawet gdyby chciała, nie potrafiłaby. Bo kurwa jak?
Uniosła dłoń do jego karku, przesuwając opuszkami po nagiej skórze. Zaciągnęła się znajomym zapachem, pozwoliła mu nieco ostudzić zmysły, kiedy brała głębszy oddech. Podskórnie wiedziała, że miał rację. Oboje byli głupi i nieostrożni… tylko co oni tak naprawdę mogli z tym zrobić?
A jak ty sobie wyobrażasz taki trening? — miała ochotę prychnąć, jednak zamiast tego wwierciła ciemne spojrzenie w jego obłędnie czekoladowe oczy. — Będziemy chodzić po barach, prowokować bójki i ćwiczyć, żeby drugie nie zareagowało? — przysunęła się bliżej. — I ty też będziesz? Będziesz próbował stać obok, kiedy ktoś podniesie na mnie rękę, kiedy ktoś mnie uderzy? Do tego tu dążymy?

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Widział jej spojrzenie, ale to nie był pierwszy raz, kiedy tak na niego patrzyła, chociaż pierwszy, kiedy rzeczywiście po plecach przeszedł mu dreszcz. Bo teraz właśnie, w tej chwili oni zaczynali, a właściwie to Madox, zaczynał tę ich poważną rozmowę. Kontynuował, chociaż odrobinę się spiął, co mogła zobaczyć nawet po tych mięśniach na brzuchu, bo już kurwa czuł jaka będzie jej reakcja, już ją widział oczami wyobraźni. Mocniej docisnął palec do jej pełnych warg, kiedy je rozchyliła zbierając z nich kciukiem nieco wilgoci. Rozmazał ją po jej ustach, dopiero kiedy skończył mówić, odsuwając palce. Na to jej pierwsze pytanie uniósł brew, no przecież oboje doskonale wiedzieli.
- No następnym razem się nie udzielać? - zaczął, ale ona zaraz wyciągnęła argument, którego on się przecież musiał spodziewać. Czuł, że ona to powie... Bierna na twoją krzywdę - aż wywrócił oczami.
- Nie o to... - chciał jej powiedzieć, że nie o to mu chodzi, ale przecież właśnie o to mu chodziło, tego od niej chciał, żeby była bierna na jego krzywdę - to co innego - rzucił tylko, kiedy powiedziała o tym, czy ona jest Galenem Wyattem, żeby ją ratować. Czyli chyba w tym momencie już kończyła się miła... Spokojna? Pokojowa, poważna rozmowa, a zaczynały się przepychanki swoimi racjami.
Teraz będą sobie wypominać, kto był mniej ostrożny?
Noriega znowu strzelił oczami i sięgnął po tego swojego drinka, żeby upić z niego dwa łyki, odstawił go na swoje kolano.
- Też się podłożyłaś pod kulę, szarpałaś z Rosą, która miała broń, a mi wypominasz takie rzeczy - mruknął i szturchnął ją kolanem w bok. Nie chciał się kłócić. Chociaż to kiedy powiedziała, że to było durne trochę go ruszyło. Znowu podniósł szklankę do ust i ją wyzerował, a później przyciągnął ją do siebie bliżej za kark, żeby oprzeć czoło na moment o jej skroń, kiedy te ciemne tęczówki spoczęły na jej brązowych, pięknych oczach.
- Właśnie mnie się wydaje, że kto jak kto, ale akurat ja... Mam prawo cię o coś takiego prosić Pilar. Bo mi na Tobie zależy - powiedział nawet na moment nie spuszczając wzroku, ale finalnie to się odsunął, oparł rękę z tyłu na ladzie i nawet odchylił się do tyłu - ale może ja się kurwa nie znam - bo właściwie czy Madox już kiedykolwiek w swoim życiu składał takie deklaracje? Czy kiedykolwiek na kimkolwiek mu tak zależało, no chyba nie. Przez moment milczał patrząc na nią z dystansu, na jej ciemne oczy otoczone kurtyną czarnych rzęs, na te jej pełne usta. A jakby jej teraz powiedział, że ma rację i mogliby już skończyć tę poważną rozmowę?
No chyba nie mogli.
