Kiedy wróciła do kuchni, to Madox opierał się o ten jej ładny, kuchenny blat, żuł sobie ten plasterek limonki, krzywiąc się, chociaż na jej pytanie, czy mu się tutaj nie podoba, od razu pokręcił głową.
-
Podoba mi się, jest bardzo... przytulnie - mruknął, ale zaraz jej pokazał limonkę na języku. Rzeczywiście mieszkanie Pilar miało w sobie coś takiego, czego brakowało w tym Madoxowym. Może to te kolory? Dużo
czerwieni. Podobało mu się. Tak samo jak podobało mu się to, jak Stewart na niego patrzyła, chociaż zaraz on sam powiedział o tej ich
poważnej rozmowie. Może mogliby ją odbębnić, mieć spokój i zająć się czymś innym? Byłoby świetnie.
Tylko ciekawe czy im tak świetnie pójdzie?
-
Tak bardzo chcę mieć to już za sobą - rzucił, bo chciał. Bo to nie zapowiadało się na
miłą, łatwą pogawędkę. Ale byli
dorośli...
poważni? No przynajmniej, powinni być, więc chyba dadzą sobie jakoś radę. Chociaż zaraz Pilar stała już po jego stronie blatu i rozciągała materiał jego koszulki, a Madox sięgnął po tego mazaka, którego miał w tylnej kieszeni spodni, najpierw chciał go dać Stewart mówiąc, żeby dorysowała tego blanta, ale zamiast tego, to on złapał skuwkę w zęby, a później tym mazakiem zrobił jakąś niezidentyfikowaną kreskę na jej nadgarstku. Czy ktoś mówił -
dorośli, poważni ludzie?
To chyba pomylił adresy.
-
Mieliśmy rysować - wybełkotał przez tą zatyczkę, którą trzymał w ustach, ale finalnie zamknął mazak i włożył go sobie za ucho -
wyjebać ją, czy uprać? - zapytał i przejechał palcami po brudnym materiale. Kiedy kazała mu wskakiwać na blat to spojrzał na nią dziwnie, uniósł jedną brew.
-
Wygodniej by było... - zaczął, ale wtedy Pilar go pośpieszyła, wywrócił oczami, ale oparła się o blat i podciągnął na niego -
za wysoko - mruknął, ale kiedy stanęła między jego nogami, to zahaczył ją stopą przyciągając do siebie -
¿Jugamos órdenes hoy? -
dzisiaj bawimy się w rozkazy?, uniósł jedną brew, ale nawet nie sięgnął do tej swojej koszuli. Zrobiła to za niego Pilar, a Madox tylko podniósł ręce pomagając jej przełożyć ją sobie przez głowę. On od razu wiedział, że
to nie był najlepszy pomysł, a do tego wcale nie pomagał jej się skupić, bo kiedy ona się pochylała po szklankę i zerowała tego drinka, to on sunął sobie stopą po jej łydce, a później to już zaplótł obie ze sobą przyciskając ją do siebie jeszcze mocniej.
-
Bo zapomniałem nakleić taśmę - powiedział na to jej
wszystko ci przesiąknęło, przez chwilę chciał do niej sięgnąć, ale ona już taka skupiona znowu wpatrywała się w tę jego ranę, więc Madox odchylił się do tyłu i oparł ręce na chłodnym blacie -
samo się rozjebało - no oczywiście, bo przecież Noriega to nawet tego nie ruszał, wszystko
samo się zrobiło. Może jak mu się ten pas werżnął? Albo jak tarzali się w śniegu? Albo jak się bił z Ivankiem?
-
To przez Ivanka, na pewno - powiedział, kiedy już patrzyła mu w oczy, musiało tak być. Na to jej pytanie,
czy bardzo boli wzruszył tylko ramionami.
-
A jak powiem, że tak, to co wtedy? - spojrzał na nią spod przymrużonych powiek, chociaż drgnął, kiedy tak dotykała tej skóry obok rany, mimo, że była delikatna.
Delikatna Pilar. Ale Madox już wiedział, że potrafiła być też taka. On też powoli,
delikatnie, przesunął nogą po jej łydce. Syknął krótko, kiedy wylała na ranę płyn do dezynfekcji. Chciał już coś powiedzieć, żeby jednak była
delikatniejsza, ale Pilar odezwała się pierwsza i zapytała,
co jej chciał powiedzieć. Madox przez chwilę milczał, wpatrywał się w jej dłonie na swojej ranie.