- Wiem - rzucił, kiedy powiedziała, że ona tak nie potrafi, no bo przecież on już doskonale zdążył to zauważyć, że Pilar nie potrafiła być bierna, ona walczyła, o tych, których kochała, o słabszych, w słusznej sprawie. Jeden kącik jego ust drgnął ku górze, kiedy tak na nią patrzył, bo to też mu się w niej podobało. To też ich łączyło, Madox też nie umiał być bierny, chociaż... Może wcześniej bardziej to umiał? Umiał lepiej panować nad sobą, kiedy w głowie i w sercu nie było tyle różnych emocji. Kiedy nie trawiła go ta tęsknota do niej. Kiedy nie wracał myślami do Medellin i wciąż do Stewart. Na okrągło.
Znowu się do niej przysunął, a kiedy przejechała opuszkami po jego karku, to on przesunął kolanem po jej boku, przycisnął ją do siebie.
- Ale mogłabyś się tego nauczyć - powiedział, mistrz opanowania, król jebanego panowania nad sobą. Kiedy zapytała o ten trening, to otworzył usta, ale te jej kolejne słowa sprawiły, że parsknął śmiechem, krótko, ale szczerze.
- W zasadzie myślałem o jakimś wspólnym sparingu, żeby potrenować koncentrację i nie rozpraszanie się, ale to chodzenie po barach brzmi zajebiście - znowu się zaśmiał, a później pochylił nad nią, jakby chciał ją pocałować. Bo chciał, zamierzył się, żeby musnąć jej gorące, pełne wargi, swoimi, ale zatrzymał się te kilka milimetrów od nich.
- Nie no, nie będę - powiedział od razu na jej kolejne słowa, tak, że te jego mogła poczuć na swoich ustach, powoli odsunął się od niej. Chociaż musiał sobie w myślach trzy razy powtórzyć skup się Madox.
- Zaczekaj, bo w ogóle nie o to mi chodzi - zsunął się z tej lady, tak, że jego nagi tors zetknął się z jej piersią falującą w niespokojnym już oddechu. Przytrzymał ją na moment przy sobie, przesuwając palcami, po jej talii, po biodrze, spojrzał jeszcze raz w jej piękne, duże oczy. I prawie się poddał, prawie się złamał.
Zrobił jednak krok w bok, odszedł na drugi koniec lady.
- A jak cię uczyli w szkole policyjnej? Reagujesz, ale uważasz. Najpierw bezpieczeństwo, później interwencja - powiedział dość poważnie, jakby się na tym znał, ale pewnie się nie znał, zresztą zaraz oparł się o blat i sięgnął po limonkę z jej szklanki, żeby wsadzić ją sobie do ust. Skrzywił się przy tym na moment, a ciemne oczy zawiesił na jej twarzy.
- A to możemy razem chodzić po barach? - zapytał, bo to też była ważna kwestia w zasadzie.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była hipokrytką.
Równie wielką co on.
Z równie narwanym charakterem, impulsywnym podejmowaniem decyzji i brakiem umiejętności by odpuszczać. Bo oni kurwa po prostu nie potrafili. Nie potrafili tak po prostu pozostać biernym, udawać obojętność i stać z boku, kiedy drugiej stronie działa się krzywda. A najgorsze w tym wszystkim było to, że wymagali od siebie nawzajem rzeczy, których sami nie mogli dać. On chciał, żeby Pilar mniej się podkładała, ona chciała by on również tego nie robił. W rzeczywistości? Pewnie żadne nie będzie się do tego stosować, bo on przyjął by jeszcze sto takich kul, a ona jeszcze równe dwieście rzuciła się na Rosę, chociażby miała stracić nawet całe ucho.
Przewróciła oczami, kiedy użył argumentu bo mi na tobie zależy.
A myślisz, że mi na tobie nie? — rzuciła kontrą niemal od razu, wbijając ciemne spojrzenie w jego obłędnie ciemne oczy. W te cholernie wielkie, piękne oczy, w których potrafiła przepaść. I pewnie znowu by to zrobiła, gdyby nie rozmowa, którą prowadzili. Przeniosła dłoń na jego policzek, głaszcząc go nieznacznie. — W życiu mi tak na kimś nie zależało — wyznała, czując, jak serce w piersi przyspiesza. Pilar nie była dobra w nazywanie swoich emocji. Często nie rozumiała, co tak naprawdę czuła, miewała problemy z interpretacją emocji, jednak tego była pewna, jak niczego innego na tym zasranym świecie.
Czego mogłabym się nauczyć? — spojrzała na niego, marszcząc brawi. — Bycia kurwa bierną? — spytała z pretensją. Jakby to była cecha warta nauki. Nie wystarczyło, że żyli w tak skurwiałym świecie, że mało kto reagował na ludzką krzywdę? Że co druga osoba na ulicy pozostawała obojętna na cudze problemy? Ona też musiała? Walczyła tyle lat tylko po to, żeby teraz odpuszczać i to przy jedynej osobie, na której szczerze jej zależało?
Słuchała uważnie, gdy mówił o treningu. Sparing na potrenowanie koncentracji brzmiał… nie najgorzej. Chociaż stojąc teraz przed nim, widząc jak przysuwa się bliżej, jak kompletnie niweluje dzielący ich dystans, jak p r a w i e łączy ich usta w ciepłym pocałunku, nie potrafiła sobie wyobrazić jak miałby wyglądać taki trening na koncentracje. Chociaż może właśnie tak?
I ja mam się niby nie rozpraszać, kiedy robisz to? — przysunęła się minimalnie bliżej, niwelując te m i l i m e t r y, które ich dzieliły, dosłownie przyklejając swoje biodra do twardego, chłodnego blatu, podczas gdy dłonią przejechała po jego nagim torsie. Aż musiała się cała w sobie spiąć, żeby go nie pocałować. Wzięła głębszy oddech, przymykając na moment oczy. — Ale dobrze, zróbmy to. Ten trening — westchnęła prosto w jego usta, kiwając twierdząco głową. Akurat to z pewnością im nie zaszkodzi, a jeśli Madox faktycznie będzie umiał ją i siebie czegokolwiek nauczyć — świetnie. Mogli tylko na tym skorzystać.
Nawet nie drgnęła, kiedy zaczął zsuwać się z lady. Stała stabilnie w miejscu, nie dając um ani milimetra przestrzeni na własne ciało. Wymusiła wręcz, by otarł się o nią, łącząc ich nerwowo falujące klatki piersiowe w jedność.
Nie o to mi chodzi.
Czuła każde pojedyncze słowo na swoich ustach. Jego bliskość ją przytłaczała, a w tym samym momencie nie chciała, by ruszał się z miejsca. Głowa i serce wysyłały jak tak skrajnie sprzeczne sygnały, że ciało wariowało na jego punkcie.
A o co ci chodzi? — rzuciła w odpowiedzi, przywierając do niego i przysuwając się tak blisko, że mówiąc, zahaczała wargami o te jego. I chwała kurwa Bogu, że chociaż Noriega miał w sobie resztki samokontroli i przesunął się po ladzie na bok, bo Pilar lada moment wpiła by się w jego usta bez opamiętania i tyle by było z poważnych rozmów. Mruknęła z niezadowolenia, kiedy przeszedł na drugą stronę, chociaż głowa podziękowała mu za ten dystans.
Chwile spoglądała na niego, gdy zadał pytanie o chodzenie po barach, jakby w myślach próbowała ułożyć sobie coś wystarczająco sensownego.
Nie możemy — ale kurwa zabłysła. — Nie powinniśmy — dodała zaraz potem. Czemu to było takie trudne? Bo wiedziała, co on o tym wszystkim myślał? Bo sama już nie była niczego pewna? Na moment odwróciła się na pięcie i złapała za butelkę whisky. Nie nalała jej jednak do szklanki — zamiast tego odkręciła korek i po prostu zgarnęła z gwinta kilka łyków. — Mówisz o ostrożności i bezpieczeństwie… właśnie dlatego nie możemy. Dobrze wiesz, że jeśli ludzie dla których pracujesz dowiedzieliby się, że ty… że my… któreś z nas mogłoby za to beknąć. Nie mówiąc już o tym, że to wyjebałoby całą sprawę. I kurwa Madox, nie masz pięciu lat, chyba nie muszę ci tłumaczyć dlaczego to jest niebezpieczne — spojrzała na niego z lekkim wyrzutem. Nie był przecież głupi, musiał zadawać sobie sprawę, jak poważna była sytuacja. Przecież tu nie tylko na szali była jej praca, czy nawet jego ukochane Emptiness, ale i ich jebane życia. Przecież nie mogli być na to aż tak obojętni. Spojrzała mu głęboko w oczy. — Nikt nie może wiedzieć, że cokolwiek jest między nami — a jeśli oni faktycznie chcieli sie spotykać, musieli znaleźć na to jakiś sposób.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
REKRUTER
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedział, że jej na nim zależało, no przecież to wiedział i już nawet chciał powiedzieć, że skoro tak, to powinna mu obiecać, że będzie ostrożniejsza, ale Pilar wtedy dodała to w życiu mi tak na kimś nie zależało, a Madox odruchowo wtulił policzek w jej dłoń, bo on czuł dokładnie to samo. W życiu mu na nikim tak nie zależało jak na niej.