-
Chciałem, żebyś jednak zrobiła ryż na kolację - sięgnął palcami do jej policzka, żeby zebrać z niego kilka niesfornych, czarnych kosmyków, przełożyć je jej przez ramię, które też musnął palcami. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy złapał jej spojrzenie, ale zaraz spoważniał, przecież nie mógł cały czas obracać wszystkiego w żart, zwłaszcza, że mieli
poważnie porozmawiać. Oparł dłoń lekko na jej karku i już miał
to powiedzieć, ale ona wtedy zaczęła, że
będzie musiał pojechać z tym do szpitala.
-
Pojadę - powiedział spokojnie. Chociaż Madox nienawidził szpitali, ale przecież już ostatnio był z tym wstrząsem mózgu. Na badaniach wyszło, że wszystko było okej, i jeszcze była załatwiła mu rezonans bez kolejki. Może teraz też go obejrzą bez kolejki? On na ostrym dyżurze powinien mieć już jakieś znajomości.
-
Ale najpierw mnie posłuchaj - przesunął palcami na jej szyję, żeby podnieść jej głowę, spojrzeć w jej duże, piękne oczy -
bardzo... - jednak chyba nie wiedział co jej chce powiedzieć, chociaż co to może wiedział, bardziej jak. Zastanowił się przez moment, sunąc opuszkami po gładkiej skórze na jej gardle.
-
Chodzi o to, że bardzo mnie kręci, kiedy jesteś taka - aż nabrał powietrze w płuca. Bo o co mu chodziło?
Narwana? Dzika?
-
Kiedy stanęłaś w mojej obronie - wyjaśnił jej w końcu. Bo rzeczywiście to było dla Madoxa niespotykane, może nawet lepsze niż to, kiedy wyznawała mu miłość? Nie, nie lepsze, ale gdzieś na równi.
-
Ale... - zaczął jednak i tym razem przesunął palce na jej pełne, gorące usta, bo znając ją, to zaraz mu zacznie przerywać, a nie chciał tego, póki w końcu tego z siebie nie wydusi -
nie chcę, żebyś się za mnie podkładała - drugą ręką sięgnął do tego jej zasinionego policzka, na którym zebrał się piękny krwiak, przesunął po nim delikatnie szorstkimi opuszkami -
bo to się kiedyś kurwa skończy gorzej i będzie chujowo - dość chujowo to określił? Nie zabrał jeszcze palców z jej warg, a ciemne tęczówki, wciąż intensywnie wpatrywały się w jej czekoladowe oczy.
-
A ja nie jestem Galenem Wyattem, że musisz mnie ratować - wywrócił oczami, a jeden kącik jego ust uniósł się do góry -
wiem co zaraz powiesz Pilar - to samo, co on jej powiedział po tym postrzale, że
zrobiłby to sto razy, dla niej. Bo zrobiłby. I wiedział, że ona zrobiłaby to samo dla niego, a jednak gryzło go to gdzieś pod skórą.
-
Ja wiem, że jakbyś chciała, to rozwaliłabyś Ivankowi łeb, bo jesteś... - nabrał powietrze w płuca, aż ten napis Medellin na jego brzuchu uniósł się do góry -
najbardziej ogarniętą kobietą jaką znam, i pewnie rozwaliłabyś nawet Maddie - dopiero teraz wypuścił powietrze i pochylił się nad nią, żeby te palce z jej ust przesunąć na kark, żeby wpleść je w czarne, miękkie włosy. Spojrzał jej w oczy, z bliska.
-
Ale musisz mi obiecać, że będziesz ostrożniejsza - trochę mało to było, ale co miał jej powiedzieć? Żeby mu obiecała, że będzie stała z boku i patrzyła? No chyba nie Stewart, jakoś sobie tego nie wyobrażał.
-
Kiedy jesteś obok, to ja też tracę czujność, ale chyba powinniśmy nad tym popracować, może na jakimś treningu? Co o tym myślisz Pilar? - zapytał. Kto by w ogóle pomyślał, że Madox będzie coś takiego proponował? Kiedy on przecież miał w sobie jeszcze więcej chyba tego
narwaństwa od niej. A jednak przy niej uczył się odrobinę...
ogłady.
Pilar Stewart