- No i dlatego musimy pomyśleć, co z tym zrobić - stwierdził i przekręcił twarz, żeby szczypnąć zębami opuszek jej palca, żeby potem musnąć je wargami, te opuszki, które jeszcze przed chwilą głaskały jego szorstki policzek. Tylko jak tak dalej to pójdzie, to oni na pewno nie porozmawiają, w życiu, więc Madox w końcu się od niej odsunął. On, który nigdy nie umiał wytrzymać.
- Bycia kurwa ostrożną, skupioną - powiedział i dotknął palcem środka jej czoła - umiesz być skupiona - no bo umiała, kiedy go szyła, kiedy zakładała mu ten opatrunek. A jak stał nad nim Ivanek to nie umiała, ale Madox się jej wcale nie dziwił, on też by nie umiał. Aż spuścił głowę, bo on się tutaj tak mądrował, pouczał ją, ale przecież nie umiałby być bierny, gdyby działa jej się krzywda. Tylko, że oni przez to, to kiedyś naprawdę narobią sobie kłopotów. Nawet tego nie kontrolował, kiedy już wisiał nad nią tak blisko, że czuł ciepło bijące od jej pełnych, miękkich warg.
- Co-robię? - zapytał powoli, zaciągnął się zapachem jej perfum, który w tym momencie drapał go gdzieś pod skórą, zwłaszcza gdy się przysunęła, przywarła do tego blatu, tak, że mógł ją poczuć, i jej dłoń na klatce piersiowej, na tym dzikim poważnym lwie. On też musiał się spiąć, żeby tego nie zrobić, żeby nie wpić się w jej pełne wargi, do utraty tchu. Dopiero, kiedy powiedziała to zróbmy to, ten trening, to on też wypuścił powietrze z płuc prosto w jej usta, ich oddechy się spotkały, chociaż te spragnione siebie wargi wcale nie. Całe szczęście, bo z pewnością byłby to już koniec rozmowy.
Trzeba było zareagować, jeśli chcieli to doprowadzić do końca. A Madox chciał, chciał to mieć za sobą i wiedzieć na czym oni kurwa stoją. Dlatego zapytał o te bary. O to, czy oni jednak mogą się spotykać, widywać gdzieś na mieście. Gdziekolwiek. Czy mogą cokolwiek?
Zaraz Pilar odpowiedziała, że nie, a Madox znowu strzelił oczami, przysunął sobie wysoki stołek, na którym usiadł, po drugiej stronie lady, żeby jednak zachować ten dystans.
- To z kim Ty pójdziesz na tą kolację w ciemności? - zapytał i przesunął jej szklankę, kiedy sięgnęła po whisky, ale Stewart wcale nie kłopotała się już szkłem, pociągnęła z gwinta, a Madox się uśmiechnął. Przesunął palcem po krawędzi swojej szklanki, licząc, że jednak mu doleje. Jego ciemne tęczówki odszukały jej pięknych, czekoladowych oczu, słuchał jej słów, i starał się być spokojny. Bo przecież miała rację, ale w momencie, w którym powiedziała to, że nie mogą, znowu, to walnął pięścią w blat.
- Chuj mnie obchodzi co można, co nie można... - już się odpalił, bo Madox to jednak nie umiał panować nad sobą. Próbował. Bardzo próbował. Ale jak nie mogą? Nawet nie wysłuchał jej do końca, bo on już poderwał się z krzesła i zrobił jakieś małe kółeczko po jej salonie, drapiąc się po wytatuowanym karku. Przeczesał palcami te jasne, krótkie włosy, zanim znowu stanął przy ladzie, po drugiej stronie. Wciąż trzymając między nimi ten dystans.
- Przecież sami to wybraliśmy to niebezpieczeństwo, twoja praca nie jest bezpieczna Pilar, moja też nie, i nie zmieni tego to, czy będziemy razem, czy nie - sięgnął do niej, żeby chwycić ją za nadgarstek, zacisnąć na nim palce, chyba mocniej niż powinien - a ja chcę być z tobą, tego też nic nie zmieni - powiedział pochylając się nad tym blatem w jej kierunku. Znowu za blisko, znowu te jej piękne oczy. Zapach jej perfum, i ten ogień, który już czuł na własnych palcach, które zaciskały się na jej miękkiej, gładkiej skórze. Puścił ją i się cofnął.
- A jeśli nikt nie będzie wiedział? - wciąż patrzył w jej oczy, wciąż starał się z nich coś wyczytać - zróbmy to tak, żeby nikt nie wiedział. Przecież jesteś policjantką, a ja jestem kretem, umiemy udawać, umiem grać pod przykrywką... - znowu się nakręcił, odepchnął od lady i zrobił kilka kroków w drugą stronę, zatrzymał się, znowu przejechał palcami po karku. Myśl Madox, myśl - powtarzał sobie w głowie.
- Nie musimy się spotykać na mieście - stwierdził i znowu odwrócił się w jej kierunku, znowu znalazł się przy ladzie - a w Emptiness i tak jest pełno psów, zresztą zawsze możesz przyjechać do mnie, albo ja do ciebie - chyba wcale nie przemyślał sprawy, bo akurat ich mieszkania mogły być obserwowane, chociaż... z drugiej strony to Madox nigdy nie chwalił się tym, gdzie on mieszka, chyba tylko Maddie znała jego adres, a i tak z tego nie korzystała. Madox do tego wracał do siebie o tak dziwnych porach, a czasami potrafił nie wracać przez kilka dni, że może rzeczywiście było ciężko go wyśledzić. Inna sprawa, że teraz miał na chacie Debbie.

Pilar Stewart
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
29 y/o
LEĆ, ADAM, LEĆ
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przecież była skupiona.
Była ostrożna.
Czy nie była?
Już kurwa nic nie wiedziała. Bo przy nim nie dało się wiedzieć. Stewart zawsze wiedziała jak się zachować — kiedy przeczekać, kiedy atakować, kiedy robić unik, — tylko że kiedy w grę wchodził Madox; kompletnie głupiała. Jakby myślenie w jej głowie ustępowało sercu i zamiast kierować się chłodną głową, ona pozwalała gorącej dzikości przejmować kontrole. I to był błąd. Zdawała sobie z tego sprawę, a jednak nie potrafiła się przyznać przed Noriegą. Nienawidziła okazywać słabości, a już i tak wystarczająco się przed nim obnażała.
Prychnęła głośno, gdy spytał z kim w takim razie pójdzie na kolację w ciemności. Serio, kurwa? To go teraz zastanawiało? Przez ułamek sekundy miała ochotę powiedzieć, że z Galenem. Tak dla czystej złośliwości. Tylko czy im teraz były potrzebne uszczypliwości? Już wystarczył fakt, że przecież ledwo zaczęli rozmawiać, a już nie potrafili się dogadać. Niby mówili o tym samym, a jednak nie mogli się dojść.
Z tobą, estúpido — mruknęła, przyglądając się, jak przysuwa jej pod rękę pustą szklankę. Nalała mu whisky do połowy szkła, a zaraz potem podniosła spojrzenie na jego czekoladowe oczy. — Chyba, że mnie wkurwisz, to się jeszcze zastanowię — jej ton oscylował gdzieś pomiędzy żartem a śmiertelną powagą. Z jednej strony oczywistym było, że nie miała zamiaru brać nikogo innego, a gdyby do tego czasu jednak zdążyli się ponownie pokłócić, sama by nie poszła, z drugiej Madox potrafił wyprowadzić ją z równowagi jak nikt inny. W ogóle dużo rzeczy p o t r a f i ł z nią zrobić, których nie umiał nikt wcześniej. Na przykład ją w sobie rozkochać.
I kiedy tak się nagle obruszył, zerwał z miejsca, przeszedł po salonie wkurwiony na jej poprzednie słowa, serce Pilar znowu zabiło mocniej. Obserwowała go uważnie, każdy jego ruch, a ciepło, które zalewało jej ciało tylko wzbierało na sile.
Właśnie w tym, kurwa, problem — ona również ryknęła, unosząc się chyba za bardzo. — Że ciebie to chuj obchodzi — również uderzyła w niczemu nie winny blat. Mocno. Aż ją dłoń zabolała, nie mówiąc już o tym, że o mały włos nie przywaliła w pustą szklankę. Świetnie, jeszcze tego brakowało, żeby się tu teraz rozcięła. — A powinno cię to obchodzić, Madox. Powinno cię obchodzić, żebym była bezpieczna, chociaż w minimalnym stopniu jak mnie obchodzi twoje bezpieczeństwo. Wiem doskonale, jakie mamy roboty, ale to nie znaczy, że trzeba sobie jeszcze dopierdalać! — wyrwała mu się. Szarpnęła energicznie dłonią, kiedy ujął jej nadgarstek i chociaż momentalnie poczuła chłód na skórze, nie miała zamiaru tego pokazać. Zamiast tego znowu zgarnęła w połowie pustą już butelkę i upiła kilka łyków. Dopiero po chwili wróciła do niego spojrzeniem.
A jeśli nikt nie będzie wiedział?
No i właśnie tutaj — w tym jednym zdaniu — leżała cała nadzieja. Nadzieja na to, że cokolwiek mogło się udać. Bo innej opcji nie było. Musieli stać się niewidzialni. Dla półświatka i całego otoczenia.
Jeśli nikt nie będzie wiedział… — zaczęła już spokojniej, przyglądając mu się uważnie. Nachyliła się w jego kierunku, opierając ciężar ciała na łokciach. — To może się udać — powiedziała to. Pierwszy raz się z nim zgodziła. Tylko znowu; to wcale nie było tak proste jak mu się wydawało. — Tylko, kurwa, Madox, to trzeba zrobić naprawdę dobrze — teraz to ona odepchnęła się od lady i zrobiła kilka kroków po niewielkiej kuchni, przeczesując gęste włosy. — Założenie kominiarki nie załatwia sprawy, schadzki po mieszkaniach też nie są takim pewniakiem. Skoro Tony wiedział o wszystkim; o kolacji u Seeleya i nawet jebanym Quebec, a do tego wiedział przy tym wszystkim kim jestem, wcale nie ma pewności, że mieszkania nie są obserwowane. Sam najlepiej wiesz jak dobrze potrafią być zorganizowani… — bo wiedział. Wiedział to lepiej niż ona, chociaż to właśnie Pilar często zajmowała się podobnymi sprawami i grupami przestępczymi. Ale przecież to on w jednej faktycznie był i to największej i najbardziej niebezpiecznej w całym, jebanym Toronto. Właśnie dlatego powinien wiedzieć, że to wcale nie będzie proste.
Wwierciła w niego spojrzenie i ruszyła w jego kierunku, kiedy on tak przechadzał się po salonie.
Koniec z bezmyślnym pokazywaniem się razem — warknęła, wbijając mu palec w klatkę piersiową. Jej ton był stanowczy, daleki od żartu czy jakiejkolwiek dwuznaczności. — Koniec z okazywaniem słabości. Przy ludziach mamy się nie znać. Niezależnie od tego jak gówniana sytuacja by nie była — dodała, bo to przecież było kurewsko istotne, jak nie najważniejsze. Plan awaryjny na wszelki wypadek, szczególnie znając ich dwójkę i p e c h a jakiego potrafili mieć w różnych sytuacjach. Bo jasne, czasami przeplatało się z to z wyjątkowym szczęściem, ale jednak los wcale ich nie oszczędzał. Nie znali dnia ani godziny, kiedy coś znowu się wypierdoli. I musieli być na to gotowi. Docisnęła palec do jego nagiej skóry, przysuwając się bliżej. — I koniec z tym twoim pierdoleniem, że cię to pierdoli.

Madox A. Noriega
kasik
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#26”